
Znamy zwycięzców III edycji konkursu „Wdrożenie innowacji w opiece zdrowotnej” organizowanego przez Sieć Lekarzy Innowatorów Naczelnej Izby Lekarskiej. Nagrodzono predykcyjny monitoring zdrowia, mobilny gabinet cytologiczny i mammograficzny, chatbot do wstępnego wywiadu medycznego oraz rozwiązanie AI w diagnostyce obrazowej.
Innowacje mają sens tylko wtedy, gdy stają się wdrożeniem – to idea przewodnia Konkursu NIL IN promującego osoby i placówki zdrowia wdrażające innowacje technologiczne lub organizacyjne, które realnie poprawiają jakość, efektywność lub bezpieczeństwo opieki nad pacjentem. Uroczysta gala finałowa III edycji odbyła się 18 listopada br. w Muzeum Historii Polski w Warszawie.
W kategorii „Szpitalnictwo” zwyciężył projekt Predykcyjny monitoring zdrowia i bezpieczeństwa dla SOR – EMERGENT, wdrożony na Klinicznym Oddziale Ratunkowym Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, a zainicjowany przez Dariusza Szplita, Kierownika Działu Innowacji, Analityki i Wdrożeń Technologii Medycznych oraz Mariusza Budzisza, Kierownika Działu Informatyki.

EMERGENT to innowacyjny system IoT (Internetu Rzeczy) łączący monitorowanie parametrów życiowych pacjentów (saturacja, tętno, temperatura) z precyzyjną lokalizacją w budynku dzięki technologii UWB (bezprzewodowa technika komunikacji krótkiego zasięgu, która wykorzystuje bardzo krótkie impulsy radiowe o szerokim paśmie, umożliwiając precyzyjną lokalizację).
System wyposażony jest w opaski noszone przez pacjentów, czujniki środowiskowe, kotwy lokalizacyjne oraz aplikacje i dashboardy dla personelu medycznego. Dostarcza powiadomień i alarmów, co pozwala na szybszą reakcję i podnosi poziom bezpieczeństwa pacjentów, jednocześnie zmniejszając obciążenie pracowników. Dzięki analizie danych w czasie rzeczywistym możliwe jest nie tylko szybkie wykrywanie zdarzeń, takich jak upadki, ale także przewidywanie ich ryzyka poprzez analizę ruchu i zachowania pacjenta.
W kategorii „Opieka ambulatoryjna” nagrodę zdobył Cytomammobus – nowoczesny mobilny gabinet diagnostyczny do realizacji badań profilaktycznych dla kobiet ze słabą dostępnością do opieki zdrowotnej. Projekt został zainicjowany przez dr n. med. Artura Prusaczyka, Wiceprezesa Centrum Medyczno-Diagnostycznego w Siedlcach.

3,5-tonowy pojazd łączy gabinet cytologiczny i mammograficzny, oferując test HPV DNA i mammografię w wysokim standardzie, wykonywane przez wykwalifikowany personel. Projekt znacząco zwiększa dostęp do badań profilaktycznych, skraca kolejki, odciąża przychodnie i wspiera wczesną diagnostykę raka piersi i szyjki macicy. Badania blisko domu eliminują długie dojazdy, umożliwiają wczesne wykrycie chorób, co zwiększa skuteczność leczenia, minimalizuje obciążenie systemu zdrowotnego. Jedno urządzenie obsługuje wielu pacjentów w różnych lokalizacjach.
W kategorii „Samoopieka” nagrodę otrzymał Symptomate Chatbot opracowany przez wrocławski startup Infermedica. To inteligentny, empatyczny chatbot, który dzięki połączeniu bazy wiedzy medycznej, algorytmów sztucznej inteligencji i dużych modeli językowych przeprowadza cyfrowy wywiad medyczny. Umożliwia pacjentom opisanie swoich objawów w formie rozmowy, a następnie dostarcza wskazówek, możliwych przyczyn dolegliwości oraz rekomendacji co do dalszych kroków, np. konsultacji z lekarzem.

