Zdrowie pacjentów chorych przewlekle będzie monitorowane w domu, a nie tylko podczas rutynowych wizyt kontrolnych

Centrum e-Zdrowia kończy prace nad nowym systemem zdalnego monitorowania zdrowia pacjenta – Domową Opieką Medyczną (DOM). Pacjenci będą mogli podłączyć swoje urządzenia medyczne i inteligentne zegarki, a lekarz zobaczy niepokojące odchylenia od normy w systemie gabinetowym. Jak działa DOM?

Newsletter OSOZ

Koniec z punktową opieką, lekarz szybciej zareaguje na zmiany parametrów zdrowia

Niektórzy pamiętają jeszcze Domową Opiekę Medyczną z pandemii COVID-19. System służył do monitorowania stanu zdrowia pacjentów zarażonych koronawirusem. Osoby z grup ryzyka otrzymywały pulsoksymetr. Wyniki pomiarów trafiały do centrum monitoringu, a w przypadku pogorszenia parametrów – do pacjenta była wzywana karetka pogotowia.

Potem zrealizowano kilka pilotaży monitorowania zdrowia w tym m.in. telemonitoringu stanu zdrowia dzieci i młodzieży z niedoborami odporności, aż w końcu o systemie zapomniano . Teraz DOM wraca w nowej odsłonie dzięki dofinansowaniu projektu z KPO.

Nowy DOM został zaprojektowany z myślą o ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, profilaktyce oraz opiece koordynowanej. W pierwszej kolejności ma objąć pacjentów diabetologicznych, kardiologicznych pozostających oraz wybranych pacjentów w ramach podstawowej opieki zdrowotnej (program profilaktyki). Jak podkreśla Centrum e-Zdrowia, rozwiązaniem będzie można z czasem objąć kolejne grupy pacjentów.

DOM wychodzi z prostego założenia: zdrowie pacjentów chorych przewlekle powinno być monitorowane na bieżąco, a nie tylko kilka razy w roku podczas wizyt kontrolnych. Pomiędzy terminami u lekarza stan zdrowia może się pogorszyć. Zamiast punktowej opieki DOM wprowadza nowy, hybrydowy model opieki ciągłej – pacjent pozostaje pod stałą opieką, ale jednocześnie jest zaangażowany w proces leczenia.

Procedura opieki nad pacjentem objętym DOM (źródło: Centrum e-Zdrowia)
Procedura opieki nad pacjentem objętym DOM (źródło: Centrum e-Zdrowia)

Dane ze smartwatchy zamiast ręcznie prowadzonych dzienniczków pomiarów na papierze

DOM integruje dane o zdrowiu z różnych urządzeń medycznych, zarówno certyfikowanych, takich jak ciśnieniomierze cyfrowe, jak i konsumenckich, takich jak inteligentne zegarki lub opaski fitness. W ten sposób lekarz zyskuje szerszy obraz sytuacji zdrowotnej pacjenta, a pacjent – lepiej rozumie dynamikę choroby przewlekłej. Bieżące pomiary mają też pomóc we wcześniejszym wykrywaniu pogorszenia się stanu zdrowia i identyfikacji odchyleń od normy, które często pozostają niezauważone podczas tradycyjnej opieki.

Dane spływające do DOM lekarz zobaczy bezpośrednio w swoim systemie gabinetowym (dzięki platformie integracyjnej). Zamiast analizować wszystkie dane, system wyświetli zdarzenia wymagające pilnej interwencji. Z kolei pacjent będzie miał do nich dostęp przez Internetowe Konto Pacjenta albo aplikację mojeIKP.

Architektura systemu DOM (źródło: Centrum e-Zdrowia)
Architektura systemu DOM (źródło: Centrum e-Zdrowia)

Centrum e-Zdrowia podkreśla, że największą wartością DOM-u jest uporządkowany sposób monitorowania pacjentów. Dotychczas lekarze bardzo często opierali się na papierowych notatkach prowadzonych przez pacjentów lub niekompletnych dzienniczkach pomiarów. Dane były rozproszone, niejednolite i często trudne do wykorzystania w podejmowaniu decyzji klinicznych.

Zdalny monitoring pozwala śledzić rozwój stanu zdrowia pacjenta w jego naturalnym środowisku. Lekarz może obserwować nie tylko pojedyncze wyniki badań, ale również codzienne nawyki zdrowotne oraz zmiany zachodzące w czasie. A to ma stanowić pierwszy krok w kierunku opieki personalizowanej. Kolejnym etapem rozwoju DOM-u będzie ciągłe monitorowanie parametrów zdrowotnych, co pozwoli na podejmowanie decyzji niemal w czasie rzeczywistym. Po to, aby wcześniej wykrywać zagrożenia zdrowotne, zapobiegać pogorszeniu stanu pacjentów, a w niektórych przypadkach nawet poprawiać wskaźniki przeżywalności.

Aby system sprawdził się w praktyce, konieczny jest aktywny udział pacjenta. I to będzie największym wyzwaniem. Niektórzy pacjenci chorzy przewlekle nie korzystają z aplikacji mobilnych i urządzeń ubieralnych, a do tego przyzwyczajeni są do modelu, w którym stan zdrowia sprawdzał co jakiś czas lekarz.

Lekarz lepiej zrozumie kontekst choroby pacjenta i spersonalizuje leczenie

Dane spływające do DOM mogą pochodzić z dwóch głównych źródeł:

Architektura systemu została zaprojektowana wokół trzech podstawowych elementów: źródeł danych, pacjenta oraz lekarza.

Źródłami danych są certyfikowane urządzenia medyczne, urządzenia typu smart oraz pomiary wprowadzane ręcznie przez pacjentów lub pracowników medycznych. Do systemu mogą trafiać informacje pochodzące np. z ciśnieniomierzy, wag, glukometrów, opasek monitorujących aktywność, inteligentnych zegarków czy innych urządzeń wyposażonych w funkcje zdrowotne.

Pacjent korzysta z programu za pośrednictwem Internetowego Konta Pacjenta oraz aplikacji mojeIKP (zakładka „Profilaktyka”). Z poziomu aplikacji może sprawdzać swoje kwalifikacje do programu, przeglądać historię pomiarów oraz wprowadzać nowe wyniki.

Lekarz uzyskuje dostęp do danych za pośrednictwem zintegrowanego z DOM systemu gabinetowego. Może kwalifikować pacjentów do programu, zlecać określone pomiary, analizować historię wyników oraz wykorzystywać zgromadzone informacje w trakcie procesu leczenia.

Przesyłanie danych z urządzeń smart odbywa się za pośrednictwem centrów danych producentów oraz platform takich jak Apple Health czy Google Health Connect. Dane synchronizowane przez urządzenia trafiają następnie do aplikacji mojeIKP, skąd mogą być wykorzystywane przez system DOM.

Zakres obserwacji diabetologicznej w DOM (źródło: Centrum e-Zdrowia)
Zakres obserwacji diabetologicznej w DOM (źródło: Centrum e-Zdrowia)
Zakres obserwacji kardiologicznej w DOM (źródło: Centrum e-Zdrowia)
Zakres obserwacji kardiologicznej w DOM (źródło: Centrum e-Zdrowia)
Zakres obserwacji w ramach programu profilaktyki POZ w DOM (źródło: Centrum e-Zdrowia)
Zakres obserwacji w ramach programu profilaktyki POZ w DOM (źródło: Centrum e-Zdrowia)

W planach m.in. raportowanie poziomu bólu i jakości snu

Kwalifikacja pacjenta do programu wymaga określenia czasu trwania opieki, zakresu monitorowanych parametrów oraz sposobu przekazywania danych. Lekarz decyduje również o częstotliwości wykonywania pomiarów. W zależności od rodzaju parametru mogą być one realizowane codziennie lub w dłuższych odstępach czasu. Obecnie dostępne są między innymi kwalifikacje diabetologiczne, kardiologiczne oraz ogólne kwalifikacje w ramach POZ.

Lekarz może modyfikować okres monitorowania, częstotliwość wykonywania pomiarów oraz listę parametrów objętych obserwacją. Dzięki temu zakres opieki może być dostosowywany do aktualnego stanu zdrowia pacjenta.

W IKP i na mojeIKP pacjent ma dostęp do historii pomiarów oraz wykresów prezentujących zmiany parametrów w czasie. Program wykorzystuje system powiadomień. Jeśli zbliża się termin wykonania pomiaru lub pacjent nie wprowadził wymaganych danych, aplikacja wysyła przypomnienie.

Integracja z urządzeniami zewnętrznymi jest możliwa wyłącznie w przypadku sprzętu spełniającego wymagania certyfikacyjne. Dotyczy to również urządzeń noszalnych wykorzystywanych do monitorowania parametrów zdrowotnych.

Pacjent może uzupełnić brakujące pomiary za poprzednią dobę, natomiast personel medyczny nie jest objęty takim ograniczeniem. W systemie dostępne są między innymi dziennik pomiarów oraz informacje o wykorzystywanych urządzeniach monitorujących.

Twórcy programu zapowiadają dalszy rozwój DOM-u. W kolejnych etapach mają zostać dodane moduły umożliwiające gromadzenie informacji o zdarzeniach zdrowotnych, powikłaniach, konsultacjach medycznych, przyjmowanych lekach oraz zaleceniach terapeutycznych.

