W modelu ADKAR, zmiana następuje „osoba po osobie”, a nie kolektywnie
W modelu ADKAR, zmiana następuje „osoba po osobie”, a nie kolektywnie

Nie wystarczy kupić system IT, aby placówka była dojrzała cyfrowo. Najważniejsze jest ciągłe wzmacnianie gotowości cyfrowej personelu i stworzenie kultury innowacyjności. Są na to sprawdzone metody, jak np. model Lewina czy podejście Adkar Prosci.

Większość placówek zdrowia nie zarządza zmianą

Jedne placówki szybko wdrażają nowe aplikacje i nowości, a inne stoją w miejscu nie ryzykując. To, że personel jest otwarty na innowacje albo sceptyczny nie jest kwestią przypadku, ale efektem stylu zarządzania – takiego, które skupia się na stworzeniu gotowości do zmian wszystkich członków personelu.

Jest to o tyle ważne, że liczba nowych aplikacji, rozwiązań i wymagań prawnych w zakresie e-zdrowia szybko rośnie, a za sprawą sztucznej inteligencji to tempo będzie jeszcze szybsze. Z jednej strony Ministerstwo Zdrowia wprowadza obowiązkowe rozwiązania jak EDM czy Centralna e-Rejestracja, a z drugiej pojawiają się innowacyjne technologie automatyzujące procesy i pomagające lekarzom w pracy. Przykładem są algorytmy AI. Aby je szybko wdrażać i nadążać za zmieniającym się rynkiem, otwarty na zmiany personel jest bezcenny.

Szacuje się, że ok. 60% projektów wymagających zmian organizacyjnych kończy się fiaskiem właśnie ze względu na nieodpowiednie zarządzania zmianą lub jego brak. W efekcie, jeśli pojawia się opór ze strony personelu, zarząd albo dział IT czuje się często postawiony przed murem i profilaktycznie rezygnuje z nowych wdrożeń wiedząc, że nie są one mile widziane. Wielu menedżerów improwizuje, co może prowadzić do chaosu i mentalnej blokady wśród personelu w stosunku do jakichkolwiek nowości.

8 kroków Kottera. Dobre w projektach IT, ale mało przydatne w ciągłej transformacji

Najbardziej klasyczną metodą zarządzania zmianą jest podejście Kottera, które składa się z 8 kroków:

  1. Utworzenie poczucia pilności
  2. Budowa koalicji przewodniej
  3. Sformułowanie wizji i strategii
  4. Komunikowanie wizji zmiany
  5. Usuwanie barier i umożliwianie działania
  6. Generowanie krótkoterminowych osiągnięć
  7. Konsolidacja i rozwijanie zmian
  8. Zakotwiczenie nowych sposobów działania w kulturze firmy

Weźmy przykład wdrożenia nowego systemu do koordynacji opieki w systemie IT. Pracownicy są negatywnie nastawieni. Najpierw menedżer przekonuje na zebraniu, że aplikacja jest konieczna, bo placówka ma problem z zarządzaniem przepływem pacjentów, lekarze tracą czas na szukaniu informacji, co prowadzi do nieefektywności. Następnie wybiera się kilku najbardziej otwartych cyfrowo liderów, którzy będą testować system i przekonywać innych. Menedżer określa jasną wizję, co zmieni się po wdrożeniu, jak będzie ono wyglądało i następnie przedstawia plan personelowi. Proces powinien być tak łatwy jak to możliwe – jeśli pracownicy zgłaszają, że nie mają czasu na szkolenia, trzeba zaplanować np. warsztaty dopasowane do harmonogramu pracy (podejście łagodzenia przeszkód). Kilka tygodni lub miesięcy po wdrożeniu, aby utrzymać motywację, należy podsumować, co zmieniło się na lepsze i jak placówka zbliża się do wyznaczonych celów – ten etap zaleca się świętować. Takie spotkania należy organizować cyklicznie, aby zmiana była utrzymana. Aż do momentu, gdy nowy element staje się częścią pracy.

Podejście Kottera dobrze sprawdza się w placówkach zdrowia, bo jest łatwe do zastosowania. Zaletą jest zarządzanie odgórne, łatwe do zastosowania przez menedżera w organizacjach o formalnej strukturze hierarchicznej, jak w przychodni albo szpitalu. W modelu Kottera brakuje jednak elementu zaangażowania pracowników. Wiele badań wskazuje, że jeśli nowość jest postrzegana jako „coś naszego, wspólnego”, jest chętniej adaptowana. Dlatego model Kottera trzeba uzupełnić o krok 0 – wspólnego podejmowania decyzji dotyczących zmian. 8 kroków Kottera ma jeszcze jedną wadę – można go stosować dla projektów o określonym początku i końcu. Tymczasem transformacja cyfrowa i utrzymywanie gotowości do zmian to proces ciągły.

Metodologia ADKAR firmy Prosci. Ludzie jako siła napędowa zmian

Te wady modelu Kottera, czyli centralne zarządzanie zmianą i sztywny przedział czasowy, niweluje metodologia ADKAR Prosci. ADKAR to akronim opisujący pięć celów, które każda osoba w organizacji musi osiągnąć, aby zmiana zakończyła się sukcesem: świadomość (Awareness), chęć (Desire), wiedza (Knowledge), umiejętność (Ability) i wzmocnienie (Reinforcement).

Według ADKAR, zarządzanie zmianą zaczyna się na poziomie indywidualnym, a zmiana następuje „osoba po osobie”, a nie kolektywnie, grupowo. Ten model można stosować do ogólnego wzmacniania kultury innowacyjności i gotowości na zmiany. Celem menedżera jest systematyczne uświadamianie, że zmiany są potrzebne i korzystne dla wszystkich. Jeśli zaszczepione zostanie takie nastawienie, równolegle trzeba zaoferować odpowiednie wsparcie – dostęp do wiedzy i narzędzi (systematyczne szkolenia, dostęp do płatnych zasobów naukowych, udział w konferencjach) oraz konkretne dowody, że innowacyjność się opłaca (lepsza organizacja praca, większe zadowolenie pacjentów, mniej pracy administracyjnej, lepsze wyniki finansowe i premie). W ten sposób z biernych odbiorców innowacji, pracownicy stają się aktywnymi, świadomymi uczestnikami całego procesu transformacji cyfrowej.

Świadomość oznacza, że ludzie muszą zrozumieć, dlaczego zmiana jest konieczna. Jasne i otwarte komunikowanie zapobiega plotkom, domysłom i dezinformacji na temat planowanej technologii. Na etapie generowania „pragnienia”, menedżer komunikuje, że zmiana jest korzystna. Aby taka była, musi rodzić się z aktualnych zakłóceń organizacyjnych zgłaszanych przez personel. Każda zmiana musi być tak koordynowana, aby nikt nie miał obaw, że będzie trudna albo niemożliwa do przejścia. Od tego są szkolenia i program ciągłej edukacji w zakresie np. AI albo bezpieczeństwa danych. Wyzwalanie nowych umiejętności polega na przekształceniu dostępnej wiedzy w działanie – szkolenia i mentoring są konieczne tak długo i skrojone do potrzeb użytkownika, aż nastąpi pełna akceptacja zmiany. I na koniec wzmocnienie, które jest podobne do 6, 7 i 8 kroku w metodologii Kottera. Każdy sukces warto świętować, spotkanie dotyczące np. usprawnień w organizacji pracy z pomocą IT powinny być organizowane cyklicznie, podobnie jak wyjazdy na konferencje dotyczące cyfryzacji.

ADKAR idealnie sprawdza się w długoterminowym budowaniu gotowości cyfrowej. To jednak proces wymagający systematycznych działań i zmiany filozofii zarządzania na partycypacyjne, gdzie pracownicy podejmują strategiczne decyzje wspólnie z zarządem.

Model Lewina. Postawienie grubej kreski pomiędzy „wczoraj” a „dziś”

Kolejnym podejściem zarządzania zmianą jest tzw. model Lewina. Składa się on z trzech prostych etapów: odmrożenie (tworzenie siły napędu do zmiany), zmiana (wprowadzenie nowych zasad) i zamrożenie (utrwalenie zasad). Jego zaletą jest prostota, a wadą – szokowe podejście.

Model zmiany Lewina
Model zmiany Lewina

Według Lewina, każda zmiana wymaga radykalnego podejścia. Tutaj nie ma czasu na powolne ulepszenia, długie konsultacje z personelem, niekończące się dyskusje. Sprawa jest prosta: jeśli coś nie działa, trzeba jasno to powiedzieć i naprawić sytuację tak szybko jak to możliwe. W pierwszym etapie odmrażamy utrwalony przez lata, ale niewydolny proces. A to oznacza przyznanie, że obecny stan jest nie do zaakceptowania i trzeba go pilnie zmienić. Zrywamy diametralnie z przeszłością i uświadamiamy personelowi, że brak reform zagraża płynności funkcjonowania.

To nie jest jednak postawienie pracowników przed faktem dokonanym – menedżer musi działać zdecydowanie, ale jego rolą jest stworzenie poczucia bezpieczeństwa i zapewnienie wszystkich, że po zmianie będzie dużo lepiej. W fazie zmiany planuje się wprowadzenie planu restrukturyzacji organizacyjnej i informatycznej. Określa się nowe cele, dokładny harmonogram zmian, mierzalne cele. Ważne jest przy tym, aby nowa wizja inspirowała, pobudzała wyobraźnię. Nie ma co się bać nakreślania odważnych planów, jak „dzięki wdrożeniu nowego algorytmu będziemy liderem…”. W ten sposób personelowi będzie łatwo identyfikować się z tak nakreślonymi celami. Następnie zmiana jest wprowadzana i zamrażana, czyli stabilizowana i utrwalana. Całkowite zerwanie z przeszłością powoduje, że stare praktyki nie są już akceptowalne i nie istnieje ryzyko, że powoli ludzie wrócą do poprzednich przyzwyczajeń. Ten proces trzeba jednak monitorować i wzmacniać systemem zachęt.

