
MZ przyspiesza wdrożenie Centralnej e-Rejestracji i zapowiada nowe systemy, aby uszczelnić system zdrowia. Jakie nowe systemy placówki zdrowia muszą wdrożyć w II połowie 2026 roku i w 2027 roku?
Flagowym projektem realizowanym w 2026 roku jest Centralna e-Rejestracja – ogólnopolski system zarządzania kolejkami do lekarzy specjalistów i usług profilaktycznych. Od 1 lipca w systemie obowiązkowo umawiane są wizyty na pierwsze 3 usługi: pierwszą wizytę u kardiologa, mammografię i cytologię/test HPV.
W pierwszej fazie system objął łącznie ok. 3000 placówek zdrowia. Zapowiedź, że NFZ będzie płacić tylko za usługi umówione przez CeR, okazała się skuteczna i nie było opóźnień w uruchomieniu systemu. MZ chwali się rosnącą liczbą „uratowanych” terminów, czyli wizytami, które pacjenci odwołali przez CeR przez Internetowe Konto Pacjenta, aplikację mojeIKP, SMS lub bezpośrednio w placówce.
Wszystkie 39 świadczeń specjalistycznych zostanie objętych systemem już do końca 2027 roku, a nie do 2029 roku, jak planowano. To pokłosie afery związanej z uprzywilejowanym przyjmowaniem pacjentów w jednym ze szpitali.
Nowością jest e-kolejka do szpitali na planowane zabiegi i operacje, która zostanie uruchomiona do końca 2026 roku. To taka Centralna e-Rejestracja do szpitali, która ma uszczelnić system i skończyć z przyjęciami poza kolejnością.
Kalendarz Centralnej e-Rejestracji:
Elektroniczna karta diagnostyki i leczenia onkologicznego (e-DiLO) będzie narzędziem koordynującym całą ścieżkę leczenia pacjenta z chorobą nowotworową – od momentu podejrzenia nowotworu, przez diagnostykę, aż po zakończenie terapii.
Pacjent zyska dostęp do pełnej historii leczenia zapisanej w jednym miejscu. Lekarze będą mogli szybciej prześledzić wcześniejsze badania, zaplanować kolejne etapy terapii oraz uniknąć niepotrzebnego powtarzania badań diagnostycznych. Przełoży się to na lepsze decyzje kliniczne, sprawniejszą organizację leczenia oraz wyższą jakość opieki.
Nowy system ma też ułatwić współpracę pomiędzy wszystkimi uczestnikami Krajowej Sieci Onkologicznej. Karta będzie dostępna zarówno z poziomu systemów szpitalnych (HIS) i aplikacji gabinet.gov.pl.
Wdrożenie będzie przebiegało etapami. W okresie przejściowym karty papierowe i elektroniczne będą funkcjonować obok siebie. Od 1 stycznia 2027 roku e-DiLO ma stać się obowiązującym standardem. Karta nie będzie mogła być wystawiana w prywatnych gabinetach – w przypadku pacjentów posiadających wyniki badań wykonanych komercyjnie będzie to możliwe dopiero po kwalifikacji przez specjalistę ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.
e-Profil Pacjenta umożliwi lekarzowi szybki dostęp do uporządkowanych informacji o historii leczenia chorego. Dane będą prezentowane w jednym miejscu, co ułatwi ocenę skuteczności terapii, analizę farmakoterapii oraz podejmowanie decyzji klinicznych.
System będzie integrował informacje z centralnych rejestrów, prezentując m.in. historię recept, rozpoznań, zdarzeń medycznych oraz powiadomienia dotyczące stanu zdrowia pacjenta. Dane będą aktualizowane automatycznie, a lekarz nie będzie musiał przeszukiwać wielu różnych systemów.
Podsumowanie zdrowia ma być widoczne w systemie gabinetowym, aby nie trzeba było przełączać się między systemami. Oprócz E-Profilu Pacjenta ma też powstać Skrócona Karta Zdrowia Pacjenta (Patient Summary) wymagana przez Europejską Przestrzeń Danych dotyczących Zdrowia (EHDS).
W ramach dofinansowania z KPO powstają też Platforma Usług Inteligentnych (PUI) oraz narzędzia wspierające decyzje kliniczne oparte na AI. Na jej wdrożenie wybrane szpitale uzyskały dofinansowanie, a te należące do sieci szpitali otrzymają bezpłatną licencję. Na PUI będą dostępne algorytmy do oceny zdjęć medycznych. Zdjęcia medyczne wykonane w placówce będzie można przesłać na PUI i zwrotnie otrzymać opis przygotowany przez AI.
Zgodnie z harmonogramem rozliczania projektów z KPO, PUI powinna zostać wdrożona do 31 sierpnia 2026 r.
W III kwartale br. rusza Domowa Opieka Medyczna (DOM) – system wspomagający monitorowanie stanu zdrowia pacjentów chorych przewlekle lub z grup ryzyka w ramach programu profilaktyki. Dane będą przepływać automatycznie z inteligentnych urządzeń jak smartwatche, e-wagi albo e-ciśnieniomierze. Pacjenci będą też mogli wpisać wyniki manualnie na Indywidualnym Koncie Pacjenta albo w aplikacji mojeIKP. Lekarz zobaczy te dane w systemie gabinetowym, łącznie z wykresami trendów i informacją o odchyleniach od normy. Wgląd do danych będzie miał również pacjent.
Budowany od 2024 roku system doczeka się w tym roku finału. W maju uchwalono ustawę regulującą wprowadzenie nowych usług e-zdrowia, w tym e-Konsylium. Jego pełne uruchomienie planowane jest na koniec 2026 roku. Lekarze POZ lub specjaliści z mniejszych placówek będą mogli w bezpieczny sposób konsultować skomplikowane przypadki z zespołami klinicznymi z wiodących ośrodków medycznych. Narzędzie pozwoli w bezpieczny sposób wymieniać między sobą dokumentację medyczną i wyniki badań. Pacjent szybciej otrzyma plan leczenia i nie będzie już wysyłany do poradni specjalistycznych, aby „na wszelki wypadek” zweryfikować diagnozę i terapię.
| Termin | E-usługa / projekt | Co się zmienia? |
|---|---|---|
| 1 lipca 2026 | Centralna e-Rejestracja (CeR) | Rejestracja na trzy pierwsze usługi możliwa jest tylko przez CeR. |
| III kwartał 2026 | Domowa Opieka Medyczna (DOM) | Start zdalnego monitorowania pacjentów z wykorzystaniem urządzeń takich jak smartwatche, e-ciśnieniomierze i e-wagi. |
| Od 1 stycznia 2027 | e-Kolejka do szpitali | Uruchomienie centralnego systemu kolejkowego dla planowych hospitalizacji, zabiegów i operacji. |
| Do końca 2026 r. | Platforma e-Konsylium | Lekarze zyskają możliwość bezpiecznych konsultacji z ekspertami oraz wymiany dokumentacji medycznej online. |
| Do końca sierpnia 2026 r. | Platforma Usług Inteligentnych (PUI) | Wdrażanie narzędzi AI do analizy obrazów medycznych w szpitalach finansowanych z KPO. |
| II połowa 2026 r. | e-Profil Pacjenta | Lekarze otrzymają dostęp do uporządkowanego podsumowania historii leczenia pacjenta w systemie gabinetowym. |
| II połowa 2026 r. | Skrócona Karta Zdrowia (Patient Summary) | Rozpoczęcie wdrażania karty zgodnej z wymaganiami Europejskiej Przestrzeni Danych dotyczących Zdrowia (EHDS). |
| 1 stycznia 2027 r. | e-DiLO | Elektroniczna karta diagnostyki i leczenia onkologicznego stanie się obowiązującym standardem. |
| Do końca 2027 r. | Centralna e-Rejestracja | System obejmie wszystkie 39 świadczeń specjalistycznych, dwa lata wcześniej niż pierwotnie planowano. |
Czytaj także: Koniec z przyjęciami do szpitala poza kolejnością. Będzie e-kolejka