Planowane jest również rozszerzenie zakresu danych ankietowych. Pacjenci będą mogli raportować między innymi poziom bólu, aktywność fizyczną, jakość snu, objawy bezsenności, samopoczucie, nastrój oraz wyniki pomiarów stężenia glukozy. Dzięki temu system ma dostarczać coraz pełniejszy obraz zdrowia pacjenta i wspierać przejście od opieki reaktywnej do modelu opartego na ciągłym monitorowaniu oraz profilaktyce.

Wszystkie informacje na temat Domowej Opieki Medycznej wykorzystane w artykule pochodzą z informacji przekazanych podczas konferencji „Perspektywy e-Zdrowia” (2 czerwca br.).

Internetowe Konto Pacjenta staje się drzwiami do wygodnych usług e-zdrowia. Ale nie wszyscy mają do nich dostęp
Internetowe Konto Pacjenta staje się drzwiami do wygodnych usług e-zdrowia. Ale nie wszyscy mają do nich dostęp

Kiedy w 2018 roku wystartowało IKP, korzystało z niego 22 tys. osób. Obecnie ma go już 55 proc. obywateli (20,6 mln). Aż tyle i tylko tyle, bo po skoku w czasie pandemii nowych kont przybywa bardzo wolno. Jeśli nic się nie zmieni, dojście do 90 proc. pokrycia zajmie 10 lat – wynika z naszej analizy. Tymczasem IKP daje przewagę w dostępie do usług zdrowotnych i zarządzaniu zdrowiem.

Newsletter OSOZ

20 mln użytkowników, dalej będzie już tylko pod górkę

1000-krotny wzrost liczby użytkowników w ciągu 8 lat to efekt systematycznego rozwoju funkcjonalności IKP, ale pomogła też pandemia COVID-19. Na przełomie 2020 i 2021 roku IKP było najszybszym sposobem na to, aby dostać się na szczepienie przeciwko koronawirusowi. Widać to po liczbach: w grudniu 2019 roku w IKP było 849 013 kont, a dwa lata później – już 14 166 892. Tak duży przyrost już nigdy potem się nie powtórzył i od 2021 roku liczba użytkowników IKP rośnie, ale powoli, o ok. 1–1,5 mln rocznie.

Liczba aktywowanych IKP w latach 2018-2026
Liczba aktywowanych IKP w latach 2018-2026

Ponad 50% Polaków już korzysta z IKP. Według teorii dyfuzji innowacji, na samym początku konto założyli tzw. innowatorzy, którzy chętnie próbują nowości. Kiedy korzyści z IKP zaczęły rosnąć (pandemia COVID-19), dołączyli do nich „wcześni użytkownicy” i „wczesna większość”. Razem tworzą 50% rynku, a więc dokładnie moment, w którym znajduje się IKP. Na IKP nadal nie zalogowała się „późna większość”, która z reguły wdraża innowacje pod presją, aby nie zostać w tyle (ok. 34%) i „ociągający się”, którzy są niechętni w stosunku do nowych technologii (ok. 16%).

Problem w tym, że teoria dyfuzji jasno pokazuje, że jesteśmy w punkcie, w którym tempo adopcji IKP maleje. Według przeprowadzonej przez nas symulacji przy obecnym tempie pokrycie IKP w społeczeństwie w okolicach 90% (poziom realny) osiągniemy za 9-10 lat, w 2035 roku.

IKP dla rodziców i młodych wyedukowanych cyfrowo

Z analizy struktury użytkowników wynika, że z IKP korzysta obecnie 11 048 000 kobiet oraz 9 623 943 mężczyzn. Różnica jest widoczna we wszystkich grupach wiekowych powyżej 18. roku życia. Mniej więcej odzwierciedla to strukturę społeczeństwa: w Polsce kobiety stanowią 51,7% populacji, a ich udział w kontach IKP to 53,4%.

Najliczniejszą grupą użytkowników są dzieci i młodzież do 17. roku życia – 5,85 mln kont. Powód jest prosty – są one zarządzane przez rodziców z poziomu ich własnego IKP. IKP jest więc chętnie wykorzystywane do organizacji opieki nad dziećmi, w tym szczepień, recept i wizyt.

Najliczniejszą grupą użytkowników stanowią osoby w wieku 30–39 lat oraz 40–49 lat (po 3,7 mln w każdej z grup). Tylko 1 258 082 osób 65+ ma konto IKP. Tymczasem w Polsce żyje ok. 8 mln seniorów, co daje 15-proc. pokrycie. W grupie 80+ spada ono do 10%. To pokazuje, że IKP cały czas pomaga niekoniecznie tym, którzy mogliby najbardziej skorzystać z dostępnych funkcji, a więc osobom starszym, obciążonym wielochorobowością i schorzeniami przewlekłymi.

Na IKP można już m.in. umówić się przez Centralną e-Rejestrację do kardiologa oraz badanie mammograficzne i cytologię (zdjęcie: MZ)
Na IKP można już m.in. umówić się przez Centralną e-Rejestrację do kardiologa oraz badanie mammograficzne i cytologię (zdjęcie: MZ)

Brakuje konkretów, które przekonają większość

Od początku 2025 roku do maja 2026 roku liczba nowych kont zwiększyła się o 1 666 378. W tym czasie pojawiły się w zasadzie tylko dwie większe przynęty do założenia IKP: możliwość wypełnienia ankiety w programie Moje Zdrowie (wcześniej Profilaktyka 40+) oraz umówienia się przez Centralną e-Rejestrację na pierwszą wizytę do kardiologa, badania mammograficzne i cytologiczne. Inne dodawane w tym czasie funkcje nie oferowały żadnych większych korzyści. E-receptę i tak można otrzymać w postaci kodu albo wydruku, elektroniczna dokumentacja medyczna wraz z wynikami badań laboratoryjnych jest nadal niepełna, bo nie wszystkie placówki prowadzą EDM, a indywidualny plan opieki medycznej (IPOM) wraz z harmonogramem leczenia dotyczy wąskiej grupy pacjentów i lekarz może go wydrukować.

Oczywiście, brak IKP nie może wykluczać pacjentów, dlatego zachowanie alternatywnych metod korzystania z usług medycznych jest konieczne. Ankietę w programie Moje Zdrowie może też wypełnić lekarz, a przez Centralną e-Rejestrację umówimy się w rejestracji przychodni. Ale i tak użytkownicy IKP dużo wygodniej zarządzają swoim zdrowiem i już mają lepszy dostęp do niektórych usług – i właśnie dlatego najważniejsze powinno być teraz zwiększanie liczby kont IKP, dzięki czemu łatwiej będzie skalować programy profilaktyki czy masowo udostępniać nowe usługi e-zdrowia.

Do tego konieczne są dwa elementy: dokończenie wdrażania EDM po stronie placówek zdrowia, aby w IKP była pełna dokumentacja medyczna oraz nowe funkcje, które spływające na IKP dane zamienią na konkretne korzyści. Ministerstwo Zdrowia i Centrum e-Zdrowia mają już kilka dobrych pomysłów. Na początek Interpreter Badań Laboratoryjnych, czyli system AI, który przetłumaczy wyniki badań na prosty język. To jedna z największych bolączek – pacjent otrzymuje liczby, chce wiedzieć, co oznaczają i teraz musi pytać ChatGPT.

Raport "42 aplikacje dla zdrowia"

Dobrym kierunkiem jest też rozszerzenie Centralnej e-Rejestracji o kolejne 8 zakresów od 2027 roku. Łatwiejsze wyszukiwanie terminów u lekarzy, gdzie kolejki są najdłuższe, to plus na korzyść systemu. Przez IKP pacjenci będą mogli wpisywać własne notatki, w tym wyniki pomiarów z domowych urządzeń, takich jak ciśnieniomierze. Odpowiednio oznaczone trafią do EDM i zobaczy je lekarz. Do tego dojdzie Domowa Opieka Medyczna – pacjenci chorzy przewlekle będą monitorowani zdalnie. Z ostatnich zapowiedzi MZ wynika, że planowany jest też bot AI, który na podstawie wyników badań przeprowadzi triaż i podpowie, czy trzeba udać się na SOR.

To, że pacjent może przez system zmienić lekarza, złożyć wniosek o wydanie Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ), upoważnić bliską osobę do odbioru recept lub dostępu do dokumentacji medycznej albo zarządzać dostępem do danych medycznych, to dodatki, które jednak nie są w stanie przekonać późniejszej większości w teorii krzywej dyfuzji. Bez konkretnych benefitów, na upowszechnienie się IKP trzeba będzie czekać kolejną dekadę.

2 czerwca br. CSIRT CeZ przedstawił nowy raport na temat cyberbezpieczeństwa w ochronie zdrowia
2 czerwca br. CSIRT CeZ przedstawił nowy raport na temat cyberbezpieczeństwa w ochronie zdrowia

W 2025 roku, kolejny rok z rzędu, rosła skala ataków hakerów na placówki ochrony zdrowia. CSIRT Centrum e-Zdrowia obsłużył 1441 incydentów cyberbezpieczeństwa, o ponad 60 proc. więcej niż rok wcześniej – wynika z raportu „Krajobraz cyberbezpieczeństwa w sektorze ochrony zdrowia”. Dobra wiadomość: coraz więcej placówek zdrowia wdraża systemy zarządzania bezpieczeństwem informacji.