Model Kottera, ADKAR i Lewina to trzy wiodące modele zarządzania zmianą, które świetnie się nadają do wdrożenia w organizacjach ochrony zdrowia. Bez gotowości do zmian, placówki medyczne ryzykują, że nie skorzystają z nowych możliwości – organizacyjnych, finansowych i jakościowych – które otwiera cyfryzacja. To grozi rosnącym niezadowoleniem pracowników i pacjentów, nadrabianiem w pośpiechu zaległości, gdy pojawiają się nowe wymagania prawne oraz rosnącymi kosztami w wyniku nieefektywności organizacyjnych. Bez gotowości na zmiany, nie ma płynnej transformacji cyfrowej. A bez niej, placówka stawia na szali swoją przyszłość.

W najbardziej decydującym momencie dla projektów e-zdrowia finansowanych z KPO, Centrum e-Zdrowia szuka nowego dyrektora po odwołaniu Adama Konki

Rekordowa suma pieniędzy na e-zdrowie z KPO, nadzieje i rozczarowania związane z Centralną e-Rejestracją, nowe kierownictwo MZ i Centrum e-Zdrowia (ale na krótko) z zadaniem dopięcia strategicznych projektów digitalizacji, a z drugiej strony zastój we wdrażaniu EDM oraz rosnące zagrożenia cybernetyczne – rozpoczęte w 2025 roku wchodzą w decydującą fazę. Czy się obronią?

Nowi ludzie od e-zdrowia

Odpolitycznienie Ministerstwa Zdrowia i zastąpienie niezwiązanej ze zdrowiem Izabeli Leszczyny doświadczoną od lat menedżerką zdrowia, Jolantą Sobierańską-Grenda, to tylko wierzchołek zmian kadrowych mających zagwarantować, że koalicja rządząca dowiezie obiecane zmiany na lepsze w zdrowiu. Nowy wiceminister Tomasz Maciejewski to wyraźny znak, że cyfryzacja i AI będą traktowane priorytetowo. Jeszcze jako Dyrektor Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie dał się poznać jako menedżer otwarty na technologie. To właśnie w tej placówce powstał pierwszy w Polsce wydział ds. AI, a IMiD wdrożył kilka ciekawych rozwiązań opartych na algorytmach AI do opieki nad noworodkami.

Nic dziwnego, że za ciosem zmieniła się też dyrekcja Centrum e-Zdrowia. Każdy nowy Minister Zdrowia chce mieć zaufanego człowieka kierującego podległą MZ agencją odpowiedzialną za cyfryzację. Dla obserwatorów, przetasowania w CeZ były kwestią czasu. Wprawdzie dr Małgorzata Olszewska słusznie postawiła na początku na cyberbezpieczeństwo, ale po zastrzyku środków z KPO, CeZ nie nadążał z realizacją nowych projektów. Przykładem jest Platforma Usług Inteligentnych – wiemy, że ma być i że wszystkie szpitale w Sieci Szpitali otrzymają bezpłatny dostęp do algorytmów AI w diagnostyce. I tyle. Wszyscy czekają, także szpitale, które dostały z KPO pieniądze na digitalizację. Z początkiem listopada Centrum e-Zdrowia ogłosiło przetargi na PUI. Z końcem miesiąca wpłynęło już 6 protestów. Ich rozstrzygnięcie zajmie kolejne 1–2 miesiące i w ten sposób cały projekt jest zagrożony.

Tym bardziej wszystkich zaskoczyło odwołanie Adama Konki ze stanowiska Dyrektora CeZ już po kilku tygodniach od objęcia stanowiska. Ale rotacja dyrektorów CeZ to już tradycja.

AI wdziera się do zdrowia ze wszystkich stron

Żaden inny temat – może poza wynagrodzeniami w ochronie zdrowia – nie wzbudzał tylu emocji co sztuczna inteligencja. Bańka AI miała pęknąć, ale rośnie i trzyma się mocno. Nie ma tygodnia bez nowego narzędzia AI, bez nowego modelu albo bez nowego badania naukowego na temat zastosowania algorytmów w medycynie.

Po trzech latach od premiery generatywnej AI zaczyna powoli klarować się, co ta rewolucja oznacza dla ochrony zdrowia. Po pierwsze, algorytmy w urządzeniach medycznych, które asystują w diagnostyce medycznej i analizują obrazy. To nic nowego, ale trend przyspiesza – w tym roku liczba urządzeń z algorytmami AI albo uczenia maszynowego dopuszczonych przez amerykańską Agencję ds. Leków i Żywności (FDA) przekroczyła 1200. Po drugie, i na to czekają wszyscy od dawna, duże modele językowe wchodzą do elektronicznej dokumentacji medycznej. W USA to już powszechny trend, ale i polscy dostawcy IT integrują pierwsze algorytmy w swoich systemach gabinetowych. Na razie ostrożnie, ale to tylko kwestia czasu, kiedy AI podsumuje informacje w EDM albo pokaże trendy w wynikach badań i znajdzie nowe korelacje.

Strukturalne problemy nadal hamują AI

Narzędzia AI są bezpieczne i pozwalają znacznie zredukować czas pracy administracyjnej lekarzy. Mimo to, nadal stosowane są jedynie przez wąskie grono placówek zdrowia – z badania Centrum e-Zdrowia wynika, że tylko ok. 6% placówek wykorzystuje AI. W przypadku szpitali to 15%, co jednak wynika przede wszystkim z rozwiązań AI od dawna stosowanych w systemach diagnostyki obrazowej.

Dlaczego tak mało? To skomplikowane. Placówki medyczne borykają się z wieloma problemami naraz, od braków kadrowych do niskich wycen procedur przy rosnących wynagrodzeniach personelu. Do tego NFZ nie płaci za jakość uzyskaną dzięki AI. Lepsza precyzja diagnoz albo mniejsze obciążenie dla pacjenta w chemioterapii dzięki dopasowaniu optymalnej dawki promieniowania – te elementy są zupełnie pomijane w wycenach. Dlatego AI wdrażają na razie ci najbardziej ambitni. Tutaj warto dodać od dawna krytykowaną bierną postawę NFZ jeśli chodzi o wspieranie innowacyjności sektora zdrowia. NFZ, który także w tym roku jest pod kreską finansową, piłeczkę odbija do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), bo to ona daje wytyczne.

I tutaj pojawiło się małe światełko w tunelu. Ostatni raport AOTMiT zwraca uwagę na konieczność reformy systemu refundacji, który nie przystaje już do cyfrowej ochrony zdrowia. Dzisiaj także aplikacje mogą pełnić formę leków, a AI wpływa wymiernie na wyniki leczenia. Dlaczego więc miałyby pozostawać poza publicznym finansowaniem?

AI zaczyna się od własnego podwórka

Nie ma też co się oszukiwać: same zmiany systemowe niczego nie zmienią w kwestii wdrażania innowacji AI bez świadomości potencjału nowych technologii oraz uporządkowanych danych – AI jest tak dobra jak jakość gromadzonych danych. Warunkiem koniecznym jest dobry system IT oparty na aktualnych standardach interoperacyjności, integrujący wszystkie dane w ramach działalności placówki, w jednej bazie, czyli tzw. część białą i szarą. I to najlepiej w chmurze, bo to rozwiązanie oferujące od razu wyższe cyberbezpieczeństwo i elastyczność.

Dopiero na tym fundamencie można wdrażać oferowane przez dostawcę IT algorytmy albo rozwiązania zewnętrzne. Obowiązuje jednak jedna zasada: wszystkie narzędzia powinny być zintegrowane z EDM, aby ograniczyć liczbę aplikacji stosowanych przez personel medyczny, liczbę logowań, liczbę kliknięć – czyli obciążenia technologiczne.

A danych możliwych do przetwarzania przez AI będzie coraz więcej. Wkrótce mogą do nich dołączyć dane z badań laboratoryjnych. Na razie są zapisywane w różnych formatach, ale w 2026 roku zakończy się pilotaż wdrożenia standardu LOINC, który realizuje Uniwersytet Medyczny w Łodzi i Agencja Badań Medycznych. To kolejne cenne dane, z których AI może zrobić duży pożytek.

2026 rok będzie rokiem rozczarowań i kroków milowych

Przy tym tempie wdrażania projektów z KPO jedno jest pewne: rok 2026 będzie rokiem, w którym do placówek medycznych trafi wiele nowych rozwiązań IT. Mimo dużego optymizmu na poziomie centralnym, można się spodziewać, że nie wszystkie systemy jak CeR od razu będą działać idealnie. Nieraz będzie to powodem do frustracji i niezadowolenia. Ale to mają do siebie duże projekty cyfryzacji, że na początek musi być gorzej, aby potem było lepiej. Rzadko kiedy idealnie jest od samego startu.

Tymczasem odłogiem leżą zadania, którymi Ministerstwo Zdrowia musi się pilnie zająć. W cyberbezpieczeństwie zaczyna się coś ruszać, głównie dzięki dyrektywie NIS2, ale wsparcia potrzebują mniejsze placówki medyczne. Warto przypomnieć, że Polska jest mocno opóźniona we wdrażaniu Europejskiej Przestrzeni Danych Medycznych. W przypadku pierwotnego przetwarzania danych, pójdzie o wiele łatwiej. Chodzi o przygotowania tzw. Podsumowania Pacjenta, które będzie widoczne w całej UE. Według zapowiedzi, będzie ono widoczne na Internetowym Koncie Pacjenta (IKP). Recepty transgraniczne już w pełni działają. Szkoda, że kiedy wyzwań przybywa, CeZ szuka nowego dyrektora zamiast skupiać się na sprawnej realizacji projektów.

O wiele trudniejsze będzie tzw. wtórne przetwarzanie danych medycznych do celów np. naukowych. W tym celu do 2029 roku ma powstać centralny hub danych integrujący dane z różnych części systemu e-zdrowia. Organizacje zdrowia publicznego, naukowcy, firmy farmaceutyczne albo startupy będą mogły wnioskować o udostepnienie anonimowych danych do badań nad nowymi lekami, terapiami albo innowacjami AI. Polska na razie nie wie jak wziąć się za EHDS. Nadal nie wiadomo, kto będzie odpowiadał za jego wdrożenie – Agencja Badań Medycznych, a może Centrum e-Zdrowia? To wyzwanie dla nowego wiceministra zdrowia odpowiedzialnego za cyfryzację. Rok 2026 w e-zdrowiu zapowiada się jeszcze dynamiczniejszy niż 2025.