Specjalne wyróżnienie “Wdrożenia – jak sztuczna inteligencja zmieniła opiekę nad pacjentem” otrzymał projekt wdrożenia AI w MR, PET i mammografii autorstwa Łukasza Pruszyńskiego, Kierownika Elektroradiologów Medycznych i Elektroradiolog z Radomskiego Centrum Onkologii. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji w systemie SubtlePET skrócono czas trwania badań o 40–60% (do 8 minut), zmniejszono dawki izotopów oraz wydłużono technologiczną żywotność urządzeń.

– To jest duży skok jakościowy w badaniach diagnostycznych, mniejszy stres dla pacjenta, a co najważniejsze to rozwiązanie to także jego bezpieczeństwo. – wyjaśnia dr Jacek Lesiak, specjalista medycyny nuklearnej z Radomskiego Centrum Onkologii. Radomskie Centrum Onkologii to pierwszy w Polsce i jeden z nielicznych w Europie szpital korzystającym z tak innowacyjnych rozwiązań w obrazowaniu i diagnostyce onkologicznej.
– W przypadku pierwszego i na razie jedynego ośrodka stosującego AI w PET badanie zostało skrócone z 20 do 10 minut, jednocześnie zmniejszając ilość potrzebnego izotopu z średniej dawki 350 do 230MBq” – podkreślił laureat.
Placówka stosuje też rozwiązanie AI wspomagające oznaczanie zmian w screeningu piersi. Narzędzie wspomaga pracę radiologa, jednocześnie określa ryzyko zrakowienia zmiany w najbliższych 2 latach, co wykorzystuje się do skrócenia interwalu badan kontrolnych w razie podejrzanej zmiany. W planach jest kolejne rozwiązanie AI w badaniach prostaty.
Poza laureatami wyróżniono także finalistów konkursu w trzech kategoriach: szpitalnictwo, opieka ambulatoryjna i samoopieka. Wśród nich znalazły się rozwiązania z zakresu koordynacji sal operacyjnych, cyfrowej diagnostyki zdrowia psychicznego, automatyzacji pracy placówek medycznych, innowacyjnej opieki okołoporodowej czy zastosowania AI w profilaktyce.
Jak podkreślają organizatorzy, konkursu pokazuje, jak ogromny potencjał drzemie w polskim środowisku medycznym, naukowym i technologicznym. To także inspiracja do dalszych działań – budowania systemu, w którym nowoczesne rozwiązania są wdrażane i realnie służą pacjentom.
Czytaj także: Pobierz bezpłatny raport „Cyfrowa placówka medyczna”.
Metaanaliza rynku aptecznego za ostatnie 30 lat: sprzedaż wartościowa wzrosła o 2,3-krotnie, a ilościowa nieznacznie bo o ok. 30%. Polacy kupili w 2024 roku 46 mln opakowań leków z paracetamolem, rynek od lat utrzymuje się na stabilnym poziomie 44-48 mln opakowań/rocznie.
POBIERZ BEZPŁATNIE e-wydanie OSOZ Statystyki 11/2025 (43 strony, PDF)
W numerze 11/2025 OSOZ Statystyki:
Analizując dynamikę wzrostu rynku aptecznego w wartości sprzedaży w cenach detalicznych brutto raczej nie dziwi fakt, że w ciągu 28 lat rynek urósł prawie 7-krotnie: z 8,4 miliarda złotych w roku 1997 do niemal 60 miliardów w roku 2024. Jednak uwzględniają inflację, nominalnie jest to już tylko 2,3-krotny wzrost. Analizując dynamikę wartości rynku, tylko raz w historii apteki odnotowały spadek wartości rok do roku. I nie był to – co mogłoby się intuicyjnie wydawać – czas pandemii, a okres lat 2011–2012. Osoby z dłuższym stażem w biznesie aptecznym doskonale kojarzą ten moment – w 2012 wprowadzona została nowa ustawa refundacyjna, która rewolucyjnie zmieniła „reguły gry” na rynku.
