Doświadczenie lekarza w połączeniu z AI może znacznie zwiększyć poprawność diagnozowania chorób
Doświadczenie lekarza w połączeniu z AI może znacznie zwiększyć poprawność diagnozowania chorób

Nowe badanie dowodzi, że lekarze rodzinni korzystający z inteligentnego stetoskopu wykrywają niedoczynność serca, migotanie zastawek i chorobę zastawek kilkukrotnie częściej niż w przypadku lekarzy nie mających do dyspozycji nowej technologii.

15 sekund, aby wykryć zagrażające życiu choroby

Wynaleziony w 1816 roku stetoskop jest podstawowym narzędziem pracy każdego lekarza. Ale nie jest idealne: choć z dużą precyzją wychwytuje szmery i dźwięki pochodzące z badanego miejsca, niektóre są niewykrywalne dla ludzkiego ucha i tym samym ignorowane. O wiele lepiej radzi sobie z tym sztuczna inteligencja. I jak się okazuje, może to mieć ogromne znaczenie w diagnozie.

Naukowcy z Imperial College London i Imperial College Healthcare NHS Trust udowodnili, że stetoskop AI może poprawić wykrywalność niewydolności serca we wczesnym stadium, gdy pacjent zgłasza się do lekarza pierwszego kontaktu. W badaniu obejmującym ponad 200 gabinetów lekarzy pierwszego kontaktu przeanalizowano dane 1,5 miliona pacjentów z objawami takimi jak duszności lub zmęczenie.

U osób badanych za pomocą stetoskopu AI dwukrotnie częściej rozpoznawano niewydolność serca w porównaniu z grupą pacjentów o tych samych objawach, którzy jednak nie byli badani przy użyciu tej technologii. Co więcej, 3,5 razy częściej rozpoznawano migotanie przedsionków oraz dwukrotnie częściej chorobę zastawek serca.

Wczesna diagnoza ma kluczowe znaczenie w przypadku wszystkich trzech schorzeń, umożliwiając szybkie rozpoczęcie leczenia zapobiegające zagrażającym życiu skutkom wspomnianych chorób.

Newsletter OSOZ

1,4 mln chorych Polaków. Najczęściej dowiadują się o chorobie w szpitalu

Dr Sonya Babu-Narayan, dyrektor ds. klinicznych w British Heart Foundation i konsultant w dziedzinie kardiologii, powiedziała, że innowacja „to elegancki przykład tego, jak skromny stetoskop, wynaleziony ponad 200 lat temu, może zostać ulepszony na miarę XXI wieku”.

Jak podkreśla, takie technologie są niezwykle cenne, bo umożliwiają wczesne wykrywanie niewydolności serca – schorzenia, które często jest diagnozowane dopiero w zaawansowanym stadium zagrażającym życiu. Większość pacjentów dowiaduje się o chorobie, kiedy trafia do szpitala w stanie krytycznym.

Niewydolność serca – stan, w którym serce nie pompuje prawidłowo krwi do organizmu – dotyka w Polsce ok. 1,4 mln osób. W ponad 70% przypadków choroba jest diagnozowana dopiero po przybyciu pacjenta do szpitala. Aż połowa osób z niewydolnością serca doznaje objawów, z którymi zgłaszają się do lekarza pierwszego kontaktu, gdzie nie zawsze jest wykrywana.

Prosta innowacja pomoże skuteczniej leczyć choroby kardiologiczne

Badanie to pokazuje, że stetoskopy z funkcją sztucznej inteligencji mogą to zmienić, zapewniając lekarzom pierwszego kontaktu proste narzędzie do wcześniejszego wykrywania schorzeń kardiologicznych. Dzięki temu pacjenci mogą szybciej otrzymać odpowiednie leczenie.

Jak to działa? Stetoskop AI wielkości karty do gry umieszcza się na klatce piersiowej pacjenta. Urządzenie wykonuje pomiar EKG, podczas gdy mikrofon rejestruje dźwięk krwi przepływającej przez serce. Zebrane dane są przesyłane do chmury danych, gdzie są analizowane przez algorytmy sztucznej inteligencji przeszkolone na podstawie danych zdrowotnych dziesiątek tysięcy osób.

Wynik badania jest wysyłany bezpośrednio na smartfon lekarza. Oddzielny algorytm może wykryć migotanie przedsionków – chorobę, która często nie daje żadnych objawów, ale jest przyczyną jednego na pięć udarów mózgu.

Badanie wykazało jednak, że algorytm daje dużo fałszywie pozytywnych wyników: u dwóch trzecich osób, u których stetoskop wykrył podejrzenie niewydolności serca, nie potwierdzono choroby po wykonaniu dodatkowego badania krwi lub badania serca. Mimo to naukowcy zwracają uwagę, że korzyść w postaci diagnozy ukrytych przypadków jest większa niż koszt dodatkowych badań koniecznych do przeprowadzenia w przypadku negatywnie pozytywnych wyników. Stetoskop AI może zwiększyć kompetencje lekarzy rodzinnych w zakresie diagnozy chorób kardiologicznych i tym samym przyczynić się do lepszego leczenia tej grupy pacjentów. Jest jedno „ale” – 70% lekarzy, którzy wzięli udział w badaniu i otrzymali stetoskop AI, przestało z niego korzystać po 12 miesiącach.

Debata o AI w ochronie zdrowia w Polska. "Dużo mówimy o AI, ale niewiele się dzieje"
Debata o AI w ochronie zdrowia w Polska. „Dużo mówimy o AI, ale niewiele się dzieje”

Polska ochrona zdrowia nie może się odnaleźć w rewolucji sztucznej inteligencji. I to zarówno technologicznie, finansowo, organizacyjnie i edukacyjnie. Uczestnicy debaty o AI na Forum Rynku Zdrowia postulowali uproszczenie ścieżek refundacyjnych dla innowacji, stworzenie celowego funduszu na rozwój AI w zdrowiu i uwolnienie danych do rozwoju nowych algorytmów.

Refundacja technologii AI? „Pracujemy nad tym”

– Pociąg sztucznej inteligencji w Europie nie odjechał – stoi na peronie, ale musimy do niego wsiąść, zanim będzie za późno – mówiła dr hab. Anna Kowalczuk, zastępczyni prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT),

AOTMiT już pracuje nad przygotowaniem dedykowanych wytycznych oceny technologii AI. Chodzi m.in. o krótszy cykl oceny dopasowany do dynamiki rozwoju takich rozwiązań. Zdaniem dr Kowalczuk, nie można przenosić klasycznych, długotrwałych procedur oceny leków na technologie cyfrowe.

Newsletter OSOZ

Adaptację AI opóźnia też brak europejskich wytycznych. Polska nie jest tu w tyle i cały kontynent szuka właściwego modelu oceny skuteczności, bezpieczeństwa i kosztów technologii AI.

Agencja opublikowała niedawno raport dotyczący oceny cyfrowych technologii medycznych. Zawiera on propozycje zmian w modelu taryfikacji, który uwzględniłby m.in. cykl życia rozwiązań AI. W przypadku rozwiązań opartych na AI, pod uwagę trzeba wziąć wysokie koszty wdrożenia, koszty uczenia algorytmów na danych lokalnych i testowania ich w realnych warunkach klinicznych.

– Musimy pamiętać, że pierwsze efekty finansowe AI dla systemu pojawią się po czasie. Najszybciej skorzysta pacjent, dopiero później placówka i cały system – podkreśliła Kowalczuk. Kiedy wytyczne zostaną zaadaptowane w formie zmian legislacyjnych? Tego na razie nie wiadomo.

Algorytmy są, finansowania nie ma

– Sztuczna inteligencja to nie przyszłość. To już teraźniejszość m.in. w radiologii – podkreślił dr Daniel Kaźmierczak, prezes Diagnostyka-Teleradiologia24, dodając, że „dzięki modelom AI skracamy czas badania z 20 do 12 minut, zmniejszamy ekspozycję pacjentów na promieniowanie i zwiększamy przepustowość pracowni badań diagnostyki obrazowej”.

AI wspiera też wczesną detekcję zmian patologicznych, w tym nowotworowych i naczyniowych, pozwalając szybciej rozpocząć leczenie. Testowane są już m.in. modele wspomagania raportowania radiologicznego, segmentacji badań i detekcji zmian. Jak podkreślał Kaźmierczak, AI ma ogromny potencjał w teleradiologii, gdzie może wspomagać pracę zespołów w szpitalach powiatowych, a także przyspieszać procesy decyzyjne na SOR-ach.

– Dla lekarza dyżurnego, który często dopiero zaczyna pracę, szybka informacja od algorytmu może być bezcenna. Ale ostateczna decyzja i tak należy do człowieka – zaznaczył.

Pobierz 242-stronicowy, bezpłatny raport o AI w ochronie zdrowia
Pobierz 242-stronicowy, bezpłatny raport o AI w ochronie zdrowia

AI oferuje korzyści, a tymczasem środowisko radiologiczne zmaga się z regulacjami i obniżkami wycen świadczeń. Jak podkreślał prezes Diagnostyka-Teleradiologia24, AI wprowadza większą efektywność i szybszą diagnostykę, ale musi iść w parze z odpowiednimi rozwiązaniami systemowymi – zarówno finansowymi, jak i prawnymi.

– Nie możemy jedną ręką przyspieszać diagnostyki, a drugą ograniczać dostępu do niej przez spadek finansowania – dodał.

Technologia musi być opłacalna. Inaczej nikt jej nie wdroży

Z perspektywy biznesu największym wyzwaniem wdrażania AI do praktyki klinicznej pozostaje finansowanie.

– W Polsce mamy więcej konferencji o AI niż realnych projektów komercyjnych. Wszyscy chcą testować, ale nikt nie chce za to płacić – mówił Rafał Dunal, Prezes Zarządu Polskiej Izby Informatyki Medycznej (PIIM).  Przypomniał, że w większości przypadków rozwiązania AI są oferowane w modelu usługowym i nie wymagają zakupu kosztownej licencji, a jedynie stałej opłaty miesięcznej lub za badanie.

– Nie trzeba kupić licencji za 2 miliony złotych. Można sobie podpisać umowę z 1000 zł opłaty miesięcznej, a w przypadku badań radiologicznych są to kwoty od kilku do kilkunastu złotych za jedno badanie – mówił Prezes PIIM.

Problemem jest brak mechanizmów refundacyjnych i krajowych instrumentów finansowania. Nadal nie doczekaliśmy się krajowego funduszu inwestycyjnego dla priorytetowych technologii zdrowotnych, a to ogromny błąd systemowy – ocenił Dunal. Dodał też, że brak jasnych reguł refundacji skutecznie odstrasza inwestorów, przez co obiecujące polskie startupy medyczne często nie są w stanie wejść na rynek. A tych powstaje coraz więcej, ale często zmuszone są szukać szans rozwoju za granicą.

Zwrócił również uwagę na potrzebę zmiany podejścia użytkowników.

– Darmowe narzędzia są często niedoceniane. Dopiero kiedy placówki zaczną płacić za konkretne rozwiązania, zaczną też świadomie z nich korzystać – dodał. Inwestycje w AI mogą w dłuższej perspektywie przynieść realne oszczędności dla systemu, ale muszą być odpowiednio ustrukturyzowane.