Smartwatch ostrzegający o nadciśnieniu oraz smartfon na ból po ukąszeniu komara - oto druga część przeglądu innowacji 2025 roku
Smartwatch ostrzegający o nadciśnieniu oraz smartfon na ból po ukąszeniu komara – oto druga część przeglądu innowacji 2025 roku

Spośród tysięcy premier innowacji technologicznych dla zdrowia, wybraliśmy te, które przełamują obecne ograniczenia medycyny i oferują konkretną pomoc pacjentom i lekarzom.

Newsletter OSOZ

Alerty o nadciśnieniu ze smartwatcha

Apple wprowadził do swoich nowych zegarków Apple Watch serii 9 i Ultra 2 funkcję ostrzegającą o potencjalnym nadciśnieniu krwi. Smartwatch nie mierzy jednak ciśnienia, ale oblicza ryzyko z pomocą certyfikowanego algorytmu analizującego dane z czujnika optycznego monitorującego przepływ krwi. Aby dokonać obliczeń, smartwatch potrzebuje danych zbieranych przez min. 30 dni. Jeśli AI wykryje potencjalne nadciśnienie, firma zaleca pomiar przez 7 kolejnych z pomocą profesjonalnych urządzeń, aby zweryfikować alert. W Polsce na nadciśnienie choruje ok. 10–12 mln osób. Cześć z nich o tym nie wie, a choroba może prowadzić do uszkodzenia narządów wewnętrznych, zawału serca oraz udaru mózgu.

Ostrzeżenie o możliwym nadciśnieniu w zegarku Apple (zdjęcie: Apple)
Ostrzeżenie o możliwym nadciśnieniu w zegarku Apple (zdjęcie: Apple)

Smartfon łagodzi ból

Od dawna znany był domowy sposób na złagodzenie swędzenia po ukąszeniu komara – przyłożenie gorącej łyżeczki do miejsca z bąblem. Jednak metoda ta nie zawsze działała, bo jak się okazuje, kluczowa jest odpowiednia temperatura. Naukowcy odkryli, że najskuteczniej pomaga 50 stopni Celsjusza. Na podstawie tego odkrycia, rynek zalały podręczne urządzenia do terapii hipertermicznej ukąszeń. Ale jedna innowacja zasługuje na uwagę. Heat It ma formę małego breloczka, przypominając przenośny dysk USB. Wkłada się go do gniazdka smartfona, który podgrzewa końcówkę urządzenia do odpowiedniej temperatury. Wystarczy przyłożyć – według wskazówek aplikacji – do miejsca ukąszenia, wytrzymać krótkotrwały ból i po wszystkim. Heat It opracowano na podstawie badania obejmującego 12 000 ukąszeń komarów. Kolejny przykład, że smartony już nie tylko monitorują zdrowie i wykonują badania, ale też stają się urządzeniami medycznymi.

Wystarczy przyłożyć na chwilę Heat It do miejsca ukąszenia i po swędzeniu (zdjęcie: Heat It)
Wystarczy przyłożyć na chwilę Heat It do miejsca ukąszenia i po swędzeniu (zdjęcie: Heat It)

Opaska fitness z EKG i ciśnieniomierzem

Chcesz monitorować tempo starzenia się albo uzyskać dokładny wgląd w zdrowie swojego serca i formę fizyczną? W maju 2025 roku swoją premierę miał Whoop MG, czyli pierwsza opaska fitness klasy medycznej. Urządzenie oferuje dokładny pomiar EKG oraz ciśnienia krwi (w wersji beta) – a to podstawowe mierniki zdrowia układu sercowo-naczyniowego. Jak chwali się jego producent, wśród użytkowników są topowi sportowcy jak Cristiano Ronaldo czy Aryna Sabalenka. Ale spokojnie, nawet jeśli nie jesteś zawodowym sportowcem, Whoop pomoże zoptymalizować twoje zdrowie, kondycję fizyczną i tryb życia. Nie ma ekranu, aby nie rozpraszać. Aplikacja mobilna oferuje personalizowane porady.

Z Whoop korzysta podobno Cristiano Ronaldo i Aryna Sabalenka (zdjęcie: Whoop)
Z Whoop korzysta podobno Cristiano Ronaldo i Aryna Sabalenka (zdjęcie: Whoop)

Przewodnik dla pacjentów onkologicznych

Przejmij kontrolę nad leczeniem nowotworu, zrozum swoją diagnozę, zapoznaj się z badaniami klinicznymi i śledź objawy – to wszystko oferuje Outcomes4Me, pierwsza aplikacja mobilna pełniąca rolę przewodnika dla chorych na raka. Apka analizuje wyniki badań naukowych – dostępne najczęściej tylko dla onkologów – i w połączeniu z dokumentacją medyczną oraz z pomocą AI zamienia je na personalizowane ścieżki leczenia.

Podpowiada też badania genetyczne i genomowe do wykonania oraz ułatwia śledzenie objawów. Z pomocą apki chorzy mogą dzielić się swoimi doświadczeniami i wskazówkami. Outcomes4Me powstała, aby ułatwić chorym na raka poruszanie się po skomplikowanym systemie zdrowia oraz by pacjent mógł aktywnie zaangażować się w proces leczenia. Korzysta z niej już ponad 400 000 pacjentów, wkrótce ma być dostępna w Europie.

Outcomes4Me to przewodnik dla osób chorych na raka (zdjęcie: Outcomes4Me)
Outcomes4Me to przewodnik dla osób chorych na raka (zdjęcie: Outcomes4Me)

Mobilne EEG wykrywające ukrytą padaczkę

Pierwsze mobilne urządzenie do wykonania elektroencefalografii – badania rejestrującego aktywność mózgu. Powstało, aby szybko rozpoznać i rozpocząć leczenie potencjalnie śmiertelnych napadów padaczki. Chodzi dokładnie o tzw. stan padaczkowy niedrgawkowy (NCSE) charakteryzujący się ciągłą aktywnością napadową mózgu, nie powodującą jednak drgawek mięśniowych. NCSE może prowadzić do uszkodzenia mózgu, jeśli nie zostanie szybko zdiagnozowany i leczony. Tymczasem przygotowania do badania EEG – wykrywającego NCSE – może zająć nawet kilka godzin. Z Ceribell zajmuje to kilka minut. System składa się z elastycznej opaski zakładanej na głowę i kieszonkowego rejestratora. Badania pokazują, że system redukuje o 20% występowanie poważnych niepełnosprawności w wyniku padaczki i skraca pobyt na oddziale intensywnej terapii o 50%. Ceribell został już zatwierdzony przez FDA i stosuje go już ponad 500 szpitali w USA.

Małe EEG pozwala szybko wykryć stan padaczkowy niedrgawkowy (zdjęcie: Ceribell)
Małe EEG pozwala szybko wykryć stan padaczkowy niedrgawkowy (zdjęcie: Ceribell)

Słone potrawy bez solenia

Solenie potraw jest niezdrowe, a niesolone jedzenie nie smakuje. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca spożywać nie więcej niż 5 gramów soli dziennie co odpowiada małej łyżeczce. Nie oznacza to jednak, że dziennie możemy dodać łyżeczkę soli do potraw, bo wiele spożywanych gotowych produktów zawiera już dużo ukrytej soli. Jej nadmiar może prowadzić do nadciśnienia, chorób układu krążenia, raka układu pokarmowego, osteoporozy, chorób nerek a nawet otyłości. Ale można jeść i zdrowo i smacznie dzięki elektrycznej łyżeczce Kirim symulującej smak soli. Delikatnie emitując sygnały elektryczne do języka, pobudza odczuwanie tzw. smaku umami. Efekt? Smak soli bez soli. Oprócz łyżki dostępny jest też kubek.

Łyżka generujące smak soli (zdjęcie: Kirim)
Łyżka generujące smak soli (zdjęcie: Kirim)

Aromaterapia dla lepszej kondycji mózgu

Odkąd mieszkamy w zurbanizowanych miastach i przebywamy w szczelnie izolowanych mieszkaniach, straciliśmy kontakt z naturą i bogactwem zapachów. A te są niezwykle ważne – nie bez powodu jednym z kluczowych zmysłów człowieka jest węch. Profesor neurobiologii Michael Leon Leon nazywa obecne środowisko życia „pustynią zapachową” i twierdzi, że ma ono szkodliwy wpływ na zdrowie mózgu. Z przeprowadzonych przez niego badań wynika, że ekspozycja na różne zapachy w nocy poprawia aktywność mózgu i pamięć osób starszych. Dlatego wpadł na pomysł stworzenia Memory Air – urządzenia, które co noc emituje 40 różnych zapachów, takich jak pomarańcza czy eukaliptus. Pozytywne efekty zauważono nawet u pacjentów z demencją.

Memory Air emituje 40 zapachów, aby stymulować mózg (zdjęcie: Memory Air)
Memory Air emituje 40 zapachów, aby stymulować mózg (zdjęcie: Memory Air)

Smartfon, który nie rozprasza

Smartfony bardzo ułatwiają życie, ale kradną nam cenny czas. Sięgamy po nie kilkadziesiąt razy dziennie; skrolujemy bezmyślnie w social mediach, oglądamy w nieskończoność śmieszne filmiki i rolki. Według ostatnich badań, średnio spędzamy ok. 4 godziny i 37 minut ze smartfonem, co sumuje się w jeden dzień tygodniowo. Tymczasem celem producentów telefonów jest takie ich projektowanie, abyśmy zaglądali do nich jeszcze częściej. Podobną taktykę mają twórcy aplikacji mobilnych. Dlatego Kaiwei Tang, który pracował wcześniej dla Nokii, założył firmę Light produkującą minimalistyczne smartfony. Nowy model Light Phone III ma to, co najważniejsze: opcję rozmów, wiadomości SMS, aparat fotograficzny, nawigację GPS, podcasty, muzykę, wyszukiwarkę adresów. Nie znajdziemy w nim jednak przeglądarki internetowej, aplikacji społecznościowych czy komunikatorów. Mniej opcji i więcej czasu dla samego siebie i ważnych spraw.