Newsletter OSOZ

Phishing największym zagrożeniem. Hakerzy atakują, gdy spada czujność

W 2023 roku odnotowano 435 incydentów bezpieczeństwa danych w sektorze zdrowia, rok później już 1028, a w 2025 roku liczba ta wzrosła do 1441.

Liczba incydentów w sektorze ochrony zdrowia w latach 2023-2025 (źródło: CSIRT CeZ)
Liczba incydentów w sektorze ochrony zdrowia w latach 2023-2025 (źródło: CSIRT CeZ)

Konsekwencje ataków hakerów wykraczają daleko poza utratę danych, prowadząc do zaburzenia pracy oddziałów, utrudnionego dostępu do dokumentacji medycznej i zagrażając bezpieczeństwu pacjentów.

Największą kategorię incydentów w 2025 roku stanowiły oszustwa komputerowe (phishing). Odnotowano ich aż 580. Drugą najczęstszą grupą były podatne usługi (344). Łącznie te dwa typy zagrożeń odpowiadały za niemal dwie trzecie wszystkich incydentów zgłoszonych do CSIRT CeZ.

Cyberprzestępcy coraz rzadziej wysyłają prymitywne wiadomości z błędami językowymi. W zamian przygotowują profesjonalnie wyglądające kampanie, które wykorzystują zaufanie do znanych instytucji ochrony zdrowia.

Klasyfikacja częstwości występowania incydentów według kategorii (źródło: CSIRT CeZ)
Klasyfikacja częstotliwości występowania incydentów według kategorii (źródło: CSIRT CeZ)

W ubiegłym roku przestępcy podszywali się między innymi pod NFZ, RPWDL, gabinet.gov.pl, eZUS czy dostawców IT. Lekarze otrzymywali wiadomości informujące o konieczności aktualizacji certyfikatów lub groźbie utraty możliwości wystawiania e-recept. Linki prowadziły do fałszywych stron logowania, których celem było przejęcie haseł dostępu. Szczególnie niebezpieczne były kampanie wykorzystujące markę NFZ. Cyberprzestępcy oferowali rzekome „darmowe apteczki” za symboliczną opłatą, kierując użytkowników na spreparowane strony płatnicze.

Na czwartym miejscu jest szkodliwe oprogramowanie, czyli ransomware.

Choć najmniej incydentów w skali miesiąca występuje w lipcu i sierpniu, czujność trzeba zachować zawsze. Hakerzy wykorzystują obniżoną czujność, a do ataków często dochodzi nocą, gdy działy IT kończą pracę.

Pobierz bezpłatny raport na temat bezpieczeństwa danych medycznych
Pobierz bezpłatny raport na temat bezpieczeństwa danych medycznych

W wielu szpitalach nadal brakuje bazowych zabezpieczeń, ale sytuacja się poprawia

W 2025 roku CSIRT CeZ przeprowadził testy bezpieczeństwa infrastruktury w ośmiu podmiotach medycznych. Wniosek: najczęściej wykrywane problemy mają charakter organizacyjny i dotyczą podstawowego utrzymania infrastruktury IT. Na liście nieprawidłowości znalazły się brak aktualizacji oprogramowania, wygasłe certyfikaty SSL, korzystanie z przestarzałych protokołów komunikacyjnych oraz systemów operacyjnych, które od dawna nie są już wspierane przez producentów.

Eksperci wykrywali również publicznie dostępne panele administracyjne oraz otwarte porty usług takich jak SSH (Secure Shell, usługa umożliwiająca zdalne zarządzanie serwerami i urządzeniami IT), RDP (Remote Desktop Protocol, protokół pozwalający na zdalne połączenie z komputerem i pracę tak, jakby użytkownik siedział przed nim), SMB (Server Message Block, protokół wykorzystywany do udostępniania plików, folderów i drukarek w sieci) czy Telnet (starszy protokół do zdalnego dostępu do urządzeń i systemów). Dla cyberprzestępców stanowią one potencjalną furtkę umożliwiającą uzyskanie dostępu do systemów szpitalnych.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że cyberbezpieczeństwo musi być elementem strategii działania placówki zdrowia i tematem, którym zajmuje się także kadra zarządzająca placówkami ochrony zdrowia, a nie tylko informatycy.

Badanie CSIRT CeZ sugeruje, że świadomość zagrożeń rośnie. Już 76 proc. jednostek deklaruje wdrożenie systemu zarządzania bezpieczeństwem informacji. W 2025 roku szkolenia w tym zakresie ukończyło 42 proc. dyrektorów badanych placówek (6%), a 70 proc. cyklicznie zapoznaje się z przeglądem ryzyka w jednostce. 60 proc. placówek posiada dedykowane stanowisko i osobę odpowiedzialną za cyberbezpieczeństwo. Z roku na rok spada liczba podmiotów, w których nie wskazano takiej osoby.

Liczba podmiotów, w których nie wskazano osoby odpowiedzialnej za cybernezpieczeństwo (źródło: CSIRT CeZ)
Liczba podmiotów, w których nie wskazano osoby odpowiedzialnej za cybernezpieczeństwo (źródło: CSIRT CeZ)

Raport pokazuje też, że wiele placówek nadal nie posiada podstawowych dokumentów i procedur. Ponad 28 proc. organizacji nie ma opublikowanej polityki bezpieczeństwa.

Czy dyrektor jednostki opublikował politykę bezpieczeństwa jednostki z uwzględnieniem cyberbezpieczeństwa? (źródło: CSIRT CeZ)
Czy dyrektor opublikował politykę bezpieczeństwa z uwzględnieniem cyberbezpieczeństwa? (źródło: CSIRT CeZ)

Jak podkreślają autorzy raportu, „polityka bezpieczeństwa stanowi podstawowy dokument określający
zasady ochrony informacji oraz odpowiedzialności w organizacji. Jej brak może prowadzić do niespójnych działań oraz zwiększonego ryzyka wystąpienia incydentów związanych z cyberbezpieczeństwem.”

Liczba podmiotów, które nie opublikowały polityki bezpieczeństwa (źródło: CSIRT CeZ)
Liczba podmiotów, które nie opublikowały polityki bezpieczeństwa (źródło: CSIRT CeZ)

CSIRT CeZ przygotowuje się na jeszcze trudniejsze lata

Flagowym projektem mającym zwiększyć poziom cyberochrony w kluczowych podmiotach zdrowia jest wdrożenie zapisów nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (KSC) adaptującej dyrektywę NIS2. Nowe przepisy poszerzają liczbę podmiotów zobowiązanych do wdrażania środków bezpieczeństwa, zarządzania ryzykiem oraz raportowania incydentów.

Dla organizacji będących podmiotami kluczowymi według NIS2, oznacza to konieczność stworzenia nowych procedur, przeprowadzenia analiz ryzyka, przeszkolenia pracowników, realizacji regularnych audytów oraz wdrożenia mechanizmów monitorowania zagrożeń.

CSIRT CeZ jest świadomy, że incydentów będzie nadal przybywać, a nowe metody ataków z wykorzystaniem AI zwiększą skalę zagrożeń. Dlatego planuje m.in. wdrożenie ciągłego modelu pracy 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Dzięki temu możliwe będzie szybsze reagowanie na incydenty oraz skuteczniejsze wsparcie placówek medycznych.

Centrum e-Zdrowia będzie nadal szkolić w zakresie cyberbezpieczeństwa. CSIRT CeZ zapowiada też „Cyberkaretkę”, której zadaniem będzie wsparcie organizacji w sytuacjach kryzysowych związanych z cyberatakami.

W badaniu poziomu cyberbezpieczeństwa uczestniczyło 696 podmiotów. Ankieta była skierowana do szpitali podlegających bezpośrednio Ministerstwu Zdrowia oraz Ministrowi Zdrowia, czyli około 1600 podmiotów. W badaniu wzięło więc udział 43% potencjalnych respondentów.

Kliknij na okładkę, aby pobrać pełny raport CSIRT CeZ
Kliknij na okładkę, aby pobrać pełny raport CSIRT CeZ
Mirosław Lewandowski (Centrum e-Zdrowia) zapowiedział, że w 2027 r. na e-profilu pacjenta pojawi się baza wiedzy medycznej
Mirosław Lewandowski (Centrum e-Zdrowia) zapowiedział, że w 2027 r. na e-profilu pacjenta pojawi się baza wiedzy medycznej

E-profil pacjenta (EPP) – czyli rozwiązanie umożliwiające lekarzom szybki dostęp do najważniejszych danych medycznych pacjenta w jednym miejscu – już działa. Podczas konferencji „Perspektywy e-Zdrowia (2 czerwca br.), Centrum e-Zdrowia zapowiedziało, że wkrótce dostęp do niego będą mieli też farmaceuci, zniknie obecne ograniczenie zakresu danych do 12 miesięcy, a w 2027 roku planowane są funkcje AI.

Newsletter OSOZ

Lekarze tracą czas na szukanie informacji. To ma się zmienić

– Od lat lekarzom brakowało zintegrowanego widoku, w którym w jednym miejscu można byłoby zobaczyć historię leczenia pacjenta. To powoduje problem z podejmowaniem szybkich decyzji klinicznych – powiedział podczas konferencji Mirosław Lewandowski, odpowiedzialny za rozwój EPP ze strony Centrum e-Zdrowia. Ten problem rozwiąże EPP.