W pierwszych 5 miesiącach 2026 roku przybyło 1,6 mln instalacji aplikacji mojeIKP. Jeśli obecne tempo się utrzyma, to pod koniec 2026 roku łączna liczba użytkowników może przekroczyć 7,8 mln.
Aplikacja mojeIKP została udostępniona 10 maja 2021 r. jako mobilna wersja Internetowego Konta Pacjenta. Dziś korzysta z niej ponad 5 mln osób, z kolei z portalu IKP – ponad 20 mln.
W 2021 r. aplikację – która miała swoją premierę 10 maja – zainstalowało zaledwie 836 osób. W pierwszych latach zainteresowanie było niewielkie: w 2022 r. liczba użytkowników wzrosła o 1 750 osób , a w 2023 r. – o 6 306 osób. Przełom nastąpił w 2024 r., kiedy liczba nowych instalacji osiągnęła 888 620. W 2025 r. aplikację zainstalowało już 2 515 375 kolejnych osób, a tylko w pierwszych pięciu miesiącach 2026 r. – następne 1 593 267 użytkowników.
Jeśli obecne tempo się utrzyma, liczba nowych instalacji w okresie 15 maja – 31 grudnia może zwiększyć się o kolejne 2,8 mln. A to oznacza, że pod koniec 2026 roku z mojeIKP korzystałoby ok. 7,8 mln osób. Taką prognozę podaje Centrum e-Zdrowia. Jeśli do końca roku powstanie zapowiadana Centralna e-Kolejka do szpitali – która na pewno zmotywuje do zalogowania się na IKP albo pobrania mojeIKP – jest to wariant realistyczny.



mojeIKP umożliwia dostęp do najważniejszych usług publicznego systemu ochrony zdrowia. Za pomocą aplikacji pacjenci mogą m.in.:
Jedną z najczęściej wykorzystywanych funkcji pozostaje realizacja e-recept w aptece. Po wprowadzeniu Centralnej e-Rejestracji, od tego roku pacjenci mogą zapisywać się za pomocą aplikacji m.in. na:
W kolejnych miesiącach lista świadczeń dostępnych w Centralnej e-Rejestracji ma być systematycznie rozszerzana.
Aplikacja oferuje również rozwiązania wspierające profilaktykę i zdrowy styl życia, takie jak licznik kroków, licznik wypijanej wody, program „8 tygodni do zdrowia”, ankiety programu „Moje Zdrowie” oraz kwestionariusz „10 dla serca”.
Według danych Centrum e-Zdrowia mojeIKP pozostaje najwyżej ocenianą aplikacją zdrowotną w Polsce. W sklepach Google Play i App Store użytkownicy wystawili jej średnią ocenę 4,8 na 5 gwiazdek (ponad 200 tys. opinii). W 2026 r. apka zdobyła również pierwsze miejsce w konkursie Mobile Trends Awards w kategorii „Sport i zdrowie”.
Czytaj także: Mobilne aplikacje zdrowotne. Jak wybrać te najlepsze?

15 lipca w Chinach weszły w życie pierwsze na świecie przepisy regulujące działanie chatbotów sztucznej inteligencji zdolnych do budowania emocjonalnych relacji z użytkownikami. Perfekcyjni cyfrowi przyjaciele i kochankowie oferowani przez aplikacje Replika, Character.AI albo chiński Doubao mogą prowadzić do uzależnienia, a w efekcie – problemów psychicznych, izolacji społecznej i nawet samobójstw.
ChatGPT słucha z uwagą, rozumie emocje, podaje rady jak najlepszy przyjaciel. Nie krytykuje i można z nim porozmawiać o każdej porze dnia i nocy. Ale znacznie dalej idą specjalistyczne chatboty generatywnej AI wytrenowane do symulowania uczuć i pełnienia roli przyjaciela, terapeuty, partnera czy członka rodziny.
Użytkownicy nadają im osobowość, prowadzą wielogodzinne rozmowy i budują relacje przypominające więzi z drugim człowiekiem. Stają się one sposobem radzenia sobie z samotnością, stresem lub kryzysem psychicznym. Na rynku są już tzw. ghost-boty, czyli boty AI wytrenowane na tekstach, zdjęciach, filmach wideo i wpisach w mediach społecznościowych osoby zmarłej.
Władze Chin widzą w tego typu rozwiązaniach AI zagrożenie dla zdrowia psychicznego i spójności społecznej.
Przyjęte 15 lipca przepisy „Interim Measures for the Administration of Artificial Intelligence Anthropomorphic Interaction Services” (chiń. 人工智能拟人化互动服务管理暂行办法) regulują systemy AI zaprojektowane do długotrwałej, emocjonalnej interakcji z użytkownikiem. Ich twórcy muszą m.in. zablokować dostęp do wirtualnych partnerów i członków rodziny osobom nieletnim oraz wprowadzić skuteczną weryfikację wieku, automatycznie przełączając dzieci na specjalny tryb z ograniczeniami czasowymi. Platformy są także zobowiązane do regularnego przypominania, że rozmówca jest sztuczną inteligencją, zachęcania do robienia przerw oraz interwencji w sytuacjach kryzysowych.