20 lat temu w aptekach sprzedawano co roku ok. 30 mln opakowań leków z paracetamolem, obecnie to 1,5-krotnie więcej (46 mln w 2024 roku). W tym czasie cena wzrosła 3-krotnie, podobnie jak asortyment. Od ok. 10 lat popyt na paracetamol w Polsce jest wyrównany. Jedynie w 2022 roku – silnym sezonie grypowym – wzrósł jednorazowo do 55 mln. Najwięcej sprzedaje się go w USA, Australii i Kanadzie, a w Europie – we Francji i Danii. Konsumpcja paracetamolu rośnie na świecie w tempie ok. 4% rocznie, napędzana starzejącym się społeczeństwem i rosnącą częstotliwością występowania bólu przewlekłego. Niestety, rośnie też jego spożycie w charakterze środka odurzającego.
Ponadto w numerze:
Wszystkie archiwalne numery OSOZ Statystyki znajdziesz na zakładce POBIERZ.


W sklepach z aplikacjami jest kilkaset tysięcy apek stworzonych w celach zdrowotnych. Podpowiadamy, jak w tej masie odnaleźć te najlepsze. Niektóre to prawdziwe perełki znacznie ułatwiające umówienie wizyty do lekarza, dojście do wymarzonej formy fizycznej, a nawet poprawiające jakość snu i nastrój.
Każdy smartfon – niezależnie od marki – ma wbudowaną aplikację gromadzącą dane dotyczące naszego zdrowia: ile kroków dziennie robimy, jak długo śpimy, jak dużo się ruszamy. Apple, Huawei oraz Samsung nie bez powodu wprowadzają do swoich telefonów i inteligentnych zegarków coraz więcej opcji zdrowotnych – zainteresowanie nimi szybko rośnie, bo jesteśmy coraz bardziej świadomi tego, jak wiele możemy sami zrobić dla swojego zdrowia. Biohacking, czyli kontrola parametrów zdrowia, oferuje lepszy wgląd w funkcjonowanie organizmu i lepsze zrozumienie potrzeb. Apki zdrowotne oferują też wiele rozwiązań ułatwiających poruszanie się po zawiłym systemie ochrony zdrowia.
Postęp w dziedzinie monitoringu zdrowia z pomocą urządzeń „smart” robi wrażenie. Smartwatche Apple mają już opcję ostrzegania o nadciśnieniu, a te od Samsunga mierzą nawet poziom tkanki tłuszczowej i mają coacha snu. Jeszcze kilka lat temu mogliśmy co najwyżej mierzyć liczbę kroków, a dzisiaj standardem jest wykrywanie arytmii i migotania przedsionków, kontrola jakości snu czy pomiar poziomu natlenienia krwi. Wiele z parametrów mierzonych dziś w domu, kilka lat temu można było skontrolować tylko w laboratorium lub gabinecie lekarskim.
Wśród tysięcy apek są sportowe i fitness, pomagające zrzucić zbędne kilogramy i zdrowo się odżywiać albo zredukować poziom stresu. Są apki do medytacji, jogi w domu, zamieniające mycie zębów w przygodę albo kontrolujące jakość powietrza. Niektóre pozwalają znaleźć termin wizyty u lekarza i sprawdzić ceny leków w aptece, a inne – umówić się na telekonsultację i połączyć się z lekarzem. Są i takie, które pomagają chorym przewlekle kontrolować parametry zdrowia i w ten sposób trzymać w ryzach chorobę.
Każdy może znaleźć coś dla siebie, w zależności od osobistych celów i aspiracji. Jednak wybranie odpowiedniego narzędzia nie jest łatwe: brakuje jednego rejestru zaufanych aplikacji, a lekarze nie posiadają o nich dostatecznej wiedzy, aby polecać te zaufane. Nawet nie mogą tego robić, bo zdecydowana większość aplikacji zdrowotnych nie jest urządzeniami medycznymi zgodnie z obowiązującym prawem. Dlatego pozostaje kierowanie się opiniami innych oraz własną rozwagą.
