
– Jestem podekscytowana zastosowaniami sztucznej inteligencji w medycynie. Ale zaczynamy od niewłaściwej strony – mówi Prof. Ariel Dora Stern, profesor Harwardzkiej Szkoły Biznesu oraz ekspertka ds. zdrowia cyfrowego w Instytucie Hasso-Plattnera.
Jak ocenia Pani cyfryzację opieki zdrowotnej w Europie?
Jest nadal wiele do zrobienia i dużo możemy nauczyć się od innych, zwłaszcza od USA, gdzie proces cyfryzacji rozpoczął się dużo wcześniej, bo w 2009 roku wraz z wejściem w życie HITECH – ustawy, która miała zachęcić świadczeniodawców opieki zdrowotnej do wdrożenia elektronicznej dokumentacji medycznej.
Moim zdaniem, cyfryzacja ochrony zdrowia jest obowiązkiem systemów zdrowia w Europie. Obowiązkiem wobec pacjentów – aby w sposób odpowiedzialny zbudować zorientowane na obywateli i etyczne cyfrowe rozwiązania w medycynie. Ale też obowiązkiem wobec lekarzy – aby mogli oni pracować bez obciążeń administracyjnych prowadzących do wypalenia zawodowego.
Czego Europa może nauczyć się od USA na temat wdrażania innowacji?
Podczas mojej pracy w USA współpracowałam z Centrum Innowacji szpitala klinicznego na Uniwersytecie w Harvardzie. Od tego czasu badam rolę szpitalnych centrów innowacji, szczególnie tych zlokalizowanych w akademickich centrach medycznych. Jestem przekonana, że jednym z najważniejszych narzędzi stymulującym wdrażanie wartościowych, przyjaznych dla lekarzy innowacji jest stworzenie odpowiednich struktur w ramach placówek medycznych. W USA są to właśnie centra innowacji.
Amerykańskie szpitale wiedzą, jak tworzyć pozytywną kulturę wokół innowacji i odpowiednie warunki dla innowatorów klinicznych do komercjalizacji ich technologii. Takiego podejścia brakuje w Europie.
Co będzie miało największy wpływ na cyfrową transformację medycyny?
Pierwszym przykładem jest Europejska Przestrzeń Danych Zdrowotnych – European Health Data Space. Jestem ostrożną optymistką, jeśli chodzi o projekty takie jak EHDS. Jego udane wdrożenie będzie efektem dobrze przeprowadzonej transformacji cyfrowej, a nie – jak wielu uważa – jej katalizatorem. EHDS będzie papierkiem lakmusowym digitalizacji sektora zdrowia.
Osobiście jestem podekscytowana zastosowaniami sztucznej inteligencji w medycynie. Ale i w tym przypadku zaczynamy od niewłaściwej strony – aby wykorzystać potencjał AI, potrzebujemy dużych, reprezentatywnych zbiorów danych. Są one niezbędne, aby tworzyć wysokiej jakości algorytmy AI. W Europie takich zbiorów Big Data po prostu nie mamy.
Dodam jeszcze jeden element – AI odegra dużą rolę w digitalizacji danych zdrowotnych, także tych retrospektywnych. To zadanie, z którym wcześniej nie mogliśmy sobie poradzić. Jestem też optymistycznie nastawiona do narzędzi AI pozwalających zmniejszać obciążenia administracyjne lekarzy. Będą one stopniowo wdrażane na szeroką skalę, tak samo jako algorytmy AI tworzone w celu poprawy diagnozy i generowania zaleceń dotyczących leczenia – czyli systemy podejmowania decyzji klinicznych.
A co z unijną ustawą o AI? Czy nie zahamuje rozwoju AI w medycynie?
Jest zbyt wcześnie, aby ocenić wpływ EU AI Act na sektor zdrowia. Nadal istnieją duże nieścisłości dotyczące interpretacji nowego prawa, brakuje konkretnych wytycznych. Rozstrzygające będą pierwsze wyroki sądowe, na które trzeba będzie jeszcze poczekać.
Musimy jednak liczyć się z efektem, który nazywam „niepewnością regulacyjną”. Optymizm inwestorów i zapał innowatorów tworzących systemy oparte na AI mogą zostać ostudzone, nawet jeśli samo prawo nie stoi teoretycznie na przeszkodzie.
Jakie zmiany regulacyjne są potrzebne, aby rozwiązania cyfrowe w ochronie zdrowia zaczęły szybciej trafiać do pacjentów?
Po obu stronach Atlantyku – w Europie i USA – zmagamy się z faktem, że wiele narzędzi cyfrowych, w tym między innymi tzw. terapie cyfrowe, podlega prawnej definicji wyrobu medycznego. Terapie cyfrowe (red.: np. aplikacje mobilne stosowane w terapii chorób przewlekłych jak cukrzyca albo bezsenność) są oczywiście produktami terapeutycznymi. Dlatego ich uregulowanie w celu zapewnienia bezpieczeństwa i efektywności działania jest w pełni uzasadnione. Nie sądzę jednak, że europejskie przepisy w zakresie wyrobów medycznych, tworzone wyłącznie z myślą o klasycznych urządzeniach, nadają się w stosunku do nowej klasy rozwiązań terapeutycznych.
Potrzebujemy odrębnych ram regulacyjnych dla zdrowia cyfrowego, którymi można by objąć cyfrowe terapeutyki, rozwiązania SaMD (oprogramowanie jako wyrób medyczny) a także cyfrowe wyroby medyczne łączące w sobie sprzęt i oprogramowanie. Takie przepisy muszą uwzględniać cel rozwiązania i jego zmienność, czyli dynamiczny rozwój przykładowo w związku z dochodzeniem nowych opcji albo trenowaniem modeli AI. To pozwoliłoby na stworzenie nowych strategii refundacji. Te muszą także ewoluować wraz z rozwojem produktu cyfrowego. Tylko w ten sposób możemy zagwarantować szybką adopcję innowacji e-zdrowia na rynku.
Czyli coś na kształt francuskiego modelu refundacji rozwiązań cyfrowych Pecan albo niemiekiego DiGA?
Jestem zwolenniczką tzw. „dynamicznej oceny technologii medycznych” dla cyfrowych aplikacji zdrowotnych. W Europie wdrożono już kilka nowych przepisów będących próbą szybszej integracji tego typu rozwiązań na rynku zdrowia. Przykładem jest wspomniany francuski Pecan czy niemiecka DiGA, czyli ścieżka refundacji dla aplikacji zdrowotnych. To dobry początek, ale zarówno Pecan jak i DiGA są statyczne i także nie uwzględniają elastyczności rozwoju produktów e-zdrowia.
Brak jasnych zasad oceny powoduje, że placówki medyczne są zdane na siebie jeśli chodzi o wybór rozwiązań cyfrowych. Inaczej mówiąc – wybierają je na chybił-trafił.
To spore wyzwanie. Problemem jest dodatkowo to, że nawet do oceny kosztów i korzyści innowacji cyfrowych – która musi być podstawą podejmowania decyzji o zakupie nowych systemów – brakuje danych. Nie można ocenić wpływu nowych technologii na produktywność bez faktycznego pomiaru produktywności. Oczywiście wartość i korzyści płynące z innowacji mogą ewoluować w czasie i to też trzeba uwzględnić. Ale pierwszym krokiem jest określenie jasnego punktu odniesienia: co chcemy osiągnąć i czy wybrane rozwiązanie to gwarantuje. W przeciwnym przypadku będziemy wydawali pieniądze w ciemno. Tym samym wracamy do punktu wyjścia: dane są potrzebne nie tylko do trenowania modeli AI i podejmowania decyzji, ale także do tego, aby podejmować racjonalne, oparte na faktach i badaniach decyzje.
Czytaj także: Jak wdrożyć AI i LLM w szpitalu? Case study ze Szwajcarii