Przepisy zabraniają projektowania chatbotów w sposób prowadzący do emocjonalnej zależności, nadmiernego przywiązania lub zastępowania realnych relacji społecznych. Firmy nie mogą również wykorzystywać prywatnych rozmów użytkowników do trenowania modeli AI ani generować treści promujących samookaleczenia, samobójstwo czy przemoc. Za naruszenie regulacji grożą wysokie kary finansowe, a nawet zamknięcie dostępu do aplikacji.
Emocjonalni towarzysze AI należą obecnie do najszybciej rozwijających się segmentów generatywnej sztucznej inteligencji. Chiński Doubao ma już około 382 mln aktywnych użytkowników miesięcznie. Z Character.AI albo Repliki – które umożliwiają generowanie wirtualnych przyjaciół – korzysta ponad 20 mln osób. Model biznesowy tych platform opiera się na subskrypcjach oraz zakupach dodatkowych funkcji, takich jak wirtualne randki lub prezenty.
Chatboty są projektowane tak, aby nie oceniały użytkownika, okazywały empatię i nieustannie podtrzymywały rozmowę. Im dłuższa interakcja, tym większe zaangażowanie i potencjalne zyski twórców. Taka biznesowa konstrukcja algorytmów może sprzyjać uzależnieniu, prowadzić do wycofania społecznego oraz zastępowania realnych relacji kontaktami z maszyną.
W 2025 r. głośna była sprawa Japonki, która po rozstaniu z narzeczonym „poślubiła” partnera stworzonego przy pomocy ChatGPT. I choć ceremonia nie miała żadnych skutków prawnych, pokazuje, jak daleko może prowadzić uzależnienie od emocjonalnej AI.

Psycholodzy alarmują, że uzależnienie od AI może mieć tragiczne skutki. Przykładem jest historia nastolatka z Florydy, który nawiązał obsesyjną relację z chatbotem Character.AI. W złożonym przed sądem pozwie rodzina twierdzi, że przed śmiercią chłopiec poinformował bota o zamiarze popełnienia samobójstwa, a system miał go do tego zachęcać.
Zjawisko niezdrowych relacji z AI nazywa się „psychozą AI”. Użytkownik zaczyna traktować chatbota jako osobę i wiąże się z nim emocjonalnie, tak jak z drugim człowiekiem. W Chinach media szeroko opisywały sprawę kobiety, która po zamknięciu ulubionej usługi AI popadła w głęboką depresję i zrezygnowała z pracy.
Także w Stanach Zjednoczonych kolejne stany wprowadzają obowiązek informowania użytkowników, że rozmawiają z AI, wymagają zabezpieczeń dla dzieci oraz procedur reagowania na sygnały sugerujące myśli samobójcze. W 2023 roku włoski organ ochrony danych osobowych częściowo zablokował dostęp do aplikacji Replika z powodu niewystarczającej ochrony nieletnich.
Nowe chińskie prawo ma jednak drugie dno. Władze w Pekinie coraz wyraźniej obawiają się nie tylko zagrożeń psychologicznych związanych z emocjonalną AI, ale także jej wpływu na demografię.
Liczba zawieranych małżeństw gwałtownie spada, rodzi się rekordowo mało dzieci, a populacja kraju kurczy się już czwarty rok z rzędu. W 2024 r. zarejestrowano zaledwie 6,1 mln małżeństw, o ponad 20 proc. mniej niż rok wcześniej, a w pierwszym kwartale 2026 r. ich liczba ponownie spadła o 6,2 proc. rok do roku. Jednocześnie w 2025 r. urodziło się zaledwie 7,92 mln dzieci – najmniej od powstania Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 r. Coraz więcej młodych ludzi wybiera życie w pojedynkę, późniejsze małżeństwo albo brak dzieci. Badania pokazują, że po zniesieniu polityki jednego dziecka w 2016 r. liczba urodzeń wzrosła tylko nieznacznie i do tego na krótko.
Cyfrowi partnerzy AI są dla władz centralnych kolejnym czynnikiem osłabiającym relacje międzyludzkie, ograniczającym skłonność młodych ludzi do zakładania rodzin i posiadania dzieci, co zagraża spójności społecznej.
Czytaj także: Dzięki robotom społecznym seniorzy czują się mniej samotnie

Ministerstwo Zdrowia opublikowało harmonogram rozszerzania Centralnej e-Rejestracji o kolejne świadczenia specjalistyczne finansowane przez NFZ. W ciągu dwóch lat systemem zostanie objętych 39 zakresów usług.
Na razie przez Centralną e-Rejestrację można umówić się na pierwszą wizytę u kardiologa i na dwa badania profilaktyczne – mammografię i cytologię. Od 1 sierpnia 2026 r. do systemu zostaną włączone poradnie: angiologiczne, chorób zakaźnych, endokrynologiczne, hepatologiczne, immunologiczne, nefrologiczne, neonatologiczne oraz leczenia gruźlicy i chorób płuc.
W 2027 r. dołączą kolejne specjalizacje:
Pierwotny harmonogram zakładał terminy do 2029 roku, ale po skandalu z omijaniem kolejek, Ministerstwo Zdrowia przyspiesza pełne wdrożenie CeR. Dodatkowo do końca 2026 roku powstanie Centralna e-Kolejka dla planowanych wizyt w szpitalu.
Centralna e-Rejestracja wprowadza zupełnie nowy system zapisów na pierwsze wizyty u lekarzy specjalistów. Każda placówka zostaje podłączona do centralnego systemu i udostępnia swoje kalendarze, dzięki czemu pacjenci mogą sprawdzić wolne terminy we wszystkich placówkach w Polsce w jednym miejscu. Za pośrednictwem Internetowego Konta Pacjenta oraz aplikacji mojeIKP można zapisać się na konsultację, łatwo ją przełożyć lub odwołać. System przypomina o zbliżającym się terminie, wysyłając SMS lub e-mail.
Resort zdrowia liczy, że centralizacja zapisów ograniczy liczbę niewykorzystanych terminów oraz skróci czas oczekiwania na wizytę u specjalisty. Nowy system ma również uporządkować prowadzenie list oczekujących. Dzięki centralnej bazie danych łatwiej wykrywać sytuacje, w których ten sam pacjent zapisuje się jednocześnie do kilku poradni na to samo świadczenie. W połączeniu z możliwością elektronicznego odwoływania wizyt ma to zwiększyć liczbę dostępnych terminów dla innych pacjentów.
Centralna e-rejestracja jest jednym z kluczowych projektów cyfryzacji ochrony zdrowia realizowanych przez Ministerstwo Zdrowia i Centrum e-Zdrowia. Dane gromadzone w systemie mają pomóc lepiej zarządzać zasobami ochrony zdrowia.
Czytaj także: Pobierz poradnik wdrażania Centralnej e-Rejestracji