Pierwszym odruchem przy szukaniu apek jest najczęściej wpisanie do Google pytania w stylu „najlepsza aplikacja na ….”. Dużo lepszym sposobem jest szukanie bezpośrednio w sklepie internetowym, jak Apple Store albo Google Play. Publikują one często rankingi najlepszych apek z danej kategorii. Od razu można sprawdzić ocenę apki (w tym liczbę recenzji) oraz zweryfikować, jakie dane gromadzą.
Nie ma bezpłatnych aplikacji – jeśli nie trzeba za nie płacić, to wówczas płacimy oglądając reklamy albo co gorsza w ukryty sposób, przekazując swoje dane. Wyjątkiem są apki oferowane przez placówki medyczne. Te płatne mogą kosztować nawet kilkaset złotych rocznie. Zanim się na nie zdecydujemy, nie zaszkodzi przetestować, co potrafią, w ramach bezpłatnych okresów próbnych. Jeśli aplikacja ma służyć do zmiany zachowań, np. jako coach zdrowia albo motywator do ćwiczeń, nie od razu trzeba płacić za cały rok, bo może się okazać, że nowy, zdrowy nawyk wejdzie w krew po kilku tygodniach.

Każda aplikacja, niezależnie od zastosowania, wymaga od nas zaangażowania i regularnego stosowania. Jak wskazują badania, znaczna część osób stosujących aplikacje fitness, dietetyczne albo do poprawy higieny snu, przestaje z nich korzystać po kilku tygodniach. Nie ma się co łudzić – sama aplikacja nie sprawi cudów. Może zmotywować wprowadzając elementy zabawy, zmienić nudne ćwiczenia w angażujące wyzwania albo zaoferować ułatwienia, których nie znajdziemy nigdzie indziej, jak przykładowo wyszukiwarkę wolnych terminów u specjalistów albo przypomnienia o zażyciu leków.
Korzystanie z aplikacji zdrowotnych może przynieść wiele korzyści, ale należy pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa cyfrowego. Aplikacje nie mogą być substytutem porady lekarskiej ani metodą samodzielnego diagnozowania chorób.
W niektórych krajach, jak Francja, Belgia czy Niemcy aplikacje są wystawianie na receptę jak leki, a ich zakup jest refundowany. Są to jednak produkty medyczne, które mają potwierdzone badaniami klinicznymi korzyści zdrowotne, jak np. apki oferujące terapie kognitywno-behawioralne w przypadku obniżonego nastroju i lekkich depresji. Ich stosowanie odbywa się pod okiem lekarza.
W Polsce także pojawiają się postulaty, aby wprowadzić takie rozwiązanie. W końcu zdrowie w dużym stopniu zależy od samodyscypliny, a w tym mogą pomóc aplikacje. Do tego nie mają żadnych skutków ubocznych.
Eksperci są zdania, że aplikacje mogą świetnie uzupełnić, a czasami zastąpić terapie lekowe. Dla pokolenia Z, korzystanie ze smartfona stało się codziennością, dlatego konieczne jest przemyślenie obecnego podejścia do medycyny i profilaktyki. Dobrą wiadomością dla użytkowników apek jest to, że rynek szybko odsiewa dobre apki od złych i każdy może znaleźć coś dla siebie. Według najnowszych danych, Internetowe Kontro Pacjenta (IKP) ma już ponad połowa Polaków (łącznie 20 milionów osób). Z aplikacji mojeIKP korzysta ok. 3 mln osób. To zdecydowanie najpopularniejsza aplikacja w Polsce. Na kolejnych miejscach są apki z ćwiczeniami fitness i pomagające zasnąć oraz te ułatwiając poruszanie się po systemie zdrowia, jak VisiMed. Co roku zdobywają coraz więcej zwolenników, poprawiając jakość życia i zdrowie oraz oferując monitoring parametrów zdrowia, co ułatwia dbanie o samego siebie. Czas się powoli przyzwyczajać do tej nowej formy leków.
