
Aby umożliwić wymianę danych pacjenta pomiędzy placówkami medycznymi we wszystkich krajach Unii Europejskiej – co wprowadza Europejska Przestrzeń Danych Zdrowotnych (EHDS) – od 2029 roku systemy IT dla ochrony będą musiały być zgodne z nowym formatem wymiany danych EEHRxF. Oznacza to, że dostawcy IT będą musieli zdobyć europejski certyfikat CE. Jak to się odbije na placówkach medycznych?
Na mocy rozporządzenia EHDS, na producentów systemów do prowadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej nałożono nowe obowiązki w zakresie interoperacyjności. Celem jest zagwarantowanie, że na rynku dostępne są wyłącznie interoperacyjne systemy, czyli takie, które umożliwiają wymianę danych pomiędzy świadczeniodawcami.
Rozporządzenie w sprawie EHDS definiuje elektroniczną dokumentację medyczną (EDM) jako „zbiór elektronicznych danych dotyczących zdrowia, powiązanych z osobą fizyczną i gromadzonych w systemie opieki zdrowotnej, przetwarzanych w celu świadczenia opieki zdrowotnej”. W tym rozumieniu, EDM obejmuje szeroki zakres informacji medycznych, jak historia leczenia, diagnozy i terapie, leki, alergie, szczepienia, obrazy RTG, wyniki badań laboratoryjnych oraz inne dane medyczne.
Z kolei system elektronicznej dokumentacji medycznej (system EDM) to według art. 2 ust. 2 lit. K „dowolny system, w którym urządzenie lub oprogramowanie umożliwia przechowywanie, pośredniczenie, eksportowanie, importowanie, konwertowanie, edytowanie lub przeglądanie osobistych elektronicznych danych dotyczących zdrowia, które należą do priorytetowych kategorii osobistych elektronicznych danych dotyczących zdrowia (podsumowania pacjentów, elektroniczne recepty, elektroniczne zwolnienia, badania obrazowania medycznego i powiązane raporty obrazowania, wyniki badań medycznych, raporty z wypisu) i jest przeznaczony do użytku przez świadczeniodawców opieki zdrowotnej podczas świadczenia opieki nad pacjentem (np. systemy używane przez lekarzy do rejestrowania notatek, wyników badań itp.) lub przez pacjentów podczas uzyskiwania dostępu do ich elektronicznych danych zdrowotnych”. I tak przykładowo, aplikacja łącząca się z usługą dostępu do elektronicznych danych zdrowotnych dla pacjenta będzie zaliczana jako system EDM.
EHDS nakłada na producentów tak zdefiniowanych systemów EDM obowiązek dostosowania się do europejskiego formatu wymiany elektronicznych kart zdrowia EEHRxF (ang.: European electronic health record exchange format). Standard ma ułatwić wymianę elektronicznych danych dotyczących zdrowia w całej UE i umożliwia transmisję danych zdrowotnych między różnymi aplikacjami, urządzeniami i podmiotami świadczącymi opiekę zdrowotną. Dokładne zasady i specyfikacje techniczne określa zalecenie Komisji Europejskiej (C (2019) 800). EEHRxF jest kluczowym elementem EHDS, bo dzięki niemu placówki medyczne w każdym państwie UE będą mogły uzyskać dostęp do tzw. Podsumowania Pacjenta, czyli podstawowych danych ratujących życie i ułatwiających podejmowanie decyzji klinicznych.
Na producentów EDM spadnie kilka dodatkowych obowiązków. Oprócz ogólnych zasad, które nie wprowadzają nic nowego, jak bezpieczeństwo stosowania, dochodzą też wymagania dotyczące interoperacyjności. Każdy system EDM musi umożliwiać dostęp i odbiór danych w formacie EEHRxF. Nie mogą zawierać funkcji, które ograniczają autoryzowany dostęp, udostępnianie, wykorzystywanie lub eksport takich danych.
Do tego dostawca IT będzie musiał sporządzić deklarację zgodności UE (art. 39) oraz uzyskać oznakowanie CE (art. 41) dla systemu. I ten element wzbudza największe emocje. Obecnie, uzyskanie unijnego znaku CE – dotąd przeznaczonego dla wyrobów medycznych – może kosztować od kilkuset euro do nawet kilkudziesięciu tysięcy euro i trwać miesiącami. A to oznacza, że małe firmy IT mogą nie udźwignąć takiego obciążenia administracyjnego. Trzeba jednak zaznaczyć, że jeszcze nie wiadomo, jak dokładnie będzie przebiegała certyfikacja. Tego dowiemy się z aktów wykonawczych do EHDS.
W zapisach EHDS mówi się wprost, że standaryzacja jest korzystna dla dostawców IT, bo uzyskają oni łatwiejszy dostęp do rynku we wszystkich państwach członkowskich. Jeden standard oznacza, że równie dobrze system z Polski może być wdrożony we Włoszech albo w Estonii. Ekspansja na inne rynki medyczne ma być tańsza, bo nie trzeba będzie dopasować systemów do innych standardów obowiązujących w innym państwie.
W praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Po pierwsze, mało która placówka korzysta tylko i wyłącznie z systemu EDM bez tzw. części szarej do umawiania wizyt albo rozliczania ich z płatnikiem, która już nie podlega standaryzacji. Po drugie, co kraj to inny system ubezpieczenia zdrowotnego, inne wymagania sprawozdawcze, inne reguły rozliczeń, które systematycznie się zmieniają. To bariera, która jest trudna do przeskoczenia dla największych dostawców IT. Przykładowo, ilość nowych wymagań administracyjnych nakładana przez NFZ jest tak duża, że nad ich wprowadzeniem do oprogramowania pracują w każdej firmie IT dziesiątki informatyków. I po trzecie – system gabinetowy to nie system SAP do zarządzania przedsiębiorstwami czy planowania zasobów, gdzie procedury są takie same w każdym państwie. Ochrona zdrowia rządzi się swoimi prawami.
W rozporządzeniu w sprawie EHDS czytamy też, że państwa członkowskie zachowują swobodę w zakresie wymagań dotyczących innych części systemów EDM (pod warunkiem, że nie kolidują one ze zharmonizowanymi komponentami).
Standaryzacja danych to dobry kierunek, ale trzeba pamiętać, że dobre systemy gabinetowe już korzystają z wielu standardów jak HL7 albo FHIR. Sam standard nie jest jednak jedynym czynnikiem determinującym wymianę danych. Trudno więc oczekiwać, że certyfikacja EDM i standard EEHRxF od razu sprawią, że dane będą przepływały w krajowych systemach zdrowia, a przykładowo szpital z Torunia już za kilka lat będzie mógł sprawdzić kartotekę nieprzytomnego turysty z Madrytu. Proces wdrożenia EHDS potrwa bardzo długo. W uzasadnieniu EHDS czytamy, że oznakowanie CE „umożliwi świadczeniodawcom opieki zdrowotnej orientowanie się, które systemy mogą wspierać prawa obywateli wynikające z EHDS, na przykład poprzez dostarczanie danych zdrowotnych w formacie EEHRxF.” Jest to korzyść po fakcie.
Dostawcy IT muszą wdrożyć format EEHRxF do 2029 r. (niektóre komponenty do 2031 r.). Już teraz większość placówek ma swoich zaufanych dostawców IT, a w 2031 roku trudno wyobrazić sobie podmioty bez EDM. Założenie, że rok 2031 będzie czymś w rodzaju otwarcia rynku europejskiego dla dostawców IT jest błędne. Systemy IT to dynamiczne ekosystemy, a nie statyczne urządzenia medyczne jak tomografy komputerowe czy stetoskopy, które można sprzedawać w jednej wersji w każdym systemie zdrowia.