Chiński startup Moonshot zaprezentował swój najnowszy model generatywnej sztucznej inteligencji Kimi K3. Pierwsze testy pokazują, że dorównuje on, a w niektórych zadaniach przewyższa modele OpenAI i Anthropic. Jego największą zaletą jest zaskakująco wysoka wydajność, osiągnięta przy znacznie niższych kosztach niż w konkurencyjnych modelach amerykańskich. Na takie modele czeka medycyna, ale jest jeden problem.
Kiedy kilka miesięcy temu swoją premierę miał DeepSeek, stało się jasne, że Chiny zaczynają grać pierwsze skrzypce w światowym wyścigu o dominację w rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji.
Ale Kimi K3 stawia poprzeczkę jeszcze wyżej. Model wykorzystuje architekturę Mixture of Experts (MoE) z 2,8 bilionów parametrów. Ale pojedynczego zapytania (prompta) aktywowanych jest jedynie około 50 miliardów. Dzięki temu model zachowuje wysoką wydajność, jednocześnie znacząco ograniczając zapotrzebowanie na moc obliczeniową oraz koszty eksploatacji.
Kolejnym wyróżnikiem jest liczące milion tokenów okno kontekstowe pozwalające analizować jednocześnie tysiące stron dokumentów, raportów czy publikacji naukowych. Model potrafi natywnie przetwarzać tekst i obrazy, dzięki czemu może analizować dokumentację zawierającą wykresy, tabele i ilustracje. Moonshot AI udostępnił Kimi K3 jako model open-weight, umożliwiając firmom i instytucjom pobranie go i uruchomienie na własnej infrastrukturze. To odróżnia go od zamkniętych modeli OpenAI czy Anthropic i może znacząco przyspieszyć jego wdrożenia w sektorach wymagających wysokiego poziomu bezpieczeństwa danych, takich jak ochrona zdrowia.
W opublikowanych benchmarkach model osiągnął 93,5% w GPQA Diamond, jednym z najbardziej wymagających testów sprawdzających rozumowanie na poziomie doktoranckim. W benchmarku BrowseComp, oceniającym zdolność wykonywania złożonych zadań z wykorzystaniem internetu, uzyskał 91,2%, natomiast w TerminalBench 2.1, badającym umiejętności programistyczne, osiągnął 88,3%.
Model bardzo dobrze poradził sobie również z analizą dokumentów. W teście OmniDocBench uzyskał 91,1%, co pokazuje jego możliwości w pracy z długimi raportami i złożoną dokumentacją. Jeszcze większe zainteresowanie wzbudziły wyniki w programowaniu – Kimi K3 zajął pierwsze miejsce w rankingu Arena Frontend Coding, wyprzedzając najnowsze modele OpenAI i Anthropic w generowaniu kodu interfejsów użytkownika.
Część wyników pochodzi z testów przeprowadzonych przez samą firmę Moonshot AI i wymaga dalszej niezależnej weryfikacji. Mimo to pierwsze praktyczne oceny wskazują, że model szczególnie dobrze radzi sobie z wieloetapowym rozwiązywaniem problemów, analizą obszernych dokumentów oraz tworzeniem kodu.
Milion tokenów kontekstu daje modelowi ogromną siłę analityczną. W medycynie oznacza to zdolność do jednoczesnej analizy historii choroby, wyników badań obrazowych, publikacji naukowych, wytycznych klinicznych oraz dokumentacji szpitalnej.
W ochronie zdrowia równie ważna może okazać się możliwość uruchomienia modelu we własnym centrum danych. Ponieważ Kimi K3 został udostępniony jako model open-weight, szpitale, instytuty badawcze czy firmy farmaceutyczne mogą wdrożyć go lokalnie, bez konieczności przesyłania wrażliwych danych pacjentów do zewnętrznej chmury. To pozwala łatwiej spełnić wymagania dotyczące prywatności, cyberbezpieczeństwa oraz zgodności z przepisami, takimi jak RODO.
Równie ważny jest aspekt ekonomiczny. Dzięki architekturze MoE Kimi K3 oferuje możliwości zbliżone do najlepszych modeli komercyjnych przy znacznie niższych kosztach działania. To może ułatwić wdrażanie generatywnej AI w szpitalach, instytutach badawczych czy firmach farmaceutycznych, gdzie koszt wykorzystania modeli ma coraz większe znaczenie.
Ale eksperci zwracają uwagę, że największą przeszkodą może okazać się zaufanie. W wielu krajach sektor ochrony zdrowia ostrożnie podchodzi do rozwiązań pochodzących z Chin. Nawet jeśli model działa lokalnie i dane nie opuszczają infrastruktury szpitala, metka „Made in China” może budzić pytania dotyczące bezpieczeństwa, transparentności procesu trenowania oraz potencjalnego ryzyka geopolitycznego.
Czytaj także: Szef Google DeepMind twierdzi, że AGI to kwestia kilku lat. „Czas się przygotować”