Czytaj także: Premiera raportu o mobilnych aplikacjach zdrowotnych

Łukasz Sosnowski, związany dotąd z Naczelną Izbą Lekarską, został Dyrektorem Departamentu e-Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia, a jego zastępczynią – Karolina Tądel odpowiedzialna za projekty AI w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie (IMiD). Poprzednie kierownictwo, które tworzyli Wojciech Demediuk, Grzegorz Borowiec i Dominik Szostak, zostało odwołane.
O zmianach w komórce odpowiedzialnej za cyfryzację mówiło się od dawna. Nowa Minister Zdrowia, Jolanta Sobierańska-Grenda, wymieniła już wszystkie osoby odpowiedzialne za cyfryzację ochrony zdrowia. Najpierw powołała Tomasza Maciejewskiego, długoletniego Dyrektora Instytutu Matki i Dziecka, na wiceministra od e-zdrowia. W zeszłym tygodniu ze stanowiskiem Dyrektora Centrum e-Zdrowia pożegnała się Małgorzata Olszewska, którą zastąpił Adam Konka. Zmian dopełniają przetasowania w Departamencie e-Zdrowia.
Przed nowym zespołem Minister Zdrowia spore wyzwanie realizacji całej listy projektów e-zdrowia realizowanych w ramach Krajowego Planu Odbudowy, w tym m.in. Centralnej e-Rejestracji, Platformy Usług Inteligentnych, czyli algorytmów AI dla diagnostyki obrazowej. Jednym z palących zadań jest dokończenie wdrażania Elektronicznej Dokumentacji Medycznej oraz włączenie do EDM 9 nowych dokumentów. Do tego dochodzi jeszcze Europejska Przestrzeń Danych Zdrowotnych (EHDS), do której przygotowania w Polsce praktycznie jeszcze się nie rozpoczęły, zwłaszcza pod względem tzw. wtórnego przetwarzania danych.

Łukasz Sosnowski przez ostatni rok był Partnerem Operacyjnym Sieci Lekarzy Innowatorów przy Naczelnej Izbie Lekarskiej, uczestnicząc w m.in. projektach dotyczących AI w medycynie. Jest ekspertem w dziedzinie innowacji medycznych i zarządzania projektami. To nie jego pierwsza praca w administracji publicznej – w latach 2007-2013 był negocjatorem budżetu UE w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a od 2021 roku członkiem grupy roboczej ds. AI powołanej przy Ministerstwie Cyfryzacji.
W sektorze prywatnym kierował działami kontrolingu i planowania strategicznego, wdrażając zaawansowane systemy budżetowe i analityczne. Z jego inicjatywy na blogu OSOZ ukazywały się cykliczne felietony ekspertów NIL IN na temat transformacji cyfrowej ochrony zdrowia. Jest zwolennikiem sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia i telemedycyny. W debacie zorganizowanej w TVP Info mówił m.in., że „każde rozwiązanie, które pomoże lekarzowi leczyć lub monitorować stan zdrowia chorego na odległość i interweniować w razie niepokojących sygnałów, spotka się z akceptacją pacjentów”.
Karolina Tądel jest specjalistką w zakresie analityki medycznej, danych klinicznych i zastosowań sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia. Przez prawie 2 lata zarządzała projektami w departamencie AI przy Instytucie Zdrowia Dziecka. IMiD to pierwszy w Polsce szpital, który powołał komórkę odpowiedzialną za wdrażanie sztucznej inteligencji. Następnie przez 2 lata pracowała w Novartis jako menedżerka innowacji zdrowia cyfrowego, a w marcu br. wróciła do IMiD i objęła stanowisko kierowniczki Działu Zarządzania Danymi.