Light Phone ma tylko bazowe funkcje (zdjęcie: Light Phone III)
Light Phone ma tylko bazowe funkcje (zdjęcie: Light Phone III)
Redakcja OSOZ wybrała małe i duże innowacje, które zmieniają medycynę
Redakcja OSOZ wybrała małe i duże innowacje, które zmieniają medycynę

Spośród tysięcy premier innowacji technologicznych dla zdrowia, wybraliśmy te, które przełamują obecne ograniczenia medycyny i oferują konkretną pomoc pacjentom i lekarzom.

Newsletter OSOZ

Kieszonkowy rezonans magnetyczny (MRI)

Urządzenia do rezonansu magnetycznego to drogie i ogromne maszyny ważące od ok. 7 do 17 ton, precyzyjnie obrazujące struktury wewnętrzne ludzkiego ciała, pokazując umiejscowienie nowotworów albo uszkodzenia narządów. Czy wkrótce MRI będzie małe, lekkie i mobilne, aby badanie można było wykonać w karetce pogotowia?

Naukowcy z Uniwersytetu Bostońskiego skonstruowali giętkie bezprzewodowe czujniki cewkowe ważące mniej niż bateria AA i kosztujące zaledwie 50 dolarów. Po przymocowaniu do ciała, z ich pomocą można wykonać miejscowe badania rezonansem magnetycznym, od kolan po kręgosłup. „Inteligentne metamateriały” z kabli współosiowych mogą mieć formę opasek i makietów, dopasowując się do dowolnej części ciała. Wyniki prac opublikowane w prestiżowych czasopismach naukowych pokazują, że dzięki takim rozwiązaniom MRI może stać się bardziej dostępne, przystępne cenowo i komfortowe dla pacjentów.

Miniaturowe MRI (zdjęcie: Boston University)
Miniaturowe MRI (zdjęcie: Boston University)

Dane przed oczami lekarzy

Medyczne okulary rozszerzonej rzeczywistości (AR) zaprojektowane specjalnie z myślą o zastosowaniach klinicznych. Dzięki nim, AR ma się stać bardziej dostępna dla zespołów badawczo-rozwojowych oraz klinicznych, m.in. w neurochirurgii, ortopedii, ginekologii, radiologii interwencyjnej czy elektrofizjologii.

SnkeXR umożliwia planowanie zabiegów, prowadzenie szkoleń oraz zdalną asystę przy zabiegach. Okulary wyposażono w precyzyjny system śledzenia (dokładność 0,3 mm), kamerę głębi 3D do skanowania powierzchni ciała z prędkością 30 kl./s, wbudowane oświetlenie, lupę stereoskopową o powiększeniu do 3,5x oraz wymienną baterię zapewniającą zasilanie do sześciu godzin. Pierwszy prototyp okularów jest już gotowy, a premiera rynkowa planowana jest na 2027 rok.

Okulary VR SnkeXR do m.in. zdalnej asysty przy zabiegach (zdjęcie: Snke OS GmbH)
Okulary VR SnkeXR do m.in. zdalnej asysty przy zabiegach (zdjęcie: Snke OS GmbH)

Komunikator dla tych, którzy nie mogą mówić

Zestaw słuchawkowy do komunikacji z otoczeniem dla osób, które utraciły głos w wyniku urazowego uszkodzenia mózgu, udaru, stwardnienia zanikowego bocznego (ALS) lub innych schorzeń neurologicznych. Po założeniu okularów Axon-R, pacjent widzi przed oczami pojedyncze litery, słowa i zdania. System śledzi aktywność oczu, ruchy głowy i fale mózgowe i w ten sposób pacjent wybiera frazy do wypowiedzenia. System analizuje zadawane pacjentowi pytania, a wbudowana sztuczna inteligencja tworzy personalizowany model sugerujący frazy odpowiedzi. Następnie tekst jest przetwarzany na głos przez AI, i odpowiedź chorego wypowiadana jest głosem pacjenta. Obecnie trwa badanie kliniczne z udziałem pacjentów z ALS.

System śledzi aktywność oczu, ruchy głowy i fale mózgowe i podpowiada słowa do wyboru (zdjęcie: Cognixion)
System śledzi aktywność oczu, ruchy głowy i fale mózgowe i podpowiada słowa do wyboru (zdjęcie: Cognixion)

Aparat słuchowy w okularach

Szacuje się, że nawet połowa osób po 75 roku życia, które powinny nosić aparat słuchowy, tego nie robi.
Głównym powodem jest strach przed stygmatyzacją społeczną. Nowe słuchawki Apple, które mogą pełnić rolę aparatu słuchowego, też nie rozwiązują tego problemu – urządzenie nadal jest widoczne. Ale jest alternatywa. Okulary Nuance Audio Glasses mają wbudowane na wysokości uszu miniaturowe głośniki, które kierunkowo wzmacniają dźwięk. Z zewnętrz nie różnią się niczym od normalnych, stylowych okularów, bo głośniki ukryte są po wewnętrznej stronie oprawek w tzw. zausznikach. Okulary posiadają zintegrowaną aplikację pozwalającą dopasować ustawienia dźwięku w podłączonej aplikacji na smartfonie. Poziom głośności można też regulować miniaturowym pilotem. Urządzenie zostało zatwierdzone przez FDA, a szkła dobiera się tak, jak przy standardowych okularach. Cena: 1100 euro.

Okulary z głośnikami w zausznikach zamiast aparatu słuchowego (zdjęcie: Nuance Audio Glasses)
Okulary z głośnikami w zausznikach zamiast aparatu słuchowego (zdjęcie: Nuance Audio Glasses)

Pierścień dla zdrowia

Najnowszy inteligentny pierścień fińskiej firmy Oura zbiera ponad 20 rodzajów danych biometrycznych, dzień i noc monitorując kondycję ciała. Czwarta, najnowsza generacja Oura Ring idzie jeszcze dalej i wprowadza tzw. Symptom Radar, czyli inteligentne wykrywanie objawów przeziębienia i grypy na podstawie algorytmu analizującego dane na temat poziomu tlenu we krwi, tętna, częstotliwości oddechów, zmiany temperatury skóry oraz ruchów.

Nowy Oura Ring jest w stanie przewidzieć zbliżające się przeziębienie (zdjęcie: Oura)
Nowy Oura Ring jest w stanie przewidzieć zbliżające się przeziębienie (zdjęcie: Oura)

Wibracje na zatkany nos

Leczenie zapalenia zatok bez leków. Zakładana na czoło opaska Sonu emituje ukierunkowane wibracje i w ten sposób prowadzi do złagodzenia obrzęku zapalonej tkanki zatokowej i usunięcia śluzu. Na początek użytkownik skanuje smartfonem twarz, aby dobrać optymalną częstotliwość rezonansową zatok (częstość drgań, dla których rezonans jest największy). To pierwsze urządzenie zatwierdzone przez FDA do leczenia przekrwienia błony śluzowej nosa i alergii bez stosowania leków.

Opaska Sonu udrażnia nos bez leków (zdjęcie: SoundHealth)
Opaska Sonu udrażnia nos bez leków (zdjęcie: SoundHealth)

Czarna skrzynka do operacji

Szacuje się, że nieefektywna organizacja pracy na salach operacyjnych prowadzi do marnotrawienia ok. 2 godzin dziennie. To czas, w którym można by wykonać jeden lub dwa dodatkowe zabiegi. Problem ten chce rozwiązać irlandzka firma Akara, która opracowała czujnik Al Sensor działający jak „kontroler ruchu lotniczego na sali operacyjnej”.

Instaluje się go bezpośrednio na salach operacyjnych. Czujniki termiczne wykorzystujące sztuczną inteligencję śledzą kluczowe punkty przebiegu operacji. Na tej podstawie Akara AI generuje raporty dające wgląd w logistykę działania sali operacyjnej, pomagając tworzyć harmonogramy pracy. System informuje też personel, że np. operacja na Sali nr 1 dobiega końca i można powoli przygotowywać kolejnego pacjenta.

Akara nasłuchuje i obserwuje czynności na sali operacyjnej, aby poprawić organizację pracy (zdjęcie: Akara)
Akara nasłuchuje i obserwuje czynności na sali operacyjnej, aby poprawić organizację pracy (zdjęcie: Akara)

Obraz anatomii podczas operacji

Proprio to zatwierdzony przez FDA system nawigacji chirurgicznej 3D działający w czasie rzeczywistym. Został naszpikowany czujnikami i kamerami z pomocą których – w połączeniu z przedoperacyjną diagnostyką obrazową – tworzy anatomiczny model 3D, pomagając chirurgowi w nawigacji narzędziami. Jak twierdzi jego producent, zastosowanie systemu zmniejsza zapotrzebowanie na klasyczną diagnostykę obrazową, redukując ekspozycję pacjenta i chirurga na promieniowanie. Dzięki Proprio, ryzyko konieczności przeprowadzenia ponownej operacji spada z około 50% do mniej niż 10%.

Proprio to nowy system nawigacji chirurgicznej (zdjęcie: Proprio)
Proprio to nowy system nawigacji chirurgicznej (zdjęcie: Proprio)
Z aplikacji mojeIKP korzysta już ponad 4 mln osób w Polsce
Z aplikacji mojeIKP korzysta już ponad 4 mln osób w Polsce

mojeIKP to bezpłatna aplikacja Ministerstwa Zdrowia, która umożliwia dostęp do centralnych danych gromadzonych na Internetowym Koncie Pacjenta. To też apka nr 1 w kategorii „Zdrowie” w Polsce. I w pełni na to zasługuje.

Polska należy do czołówki krajów europejskich w zakresie cyfryzacji ochrony zdrowia. Jedną z największych zalet strategii e-zdrowia jest centralny system e-zdrowia, przez który przepływają dane na temat realizowanych usług medycznych, w tym m.in. wystawianych recept. Mają też do nich dostęp wszyscy pacjenci, a to dzięki Internetowemu Kontu Pacjenta. W czasie pandemii, IKP pomogło m.in. umówić się na szczepienie i pobrać certyfikat szczepienia, a obecnie oferuje wiele praktycznych opcji.

Podstawową funkcją mojeIKP jest dostęp do danych o zrealizowanych świadczeniach, wystawionych receptach i skierowaniach oraz e-zleceniach na wyroby medyczne. Użytkownik może sprawdzić ulotkę leku skanując jego opakowanie, złożyć wniosek o EKUZ, czyli Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego. Jest też kilka mniej znanych opcji, jak instrukcja udzielania pierwszej pomocy (opcja dostępna bez konieczności zalogowania się).