Badania nad nowymi lekami i terapiami pochłaniają ogromne budżety i trwają latami. Ma to zmienić sztuczna inteligencja, która jest w stanie odkrywać nowe cząsteczki chemiczne leków znacznie szybciej i taniej. Aby tak się stało, potrzebne są jednak ogromne moce obliczeniowe, które mogą zaoferować tylko komputery kwantowe. Kiedy się ich doczekamy?
„Sztuczna inteligencja na sterydach” – tak naukowcy nazywają potocznie połączenie AI i komputerów kwantowych. Sztuczna inteligencja jest już gotowa, do sukcesu brakuje jeszcze komputerów kwantowych, które pomogłyby wykorzystać pełne możliwości nowych modeli AI w naukach medycznych.
Postępy AI w ostatnich dwóch latach spowodowały, że każda licząca się firma farmaceutyczna już eksperymentuje z AI do prac nad nowymi lekami. Systemy takie jak AlphaFold 3 są zdolne modelować trójwymiarowe struktury białek, DNA, RNA, umożliwiając analizę modyfikacji chemicznych regulujących funkcje komórkowe i mających kluczowe znaczenie dla zdrowia organizmu człowieka. Tego typu symulacje wymagają jednak ogromnych mocy obliczeniowych. To dlatego USA – a ostatnio także Europa – budują ogromne centra obliczeniowe, w których m.in. firmy działające w obszarze nauk o zdrowiu trenują modele AI albo przeprowadzają obliczenia.
Jednak nawet najpotężniejsze centra danych mogą wkrótce okazać się niewystarczające, bo klasyczne komputery oparte na wysokowydajnych procesorach mają trudności z symulowaniem złożonych cząsteczek ze względu na wykładniczy wzrost wymagań obliczeniowych. Znacznie lepiej poradzą sobie z nimi komputery kwantowe. Niektóre zadania, które dostępnym komputerom mogłyby zająć setki a nawet miliardy lat, komputery kwantowe są w stanie przeprowadzić w kilka minut albo godzin. Przynajmniej w teorii.
Naukowcy są zgodni, że komputery kwantowe są konieczne, aby jeszcze szybciej opracowywać nowe, personalizowane terapie np. w przypadku nowotworów. Mogą one znacznie dokładniej modelować interakcje mechaniki kwantowej. Symulując zachowanie elektronów w cząsteczkach, pomogą m.in. zrozumieć, w jaki sposób cząsteczki chemiczne leków oddziałują na układy biologiczne pacjentów o określonych cechach.
Nic dziwnego, że quantum computing zainteresowana jest poważnie big pharma. Przykładowo, w 2024 roku Merck nawiązał trzyletnią współpracę z HQS Quantum Simulations w celu stworzenia oprogramowania do odkrywania leków. W 2023 roku Bayer i Google Cloud ogłosiły współpracę w celu przyspieszenia prac nad lekami poprzez wykorzystanie jednostek przetwarzania tensorowego (TPU) Google Cloud do obliczeń chemii kwantowej na dużą skalę. Partnerstwo ma na celu udoskonalenie modelowania in silico systemów biologicznych i chemicznych.
Kooperację nawiązały też Moderna i IBM. Razem chcą zbadać możliwości obliczeń kwantowych i AI do przyspieszenia badań nad mRNA. Jeszcze innym przykładem jest Qubit Pharmaceuticals oferujące wsparcie w badaniach nad nowymi lekami „z kwantową dokładnością” z użyciem superkomputera Gaia z 200 procesorami graficznymi Nvidia. Z kolei dzięki umowie z IBM, pierwszy eksperymentalny komputer kwantowy stanął w Klinice Cleveland. Naukowcy korzystają z niego do odkrywania nowych metod leczenia i badań w dziedzinie biomedycyny.
Choć prace nad komputerami kwantowymi trwają od lat, nadal nie udało się opracować wydajnych i stabilnych w działaniu maszyn. Przeszkód jest kilka. Urządzenia tego typu opierają się na nie do końca zbadanych zasadach teoretycznych fizyki kwantowej. Budowa komputerów kwantowych jest kosztowna i energochłonna – stabilność stanów kwantowych wymaga temperatury bliskiej zera absolutnego, czyli -273 stopni Celsjusza. Choć swoje komputery rozwijają wszystkie największe firmy technologiczne jak Google, IBM, Intel, Microsoft czy NVIDIA, osiągnięte wydajności jeszcze nie przekraczają tych możliwych do osiągnięcia przez klasyczne procesory. Największym problemem są jednak błędy w obliczeniach, które na razie wykluczają ich zastosowanie w medycynie, gdzie pomyłki mogą kosztować życie.

Mimo to wyścig kwantowy trwa. Do 2028 roku pierwszy komputer kwantowy chce opracować IBM. W grudniu 2024 r. Google zaprezentował swój nowy procesor kwantowy Willow. W testach wykonał on w mniej niż 5 minut obliczenia, które zajęłyby jednemu z najszybszych dostępnych superkomputerów 10 septylionów lat (10 000 000 000 000 000 000 000 000 000 lat).
W marcu 2025 r. NVIDIA zorganizowała pierwszy w historii Quantum Day. Założyciel i dyrektor generalny, Jensen Huang, zaprosił liderów branży, aby omówić rozwój obliczeń kwantowych. Optymizm inwestorów nie gaśnie. W lutym 2025 r. QuEra, startup zajmujący się obliczeniami kwantowymi, uzyskał finansowanie o wartości 230 mln USD, przy wsparciu takich gigantów jak Google Quantum AI i SoftBank Vision Fund.
Niektórzy eksperci chłodzą emocje: opracowanie komputerów kwantowych do praktycznego zastosowania może zająć lata albo i nawet dekady. W badaniu opublikowanym w 2020 r. oszacowano, że wiarygodne obliczenia kwantowe (czyli takie, które są odporne na nadal powszechne błędy) są mało prawdopodobne przed 2026 r. Niektórzy szacują, że pierwsze komputery kwantowe nie pojawią się przed 2039 r. Obliczenia kwantowe mają potencjał do rozwiązywania wielowymiarowych problemów, czyli takich, z którymi mierzy się medycyna. Większość prac nad komputerami kwantowymi skupia się nad ich zastosowaniem właśnie w ochronie zdrowia. Stawką jest skuteczne leczenie chorób, z którymi nadal medycynie nie udało sobie poradzić.
Czytaj także: Czy dzięki AI i nanorobotom osiągniemy długowieczność?