Czytaj także: AI wyręczy lekarza w tworzeniu EDM. „To kwestia kilku lat”

Nie wiemy jaka będzie opieka zdrowotna w 2030 roku, ale możemy przygotować się na każdy scenariusz. W szybko postępującej transformacji cyfrowej sektorze zdrowia, ta umiejętność może zaważyć o być albo nie być dla wielu osób, firm i instytucji.
Roboty opiekujące się pacjentami, inteligentne lodówki kontrolujące co jemy, leki dostarczane dronami – samo pojawienie się technologii nie oznacza jeszcze, że będzie ona stosowana na szeroką skalę za kilka lat. Z takiego założenia wychodzi dziedzina prognozowania foresight, czyli metodyka analizy prognoz lub hipotez na temat przyszłości. Po co nam foresight? Aby strategicznie unikać zagrożeń oraz wykorzystywać szanse w przyszłości.
Zgodnie z foresight, nie ma jednej przyszłości – przyszłość występuje w liczbie mnogiej. Prof. dr Kerstin Cuhls, badaczka foresightu i kierownik projektów naukowych w Instytucie Fraunhofera ds. Badań nad Systemami i Innowacjami (ISI) twierdzi, że także w ochronie zdrowia musimy zadać sobie pytanie „jakiej przyszłości chcemy”. Przyszłość nie jest czymś ustalonym – to przestrzeń pełna możliwości. To od nas zależy, czy za 10 lat w gabinecie lekarskim będzie na nas czekał człowiek, czy maszyna.
Foresight nie polega na przewidywaniu przyszłości, ale na lepszym rozumieniu teraźniejszości i przygotowywaniu się na różne możliwe scenariusze. Wśród metod foresightu są m.in. mapowanie trendów, skanowanie horyzontu, tworzenie alternatywnych przyszłości.
Każda organizacja oraz prywatna osoba powinna raz na jakiś czas zastanowić się nad tym, co może przynieść przyszłość. Po to, aby być gotowym na różne scenariusze – zarówno te pozytywne i negatywne. Chodzi też o kształtowanie otwartości na zmiany, krytycznego myślenia i emocjonalnej refleksji nad tym, dokąd zmierzamy i co powinniśmy zmienić już teraz, by świat – w tym ochrona zdrowia – był lepszy.
Duże firmy nowych technologii mają tendencję do sprzedawania nam pozytywnej wizji przyszłości, która przesiąknięta jest technologią. Nic dziwnego, bo w ten sposób chcą inspirować klientów, poprawiać wizerunek oraz podbijać swoją wartość rynkową. Ale jak mówią eksperci od foresight, technologie ewoluują dużo szybciej niż ludzie. Każdy z nas ma inne wartości, cele, priorytety. To dlatego nadal nie wszyscy noszą inteligentne zegarki kontrolujące parametry zdrowia, mimo iż teoretycznie dla każdego powinno być ważne, aby żyć zdrowo i długo. To, że technologia jest zawsze o krok do przodu w stosunku do społeczeństwa, może prowadzić do rozczarowania innowacjami: EDM nadal nie rozwiązała problemu utrudnionego dostępu do danych, sztuczna inteligencja nie wypełniła braków kadrowych ani nie doprowadziła do rewolucji.
Sztuczna inteligencja, robotyka, opieka zdalna czy Big Data na pewno będą miały ogromny, pozytywny wpływ na ochronę zdrowia. Ale to nie oznacza, że zdominują sektor. Prof. Cuhls ostrzega też przed tym, że technologia nigdy nie jest neutralna, ale odzwierciedla wartości tych, którzy ją tworzą. Jako użytkownicy końcowi decydujemy, czy je zaakceptujemy (i kupimy oraz zaczniemy korzystać z technologii) czy odrzucimy.

„Często staramy się ekstra-
polować przyszłość na pod-
stawie danych i statystyk. Ale
ludźmi kierują emocje i te też
trzeba uwzględnić.”
– Prof. Kerstin Cuhls
W foresight chodzi o przygotowanie się na różne możliwości, nawet te trudne do wyobrażenia. Wiele organizacji ochrony zdrowia korzystających z tej metody przed 2020 rokiem było gotowych na pandemię COVID-19, bo przeprowadziły wcześniej symulację różnych opcji przyszłości, testując swoją odporność na możliwe kryzysy.
Pytań o jutro w ochronie zdrowia można zadać sobie dużo: Co, jeśli sztuczna inteligencja będzie nieomylna i pacjenci zaczną preferować AI zamiast lekarzy? Co, jeśli społeczeństwo nie będzie się chciało dzielić swoimi danymi zdrowotnymi? Co, gdy błąd w algorytmie AI doprowadzi do milionów błędnych diagnoz? W stawianiu sobie trudnych pytań nie chodzi o straszenie, ale o zastanowienie się, co może się wydarzyć za kilka miesięcy albo lat i co to dla mnie oznacza.
To, jaki będzie świat jutro, zależy od ludzi i ich motywacji oraz działań. Prawie każdemu z nas towarzyszy lęk przed utratą kontroli nad własnym życiem, nadzieje na lepsze jutro albo opór przed zmianą. To są emocje, które mogą blokować przyjęcie nawet najlepszych rozwiązań. Dlatego ludzie muszą mieć poczucie, że są współtwórcami zmian, a nie ich biernymi odbiorcami.
Jeśli zmiany są postrzegane jako coś, co nam się narzuca, zamykamy się na nie. Jeśli jesteśmy w nie zaangażowani – nasza wyobraźnia staje się potężnym motorem innowacji – mówi prof. Cuhls.
Nowe technologie są ważne, ale same w sobie nie zmienią rzeczywistości. Równie istotne jest reformowanie instytucji, systemów edukacji, modeli zarządzania oraz mentalności. Innowacja w ochronie zdrowia to przede wszystkim zmiana społeczna, a dopiero później technologiczna. Według teorii foresight’u, przygotowywanie się na przyszłość najlepiej zacząć od zmiany nastawienia, w tym pokory w stosunku do niepewności i zaakceptowanie jej, skupienia się na możliwościach, a nie lękach, otwartości na różne opcje bez zamykania się w swoich z góry ustalonych opiniach.
To wymaga zadawania sobie trudnych pytań, podważania własnych założeń, a czasami nawet sięgania po inspiracje ze świata science fiction. Można tam znaleźć sporo rozwiązań, które tylko na pierwszy rzut oka są czystą fantazją. Przyszłość ochrony zdrowia nie jest czymś, co po prostu się wydarzy. To coś, co możemy współtworzyć razem.
Czytaj także: Musimy dokończyć „depapieryzację” medycyny

Apka cukrzyca.pl oferuje spersonalizowaną dietę, eksperckie porady, przeliczniki wymienników węglowodanowych WW i kalkulator insuliny oraz porady i ćwiczenia relaksacyjne. Czy naprawdę pomaga „w pełni kontrolować cukrzycę”?
W Polsce z cukrzycą żyje ok. 3 mln osób i liczba ta stale rośnie. Prognozy mówią, że do 2030 roku 10% społeczeństwa będzie zmagać się z chorobą. To choroba przewlekła, którą można utrzymać w ryzach pod warunkiem modyfikacji stylu życia i stosowania się do zaleceń lekarskich. Idealnym doradcą może być w tym przypadku aplikacja mobilna.