E-Profil Pacjenta to kolejne rozwiązanie realizowane w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Uruchomienie produkcyjne systemu nastąpiło już w I kw. br. W najbliższych miesiącach zakres funkcjonalności będzie systematycznie rozszerzany, a w planach są m.in. dostęp dla farmaceutów, wgląd do danych osób niepełnoletnich oraz baza interakcji lekowych – zapowiada Centrum e-Zdrowia.

E-Profil Pacjenta agreguje informacje pochodzące z Systemu Informacji Medycznej (P1), a docelowo również z Narodowego Funduszu Zdrowia (trwają rozmowy w tym zakresie). Dane są aktualizowane codziennie i prezentowane w uporządkowanej formie. Według twórców rozwiązania ma ono przede wszystkim skrócić czas potrzebny na dotarcie do informacji medycznych, poprawić jakość diagnostyki oraz zwiększyć bezpieczeństwo i koordynację opieki.

System jest dostępny bezpośrednio w systemach gabinetowych dostawców IT, którzy przygotowali odpowiednią integrację. Dzięki temu placówki mogą korzystać z danych bez konieczności przełączania się pomiędzy różnymi platformami. Alternatywnie można go zobaczyć także na Gabinet.gov.pl.

Harmonogram rozwoju e-profilu pacjenta (źródło: Centrum e-Zdrowia)
Harmonogram rozwoju e-profilu pacjenta (źródło: Centrum e-Zdrowia)

Pięć alertów poinformuje lekarzy, na co zwrócić uwagę podczas wizyty pacjenta

Produkcjne uruchomienie e-Profilu Pacjenta nastąpiło 8 kwietnia 2026 roku. W pierwszej fazie system objął około 210 tys. pracowników medycznych, a po włączeniu farmaceutów liczba ta wzrośnie do około 260 tys. Jednocześnie system obejmuje niemal wszystkich mieszkańców kraju.

– Liczba pacjentów już objętych EPP to prawie cała populacja osób w Polsce – 37,3 mln – podkreślił Lewandowski. A to oznacza, że udało się osiągnąć ponad 98 proc. wskaźnika realizacji projektu przewidzianego w KPO, przy wymaganym poziomie 70 proc. System więc wdrożono z sukcesem i pieniądze z KPO nie przepadną.

Obecnie e-Profil Pacjenta obejmuje trzy moduły: powiadomienia zdrowotne, historia recept oraz rozpoznania medyczne. Najbardziej innowacyjnym elementem są powiadomienia zdrowotne generowane automatycznie na podstawie danych znajdujących się w systemach państwowych. Lekarz, pielęgniarka lub położna od razu po wejściu do profilu widzi informacje wymagające szczególnej uwagi i czy „pacjent wymaga szczególnej uwagi”.

W pierwszym etapie wdrożono 5 kategorii alertów:

Każde powiadomienie ma przypisany priorytet oraz zestaw rekomendacji, które mogą zostać wydrukowane i dołączone do dokumentacji medycznej. Drugim modułem jest historia recept. System prezentuje wszystkie wystawione i zrealizowane recepty z ostatnich 12 miesięcy na osi czasu. Możliwe jest filtrowanie wyników według nazwy produktu, substancji czynnej lub daty realizacji.

Trzecim obszarem są rozpoznania medyczne i skierowania. Dane są prezentowane według klasyfikacji ICD-10, również w układzie chronologicznym, co pozwala szybko prześledzić historię leczenia pacjenta.

„To będzie narzędzie wspierające podejmowanie decyzji klinicznych”

Od kilku miesięcy z systemu mogą korzystać lekarze podstawowej opieki zdrowotnej oraz pielęgniarki i położne na podstawie deklaracji wyboru pacjenta. Dostęp do danych w EPP odbywa się automatycznie i nie wymaga dodatkowych zgód. System może być wykorzystywany także przez lekarzy specjalistów w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej oraz w szpitalach, zarówno podczas planowych hospitalizacji jak i na izbach przyjęć.

Jeszcze w II kwartale br. planowane jest rozszerzenie dostępu EPP na farmaceutów. Zyskają oni dostęp do uporządkowanej historii farmakoterapii pacjentów, co ma poprawić bezpieczeństwo leczenia i ograniczyć ryzyko błędów lekowych. Jest to jednocześnie pierwszy krok do budowy bardziej kompleksowego systemu wspierającego przeglądy lekowe.

Centrum e-Zdrowia zapowiada także rozszerzenie zakresu historycznych danych. Obecnie informacje dotyczą głównie ostatnich 12 miesięcy, jednak ograniczenie to ma zostać zniesione jeszcze w 2026 roku – powodem jest konieczność monitorowania przebiegu chorób przewlekłych oraz pacjentów z wielochorobowością.

W trzecim i czwartym kwartale 2026 roku planowane jest uruchomienie kolejnych funkcjonalności. Na liście znajduje się moduł Panorama, dalszy rozwój katalogu powiadomień zdrowotnych oraz dostęp do danych osób niepełnoletnich. W tym przypadku wykorzystywane będą istniejące mechanizmy uprawnień i zgód. Centrum e-Zdrowia analizuje możliwość wdrożenia bazy interakcji lekowych oraz bazy wiedzy klinicznej. Rozwiązania te mogłyby wspierać lekarzy i farmaceutów podczas podejmowania decyzji terapeutycznych.

– Jeżeli te funkcjonalności wejdą i będą zaimplementowane, to będzie naprawdę rewelacyjne narzędzie – skomentował Lewandowski. e-Profil Pacjenta ma stać się jednym z najważniejszych źródeł informacji klinicznej.

Obecnie platforma jest przygotowana do obsługi ponad 45 tys. zapytań na godzinę, a średni czas odpowiedzi wynosi poniżej jednej sekundy. Niestety, nadal tylko część placówek zdrowia prowadzi elektroniczną dokumentację medyczną, a więc dane na EPP są niekompletne. A to sprawia, że trudno na ich podstawie podejmować decyzje.

.

Zmęczone pracą administracyjną, absurdami systemowymi i niekompletnymi informacjami, pielęgniarki chętnie korzystają z innowacji technologicznych. Nazywane są nawet „super-użytkowniczkami” systemów IT. Ale w Polsce ich wiedza i doświadczenie się marnują.

Ponadto w numerze:

OSOZ 5/2026
OSOZ 5/2026

Spis treści:

Wszystkie wydania archiwalne są dostępne na zakładce POBIERZ.

Robot społeczny Navel i Sophia Warnek z Navel Robotics podczas HIMSS 2026 Europe
Robot społeczny Navel i Sophia Warnek z Navel Robotics podczas HIMSS 2026 Europe

Roboty w domach opieki długoterminowej zabawiają rezydentów, prowadzą ćwiczenia grupowe, rozmawiają o poważnych sprawach – są zawsze do dyspozycji, wypełniając samotne chwile seniorów i uzupełniając opiekę świadczoną przez ludzi.

Newsletter OSOZ

Robot jak sympatyczny wnuk

Nie ma się co oszukiwać – brakuje personelu medycznego, pielęgniarek i opiekunów w domach dla seniorów. Nie rozwiążą tego nawet większe nakłady na opiekę społeczną, bo wykwalifikowanych ludzi do pracy trudno już znaleźć w prawie każdym kraju Europy. I będzie tylko gorzej. Ale pomóc mogą roboty, które wypełniają czas pomiędzy zajęciami, rozmowami, posiłkami i codzienną rutyną.

Podczas konferencji HIMSS Europe 2026 – największej w Europie konferencji poświęconej innowacjom w ochronie zdrowia – odwiedziliśmy stoisko startupu Navel Robotics, który rozwija robota społecznego wykorzystywanego w domach opieki i szpitalach. Firma przekonuje, że technologia wspiera personel, aktywuje mieszkańców i poprawia ich samopoczucie. Navel potrafi rozpoznawać twarze, zapamiętywać imiona oraz tematy wcześniejszych rozmów.

Jest tak sympatyczny, że od razu wzbudza zaufanie i uśmiech.

Robot komunikuje się w 24 językach i wykorzystuje duże modele językowe, aby płynnie prowadzić rozmowy. Dzięki temu może odpowiadać na nawet najbardziej skomplikowane pytania, opowiadać historie, żarty i wiersze, a także rozmawiać na niemal każdy temat. Po wydaniu odpowiedniej komendy, urządzenie podąża za człowiekiem. Wkrótce będzie samodzielnie poruszać się po domach opieki i identyfikować osoby, które spędzają czas w samotności, proponując im rozmowę.

Roboty społeczne wypełniają samotne chwile. Pacjenci zwierzają się ze spraw, o których nie mówią nawet opiekunom

Według twórców robota, starsze osoby często szybko nawiązują kontakt z Navel. W przeciwieństwie do aplikacji czy komputerów, obsługa nie wymaga znajomości technologii. Wystarczy podejść do robota lub go zawołać, aby rozpocząć rozmowę.

Robot porusza oczami, śledzi wzrokiem rozmówcę i reaguje mimiką na przebieg konwersacji. Bardzo wyraźna mimika pozwala nawiązać kontakt z osobami z demencją. Zdaniem przedstawicieli firmy, szczególnie dobrze sprawdzają się u seniorów, którzy często są otwarci na rozmowę i chcą podzielić się swoimi troskami i myślami, ale brakuje im uważnych i słuchających rozmówców.