Są szpitale w Polsce, które sięgają do AI. Ale to wyjątki

– AI to nie tylko wspomaganie decyzji klinicznych. W naszej jednostce AI już dziś wspiera logistykę szpitalną, np. prognozuje liczbę pacjentów na SOR – zwrócił uwagę Jakub Olędzki, kierownik Regionalnego Centrum Medycyny Cyfrowej Wojskowego Instytutu Medycznego.

W WIM AI jest wykorzystywana m.in. w projekcie monitorowania pacjentów z niewydolnością serca oraz analizie obrazów RTG. Kolejnym przedsięwzięciem jest analiza obrazów RTG w kontekście oceny zmian według skali RESIST. Obecnie prace koncentrują się na wykrywaniu nieprawidłowości w obrębie trzustki, a równolegle rozwijane są analizy obrazów w populacji pediatrycznej, szczególnie w ocenie struktury zatok przynosowych pod kątem odchyleń od normy. Dodatkowym efektem projektu jest optymalizacja procesu analizy obrazów – system automatycznie odrzuca przypadki bez zmian patologicznych, co znacząco oszczędza czas pracy specjalistów. Zespół pracuje również nad narzędziem do prognozowania liczby pacjentów trafiających na Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR). Wstępne wyniki pozwalają przewidywać obciążenie dobę do przodu, jednak – jak zauważa kierownictwo – precyzja prognoz mogłaby wzrosnąć wraz z dostępem do większej ilości danych.

Placówka pracuje też nad narzędziem służącym do monitorowania hospitalizowanych pacjentów w celu prognozowania ryzyka rozwoju zakażenia. Olędzki przyznał jednak, że wiele z tych rozwiązań działa na razie w trybie pilotażowym, bez pełnej certyfikacji CE. To ogranicza możliwość komercjalizacji i upowszechnienia efektów w innych szpitalach.

– Nie chcemy, żeby AI podejmowała decyzje za lekarzy. Chcemy, by dostarczała im szybciej i więcej informacji, na podstawie których mogą podejmować lepsze decyzje – dodał. Zwrócił też uwagę na ekonomiczny wymiar optymalizacji procesów logistycznych. AI, choć sama w sobie generuje koszty, pozwala lepiej wykorzystywać istniejące zasoby kadrowe i infrastrukturalne. To niezwykle ważne w warunkach ograniczonego finansowania i niedoborów kadrowych.

–  Czekamy na moment, w którym pojawi się możliwość rejestracji produktów opartych na AI jako refundowanych rozwiązań medycznych. Mówimy też o produktach, które optymalizują funkcjonowanie szpitala, poprawiają organizację pracy czy wspierają procesy decyzyjne. Takie rozwiązania również powinny móc zostać objęte refundacją, jeśli realnie przynoszą korzyści systemowi – podsumował Jakub Olędzki.

Wiele algorytmów nie pasuje do charakteru pracy lekarzy

– Od lat wdrażam innowacje w szpitalach i mogę powiedzieć jedno: Kluczowe jest, by technologia była zintegrowana z istniejącymi procedurami diagnostyczno-terapeutycznymi, a nie tworzyła kolejnych „wyspowych” systemów, które wymagają osobnej obsługi i generują dodatkowe obciążenia dla personelu. To jedno z najtrudniejszych wyzwań, bo nawet jeśli narzędzie AI działa poprawnie i przynosi wymierne efekty, brak integracji z codziennym workflow sprawia, że nie jesteśmy w stanie w pełni wykorzystać jego potencjału – mówiła z kolei Karolina Tądel, kierownik Działu Zarządzania Danymi w Instytucie Matki i Dziecka. Jej zdaniem, w Polsce problemem nie jest wyłącznie dostępność technologii, ale rozproszenie i jakość danych, które powinny je zasilać.

Jak chronić dane w placówkach zdrowia? Pobierz bezpłatny poradnik
Jak chronić dane w placówkach zdrowia? Pobierz bezpłatny poradnik

Tądel przypomniała, że zgodnie z danymi Centrum e-Zdrowia tylko 13 proc. polskich szpitali stosuje rozwiązania AI, a integracja AI z EDM to wciąż wyjątek. Dla porównania w USA – jest to 71 proc. placówek, a w 80 proc. posiadają integrację AI z EDM. AI są tam wdrażane przede wszystkim w obszarach administracyjnych i organizacyjnych i służą do optymalizacji przyjęć pacjentów, oceny ryzyka klinicznego oraz prognozowania stanu pacjenta w momencie przyjęcia do szpitala. Systemy AI pomagają także klasyfikować potencjalne koszty leczenia i lepiej zarządzać zasobami. To bezpieczniejszy obszar wdrożeń niż decyzje kliniczne, ale jednocześnie taki, który bezpośrednio przekłada się na efektywność działania szpitala i jego wyniki finansowe.

Dodała również, że w IMiD działa specjalny dział ds. AI – pierwszy taki w publicznym szpitalu w Polsce – który zajmuje się przygotowaniem i standaryzacją danych dla wdrażanych projektów AI.

– Bardzo często rozwiązania startupów nie pasują do rzeczywistych danych szpitalnych. Musimy więc budować mosty między światem kliniki a technologią – zaznaczyła. Wspomniała też, że IMiD już teraz myśli o najnowocześniejszych zastosowaniach jak, jak przykładowo agenci AI.

– Obecnie otwieramy się na wykorzystanie tzw. agentów AI, czyli narzędzi automatyzujących czynności, które dotychczas były wykonywane ręcznie. Dotyczy to zwłaszcza analiz jakościowych i przeglądu przypadków klinicznych prowadzonych metodą case by case. Analizujemy, na ile agenci AI mogą wspierać nas w identyfikowaniu wzorców, trendów i nieprawidłowości, których wcześniej – z powodu ograniczonych zasobów – nie byliśmy w stanie wychwycić. Takie podejście może znacząco usprawnić procesy analityczne, poprawić jakość danych i odciążyć zespoły, które dziś poświęcają na te zadania ogromną ilość czasu. To również krok w stronę lepszego wykorzystania danych do planowania finansowego i organizacyjnego, tak aby technologie AI realnie wspierały codzienne funkcjonowanie szpitala – podsumowała Tądel.

Pacjent boi się tego, czego nie rozumie. To też dotyczy AI

Małgorzata Wywrot z Naczelnej Izby Lekarskiej zwróciła uwagę, że AI wymaga nowej komunikacji z pacjentem, a „lekarze muszą mówić pacjentom jasno, że korzystają z narzędzi AI. Pacjenci boją się tego, czego nie rozumieją”. Według NIL, wielu lekarzy nie potrafi rozmawiać z pacjentami.

– 95 proc. pacjentów nie rozumie języka, jakim mówi do nich lekarz. W obszarze AI to jeszcze większe wyzwanie – zaznaczyła Wywrot. Dlatego Naczelna Izba Lekarska, a konkretnie sieć NIL IN – Sieć Lekarzy Innowatorów, prowadzi bezpłatne szkolenia – także punktowane edukacyjnie – poświęcone komunikacji lekarza z pacjentem w kontekście innowacji i technologii medycznych. Uczą one m.in., jak wprowadzać elementy AI do codziennej praktyki gabinetowej, jak informować pacjenta o ich zastosowaniu i jak rozwiewać jego wątpliwości. Szkolenia są otwarte nie tylko dla lekarzy, ale również dla wszystkich osób zainteresowanych nowoczesnymi rozwiązaniami w medycynie.

Jak dodała, nie chodzi tylko o wytłumaczenie, jak działa AI, ale też o zbudowanie zaufania, a „pacjent musi wiedzieć, że technologia nie zastępuje lekarza, tylko mu pomaga”.

Wywrot zwróciła też uwagę na potrzebę systemowego włączenia edukacji o AI do programów specjalizacji lekarskich. Obecnie wielu młodych lekarzy kończy studia i specjalizację, nie mając żadnej wiedzy o tym, jakie narzędzia AI są dostępne i jak z nich korzystać.

– W ramach mojej pracy dydaktycznej mam kontakt z lekarzami w trakcie specjalizacji. Gdy pytam ich, czy korzystają z narzędzi AI, niemal wszyscy odpowiadają, że nie. A tymczasem część z nich z takich rozwiązań już korzysta, choć nawet o tym nie wie – mówiła. Wynika to przede wszystkim z przeciążenia biurokratycznego i obowiązku wypełniania dokumentacji medycznej, który pochłania większość czasu. Lekarze są tak skupieni na obowiązkach administracyjnych, że często nie mają przestrzeni, by zainteresować się narzędziami, które mogłyby im tę pracę realnie ułatwić.

Konieczne doprecyzowanie regulacji

W kontekście regulacji i certyfikacji AI uczestnicy byli zgodni: polskie prawo nie nadąża za rzeczywistością. Dunal przypomniał, że patentowanie samych modeli AI jest trudne – łatwiejsze są patenty na procesy i technologie pomocnicze.

– Najwięcej patentów jest w USA i Chinach. Jeśli my nie opatentujemy, zrobią to inni – ostrzegł.

Z kolei Jakub Olędzki zwrócił uwagę na kwestię odpowiedzialności: AI może wykonać pracę, ale odpowiedzialność za decyzję zawsze będzie po stronie człowieka. I to dobrze, bo to gwarantuje bezpieczeństwo pacjenta. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli model popełni błąd, to i tak lekarz odpowiada za decyzję kliniczną.

Eksperci zgodnie uznali, że konieczne jest doprecyzowanie regulacji dotyczących certyfikacji i odpowiedzialności prawnej w kontekście użycia AI. Brak jasnych zasad może w przyszłości hamować wdrażanie nowych rozwiązań, szczególnie w obszarach klinicznie krytycznych.

W kwestii finansowania Karolina Tądel wskazała, że obecnie rozwój AI w szpitalach opiera się na grantach, partnerstwach z firmami technologicznymi i projektach pilotażowych. Niestety, to model, który nie jest skalowalny. Placówki muszą sięgać po środki unijne lub szukać inwestorów prywatnych, a dostęp do takich zasobów jest ograniczony i konkurencyjny.

– Mamy świetne pomysły i projekty, ale zostają w laboratoriach i pilotażach. Potrzebujemy mechanizmów, które pozwolą im wejść do realnego systemu – apelował Dunal.

W debacie wzięci udział przedstawiciele MZ, Centrum e-Zdrowia, NFZ, świadczeniodawców i dostawców IT
W debacie wzięci udział przedstawiciele MZ, Centrum e-Zdrowia, NFZ, świadczeniodawców i dostawców IT

Dzieki pieniądzom z KPO w najbliższych miesiącach czeka nas fala nowych projektów e-zdrowia. Ale czy placówki medyczne dadzą radę je wdrożyć? Wprowadzenie EDM przeciąga się od lat, przychodnie narzekają na brak wsparcia finansowego na IT i czekają na ostatni moment z wdrożeniem Centralnej e-Rejestracji. Podsumowanie debaty o e-zdrowiu na Forum Rynku Zdrowia.

9 nowych projektów e-zdrowia

Z danych Centrum e-Zdrowia wynika, że z Internetowego Konta Pacjenta (IKP) korzysta już ponad 20 mln obywateli, a z aplikacji mobilnej mojeIKP – ponad 3 mln. W systemie e-zdrowia wystawiono ponad 3 mld e-recept i 300 mln e-skierowań, a liczba zdarzeń medycznych przekroczyła miliard. Jak podkreślała dr Małgorzata Olszewska, była już dyrektor Centrum e-Zdrowia (CeZ), te liczby stale rosną, bo pacjenci i lekarze przyzwyczaili się do cyfrowych rozwiązań.