W apce znajdziemy informacje o statusie prawa do świadczeń refundowanych przez NFZ, Indywidualny Plan Opieki Medycznej IPOM wraz z harmonogramem dla pacjentów chorych przewlekle, dokumenty medyczne dzieci. Z jej pomocą można umówić się na szczepienie przeciw COVID-19 i badania profilaktyczne, a nawet obliczyć ryzyko zgonu na choroby układu krążenia. Cały czas dodawane są nowe funkcje, jak np. przegląd diet przygotowanych przez NFZ, w tym przepisów i listy zakupów, program treningowy „8 tygodni do zdrowia”, quiz o profilaktyce. Są też przypomnienia o zażywaniu leków.

Wraz z wprowadzeniem Centralnej e-Rejestracji, pacjenci będą mogli znaleźć wolny termin u specjalisty i umówić się na niego (system ma zostać w pełni uruchomiony do 2029 roku). Osoby, które cenią sobie prywatność, mogą nadawać lub odbierać dostęp pracownikom medycznym do swojej Elektronicznej Dokumentacji Medycznej. Jak na razie mojeIKP pełni rolę podręcznej e-kartoteki, ale Centrum e-Zdrowia obiecuje, że wkrótce znajdą się na niej personalizowane porady zdrowotne oraz jeszcze więcej danych zbieranych z różnych części systemu e-zdrowia.

mojeIKP
Dla kogo: dla każdego (od 16. roku życia)
System: iOS, Android
Język: polski
Cena: bezpłatna
Strona internetowa
: pacjent.gov.pl
Śledzone dane: zdrowie, lokalizacja

Dzięki wbudowanej generatywnej AI, Neo nie tylko posprząta, ale będzie można z nim porozmawiać
Dzięki wbudowanej generatywnej AI, Neo nie tylko posprząta, ale będzie można z nim porozmawiać

Neo ma ludzką sylwetkę i na pierwszy rzut oka robi ogromne wrażenie. Posprząta, przyniesie kawę, pozmywa naczynia. Na rynek trafi w 2026 roku. Jest jednak mały kruczek.

Ubrany w biały, futurystyczny kostium Neo odkurza dywan, sprząta toaletę, wkłada naczynia do zmywarki, przynosi tacę z herbatą, podlewa kwiatki, podaje gazetę, włącza i wyłącza światło. Porusza się jeszcze trochę niezgrabnie, ale i tak robi wrażenie swoimi umiejętnościami manualnymi i motoryką ruchów. Jak na pierwszego komercyjnego robota całkiem nieźle.

Neo ma z pozoru banalne zadanie – wyręczyć nas w prostych i powtarzalnych czynnościach wykonywanych dziesiątki albo setki razy dziennie i zajmujących czas, który moglibyśmy poświęcić na robienie tego, co naprawdę lubimy. To zresztą pokazują scenki reklamowe: kiedy Neo ściera kurze, dwóch seniorów gra w karty; gdy młode małżeństwo czyta gazetę w stylowym domu, Neo przynosi kawę.

Newsletter OSOZ

Neo to robotyczny służący, na którego ma być stać klasę średnią. Można go mieć na własność za 20 000 USD albo za 500 USD miesięcznie – zdecydowanie taniej niż miesięczna pensja człowieka i do tego bez etycznych dylematów, czy korzystanie z pomocy człowieka do włączenia światła albo przyniesienia szklanki z wodą jest już na granicy niewolnictwa. I bez posądzania o lenistwo. Misją jego twórcy, kalifornijskiej firmy 1X, jest demokratyzacja pomocy domowej.

Do wyboru jest NEO w kolorze beżowym, szarym i ciemnobrązowym. Można go obsługiwać za pomocą aplikacji lub poleceń głosowych. Bazowe czynności, jak włączanie światła czy otwieranie drzwi są z góry zaprogramowane i wykonywane automatycznie. Ale można go nauczyć bardziej złożonych czynności, jak przyniesienie posiłku albo napoju z lodówki. I tutaj jest haczyk, o którym mało kto wie. W trybie nauki, robot jest… sterowany przez człowieka, który w siedzibie firmy ma założone okulary wirtualnej rzeczywistości i widzi otoczenie robota. Po co? Aby wytrenować robota. Jak przyznają jego twórcy, takiego trybu nauki będzie wymagała większość czynności, bo każdy robot porusza się w zupełnie innych warunkach i przestrzeni. Chodzi o to, aby sieć neuronowa, na której opiera się silnik AI robota, została wytrenowana zanim robot wykona zadanie autonomicznie.

Śnieżnobiały kostium ukrywa plastikowe wnętrze i sprawia, że Neo wygląda jak człowiek, a nie maszyna
Śnieżnobiały kostium ukrywa plastikowe wnętrze i sprawia, że Neo wygląda jak człowiek, a nie maszyna

Ale to nie znaczy, że to fejk, a nie robot. Można się spodziewać, że z czasem zbierane dane spowodują, że urządzenie będzie coraz użyteczniejsze i samodzielniejsze. To jednak może potrwać. W teście przeprowadzonym przez dziennikarkę Wall Street Journal widzimy, jak topornie działa robot i to nawet w trybie treningowym. Przyniesienie wody z lodówki oddalonej o 2 metry zajmuje mu 1–2 minuty, a włożenie dwóch szklanek do zmywarki, ok. 3–4 minut. Człowiek wykonuje te proste czynności w kilka sekund. To uświadamia, jak perfekcyjnym systemem jest ludzkie ciało i mózg. Nawet tym najlepszym robotom jeszcze do nich daleko.

Firma podkreśla, że urządzenie jest tak zaprojektowane, aby zagwarantować prywatność: wizerunki osób obecnych w domu mogą być zamazane, aby operator ich nie widział, można zdefiniować strefy prywatności, do których robot nie ma dostępu. Neo to na razie bardziej zabawka dla fanów gadżetów technologicznych niż prawdziwa pomoc. Dobrze wygląda w reklamie, ale niejeden użytkownik straci cierpliwość, gdy kawa znowu wychłodnie zanim robot ją przyniesie, albo co gorsza – po drodze upadnie mu filiżanka. Szybko może okazać się, że zamiast robot pomoże jego posiadaczowi, będzie na odwrót. Na rewolucję robotów domowych trzeba będzie jeszcze poczekać.

92% Polaków ma dostęp do elektronicznej kartoteki medycznej, ale brakuje na niej wyników badań laboratoryjnych i zdjęć diagnostyki medycznej - wynika z raportu OECD
92% Polaków ma dostęp do elektronicznej kartoteki medycznej, ale brakuje na niej wyników badań laboratoryjnych i zdjęć diagnostyki medycznej – wynika z raportu OECD

Najnowszy raport OECD Health at a Glance 2025 pokazuje, że polska ochrona zdrowia cierpi na braki kadrowe oraz wysoką śmiertelność z powodu chorób cywilizacyjnych. Zrobiliśmy duże postępy e-zdrowiu, ale za małe, aby cyfryzacja rozwiązała wspomniane problemy.

Krytycznie mało pielęgniarek, wydatki na zdrowie w górę

Według raportu OECD, całkowite wydatki na ochronę zdrowia wynoszą obecnie 8,1 proc. PKB, z czego aż 23% to wydatki prywatne. Ale mimo to nadal jesteśmy poniżej średniej dla krajów OECD (9,3%). Wprawdzie w ostatnich latach wydatki wzrosły o 5%, ale prognoza sugeruje, że do 2045 roku publiczne pieniądze na zdrowie wzrosną niewiele i nie mamy szansy dogonić innych krajów. To odbija się na wskaźnikach zdrowotnych.

Tematem nr 1 od lat są kolejki do specjalistów. Tutaj są powody do optymizmu: czasy oczekiwania na niektóre zabiegi planowe mocno spadły. Przykładowo, w 2024 r. mniej niż 20 proc. pacjentów czekało ponad 3 miesiące na operację zaćmy, co plasuje Polskę w czołówce krajów OECD. To efekt zwiększonego finansowania przez Narodowy Fundusz Zdrowia od 2019 roku. Z drugiej strony, przykładowo na endoprotezoplastykę stawu biodrowego czeka się aż 343 dni. W 2026 roku ruszy Centralna e-Rejestracja, która ma pomóc w lepszym zarządzaniu terminami. Czy zmniejszy kolejki? Na efekty trzeba będzie poczekać.

Newsletter OSOZ

Polska ochrona zdrowia jest mocno nastawiona na szpitalnictwo. Mamy 6,3 łóżka szpitalne na 1 000 mieszkańców (średnia OECD to 4,2). Ale wiele z nich już ma problem ze znalezieniem personelu. 5,9 pielęgniarek na 1 000 mieszkańców to o 30% mniej niż średnia OECD wynosząca 9,2. Liczba lekarzy na 1000 mieszkańców to 3,9 – dokładnie tyle ile średnia OECD. Najbardziej brakuje specjalistów opiece długoterminowej (0,3 pracownika na 100 osób w wieku 65+ podczas gdy średnia to 5,0). Przy tym niechętnie korzystamy z lekarzy zza granicy. W krajach OECD już średnio 20% lekarzy to osoby wykształcone za granicą, podczas gdy w Polsce ten odsetek wynosi ok. 5%.

Polacy nie dbają o zdrowie

Oczekiwana długość życia w Polsce to 78,4 lat, o 2,7 roku poniżej średniej OECD. Przyczyn można szukać w profilaktyce i stylu życia. Mamy bardzo wysoką śmiertelność z powodu schorzeń możliwych do uniknięcia (tzw. „avoidable mortality”) wynoszącą 202 zgony na 100 tys. mieszkańców, znacznie więcej niż średnia OECD (145). Nadal 17,1 proc. Polaków codziennie pali papierosy, a spożycie alkoholu na poziomie 10 litrów na osobę przewyższa średnią OECD (8,5 l). Tylko 37 proc. kobiet poddaje się screeningowi w kierunku raka piersi (OECD – 55%).