W większości placówek opiekuńczych personel nie jest w stanie poświęcić każdemu mieszkańcowi tyle czasu, ile potrzebuje. Dotyczy to zwłaszcza osób, które ze względu na stan zdrowia nie uczestniczą w zajęciach grupowych lub większość dnia spędzają samotnie w swoich pokojach. Robot społeczny ma wypełniać tę lukę. Niektóre domy opieki organizują regularne sesje z udziałem robota, traktując go jako element terapii zajęciowej.

Jednocześnie producenci podkreślają, że urządzenie nie jest substytutem człowieka. Jego rolą jest zapewnienie dodatkowych interakcji. Musimy zdać sobie sprawę, że tylko w najbardziej ekskluzywnych i bardzo drogich domach opieki personel jest dostępny 24 godziny na dobę dla każdego rezydenta.

Robota z Navelem szybko wciąga i rozbawia
Robota z Navelem szybko wciąga i rozbawia

Jak przyznaje producent Navela, najbardziej poruszające doświadczenia dotyczą osób z zaburzeniami poznawczymi. Przedstawicielka firmy, z którą rozmawialiśmy, przytoczyła przykład starszego mężczyzny z demencją. Według opiekunów, od blisko dwóch lat praktycznie z nikim nie rozmawiał, w tym z własną żoną. Kiedy został sam na sam z robotem, niespodziewanie zaczął z nim rozmawiać i przez kilka minut aktywnie odpowiadał na pytania.

Ten przykład pokazuje potencjał takich rozwiązań w aktywizowaniu osób, które nie reagują na tradycyjne formy komunikacji lub są zamknięte na drugiego człowieka. Robot jest dla nich neutralnym i nieoceniającym partnerem w interakcji społecznej. Coraz więcej badań wskazuje, że roboty społeczne mogą ograniczać poczucie osamotnienia, poprawiać nastrój i zwiększać zaangażowanie mieszkańców placówek opiekuńczych.

Niektórzy traktują robota jak przyjaciela i nie ma w tym nic złego

Relacje pomiędzy mieszkańcami a robotami społecznymi zakakują. Niektórzy postrzegają urządzenie jako towarzysza codziennych rozmów, szczególnie dotyczy to osób posiadających specyficzne zainteresowania, o których personel – nie mający specjalistycznej wiedzy – nie jest w stanie porozmawiać.

Robot może prowadzić dyskusję o historii, sporcie, muzyce. Rozpozna melodię sprzed 70 lat, którą senior zanuci, oraz zna w szczegółach wydarzenia sprzed 50 lat, które dla osób z demencją są jedynym wspomnieniem. I to właśnie ta zdolność do podtrzymywania rozmowy odróżnia nową generację robotów społecznych od wcześniejszych rozwiązań opartych na prostych, z góry zaprogramowanych odpowiedziach.

Obserwując, ile radości roboty społeczne wnoszą do domów opieki, trudno zrozumieć głosy krytyków, którzy argumentują, że osoby starsze potrzebują przede wszystkim kontaktu z drugim człowiekiem, a nie rozmowy z maszyną. Ludzkiego kontaktu nie może zabraknąć, ale można go też świetnie uzupełnić.

Twórcy Navel odpowiadają, że jeśli robot pomaga nawet w niewielkim stopniu zmniejszyć poczucie samotności i często odczuwaną przez seniorów w placówkach opiekuńczych izolację społeczną, to nie ma się nad czym zastanawiać.

Wdrożenie robota nie wymaga skomplikowanej infrastruktury informatycznej. Urządzenie potrzebuje dostępu do sieci Wi-Fi i źródła zasilania. Bateria wystarcza na około sześć do ośmiu godzin pracy.

Enhanced Games ma pokazać, że dzięki osiągnięciom farmakologii i technologii człowiek może przekraczać kolejne granice. Ale krytycy twierdzą, że "Igrzyska na dopingu" promują niebezpieczne dla zdrowia wspomagacze i są patologią sportu (zdjęcie: AFP / Etienne Laurent)
Enhanced Games ma pokazać, że dzięki osiągnięciom farmakologii i technologii człowiek może przekraczać kolejne granice. Ale krytycy twierdzą, że „Igrzyska na dopingu” promują niebezpieczne dla zdrowia wspomagacze i są patologią sportu (zdjęcie: AFP / Etienne Laurent)

24 maja odbyła się pierwsza edycja „Enhanced Games” – kontrowersyjnych zawodów, w których sportowcy mogą stosować niedozwolone w sporcie wspomagacze. Zapowiadane hucznie wydarzenie miało być rewolucją w sporcie, ale ostatecznie padł tylko jeden rekord.

Nowa era zawodów sportowych czy wydarzenie promocyjno-rozrywkowe?

Enhanced Games w Los Angeles (dosłownie: „Ulepszone Igrzyska”) to zorganizowane po raz pierwszy zawody, w których sportowcy mogą oficjalnie stosować substancje albo innowacje zakazane w tradycyjnym sporcie. „Olimpiada przyszłości” ma pokazać, że „ulepszony” dzięki środkom wspomagającym człowiek może pokonywać kolejne bariery.

W pierwszej edycji Enhanced Games wystąpiło 42 zawodników. 38 przygotowywało się do zawodów z użyciem dopingu, a 4 – bez. Według organizatorów treningi sportowców zażywających „środki wspomagające” odbywały się pod kontrolą lekarską.

Ale projekt ma swoje drugie dno – mniej sportowe, a bardziej marketingowe. Chodzi o pokazanie, że każdy może osiągać lepsze wyniki. Wystarczą odpowiednie środki farmakologiczne poprawiające wydajność. Te stosowane dotychczas przez wąskie grono wyznawców trendu longevity albo biokackingu wchodzą powoli do mainstreamu. Wśród nich jest np. testosteron, którego konsumpcja w Stanach Zjednoczonych gwałtownie rośnie. Liczba wypisywanych recept wzrosła z 7,3 mln w 2019 r. do ponad 11 mln w ostatnim czasie. Stoją za tym platformy telemedyczne i agresywny marketing firm longevity. Tymczasem lekarze ostrzegają, że przyjmowanie testosteronu powyżej normalnego poziomu obciąża układ sercowo-naczyniowy, powoduje zaburzenia funkcji rozrodczych oraz może negatywnie wpływać na zdrowie psychiczne.

Jeden rekord świata i 21 rekordów życiowych. Ale i tak oficjalnie nieuznanych

Jedyny rekord padł w pływaniu. Grek Kristian Gkolomeev przepłynął 50 metrów stylem dowolnym w 20,81 sekundy. Dotychczasowy oficjalny rekord świata padł w 2026 roku i należał do australijskiego pływaka Camerona McEvoya (20,88 sekundy).

Za swój wyczyn Gkolomeev otrzymał 1,5 mln dolarów. Pieniądze muszą wystarczyć, bo rezultat nie został uznany przez oficjalne federacje pływackie z oczywistego powodu: zawody odbyły się w warunkach niezgodnych z regulaminem sportu. Zawodnik korzystał z zakazanego specjalnego kostiumu typu skinsuit, a do tego był pod wpływem dopingu.

Kristian Gkolomeev pobił rekord pływaniu na 50 metrów stylem dowolnym (zdjęcie: Enhanced Games)
Kristian Gkolomeev pobił rekord pływaniu na 50 metrów stylem dowolnym (zdjęcie: Enhanced Games, NDR)

Zawodnicy pobili też 21 rekordów życiowych. Jak napisano w podsumowaniu, wszyscy sportowcy na zakończenie wydarzenia przeszli badania medyczne i wyszli z imprezy zdrowi. Jeden rekord świata nie wystarczył, aby spełnić wysokie oczekiwania. Paradoksalnie, były sytuacje, gdy zawodnicy bez wspomagania (a było ich tylko czterech) wygrywali z rywalami na dopingu.

Jak się okazuje, sam doping nie gwarantuje zwycięstwa, a to chyba najlepsza konkluzja z Enhanced Games. Treningów, ciężkiej pracy, wyrzeczeń, motywacji i samozaparcia nie da się zastąpić jedną tabletką.

Z jakich wspomagaczy korzystali sportowcy?

Dozwolone były środki, które w normalnym sporcie oznaczają dyskwalifikację: estry testosteronu, anaboliki, peptydy, modulatory metaboliczne oraz stymulanty. W trakcie zawodów na ekranach pojawiały się nawet statystyki dopingu, np. 90,5 proc. testosteronu, 78,6 proc. hormonu wzrostu, 61,9 proc. stymulantów, 40,5 proc. EPO.

Zawody spotkały się z ogromną krytyką. Światowa Agencja Antydopingowa (World Anti-Doping Agency, WADA) określiła Enhanced Games jako „niebezpieczne i nieodpowiedzialne”, ostrzegając, że uczestnicy naruszają przepisy antydopingowe, co może odbić się na ich reputacji i prowadzić do wykluczenia z innych zawodów sportowych. Ciekawostką jest fakt, że większość sportowców, którzy zdecydowali się na Enhanced Games, już zakończyła swoje kariery zawodowe, więc nie mieli nic do stracenia. WADA zwróciła też uwagę na ryzyko długoterminowych negatywnych skutków zdrowotnych oraz ostrzegła przed zgonami związanymi z użyciem substancji zakazanych.