Nawet 50% czasu pracy lekarza pochłaniają obowiązki administracyjne: raportowanie, notatki w EDM, wystawianie recept i skierowań. Dobrze wdrożone systemy IT mogą zmniejszyć ten odsetek o kilka punktów procentowych, co przekłada się na oszczędność kilkudziesięciu minut dziennie oraz wyższy komfort pracy.
W tempie pracy lekarze często nie mają czasu na dobrą konfigurację systemu IT. A taka może zaoszczędzić nawet do kilku minut na wizycie. Dobre systemy IT mają rozbudowane opcje pozwalające personalizować system w zależności od procedur pracy, projektować formularze wywiadów medycznych, korzystać z baz danych ułatwiających wystawianie recept i szukanie informacji o lekach, drukować wskazówki dla pacjentów, automatycznie uzupełniać informacje itd. Dla bardziej zaawansowanych są też dostępne opcje dyktowania notatek. Najważniejsze jest takie ustawienie pulpitu pacjenta, aby wszystkie informacje były widoczne na pierwszy rzut oka. Każde ograniczenie liczby kliknięć czy przełączeń pomiędzy oknami przelicza się na mniej czasu przed komputerem.
Odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania na stronie internetowej, predefiniowane automatyczne odpowiedzi e-mail, rejestracja on-line na wizytę, telekonsultacje, automatyczne płatności w przypadku świadczeń prywatnych – nie trzeba czekać na AI, aby już automatyzować pracę. Do tego część pacjentów można przyjąć on-line, np. w przypadku mniej skomplikowanych problemów albo konieczności wystawienia e-recepty na kontynuację leczenia. Zaleca się zarezerwować dedykowane godziny w kalendarzu, oddzielając wizyty osobiste i wirtualne oraz zachowując odpowiedni balans między nimi.
Internetowa rejestracja to najprostszy sposób na zaoszczędzenie czasu, ponieważ cały proces wyboru terminu wizyty według osobistych preferencji przeprowadza samodzielnie pacjent. Korzyści są obustronne: mniejsza liczba telefonów w placówce i większa elastyczność w zarządzaniu kalendarzem po stronie pacjenta. Dostępne dane sugerują, że 20% pacjentów jest gotowych od razu skorzystać z e-rejestracji. To oznacza 20% mniej czasu spędzonego na odbieranie telefonów. Jeśli gabinet otwarty jest 6 godzin, przelicza się to na kilkanaście minut mniej na telefony. Idealnym rozwiązaniem jest zaoferowanie rejestracji on-line przez aplikację mobilną, która przyda się też do innych celów, jak np. przekazywanie e-recept albo komunikacja z pacjentem.
No-shows, pilne przypadki i pacjenci wymagający większej uwagi – w tym badań przeprowadzonych na miejscu – często powodują, że cała organizacja dnia pracy nagle się sypie. Efekt: pacjenci czekają dłużej w kolejce niż planowali, robi się napięta i nerwowa atmosfera. Pewne wzorce zaburzeń rytmu wizyt można wychwycić z meta-analiz danych kalendarza. Takie narzędzia klasy business intelligence posiadają już niektóre systemy IT, wychwytując niewidoczne gołym okiem wzorce. Wnioski mogą okazać się przydatne w jeszcze lepszym zaplanowaniu dnia pracy. Na ich podstawie można wprowadzić kilka udoskonaleń. Przykładowo, określić np. ograniczenia dotyczące odwołania on-line wizyty (np. nie później niż 48 godzin przed wizytą) albo zaplanować dodatkowe interwały czasu na przypadki pilne dopasowane do sezonów grypy i przeziębienia.
Oczywistość, którą trudno czasami zrealizować: im większa integracja pomiędzy różnymi systemami IT, tym łatwiejsza praca. Jeśli dane z laboratorium od razu spływają do systemu gabinetowego, a do tego są od razu oznaczane w przypadku wartości poza normą, duża część zadań administracyjnych z tym związanych odpada. Integracja danych ma jeszcze większe znaczenie w przypadku opieki koordynowanej, bo pozwala śledzić etap opieki i dane/zalecenia wprowadzane przez innych specjalistów.
Pacjentów można podzielić na dwie grupy: biernych odbiorców usług medycznych i aktywnych uczestników procesu leczenia. Dodatkowe zaangażowanie tej drugiej grupy można wykorzystać, włączając proaktywnych pacjentów w proces opieki, np. zachęcając do wprowadzania wyników pomiarów ciśnienia krwi i robienia notatek, które mogą mieć znaczenie w diagnozie. I znowu w tym przypadku idealnym narzędziem jest aplikacja mobilna łącząca pacjenta z placówką medyczną, w której przy okazji można też zamawiać recepty i realizować telekonsultacje.
Większość wizyt kończy się wystawieniem recepty. Najnowszej klasy systemy IT mają już rozwiązania AI do podsumowywania informacji o lekach czy nawet podpowiadające, jakie badania laboratoryjne należy zlecić pacjentowi przed przepisaniem leku na receptę. Opcje takie jak kopiowanie recept w przypadku chorych przewlekle to już standard. Kolejne kilkanaście sekund można zaoszczędzić sięgając do narzędzi pomagających uzupełniać dawkowanie leków.
Systemy kolejkowe z biletami (numerami) ze zintegrowanymi wyświetlaczami w gabinecie porządkują przyjęcia w dużych placówkach medycznych, wprowadzając większą transparentność kolejek i zmniejszając frustrację pacjentów. Choć w małych gabinetach osobiste zaproszenie do gabinetu jest z reguły lepszą opcją, w przychodniach numery sprawdzają się lepiej – kiedy wyświetla się kolejny numer, lekarz może w międzyczasie otworzyć kartotekę pacjenta. Jeśli pacjent przychodzi z papierową dokumentacją medyczną (zmiana lekarza, nowe wyniki badań albo zaświadczenia), jej digitalizację ułatwi specjalny skaner.
Oprogramowanie gabinetowe i rozbudowane systemy informatyczne mają coraz więcej funkcji ułatwiających obsługę pacjenta. Najwięksi dostawcy IT wypuszczają co roku aktualizacje zawierające zmiany dopasowujące system do nowych wymagań administracyjnych, ale także uwzględniające zgłoszenia klientów. Warto poświęcić 1–2 godziny miesięcznie na zapoznanie się z listą zmian w nowej wersji systemu albo umówić spotkanie z opiekunem IT, który poradzi, jakie nowe funkcje pozwolą jeszcze lepiej zorganizować pracę.
Czytaj także: Jak podnieść jakość danych w EDM? Kluczowe są 4 poziomy