40 proc. dorosłych w Polsce deklaruje, że ich aktywność fizyczna jest niewystarczająca (średnia OECD – 30 proc.). Do tego nadużywamy antybiotyków – lekarze przepisują na receptę 22 dzienne dawki zdefiniowane (DDD) antybiotyków na 1 000 mieszkańców, podczas gdy średnia OECD wynosi 16 DDD. Te wszystkie problemy kumulują się w postrzeganie systemu zdrowia – tylko 51% Polaków deklaruje zadowolenie z dostępności wysokiej jakości usług medycznych, podczas gdy średnia dla OECD to 64%.

Polacy mają dostęp do swoich danych, ale telemedycyna zrobiła krok w tył

Jak podkreśla raport, technologie cyfrowe, takie jak telemedycyna, elektroniczna dokumentacja medyczna (EDM), cyfrowe terapie i sztuczna inteligencja (AI), są coraz szerzej stosowane, poprawiając ciągłość opieki i terminowość świadczenia usług. Wszystkie kraje OECD inwestują w e-zdrowie i medyczne usługi cyfrowe. I to widać w liczbach. W 2024 r. dostępność internetowych usług cyfrowych w zakresie zdrowia osiągnęła 82%, o 3 punkty procentowe więcej niż rok wcześniej. Pełny dostęp do elektronicznej dokumentacji medycznej zapewniają jednak tylko dwa kraje: Belgia i Estonia. Pozostałe inwestują w zapewnienie interoperacyjności między szpitalami, gabinetami lekarskimi i innymi placówkami opieki zdrowotnej, co nadal jest największym wyzwaniem cyfryzacji. Jak podkreślają autorzy raportu, wymiana danych to nie tylko wyzwanie techniczne, ale także organizacyjne, ponieważ fragmentaryczne dane prowadzą do nieefektywności w systemie, utrudniając ciągłość opieki i blokując rozwój profilaktyki.

% obywateli mających dostęp online do danych medycznych
% obywateli mających dostęp online do danych medycznych

Pod względem dostępu obywateli do elektronicznej kartoteki medycznej Polska wypadła bardzo dobrze, plasując się na 5 miejscu, zaraz po Belgii, Estonii, Danii i Litwie – 92% Polaków ma dostęp do danych na Internetowym Koncie Pacjenta (IKP), podczas gdy średnia dla OECD to 82%. Ale nie wygląda to już tak dobrze pod względem zakresu danych, bo na IKP można znaleźć wykonane świadczenia medyczne, e-recepty i e-skierowania, e-zwolnienia, szczepienia. Brakuje wyników badań laboratoryjnych, zdjęć diagnostyki medycznej czy podsumowań informacji z wizyt lekarskich jak to ma miejsce w Estonii.

Liczba użytkowników IKP rośnie i październiku przekroczyła 20 mln
Liczba użytkowników IKP rośnie i w październiku przekroczyła 20 mln

Do tego nadal z IKP rzadziej korzystają osoby, które mogłyby najbardziej skorzystać na zarządzaniu swoim zdrowiem. Z 20 mln użytkowników IKP, jedynie 29% to osoby po 60 roku życia.

W Polsce telekonsultacje były szeroko stosowane podczas pandemii, ale obecnie są rzadkością
W Polsce telekonsultacje były szeroko stosowane podczas pandemii, ale obecnie są rzadkością

W 2019 r. średnia liczba zdalnych konsultacji telefonicznych lub wideo wyniosła 0,5 na pacjenta rocznie. Do 2021 r. – w wyniku pandemii koronawirusa – wzrosła ponad dwukrotnie do 1,3 telekonsultacji, najbardziej w Izraelu, Hiszpanii, Chorwacji, na Litwie i także w Polsce (1,6 konsultacji na osobę). Do 2023 r. wskaźnik telekonsultacji ustabilizował się na poziomie 1,0 na pacjenta rocznie. Polsce nie udało się w pełni wykorzystać potencjału telemedycyny. Spadek jej wykorzystania po pandemii jest ponad dwukrotny, czyli jeden z największych wśród wszystkich krajów OECD. Raport OECD pokazuje, że transfromacja cyfrowa ochrony zdrowia, ale taka która pozytywnie odbija się na zdrowiu Polaków i dostępności świadczeń, dopiero przed nami. I to mimo tego, że dziś jesteśmy jednym z liderów e-zdrowia w Europie.

ChatGPT wygeneruje w kilka sekund politykę cyberbezpieczeństwa, ale najlepsza jest ta tworzona samodzielnie
ChatGPT wygeneruje w kilka sekund politykę cyberbezpieczeństwa, ale najlepsza jest ta tworzona samodzielnie

Jak zaprojektować testy odporności, przygotować cykliczne szkolenia z bezpieczeństwa danych i regularnie informować o nowych zagrożeniach? Zrób to we własnym zakresie z pomocą AI.

Dostępny od sierpnia 2025 roku nowy model GPT-5 dorównuje albo przewyższa poziom wiedzy eksperckiej człowieka – tak przynajmniej twierdzi szef OpenAI. Czy także w zakresie cyberbezpieczeństwa? Na pytanie o to, jak wzmocnić ochronę danych, otrzymamy praktyczne wskazówki. ChatGPT zasugeruje zabezpieczenia techniczne, szkolenia personelu, tworzenie kopii zapasowych. Ale jego największą zaletą jest możliwość wzmocnienia wiedzy pracowników o tym, jak chronić dane – a wiemy ze statystyk, że za 80% skutecznych ataków hakerów odpowiada właśnie czynnik ludzki. Tę umiejętność ChatGPT można inteligentnie, ale ostrożnie, wykorzystać do poprawy poziomu cyberbezpieczeństwa.

Pobierz bezpłatny raport o cyberbezpieczeństwie w ochronie zdrowia
Pobierz bezpłatny raport o cyberbezpieczeństwie w ochronie zdrowia

Symulacje phishingu

Ataki z wykorzystaniem metod socjotechnicznych, czyli najczęściej phishing, są najczęstszą metodą wykorzystywaną przez hakerów. To od nich zaczyna się 90% skutecznych cyberataków. Wystarczy nieuważnie kliknąć na link w wiadomości e-mail albo SMS i hacker zyskuje dostęp do komputerów, blokuje je i żąda okupu. Jeszcze gorzej, gdy wykrada dane i upublicznia je w darknecie.

Dlatego każda organizacja powinna systematycznie badać, czy pracownicy potrafią rozpoznać fałszywe wiadomości. Do tego służą tzw. ataki symulowane. Taką wiadomość z łatwością przygotuje ChatGPT. Wystarczy poprosić o napisanie „maila typu phishing z NFZ albo dostawcy oprogramowania z informacją o zablokowaniu konta i prośbą o weryfikację tożsamości”. Mamy treść, teraz trzeba odpowiednio zaprojektować wysyłkę. Najlepiej sięgnąć do jednego z wielu dostępnych na rynku narzędzi do symulacji phishingu jak np. Microsoft Attack Simulator. Takich rozwiązań jest dużo i nie kosztują dużo. Narzędzia do symulacji ataków phishingowych od razu raportują, osoby z jakimi adresami e-mail kliknęły w link albo otwarły załącznik w mailu. Taką symulację można przeprowadzać regularnie traktując to w charakterze zabawy, aby pracownicy nie czuli niepotrzebnej presji kontroli.

Newsletter OSOZ

Wirtualny trener dla pracowników

ChatGPT świetnie się sprawdza w charakterze interaktywnego trenera. Zalecanym rozwiązaniem jest stworzenie własnego modelu wytrenowanego na danych placówki, ale to już wyższa szkoła jazdy dla dużych podmiotów, które rozwijają modele działające lokalnie.

W przypadku małych placówek wystarczy uruchomienie bezpłatnego ChatuGPT i poproszenie go o wcielenie się w rolę eksperta cyberbezpieczeństwa w placówce medycznej i zadawanie pytań pracownikowi na np. podstawowym poziomie. W prompcie należy sprecyzować, że każda błędna odpowiedź powinna być korygowana i zadawana w podobny sposób ponownie i aby czat składał się z np. 10 sesji o długości 15 minut każda. W ten sposób ChatGPT sam planuje cały kurs.

Testy i system certyfikacji dla pracowników

Testowanie wiedzy pracowników trzeba dobrze przemyśleć, aby zachować równowagę. Tak, bezpieczeństwo danych jest kluczowe i będzie coraz ważniejsze, ale musi działać w tle. ChatGPT jest źródłem pomysłów, jak stworzyć wewnętrzny, zabawny i oryginalny system certyfikatów traktowanych mniej poważnie. Wszystko zależy od kultury organizacyjnej i hierarchii – w większej organizacji lepiej sprawdzi się sformalizowany system, który pozwoli śledzić postępy wzmacniania poziomu wiedzy z cyberbezpieczeństwa w dużej grupie pracowników; w mniejszej – nieformalne podejście.

ChatGPT jest wprost idealny do tworzenia testów z wiedzy o bezpieczeństwie danych. Wygeneruje pytania otwarte albo testy jedno- i wielkokrotnego wyboru. Przygotuje krótkie studia przypadków i pytania kontekstowe dopasowane do różnych ról w organizacji – od lekarzy i pielęgniarek do rejestratorek i księgowych. Przeprowadzane np. co kwartał testy mogą zawierać przykłady najbardziej aktualnych metod działania hakerów. Testy należy ocenić, przygotować raport słabych i mocnych stron pracownika i na koniec zaproponować indywidualny plan szkoleń.

Weryfikacja i aktualizacja procedur bezpieczeństwa i polityk reagowania na incydenty

Każda placówka powinna mieć – choć w praktyce jest zupełnie inaczej – politykę ochrony danych i reagowania na incydenty. Najczęściej trafia ona na dno szuflady, bo nikt nie ma czasu, aby ją regularnie przeglądać i aktualizować. Ale i tutaj świetnie sprawdzi się ChatGPT. Po wczytaniu dokumentu opisującego politykę bezpieczeństwa (bez podawania danych placówki), AI sprawdzi, czy zawiera on wszystkie niezbędne punkty i podpowie, jak ją udoskonalić. Jeśli w międzyczasie pojawiły się nowe wytyczne, można wprost poprosić ChatGPT o odpowiednie zaktualizowanie procedur.