Apka cukrzyca.pl jest młoda, bo została wprowadzona na rynek w styczniu 2024 roku. Mimo to już zyskała dobre recenzje i spore grono wiernych użytkowników. Pierwszy plus to kulisy jej opracowania – narzędzie powstało we współpracy z Kliniką Chorób Wewnętrznych i Diabetologii Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu i opiera się na wytycznych Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego. Według autorów, wspiera ona pacjentów w 7 kluczowych obszarach decydujących o jakości ich życia:
Podstawą jest bezpieczny plan żywieniowy o niskim indeksie glikemicznym dopasowany do diagnozy i sposobu leczenia. Przepisy są proste i można je przygotować w maksymalnie 30 minut. Do wyboru jest 9 planów żywieniowych, w tym z 4 posiłkami dziennie dla osób z insulinoopornością i stanem przedcukrzycowym oraz 5 posiłkami dla osób z cukrzyca typu 1 i typu 2. Oprócz tego zawierają zdrowe zamienniki cukrów, 720 wymienników składników oraz pomysły na szybkie przekąski do 1 WW, dzięki którym nie jest konieczne podawanie insuliny na korektę.
Drugą funkcją jest monitorowanie choroby. W apce można notować poziom glukozy we krwi, wyniki badań hemoglobiny glikowanej i profilu lipidowego oraz informację o postępach w redukcji masy ciała. Standardem jest kalkulator insuliny do obliczania jednostek insuliny podanej do posiłku. Głównym zadaniem cukrzyca.pl jest wyrównanie glikemii i obniżenie poziomu hemoglobiny glikowanej dzięki spersonalizowanej diecie opartej o aktualne zalecenia dietetyczne. Proste jadłospisy zachęcają do zbalansowanego odżywania się, a opcja coachingu oferuje praktyczne porady np. jak oswoić lęk w przypadku glikemii poza kontrolą. Nawigowanie po apce jest bardzo intuicyjne, a systematycznie zbierane dane pomagają w aktualizacji sposobu leczenia podczas konsultacji z lekarzem.
Cukrzyca.pl
Dla kogo: dla osób z cukrzycą
System: ioS, android
Język: polski
Cena: bezpłatna
Strona internetowa: cukrzyca.pl
Śledzone dane: dane kontaktowe, dane użycia, zdrowie

Nowa Komisja Europejska ma ambitne plany w zakresie zdrowia: EHDS, przegląd regulacji dotyczących wyrobów medycznych, nowa ustawa o lekach krytycznych i akt w sprawie biotechnologii medycznych. Jakich konkretnych zmian możemy się spodziewać jeszcze w tym roku? Na nasze pytania odpowiada Eva Hrncirova, rzecznik Komisji ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności.
Podczas szczytu UE, komisarz UE ds. zdrowia Olivér Várhelyi zwrócił uwagę na wyzwania stojące przed europejską opieką zdrowotną: starzenie się społeczeństwa, wzrost występowania chorób przewlekłych, niedobory pracowników ochrony zdrowia i rosnące koszty. Aby stawić im czoła, UE zamierza stać się liderem w dziedzinie innowacji cyfrowych, wykorzystując sztuczną inteligencję i biotechnologię. Co to oznacza w praktyce?
Wzmocnienie opieki zdrowotnej w UE jest głównym priorytetem tej kadencji. Kończąc budowę Europejskiej Unii Zdrowia, dążymy do stworzenia nowoczesnego, konkurencyjnego, innowacyjnego i odpornego ekosystemu opieki zdrowotnej w UE, służącego obywatelom. Wśród kluczowych inicjatyw, na których się koncentrujemy, są europejska przestrzeń danych dotyczących zdrowia (EHDS), reforma farmaceutyczna, ustawa o lekach krytycznych, wdrożenie rozporządzenia w sprawie oceny technologii medycznych, ustawa o biotechnologii i plan dla chorób kardiologicznych.
Rozporządzenie EHDS jest ważnym kamieniem milowym w stronę zbudowania bezpiecznego i wydajnego cyfrowego ekosystemu zdrowia w ramach europejskiej strategii danych. Weszło w życie 25 marca, a Komisja będzie ściśle współpracować z państwami członkowskimi, podmiotami świadczącymi opiekę zdrowotną, badaczami i zainteresowanymi stronami z branży, aby zapewnić sprawne i skuteczne wdrożenie EHDS.
Reforma unijnego prawodawstwa farmaceutycznego jest obecnie negocjowana z Radą UE, podczas gdy Parlament Europejski przyjął swoje stanowisko w pierwszym czytaniu 10 kwietnia 2024 r. Ma ona zasadnicze znaczenie dla terminowego i sprawiedliwego dostępu do leków dla wszystkich pacjentów w UE oraz zapewnienia konkurencyjnych i sprzyjających innowacjom farmaceutycznych ram regulacyjnych. Uzupełnia ją wniosek dotyczący ustawy o lekach krytycznych (CMA), który przyjęliśmy w marcu 2025 r. CMA zwiększy odporność łańcuchów dostaw leków poprzez ich dywersyfikację i wzmocnienie produkcji farmaceutycznej w UE.
Rozporządzenie w sprawie oceny technologii medycznych, które zaczęło obowiązywać w styczniu, ma na celu zapewnienie pacjentom w całej UE dostępu do innowacyjnych i skutecznych technologii medycznych. Ponadto zagwarantuje jakość ocen leczenia i wyrobów medycznych oraz pomoże uniknąć powielania pracy zarówno organom państw członkowskich, jak i podmiotom opracowującym technologie medyczne. Obecnie pracujemy z państwami UE nad jego wdrożeniem.
I na koniec europejski akt prawny w dziedzinie biotechnologii, który zamierzamy zaproponować w 2026 r., a który wykorzysta potencjał sztucznej inteligencji i dużych zbiorów danych oraz poprawi dostęp do finansowania – z korzyścią dla całego sektora zdrowia i pacjentów. Opracowując ten akt, Komisja zbada również możliwości uproszczenia procedur regulacyjnych.
W pierwszej kolejności wspomniała Pani o europejskiej przestrzeni danych dotyczących zdrowia. Jakie są Pani oczekiwania wobec tego megaprojektu?
Wejście w życie EHDS to historyczny krok w budowaniu realnej europejskiej unii zdrowia. Projekt kładzie fundamenty pod kompleksowe cyfrowe ramy zdrowotne, które wzmocnią pozycję obywateli, przekształcą systemy opieki zdrowotnej oraz przyspieszą badania, innowacje i konkurencyjność w całej UE.
Po pierwsze, obywatele uzyskają wgląd do swoich danych na temat zdrowia a także będą mogli udostępnić je lekarzowi za granicą. Ma to zasadnicze znaczenie dla lepszej i skuteczniejszej opieki. Po drugie, EHDS stworzy bezprecedensowy impuls dla badań, innowacji i polityki zdrowia publicznego. Udostępniając dane zdrowotne do wtórnego wykorzystania przez naukowców, organy regulacyjne i innowatorów – i do tego w bezpieczny i godny zaufania sposób – odblokujemy drogę do nowych metod leczenia, lepszych strategii zapobiegania chorobom i szybszego reagowania na przyszłe kryzysy zdrowotne.