Opaski fitness i inteligentne zegarki pozwalają mierzyć parametry aktywności fizycznej, od ilości kroków, szybkości i pokonanego dystansu, aż do bardziej zaawansowanych wskaźników jak VO2 max. Ale czy to daje jakiekolwiek korzyści?
Każdy smartwatch mierzy przynajmniej kilka wskaźników zdrowia, jak tętno, liczba kroków, jakość snu. Można mierzyć szybkość podczas biegania i jazdy na rowerze, wydolność oddechowo-krążeniową (VO2 max), dystans spacerów i liczbę spalonych kalorii. Producenci tego typu urządzeń, jak Garmin, Fitbit, Apple czy Samsung obiecują lepsze zrozumienie własnego organizmu i poprawę wyników aktywności fizycznej zgodnie z zasadą, że „doskonalić można tylko to, co się mierzy”.
Dane ze stycznia 2022 roku sugerują, że już prawie 54% osób na świecie korzysta z urządzeń ubieralnych do monitorowania zdrowia. Moda na nie rozpoczęła się w 2008 roku, kiedy na rynku pojawiły się pierwsze smartfony, a zaraz po nich tanie opaski fitness. W efekcie pomiar aktywności fizycznej stał się dostępny dla każdego.
Wraz z popularyzacją urządzeń ubieralnych, naukowcy zyskali dostęp do danych pozwalających ocenić wpływ wykonywania pomiarów na zdrowie. Dobra wiadomość jest taka, że śledzenie kondycji fizycznej faktycznie zwiększa poziom aktywności – taki wniosek wynika z przeglądu 71 artykułów naukowych badających to zjawisko. Sugerują one, że śledzenie aktywności ma „pozytywny wpływ na motywację użytkowników”. Wniosek: mierząc parametry zdrowia, nie tylko ruszamy się więcej, ale dzięki temu jesteśmy też zdrowsi.
Ale jest jeden haczyk: najbardziej korzystają osoby, które i tak lubią ćwiczyć. Dlatego pozytywny wpływ smartwatchy i opasek fitness zaobserwowano przede wszystkim u aktywnych osób poniżej 50 roku życia. Z kolei osoby starsze lub mniej aktywne są bardziej skłonne do rezygnacji z pomiarów. I tutaj pojawia się problem, bo w przypadku tych osób śledzenie aktywności fizycznej może być nawet szkodliwe. Dlaczego? Nieosiągnięcie celu pomiarów lub osiąganie gorszych wyników w porównaniu z rówieśnikami wywołuje poczucie winy i frustrację. Niezamierzoną konsekwencją technologii ubieralnych jest to, że osoby zdrowe są jeszcze zdrowsze, a te w gorszej formie – tylko pogarszają swoje zdrowie psychiczne i fizyczne.
Problem nie tkwi jednak w samej technologii, ale w sposobie, w jaki została stworzona. Większość aplikacji, jak np. popularna Strava, zawiera element rywalizacji i wzmocnienia społecznego („ja kontra inni”), aby zmotywować do ruchu. Użytkownicy mogą porównywać swoje wyniki między sobą. Osoby osiągające najlepsze efekty potwierdzają, że są dobre i jeszcze bardziej rośnie ich pewność siebie. Ci, którzy pozostają w tyle, jedynie utwierdzają się w przekonaniu, że odstają od innych i szybko tracą motywację.
Według naukowców, urządzenia ubieralne mogą przynieść korzyści wszystkim, ale wymaga to bardziej indywidualnego podejścia do motywacji. Każdy z nas ma inne ciało, inne możliwości i uwarunkowania i te powinny uwzględniać aplikacje typu fitness. Odpowiednio spersonalizowane mogą wykorzystywać elementy grywalizacji bez czasami szkodliwego elementu rywalizacji, skupiając się na stopniowej poprawie własnych osiągnięć.
Badacze doszli także do wniosku, że część rozwiązań może odbierać radość z aktywności fizycznej, bo użytkownicy skupiają się tylko na osiąganiu celów i poprawie wyników. Przykłady można mnożyć: trenujemy zbyt intensywnie, aby spalić jeszcze więcej kalorii albo sprawdzamy co chwila szybkość biegania, zamiast cieszyć się aktywnością na świeżym powietrzu. To też można zmienić. Przykładowo, aplikacja do wędrówek może zachęcać do robienia zdjęć na zasadzie pamiętnika albo planowania przerw na piknik i odpoczynek.
Czytaj także: AI przewiduje nastrój na podstawie parametrów snu