To samo dotyczy polityki reagowania na incydenty – ta zmienia się w raz z rozwojem placówki i dojrzewaniem cyfrowym. Przykładowo, jeśli podmiot przeszedł na pełną elektroniczną dokumentację medyczną, za tym muszą iść odpowiednie korekty w dokumentach opisujących, co robić w przypadku ataku. Kiedyś to zadanie było żmudne i wymagało przeglądu całych dokumentów. Dzisiaj w kilka sekund zrobi to za nas ChatGPT.

Co więcej, ChatGPT może wykryć niespójności z RODO, EU AI Act a nawet z dyrektywą NIS2 i interpretacjami, które opublikowano już w tym zakresie. Po wczytaniu Ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa i dostępnych wytycznych, ChatGPT krok po kroku przygotuje do audytów zewnętrznych.

Symulator sytuacji kryzysowej

Scenariuszy ataków hakerskich może być wiele: zablokowanie systemów kontrahenta, przykładowo laboratorium wykonującego badania albo firmy cateringowej, groźba publikacji wrażliwych danych pacjentów itd. Jak reagować w takiej sytuacji? Udany atak hakerski to duży stres dla organizacji i w takim przypadku trzeba działać szybko i zgodnie z góry zaplanowanym harmonogramem. Każdy musi wiedzieć co robić, musi być jasne, kto za co odpowada, aby atak nie stał się zagrożeniem dla zdrowia i życia pacjentów. Do tego służą symulacje sytuacji kryzysowych. Może je wygenerować ChatGPT, testując opcje, których czasami nawet nie możemy sobie wyobrazić, a przez które przeszły inne placówki zdrowia.

ChatGPT jako doradca ds. bezpieczeństwa i twórca newslettera

Według statystyk Centrum e-Zdrowia, tyko co trzecia placówka posiada wewnętrzną komórkę ds. bezpieczeństwa danych. Rzeczywistość jest taka, że zadania z tym związane są delegowanie do działu IT (jeśli jest) albo osoby z działu organizacji. Z danych Centrum e-Zdrowia wynika, że 30 proc. podmiotów nigdy nie opublikowało dokumentu polityki cyberbezpieczeństwa.

Cyberochrona nie jest wyłączną kompetencją i często tonie w masie innych obowiązków. Dlatego ChatGPT może być tymczasową pomocą – cyfrowym doradcą. Potrafi naprawdę wiele – zaplanuje harmonogram wdrażania wymagań związanych z dyrektywą NIS2, streści długie raporty i rekomendacje, stworzy plan szkoleń. Od czego zacząć? Od eksperymentowania z wymienionymi zadaniami.

Jeszcze kilka lat temu samodzielne przygotowanie newslettera wewnętrznego o nowych zagrożeniach i z krótkimi praktycznymi radami dla personelu wymagałoby przynajmniej jednego dnia pracy. Dziś zrobi to AI. Ale w pracy z ChatGP obowiązuje ważna zasada: AI nie może uzyskać dostępu do danych pacjentów. Wszystkie wczytywane do modelu dokumenty należy pozbawić danych adresowych (optymalne są modele działające lokalnie). Nowy model GPT-5 nadal, choć rzadziej, halucynuje, dlatego w kwestii cyberbezpieczeństwa najlepiej stosować go do mniej strategicznych zadań jak wspomniane testy czy symulacje phishingu, a kwestie technicznych i organizacyjnych zabezpieczeń pozostawić ekspertom.

Przejście na EDM to klasyczny przypadek gry koordynacyjnej, w której najważniejsze jest to, ilu graczy już wdrożyło EDM
Przejście na EDM to klasyczny przypadek gry koordynacyjnej, w której najważniejsze jest to, ilu graczy już wdrożyło EDM

W 2026 roku EDM obchodzi jubileusz, którego nie powinna obchodzić: 5 lat opóźnień. Według ostatnich statystyk, 6 na 10 placek prowadzi EDM. Kiedy uda się w końcu dokończyć jej wdrażanie? Sięgając do teorii gier i modelu dyfuzji innowacji wytypowaliśmy dwa najbardziej prawdopodobne scenariusze. Obydwa zaskakują.

Wdrożyć czy nie wdrożyć EDM?

Z perspektywy teorii gier, wdrożenie elektronicznej dokumentacji (EDM) medycznej można potraktować jako klasyczny dylemat interesów i współpracy. Kiedy w życie wszedł obowiązek EDM, czyli 1 lipca 2021 roku, każda placówka stanęła przed tym samym pytaniem: wdrożyć od razu, ponosząc koszty finansowe, czasowe i organizacyjne, czy zwlekać, licząc, że inni też tego nie zrobią i w ten sposób większość opóźnionych będzie miała siłę przebicia, a MZ nie odważy się wdrożyć środków przymusu.

Ci, którzy do dziś zwlekają z EDM wychodzą z pragmatycznego założenia: w krótkim okresie bardziej opłaca się „nie wdrażać”. Podmiot unika kosztów, wysiłku organizacyjnego i ryzyka potencjalnych zakłóceń. Jednak w dłuższej perspektywie, wraz z tym jak coraz więcej placówek przechodzi na EDM, zwlekanie się nie opłaca, bo traci się korzyści, do których mają dostęp inni, czyli wymianę danych i koordynację opieki. Z jedną uwagą: ta korzyść może mieć inną wagę w zależności od tego, jak placówka postrzega cyfryzację – jako koszt czy inwestycję – oraz która perspektywa jest dominująca – krótko- czy długoterminowa. Niezależnie od tego, teoria gier sugeruje też, że jeśli wskaźnik placówek prowadzących EDM przekroczy 50%, szala się odwraca na niekorzyść spóźnionych.

To klasyczny przypadek gry koordynacyjnej, w której najważniejsze jest to, ilu graczy już wdrożyło EDM. W teorii gier mówi się tu o tzw. punkcie równowagi Nasha. To stan, gdy – w omawianym przypadku – żaden z podmiotów nie ma motywacji, by zmienić swoją decyzję. Przykładowo, nawet jeśli większość innych placówek już wdrożyła EDM, mniejsze placówki i tak nie zmienią swojej decyzji o niewdrażaniu, bo ich indywidualny koszt nadal nie przewyższa potencjalnych plusów, niezależnie od tego, jak są one oczywiste z punktu widzenia lekarza czy pacjenta. Jeśli w lokalnym ekosystemie jest więcej takich placówek, wzmacniają się w przekonaniu, że robią dobrze. Jak widać, gra toczy się o postrzegane, a nie obiektywne korzyści i koszty.

Model adaptacji innowacji na rynku
Model adaptacji innowacji na rynku

„Maruderów” zmusi tylko prawo

Jeśli teorię gier uzupełnimy teorią dyfuzji innowacji otrzymamy przybliżoną liczbę, ile placówek nie wdroży EDM bez przymusu. Zgodnie z nią, każda innowacja przechodzi przez 5 faz i ma 5 grup użytkowników. Wcześni innowatorzy, czyli pionierzy z entuzjazmem wdrażają nowinki, ale stanowią tylko ok. 2,5% docelowych użytkowników technologii. Za nimi idą wcześni naśladowcy, których przekonują argumenty pionierów. Jest ich ok. 13,5%. Kolejną grupą jest wczesna większość, stanowiąca 34% wszystkich adresatów technologii. Są oni sceptyczni na początku, ale widząc, że wszystko działa jak trzeba, w końcu decydują się na wdrożenie. Dalej jest późna większość (także 34%), czyli ci, którzy wdrażają, bo rośnie presja. Na tym etapie jest właśnie wdrażanie EDM i jeśli Ministerstwo Zdrowia zna teorię gier, to strategicznie czeka, aż zrobi to min. 50% późnej większości. Dlaczego? Bo wie, że tzw. maruderów (16%) przekona już jedynie przymus. Ale jeśli EDM wdroży 70–80%, co jest realne, będzie miało twardy argument do opcji atomowej, czyli np. rozliczeń z NFZ na podstawie świadczeń medycznych indeksowanych w P1. Wtedy zyska poparcie większości, która traci na tym, że mniejszość zwleka. Ta teoria też jasno pokazuje, że prędzej czy później opcja przymusu będzie nieunikniona. Niezależnie od tego, jak dobra jest technologia, sceptycy zawsze byli i będą.

Skoro EDM przeszła już pierwsze trzy etapy krzywej wdrażania technologii i znajduje się w czwartej na pięć faz, sprawa jest jasna: EDM nie jest już kwestią ani technologii, ani kosztów, ale społeczną. Barierą są przyzwyczajenia i strach przed zmianą. Oczywiście mały margines trzeba zostawić dla placówek, które faktycznie borykają się z obiektywnymi przeszkodami jak np. brak dostępu do dobrego połączenia internetowego.

Newsletter OSOZ

Modele modelami, ale do tego dochodzi polityka

Te symulacje trzeba skorygować danymi historycznymi i polityką. EDM miała być obowiązkowa od 1 lipca 2021 roku, czyli na półmetku rządu Prawa i Sprawiedliwości, które to wygrało wybory w 2019 roku. Według badania stopnia informatyzacji prowadzonego przez Centrum e-Zdrowia, w 2021 roku EDM prowadziła zdecydowana mniejszość. Przykładowo, rok przed wyborami, bo w 2022 roku, 45,7% badanych zadeklarowała, że prowadzi EDM w zakresie informacji dla lekarza kierującego świadczeniobiorcę do poradni specjalistycznej lub leczenia szpitalnego o rozpoznaniu, sposobie leczenia, rokowaniu, ordynowanych lekach, środkach spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego i wyrobach medycznych; 28,4% badanych placówek – w zakresie wyników badań laboratoryjnych wraz z opisem, a co trzeci ankietowany podmiot (33,2%) – w zakresie opisu badań diagnostycznych innych niż laboratoryjne. Czyli nadal zdecydowanie za mało, aby ryzykować politycznie opcję przymusu przed wyborami w 2023 roku. I tak PiS odstawił EDM na bok.

Już w innej sytuacji jest obecna Koalicja Rządząca. Kolejne wybory są w 2027 roku. W 2026 roku procent placówek prowadzących EDM przekroczy najpewniej ok. 60%. Jeśli tak się stanie, wprowadzenie przymusu będzie już odpowiednio uzasadnione, ale nadal ryzykowne – na rok przed wyborami lepiej unikać wrażliwych tematów. W międzyczasie o wiele ważniejsze jest wdrożenie Centralnej e-Rejestracji, bo to ona ma „dowieźć” wyborczą obietnicę skrócenia kolejek. Przymus i osiągnięcie 100% placówek prowadzących EDM nie przyniesie medialnie atrakcyjnych korzyści dla pacjentów, które można by wykorzystać w kampanii – to, co liczy się dla pacjentów, to kolejki do lekarzy, a nie wyższa jakość opieki czy koordynacja wynikająca z możliwości wymiany danych.