EHDS jest kluczowym krokiem w kierunku cyfrowej transformacji systemów opieki zdrowotnej w całej UE: tworzy jasne zasady, wspólne standardy i metody gospodarowania danymi, zapewniając spójność prawną i ujednolicone podejście do udostępniania danych w sektorze zdrowia.
Jak na EHDS konkretnie skorzystają pracownicy służby zdrowia, obywatele, naukowcy i przedsiębiorcy?
Kolejne lata będą decydujące dla pełnego i właściwego wdrożenia EHDS. Komisja pracuje ramię w ramię z państwami członkowskimi, ponieważ EHDS może odnieść sukces tylko wtedy, gdy wszyscy zaangażują się w jej wdrożenie. Jest to wspólny wysiłek, a jego efekt zależy od współpracy organów krajowych, pracowników służby zdrowia i ekosystemów innowacji.
Dla pracowników służby zdrowia EHDS oznacza szybszy i pełniejszy dostęp do informacji o ich pacjentach, prowadząc do dokładniejszych diagnoz, lepszej koordynacji leczenia i mniejszego obciążenia administracyjnego. Wymaga to jednak inwestycji w infrastrukturę cyfrową i szkolenia – inicjatywy, które członkowie UE muszą podjąć teraz, aby czerpać korzyści z EHDS.
Obywatelom EHDS zapewni bezpieczny dostęp do elektronicznych kart zdrowia, recept, wyników badań i nie tylko – bez względu na to, gdzie przebywają w Europie. Aby ta wizja stała się rzeczywistością, państwa członkowskie będą musiały zintensyfikować swoje bieżące wysiłki na rzecz wdrożenia niezbędnych narzędzi cyfrowych i standardów interoperacyjności.
Naukowcom EHDS otworzy wiele nowych drzwi do badań. Łatwiejszy dostęp do rzeczywistych danych zdrowotnych w całej UE oznacza wyższą jakość badań, dowodów naukowych i szybsze opracowywanie innowacji. Podczas gdy Komisja będzie odpowiedzialna za usługi centralne, państwa UE będą musiały ustanowić krajowe organy dostępu do danych zdrowotnych i podłączyć się do wspólnej infrastruktury.
W przypadku przedsiębiorców i startupów, EHDS będzie akceleratorem innowacji. Jasne zasady obowiązujące w całej UE i równe warunki działania będą stymulować rozwój nowych cyfrowych usług zdrowotnych, diagnostyki i rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji.
Stawką jest przyszłość europejskiej opieki zdrowotnej – bardziej połączonej, bardziej spersonalizowanej, bardziej sprawiedliwej. Państwa członkowskie, które podejmą działania na wczesnym etapie, znajdą się w czołówce tej transformacji.
Podczas AI Action Summit w Paryżu niektórzy ostrzegali, że nadmierne regulacje mogą „zabić sztuczną inteligencję”. Jak postrzega Pani wpływ unijnej ustawy o sztucznej inteligencji na EHDS, w szczególności w odniesieniu do innowacji opartych na danych, takich jak algorytmy zdrowotne?
Ustawa o sztucznej inteligencji i rozporządzenie w sprawie EHDS będą stymulować innowacje w zakresie sztucznej inteligencji w opiece zdrowotnej w Europie.
Akt w sprawie AI promuje innowacje na kilka sposobów. Po pierwsze, zapewni, że rozwiązania AI wchodzące na rynek europejski będą bezpieczne, przejrzyste i będą respektować prywatność danych. Jako taki, Akt AI wzmacnia zaufanie do rozwiązań AI, w tym zaufanie pacjentów i pracowników służby zdrowia. Ma to kluczowe znaczenie dla zwiększenia popytu i wykorzystania sztucznej inteligencji w opiece zdrowotnej. Po drugie, ustawa o sztucznej inteligencji zwiększa stabilność prawną i harmonizuje przepisy w całej UE. Oznacza to, że firmy uzyskają dostęp do większych rynków.
Wreszcie, ustawa o AI umożliwia tworzenie piaskownic regulacyjnych. Piaskownice regulacyjne to kontrolowane środowiska, w których deweloperzy mogą testować innowacyjne technologie w rzeczywistych warunkach, w tym w zastosowaniach związanych z opieką zdrowotną. Znacząco ułatwi to i będzie promować rozwój, testowanie i wdrażanie rozwiązań AI w różnych sektorach.
Z kolei EHDS udostępni dane zdrowotne potrzebne badaczom i innowatorom do opracowywania, testowania i walidacji rozwiązań AI w opiece zdrowotnej.
Ale czy Europa nie potrzebuje odrobiny deregulacji, aby przyspieszyć innowacje?
Stworzenie środowiska sprzyjającego innowacjom jest dla nas priorytetem. Sektor opieki zdrowotnej jest tym, w którym Europa ma przewagę konkurencyjną nad innymi regionami. Musimy ją utrzymać. W ramach szerszego programu Komisji na rzecz usprawnień regulacyjnych będziemy szukać możliwości ułatwień w otoczeniu regulacyjnym, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiego poziomu jakości ochrony zdrowia.
Przykładowo, dokonujemy obecnie oceny rozporządzeń w sprawie wyrobów medycznych (MDR) i diagnostyki in vitro (IVDR), aby rozeznać potrzeby zmian legislacyjnych. Celem jest zbadanie możliwości uproszczenia przepisów dotyczących dopuszczenia innowacyjnych wyrobów na rynek. W ten sposób chcemy osiągnąć wysoki poziom zdrowia publicznego, przy jednoczesnym wspieraniu konkurencyjności sektora. Jeszcze w tym roku przedstawimy propozycje uproszczeń i zmniejszania obciążeń administracyjnych.
Także reforma farmaceutyczna zrównoważy zachęty do innowacji z potrzebą dostępu do bezpiecznych i skutecznych leków w Europie, skupiając się na zwiększeniu szybkości i wydajności procesów przy jednoczesnym utrzymaniu wysokich standardów jakości i bezpieczeństwa leków w UE.
We wniosku dotyczącym ustawy o lekach o krytycznym znaczeniu określono kryteria uznawania projektów – które tworzą, zwiększają lub modernizują zdolności produkcyjne w zakresie leków o krytycznym znaczeniu – za projekty strategiczne. Będą one korzystać z łatwiejszych procedur administracyjnych, a także wsparcia finansowego.
Konkurencyjność europejskiego sektora biotechnologicznego w skali globalnej ma też wzmocnić ustawa o biotechnologii. Chcemy wspierać rozwój rozwiązań biotechnologicznych i ułatwić ich wprowadzanie z laboratorium do fabryki, a następnie na rynek.
Rozporządzenie w sprawie badań klinicznych zaczęło w pełni obowiązywać w styczniu 2025 r. i stanowi duży krok naprzód w usprawnianiu procedury wydawania pozwoleń, ułatwianiu wymiany informacji między państwami członkowskimi i zwiększaniu przejrzystości procesu badań klinicznych. Doświadczenia z okresu przejściowego wskazują jednak na pewne wyzwania. W związku z tym, opracowując Biotech Act, Komisja zbada również możliwości uproszczenia procedur regulacyjnych w kontekście badań klinicznych.
Czy inwestycje w rozwój sztucznej inteligencji o wartości 200 mld euro – zapowiedziane przez przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen – będą również wspierać sztuczną inteligencję w opiece zdrowotnej?