Eksperci McKinsey & Company podkreślają, że przyszłość ochrony zdrowia będzie oparta na ekosystemach zorientowanych na pacjenta, integrujących tradycyjną opiekę medyczną, technologie cyfrowe oraz rozwiązania wspierające zdrowie i codzienne funkcjonowanie chorego. Ten model wymaga jednak większego zaangażowania pacjentów jako aktywnych uczestników procesów decyzyjnych.
Autor: Artur Białoszewski, MPH, epidemiolog, profilaktyk, Kierownik SGH-WUM EMBA, Ekspert NRL ds. badań i analiz, Dyrektor Ośrodka Strategii i Analiz OIL w Warszawie, Członek Rady NIL IN
Cyfryzacja sektora zdrowia powoduje, że aktywna rola pacjentów coraz częściej polega nie tylko na dostępie do informacji zdrowotnych, ale także na dzieleniu się nimi. W tej nowej definicji, pacjent zaangażowany to taki, który przykładowo korzysta z Indywidualnego Konta Pacjenta, aby kontrolować wprowadzane dane. Lada dzień będzie to też pacjent, który świadomie udostępnia swoje dane, wiedząc, jaką wartość mają w procesie leczenia, badaniach naukowych nad nowymi lekami i terapiami, a być może i samodzielnie korzystający z narzędzi AI wspomagających podejmowanie prozdrowotnych decyzji związanych z jego stylem życia.
Ma to szczególne znaczenie w kontekście Europejskiej Przestrzeni Danych Zdrowotnych (EHDS). Zgodnie z regulacjami UE, pacjenci będą mieli możliwość sprzeciwu wobec wtórnego wykorzystania swoich danych zdrowotnych na zasadzie opt-out (sposób wdrożenia tego mechanizmu będzie zależny od regulacji przyjętych w poszczególnych krajach UE). To, jakie podejście zbudujemy wśród pacjentów do udostępniania ich danych, będzie miało ogromne znaczenie w medycynie przyszłości. Stawką jest dostępność danych będących paliwem w badaniach naukowych i opracowywaniu innowacji oraz zakres ich pierwotnego wykorzystywania w diagnostyce i leczeniu. Dając pacjentom większy wpływ na to, co dzieje się z ich danymi – co jest w założeniu słuszne – wymaga edukacji i transparentności, aby zyskać ich zaufanie do cyfrowej ochrony zdrowia opartej na danych.
Rosnąca zatem świadomość pacjentów i postępy naukowe sprawiają, że zamiast biernego odbiorcy usług, pacjent staje się dziś współtwórcą innowacji – o tym rozmawiali eksperci podczas debaty „Pacjent w sercu innowacji” zorganizowanej podczas European Health Data and Innovation Summit.
Stwierdzenie „każdy z nas jest pacjentem” powoduje, że system ochrony zdrowia powinien w pierwszej kolejności uwzględniać potrzeby i perspektywę człowieka w gabinecie lekarskim albo na szpitalnej sali. Jednak w praktyce często bywa inaczej. Zarówno projektowanie przepisów, jak i wprowadzanie nowych technologii lub procedur medycznych zbyt rzadko odbywa się przy udziale osób, które z tych rozwiązań będą korzystać.
Z drugiej strony istnieją już sukcesy pokazujące, jak duża jest siła wpływu samych pacjentów. Urszula Jaworska, prezeska Fundacja Urszuli Jaworskiej, od 28 lat działa na rzecz praw i poprawy sytuacji chorych w Polsce. To między innymi dzięki jej wysiłkom udało się wprowadzić rozwiązania prawne zapewniające kompleksowe testy i terapię w zakresie zakażeń wirusem HCV u osób osadzonych w zakładach karnych. W jaki sposób to osiągnięto?
– Trzeba się do zmian przygotować. Przedstawić konkretne dane, napisać projekt rozporządzenia i dopiero wtedy przekonywać decydentów. Samo „zróbcie coś” nie wystarczy – tłumaczy Jaworska.
Kiedyś wydawało się niewyobrażalne, by organizacje pacjenckie wpływały na kształt rozporządzeń i wytycznych. Dziś to nie tylko możliwe, ale i wręcz konieczne – przecież nikt lepiej niż osoba doświadczająca choroby nie zidentyfikuje największych słabości systemu. Teraz, gdy cyfryzacja kształtuje jakość usług zdrowotnych, organizacje pacjentów coraz częściej uwzględniają ją w swoich postulatach.
Jednym z miejsc, do których pacjenci i organizacje ich reprezentujące mogą zgłaszać propozycje usprawnień, jest Biuro Rzecznika Praw Pacjenta. Jakub Adamski, dyrektor departamentu współpracy BRPP, podkreśla, że Rzecznik nie tylko zajmuje się skargami na brak dostępu do świadczeń, ale też przyjmuje wszelkie postulaty mogące poprawić funkcjonowanie systemu.
– Zbieramy informacje, które mogą wskazywać na potrzebę wdrożenia innowacyjnych rozwiązań – wyjaśnia Adamski. Dane te są następnie przekazywane do resortu zdrowia czy innych instytucji, a Biuro – jeśli uznaje to za konieczne – może także nagłaśniać problem w przestrzeni publicznej. Dzięki temu wiele tematów zyskuje rozgłos i staje się impulsem do zmiany.
Kolejnym kluczowym elementem, aby innowacje służyły chorym, jest włączanie ich w proces tworzenia i testowania. Takim podejściem zajmuje się m.in. Human Factors – interdyscyplinarna dziedzina, która analizuje, jak ludzie wchodzą w interakcję z systemami, urządzeniami czy procedurami.
– Bez udziału końcowego użytkownika – w tym wypadku pacjenta – trudno mówić o bezpiecznym wdrożeniu nowej technologii – przekonuje Arnold Maciejewski ekspert HF związany ze Szkołą Główną Handlową w Warszawie. Podaje przy tym przykład Stanów Zjednoczonych, gdzie Agencja Żywności i Leków FDA wymaga badań z obszaru Human Factors przed dopuszczeniem jakiegokolwiek wyrobu medycznego na rynek. W Polsce przepisy w tej kwestii nie są egzekwowane z taką samą starannością, co sprawia, że rola pacjenta w testowaniu nowych rozwiązań bywa marginalizowana. Tymczasem to pacjent potrafi wskazać funkcjonalne braki, zaproponować lepszy interfejs w aplikacji czy ostrzec przed ryzykiem błędu w obsłudze wyrobu medycznego. Wreszcie – to on codziennie mierzy się z konsekwencjami wadliwych rozwiązań lub niedoskonałej komunikacji w służbie zdrowia.

Po pierwsze każda innowacja powinna mieć źródło w potrzebach pacjenta. Jeśli nowa aplikacja albo innowacyjna procedura ma służyć choremu, powinien on znaleźć się przy „stole projektowym” możliwie najwcześniej, a nie dopiero na etapie konsultacji. Tylko w ten sposób powstanie coś faktycznie użytecznego i przyjaznego.
Potrzebujemy też przyjaznego ekosystemu zgłaszania zmian. Takie instytucje jak Biuro Rzecznika Praw Pacjenta już działają, ale brakuje pełnej koordynacji na poziomie całego kraju i przejrzystych reguł przekazywania wniosków do ministerstwa, Agencji Badań Medycznych czy AOTMiT. Potrzebny jest jasny mechanizm, który pomoże szybko przekształcać postulaty pacjenckie w działania legislacyjne. W tworzeniu innowacji cyfrowych znacznie większą rolę powinny pełnić organizacje pacjentów. Mówi się o tzw. „inkubatorach opinii”, gdzie np. startupy mogą testować nowe pomysły na wczesnym etapie rozwoju.
Proces rozwoju innowacji zawsze odbywa się w pętli sprzężenia zwrotnego. Potrzebny jest transparentny system centralnego raportowania zdarzeń niepożądanych, aby każdy szpital i każda przychodnia mogły czerpać z doświadczeń innych jednostek oraz przekazywać opinie na temat np. urządzeń medycznych. Włączanie perspektywy chorego decyduje o tym, czy innowacja okaże się faktycznie przełomowa, czy pozostanie jedynie ciekawą, ale martwą ideą. Ale do tego, aby pacjenci czuli, że mają wpływ na zmiany w sektorze zdrowia, potrzebny jest odpowiedni ekosystem.
Pacjenci już teraz zyskują dostęp do swoich danych i mogą decydować, jak będą one dalej wykorzystywane. To pokazuje, jak ważna jest edukacja w zakresie nowej roli obywateli w tworzeniu innowacji. Jeśli pacjenci uświadomią sobie, że ich dane są niezbędnym elementem prac nad nowymi lekami albo politykami, stworzymy partycypacyjny system zdrowia. Jeśli tego nie zrobimy, EHDS poniesie porażkę i nigdy nie wykorzystamy potencjału danych.
Czytaj także: Dyrektor Centrum e-Zdrowia o planach e-zdrowia na 2025 rok

Centrum e-Zdrowia opublikowało wyniki badania stopnia informatyzacji podmiotów wykonujących działalność leczniczą. 61,2% placówek wdrożyło indeksowanie Elektronicznej Dokumentacji Medycznej w Systemie e-Zdrowia (P1). W przeciągu roku ten odsetek zwiększył się zaledwie o 6%. Rozwiązania telemedyczne stosuje 23% podmiotów – jedynie o 1% więcej w porównaniu z badaniem w 2023 roku. Narzędzia sztucznej inteligencji ma 4,7% placówek zdrowia, w tym 13,2% szpitali.
To jedno z najbardziej reprezentatywnych badań digitalizacji ochrony zdrowia w Polsce, które co roku prowadzi Centrum e-Zdrowia (CeZ). Ankiety wypełniło 11 185 placówek, czyli 17,93% wszystkich podmiotów medycznych. Prezentujemy najważniejsze wyniki z podziałem na kategorie badania oraz porównaniem do poprzedniego badania z 2023 roku.

