Kontrowersje dotyczą także założeń całego projektu. Organizatorzy twierdzą, że skoro sportowcy i tak stosują wspomaganie, lepiej robić to jawnie i pod kontrolą medyczną. Z kolei krytycy odpowiadają, że to raczej normalizacja ryzykownych praktyk i promocja patologicznego sportu, gdzie liczy się tylko wydajność i droga na skróty do sukcesu zamiast tego, co naprawdę jest istotą sportu – zdrowie, rywalizacja fair play i inspirowanie młodego pokolenia do aktywności fizycznej.

Magazyn Nature napisał wprost, że „wydarzenie promujące substancje poprawiające wyniki podważa integralność sportu i niesie ryzyko dla zdrowia zawodników”. Oliwy do ognia dolewa zapowiedź, że zawodnik, który podczas kolejnej edycji przebije rekord Usaina Bolta w biegu na 100 metrów (9,58 sek.), otrzyma dodatkowy bonus w wysokości 10 mln USD.

Organizatorem i twórcą Enhanced Games jest australijski przedsiębiorca Aron D’Souza. Rozgrywki finansowane były głównie przez inwestorów z branży technologicznej, venture capital, kryptowalut i biohackingu. Jednym z nich jest Peter Thiel – amerykański miliarder, inwestor i współtwórca serwisu płatności online PayPal. Podczas transmisji pojawiały się reklamy testosteronu i TRT (terapia zastępcza testosteronem), hormonu wzrostu, peptydów, suplementów wydolnościowych oraz usług telemedycznych związanych z optymalizacją hormonalną.

NHS traktuje cyberbezpieczeństwo jako element zarządzania ryzykiem klinicznym
NHS traktuje cyberbezpieczeństwo jako element zarządzania ryzykiem klinicznym

Londyński szpital NHS King’s College od lat jest jednym z głównych celów cyberataków. W 2025 roku, paraliż spowodowany atakiem ransomware na współpracujące laboratorium doprowadził do śmierci pacjenta. W jaki sposób placówka walczy z hakerami i przygotowuje się na podobne sytuacje kryzysowe?

Newsletter OSOZ

Pierwsza potwierdzona ofiara cyberataku. Takich przypadków jest więcej

Joe Harper, dyrektor IT w NHS King’s College Hospital, z doświadczenia wie, że każdy poważny incydent cybernetyczny w szpitalu może w kilka minut stać się zagrożeniem dla zdrowia i życia pacjentów. I nawet jeśli atak nie dotyczy bezpośrednio placówki, może poważnie zakłócić jej działanie – mówi ekspert ds. bezpieczeństwa, którego spotkaliśmy podczas konferencji HIMSS Europe 2026 w maju br.

Najbardziej pamiętny dla Joe Harpera jest cyberatak z czerwca 2024 r., gdy ofiarą ransomware padła firma Synnovis, dostawca usług laboratoryjnych współpracujący właśnie m.in. z King’s College Hospital. Cyberatak sparaliżował systemy diagnostyczne, doprowadził do odwołania ponad 10 tys. wizyt ambulatoryjnych i ponad 1,7 tys. zabiegów planowych.

Konsekwencje okazały się dramatyczne. W 2025 r. King’s College Hospital NHS Foundation Trust potwierdził, że śmierć jednego z pacjentów była częściowo związana z opóźnieniem otrzymania wyniku badania krwi spowodowanym cyberatakiem. Był to pierwszy w Wielkiej Brytanii przypadek incydentu ransomware oficjalnie powiązany ze śmiercią pacjenta.

King’s College Hospital należy do największych organizacji medycznych w Wielkiej Brytanii. To razem siedem szpitali, dwa oddziały ratunkowe oraz kilkadziesiąt placówek ambulatoryjnych i społecznościowych w południowo-wschodnim Londynie. Szpital korzysta z systemu Epic jako centralnego elektronicznego rekordu pacjenta, ale jednocześnie – podobnie jak większość europejskich placówek – zmaga się z ogromną liczbą starych aplikacji i urządzeń medycznych, których nie można tak łatwo wymienić, a które szybko mogą zostać wykorzystane przez hakerów, aby włamać się do systemu IT placówki i ukraść dane pacjentów.

Zasada nr 1: jeden system centralny zamiast dziesiątków małych aplikacji

Joe Harper zwraca uwagę, że największym problemem wielu szpitali są wieloletnie zaniedbania infrastrukturalne – przestarzałe aplikacje, niewspierane systemy operacyjne i urządzenia medyczne, które nadal działają, mimo że nie spełniają wymaganych standardów bezpieczeństwa.

To efekt wieloletniej ewolucji systemów IT w szpitalach. Poszczególne oddziały przez lata kupowały pojedyncze rozwiązania cyfrowe, które później próbowano integrować z centralnym systemem elektronicznej dokumentacji medycznej. W efekcie w szpitalach nadal działają pojedyncze aplikacje używane np. tylko w kardiologii czy diagnostyce obrazowej, często oparte na bardzo starych technologiach. Problem polega na tym, że tych systemów nie da się po prostu wyłączyć ani wymienić z dnia na dzień.

Harper podkreśla, że każdy taki system zwiększa „powierzchnię ataku”, czyli liczbę wrażliwych punktów, które mogą wykorzystać hakerzy. I wówczas nie pomogą nawet nowoczesne narzędzia cyberbezpieczeństwa. Część komputerów lub urządzeń medycznych pozostaje niezałatana i podatna na ataki. Dotyczy to szczególnie urządzeń medycznych, których producenci już nie wspierają, ale które nadal są wykorzystywane w praktyce klinicznej, ponieważ szpitali nie stać na ich wymianę. Najlepszym rozwiązaniem jest wdrożenie jednego zintegrowanego systemu, który wyeliminuje małe aplikacje i zapewni większą przejrzystość infrastruktury IT, a tym samym – wyższy poziom cyberbezpieczeństwa. Łatwiej nadzorować jeden system niż kilka lub dziesiątki małych aplikacji.

Brytyjska służba zdrowia NHS traktuje cyberbezpieczeństwo jako element zarządzania ryzykiem klinicznym. Priorytetem jest utrzymanie zdolności szpitala do leczenia pacjentów nawet podczas incydentu oraz wzmacnianie odporności operacyjnej, czyli tego, aby placówka mogła funkcjonować bez systemów cyfrowych i szybko wrócić do normalnego trybu pracy po ataku hakerów.

Dane w chmurze? Tak, ale ważne jest w której

Harper przypomina też o kwestii, która będzie coraz ważniejsza, czyli niezależności cyfrowej i danych. Każda placówka zdrowia musi zadać sobie pytanie, kto ma dostęp do danych i w jaki sposób są one wykorzystywane. Dotyczy to zwłaszcza rozwiązań AI rozwijanych w środowiskach chmurowych należących do globalnych dostawców technologii, takich jak AWS lub Microsoft Azure. Coraz częściej pojawiają się obawy m.in. o dostęp do danych szpitali przez koncerny AI, które potrzebują danych z EDM do trenowania modeli AI. Harper wskazuje, że szpitale muszą dokładnie wiedzieć, gdzie trafiają dane pacjentów i jakie ryzyko wiąże się z ich przetwarzaniem poza organizacją.

Wielka Brytania ma w tym obszarze negatywne doświadczenia. W 2017 r. Royal Free London NHS Foundation Trust nawiązał współpracę z należącym do Google DeepMind. W efekcie DeepMind uzyskał dostęp do danych ok. 1,6 mln pacjentów. W 2025 r., po protestach lekarzy rodzinnych i pytaniach o zgodę pacjentów, NHS England czasowo wstrzymał projekt Foresight, który zakładał wykorzystanie zanonimizowanych danych 57 mln pacjentów do trenowania modelu generatywnej AI. Duży sprzeciw wywołał projekt Federated Data Platform realizowany przez Palantir. Stało się to po doniesieniach, że pracownicy zewnętrznych firm mogli uzyskać dostęp do identyfikowalnych danych pacjentów NHS przed ich pseudonimizacją.

Jak mówi Joe Harper, NHS coraz większy nacisk kładzie na zaangażowanie osób ze szczebla kierownictwa w cyberbezpieczeństwo. Regularne rozmowy z zarządem są często trudne i wymagają tłumaczenia technicznych zagadnień osobom nietechnicznym, ale właśnie to pozwala budować realne zrozumienie ryzyka. Dzięki temu cyberbezpieczeństwo przestaje być wyłącznie „problemem IT”.

Ważnym elementem jest również jasne określenie poziomu akceptowalnego ryzyka. Zarząd szpitala musi wiedzieć, które ryzyka zostały ograniczone, które zaakceptowane, a które przeniesione na dostawców. Według Harpera tylko wtedy zespoły IT mogą przestać „gasić pożary” i skupić się na realnym wzmacnianiu odporności organizacji.