Jeszcze do niedawna była kojarzona z kulturystami i sportowcami. Ale od roku popyt na kreatynę bije kolejne rekordy. W 2026 roku eksperci spodziewają się aż 3-krotnego wzrostu sprzedaży.
Przez wiele lat kreatyna była suplementem przeznaczonym głównie dla osób uczęszczających na siłownię. Jej zadaniem jest wspomaganie odbudowy ATP – podstawowego nośnika energii w mięśniach – dzięki czemu poprawia wydolność podczas intensywnego wysiłku. Ale odkąd badania naukowe zaczęły sugerować, że poprawia koncentrację, wspomaga regenerację organizmu i zwiększa poziom energii, jej popularność szybko wyszła poza świat sportu.
Moda na kreatynę dotarła też do Polski – wynika z naszych danych. W ofercie aptek pojawiła się dopiero w 2007 roku. Wówczas sprzedano zaledwie 338 opakowań, a wartość rynku wyniosła niecałe 1,8 tys. zł. Przez kolejne lata sprzedaż rosła stopniowo, ale pozostawała produktem niszowym. Z prostego powodu: sportowcy kupują kreatynę na siłowniach, w specjalistycznych sklepach albo w internecie.

Do 2024 roku sprzedaż utrzymywała się na poziomie 10–19 tys. opakowań rocznie. Ale w 2025 roku apteki sprzedały już 29 159 opakowań, czyli około dwa razy więcej niż rok wcześniej, a wartość sprzedaży przekroczyła 1,16 mln zł. W porównaniu z 2007 rokiem oznacza to ponad 655-krotny wzrost wartości rynku.
Wraz z popytem rośnie asortyment na półkach aptek. 10 lat temu do wyboru było 5 suplementów zawierających kreatynę. W 2025 roku było to już 113 różnych produktów, z czego aż 38 pojawiło się na rynku w ciągu jednego roku.
Rosnąca popularność obija się na cenach. Do 2018 roku za jedno opakowanie trzeba było zapłacić 8 zł. W zeszłym roku było to już prawie 40 zł.
Obliczone na podstawie sprzedaży do maja 2026 roku prognozy wskazują, że w 2026 roku sprzedaż kreatyny w aptekach może wzrosnąć aż do 106 tys. opakowań, czyli o ponad 263 proc. względem 2025 roku.
Trzeba jednak pamiętać, że rzeczywista sprzedaż kreatyny jest o wiele większa. Znaczna część preparatów dostępna jest w sklepach internetowych, marketach oraz sklepach z odżywkami dla sportowców. Globalny rynek kreatyny rośnie w tempie ok. 50–70 proc. rocznie, co czyni ją jedną z najszybciej rosnących kategorii na rynku suplementów diety. Jej popularność wpisuje się w globalny trend longevity, czyli dążenia do dłuższego życia w zdrowiu i jak najlepszej sprawności fizycznej oraz poznawczej. Coraz więcej osób traktuje suplementy jako element optymalizacji organizmu.
Kreatyna, obok białka, magnezu czy kwasów omega-3, coraz częściej pojawia się w zaleceniach influencerów zajmujących się zdrowiem, biohakerów i ekspertów od medycyny stylu życia. Jej zwolennicy podkreślają pozytywny wpływ na wydolność mięśni, funkcje poznawcze, regenerację i utrzymanie masy mięśniowej wraz z wiekiem.

Kreatyna to jeden z najlepiej przebadanych suplementów diety – liczne badania kliniczne i metaanalizy potwierdzają jej skuteczność w zwiększaniu siły mięśniowej, wydolności podczas intensywnego wysiłku oraz wspieraniu przyrostu beztłuszczowej masy ciała, szczególnie w połączeniu z treningiem oporowym.
U osób starszych suplementacja może ograniczać utratę masy mięśniowej związaną z wiekiem i poprawiać sprawność funkcjonalną, zwłaszcza gdy jest łączona z aktywnością fizyczną. Pojawiają się także coraz bardziej obiecujące dowody, że kreatyna może korzystnie wpływać na pamięć, uwagę i szybkość przetwarzania informacji. W przypadku funkcji poznawczych autorzy najnowszych przeglądów podkreślają, że potrzebne są większe i lepiej zaprojektowane badania, zanim będzie można wyciągnąć jednoznaczne wnioski.
Rosnące zainteresowanie dotyczy zwłaszcza osób starszych i kobiet. Coraz więcej badań sugeruje, że odpowiednio dobrana suplementacja może wspierać utrzymanie masy i siły mięśniowej, zdrowie kości oraz sprawność poznawczą. Eksperci podkreślają jednak, że nie jest to preparat potrzebny każdemu, a decyzję o jego stosowaniu warto skonsultować z lekarzem lub dietetykiem.
Czytaj także: Magnez hitem aptek. 12 mln opakowań w 2024 r.
Popyt na kreatynę przeżywa boom. Do 2024 roku sprzedaż utrzymywała się na poziomie 10–19 tys. opakowań rocznie. Ale w 2025 roku podwoiła się i skoczyła do 29 000 opakowań, a prognozy sugerują wzrost nawet do 106 000 opakowań w 2026 roku
POBIERZ BEZPŁATNIE e-wydanie OSOZ Statystyki 7/2026 (46 strony, PDF)
W numerze 7/2026 OSOZ Statystyki:
Bezpieczeństwo lekowe zależy od krajowej produkcji oraz od odporności całego rynku. Kluczowe znaczenie ma duża liczba niezależnych producentów oferujących odpowiedniki tego samego leku, co ogranicza ryzyko niedoborów w przypadku problemów jednego dostawcy. Analiza rynku antybiotyków pokazuje, że pacjenci często mają do wyboru od kilku do ponad 20 odpowiedników, a dostępne zapasy wielu preparatów wystarczają nawet na kilka miesięcy sprzedaży. W dłuższej perspektywie bezpieczeństwo lekowe wymaga jednak także odbudowy europejskiej produkcji substancji czynnych, inwestycji w lokalne moce wytwórcze oraz utrzymywania strategicznych rezerw leków.
Jeszcze do niedawna kreatyna była niszowym suplementem zażywanym przez sportowców. Ale w ostatnich miesiącach moda na nią szybko rośnie, a sprzedaż bije kolejne rekordy. W 2025 roku jej sprzedaż w aptekach podwoiła się i skoczyła do 29 000 opakowań. W 2026 roku może wzrosnąć nawet do 106 000 opakowań. Jeśli te trendy będą się utrzymywać, kreatyna może za kilka lat dołączyć do grona najczęściej zażywanych suplementów diety.
Ponadto w numerze:
Wszystkie archiwalne numery OSOZ Statystyki znajdziesz na zakładce POBIERZ.