Wyróżnia nas mocna infrastruktura cyfrowa w postaci platformy P1, ale nadal wiele placówek nie traktuje digitalizacji priorytetowo. To może zaważyć o powodzeniu kolejnych projektów e-zdrowia, jak Centralna e-Rejestracja. Analizujemy nowe wskaźniki transformacji cyfrowej ochrony zdrowia w Europie.
W Polsce digitalizacja w zdrowiu ma już na koncie duże sukcesy. E-recepty i e-skierowania zastąpiły papierowe druki, pacjenci przyzwyczaili się do kodów podawanych podczas realizacji recept, młode osoby chętnie korzystają z telekonsultacji, połowa Polaków ma już Internetowe Konto Pacjenta.
Ale to dopiero początek cyfrowej transformacji. Badania sugerują, że nawet połowa czasu pracy lekarza to zadania administracyjne, które można w całości lub częściowo zautomatyzować. Kryzys kadr medycznych wymusza radykalne zmiany. Przykładowo, Holandia prognozuje deficyt 200 000 pracowników służby zdrowia do 2033 r. Dlatego planuje wykorzystać AI, aby zmniejszyć obciążenie administracyjne lekarzy z 40% do 20% ich godzin pracy. Aby to osiągnąć, chce wykorzystać m.in. generatywną sztuczną inteligencję. Równie ambitne plany ma Polska wdrażająca Centralną e-Rejestrację, aby uporządkować dostępność do świadczeń medycznych. Platforma Usług inteligentnych ma z kolei pomóc w analizie obrazów medycznych.
Centralnym elementem cyfryzacji systemów zdrowia jest elektroniczna dokumentacja medyczna (EDM). Od dostępności do niej zależy bezpieczeństwo pacjenta, szybkość podejmowania decyzji, poziom obciążeń administracyjnych. Pod względem dostępu do EDM, Polska zajmuje wysokie, 5. miejsce w Europie – wynika z raportu OECD „Health At A Glance„. Infrastruktura techniczna EDM jest dostępna: każda placówka może się podłączyć do platformy P1, aby przekazywać dane i mieć wgląd do informacji z innych placówek, pacjenci mają dostęp do danych na IKP. Problemem jest nadal poziom sprawozdawania zdarzeń medycznych. W 2023 roku robiła to ok. połowa placówek i większość szpitali.

Mało optymistycznie wygląda sytuacja dotycząca dostępności medycznych repozytoriów danych. Oprócz tych udostępnianych przez NFZ, wiele nadal pozostaje zamkniętych w rozproszonych zbiorach. Pod tym względem jesteśmy daleko za liderami jak Dania i Norwegia, które mają pełną dostępność wszystkich dziesięciu kluczowych typów zbiorów danych medycznych. 92-proc. dostępność osiągnęły Austria, Estonia, Francja, Holandia i Szwecja Czechy, Finlandia, Dania i Szwecja. Dlaczego to ważne? W tym roku zaczyna się wdrażanie Europejskiej Przestrzeni Danych Zdrowotnych (EHDS), która ma umożliwić korzystanie z anonimowych zbiorów danych medycznych do np. badań naukowych.
Niski poziom wdrożenia EDM ma wiele źródeł m.in. finansowych i organizacyjnych. Ale jednym z nich jest też poziom umiejętności cyfrowych, które – według Eurostatu – w Polsce posiada 44,3% społeczeństwa. Niższe wskaźniki w Europie mają tylko Rumunia i Bułgaria. Jeśli społeczeństwo ma nadążać za transformacją cyfrową, konieczne będą intensywne programy szkoleń. Także w ochronie zdrowia, która zaczyna już wdrażać sztuczną inteligencję.

Jak się mają niskie umiejętności cyfrowe do tego, że połowa Polaków korzysta z IKP? Trzeba uwzględnić, że wiele osób aktywowało IKP podczas pandemii, aby zarejestrować się na szczepienie i odbierać e-recepty. Liczba nowych kont IKP przybywa obecnie bardzo powoli.
Kolejnym elementem świadczącym o poziome cyfryzacji ochrony zdrowia jest liczba osób umawiających się na wizytę przez Internet: na stronie internetowej albo przez aplikacje mobilne. W Polsce robi to 20% (dane Eurostatu z 2023 roku). Mimo intensywnej cyfryzacji, stare metody w postaci telefonicznej rezerwacji terminu u lekarza mają się dobrze. Potwierdzają to też dane CBOS-u. Trudno jednak powiedzieć, po której stronie leży przyczyna: czy to placówki medyczne nie udostępniają takiej możliwości czy raczej pacjenci z niej nie korzystają, mimo że jest dostępna? Jedno jest pewne: brak możliwości umawiania wizyt na NFZ w dogodnym terminie negatywnie ocenia 58% ankietowanych w badaniu CBOS-u „Opinie na temat funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej”.

Nie jest też dobrze pod względem korzystania z AI w ochronie zdrowia. Centrum e-Zdrowia podaje, że algorytmy sztucznej inteligencji stosuje ok. 13,5% placówek zdrowia (ostatnie dane z 2025 roku). Ale ochrona zdrowia nie jest wyjątkiem. Z danych Eurostatu dowiadujemy się, że wykorzystanie AI w polskich firmach innych sektorów gospodarki jest na podobnym poziomie.