Tymczasem CeZ realizuje dziewięć nowych projektów w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Wśród nich są m.in.: zdalny monitoring zdrowia pacjentów w kardiologii i diabetologii, platforma e-konsylium do zdalnych, bezpiecznych konsultacji między lekarzami, a także rozbudowa elektronicznej dokumentacji medycznej o kolejne elementy.

Wszystko o e-zdrowiu - wywiady, porady, newsy. Zaprenumeruj newsletter OSOZ

W przygotowaniu jest również E-Profil Pacjenta, czyli narzędzie mające kumulować wszystkie informacje o zdrowiu pacjenta z różnych części systemu ochrony zdrowia, pomagające lekarzom w podejmowaniu decyzji medycznych. Wgląd do niego uzyskają również pacjenci.

– Chcemy, by pacjent miał lepszy dostęp do wiedzy o swoim zdrowiu i do sprawdzonych źródeł informacji. Jest to element budowania zaufania do systemu e-zdrowia – dodała Olszewska. W 2026 roku swoją premierę będzie też miała Platforma Usług Inteligentnych i szpitale zyskają dostęp do algorytmów diagnostyki obrazowej. CeR ma lada dzień zaprezentować koncepcję rozwiązania.

Za realizację tych projektów będzie już odpowiedzialny Adam Konka, który dokładnie w dniu debaty – czyli 21 października – został powołany na stanowisko dyrektora Centrum e-Zdrowia w miejsce poprzedniej dyrektor Małgorzaty Olszewskiej.

Odwlekanie wdrożenia Centralnej e-Rejestracji to zły pomysł

Od czerwca 2026 roku Centralna e-Rejestracja ma być obowiązkowa, początkowo dla trzech zakresów usług w kardiologii, mammografii i cytologii. Pilotaż, który wydłużono do łącznie ponad roku, zakończy się w grudniu 2025 r.

–Ustawa wprowadzająca CeR została przekazana Prezydentowi do podpisu i zgodnie z planem ma wejść w życie 1 stycznia 2026 r. – mówiła Patrycja Wizińska-Socha z Ministerstwa Zdrowia. A to oznacza, że placówki, które nie przystąpią do pilotażu, będą mieć zaledwie sześć miesięcy na wdrożenie systemu. To nie jest dużo czasu, ale wystarczająco, jeśli przygotowania zaczną się już teraz. Czy to się uda? Placówki nie mają wyjścia, bo od 1 czerwca 2026 roku otrzymają zapłatę tylko za świadczenia zarejestrowane przez CeR.

Jeszcze do 14 listopada można się zgłosić do pilotażu CeR i skorzystać z atrakcyjnych premii za wdrożenie. Już ponad 250 podmiotów przesłało wnioski o udział, a kolejne są w trakcie rejestracji. Centrum e-Zdrowia szacuje, że do końca 2026 r. Centralna e-Rejestracja obejmie ok. 10 milionów wizyt rocznie.

Docelowo system ma objąć 2,8 tysiąca świadczeniodawców, a w kolejnych etapach – całą podstawową opiekę zdrowotną i AOS. Pełne wdrożenie CeR dla wszystkich specjalizacji zakończy się do 2029 r.

– To największe przedsięwzięcie informatyczne w historii polskiej ochrony zdrowia – podkreśliła Wizińska-Socha. Ze środków KPO, na wdrożenie systemu przeznaczono ponad 130 mln zł. Na dzisiaj do pilotażu przystąpiło około 6% świadczeniodawców z mammografii, 24% z kardiologii i około 10% z cytologii. A to oznacza, że zdecydowana większość nie jest gotowa.

Jak wdrożyć Centralną e-Rejestracją? Porady trzech placówek medycznych po roku pilotażu
Jak wdrożyć Centralną e-Rejestracją? Porady trzech placówek medycznych po roku pilotażu

Resort zdrowia zwraca uwagę, że największym wyzwaniem nie jest sama technologia, lecz edukacja użytkowników.

 – To ogromne przedsięwzięcie komunikacyjne. Musimy wyjaśnić pacjentom, jak działa elektroniczna kolejka, jak korzystać z poczekalni online, a jednocześnie zapewnić, że rejestracja tradycyjna wciąż będzie dostępna. Niczego nie odbieramy – dajemy nowe możliwości – mówiła Wizińska-Socha. Podkreśliła przy tym, że CeR obnażył różny poziom cyfryzacji placówek zdrowia. W niektórych CeR już działa, a w innych pacjenci nadal rejestrowani są w zeszytach. Przedstawicielka MZ zaapelowała, by przystąpić do pilotażu CeR. Można się spodziewać, że im bliżej deadline’u tym dostawcy IT będą coraz bardziej obciążeni, co może utrudnić uzyskanie odpowiedniego wsparcia.

W pilotażu CeR uczestniczy m.in. Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”. Jak przyznał jego dyrektor, dr Marek Migdał, wdrożenie CeR to proces wymagający dużego dostosowania.

– Nie ma jednego szablonu, który pasowałby do wszystkich placówek. Szpital pediatryczny ma inne potrzeby niż specjalistyczny ośrodek dla dorosłych. W wielu miejscach system wymaga dopracowania – mówił. Zdaniem Migdała, pozytywne efekty są już zauważalne, bo dzięki systemowi udało się zmniejszyć liczbę tzw. no-shows („niepojawień się pacjentów na wizytę”). Przypomnienia o wizytach naprawdę działają, a to realna oszczędność czasu i zasobów.

Nie brakuje jednak niedociągnięć w CeR. Przykładowo, w systemie nie ma osobnej kategorii dla dzieci z niepełnosprawnością lub objętych ustawą „Za życiem”, które powinny być przyjmowane w trybie pilnym.

– System musi uwzględniać specyfikę pacjentów – w pediatrii nie można czekać miesiącami – zaznaczył dr Migdał. Instytut, jak podkreślał dyrektor, od lat inwestuje w innowacje. Wspomniał m.in. o programie zdalnego monitorowania pacjentów po przeszczepach, w ramach którego dzieci wysyłają próbki krwi do analizy pocztą, a lekarze dostosowują leczenie bez konieczności przyjazdu do Warszawy.

Od 2026 roku nie będzie wsparcia na integrację z CeR

Ci, który zostawiają wdrożenie CeR na ostatni moment, nie mają co liczyć na wsparcie finansowe. Filip Urbański, dyrektor Departamentu Analiz i Innowacji w Narodowym Funduszu Zdrowia zapowiedział, że po zakończeniu pilotażu centralnej rejestracji dodatkowych środków już nie będzie. Nie przewiduje ich ustawa wprowadzająca CeR.

– Po 1 czerwca 2026 roku świadczenia, które nie będą rejestrowane w CeR – zarówno pierwszorazowe i całość opieki – nie będą uznawane za świadczenia, które NFZ powinien refundować – wyjaśniał przedstawiciel NFZ.

Wśród uczestników pojawiły się wątpliwości co do wsparcia finansowego w pilotażu CeR.

– W większości przypadków wsparcie w ramach pilotażu pokrywa nie więcej niż 20 proc. kosztów wdrożenia. Resztę muszą pokryć same placówki. Tymczasem w wielu z nich budżet ledwo wystarcza na bieżące funkcjonowanie – komentowano. Cyfryzacja nie może być traktowana jako koszt – musi być widziana jako inwestycja. Dzięki niej można ograniczyć błędy, skrócić czas obsługi pacjentów i lepiej zarządzać danymi. Więc jeśli państwo wymaga wprowadzenia określonych systemów IT, powinno też współfinansować ich wdrożenie. Inaczej te obowiązki mogą przerosnąć mniejsze podmioty.

Bez pełnej EDM, nie będzie akredytacji

Od połowy 2026 roku wszystkie placówki ubiegające się o akredytację będą musiały prowadzić dokumentację wyłącznie w formie elektronicznej. Tymczasem wdrażanie EDM cały czas się opóźnia. W dużych szpitalach postępuje szybko, a w mniejszych wciąż jest sporo do zrobienia.

– Cyfryzacja dokumentacji to nie kwestia mody, tylko konieczność. Daje lepszy wgląd w historię leczenia, ogranicza błędy i umożliwia natychmiastowy dostęp do danych – podkreślano. Cyfryzacja wymaga nie tylko systemów IT, ale przede wszystkim zmiany mentalności. Jeszcze kilka lat temu personel często odbierał ją jako „dodatkowy obowiązek”. Dziś coraz częściej dostrzega korzyści jak np. szybszy obieg informacji.

Jak z sukcesem cyfryzować placówkę medyczną? Pobierz bezpłatny poradnik
Jak z sukcesem cyfryzować placówkę medyczną? Pobierz bezpłatny poradnik

W debacie często powracał temat cyberbezpieczeństwa. Placówki ochrony zdrowia mierzą się codziennie z setkami prób ataków. I mimo że dzięki środkom z KPO wiele podmiotów inwestuje w zabezpieczenia IT, firewalle i kopie zapasowe, sama technologia nie wystarczy. Zwracano też uwagę na konieczność szkolenia personelu. Często to właśnie błąd ludzki – otwarcie złośliwego załącznika czy włożenie do komputera nieznanego pendrive’a – prowadzi do poważnych incydentów.

Nowy standard dla badań laboratoryjnych

Kolejnym ważnym etapem cyfryzacji będzie standaryzacja danych w diagnostyce laboratoryjnej

– Pobranie krwi to najczęstsza procedura medyczna na świecie. Mamy w Polsce 2700 laboratoriów i kilkanaście tysięcy rodzajów badań, ale brakuje wspólnego języka do ich opisu – mówiła Barbara Kopeć, wiceprezes Pracodawców Medycyny Prywatnej.

Jak wyjaśniła, różnice w nazewnictwie badań utrudniają analizę danych i wymianę informacji między placówkami. Obecnie trwają prace nad wdrożeniem międzynarodowego systemu kodowania LOINC (ang.: Logical Observation Identifiers Names and Codes), przetłumaczonego na język polski przy wsparciu Ministerstwa Zdrowia.

Pilotaż, realizowany przez Uniwersytet Medyczny w Łodzi i Agencję Badań Medycznych, ma zakończyć się w połowie 2026 roku.

– Dzięki standaryzacji pacjent będzie miał dostęp do wszystkich swoich wyników w jednym miejscu, niezależnie od laboratorium. To również ogromna szansa dla decydentów – pozwoli analizować skuteczność programów profilaktycznych, takich jak „Profilaktyka 40+” czy „Moje Zdrowie” – dodała Kopeć. Pilotaż do dowód na to, że projekty realizowane we współpracy i dialogu między państwem, rynkiem i środowiskiem medycznym dają najlepsze efekty.

– Cyfryzacja to układanka, w której każdy element musi pasować. Państwo powinno wyznaczać kierunki, a rynek i placówki – wskazywać najlepsze sposoby ich realizacji – mówiła dr Olszewska.