Tak, te pieniądze pójdą też na wsparcie dla AI w opiece zdrowotnej. Jak zapowiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej, sztuczna inteligencja poprawi jakość opieki zdrowotnej, pobudzi badania i innowacje oraz zwiększy konkurencyjność. Modele sztucznej inteligencji nowej generacji wymagają rozległej infrastruktury obliczeniowej, aby dokonać przełomów w określonych dziedzinach, takich jak medycyna. Dlatego też, wraz z państwami członkowskimi i partnerami, mobilizujemy bezprecedensowy kapitał za pośrednictwem InvestAI, aby umożliwić rozwój zaawansowanych, bardzo dużych modeli językowych w UE.
Startupy rozwijające rozwiązania cyfrowe dla ochrony zdrowia często zmagają się z przepisami takimi jak RODO i MDR. Jak planują Państwo sprostać temu wyzwaniu?
W ramach wspomnianej wcześniej oceny zbadamy wpływ MDR i IVDR na małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP) oraz start-upy, a także ich harmonizację z innymi przepisami UE. W przypadku zidentyfikowania nieproporcjonalnych obciążeń administracyjnych lub szczególnych wyzwań, Komisja rozważy odpowiednie środki. Warto wspomnieć, że Komisja dokonuje też przeglądu kilku aktów prawnych w celu uproszczenia przepisów i zmniejszenia obciążeń administracyjnych w szczególności dla MŚP.
Jak wyobraża sobie Pani Europejską Unię Zdrowotną pod koniec kadencji Komisji?
Naszym celem jest dokończenie budowy Europejskiej Unii Zdrowotnej, tak abyśmy dysponowali zmodernizowanym, innowacyjnym i odpornym ekosystemem zdrowia UE, który będzie służył wszystkim obywatelom UE i zapewniał wszystkim szybszy dostęp do najlepszych metod leczenia. Główny nacisk zostanie położony na zwiększenie konkurencyjności, odporności i bezpieczeństwa opieki zdrowotnej w całej Europie, w tym poprzez dywersyfikację łańcuchów dostaw, poprawę dostępu do najbardziej zaawansowanych terapii i pracę nad strategicznymi zapasami.
EHDS, ustawa o lekach krytycznych, zmodernizowane prawodawstwo farmaceutyczne, przegląd naszych przepisów dotyczących wyrobów medycznych i nowy europejski akt w sprawie biotechnologii to tylko niektóre z kluczowych inicjatyw w ramach tej kadencji. Położymy również silny nacisk na profilaktykę zdrowotną, w tym ambitne działania w zakresie zapobiegania i leczenia nowotworów i chorób układu krążenia. Będziemy jednocześnie kontynuować prace nad aspektami związanymi ze zdrowiem psychicznym oraz walkę z lekoopornością szczepów bakterii.
Czytaj także: Jak z 200 mld inwestycji w AI skorzysta ochrona zdrowia?

Przeanalizowaliśmy wyniki badań stopnia informatyzacji placówek medycznych prowadzonych w latach 2018–2024 przez Centrum e-Zdrowia. Wniosek: polska ochrona jest w połowie cyfrowa, a w połowie papierowa. Szybko się to nie zmieni, bo na stare problemy przymyka się oczy.
Co roku Centrum e-Zdrowia (CeZ) publikuje wyniki badania poziomu cyfryzacji, które opierają się na wypełnianej dobrowolnie przez placówki medyczne ankiecie. W 2018 roku CeZ zebrał 4184 wypełnionych ankiet, a w zeszłym roku – 11185. Postanowiliśmy porównać najważniejsze wskaźniki obrazujące stan cyfryzacji za ostatnie 6 lat.
Jak dużo zmieniła pandemia pokazują badania sprzed 2020 roku. W 2018 roku niecałe 41% ankietowanych podmiotów zgłosiło posiadanie strategii IT, czyli tyle samo co w 2016 roku. Wzrosła za to o 20% liczba dedykowanych działów IT w szpitalach i w efekcie ponad 75% szpitali i 76% świadczeniodawców POZ posiadało wydzielony dział IT. Niestety, kilka lat później okazało się, że te wyniki były prawdopodobnie zniekształcone (w 2024 roku wskaźnik osiągnął 37%).
W 2018 r. znaczna większość podmiotów opieki zdrowotnej miała dostęp do komputerów do prowadzenia e-dokumentacji medycznej. Kolejne lata potwierdzały to samo – placówki medyczne posiadają sprzęt i oprogramowanie. Problem powolnej cyfryzacji leży zupełnie gdzie indziej. Ponad 54% AŚZ, w tym blisko 61% POZ, prowadziło lub było gotowych do prowadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej. Wysoki wynik? Tylko pozornie, bo wrzucenie do jednego worka pytania o prowadzenie EDM i gotowość do jej prowadzenia nie pozwala wyciągnąć żadnych wniosków. W 2018 roku repozytorium EDM posiadało 26% szpitali i 17% placówek ambulatoryjnych.
Tylko 16% podmiotów wdrożyło rozwiązania telemedyczne, ale to zmieniła – choć na krótko – pandemia COVID-19.
W badaniu z 2019 roku ponad 73% podmiotów deklarowało digitalizację dokumentacji papierowej. Z jedną uwagą – „digitalizację” w rozumieniu notowania EDM w komputerze, bo cały czas znajdujemy się w okresie przed wejściem w życie obowiązku wdrożenia EDM. Znacznie wzrósł poziom wdrożenia elektronicznych repozytoriów dokumentacji medycznej, które było obecne w 55% szpitali i 29% stacjonarnych placówkach.
Adaptacja e-usług pozostała na niskim poziomie. Zdecydowana większość badanych podmiotów nie oferowała e-rezerwacji wizyt (83,34%), elektronicznego zamawiania recept (82,65%) ani dostępu do wyników badań (71,24%) za pośrednictwem swoich stron internetowych. Podstawową metodą udostępniania dokumentacji medycznej innym podmiotom w 2018 r. nadal było jej drukowanie (79%).
W 2020 roku CeZ nie przeprowadziło badania w związku z pandemią koronawirusa.
Piąta edycja badania z 2021 r. zastała podmioty medyczne już w innej rzeczywistości cyfrowej – po wprowadzeniu obowiązku e-recept i boomie cyfryzacji napędzonym pandemią. Ale mimo to, nadal tylko 68% podmiotów zadeklarowało posiadanie rozwiązania informatycznego umożliwiającego prowadzenie dokumentacji elektronicznej – jedynie o 2,25% więcej w porównaniu do 2019 roku.
Jak można się spodziewać, wykorzystanie rozwiązań telemedycznych odnotowało znaczny wzrost – stosowało je ponad 55% podmiotów, co stanowi 5-krotny wzrost w porównaniu z 2019 rokiem. Tylko 1% podmiotów wykorzystywał AI, ale pamiętajmy, że to czasy przed premierą ChatGPT, który przyspieszył jej wdrażanie we wszystkich gałęziach gospodarki. Wyniki badania zebrano jeszcze przed obowiązkowym wystawianiem e-skierowań, ale już wówczas wdrożyło je 67,39% podmiotów.
6. edycja zaskoczyła skokiem w poziomie wdrażania EDM. Nic dziwnego – 1 lipca 2021 minął deadline na jej wprowadzenie. 89,0% badanych podmiotów zgłosiło posiadanie rozwiązań informatycznych do prowadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej, czyli o 20,6 punktu procentowego więcej w porównaniu z 2021 rokiem. Ponadto 57,5% wdrożyło indeksowanie EDM w systemie e-Zdrowie (P1), a 57,2% raportowało zdarzenia medyczne. W kolejnych latach się okaże, że to był chwilowy zryw, a do tego bardziej deklaratywny niż mający odbicie w rzeczywistości.