Z nowym danych Eurostatu i OECD wynika, że w Polsce transformacja technologiczna ochrony zdrowia ma się dobrze, ale potyka się o niedostateczne umiejętności cyfrowe. Podczas pandemii zanotowaliśmy duży skok w wykorzystaniu takich narzędzi jak e-recepta, e-skierowanie czy telekonsultacje.
Aby dokończyć wdrażanie EDM, z powodzeniem wprowadzić Centralną e-Rejestrację oraz stosować AI w placówkach medycznych trzeba postawić na podnoszenie kwalifikacji cyfrowych personelu medycznego. Chodzi nie tylko o wiedzę, jak korzystać z systemów IT, ale także jak komunikować się z pacjentem oraz bezpiecznie poruszać się po rozwiązaniach AI. Placówki medyczne stoją przed jeszcze większym wyzwaniem tworzenia cyfrowej kultury organizacyjnej oraz zatrudniania ekspertów od zarządzania danymi i wdrażania innowacji. W innym przypadku nie tylko nie będą nadążać za technologiami, ale także za swoimi pacjentami, którzy do dyspozycji mają inteligentne zegarki, chatboty AI, aplikacje mobilne i wirtualnych trenerów.
Czytaj także: Co hamuje wdrażanie innowacji w zdrowiu? Relacja z Kongresu Wyzwań Zdrowotnych

Centralna e-Rejestracja (CeR) ma ułatwić pacjentom zapisywanie się do lekarza i skrócić czas oczekiwania na wizyty. Ministerstwo Zdrowia właśnie opublikowało projekt ustawy o CeR. Dla placówek medycznych to duża zmiana organizacyjna.
Na stronach Rządowego Centrum Legislacji pojawił się projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, który dokładnie określa zasady działania centralnej e-rejestracji. Celem CeR jest „uproszczenie i przyspieszenie procesu rejestracji na świadczenia opieki zdrowotnej oraz zapewnić świadczeniobiorcom łatwiejszy dostęp do informacji o dostępności terminów u wszystkich świadczeniodawców” – czytamy w uzasadnianiu.
Centralna e-Rejestracja będzie służyła do zapisywania się na pierwszorazowe wizyty. Zamiast obecnie prowadzonych przez placówki zdrowia list oczekujących pojawi się centralna elektroniczna rejestracja dla określonych świadczeń zdrowotnych. Tym samym będzie obowiązywać jedna rejestracja i centralne wyznaczanie terminów wizyt na określone świadczenia.
W 2025 r. CeR obejmie świadczenia opieki zdrowotnej realizowane w ramach kardiologii, a także świadczenia opieki zdrowotnej realizowane w ramach programu profilaktyki raka szyjki macicy oraz programu profilaktyki raka piersi. Kolejne będą dodawane w następnych latach.
Pacjenci będą umawiać się do lekarza przez CeR z poziomu Internetowego Konta Pacjenta (IKP lub aplikacja mobilna mojeIKP), telefonicznie lub u świadczeniodawcy.
Jeśli pacjent odwoła wizytę, zwolniony termin zostanie przyznawany innej osobie z listy oczekujących, z uwzględnieniem kryteriów medycznych. Przy ustalaniu terminów niektóre grupy pacjentów będą traktowane priorytetowo, jak np. pacjenci onkologiczni.
Placówki medyczne będa zobowiązane do bieżącej aktualizacji harmonogramów przyjęć w systemie teleinformatycznym oraz udostępniania informacji o terminach, miejscu, sposobie realizacji świadczeń oraz personelu medycznym. Na wdrożenie CeR, placówki medyczne mogą otrzymać dofinansowanie w kwocie 10 tys. zł na lokalizację. Tylko tyle i aż tyle – Ministerstwo Zdrowia założyło, że pieniądze te mają wystarczyć na harmonizację harmonogramów, a placówki posiadają już zaplecze techniczne do wymiany danych z systemem P1. Jest jeden ważny warunek – dofinansowanie można uzyskać tylko w okresie 4 miesięcy od wejścia w życie ustawy.
Placówki medyczne będą musiały podawać kody procedur wg ICD-9 i rozpoznań wg ICD-10 w harmonogramach przyjęć. Tylko w ten sposób CeR będzie mogła prawidłowo przypisać skierowanie do harmonogramu przyjęć.
W przypadku terminów, które pacjenci odwołują tuż przed planowaną wizytą, świadczeniodawcy będą mogli je przyznać pacjentom z listy oczekujących od co najmniej 30 dni, z priorytetem dla przypadków pilnych, zamiast trzymać się sztywnej kolejności zgłoszeń. Rozwiązanie to ma zwiększyć efektywność wykorzystania dostępnych terminów.
W płynnym zarządzaniu kolejkami mają pomóc rozwiązania cyfrowe. Pacjenci otrzymają automatyczne powiadomienia o przydzielonym terminie wizyty, a Ministerstwo Zdrowia będzie na bieżąco publikować informacje o liczbie pacjentów oraz prognozowanym czasie oczekiwania na świadczenia. O zbliżającym się terminie wizyty przypomni asystent głosowy. Voicebot ma także potwierdzać obecność pacjenta na wizycie, a w razie konieczności – przełożyć lub anulować termin. Za funkcjonalność zostanie wdrożona w ramach środków z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności „KPO”. Jak czytamy w uzasadnieniu, celem tego rozwiązania jest „zaoferowanie usług wzmacniających komunikację i interakcję świadczeniobiorcy w obszarze zapisu na świadczenia opieki zdrowotnej z wykorzystaniem usług centralnej elektronicznej rejestracji, w szczególności w przypadku świadczeniobiorców wykluczonych cyfrowo”.
Ustawa (obecnie w fazie konsultacji społecznych) wejdzie w życie 14 dni od ogłoszenia. Do czasu pełnego wdrożenia nowego systemu, świadczenia będą udzielane na dotychczasowych zasadach. Pacjenci, którym wyznaczono termin przed wdrożeniem systemu, zachowują swoje terminy.
Czytaj także: No shows. Jak ograniczyć liczbę nieodwołanych wizyt?