Rok 2026 będzie dla polskiego e-zdrowia wyjątkowo intensywny. Wszystko za sprawą miliardowych inwestycji finansowanych z KPO. Pojawi się Centralna e-Rejestracja, nowe dokumenty w EDM i pierwsze szeroko stosowane algorytmy AI na Platformie Usług Inteligentnych. Jak podsumowali uczestnicy debaty, w kolejce czeka następne wyzwanie: mądre wykorzystanie zgromadzonych w systemie danych.

Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda powołała 21 października nowego Dyrektora Centrum e-Zdrowia (zdjęcie: MZ)
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda powołała 21 października nowego Dyrektora Centrum e-Zdrowia (zdjęcie: MZ)

Adam Konka zastąpił na stanowisku Dyrektora Centrum e-Zdrowia powołaną we wrześniu 2024 roku Małgorzatę Olszewską.

– W roli dyrektora Centrum e-Zdrowia zamierzam skoncentrować się przede wszystkim na realizacji projektów z zakresu e-zdrowia finansowanych z KPO, w tym budowie systemu e-rejestracji – zapowiedział nowy Dyrektor CeZ.

– Priorytetem będzie dla mnie także rozwój Internetowego Konta Pacjenta (IKP) i aplikacji mojeIKP oraz ścisła współpraca z Ministerstwem Cyfryzacji w obszarze mObywatela i cyberbezpieczeństwa danych. Chciałbym, aby pacjenci i placówki medyczne wkrótce mogli korzystać z nowych narzędzi informatycznych, które poprawią jakość usług zdrowotnych i skrócą czas oczekiwania na świadczenia – dodał.

Adam Konka przez 12 lat pełnił funkcję prezesa zarządu Śląskiego Parku Technologii Medycznych Kardio-Med Silesia w Zabrzu. Ten jeden z czołowych ośrodków naukowo-badawczo-szkoleniowych w kraju powstał z inicjatywy prof. Mariana Zembali. W latach 2014–2025 był członkiem zarządu Fundacji Śląskiego Centrum Chorób Serca. Był doradcą prof. Mariana Zembali w Ministerstwie Zdrowia ds. zarządzania i systemów informacyjnych ochrony zdrowia.

Nowy dyrektor CeZ od lat wspiera rozwój start-upów z branży medycznej, biotechnologicznej i telemedycznej, zwłaszcza tych, które wykorzystują sztuczną inteligencję i algorytmy wspomagające decyzje kliniczne. Jest przewodniczącym Zespołu Eksperckiego ds. AI i Algorytmów Wspomagających Decyzję w Regionalnej Izbie Gospodarczej w Katowicach, członkiem Komitetu ds. Sztucznej Inteligencji przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie oraz Rady Centrum Biotechnologii Politechniki Śląskiej.

Adam Konka jest absolwentem Wyższej Szkoły Menedżerskiej na kierunku Informatyczne Systemy Zarządzania oraz studiów MBA w ochronie zdrowia na Uczelni Łazarskiego. W swoim dorobku zawodowym ma realizację licznych projektów badawczo-rozwojowych i informatycznych w obszarze ochrony zdrowia.

- Spójrzmy prawdzie w oczy. Sztuczna inteligencja nie jest idealna, ale lekarze też popełniają błędy - mówi dr Charlotte Blease
– Sztuczna inteligencja nie jest idealna, ale nie musi być, bo ludzie też nie są – mówi dr Charlotte Blease

W swojej nowej książce „Dr Bot: Why Doctors Can Fail Us and How AI Could Save Lives” (Dr Bot: Dlaczego lekarze mogą nas zawieść, a AI może ratować życie) dr Charlotte Blease twierdzi, że dzięki AI wizyta lekarska będzie o niebo lepsza – zarówno dla lekarzy jak i pacjentów.

O czym jest książka „Dr Bot”?

Książka stawia jedno ważne pytanie: jakie problemy w opiece zdrowotnej – zwłaszcza psychologiczne – może rozwiązać sztuczna inteligencja? Wychodzę z założenia, że lekarze nie są bogami, lecz ludźmi z ludzkimi ograniczeniami; ludźmi, którzy popełniają błędy.

Dlatego przyglądam się z bliska psychologii wizyty lekarskiej. Wielu problemów nie da się rozwiązać poprzez lepsze finansowanie lub zatrudnienie większej liczby lekarzy, a niektóre błędy i niedociągnięcia będą zawsze występować, bo wynikają z ludzkich ograniczeń. Ale pomóc może technologia.

Nie oznacza to jednak, że moja książka to „list miłosny do technologii”. Krytycznie podchodzę do narzędzi IT, które obecnie wykorzystujemy. Ale pamiętajmy, że technologia w ostatnim czasie zrobiła ogromny postęp i będzie się szybko rozwijać. Najwyższy czas na szczerą rozmowę na temat tego, jak odpowiedzialnie z niej korzystać.

To co mnie najbardziej interesuje, to przebieg wizyty lekarskiej, od umówienia się pacjenta aż do konsultacji i diagnozy. Na każdym etapie występuje cała lista niedociągnięć. Pacjenci często nie ujawniają lekarzom wszystkich – często ważnych – szczegółów choroby. Czasami o nich zapominają, oceniają je jako nieistotne albo po prostu nie chcą się z nich zwierzyć. Nie zdajemy sobie sprawy, że w ten sposób wielu chorych umiera, często z powodu wstydu. Lekarze nie mają czasu i przerywają rozmowę. W gabinecie panuje z góry narzucona hierarchia, która uniemożliwia szczerą rozmowę.

Z drugiej strony, badania sięgające lat 60. XX wieku pokazują, że pacjenci zwierzają się maszynom z najintymniejszych spraw. Nawet w wiadomościach e-mail do lekarzy ludzie przekazują więcej informacji niż podczas rozmowy twarzą w twarz.

Na każdym etapie zadaję pytanie, w jaki sposób technologia może zmniejszyć te niedoskonałości. Oczywiście sztuczna inteligencja wiąże się z nowymi problemami, ale może też zmniejszyć ukryte zakłócenia, takie jak wpływ wieku, płci lub doświadczenia lekarza na wyniki leczenia.

Najważniejsze informacje o AI i cyfryzacji ochrony zdrowia. Zaprenumeruj newsletter OSOZ
Najważniejsze informacje o AI i cyfryzacji ochrony zdrowia. Zaprenumeruj newsletter OSOZ

Od lat zdajemy sobie sprawę z niedoborów, błędów i nieefektywności w opiece zdrowotnej. Dlaczego wdrażanie technologii , która te problemy mogłaby rozwiązać, przebiega tak powoli?

To pytanie za milion dolarów. Medycyna od lat nie radzi sobie z ludzkimi ograniczeniami. Na poziomie indywidualnym, lekarze mają tendencję do postrzegania błędów jako problemu, który ich nie dotyczy. Z kolei na poziomie instytucjonalnym, medycyna od wieków opierała się innowacjom – tak było w przypadku środków antyseptycznych, znieczulenia, penicyliny, badań klinicznych, czy mycia rąk, które na początku mierzyły się z dużym sprzeciwem i musiały czekać latami na akceptację. Telemedycyna również znajduje się na tej liście.

Lekarze są szkoleni w określony, ustandaryzowany sposób i psychologicznie nie są gotowi na niektóre sytuacje stresowe albo zmęczenie. Wówczas działają nieracjonalnie i popełniają błędy. W tym zakresie sztuczna inteligencja ma przewagę, bo nigdy się nie męczy.

Książka "Dr Bot" miała premierę we wrześniu 2025 roku
Książka „Dr Bot” miała premierę we wrześniu 2025 roku

Czy lekarze zaakceptują AI w swojej pracy, czy będą ją postrzegać jako konkurencję?

Badania ankietowe, które prowadziłam przez prawie dekadę, pokazują, że lekarze zakładają, że sztuczna inteligencja przejmie zadania, których najbardziej nie lubią, takie jak prowadzenie dokumentacji medycznej. W Wielkiej Brytanii, jeden na czterech lekarzy pierwszego kontaktu już korzysta z generatywnych narzędzi AI w swojej pracy, często w pracy papierkowej. Jeszcze inne badanie wykazało, że jeden na siedmiu lekarzy korzysta z ambient AI, czyli automatycznej transkrypcji rozmów z pacjentem na wpis do EDM, jako pomocy podczas wizyt.

Narzędzia te nie eliminują błędów, ale zmniejszają wypalenie zawodowe i podnoszą doświadczenia pacjentów. Ironią losu jest to, że lekarze wierzą, że AI będzie zajmować się tylko prozaicznymi zadaniami. Ale tak naprawdę, AI będzie coraz częściej rzucać wyzwanie ich wiedzy i sposobowi diagnozy. To najwyższy czas, aby odpowiedzieć na pytanie, co powinno robić AI, a co powinno pozostać domeną lekarzy.

Czy AI wprowadza nas w lepszą erę zdrowia?

Myślę, że tak, ale z zachowaniem ostrożności. Generatywna sztuczna inteligencja może przynieść pacjentom korzyści podobne do tych, jakie dał im internet. Początkowo lekarze obawiali się, że „Doktor Google” spowoduje chaos, a pacjenci będą się sami diagnozować, co będzie miało katastrofalne skutki zdrowotne. Jednak badania pokazują, że pacjenci często dobrze znają się na narzędziach cyfrowych i wiedzą, jak znajdować informacje w internecie.

Pamiętajmy, że ponad połowa osób na świecie ma obecnie dostęp do mobilnego internetu. Dla osób, które mają ograniczony dostęp do lekarzy, albo w ogóle go nie mają, nawet niedoskonałe narzędzia sztucznej inteligencji mogą ratować życie.

ChatGPT jest często wykorzystywany jako narzędzie pierwszego kontaktu w przypadku problemów zdrowotnych. Czy to dowód na to, że medycyna oparta na AI szybko upowszechni się wśród pacjentów?

Tak i trzeba to w końcu otwarcie przyznać. Nowe badania pokazują, że pacjenci z chorobami rzadkimi są dwukrotnie częściej skłonni do korzystania z narzędzi AI. Nic dziwnego – szukanie diagnozy w obecnym systemie zdrowia może czasami trwać nawet dziesiątki lat.

Weźmy na przykład endometriozę. W Stanach Zjednoczonych diagnoza tej choroby zajmuje średnio 9 lat. Tymczasem badania pokazują, że ChatGPT może natychmiast dostarczyć dokładnych informacji. Dlaczego pacjenci mieliby czekać prawie dekadę, aby uzyskać odpowiedzi, których lekarze często nie udzielają?

Oczywiście sztuczna inteligencja nie jest idealna, ale lekarze też nie są – według dostępnych badań, tylko w połowie przypadków stosują oni medycynę opartą na dowodach naukowych. Nie możemy wymagać od maszyn wyższych standardów niż od ludzi.

Pobierz bezpłatny raport o sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia
Pobierz bezpłatny raport o sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia

Jakie ma Pani nadzieje związane ze sztuczną inteligencją w opiece zdrowotnej?

Nie sądzę, aby AI naprawiła czy uzdrowiła opiekę zdrowotną. Spodziewam się też, że jej wdrożenie będzie chaotyczne. Jednak, podobnie jak internet, AI przyniesie pacjentom korzyści, zwłaszcza poprzez poprawę dostępu do informacji. W przypadku lekarzy, zmniejszy obciążenie niektórymi zadaniami, nie tylko administracyjnymi.

