Dodano: 08.04.2025

Nigdy nie wprowadzaj danych pacjenta do ChatGPT i podobnych chatbotów – radzą eksperci od ochrony danych osobowych. Jak w takim razie bez obaw korzystać ze sztucznej inteligencji? Które narzędzia generatywnej AI są najbezpieczniejsze, a których unikać?
Szacuje się, że ok. 25% Polaków już korzysta z generatywnej AI w życiu prywatnym i do celów zawodowych. Narzędzia takie jak ChatGPT, Perplexity, Co-Pilot albo Gemini mają swoich zwolenników, którymi są zwłaszcza osoby młode i wykształcone, ale i równie dużą grupę sceptyków obawiających się o swoją prywatność i ryzyko bycia wprowadzonym w błąd (halucynacje AI). Duża część osób nadal nie wie, jak w ogóle rozpocząć pracę z AI.
Według badania przeprowadzonego przez czasopismo naukowe BMJ Health and Care Informatics, co piąty lekarz rodzinny stosuje AI do tworzenia listów klinicznych. Z kolei z ankiety Fierce Healthcare na 107 lekarzach POZ wynika, że aż 76% z nich korzysta z dużych modeli językowych (LLM) podczas podejmowania decyzji klinicznych. 60% używa ich do sprawdzania interakcji między lekami, 40% – do planowania leczenia, a 70% – do edukacji pacjentów. Faktyczne stosowanie ChatGPT w codziennej pracy może być jeszcze wyższe, bo nie wszyscy chcą się do tego przyznać.
Tymczasem mało osób wie, że każde zapytanie wpisane do czatbota jest zapamiętywane i przechowywane na serwerach, najczęściej poza Unią Europejską. A to może prowadzić nie tylko do łamania przepisów RODO, ale także grozi wyciekiem wrażliwych danych. ChatGPT, Co-Pilot, a może DeepSeek – które narzędzia oferują największą prywatność?

Zacznijmy od sensacji ostatnich tygodni, czyli chińskiego modelu DeepSeek R1. Po jego premierze, był on najchętniej pobieraną aplikacją na świecie – w okresie dwóch pierwszych tygodni oprogramowanie ściągnęło 3,6 mln osób. DeepSeek obiecuje wysoką wydajność modelu i precyzję odpowiedzi, a do tego jest całkowicie bezpłatny. Ale czy bezpieczny?
Nie do końca. Przed stosowaniem DeepSeek ostrzega Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO). Z polityki prywatności aplikacji wynika, że dane użytkowników mogą być przechowywane na serwerach zlokalizowanych w Chinach.
– Zgodnie z obowiązującymi przepisami rząd chiński posiada szerokie uprawnienia związane z dostępem do danych osobowych bez gwarancji ochrony przewidzianej w europejskim porządku prawnym – czytamy w oświadczeniu UODO. Do tego duży model językowy z Chin może wykorzystywać przekazywane przez użytkowników dane do dalszego trenowania modelu albo celów marketingowych.
Nie tylko chiński model zapisuje dane z zapytań do dalszego trenowania AI. Robi to tak samo amerykański ChatGPT i Perplexity albo francuski LeChat od Mistral AI. Z jedną różnicą – w ich przypadku można to zastrzec dzięki opcji dostępnej w ustawieniach systemu.
Z kolei Microsoft 365 Copilot przechowuje dane dotyczące interakcji, w tym polecenia i odpowiedzi, jako część historii aktywności Copilot użytkownika. Jak deklaruje firma w warunkach użytkowania, dane te pozostają w usłudze chmurowej Microsoft 365 i są szyfrowane podczas przechowywania. Nie są one wykorzystywane do dalszego trenowania modelu AI, a użytkownicy mogą usunąć historię aktywności Copilot. Firma twierdzi także, że Copilot spełnia wymagania ogólnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO).
Nawet jeśli czatbot nie przetwarza promptów wprowadzanych przez użytkownika – a te mogą czasami zawierać wrażliwe dane – pozostaje kolejny problem: większość popularnych dużych modeli językowych AI działa w chmurze danych, a serwery zlokalizowane są w USA. Przykładowo, jeśli korzystamy z ChatGPT, dane trafiają do centrum danych Microsoft Azure w Teksasie. A to oznacza naruszenie europejskich przepisów RODO. Taka była też argumentacja włoskiego urzędu ochrony danych osobowych, który w marcu 2023 zabronił korzystania z ChatGPT. Po kilku tygodniach, m.in. dzięki wprowadzeniu wspomnianej opcji zastrzeżenia danych do dalszego trenowania modeli, zakaz został uchylony.

Trzeba także pamiętać, że firmy tworzące duże modele językowe też są narażone na ataki hackerów albo wycieki danych spowodowane błędami oprogramowania. Takie miały miejsce np. w przypadku ChatGPT, choć żadne dane z rozmów nie zostały dotąd naruszone.
Odpowiedź jest prosta: tak, ale są to modele open-source. Działają one lokalnie i nie przesyłają danych na serwery zewnętrzne. Tylko takie modele mogą być stosowane bez obaw przez europejskie placówki medyczne. Niestety, ich stosowanie nie jest tak łatwe jak ChatGPT – wymagają instalacji na lokalnych serwerach przez osoby, które mają przynajmniej bazową wiedzę informatyczną. Ich obsługą i trenowaniem są w stanie zająć się tylko wykwalifikowani informatycy albo inżynierowie danych. Zaletą jest to, że można je dalej trenować na własnych bazach danych, tworząc czatboty przystosowane do różnych zadań, np. wyszukiwania danych w elektronicznej dokumentacji medycznej.
Wśród najpopularniejszych modeli o otwartym kodzie jest Llama 3 od Facebooka, a także Bloom, Mistral Small 3 albo MPT-7B.
Alternatywą są funkcje AI wprowadzane przez dostawców oprogramowania IT do programów gabinetowych. Opierają się one na bezpiecznych lokalnych modelach, a do tego są zintegrowane z systemem IT dzięki czemu nie trzeba się przełączać pomiędzy różnymi aplikacjami. Z czasem będzie ich przybywać, bo oferują duże ułatwienia w m.in. wyszukiwaniu danych.
Żaden z modeli generatywnej sztucznej inteligencji działających w chmurze danych nie powinien być wykorzystywany do analizy wrażliwych danych pacjentów. Dlatego zasadą nr 1 jest unikanie w promptach danych osobowych albo informacji mogących posłużyć do identyfikacji konkretnej osoby (np. na podstawie kilku znaczników jak wiek, miejsce zamieszkania, cechy charakterystyczne). Lekarz może ogólnie zapytać o diagnozę na podstawie objawów, ostatnie badania naukowe albo rekomendacje medyczne. Zaleca się przy tym wyłączenie pozwolenia stosowania zapytań do dalszego trenowania modelu. Największe korzyści i gwarancję bezpieczeństwa danych dają modele open source, choć ich wdrożenie wiąże się ze stworzeniem mocnego zaplecza bazowo-serwerowego. Najprostszym rozwiązaniem jest testowanie funkcji AI wprowadzanych do systemów IT.
Czytaj także: Bezpłatny raport „Bezpieczeństwo danych w ochronie zdrowia”