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przedstawi po wakacjach projekt przepisów, które mają ograniczyć dostęp dzieci do mediów społecznościowych.
– Pytanie nie brzmi, czy dzieci są narażone na zagrożenia w internecie. Pytanie brzmi: co zrobić, aby zapewnić im bezpieczniejszy start w świecie cyfrowym? – powiedziała 13 lipca br. Ursula von der Leyen podczas prezentacji założeń projektu. Po wakacjach Komisja Europejska (KE) przedstawi projekt nowych regulacji.
Według założeń, dzieci poniżej 13. roku życia mogłyby korzystać z mediów społecznościowych wyłącznie w ograniczonym zakresie i pod nadzorem rodziców, opiekunów lub nauczycieli. Wraz z wiekiem dostęp do platform miałby być stopniowo rozszerzany, o ile spełniają one wymagania dotyczące bezpieczeństwa użytkowników.
Zakaz jest efektem badań pokazujących szkodliwy wpływ konstrukcji współczesnych serwisów społecznościowych. Algorytmy rekomendacyjne, nieskończone przewijanie treści (scrollowanie), automatyczne odtwarzanie filmów czy systemy powiadomień zostały zaprojektowane tak, aby maksymalnie wydłużać czas spędzany przed ekranem. Coraz więcej badań wskazuje, że mechanizmy te mogą zwiększać ryzyko uzależnienia cyfrowego, zaburzeń snu, problemów z koncentracją oraz pogorszenia dobrostanu psychicznego dzieci i nastolatków.
Proponowane regulacje będą musiały przejść pełną ścieżkę legislacyjną i uzyskać poparcie Parlamentu Europejskiego oraz państw członkowskich. W najbardziej optymistycznym wariancie nowe przepisy weszłyby w życie w II połowie 2027 roku.
Własne regulacje przygotowują lub wdrażają m.in. Wielka Brytania, Francja. Wzorem jest Australia, która jako pierwsze państwo na świecie wprowadziła zakaz posiadania kont w najpopularniejszych serwisach społecznościowych przez osoby poniżej 16. roku życia. Przepisy weszły w życie 10 grudnia 2025 r. TikTok, Instagram, Facebook, Snapchat czy X zostały zobowiązane do podejmowania „rozsądnych działań” w celu uniemożliwienia nieletnim zakładania i utrzymywania kont. Za systemowe naruszenia grożą im kary sięgające 50 mln dolarów australijskich.
Zakaz nie działa jednak tak, jak zakładano. Badanie australijskiego regulatora eSafety wykazało, że znaczna część dzieci poniżej 16. roku życia nadal korzysta z mediów społecznościowych, mimo obowiązujących ograniczeń. Z kolei badanie opublikowane przez The Guardian wskazuje, że ponad 80 proc. nastolatków deklarowało dalsze korzystanie z platform trzy miesiące po wejściu zakazu w życie.
Dziur w systemie jest kilka. Platformy społecznościowe różnie interpretują obowiązek weryfikacji wieku – część z nich nadal opiera się głównie na deklaracji użytkownika, a wielu nastolatków przyznaje, że nigdy nie zostało poproszonych o potwierdzenie wieku. Młodzi użytkownicy szybko uczą się omijać zabezpieczenia, korzystając z kont rodziców, starszego rodzeństwa, zmieniając datę urodzenia czy wykorzystując usługi VPN.
Dlatego Komisja Europejska równolegle pracuje nad wspólną dla całej Unii aplikacją do potwierdzania wieku, która ma umożliwić egzekwowanie nowych przepisów bez naruszania prywatności użytkowników.

Zapowiedź Ursuli von der Leyen jest konsekwencją prac specjalnego panelu ekspertów ds. bezpieczeństwa dzieci w internecie powołanego w marcu 2026 r. W opublikowanym w lipcu br. raporcie „Child Safety Online – Protecting and Empowering Minors in a Digital World” pojawia się propozycja tzw. rozwojowego modelu bezpieczeństwa cyfrowego (dostosowane zakazów do wieku i etapu rozwoju dziecka). Dzieci poniżej 13. roku życia są szczególnie podatne na uzależniające mechanizmy stosowane przez platformy społecznościowe. Jednocześnie odpowiedzialność za bezpieczeństwo nie może spoczywać na rodzinach, ale przede wszystkim na dostawcach usług cyfrowych.
Najbardziej niepokojące są dane WHO Europe dotyczące sposobu korzystania z mediów społecznościowych – odsetek nastolatków wykazujących oznaki problematycznego korzystania z social mediów wzrósł z 7 proc. w 2018 r. do 11 proc. w 2022 r. Oznacza to, że coraz więcej młodych osób ma trudności z kontrolowaniem czasu spędzanego na platformach, odczuwa przymus ciągłego sprawdzania telefonu lub doświadcza negatywnych konsekwencji w życiu codziennym.
Opublikowany w 2025 r. przegląd 43 przeglądów systematycznych i metaanaliz wykazał, że większość badań wskazuje na związek intensywnego korzystania z mediów społecznościowych z częstszym występowaniem depresji, lęku i pogorszenia dobrostanu psychicznego u dzieci i nastolatków. Autorzy podkreślają jednak, że wpływ ten zależy od wieku, rodzaju aktywności w sieci oraz indywidualnej podatności młodego człowieka.
Czytaj także: Cyfrowy minimalizm. 3 zasady dla zdrowszego życia