Jednym z obiecujących przykładów jest „AI otoczenia” (ambient intelligence), która już teraz znacznie pomaga tworzyć elektroniczną dokumentację medyczną i w ten sposób eliminuje jego z najbardziej nielubianych zadań, które często prowadzi do wypalenia zawodowego.

Myślę, że pacjenci szybko nauczą się płynnie korzystać ze sztucznej inteligencji. A jeśli będziemy obchodzić się z nią odpowiedzialnie, AI sprawi, że opieka zdrowotna stanie się nieco bardziej ludzka.

Nie obawia się Pani, że książka wywoła kontrowersje? Już sam tytuł „Dr Bot” sugeruje, że sztuczna inteligencja może być lekarzem…

Nie krytykuję lekarzy. Lekarze borykają się z ogromnymi obciążeniami i niemożliwymi do spełnienia wymaganiami dotyczącymi posiadanej wiedzy i kompetencji. Twierdzę jedynie, że oczekujemy od nich zbyt wiele.

Rozmowy na temat AI często dzielą. Ludzie przyjmują albo postawę utopijną, gdzie AI jest cudownym środkiem na każdy problem, albo dystopijną, gdzie AI oznacza katastrofę dla ludzkości. Żaden z tych scenariuszy się nie sprawdzi i nie wnosi niczego do dyskusji o AI. Potrzebujemy poważnych, wyważonych argumentów na temat tego, gdzie AI powinna być stosowana w ochronie zdrowia, a gdzie nie oraz jak zadbać o prywatność pacjentów i bezpieczeństwo danych.

Charlotte Blease jest profesor nadzwyczajną na Uniwersytecie w Uppsali (Finlandia) i badaczką w Harvard Medical School. Opublikowała ponad 150 recenzowanych artykułów i książek. Od lat prowadzi badania naukowe nad zastosowaniem AI w ochronie zdrowia.

Rekordowe 3300 nowych marek produktów pojawiło się w aptekach w okresie 1 roku. Sprzedaż środków homeopatycznych w aptekach spadła 5-krotnie. Czy ta forma medycyny alternatywnej odchodzi do lamusa? Pobierz październikowe wydanie OSOZ Statystyki.

OSOZ Statystyki 10/2025
OSOZ Statystyki 10/2025

W numerze 10/2025 OSOZ Statystyki:

Rola nowych produktów na rynku aptecznym

Wszyscy potrafimy z pamięci wymienić co najmniej kilka marek produktów OTC, suplementów czy kosmetyków dostępnych w aptekach. Część z nich jest obecna na rynku wiele lat i często okupuje wysokie miejsca w rankingach sprzedaży. Ale rynek nieustannie się rozwija – pojawiają się nowe marki, dotąd na rynku nieznane, oraz nowe produkty, które są rozszerzeniami palety produktów pod daną marką (tak zwane „marki parasolowe”), wprowadzane np. ze zmianą dawkowania, formy, składu i/lub zastosowania. W analizach takie wprowadzenia nazwane zostały sub-brandami.

Ilość nowych wprowadzeń na rynek nieustannie rośnie. Z analiz PEX wynika, że tylko w przeciągu 12 miesięcy okresu zaczynającego się w lipcu zeszłego roku, a zakończonego w czerwcu aktualnego na rynek (kroczący rok – MAT), w polskich aptekach pojawiło się prawie 3 300 nowych sub-brandów. To o ponad 150 więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej i aż 336 więcej w porównaniu do sytuacji sprzed 2 lat.

Czytaj dalej 👉

Polacy odwracają się od homeopatii. Sprzedaż zmalała pięciokrotnie

Jeszcze dwie dekady temu apteki sprzedawały ponad 15 mln opakowań środków homeopatycznych rocznie. W 2024 roku było to już tylko nieco ponad 3 mln. Asortyment zmalał czterokrotnie, a ceny wzrosły prawie trzykrotnie.

W Polsce leki homeopatyczne nie są refundowane przez NFZ, a Naczelna Izba Lekarska od lat stoi na stanowisku, że ich stosowanie jest niezgodne z aktualną wiedzą medyczną – lekarze nie mogą stosować metod bezwartościowych zdrowotnie, jaką jest homeopatia. Ale co kraj to inne podejście do homeopatii i niektóre państwa nadal refundują środki z tej grupy, w tym m.in. Austria, Niemcy, Szwajcaria, czy Francja.

Choć w Polsce sprzedaż szybko spada, w skali globalnej – rośnie. Światowy rynek leków homeopatycznych wyceniany jest na ok. 10 mld USD i rośnie w tempie 12% rocznie, napędzany zwłaszcza sprzedażą w krajach rozwijających się jak Ameryka Południowa.

Czytaj dalej 👉

Ponadto w numerze:

Archiwum czasopisma OSOZ
Archiwum czasopisma OSOZ
Założony w 1985 roku KAMSOFT, dziś oferuje rozwiązania informatyczne dla całego rynku ochrony zdrowia i farmacji i  jest jednym z liderów transformacji cyfrowej (zdjęcie: debata z Zarządem firmy podczas Jubileuszu 40-lecia)
Założony w 1985 roku KAMSOFT oferuje dziś rozwiązania informatyczne dla całego rynku ochrony zdrowia oraz farmacji i jest jednym z liderów transformacji cyfrowej (zdjęcie: debata z Zarządem firmy podczas Jubileuszu 40-lecia)

Podczas konferencji i gali jubileuszowej 40-lecia KAMSOFT, firma zaprezentowała nową strategię rozwoju swoich rozwiązań IT dla rynku zdrowia. Systemy informatyczne przestają być notatnikami danych i zaczynają realnie wspierać lekarzy i farmaceutów w ich merytorycznej pracy, a nie jak wcześniej tylko w czynnościach administracyjnych.

Ochrona zdrowia staje się inteligentna

Wydarzenie, które odbyło się 9 października 2025 r. w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach, zgromadziło 550 czołowych przedstawicieli rynku zdrowia i farmacji, klientów oraz osoby zainteresowane innowacjami technologicznymi. W towarzyszących konferencji warsztatach online wzięło udział ponad 3000 osób.

KAMSOFT od czterech dekad jest partnerem w transformacji cyfrowej dla tysięcy aptek i podmiotów ochrony zdrowia. Dzisiaj systemy firmy integrują dane z rynku zdrowia i farmacji w jeden ekosystem, umożliwiając swobodny przepływ informacji między pacjentami, pracownikami ochrony zdrowia i farmaceutami. Portfolio rozwiązań – obejmujące także rozwiązania dla pacjentów, jak KtoMaLek.pl oraz aplikację mobilną Visimed – tworzy niewidoczną sieć, z której codziennie korzystają miliony osób w całej Polsce.

Płynna wymiana ustandaryzowanych danych i ich wykorzystanie do indywidualizowanej i predykcyjnej opieki jest częścią konsekwentnie realizowanej wizji Otwartego Systemu Ochrony Zdrowia (OSOZ) – inteligentnej ochrony zdrowia opartej na analizie danych, gdzie lekarz ma odpowiedni wgląd w zdrowie pacjenta i holistycznie opiekuje się pacjentem, bez zbędnej biurokracji – prowadzi prawdziwą profesjonalną koordynację opieki nad pacjentem.

KAMSOFT sięga do najnowszych innowacji

System IT, osiągnięcia i plany zaprezentowane podczas jubileuszu KAMSOFT uświadamiają, że rozwiązania IT w ochronie zdrowia przestają być wyłącznie narzędziem do rozliczeń i administracji. Po latach konsekwentnie realizowanej cyfryzacji stają się wsparciem w procesie leczenia. Wraz z tym KAMSOFT stawia na integrację danych i inteligentne algorytmy, które mają usprawnić pracę pracowników ochrony zdrowia i wspomóc pacjentów w poruszaniu się po systemie zdrowia oraz dbaniu o własne zdrowie.

– Dotąd oprogramowanie służyło głównie do rozliczeń z NFZ, wystawiania e-recept czy prowadzenia dokumentacji medyczne. Teraz robimy wszystko, aby było działającym w tle wsparciem w procesie leczenia – mówi Grzegorz Mródź, Prezes Zarządu KAMSOFT S.A.

Wywiad z Grzegorzem Mródziem, Prezesem Zarządu KAMSOFT S.A. (źródło: Cowzdrowiu.pl)

Mocną domeną KAMSOFT jest integracja danych z różnych części systemu zdrowia, konsekwentnie realizowana od początku działalności firmy. W ten sposób już dziś lekarz może sprawdzić dostępność leków w pobliskiej aptece, a pacjent otrzyma informacje o dawkowaniu prosto na smartfona albo znajdzie online wolny termin u lekarza specjalisty. Wiele z rozwiązań o lata wyprzedza rozwiązania wprowadzane centralnie. Przykładowo, w systemach KAMSOFT od kilku lat lekarz może sprawdzić, czy pacjent wykupuje przepisane na receptę leki.

– Do naszego systemu wymiany danych włączone są m.in. prawie wszystkie apteki w Polsce. Dzięki temu możemy pokazać lekarzom realną dostępność leków na rynku, a pacjent może szybciej znaleźć potrzebny lek – mówi Grzegorz Mródź. To z kolei otwiera drzwi do wdrażania nowoczesnych form opieki jak przeglądy lekowe realizowane w aptece.

Tylko bezpieczne i sprawdzone algorytmy, zdrowa dawka sztucznej inteligencji

Jedne z pierwszych algorytmów prezentowanych przez firmę analizują zagadnienia lekowe, w tym interakcje. Jak podkreśla Prezes Zarządu KAMSOFT S.A., wszystkie algorytmy działają w tle, a lekarz otrzymuje gotowe wyniki i podpowiedzi. Każda taka nowa funkcjonalność jest tak projektowana, aby nie generowała zbędnych kliknięć. Są też funkcje pozwalające podsumowywać informacje o lekach z profesjonalnych baz wiedzy, takich jak Pharmindex, albo podpowiadające, jakie pytania zadać pacjentowi przed przepisaniem leku na receptę.

Uroczysta Gala 40-lecia KAMSOFT S.A. zgromadziła przedstawicieli rynku ochrony zdrowia i farmacji. W towarzyszącej konferencji Nawigator e-Zdrowia wzięło udział łącznie ponad 3000 osób
Uroczysta Gala 40-lecia KAMSOFT S.A. zgromadziła 550 przedstawicieli rynku ochrony zdrowia i farmacji. W towarzyszącej konferencji Nawigator e-Zdrowia wzięło udział łącznie ponad 3000 osób

Równolegle trwają prace nad zaawansowanymi rozwiązaniami do opieki koordynowanej opartymi na algorytmach korzystającymi z dorobku OSOZ. Dzięki nim, system przeanalizuje dane pacjenta pod kątem ryzyka występowania wybranych chorób. Można się też spodziewać dużych usprawnień w sposobie gromadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej. I w tym przypadku firma stosuje zasadę zaufania i bezpieczeństwa – zanim algorytm zostanie udostępniony w systemach gabinetowych, musi być dokładnie przetestowany i formalnie zarejestrowany zgodnie z prawem. Tylko zaufane rozwiązania będą wykorzystywane przez lekarzy.

– Rozwiązania wiedzowe będą pomagać lekarzom i tutaj słowo „pomagać” jest kluczowe. Algorytmy nigdy nie zastąpią lekarza i jego doświadczenia – mówi Prezes KAMSOFT S.A.