Kiedy wygasła pandemia, pacjenci wrócili do placówek medycznych i wykorzystanie telemedycyny spadło o połowę do 25,5%. Wdrażanie AI przyspieszyło i wzrosło do 2,5%. W kolejnych latach będzie się podwajało co rok. 44,8% placówek zadeklarowało posiadanie polityki bezpieczeństwa informacji. Przypomnijmy, że w 2018 roku było to dwa razy więcej, co sugeruje, że tamte dane mogły być błędne. Najczęściej wymienianymi barierami dla cyfryzacji w 2022 r. były brak wystarczających środków finansowych (82,3%) oraz niewystarczające kompetencje cyfrowe pracowników (45,2%). To nie zmieni się przez kolejne lata.

W siódmej (2023) i ósmej (2024) edycji CeZ wprowadził duże zmiany w pytaniach, a liczba zebranych ankiet znacznie wzrosła. Pojawiły się dokładne pytania dotyczące EDM oraz bezpieczeństwa danych.
W 2024 r. 89,1% podmiotów prowadziło EDM dla podsumowań wypisów ze szpitala, 91,1% dla kart informacyjnych leczenia szpitalnego i 85,4% dla skierowań do opieki specjalistycznej. 61,2% podmiotów indeksowało EDM w P1, a 85,4% raportowało zdarzenia medyczne.
Wykorzystanie telemedycyny stanęło na poziomie 25% podmiotów. Duży wzrost – do 4,7% – CeZ zanotował w adaptacji narzędzi sztucznej inteligencji. AI znalazła się w centrum zainteresowania i 13,1% wszystkich podmiotów zadeklarowało chęć rozpoczęcia korzystania z AI lub ich dalsze wdrażanie w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Wśród najbardziej oczekiwanych zastosowań AI znalazła się obsługa pacjentów (52,6%) i obrazowanie diagnostyczne (TK – 36,7%, MRI – 29,0%).
Coraz większa liczba podmiotów priorytetowo zaczęła traktować podejmowanie działań w zakresie cyberbezpieczeństwa (47,6% w 2024 r.). To efekt kilku głośnych ataków cybernetycznych na szpitale, które na długo zakłóciły ich działalność.
Wraz z AI wzrosło też zainteresowania narzędziami Business Intelligence (BI). W 2023 roku korzystało z nich 5,4% placówek, a w 2024 roku – 7%. W okresie jednego roku dwukrotnie wzrosła liczba placówek planujących ich wdrożenie. Najważniejszą barierą dla cyfryzacji konsekwentnie zgłaszaną we wszystkich badaniach pozostawał brak wystarczających środków finansowych (82,1% w 2024 r.).

Z analizy badań CeZ za lata 2018–2024 krystalizuje się obraz cyfryzacji sektora zdrowia. Przed pandemią, e-zdrowie było sprawą niszową. Nie było ani e-recept, a EDM dopiero miała stać się obowiązkowa. Telemedycyna w publicznej ochronie zdrowia była stosowana tylko przez wąskie grono pasjonatów cyfryzacji. Pandemia okazała się punktem zwrotnym – szczęście w nieszczęściu, że pokryła się w czasie z wdrożeniem e-recepty. I właśnie elektroniczna e-recepta była pierwszą usługą e-zdrowia stosowaną przez wszystkie placówki medyczne i dostępną dla wszystkich pacjentów, stając się katalizatorem świadomości w zakresie cyfrowej medycyny. Na taki efekt nadal czekamy w stosunku do EDM.
Jeszcze 7 lat temu placówki medyczne koncentrowały się na rozbudowie albo tworzeniu podstawowej infrastruktury informatycznej, dzisiaj coraz częściej interesują się zaawansowanymi technologiami, takimi jak telemedycyna i sztuczna inteligencja. Zapowiadane przez polskich dostawców IT rozwiązania AI do podejmowania decyzji klinicznych mogą doprowadzić do przyspieszonej adaptacji AI w najbliższych latach.
Jedno się nie zmieniło: bardzo powolne wdrażanie EDM. Placówki medyczne – niemal po połowie – podzieliły się na te, które ambitnie i poważnie podeszły do obowiązku i te, które do dziś jej nie wdrożyły. Z różnych powodów, ale przede wszystkim ze względu na błędy popełnione przy jej wprowadzaniu. Przepis okazał się regulacją na papierze, a rządzący błędnie założyli, że problemem jest brak oprogramowania albo sprzętu i na tym skupili swoje działania (programy dofinansowania na zakup sprzętu, rządowy system gabinetowy). I to mimo, iż wyniki kolejnych ankiet sugerowały zupełnie co innego. Tak, wyzwaniem są ograniczenia finansowe, ale także niskie umiejętności cyfrowe personelu.

Mniej więcej połowa placówek, która już wdrożyła EDM, teraz adaptuje narzędzia Business Intelligence, AI i przygotowuje się na wdrożenie Centralnej e-Rejestracji. Druga połowa pozostaje w tyle digitalizacji i trudno jej będzie nadgonić zaległości. Bez konkretnego planu ze strony Ministerstwa Zdrowia i CeZ, przepaść między tymi dwoma grupami będzie się powiększała. Jeszcze większa odległość pod względem e-zdrowia dzieli prywatne i publiczne placówki. Widać wyraźnie, że brakuje pomysłu i planu dla szerszego wykorzystania telemedycyny. Choć zyskała na popularności podczas pandemii, dziś oferuje ją tylko co czwarta placówka zdrowia. A mogłaby przykładowo wspomóc realizację opiekę koordynowanej, zwłaszcza konsultacje ze specjalistami, do których trudno się dostać.
Badanie też ma kilka błędów – przykładowo wyniki dla barier cyfryzacji w 2023 roku odbiegają od tych z 2022 i 2024 roku.
Dobrą wiadomością jest to, że podmioty medyczne mają dostęp do wiedzy o usługach e-zdrowia, ale jednocześnie zgłaszają duże potrzeby w zakresie podnoszenia kompetencji cyfrowych i umiejętności z zakresu bezpieczeństwa danych wśród personelu. W 1/3 placówek istnieje opór przez cyfryzacją, który najczęściej wynika właśnie z niskich umiejętności cyfrowych pracowników i niskich kompetencji zarządzania zmianą wśród dyrektorów. Tylko co trzeci podmiot medyczny ma zespół IT i tylko co drugi podejmuje działania z zakresu cyberbezpieczeństwa. Polska cyfryzacja od 3 lat dryfuje po morzu nieegzekwowanych przepisów oraz niskich umiejętności cyfrowych i nikt nie ma odwagi zająć się nierozwiązanymi od lat problemami. Bez audytu poziomu cyfryzacji i celowanych działań, MZ nadal będzie dofinansowywać zakup komputerów i systemów, co nie przyniesie żadnych efektów.

Czytaj także: Stan informatyzacji placówek medycznych 2025 [RAPORT]
W nowym wydaniu OSOZ Statystyki m.in. najświeższe dane z rynku farmaceutycznego w I kw. 2025 roku oraz analiza sprzedaży aptecznej leków psychotropowych i odurzających.