Prosty test krwi oznaczający biomarker p-tau217 pozwala określić ryzyko rozwoju zaburzeń poznawczych w ciągu kolejnych 5–10 lat – wynika z nowego badania opublikowanego w czasopiśmie naukowym JAMA.
Procesy neurodegeneracyjne prowadzące do rozwoju choroby Alzheimera rozpoczynają się kilkadziesiąt lat przed wystąpieniem pierwszych objawów. W mózgu stopniowo odkładają się złogi białka beta-amyloidu, które prowadzą do powstawania splątków neurofibrylarnych i uszkodzenia neuronów. Zanim pojawią się pierwsze objawy kliniczne, choroba może rozwijać się w ukryciu nawet przez 15–20 lat.
Dotychczasowe metody wczesnej diagnostyki były skomplikowane i polegały na wykonaniu badania PET wykrywającego amyloidy lub na analizie płynu mózgowo-rdzeniowego uzyskiwanego podczas punkcji lędźwiowej. Obydwa sposoby są kosztowne, mało dostępne lub inwazyjne, dlatego ich wykorzystanie w badaniach przesiewowych jest ograniczone.
Od dawna trwają poszukiwania biomarkerów oznaczanych we krwi, które pozwoliłyby na łatwe i szeroko dostępne diagnozowanie choroby. Jednym z nich jest fosforylowane białko tau 217 (p-tau217). Jego stężenie bardzo dobrze odzwierciedla obecność patologii amyloidowej w mózgu. W dotychczasowych badaniach wykazano, że p-tau217 należy obecnie do najdokładniejszych biomarkerów krwi w diagnostyce biologicznej choroby Alzheimera.
Najnowsze badanie Prognostic Value of Blood-Based P-Tau217 Levels for Progression to Cognitive Impairment, opublikowane w lipcu 2026 r. na łamach JAMA objęło 2684 osoby bez zaburzeń poznawczych z sześciu dużych kohort badawczych prowadzonych w Australii, Ameryce Północnej i Japonii. U wszystkich uczestników na początku oznaczono stężenie p-tau217 we krwi, a następnie przez wiele lat monitorowano ich funkcje poznawcze. Mediana okresu obserwacji wyniosła 5,4 roku, a maksymalny czas śledzenia przekroczył 13 lat.
W tym czasie u 478 uczestników rozwinęły się łagodne zaburzenia poznawcze lub otępienie. Badanie wykazało, że każde zwiększenie stężenia p-tau217 we krwi skorelowane było ze wzrostem ryzyka pogorszenia funkcji poznawczych. W przypadku osób z najwyższymi wartościami biomarkera, bezwzględne ryzyko wystąpienia zaburzeń poznawczych wynosiło około 38 proc. W ciągu pięciu lat wzrosło do około 78 proc. w perspektywie dziesięciu lat. Z kolei osoby z najniższymi stężeniami p-tau217 charakteryzowały się bardzo małym ryzykiem rozwoju choroby.

Naukowcy wykazali również, że wyższe stężenie p-tau217 wiązało się z szybszym pogarszaniem wyników testów neuropsychologicznych oceniających pamięć i funkcje poznawcze. Wartość prognostyczna biomarkera utrzymywała się nawet po uwzględnieniu wyników badań PET oraz innych czynników ryzyka. Oznacza to, że badanie krwi może dostarczyć również informacji o prawdopodobnym tempie rozwoju choroby.
Autorzy badania studzą jednak nadzieje: test nie powinien być traktowany jako narzędzie do prognozowania choroby. Choroba Alzheimera zależy od wielu czynników, takich jak wiek, predyspozycje genetyczne, występowanie innych chorób czy styl życia. Sam biomarker nie pozwala z całkowitą pewnością określić, czy i kiedy dana osoba zachoruje. W komentarzu opublikowanym w JAMA eksperci zwracają uwagę, że dokładność testu jest jeszcze niewystarczająca do indywidualnego prognozowania ryzyka.
Jednak test może znaleźć zastosowanie w badaniach klinicznych nowych terapii. Leki modyfikujące przebieg choroby, zwłaszcza przeciwciała skierowane przeciwko amyloidowi, wykazują największą skuteczność we wczesnych stadiach procesu neurodegeneracyjnego. Badanie p-tau217 może ułatwić identyfikację osób znajdujących się w najwyższej grupie ryzyka, co ułatwi kwalifikację do badań nad terapiami zapobiegającymi lub opóźniającymi rozwój objawów. Dzięki temu możliwe będzie prowadzenie krótszych i bardziej efektywnych badań klinicznych.
Nawet wysokie stężenie p-tau217 we krwi nie oznacza od razu, że osoby z grupy ryzyka są skazane na chorobę. Prawdopodobieństwo wystąpienia choroby Alzheimera można obniżyć na wiele sposobów: poprzez dbanie o zdrowie układu sercowo-naczyniowego, regularną aktywność fizyczną, zdrową dietę, odpowiednią ilość snu oraz utrzymywanie aktywności intelektualnej i społecznej. Jeżeli trwające badania nad leczeniem przedobjawowej choroby Alzheimera zakończą się sukcesem, oznaczanie p-tau217 może w przyszłości stać się elementem rutynowej medycyny prewencyjnej – podobnie jak dziś oznacza się cholesterol czy glukozę w celu oceny ryzyka chorób serca i cukrzycy.
Czytaj także: Chorobę Alzheimera można przewidzieć ze zdjęcia siatkówki