Podczas jubileuszu, Grzegorz Mródź podkreślał, że wdrażając nowości technologiczne, firma skupia się na standardach i płynnym przepływie danych, bo to one są warunkiem lepszych decyzji klinicznych i wprowadzania kolejnych rozwiązań. Tak samo ważna jest partnerska współpraca firmy IT z placówkami zdrowia. Tylko w ten sposób można budować dojrzałość cyfrową i wdrażać te rozwiązania, które są najbardziej potrzebne, uzasadnione kosztowo i przynoszące korzyści pracownikom i pacjentom. No i na koniec najważniejsze: w każdym rozwiązaniu KAMSOFT zastosowane jest 40 letnie doświadczenie firmy – unikatowe know-how, zdobyte przez lata konsekwentnej działalności.

Poliklinice Kardiologicznej SERCE wdrożenie Centralnej e-Rejestracji zajęło 1,5 miesiąca. Jako jedna z pierwszych placówek w pilotażu, musiała uczyć się na własnych błędach. Dziś przez CeR rejestruje ok. 130 pacjentów miesięcznie. Maria Zygmunt, Członek Zarządu Polikliniki, opowiada o całym procesie wdrożenia – od podpisania umowy z NFZ do rutynowego umawiania nowych pacjentów w CeR.

Ile czasu zajęło pełne wdrożenie CeR?

Maria Zygmunt, Członek Zarządu: Przygotowania rozpoczęły się w połowie września 2024 r., pełna integracja z systemem CeR nastąpiła w dniu 31 października 2025. W pełni jesteśmy włączeni do CeR i działamy w tym systemie od 1 listopada 2024 r.

W okresie przygotowawczym do integracji systemów najbardziej czasochłonne było sprawdzenie poprawności zapisów numerów telefonów podanych przez pacjentów do wzajemnego kontaktu – zapis musiał być poprawny, jako że na wskazany numer przychodzą powiadomienia SMS.

Zapisz się do newslettera OSOZ i otrzymuje praktyczne porady na temat cyfryzacji
Zapisz się do newslettera OSOZ i otrzymuj dwa razy w miesiącu praktyczne porady na temat cyfryzacji

Zapadła decyzja o przystąpieniu do pilotażu. Co wydarzyło się dalej?

Pierwszym etapem było przygotowanie oferty w tym zakresie do NFZ i zawarcie z Funduszem umowy. Od momentu zawarcia umowy, pracowaliśmy intensywnie nad przygotowaniem do integracji z CeR naszego harmonogramu z planowanymi terminami wizyt pacjentów. Wymagane było sprawdzenie poprawności zapisu wszystkich numerów telefonów pacjentów będących w rejestrze. Ta poprawność musiała również zafunkcjonować w aplikacji AP-KOLCE.

Okazało się, że do poprawienia było sporo pozycji, ponieważ system wyrzucał błąd, który powstał nieświadomie i wynikał z bieżącej pracy. Polegał on na tym, że w polu na „numer telefonu” zapisane były dwa numery telefonów – drugi telefon podany przez pacjenta zapisywany był po to, gdyby pod pierwszym numerem nie odebrano połączenia. Do tego momentu nie stanowiło to błędu w naszym programie medycznym, ale do integracji z CeR konieczne było uporządkowanie i pozostawienie jednego głównego numeru telefonu.

Po zakończeniu tego etapu zrealizowaliśmy testy sprawdzające poprawność ewidencji terminarza oraz potwierdzające zgodność z zapisami w AP-KOLCE. Ostatnim etapem była integracja systemów.

Który z elementów wdrożenia okazał się najtrudniejszy?

Najtrudniejszym – bo czasochłonnym – był etap sprawdzania poprawności zapisanych danych w naszym terminarzu w zakresie planowanych wizyt pacjentów. Najistotniejsze były numery telefonów, ponieważ na podany poprawnie numer telefonu system CeR wysyła informacje o przypisanym terminie planowanej wizyty.

Trudne są zwykle początki poruszania się po nowym oprogramowaniu, ale akurat obsadę naszej rejestracji stanowią młode osoby, bardzo dobrze radzące sobie z komputerem. To pomogło w szybkim opanowaniu CeR.

Dużą pomocą służył nam również zespół informatyków KAMSOFT z Oddziału Zachód w Lesznie, zwłaszcza że w początkowym okresie kilka rzeczy trzeba było na bieżąco kontrolować i korygować.

Na bieżąco byliśmy w kontakcie z zespołem programistów z Centrum e-Zdrowia oraz z zespołem z Departamentu Innowacji Ministerstwa Zdrowia. Do dnia dzisiejszego Ministerstwo Zdrowia prowadzi systematyczne, cotygodniowe szkolenia on-line dotyczące praktycznego przygotowania się do wdrożenia. Szkolenie dedykowane jest dla kolejnych podmiotów leczniczych chcących przystąpić jeszcze do pilotażu, a część spotkania przeznaczona jest na odpowiedzi na pytania.

Bardzo trudnym procesem było i jest do chwili obecnej tłumaczenie pacjentom, że pracujemy w pilotażowym programie centralnej kolejki CeR i pewnych informacji nie od razu można udzielić. CeR polega m.in. na tym, że obsługa rejestracji widzi harmonogram przyjęć na 40 dni do przodu. Jeśli terminarz na najbliższych 40 dni jest już wypełniony, to kolejny pacjent jest rejestrowany i trafia do tzw. Poczekalni. W poczekalni określony zostaje szacunkowy termin wizyty, a o terminie właściwym pacjent zostanie poinformowany w SMS-ie, który otrzyma najpóźniej 7 dni przed planowaną wizytą. W tym momencie większość pacjentów nie rozumie, dlaczego nie możemy ustalić precyzyjnie terminu wizyty od razu, że musi oczekiwać w niepewności, kiedy jego wizyta się odbędzie.

Pobierz raport specjalny o bezpieczeństwie danych w placówkach ochrony zdrowia

W CeR kluczowa jest organizacja terminarza. Czy wymagało to dużych zmian?

Zasada organizacji terminarza w CeR polega na wskazaniu przez świadczeniodawcę w swoim programie tzw. slotów – proponowanych terminów dni/godzin przeznaczonych na przyjęcia pacjentów pierwszorazowych, ze skierowaniem w sytuacji tzw. „stabilne” i „pilne”. Terminy te czekają na zapisanie się pacjenta, czy to przez rejestrację w poradni, czy też samodzielnie przez IKP lub aplikację mojeIKP. Ustalenie slotów nie stanowiło większego kłopotu, ponieważ zasada taka obowiązywała już dotychczas w codziennej pracy z terminarzem, trzeba było tylko w terminarzu precyzyjniej określać czas wskazany na wizytę pacjenta.

Jakie znaczenie miało wsparcie ze strony dostawcy systemu IT?

Ogromne. W okresie przygotowania do integracji z CeR, zarówno świadczeniodawca usług medycznych jak i dostawca oprogramowania IT ma swoje zadania do wykonania. Bez połączenia sił właściwe przygotowanie terminarza do integracji z CeR jest niemożliwe. Poza tym nasza placówka ma bardzo liczną bazę pacjentów, tak więc współpraca z zespołem informatyków była niezbędna.

Podczas przygotowywania się do wdrożenia trzeba było sprawdzić cały terminarz od strony informatycznej, poprawić zapisy w terminarzu, wyfiltrować rekordy z błędami. Po dokonaniu przez nas poprawek przyszła kolej na następne sprawdzenie wszystkiego po poprawkach, weryfikację zgodności z AP-KOLCE – i tak aż do osiągnięcia doskonale przygotowanego terminarza do integracji. Tak więc do momentu integracji z CeR byliśmy w stałym kontakcie z informatykami. 

Jak wyglądało szkolenie personelu rejestracji?

Szkolenie prowadziliśmy w pierwszych dniach funkcjonowania w CeR, kiedy trzeba było opanować zasady poruszania się po nowym oprogramowaniu. Ponieważ w rejestracji naszego podmiotu pracują młode osoby, nie miały one problemów z opanowaniem jego obsługi.

Szkolenie wstępne przeprowadził zespół KAMSOFT-tu. Tutaj bezcenna okazała się wieloletnia współpraca z firmą. W kolejnych dniach pracy z CeR, kontakt był bieżący w momencie pojawienia się wątpliwości.

Jakie były największe wyzwania techniczne przy integracji systemu gabinetowego z Centralną e-Rejestracją?

Od początku, techniczną stroną przygotowania harmonogramu przyjęć i integracji z platformą P1 zajmował się zespół informatyków KAMSOFT, który poradził sobie z tym bez kłopotu.

Integracja systemów pozwala na to, żeby każde rejestrowanie pacjenta poprzez CeR miało odzwierciedlenie w terminarzu naszego programu medycznego, z którego na co dzień korzystamy. I można stwierdzić, że to się udaje, choć oprogramowanie CeR nie jest jeszcze doskonałe. Ale po to mamy jeszcze okres pilotażu, by zbierać uwagi.

Jesteśmy otwarci na nowości, które w przyszłości mają przynieść poprawę jakości obsługi pacjentów, ale też usprawnią pracę personelu. Kilka lat temu nasza placówka uczestniczyła w pilotażu krajowej sieci kardiologicznej.

Jak obecnie ocenia Pani działanie CeR?

W dalszym ciągu trwa pilotaż programu, na bieżąco zbieramy uwagi, co ewentualnie naszym zdaniem mogłoby być poprawione i uwagi te przekazujemy na bieżąco do zespołu w CeZ i MZ.

Ideę centralnej elektronicznej rejestracji oceniam bardzo pozytywnie. Wdrożenie na większą skalę, w moim przekonaniu, uporządkuje kolejkę oczekujących na świadczenia medyczne. Pacjent może samodzielnie wskazać placówkę, w której chce być leczony. Personel poradni może również pomóc pacjentowi w wyborze wcześniejszego terminu w innej poradni – wystarczy wywołać z dostępnego rejestru poradnie z terenu całego kraju i sprawdzić, jaki mają dostępny pierwszy wolny termin. W tej chwili w rejestrze dostępne są te podmioty lecznicze, które uczestniczą w pilotażu i zawarły na ten zakres umowę z NFZ. W przyszłości tych podmiotów będzie więcej.

Dla placówki medycznej dużą zaletą programu jest to, że pacjent może zapisać się samodzielnie do lekarza poprzez Internetowe Konto Pacjenta (IKP) lub aplikację w telefonie komórkowym mojeIKP. Sama aplikacja jest bardzo intuicyjna. Z pewnością będzie to stanowiło oszczędność czasu dla pacjenta i równocześnie zmniejszy liczbę pacjentów zgłaszających się do rejestracji poradni.

Czy Pani zdaniem CeR faktycznie skróci kolejki i odciąży rejestrację telefoniczną?

W mojej ocenie tak – system CeR odciąży rejestrację telefoniczną i rejestrację osobistą, ale będzie to odczuwalne dopiero wtedy, kiedy zdecydowana większość pacjentów będzie radziła sobie z samodzielną rejestracją przez internet lub telefon komórkowy. Na to potrzeba jednak czasu.