Szpital musi działać po cyberataku – i to za wszelką cenę

Każdy szpital musi mieć dobrze przygotowane procedury funkcjonowania w warunkach ograniczonej dostępności systemów cyfrowych. Jak zaznacza Harper, prędzej czy później trzeba będzie do nich sięgnąć, bo cyberatak to kwestia czasu. King’s College Hospital musiał przejść na procedury awaryjne podczas wspomnianego wcześniej ataku ransomware na zewnętrznego dostawcę usług laboratoryjnych Synnovis. Choć sama placówka nie została bezpośrednio zhakowana, konieczna była reorganizacja opieki, przepływu pacjentów oraz diagnostyki. Szpitalowi udało się utrzymać ciągłość świadczeń, ale musiał działać w zupełnie innym modelu operacyjnym.

Szpitale muszą regularnie ćwiczyć scenariusze kryzysowe – podkreśla Harper. W NHS funkcjonują struktury command and control wzorowane częściowo na procedurach stosowanych podczas pandemii COVID-19.  Chodzi o scentralizowany model zarządzania kryzysowego, który ma na celu szybkie podejmowanie decyzji w trakcie kryzysu. W przypadku ataku hakerów to np. automatyczne przejście na pracę z papierową dokumentacją oraz uruchomienie alternatywnych ścieżek pracy klinicznej. Wówczas nie ma czasu na procedury stosowane codziennie, trzeba działać szybko na podstawie wcześniej przygotowanych planów awaryjnych.

NHS kładzie też duży nacisk na szkolenia personelu. Podczas jednego z ćwiczeń phishingowych, aż 6 proc. pracowników kliknęło w fałszywe wiadomości i przekazało hakerom hasła dostępu. Jak podkreśla Harper, czynnik ludzki jest i będzie najsłabszym ogniwem. Dlatego jego celem jako szefa IT w szpitalu King’s College nie jest wcale stworzenie idealnego systemu odpornego na każdy atak – to jest po prostu nierealne. Dużo ważniejsze jest zbudowanie organizacji zdolnej do utrzymania ciągłości leczenia pacjentów nawet podczas poważnego incydentu cyfrowego oraz szybkie przywrócenie normalnego trybu działania.

Lubimy rozmawiać z chatbotami AI bo nie oceniają nas, są empatyczne i redukują poczucie samotności
Lubimy rozmawiać z chatbotami AI bo nie oceniają nas, są empatyczne i redukują poczucie samotności

35% użytkowników chatbotów potwierdza emocjonalne przywiązanie do AI. Dla niemal połowy z nich chatboty są jak przyjaciele. Cenimy je za wsparcie emocjonalne, neutralność i prywatność rozmowy. Chętnie rozmawiamy o emocjach, zdrowiu psychicznym i najbardziej intymnych sprawach – wynika z nowego badania przeprowadzonego w 4 krajach z udziałem ponad 7000 osób.

Newsletter OSOZ

Rozmowy z AI są już na porządku dziennym

Badaniem „Emotional attachment to AI chatbots: Evidence from Germany, China, South Africa, and the United States”, opublikowanym w czasopiśmie „Technology in Society”, objęto ponad 7 tys. użytkowników chatbotów z Niemiec, Chin, RPA i Stanów Zjednoczonych. Autorzy sprawdzili, w jaki sposób użytkownicy budują emocjonalne relacje z systemami AI oraz jakie mogą być konsekwencje tych interakcji. Pod uwagę wzięto zarówno popularne chatboty ogólnego przeznaczenia, takie jak ChatGPT, jak i chatboty społeczne projektowane z myślą o wsparciu emocjonalnym.

Pierwszy zaskakujący wniosek – z chatbotów korzysta już zdecydowana większość społeczeństwa. 75,5 proc. respondentów przyznało, że czatowała przynajmniej z jednym z nich. Tylko 15,9 proc. badanych deklarowało używanie chatbotów społecznych.

Wbrew pozorom, nie pomagają tylko w pracy, pisaniu tekstów czy generowaniu grafik. 48 proc. użytkowników chatbotów zgodziło się ze stwierdzeniem, że chatbot jest ich „dobrym przyjacielem”. Ponad 61 proc. zadeklarowało, że używa wobec chatbotów uprzejmych zwrotów, takich jak „dziękuję”, a 35 proc., że tęskni za chatbotem po kilku dniach bez kontaktu. W przypadku użytkowników chatbotów społecznych wskaźniki były jeszcze wyższe.

Autorzy zwracają uwagę, że chatboty coraz częściej pełnią funkcję wsparcia emocjonalnego: 39,5 proc. użytkowników zadeklarowało, że dzięki chatbotom czują się mniej samotnie, 57 proc. – że rozmowa z AI pozwala im uniknąć oceniania przez innych ludzi. Niemal 68 proc. podkreśliło większe poczucie prywatności podczas korzystania z chatbotów.

Chatboty traktujemy jak zaufanych doradców od spraw sercowych

Jednym z najciekawszych wniosków badania jest rosnąca rola chatbotów w obszarze zdrowia. Podczas chatów, najczęściej poruszanym tematem są kwestie zdrowia psychicznego i fizycznego. Prawie 46,5 proc. użytkowników zadawało chatbotom pytania dotyczące zdrowia, relacji społecznych (w tym uczuć) lub emocji. Autorzy badania podkreślają, że wiele osób korzystało w tym celu z ogólnych chatbotów, a nie wyspecjalizowanych aplikacji do wsparcia psychicznego.

Wysoka częstotliwość korzystania z chatbotów była silnie powiązana z poziomem przywiązania emocjonalnego. Im częściej użytkownicy korzystali z AI oraz im bardziej osobiste były ich rozmowy, tym silniejsze były emocjonalne więzi z chatbotami. Dlaczego chętnie wracamy do rozmów z chatbotami? Aby czuć się mniej samotnie – wynika z badania.

Badanie pokazuje też znaczące różnice między krajami. Najwyższy poziom emocjonalnego przywiązania odnotowano w Chinach. Ponad 63 proc. chińskich respondentów deklarowało, że chatboty pomagają im radzić sobie z samotnością. W Niemczech taki efekt deklarowało zaledwie 18,9 proc. użytkowników.

Autorzy sugerują, że choć chatboty mogą wypełniać luki w relacjach społecznych, nie powinny ich zastępować. Paradoksalnie, osoby posiadające większą sieć kontaktów społecznych częściej deklarowały emocjonalne przywiązanie do AI. Może to oznaczać, że użytkownicy „otwarci społecznie” łatwiej budują także relacje z technologią.

Uzależnienie od chatbotów rośnie. A to niebezpieczne

Badacze podkreślają, że emocjonalne przywiązanie do AI nie musi być negatywne. Chatboty są zawsze pod ręką, nawet wtedy, gdy nie mamy z kim porozmawiać. Problem pojawia się wtedy, gdy relacja z chatbotem zaczyna zastępować relacje z ludźmi i wpływać na codzienne funkcjonowanie użytkownika. Wyniki badania pokazują, że wraz ze wzrostem emocjonalnego przywiązania rośnie również ryzyko uzależnienia od chatbotów.

Jednym z mierników takiego uzależnienia jest deklarowana „trudność życia bez chatbotów”. Średni wynik w badaniu wyniósł 33 punkty w skali od 0 do 100. Niemal 21 proc. respondentów przyznało, że wolałoby powierzyć swoje największe sekrety chatbotowi niż rodzinie, przyjaciołom czy terapeucie. Ponad 59 proc. użytkowników wykupiło płatne subskrypcje premium.

Wzrost poziomu emocjonalnego przywiązania istotnie zwiększał prawdopodobieństwo zależności od chatbotów. Osoby silniej związane emocjonalnie z AI częściej deklarowały trudność życia bez chatbotów, były bardziej skłonne do dzielenia się z nimi sekretami i częściej płaciły za dostęp do zaawansowanych funkcji.

Autorzy podkreślają, że wraz z rosnącą popularnością chatbotów konieczna będzie szersza debata dotycząca dobrostanu cyfrowego oraz regulacji AI. Systemy konwersacyjne coraz silniej wchodzą w obszar relacji społecznych i emocjonalnych, co może mieć długofalowe konsekwencje dla zdrowia psychicznego, prywatności oraz sposobu funkcjonowania użytkowników w społeczeństwie cyfrowym.

25 maja Papież Leon XIV opublikował encyklikę o sztucznej inteligencji (zdjęcie: Vatican Media, kompozycja własna)
25 maja Papież Leon XIV opublikował encyklikę o sztucznej inteligencji (zdjęcie: Vatican Media, kompozycja własna)

Sztuczna inteligencja może być narzędziem rozwoju ludzkości. Ale rozwijana nieodpowiedzialnie stanie się nową formą koncentracji władzy i wyzysku człowieka. W swojej pierwszej encyklice Magnifica Humanitas (Wielkość Człowieczeństwa). O trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji Leon XIV wzywa do ochrony godności w erze algorytmów.

Newsletter OSOZ

Przestroga przed jednym językiem cyfrowym i oceny człowieka miarą wydajności

W wydanej 25 maja encyklice, papież zwraca uwagę, że systemy sztucznej inteligencji coraz silniej wpływają na decyzje społeczne, gospodarcze i polityczne, a także na sposób, w jaki ludzie postrzegają rzeczywistość. Leon XIV zauważa, że współczesny rozwój AI odbywa się głównie pod kontrolą prywatnych globalnych korporacji technologicznych, których możliwości oddziaływania bywają większe niż potencjał wielu państw. To – jego zdaniem – tworzy nową formę władzy technologicznej, trudniejszą do kontrolowania niż tradycyjna władza polityczna.