POBIERAM BEZPŁATNIE e-wydanie OSOZ Statystyki 5/2025 (43 strony, PDF)
W numerze 5/2025 OSOZ Statystyki:
W porównaniu do pierwszych kwartałów ostatnich lat widać dwucyfrowy wzrost wartości rynku aptecznego przekraczający w trzech ostatnich pomiarach 10%. W pierwszym kwartale 2025 roku Polacy wydali na produkty w aptece prawie 14,7 mld złotych, czyli o 11,4% więcej niż w roku poprzednim. Za tę kwotę kupiliśmy ponad 450 milionów opakowań różnych produktów – o 3,5% więcej rok do roku. Dysproporcja w tempie wzrostu wartości rynku i ilości sprzedanych opakowań wynika – w dużej mierze – z rosnących cen. Kwartał do kwartału urosły one o 7,6%. Dynamika zmian ceny w górę maleje jednak w ostatnich latach.
W latach 2020–2023, czyli od momentu, kiedy wprowadzono e-recepty – w efekcie czego w internecie zaczęły mnożyć się „receptomaty” – sprzedaż leków z grupy psychotropowych i odurzających wzrosła o 10%, z 30,2 mln opakowań do 33,1 mln. Była to największa sprzedaż od w okresie ostatnich 25 lat. W 2024 roku poziom sprzedaży wrócił do poziomu trendów wieloletnich i uplasował się na poziomie 30,4 mln opakowań. Jednocześnie po raz pierwszy sprzedaż wartościowa przekroczyła granicę 1 mld zł, podwajając się w zaledwie okresie 7 lat.
Ponadto w numerze:
Wszystkie archiwalne numery OSOZ Statystyki znajdziesz na zakładce POBIERZ.

Młodzi ludzie często kierują się poradami promowanymi przez zdrowotnych influencerów i pseudo-ekspertów na TikToku albo Instagramie. Czy nowe prawo ograniczy ten niebezpieczny dla zdrowia i szkodliwy społecznie proceder?
Z TikToka korzysta już 8 mln Polaków. To głównie młodzi ludzie, którzy codziennie spędzają ok. 1 godziny na oglądaniu krótkich klipów wideo – często takich zawierających porady dotyczące zdrowia. Osoby podające się za specjalistów medycyny przekazują niepodparte faktami naukowymi informacje na temat samodiagnozy i leczenia. Niektóre z nich mogą być tragiczne w skutkach. Według badań, aż 83% wszystkich porad zdrowia psychicznego dostępnych na TikToku wprowadza w błąd, a 14,2% jest niebezpiecznych dla zdrowia i życia.
Influencerzy zdrowotni, pseudo-uzdrowiciele, pseudo-lekarze czy osoby prowadzące działalność pseudomedyczną w internecie pozostają jednak bezkarne. Powód jest prosty: sprawę musi zgłosić do prokuratury Rzecznik Praw Pacjenta (RPP), a to dzieje się sporadycznie. Nie ma też jednego konkretnego przepisu, który pozwalałby ścigać dezinformację medyczną z urzędu. Dlatego osoby sprzedające niedopuszczone na polski rynek leki sprowadzane zza granicy albo promujące niesprawdzone terapie dotąd nie musiałby się obawiać konsekwencji prawnych, zarabiając krocie na nieuczciwym biznesie. Jeśli już dochodziło do procesu, powoływały się na dowody naukowe np. z Chin, przez co tego typu sprawy ciągnęły się miesiącami.
Ale nie chodzi tylko o walkę z nieuczciwym biznesem, ale przede wszystkich o niwelowanie zagrożeń informacyjnych dla zdrowia pacjentów – zwłaszcza tych, którzy w desperacji i chorobie szukają alternatywnych metod leczenia i nie są w stanie zweryfikować ich wiarygodności.
Dezinformacja w mediach społecznościowych ma coraz większy negatywny wpływ społeczny. Przykładowo, nieprawdziwe informacje o szczepieniach rozpowszechniane w internecie doprowadziły do dwukrotnego zwiększenia liczby uchyleń od szczepień obowiązkowych w przeciągu 5 lat. W 2019 roku było ich 48,6 tys., a w 2023 roku – 87,3 tys.
Batem na tego typu procedery ma być projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, nazywany „Lex szarlatan”. Nowe przepisy mają umożliwić łatwiejsze karanie osób, które publicznie szerzą dezinformację medyczną i czerpią z tego korzyści majątkowe lub osobiste.
Po pierwsze, RPP ma uzyskać uprawnienie do nakładania kar pieniężnych w drodze decyzji – i to nawet do 1 miliona złotych – z możliwością zaskarżenia do sądu administracyjnego. Głównym czynnikiem decydującym o nałożeniu kary ma być fakt, czy dana osoba wspomaga proces leczniczy, stawiając diagnozy i proponując leczenie, ale nie mając do tego odpowiednich uprawnień. Jest to kompetencja podobna do tego, jaką posiada obecnie Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Po drugie, RPP zyska możliwość sankcjonowania dezinformacji medycznej. I to ten element „lex szarlatan” może posłużyć jako bat na influencerów medycznych. Chodzi bowiem o karanie osób nie mających uprawnień do wykonywania zawodu medycznego, ale stosujących metody paramedyczne.
– Jestem przekonany, że działalność niektórych influencerów będzie mogła podpadać pod przepisy dotyczące dezinformacji medycznej – twierdzi Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.

Nowa ustawa jest potrzebna, bo pseudo-porady medyczne stały się lukratywnym biznesem zagrażającym zdrowiu i życiu nieświadomych pacjentów. Na efekty przyjdzie jednak poczekać, a te będę zależne od egzekwowania przepisów. Problemem będą porady balansujące na granicy medycyny i ogólnych informacji life-stylowych. Przykładem są mnożące się na TikToku filmiki influencerów, którzy zaczęli u siebie diagnozować ADHD albo depresję bez porady lekarskiej. Nie muszą oni dawać żadnych rad – obserwujący ich fani po prostu kopiują zachowania swoich idoli. Aby prawo nie było martwe, Biuro Rzecznika Praw Pacjenta będzie musiało być zasilone kadrami monitorującymi internet. Tak, aby nie skończyło się karaniem tylko nagłaśnianych przez prasę przypadków albo spraw, w przypadku których doszło do uszczerbku na zdrowiu pacjenta.
Czytaj także: AI to trend technologiczny nr 1 w ochronie zdrowia

W ramach inicjatywy SprawdzaMY zespołu Rafała Brzoski, zebrano tysiące pomysłów dla usprawnienia funkcjonowania polskiej gospodarki i administracji. W gronie tzw. „Wielkiej Siódemki deregulacji” znalazła się ochrona zdrowia. Z 400 projektów, 11 dotyczy zdrowia, a 6 zostało przyjętych do realizacji.
Rafał Brzoska – Prezes inPostu – od kilku miesięcy szuka sposobów na de-biurokratyzację życia. Część z nich jest kontrowersyjnych, niektóre to od dawna zgłaszane postulaty wielu środowisk, które jednak nie miały dostatecznej siły przebicia. Wśród nich są też projekty w zakresie cyfryzacji ochrony zdrowia, które już przekazano do realizacji.
Teoretycznie pacjenci już mogą sprawdzać online czas oczekiwania na przyjęcie na wybranym Szpitalnym Oddziale Ratunkowym (SOR). Zamiast ruszać w ciemno do najbliższego szpitala, można wejść na stronę pacjent.gov.pl i zobaczyć długość kolejki i to aktualizowaną w czasie rzeczywistym. Niestety, mało kto wie o tej możliwości. Dlatego narzędzie ma zostać włączone do aplikacji mojeIKP.