Czy system CeR będzie sposobem na skrócenie kolejki do lekarzy? W mojej ocenie, wdrożenie na większą skalę CeR, uporządkuje kolejkę oczekujących na świadczenia medyczne. Ponadto pacjent, któremu zależy na wcześniejszym terminie wizyty i nie jest przywiązany sentymentem do jednej poradni, wybierze wcześniejszą usługę w innej placówce. Jeśli do systemu przystąpią wszystkie zobowiązane placówki, może to spowodować przepływ pacjentów pomiędzy podmiotami i skrócenie kolejek.

Pozostaje pytanie, czy nowy system zmotywuje pacjentów do odwoływania wizyt. Chcę wierzyć, że tak. Na pewno zrobią to pacjenci odpowiedzialni, zdyscyplinowani, empatyczni, którzy mają na uwadze to, że brak odwołania wizyty i nieprzybycie do poradni powoduje odebranie szansy innej osobie na skorzystanie z wcześniejszego terminu wizyty. Można mieć nadzieję, że takich pacjentów będzie coraz więcej. Z pewnością pomocna byłaby kampania reklamowa we wszystkich mediach, która wyjaśni i podkreśli istotę i sens centralnej elektronicznej rejestracji do lekarza, w której bardzo duży nacisk będzie położony na to, jak ważne jest odwołanie na czas wizyty u lekarza.

Co radziłaby Pani tym placówkom, które wdrożenie CeR mają przed sobą?

Powiem krótko: najważniejsze jest pozytywne nastawienie do systemu. A potem trzeba zwrócić uwagę na kilka szczegółów, jak przykładowo poprawność zapisów numerów telefonów w systemie. Radziłabym też nie zwlekać z decyzją o przystąpieniu do pilotażu, który trwa do końca 2025 roku, aby otrzymać dofinansowanie z NFZ.

Przez 10 miesięcy pilotażu, w tarnowskiej placówce ilość przepadających miejsc z powodu niezgłoszenia się pacjenta na wizytę prawie nie zmieniła się
Przez 10 miesięcy pilotażu, w tarnowskiej placówce ilość przepadających miejsc z powodu niezgłoszenia się pacjenta na wizytę prawie nie zmieniła się

Zespół Przychodni Specjalistycznych Sp. z o.o. w Tarnowie przystąpił do pilotażu Centralnej e-Rejestracji w listopadzie 2024 roku. W systemie umówiono już ponad 1000 pacjentów, choć na początku nie było łatwo. O pułapkach reorganizacji terminarza wizyt, współpracy z dostawcą IT i nowej organizacji pracy opowiada Ewelina Wijas, Kierownik Sekcji ds. Organizacji, Nadzoru i Promocji.

Ile czasu zajęło pełne wdrożenie CeR?

Ewelina Wijas, Kierownik Sekcji ds. Organizacji, Nadzoru i Promocji: Cały proces wdrożeniowy trwał od 25 października do 28 listopada 2024, a 29 listopada zgłosiliśmy do Centrum e-Zdrowia (CeZ) gotowość do realizacji pilotażu. Udało nam się tego dokonać w tak krótkim czasie dzięki zaangażowaniu i intensywnej pracy kilkuosobowego zespołu Przychodni oraz wsparcia i aktywnego uczestnictwa naszego opiekuna ze strony dostawy systemu IT, czyli KAMSOFT, jak również pomocy przy rozstrzyganiu wszelkich wątpliwości i problemów ze strony pracownika CeZ.

Najbardziej czasochłonne było dostosowanie terminarzy personelu oraz wyeliminowanie tysięcy błędów, które wracały w komunikatach zwrotnych, a dotyczących między innymi nieprawidłowego statusu skierowań oraz dopasowania rodzaju rezerwacji do slotu.

Zapisz się do newslettera OSOZ i otrzymuj newsy o e-zdrowiu na skrzynkę pocztową
Zapisz się do newslettera OSOZ i otrzymuj newsy o e-zdrowiu na skrzynkę pocztową

Podpisaliście Państwo umowę z NFZ i co dalej?

Pierwszym krokiem była analiza ilości umówionych już wizyt w harmonogramach poradni, aby określić, który miesiąc chcemy wziąć pod uwagę jako pierwszy pełny do określenia wartości ryczałtu jednorazowego. Po drugie, dostosowaliśmy harmonogramy do wymagań CeR, od określenia rodzaju slotów, dopasowania rezerwacji do odpowiednich slotów i systemu pracy poszczególnych lekarzy.

W dalszych krokach wysłaliśmy zmodyfikowane harmonogramy do CeR oraz poprawiliśmy błędy wysyłki, aby uzyskać odpowiedni poziom zgodności wysłanych danych z AP-KOLCE.

Na koniec zgłosiliśmy gotowość do CeZ i wtedy zostało już tylko oczekiwanie na akceptację. Od tego momentu stałym zadaniem jest bieżące monitorowanie i poprawianie pojawiających się błędów wysyłki.

Który z elementów wdrożenia okazał się najtrudniejszy?

Najtrudniejszy był etap, w ramach którego musieliśmy de facto na nowo tworzyć harmonogramy, dopasowywać do nich odpowiednie usługi rezerwacyjne o odpowiednim czasie trwania. Niby sprawa wydaje się prosta, ale z uwagi na to, iż każdy z lekarzy przewidziany ma inny czas na wizytę pierwszorazową oraz inny na kolejną wizytę, zmusza to do mnożenia usług, np. zamiast jednej usługi „rezerwacja wizyta kolejna”, mamy teraz „rezerwacja wizyta kolejna 10 minut”, „rezerwacja wizyta kolejna 15 minut” oraz „rezerwacja wizyta kolejna 20 minut”.

Analogicznie usługi mnożymy do rezerwacji na wizyty pierwszorazowe „pilne” i „stabilne”. Ponadto czasami zdarza się, że lekarz w harmonogramie miał wpisane na jedno miejsce dwie osoby – gdy w harmonogramie wizyta była ustawiona na 20 minut, a z doświadczenia wiedział, że nie na każdego pacjenta będzie tyle potrzebował, w planowanych godzinach pracy mógł dopisać kilka dodatkowych osób dziennie. Przy CeR nie jest to możliwe, więc konieczne były zmiany godzin wizyt wielu pacjentów.

Jakie znaczenie miało wsparcie ze strony dostawcy systemu IT?

Było nieocenione, bo byliśmy bodajże drugim albo trzecim podmiotem wdrażającym CeR. Dzięki jego doświadczeniu we wdrażaniu CeR, mogliśmy sprawnie przechodzić kolejne etapy wdrażania i na bieżąco eliminować błędy, które pojawiały się w jego trakcie. Nasz opiekun IT ze strony KAMSOFT zautomatyzował wiele czynności, które na już umówionych rezerwacjach były konieczne do wykonania, dzięki czemu uniknęliśmy wielu godzin żmudnej pracy.

Jak wyglądało szkolenie personelu rejestracji?

Dostawca systemu IT – KAMSOFT – przekazał nam bardzo szczegółową instrukcję postępowania, jak umawiać pacjenta w CeR z wykorzystaniem naszego systemu IT. Dzięki temu, każdy z pracowników rejestracji miał pod ręką narzędzie, do którego zawsze mógł i nadal może wracać w razie wątpliwości. Ponadto pracownicy uczestniczyli w on-linowych webinarach organizowanych przez CeZ, podczas których zapoznali się z ogólnymi zasadami CeR.

Jak ocenia Pani dzisiaj działanie CeR?

W przeciągu 10 miesięcy pracy z wykorzystaniem CeR, jej funkcjonowanie uległo znacznej poprawie. CeZ reaguje na zgłoszenia świadczeniodawców i jeśli to tylko możliwe, wprowadza poprawki w systemie, aby usprawnić cały proces umawiania wizyt.

Czy Pani zdaniem CeR faktycznie skróci kolejki i odciąży rejestrację telefoniczną?

Wydaje mi się, że samo wprowadzenie CeR nie wpłynie na skrócenie kolejek. Po pierwsze dlatego, że jako świadczeniodawca realizujący świadczenia medyczne w ramach umowy z NFZ mieliśmy obowiązek umawiania wizyt w systemie ciągłym, a więc terminy na wizyty pierwszorazowe niejednokrotnie są pozajmowane jeszcze na wiele miesięcy do przodu. W efekcie, pacjenci z Poczekalni uzyskają termin w sytuacji, gdy któryś z umówionych pacjentów zrezygnuje z wizyty i to z odpowiednim wyprzedzeniem.

Mamy bardzo dużą liczbę pacjentów w leczeniu stałym, co sprawia, że nie jesteśmy w stanie w jakiś drastyczny sposób zwiększyć ilości miejsc na wizyty pierwszorazowe. Ponadto średnia wieku lekarzy aktywnych zawodowo jest coraz wyższa, a chętnych do pracy w ramach NFZ jest niewielu, co dodatkowo – w miarę upływu czasu – spowoduje znaczne utrudnienia w dostępie do świadczeń.

Patrząc na te 10 miesięcy pilotażu, które mamy już za sobą, w niewielkim stopniu zmniejszyła się ilość przepadających miejsc z powodu niezgłoszenia się pacjenta na wizytę. Wydaje mi się, iż wynika to z faktu, iż znaczna większość osób oczekujących na świadczenia w naszej placówce to seniorzy, którzy na co dzień nie posługują się elektronicznymi platformami takimi jak IKP. Część z pacjentów nigdy nie aktywowała swojego konta, a więc nie są w stanie odwołać wizyty nawet jeśli wiedzą, że się na nią nie zgłoszą.

Część wizyt przepada, gdyż anulowane są zbyt późno – poniżej 48 godzin przed terminem – a więc z Poczekalni żaden pacjent na to miejsce już nie wskoczy. Z kolei my, jako podmiot medyczny, nie dysponujemy danymi o osobach oczekujących do naszej placówki w CeR, więc samodzielnie nie możemy nikogo zaprosić. Brak informacji o liczbie osób oczekujących w poszczególnych kategoriach sprawia, że nie jesteśmy w stanie modyfikować w terminarzach rodzaju slotów. Tym samym może być tak, że mamy miejsca „pilne”, a w Poczekalni brak jest już osób z taką kategorią, aby je zapełnić, więc pozostają puste.

System CeR nie odciąży też rejestracji, gdyż obejmuje swoim zasięgiem wyłącznie pacjentów pierwszorazowych, więc osoby kontynuujące leczenie, które stanowią znaczną większość, i tak muszą z niej korzystać. Ponadto pacjenci, którzy zostali przez naszych pracowników umieszczeni w Poczekalni – gdyż nie mieliśmy wolnych terminów w ciągu najbliższych 40 dni – ciągle dzwonią i pytają, dlaczego jeszcze nie mają ustalonego terminu wizyty, kiedy mogą się spodziewać wizyty itp. Sprawdzamy, jaki jest szacunkowy czas wizyty w ich przypadku, ale niestety obliczany przez CeR termin nie jest precyzyjny i wielokrotnie ulega zmianie. Przykładowo, pacjent ze skierowaniem „stabilnym”, umieszczony przez nas w Poczekalni w grudniu 2024 r., zadeklarował, że chce korzystać ze świadczeń w naszej placówce. Szacunkowy termin otrzymał na luty 2025 r., następnie zmienił się on na kwiecień, potem był wrzesień. W efekcie nadal oczekuje na termin, bo dostępnego w tej kategorii na wrzesień niestety nie mamy. Powoduje to frustrację pacjentów i niestety niejednokrotnie pracownikom rejestracji więcej czasu zajmuje tłumaczenie zasad działania CeR i braku możliwości wpisania na konkretny termin niż wcześniejsza procedura, czyli ściągnięcie skierowania i wpisanie w harmonogram.