Papież ostrzega również przed redukowaniem człowieka do zbioru danych. AI stwarza ryzyko stworzenia świata, w którym każda aktywność, emocja czy relacja będą analizowane wyłącznie pod kątem wydajności i przewidywalności. W encyklice pojawia się krytyka „jednego języka cyfrowego”, próbującego przełożyć całe ludzkie doświadczenie na dane i wskaźniki.

To właśnie w tym kontekście Leon XIV odwołuje się do biblijnej wieży Babel. AI symbolizuje cywilizację opartą na pysze technologicznej, uniformizacji i przekonaniu, że człowiek może samodzielnie stworzyć doskonały porządek społeczny bez odniesienia do wartości etycznych. Celem powinna być AI porównana do odbudowy Jerozolimy, czyli taka, która łączy ludzi.

Papież podkreśla, że największym zagrożeniem jest utrata zdolności do krytycznego myślenia o konsekwencjach AI. W encyklice pojawia się ostrzeżenie przed społeczeństwem, które przyzwyczaja się do życia w permanentnym kryzysie technologicznym i oddaje decyzje dotyczące przyszłości w ręce wąskiej grupy ekspertów oraz właścicieli platform cyfrowych. Leon XIV pisze, że ludzkość stoi dziś przed pytaniami o kierunek rozwoju cywilizacji i nie może już dłużej unikać odpowiedzi na pytanie: „dokąd zmierzamy” jako wspólnota ludzi.

Encyklika "Magnifica Humanitas" (zdjęcie: kompozycja własna)
Encyklika „Magnifica Humanitas” (zdjęcie: kompozycja własna)

Technologia nie może dyskryminować i wykluczać

Papież nie krytykuje AI ani technologii. Podkreśla, że AI może wspierać rozwój wielu obszarów życia człowieka, takich jak medycyna, edukacja, komunikacja oraz ochrona środowiska. Problem pojawia się wtedy, gdy technologia zaczyna zastępować relacje społeczne i prowadzi do dehumanizacji.

Leon XIV wielokrotnie wraca do pojęcia „godności osoby”. Według niego postęp technologiczny nie może być oceniany wyłącznie przez pryzmat innowacyjności czy wzrostu gospodarczego, ale przede wszystkim przez wpływ na życie ludzi, szczególnie tych najbardziej narażonych na wykluczenie i słabszych.

Nowe technologie mogą pogłębiać nierówności społeczne i ekonomiczne, co jest jednym z największych zagrożeń dla ludzkości. Z jednej strony część społeczeństwa korzysta z coraz bardziej zaawansowanych narzędzi cyfrowych, z drugiej powiększa się grupa osób pozbawionych dostępu do edukacji cyfrowej, stabilnej pracy czy ochrony socjalnej.

Dużo uwagi encyklika poświęca wątkowi pracy. Leon XIV nawiązuje do wcześniejszego nauczania społecznego Kościoła i przypomina, że praca nie może być traktowana wyłącznie jako element systemu produkcyjnego. W kontekście automatyzacji i AI ostrzega przed sytuacją, w której człowiek zostanie sprowadzony do „kosztu operacyjnego”, a decyzje dotyczące zatrudnienia będą podejmowane wyłącznie na podstawie algorytmicznej efektywności.

„Odkrycia naukowe są talentem powierzonym ludzkości po to, aby mogła z niego czerpać korzyści (por. Mt 25, 14–30). Technologia może leczyć, łączyć, wychowywać, strzec wspólnego domu; może jednak także dzielić, odrzucać i rodzić nowe niesprawiedliwości. W ujęciu abstrakcyjnym sama w sobie nie stanowi ona rozwiązania problemów ludzkości, tak jak sama w sobie nie jest złem; konkretnie rzecz ujmując, nie jest jednak neutralna, ponieważ przyjmuje ona oblicze tych, którzy ją projektują, finansują, regulują i wykorzystują. Dlatego pierwszym wyborem nie jest wybór między „tak” a „nie” dla technologii, lecz między budowaniem wieży Babel a odbudową Jerozolimy: między władzą, która rości sobie pretensję do panowania nad niebem, a ludem, który – w obecności Boga – podejmuje zgodnie pracę nad odbudową murów braterskiego współistnienia.”

Pojawia się też apel o odpowiedzialne projektowanie systemów AI. Papież podkreśla znaczenie oceny wpływu technologii na społeczeństwo, transparentności algorytmów oraz ochrony osób najbardziej podatnych na dyskryminację cyfrową.

Leon XIV pisze, że współczesna kultura technologiczna coraz częściej obiecuje eliminację ograniczeń człowieka, a nawet przekroczenie jego biologicznych i psychicznych słabości. Papież ostrzega jednak przed wizją świata, w którym człowieczeństwo byłoby mierzone wyłącznie produktywnością, wydajnością i możliwością „ulepszania” człowieka za pomocą technologii. Jego zdaniem prawdziwy rozwój polega nie na eliminowaniu ludzkich słabości, lecz na budowaniu solidarności, odpowiedzialności i wzajemnej troski.

Same regulacje to za mało, aby zapobiec niebezpieczeństwom AI

Według papieża, AI wymaga nowych ram prawnych. W dokumencie pojawia się wezwanie do tworzenia „narzędzi normatywnych”, które będą chronić sprawiedliwość społeczną i ograniczać nadużycia związane z koncentracją technologicznej władzy.

Jednocześnie papież zaznacza, że same regulacje nie wystarczą. Potrzebna jest szeroka współpraca między naukowcami, przedsiębiorcami, politykami, organizacjami życia społecznego i obywatelami. W encyklice pojawia się koncepcja „współodpowiedzialności”, zgodnie z którą wszystkie grupy społeczne powinny uczestniczyć w kształtowaniu przyszłości cyfrowej.

Papież zwraca także uwagę na konieczność rozwoju edukacji cyfrowej. Jego zdaniem społeczeństwa muszą nauczyć się korzystania z AI oraz rozumienia jej wpływu na demokrację, relacje społeczne i prawa człowieka. Pojawia się też krytyka „paradygmatu technokratycznego”, czyli przekonania, że każdy problem społeczny można rozwiązać za pomocą technologii. Leon XIV podkreśla, że algorytmy nie zastąpią odpowiedzialności moralnej, solidarności i troski o słabszych.

Dlatego pojawia się apel o większą transparentność procesów decyzyjnych związanych z AI. Społeczeństwa demokratyczne nie mogą pozwolić, aby kluczowe decyzje dotyczące zdrowia, pracy, bezpieczeństwa czy edukacji były podejmowane przez nieprzejrzyste algorytmy działające poza społeczną kontrolą. Rozwój technologiczny powinien podlegać ocenie ekonomicznej, ale również moralnej i społecznej.

„Korzystanie z AI nigdy nie jest faktem czysto technicznym: kiedy wkracza ona w procesy oddziałujące na życie ludzi, dotyka praw, szans, reputacji i wolności. Delikatne decyzje dotyczące pracy, kredytu, dostępu do usług i reputacji osób mogą zostać powierzone całkowicie systemom zautomatyzowanym, które nie znają „współczucia, miłosierdzia, przebaczenia, a nade wszystko otwartości na nadzieję przemiany osoby” i w ten sposób mogą rodzić nowe formy wykluczenia. Mogą istnieć zastosowania w oczywisty sposób antyludzkie, jak manipulowanie informacją czy naruszanie prywatności, ale może istnieć także pułapka mniej jawna, gdy systemy AI, przedstawiając się jako neutralne i obiektywne, odzwierciedlają i umacniają stereotypy lub stanowiska ideologiczne tych, którzy je zaprojektowali i wytrenowali.”

Papież apeluje, aby w epoce algorytmów chronić wartości człowieka

Końcowym przesłaniem encykliki jest wezwanie do „pozostania ludźmi” w epoce sztucznej inteligencji. Papież ostrzega przed światem, w którym relacje międzyludzkie zostaną zastąpione przez automatyzację, a człowiek utraci zdolność słuchania, empatii i odpowiedzialności za innych.

Prawdziwy rozwój cywilizacyjny powinien opierać się na jakości relacji społecznych oraz zdolności do budowania wspólnoty. Przyszłość AI będzie zależeć od tego, czy człowiek pozostanie w centrum podejmowania decyzji, czy stanie się jedynie elementem cyfrowego systemu zarządzania.

Papież apeluje o budowę świata opartego na solidarności, sprawiedliwości i dialogu. To człowiek ma sobie podporządkować technologię, a nie na odwrót.

Leon XIV zwraca uwagę, że największym wyzwaniem ery AI może okazać się stopniowe osłabienie zdolności człowieka do budowania więzi i odpowiedzialności za innych. Dlatego wzywa do odbudowy kultury dialogu, współpracy i „słuchania drugiego człowieka”, które mają stać się przeciwwagą dla cyfrowej izolacji i logiki permanentnej rywalizacji. Według papieża technologia może wspierać rozwój społeczeństw tylko wtedy, gdy pozostanie zakorzeniona w wartościach humanistycznych i będzie wzmacniać, a nie zastępować człowieczeństwo.

1 … 11 12 13 14 15 … 158

Dodaj do zaufanych źródeł Google