Krok jak najbardziej logiczny, bo mojeIKP to miejsce, w którym powinno się mieć dostęp do wszystkich informacji i usług związanych ze zdrowiem. Jest tam już np. mapa defibrylatorów. Aż dziwne, że nie zrobiono tego wcześniej.
Ministerstwo Zdrowia konsekwentnie wdraża Centralną e-Rejestrację. Dla części świadczeń będzie obowiązkowa jeszcze w tym roku. Z założenia pomysł jest słuszny: obecnie pacjenci muszą dzwonić do wielu placówek, by znaleźć termin. To frustruje i powoduje sztuczne kolejki, bo niektórzy zapisują się na wszelki wypadek do kilku specjalistów, na zapas bez skierowania albo nie odwołują wizyt, bo nie pamiętają o nich albo zostali już przyjęci w innym miejscu.
Nowy system pozwoli na centralne umawianie wizyt. Pacjent otrzyma SMS/e-mail z przypomnieniem, aby mógł łatwo anulować termin. e-Rejestracja będzie dostępna przez IKP i aplikację mojeIKP. Będzie się też można umówić w placówce zdrowia albo telefonicznie.
Po drodze nie zabrakło pomysłów Brzoski, które były krytykowane za brak znajomości specyfiki rynku. Jak przykładowo „kolejki last-minute” – jeśli ktoś zrezygnuje z wizyty lekarskiej, to pierwsza osoba w kolejce, korzystając z aplikacji mObywatel, wskoczy na jego miejsce. Do dyskusji włączyło się Centrum e-Zdrowia argumentując, że CeR będzie obsługiwany w IKP i mojeIKP, a nie mObywatel. Pomysł skrytykował też Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, który zwrócił uwagę na niuanse, jak np. stan medyczny pacjentów wpływający na kryteria przyjęć. Kolejka do lekarza to nie kolejka po jabłka.
Z tego pomysłu prawdopodobnie nic nie będzie. MZ i CeZ wdrażają Centralną e-Rejestrację w IKP i rozporządzenie regulujące CeR nie mówi nic o integracji z mObywatel. Czy pojawi się opcja informowania o wcześniejszym terminie? Raczej nie, bo dyskryminowałaby pacjentów nie korzystających z aplikacji, ale umawiających się przez telefon.
Pacjenci ubiegający się o orzeczenia zdrowotne muszą dostarczać papierową dokumentację i to mimo że wszystkie dane są dostępne w IKP. Propozycja Brzoski zakłada umożliwienie lekarzom orzecznikom pełnego dostępu do cyfrowej dokumentacji pacjentów. Proste rozwiązanie oszczędzające czas i likwidujące papierologię zostało pozytywnie zaopiniowane i jest na etapie prac legislacyjnych.
Kolejny papier do likwidacji: orzeczenia z medycyny pracy są nadal wystawiane wyłącznie na papierze, a pracownicy muszą je dostarczać do pracodawcy osobiście przy każdej zmianie pracy. Zespół Brzoski proponuje pełną cyfryzację. Dokumenty mogłyby być przesyłane bezpośrednio do pracodawców przez system. Orzeczenia byłyby wystawiane raz i ważne przy kolejnych zatrudnieniach, jeśli specyfika pracy się nie zmienia.
Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych zgłaszało swoje zastrzeżenia, ale projekt został wstępnie zaakceptowany. Jego wdrożenie będzie wymagało zmian w rozporządzeniu Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej w sprawie przeprowadzania badań lekarskich pracowników, zakresu profilaktycznej opieki zdrowotnej nad pracownikami oraz orzeczeń lekarskich wydawanych do celów przewidzianych w Kodeksie pracy.
Wydawałoby się, że takie absurdy w czasach cyfryzacji już nie istnieją. Osoby z orzeczoną niepełnosprawnością cały czas muszą osobiście składać wnioski o wydanie karty parkingowej, podpisując je w obecności urzędnika. To archaiczna procedura, szczególnie dla osób z ograniczoną mobilnością.
Zespół Brzoski proponuje składanie wniosków online, z wykorzystaniem podpisu elektronicznego, profilu zaufanego albo aplikacji mObywatel. Rozwiązanie jest już w fazie procedowania i zyskało poparcie zespołu rządowego.
Mimo cyfryzacji ochrony zdrowia, cały czas jest problem z dostępem do wyników badań laboratoryjnych on-line. Pacjenci muszą sami zbierać i donosić do placówki zdrowia swoje wyniki, a badania często muszą być dublowane, bo lekarz nie ma dostępu do danych potrzebnych do prawidłowej diagnozy. Problemem jest brak standardów kodowania badań – każde laboratorium stosuje własne.
Założenie, że wszystkie badania laboratoryjne będą dostępne w IKP – i to w jednolitej formie, aby można je było porównywać i zestawiać – jest logiczne. Ale z braku standardów dla wyników badań laboratoryjnych i interoperacyjności systemów realizacja pomysłu będzie musiała poczekać. Tak czy owak, propozycja jest sensowna i została przyjęta. Prawie we wszystkich pomysłach dotyczących cyfryzacji w ochronie zdrowia, Brzoska upiera się na wykorzystaniu aplikacji mObywatel. Ale to IKP i mojeIKP są od lat rozwijane jako e-kartoteka pacjenta i trudno się spodziewać, że to się zmieni. Ten podział na aplikację do spraw administracyjnych (mObywatel) i zdrowotnych (IKP) ma sporo zalet i sprawdził się w wielu innych państwach.
Czytaj także: Biurokracja kradnie czas lekarzom. Jak ją ograniczyć?

Ministerstwo Zdrowia szuka instytucji, która przeprowadzi szkolenia pracowników ochrony zdrowia z cyberbezpieczeństwa.
20 maja 2025 r. ruszył nabór w ramach Programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS). Celem jest przeprowadzenia kształcenia i podniesienie kompetencji pracowników systemu ochrony zdrowia w zakresie zasad cyberbezpieczeństwa.
O realizację projektu mogą ubiegać się instytucje nauki i edukacji, które:
Projekt obejmuje opracowanie programów, modułów i materiałów szkoleniowych z zakresu cyberbezpieczeństwa; organizację i przeprowadzenie szkoleń oraz analizę skuteczności działań szkoleniowych.
Na realizację szkoleń MZ przeznaczyło 36,96 mln zł, z czego 82,52% pochodzi z funduszy UE, 12,48% ze środków krajowych), a 5% wkład własny wnioskodawcy. Nabór trwa od 20 maja do 11 lipca 2025 roku.
Do dofinansowania zostanie wybrany tylko jeden projekt. Szczegółowe informacje znajdują się na stronie Funduszy Europejskich (kliknij tutaj).
Czytaj także: Pobierz poradnik cyberbezpieczeństwa w placówkach ochrony zdrowia
W majowym numerze OSOZ Polska (5/2025) przyglądamy się z bliska danym na temat cyfryzacji sektora zdrowia w latach 2018-2024. Porównujemy wskaźniki, szukamy przyczyn porażek i rozwiązań na szybkie wdrożenie EDM oraz szersze zastosowanie AI i telemedycyny.
Polecamy także:
KLIKNIJ TUTAJ, aby pobrać bezpłatnie majowe e-wydanie OSOZ (90 stron, PDF)
Spis treści:
Wszystkie wydania archiwalne dostępne są na zakładce POBIERZ.
« Poprzednie 1 … 30 31 32 33 34 … 150 Następne »