Pobierz nowy numer czasopisma OSOZ
Pobierz nowy numer czasopisma OSOZ

Co z tego wynika? Trzy scenariusze. Pierwszy z nich zakłada efekt domina. Wdrażanie przekracza punkt przeciążenia, czyli 60% podmiotów z EDM, a placówki zaczynają odczuwać korzyści z wymiany danych. Opóźnieni widzą, że nie ma już odwrotu od EDM. Coraz częściej pojawiają się informacje o rozliczeniach z NFZ na podstawie zdarzeń medycznych indeksowanych w P1, koordynacja opieki nie jest możliwa bez EDM. W teorii gier to moment, w którym strategia „wdrażam EDM” staje się dominująca, bo zapewnia przynależność do większości i realne korzyści. Nikt nie chce być na końcu, a to odczucie wkrótce zacznie pukać do drzwi „maruderów”.

W drugim scenariuszu EDM osiąga stan równowagi Nasha: część placówek konsekwentnie nie będzie prowadziła EDM, ale nie przeszkadza im to funkcjonowaniu. Na tym etapie nie pomoże już wsparcie finansowane dla opóźnionych, zresztą byłoby ono niesprawiedliwe w stosunku do tych, którzy EDM wdrożyli po własnych kosztach.

W trzecim, najbardziej prawdopodobnym scenariuszu, adopcja EDM będzie powoli osiągać poziom ok. 70%. Wówczas MZ może wykorzystać argument, że większość już wdrożyła i zmusić „maruderów”. Opcja szoku regulacyjnego jest nieunikniona, bo inaczej mniejszość będzie blokowała pełne korzyści z EDM. Pozostaje pytanie, czy stanie się to jeszcze przed wyborami w 2027 czy dopiero po nich.

W modelu dyfuzji innowacji, tempo adopcji (krzywa S) przyspiesza po przekroczeniu progu 50%, a potem spowalnia, gdy zbliża się do nasycenia (100%). Jeśli obecne 60% odpowiada środkowi krzywej, możemy oczekiwać, że w ciągu 2–3 lat poziom adopcji osiągnie ok. 75%, o ile nie wystąpią jakieś nieprzewidywalne sytuacje.

Zwlekający z EDM są na przegranej pozycji

EDM jest już technicznie dojrzała i teraz jej wdrożenie zależy bardziej od mechanizmów społecznych i regulacyjnych niż od technologii. Teoria gier wskazuje, że placówki zachowują się racjonalnie w sensie lokalnym – minimalizują własne ryzyko. Teoria dyfuzji innowacji z kolei pokazuje, że dalszy rozwój zależy od motywacji późnej większości i maruderów, którzy reagują głównie na presję społeczną i administracyjną.

Doszliśmy już do 60%, czyli punktu przeciążenia. MZ powinno teraz szeroko komunikować korzyści EDM, także do pacjentów. Jeśli zabraknie zachęt lub zapowiedzi sankcji, EDM może się zatrzymać na obecnym poziomie, a podział pomiędzy prowadzącymi i nieprowadzącymi EDM utrwali się na długo. Jaka jest zatem nasza prognoza? Według wszystkich modeli, EDM zostanie w 100% wdrożona na przełomie 2026/2027 albo w drugiej połowie 2028 roku. Wynika to z teorii adaptacji technologii i kalendarza wyborów. W 2026/2027 roku kiedy można będzie powołać się na większość tych, którzy wdrożyli EDM, odbierając argumenty mniejszości. 2028 rok, bo po wygranych wyborach nie zaczyna się od restrykcji. Miejmy nadzieję, że pełne wdrożenie EDM jest kwestią 2–3 lat.

Różne aplikacje, różne formaty danych i chaos informacyjny - to codzienność placówek zdrowia
Różne systemy IT, różne formaty danych i chaos informacyjny – to codzienność placówek zdrowia

Każda placówka ma swoją indywidualną historię cyfryzacji. Oprogramowanie IT rozrasta się, dochodzą nowe aplikacje – czasami innych dostawców. Placówka stopniowo dojrzewa cyfrowo, ale wraz z tym infrastruktura danych staje się coraz bardziej zawiła, aż w końcu nikt nad nią nie panuje. Taki stan, pod którym może podpisać się wiele przychodni i szpitali, to nie tylko problem danych, ale i koordynacji opieki.

Dane determinują płynność działania i jakość opieki

Kiedy wchodząc do placówki medycznej wszystko działa jak trzeba, to znak, że informacje płynnie przepływają pomiędzy pracownikami, wydziałami, administracją i częścią kliniczną. Pacjent nie oczekuje zbyt długo na wizytę, każdy dokładnie wie, co robić, nie ma pośpiechu na korytarzu. Lekarz ma dostęp do danych pomagających mu podejmować decyzje, a cała uwaga skupia się na pacjencie, a nie na procesach administracyjnych.

Zakłóceń w przepływie informacji zazwyczaj nie widać, ale z czasem kumulują się one w duże nieefektywności. Panuje chaos, pracownicy tracą czas na szukaniu informacji, a to odbija się na jakości opieki nad pacjentem. To pierwszy znak, że trzeba uporządkować i uprościć przepływy informacji i uporządkować dane.

Zdecydowana większość menedżerów ochrony zdrowia wie, jak ważny jest niezakłócony obieg informacji. Ale niewielu może się pochwalić dobrze działającą infrastrukturą danych. Od czego zacząć? Przede wszystkim od weryfikacji, jak i gdzie dane są przechowywane. Jeśli na tej liście jest kilka niepołączonych ze sobą systemów, rozwiązanie musi być radykalne: wprowadzenie jednego, zintegrowanego systemu z jedną bazą danych. I to możliwie szybko.

9 bazowych pytań, od których zaczyna się wzmacnianie infrastruktury danych
9 bazowych pytań, od których zaczyna się wzmacnianie infrastruktury danych

Niewidzialna ręka dobrej cyfryzacji

Wymiana systemu może być droga, ale w efekcie suma wydatków zamortyzuje się w kilka lat. Czasami potrzebna będzie tylko rozbudowa już posiadanego systemu, jeśli jest on na tyle elastyczny i daje takie możliwości. Przy tym trzeba myśleć nie o dzisiejszych potrzebach, ale o tym, co będzie za kilka lat. Biorąc pod uwagę bezpieczeństwo danych, upowszechnienie algorytmów AI oraz integrowanie przepływów danych między placówką a pacjentem, pierwszym wyborem jest chmura danych. Ta pozwoli wdrażać elastycznie nowe technologie jak generatywną sztuczną inteligencję.

Newsletter OSOZ

Dobry system daje gwarancję, że w razie potrzeby będzie go można skalować, elastycznie rozbudowywać, dostosowywać do nowych wymagań raportowania i potrzeb biznesowo-klinicznych. Doświadczony dostawca zaoferuje na czas potrzebny upgrade, moduł do obsługi nowej specjalizacji w ramach rozwijającej się placówki albo rozwiązanie AI, które stało się właśnie technologicznie możliwe, a które znacznie ułatwia pracę. Dobrym przykładem są wymagane centralnie funkcjonalności e-zdrowia jak EDM czy Centralna e-Rejestracja. Klienci dużych firm IT mogli je wdrożyć na wczesnym etapie, bo mają odpowiednie zasoby kadrowo-logistyczne, aby szybko przygotować i udostępnić nową funkcjonalność

Ale to też pewność, że dane są dobrze chronione dzięki wbudowanym zabezpieczeniom zgodnym z najnowszymi standardami. Tego też nie widać na pierwszy rzut oka, ale bezpieczeństwo danych jest podstawą zaufania pracowników do cyfrowej infrastruktury.

Infrastruktura IT gotowa na centralne wymagania i warunki rynkowe

Infrastruktura cyfrowa jest jak żywy organizm – musi ciągle się rozwijać, a czasami nawet wyprzedzać aktualne wyzwania zarządzania danymi. Dzisiaj dane są jeszcze zamknięte w placówkach i tylko niektóre z nich – na razie w ramach Elektronicznej Dokumentacji Medycznej – są wymieniane. Niedługo dołączą do nich nowe dokumenty obligatoryjne w EDM, powstaje Centralna e-Rejestracja, lekarze zyskają dostęp do podsumowania pacjenta (Patient Summary) wdrażanego w ramach Europejskiej Przestrzeni Danych Zdrowotnych (EHDS). MZ ma ambicję wprowadzenia standardu zapisu wyników badań laboratoryjnych (LOINC). Można się spodziewać kolejnych programów profilaktycznych, a za kilka lat standardem może być opieka farmaceutyczna i opieka koordynowana w kolejnych grupach pacjentów – to wszystko powoduje, że placówki zdrowia będą wymieniały ze sobą kolejne rodzaje danych. I to nie tylko między sobą, ale też z aptekami.

Oprócz tych zewnętrznych zmian w systemie zdrowia, motywacją do priorytetowego traktowania ekosystemu danych powinny być też wewnętrzne korzyści: sprawniejsza komunikacja z pacjentem, szybsze podejmowania decyzji medycznych opartych na dowodach, mniejsze obciążenia administracyjne. Do tego dochodzi cały szereg nowych możliwości, które uwolnią algorytmy AI. Oczywiście można podważać sens proaktywnej cyfryzacji, dbania o dane i wdrażania nowości IT argumentując, że płatnik publiczny nie płaci za jakość, ale za wykonania. To jednak błędne koło – placówka zdrowia nie tylko musi zadbać o dodatni wynik finansowy, ale też o swoich pracowników, zwłaszcza w sytuacji braków kadrowych. Dobra infrastruktura danych pozytywnie odbija się na obydwu elementach, likwidując nieefektywności, marnotrawstwo zasobów i oszczędzając czas. Suma summarum ostatecznie największym beneficjentem będzie pacjent.

1 2 3 4 5 134