Systemy IT dla placówek medycznych potrafią dużo więcej niż tylko tworzyć elektroniczną dokumentacją medyczną albo zarządzać kalendarzem wizyt. Sprawdzamy mniej znane opcje w systemach IT nowej generacji od KAMSOFT.
Oferta KAMSOFT dla placówek i pracowników ochrony zdrowia obejmuje kilka bazowych systemów oraz kilkadziesiąt dodatkowych aplikacji i rozwiązań, które można ze sobą dowolnie zestawiać.
Wśród nich są rozwiązania zarówno dla indywidualnych praktyk lekarskich, małych, średnich i dużych podmiotów medycznych oraz sieci placówek oraz najbardziej wymagających szpitali. Modułowa budowa systemów pozwala na elastyczne dopasowanie funkcjonalności do potrzeb użytkownika. Mowa o systemach zintegrowanych, które pokrywają najważniejsze potrzeby IT podmiotów medycznych i dopasowywanych do trendów rynkowych. Przykładowo, wraz z tym jak wprowadzono opiekę koordynowaną, do systemu dodano funkcje związane z jej obsługą administracyjną
W ofercie są systemy działające z poziomu przeglądarki internetowej, jak SERUM oraz MEDIPORTA. Są to tzw. rozwiązania typu “SaaS” (software as a service) – program IT działa w chmurze i dostępny jest jako usługa internetowa, a nie produkt. Drugą kategorią są rozwiązania desktopowe, czyli instalowane na komputerze: KS-PPS, KS-SOMED, KS-GABINET, KS-MEDIS. Do tego dochodzą aplikacje mobilne obsługiwane na smartfonach i tabletach.
Oprócz sztandarowych funkcji – jak generowanie dokumentacji, np. e-Recept, e-Skierowań, e-ZLA oraz szybkiego rozliczania świadczeń medycznych – użytkownicy mają do dyspozycji szereg mniej znanych, ale przydatnych narzędzi. Wśród nich są funkcje wspierające proces diagnozy i leczenia zaprojektowane z myślą o jakości i bezpieczeństwie pacjenta.
Przykładem są bazy wiedzy o lekach, jak BLOZ, TurboBLOZ oraz Pharmindex Open oferujące wgląd do aktualnej informacji o dostępności leków w aptekach oraz dostarczające szczegółowe informacje o lekach, w tym ich odpłatnościach, składzie i dawkowaniu. W przypadku leków trudno dostępnych, system umożliwi szybkie wyszukanie zamiennika.
Lekarze mogą także skorzystać z Pomocnika AI. Ta nowa funkcja pomaga generować krótkie, ustrukturyzowane opisy leków, podpowiada pytania, jakie należy zadać pacjentowi, oraz sugeruje wykonanie zalecanych badań laboratoryjnych kierując się opisami produktów z bazy Pharmindex. Z nowości warto wspomnieć o narzędziach wspierających decyzje kliniczne (CDSS, Clinical Decision Support Systems) – analizując historię zdrowia pacjenta oraz dane pochodzące z innych placówek, narzędzia CDSS mogą zaproponować dalsze kroki leczenia oraz ocenić prawdopodobieństwo wystąpienia choroby.
Pracę w terenie ułatwia mobilna aplikacja dla lekarzy. Z poziomu smartfona lub tabletu lekarz może wystawiać e-Recepty, eZLA i e-Skierowania oraz bezpiecznie przeglądać historię zdrowia pacjentów. Wszystkie wprowadzane dane są automatycznie przesyłane do systemu placówki medycznej.
Do dyspozycji są też dedykowane narzędzia dla pielęgniarek i położnych. Wśród przykładowych funkcji jest dostęp do gotowych formularzy np. skali Bartel, karty ciąży, karty indywidualnej opieki położnej lub pielęgniarki oraz karty wizyt patronażowych. Podobnie jak lekarze, mogą one korzystać z mobilnej wersji aplikacji Wizyta Pielęgniarska lub Wizyta Położnej.
Pacjenci oczekują przede wszystkim szybkiego rozwiązania problemu. Do tego konieczna jest sprawna obsługa, łatwy kontakt z placówką i szybkie umówienie wizyty do lekarza. Systemy gabinetowe są zintegrowane z serwisem LekarzeBezKolejki.pl, umożliwiając internetową rejestrację do lekarza rodzinnego lub specjalisty, wideo-konsultacje oraz zdalne zamawianie e-recept. W przypadku wizyt prywatnych, pacjent może dokonać bezpiecznej płatności przez internet. Cała obsługa wizyty – od umówienia po płatności – odbywa się zdalnie, a część czynności administracyjnych pacjent wykonuje samodzielnie.
Systemy gabinetowe KAMSOFT mają też opcję SMS-ów z kodem e-recepty oraz szczegółami na temat sposobu ich dawkowania. To ułatwia realizację recepty oraz wspiera bezpieczną farmakoterapię,
Aby usprawnić bieżący kontakt z pacjentem, placówka posiadająca system gabinetowy KAMSOFT może udostępnić aplikację mobilną VisiMed. Dzięki opcji personalizacji, to najprostszy sposób na zaoferowanie apki pod własnym logo. VisiMed pełni rolę zaufanego kanału komunikacji z pacjentem, budując lojalność i automatyzując niektóre procesy organizacyjne, jak np. umawianie wizyt i przypomnienia o wizytach. Przykładowo, pacjent może łatwo odwołać wizytę, co pomaga zredukować liczbę niezrealizowanych terminów.
Systemy IT posiadają bardzo rozbudowaną część szarą do zarządzania personelem przychodni, finansami oraz zasobami danej placówki. W tym przypadku kluczowa jak interoperacyjność modułów, aby dane swobodnie przepływały pomiędzy wszystkimi elementami oprogramowania. Na liście systemów administracyjnych KAMSOFT jest m.in. system finansowo-księgowy (KS-FKW) i kadrowo-płacowy (KS-ZZL). Integracja danych ma jeszcze jedną zaletę – placówka tworzy jedną, uporządkowaną bazę danych, na podstawie których można przeprowadzać analizy biznesowe. Rozbudowane moduły analityczne pozwalają uprawnionym osobom przygotować szeroki zestaw statystyk, np. do segmentacji pacjentów w opiece koordynowanej.
Czytaj także: KAMSOFT prezentuje dziesiątki nowych funkcji w systemach IT

Badacze ze Szkoły Inżynierii Uniwersytetu Nauki i Technologii w Hongkongu (HKUST) opracowali robota biomedycznego o średnicy 0,95 milimetrów. Jest o 60% mniejszy niż istniejące urządzenia endoskopowe.
Naukowcom udało się połączyć niewielkie rozmiary z wysoką jakością obrazowania i precyzyjnymi ruchami, dzięki czemu robot może być stosowany do pobierania próbek tkanek, dostarczania leków czy ablacji laserowej. Z wyników testów opublikowanych w czasopiśmie Nature Communications wynika, że cechuje go dziesięciokrotna poprawa wykrywania przeszkód, co toruje drogę do zastosowań robotycznych w wąskich i trudnych kanałach ludzkiego ciała, takich jak oskrzela końcowe płuc i jajowody.
Dzięki smukłemu kształtowi i średnicy 0,95 mm robot osiąga niezwykłą precyzję ruchu (poniżej 30 μm), poszerzając obszar obrazowania o ok. 25 razy w stosunku do naturalnego widoku.
Niewielki rozmiar robota osiągnięto dzięki czterem komponentom: matrycy światłowodowej do przechwytywania obrazów wewnątrz ciała, niestandardowym narzędziom chirurgicznym, wydrążonemu szkieletowi utrzymującemu włókna i narzędzia na miejscu oraz funkcjonalnej skóry, która umożliwia precyzyjną kontrolę ruchów robota. Szkielet powstał z pomocą drukarki 3D w mikroskali, a funkcjonalizowaną skórę stworzono techniką natrysku magnetycznego.
Robot posiada żelową warstwę zewnętrzną, która zmniejsza tarcie przy ruchach we wnętrzu ciała. Zespół przetestował robota na modelach oskrzeli in vitro i płucach świń ex vivo, demonstrując płynną nawigację w ciasnych przestrzeniach, jednocześnie z powodzeniem rejestrując wyraźne obrazy i wykonując zabiegi na trudno dostępnych obszarach ciała. Małe urządzenia endoskopowe są stosowane w leczeniu wielu chorób, w tym chorób serca – poprzez wprowadzenie stentów i cewników elektrofizjologicznych – oraz w leczeniu perforacji wrzodów żołądka i dwunastnicy za pomocą laparoskopii jednoportowej.
Czytaj także: Ruszają testy implantu mózgu, który poprawia nastrój
« Poprzednie 1 … 34 35 36 37 38 … 150 Następne »