Jeśli chodzi o zmotywowanie pacjentów do odwoływania wizyt to sam system skutku takiego nie przyniesie. Niewielka liczba osób czuje się w obowiązku zwolnić termin, jeśli wie, że z niego nie skorzysta. Znaczna większość osób z uwagi na to, iż podmioty lecznicze nie mają żadnych narzędzi, aby wyciągnąć jakiekolwiek konsekwencje od pacjenta spowodowane brakiem informacji o rezygnacji z wizyty, po prostu lekceważy ten obowiązek, a tym samym blokuje dostęp do świadczeń innym osobom.

Pobierze bezpłatny raport o AI w ochronie zdrowia
Pobierze bezpłatny raport o AI w ochronie zdrowia

Co radziłaby Pani tym placówkom, które wdrożenie CeR mają przed sobą?

Najważniejsze to się nie zrażać słuchając przedstawicieli innych placówek, którzy opowiadają, z jakimi trudnościami musiały się zmierzyć. Każde wdrożenie wiąże się z koniecznościa wprowadzenia zmian w dotychczasowym funkcjonowaniu. Jednak im wcześniej się zdecydujemy na wdrożenie, tym więcej czasu będziemy mieli na oswojenie się z CeR zanim stanie się obowiązkowa.

Starajmy się zawsze znaleźć pozytywy – nawet niewielki odsetek odwołanych wizyt przez pacjenta czy uzupełnienie pustych luk w terminarzach to już coś. Samo przygotowanie harmonogramów do wdrożenia sprawi, że będą one bardziej przejrzyste, uporządkowane a to w jakiś sposób ułatwia organizację pracy.

W razie jakichkolwiek wątpliwości nie ma co się bać skontaktować z pracownikami CeZ, którzy naprawdę służą pomocą i dzięki informacjom od nich można szybciej uporać się z wdrożeniem.

Warto skontaktować się z dostawcą systemu IT i omówić z nim, w jakich elementach wdrożenia jest w stanie pomóc i na jakich warunkach na taką pomoc można liczyć już w trakcie realizacji pilotażu. Nie oszukujmy się – problemy z CeR będą się nadal pojawiały, ale wspólnymi siłami można się z nimi uporać.

Jakie dodatkowe funkcjonalności systemu byłyby najbardziej przydatne z punktu widzenia placówki i pacjentów? Informacje przypominające o wizycie wysyłane do pacjenta, na końcu mają adnotację o mniej więcej takiej treści: jeśli chcesz anulować wizytę, wyślij w odpowiedzi TAK. Biorąc pod uwagę, iż nie czytamy dokładnie treści, pierwsze co nam przychodzi do głowy, że mamy potwierdzić wizytę, a nie ją anulować. Pacjenci wysyłają odpowiedź TAK, po czym pojawiają się w przychodni i robią awantury, że przecież mają umówioną wizytę i ją potwierdzali, a tymczasem niestety miejsce jest już zajęte przez kogoś innego.

Pacjenci nie wiedzą, że po zapisaniu się trafiają do Poczekalni - mówi Dyrektor NZOZ FARMED
Pacjenci nie wiedzą, że po zapisaniu się trafiają do Poczekalni – mówi Dyrektor NZOZ FARMED

NZOZ FARMED z Lublina przystąpił do pilotażu Centralnej e-Rejestracji w zakresie kardiologii we wrześniu 2024 roku. Od tego czasu placówka umówiła przez system ponad 8000 pacjentów. Jak udało się uruchomić synchronizację z CeR? Co dzisiaj dyrekcja radzi innym podmiotom? Rozmawiamy ze Stanisławem Podgórskim, Dyrektorem NZOZ FARMED z Lublina.

Ile czasu zajęło pełne wdrożenie CeR?

Stanisław Podgórski, Dyrektor: Cały proces zajął około tygodnia. To był czas prób, poprawek, przygotowywania grafików, szkolenia personelu. W tym czasie byliśmy cały czas w kontakcie z dostawcą oprogramowania, firmą KAMSOFT.

Podpisaliście Państwo umowę z NFZ i co dalej?

Na początku pojawiło się wiele błędów. Centrum e-Zdrowia wprowadzało poprawki na bieżąco. Pacjenci rejestrowali się, często nie mając świadomości, do jakiej placówki.

Warto wspomnieć, że synchronizacja z CeR odbywa się o północy. Dzień rozpoczynaliśmy od weryfikacji błędnie zarejestrowanych pacjentów. Pracownicy musieli obdzwaniać pacjentów i korygować nieaktualne rezerwacje.

Dziś wszystko działa poprawnie, ponieważ z czasem Centrum e-Zdrowia wprowadzało kolejne udoskonalenia, reagując na sygnały docierające od placówek realizujących pilotaż.

Pobierz raport o tym, jak wdrożyć Centralną e-Rejestrację

Który z elementów wdrożenia okazał się najtrudniejszy?

Najwięcej trudności sprawiło dostosowanie grafików i spełnienie wymogów centralnej rejestracji w zakresie poprawności rezerwacji. Nie mieliśmy jasno określonej instrukcji postępowania. Często byliśmy zmuszeni ręcznie poprawiać statusy skierowań, uzupełniać dane kontaktowe – a to były błędy uniemożliwiające import rezerwacji.

Każdy typ wizyty musiał znaleźć się w odpowiednim kolorze slotu, kompatybilnym z CeR. Przy pełnych grafikach oznaczało to wielogodzinną pracę nad ich sformatowaniem. W niektórych przypadkach trzeba było nawet ujednolicić czas trwania wizyt.

Kolejnym problemem był brak synchronizacji w czasie rzeczywistym. W poradni kardiologicznej zapisujemy dziennie kilkudziesięciu pacjentów. Kiedy rejestracje realizowane były przez IKP, a w naszym systemie nie aktualizowały się w czasie rzeczywistym, pojawiały się zdublowane rezerwacje.

W CeR kluczowa jest organizacja terminarza. Czy wymagało to dużych zmian?

Tak. KAMSOFT szybko dostosował program do integracji z centralną rejestracją, dzięki czemu import pacjentów odbywa się automatycznie. Na początku wszystkie zapisane wizyty trzeba było sprawdzić i odpowiednio poprawić grafiki – szczególnie pod kątem umieszczania wizyt pierwszorazowych w odpowiednich slotach.

Jak wyglądało szkolenie personelu rejestracji?

Szkolenie odbywało się na bieżąco podczas wdrożenia i pilotażu. Najpierw odbyło się szkolenie grupowe, na którym omówiliśmy zasady działania CeR i zmiany w rejestracji pacjentów do kardiologa. Poza tym pracownicy byli informowani o każdej zmianie i każdym nowym błędzie importu przez komunikator internetowy.

Przystępując do pilotażu, placówka nie mogła skorzystać z doświadczenia innych. Gdyby wdrażał Pan CeR dopiero dziś i z dzisiejszą wiedzą, co zrobiłby Pan inaczej?

Dzisiejsze funkcjonowanie CeR to efekt blisko roku pracy: monitorowania rejestracji, stałego kontaktu z dostawcą i Centrum e-Zdrowia, regularnego zgłaszania błędów. Dzięki temu, placówki dziś przystępujące do CeR mają dużo łatwiej. Rok temu nikt nie miał tej wiedzy.

Moim zdaniem wprowadzeniu CeR musi towarzyszyć intensywna kampania informacyjno-edukacyjna. Pacjenci nie wiedzą, że po zapisaniu się trafiają do Poczekalni – przez co rezerwują wizyty przypadkowo, niekiedy w innych województwach. Brak świadomości tego powodował, że niektórzy pacjenci ignorowali SMS-y z informacją o terminie. Po prostu nie wiedzieli, o co chodzi.

Gdyby system jasno informował, że pacjent trafia do Poczekalni, uniknęlibyśmy wielu nieporozumień.

Stanisław Podgórski

„Pacjent może wygodnie dopasować kryteria terminu wizyty. Ale nie wie, że każde takie życzenie powoduje wydłużenie czasu oczekiwania.”

Stanisław Podgórski, Dyrektor NZOZ FARMED w Lublinie

Czy Pana zdaniem CeR faktycznie skróci kolejki i odciąży rejestrację telefoniczną?

Potencjalnie tak, ale pod warunkiem większej świadomości pacjentów. CeR daje im dostęp do placówek, o których często nie wiedzieli. Mniej znane przychodnie mogą zyskać nowych pacjentów, a pacjenci – szybkie terminy. System pozwala wybrać lokalizację, dni czy konkretnego lekarza – ale to może być pułapka. Mocno zawężone preferencje wydłużają czas oczekiwania i o tym też nie wie pacjent. Powinien to widzieć na bieżąco. Na przykład, po wprowadzeniu kolejnego kryterium ograniczającego na ekranie powinna się wyświetlać szacunkowa liczba dni oczekiwania. Wówczas mógłby zdecydować, czy jest gotowy udać się do bardziej odległej lokalizacji, bo dzięki temu będzie czekał kilka tygodni mniej.

Rejestracja telefoniczna nie zniknie całkowicie. Pacjenci nadal proszą nas o wyszukiwanie terminów. Plusem CeR jest przypomnienie SMS i możliwość odwołania wizyty SMS-em. Zdarza się jednak, że pacjenci blokują sloty „na wszelki wypadek”. Mieliśmy osoby, które notorycznie nie zgłaszały się na wizyty, mimo zapisu.

Jak obecnie ocenia Pan działanie CeR?

Poprawiono wiele niedociągnięć, import wizyt odbywa się teraz automatycznie, błędów jest coraz mniej. Wciąż jednak brakuje świadomości społecznej, a to ogranicza wykorzystanie możliwości systemu.

Jakie widzi Pan najważniejsze wyzwania związane z funkcjonowaniem CeR?

Będę to powtarzał wielokrotnie: Kluczowa jest edukacja pacjenta. Żeby narzędzie działało efektywnie, pacjent musi rozumieć, jak z niego korzystać. Kryteriów wyboru jest bardzo dużo, a każda dodatkowa preferencja najczęściej wydłuża czas oczekiwania na wizytę.

Kolejny problem to brak podglądu własnej Poczekalni. Ani my, ani pacjent nie możemy sprawdzić, jak długo trzeba będzie czekać. Rejestracja nie jest w stanie udzielić rzetelnej informacji, a to jest absolutnie konieczne, żeby wiarygodnie rozmawiać z pacjentami. Dlatego tak ważne jest połączenie edukacji pacjenta i większy dostęp do informacji.

W przyszłości, kiedy wszystkie podmioty podłączą się do systemu, sytuacja stanie się bardziej komfortowa. Pacjent zadzwoni do renomowanej poradni, ta zarejestruje go do siebie, a jeśli nie – ze względu na limity – to zgodnie z kryteriami do innej placówki. Renomowane ośrodki mogą stać się w praktyce centralnymi rejestracjami dla mniej znanych placówek. Pacjent, który trafi ostatecznie do innej placówki, może czuć się rozczarowany. Z kolei mniej znane podmioty będą mogły ograniczyć prowadzenie własnej rejestracji.

1 13 14 15 16 17 143