– Pielęgniarki i położne mają praktyczną wiedzę o obiegu informacji, dokumentacji, bezpieczeństwie pacjenta i przebiegu pracy przy łóżku chorego. Ale w projektach IT nadal się nas pomija – mówi Mariola Łodzińska, Prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych (NIPiP).
Pani Prezes, czy cyfrowe kompetencje pielęgniarek i położnych w Polsce są wystarczająco wykorzystywane?
Niestety nie są wykorzystywane w pełni. Pielęgniarki i położne są jedną z grup zawodowych najczęściej pracujących z rozwiązaniami e-zdrowia. Poziom cyfryzacji ochrony zdrowia w Polsce jest już wysoki – Ministerstwo Zdrowia wdrożyło m.in. EDM, zdarzenia medyczne, e-recepty i e-skierowania jako elementy funkcjonującego systemu e-zdrowia.
Znaczącym błędem jest wykluczanie pielęgniarek i położnych na etapie projektowania i tworzenia tych systemów, a koncentrowanie się wyłącznie na etapie prowadzonych szkoleń przy ich wdrażaniu, bo jest to etap, na który już nie mamy wpływu lub jest on niewielki. Ale podkreślenia wymaga, że brak wykorzystania pielęgniarek i położnych wynika również z faktu, że nie zawsze jest zgoda, aby pielęgniarki lub położne np. w POZ mogły wykorzystać te kompetencje według określonego dla danej grupy katalogu.
Czy potrzebne są formalne role łączące pielęgniarstwo z IT?
To zależy od kierunku oczekiwanych zmian i otwartości na nie, bo w wielu systemach ochrony zdrowia funkcjonują role takie jak Chief Nursing Information Officer albo Nursing Informatics Specialist. Ich zadaniem nie jest „informatyzowanie pielęgniarki”, ale uwzględnianie perspektywy klinicznej w projektowaniu technologii.
Przykładowo, osoba na stanowisku NHS CNIO (The NHS Chief Nursing Information Officer) odpowiada m.in. za strategię cyfrową, wdrożenia, bezpieczeństwo kliniczne systemów i zaangażowanie personelu oraz pacjentów. Nie jestem przekonana, czy podobne role powinny zostać formalnie rozważone także w Polsce, na poziomie szpitali, POZ, opieki długoterminowej, administracji publicznej i projektów centralnych, z uwagi na niewystarczające zasoby kadrowe – zwłaszcza w województwach dolnośląskim, zachodniopomorskim czy pomorskim, gdzie braki pielęgniarek i położnych są dość mocno odczuwalne.
Dlaczego pielęgniarki rzadko uczestniczą w projektowaniu technologii?
To wynika głównie z organizacji systemu, a nie z braku kompetencji. Pielęgniarki i położne mają praktyczną wiedzę o obiegu informacji, dokumentacji, bezpieczeństwie pacjenta i realnym przebiegu pracy przy łóżku chorego. Problem polega na tym, że w projektach IT nadal zbyt często zaprasza się je dopiero na etapie szkolenia użytkowników, a nie na etapie definiowania potrzeb, testowania użyteczności i oceny ryzyka klinicznego.
Tymczasem Centrum e-Zdrowia samo wskazuje, że badania cyfryzacji mają obejmować m.in. gotowość do EDM, AI, telemedycynę, cyberbezpieczeństwo oraz oczekiwania podmiotów leczniczych wobec nowych rozwiązań. Bez głosu personelu, który realizuje świadczenia i jest najbliżej pacjenta, te dane i wdrożenia są niepełne i mogą zostać pominięte na etapie tworzenia.
Jakie kompetencje cyfrowe powinny być standardem w kształceniu?
Przede wszystkim bezpieczne prowadzenie EDM, rozumienie przepływu danych medycznych, podstawy interoperacyjności, cyberbezpieczeństwo, ochrona danych, praca z systemami teleopieki, krytyczna ocena narzędzi AI, umiejętność rozpoznawania błędów algorytmicznych, podstawy analizy danych klinicznych oraz udział w projektowaniu procesów cyfrowych.
Nowe standardy kształcenia zostały zmienione rozporządzeniem z 10 października 2024 r., które określa przygotowanie do wykonywania zawodu lekarza, lekarza dentysty, farmaceuty, pielęgniarki, położnej, diagnosty laboratoryjnego, fizjoterapeuty i ratownika medycznego. To był dobry moment, by kompetencje cyfrowe traktować nie jako dodatek, ale jako element jakości i bezpieczeństwa opieki.
Co musiałoby się zmienić systemowo, aby pielęgniarki były liderkami cyfryzacji?
Potrzebne są zmiany uwzględniające pielęgniarki i położne w dostępie do środków UE, które mogłyby zostać wykorzystane do wyrównywania szans cyfrowych oraz doposażenia i rozwoju infrastruktury komputerowej. Ponadto powinien być obowiązkowy udział przedstawicieli pielęgniarstwa i położnictwa w projektach centralnych, przetargach, pilotażach i komitetach sterujących jako głos ekspertów-praktyków.
Niezwykle ważne jest, aby był czas na rozwój kompetencji, nie tylko na szkolenia „po godzinach”, ale na realne role eksperckie w organizacji. Polska osiąga wysokie wyniki w europejskich porównaniach e-zdrowia. Według Centrum e-Zdrowia, osiągnęliśmy 92 proc. dojrzałości systemu wobec średniej UE wynoszącej 83 proc. Kolejny etap powinien więc dotyczyć nie tylko technologii, ale także ludzi, którzy z niej korzystają.
Czy brak pielęgniarek przy projektowaniu IT i AI jest jedną z barier transformacji?
Tak, jest to jedna z istotnych barier. System może być technicznie poprawny, ale klinicznie niewygodny, jeśli nie uwzględnia realnej pracy pielęgniarek i położnych. To prowadzi do dublowania dokumentacji, obchodzenia systemu, wydłużania czasu pracy administracyjnej i spadku zaufania do technologii.
Znamy takie podmioty, które pomimo wprowadzenia EDM nadal wykorzystują dokumentację papierową, co – w mojej ocenie – jest nieefektywne i obciąża administracyjnie pielęgniarki i położne, które tak naprawdę powinny więcej czasu spędzać z pacjentem, a dokumentacja powinna być intuicyjna.
WHO podkreśla, że zdrowie cyfrowe wymaga spójnego połączenia zasobów technologicznych, organizacyjnych, ludzkich i finansowych. Bez personelu najbliżej pacjenta transformacja cyfrowa pozostaje projektem technologicznym, a nie zmianą poprawiającą opiekę.
Jakie są postulaty NIPiP dotyczące nowych ról cyfrowych?
Od kilku lat zabiegamy, aby dla pielęgniarek i położnych, zwłaszcza tych, które samodzielnie kontraktują świadczenia z NFZ, pozyskać środki na cyfryzację, digitalizację, bezpieczeństwo cyfrowe i szkolenia w tym zakresie. Stworzenie EDM z udziałem i we współpracy z pielęgniarkami i położnymi, wprowadzenie AI jako wsparcia administracyjnego, które wyzwoli nas z nadmiernej biurokracji, finansowanie szkoleń z kompetencji cyfrowych będą miały wpływ na nowe systemy oraz na bezpieczeństwo pacjenta, a jednocześnie na zmniejszenie obciążenia personelu.
Jesteśmy otwarci na nowe technologie. Ale oczekujemy też wsparcia, przede wszystkim finansowego.
Czytaj także: „Pielęgniarki to super-użytkowniczki systemów IT i AI”
« Poprzednie 1 2 3 4 … 150 Następne »