Tądel jest doktorantką na Uniwersytecie Medycznym im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, gdzie prowadzi badania nad zastosowaniem AI w naukach medycznych.
– Obecnie otwieramy się na wykorzystanie tzw. agentów AI, czyli narzędzi automatyzujących czynności, które dotychczas były wykonywane ręcznie. Dotyczy to zwłaszcza analiz jakościowych i przeglądu przypadków klinicznych prowadzonych metodą case by case. Analizujemy, na ile agenci AI mogą wspierać nas w identyfikowaniu wzorców, trendów i nieprawidłowości, których wcześniej – z powodu ograniczonych zasobów – nie byliśmy w stanie wychwycić. Takie podejście może znacząco usprawnić procesy analityczne, poprawić jakość danych i odciążyć zespoły, które dziś poświęcają na te zadania ogromną ilość czasu. To również krok w stronę lepszego wykorzystania danych do planowania finansowego i organizacyjnego, tak aby technologie AI realnie wspierały codzienne funkcjonowanie szpitala – mówił Tądel podczas ostatniego Forum Rynku Zdrowia.
Czytaj także: AI w medycynie. „Jesteśmy w błędnym kole pilotaży”

Każdy dyktator marzy o władzy bez końca. I o ile z łatwością można wyeliminować przeciwników politycznych, to na przeszkodzie stoi zawsze śmierć. Czy prezydent Chin Xi Jinping i prezydent Rosji Władimir Putin – którzy przekroczyli 70-tkę – mają plan, aby ją oszukać? Tak sugeruje przypadkowo zasłyszana wymiana zdań na paradzie wojskowej w Pekinie.
Na nagraniu słyszymy, jak tłumacz Xi mówi, że ludzkie organy można wielokrotnie przeszczepiać, aby stać się coraz młodszym pomimo upływającego wieku, a nawet w nieskończoność opóźniać starzenie się.
– W przeszłości ludzie rzadko dożywali 70 lat. Ale dzisiaj mówi się, że jak masz 70 lat to jesteś nadal dzieckiem. Niektórzy przewidują, że w tym stuleciu możliwe będzie dożycie 150 lat – mówi Xi, po czym razem z Putinem wymieniają się uśmiechem. Żart? Wyrwane z kontekstu słowa? A może konkretny plan na przedłużenie władzy 72-letniego Prezydenta China i 73-letniego Prezydenta Rosji.
Przeszczepy organów od kilkudziesięciu lat ratują życie. Co roku przeprowadza się ich ok. 170 000 na całym świecie. Według danych NHS Blood and Transplant, w samej Wielkiej Brytanii w ciągu ostatnich 30 lat uratowano w ten sposób ponad 100 000 osób. Postęp w medycynie sprawia, że pacjenci po przeszczepach żyją coraz dłużej i doznają coraz mniej skutków ubocznych. Obecnie przeszczepiona nerka może działać ok. 20–25 lat, wątroba – ok. 20 lat, serce – 15 lat, a płuca – 10 lat. Wszystko zależy od stanu narządu i kondycji zdrowotnej biorcy.
Jednak na dzień dzisiejszy nie jest to sposób na przedłużenie życia osoby zdrowej, a jedynie ciężko chorej. Po pierwsze, sama operacja wiąże się z dużym ryzykiem. Po drugie, osoby po przeszczepie muszą do końca życia zażywać immunosupresanty, czyli leki zapobiegające odrzuceniu narządu przez organizm. Te mają liczne działania uboczne prowadząc często do nadciśnienia krwi i zwiększając ryzyko infekcji wirusowo-bakteryjnych. Zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że organizm po prostu odrzuci przeszczep.
Tak wyglądają obecne możliwości medycyny. Jednak na świecie trwają prace nad narządami, które układ odpornościowy zaakceptuje, a nawet nad hodowanymi laboratoryjnie czy drukowanymi w 3D nerkami, wątrobą albo sercem z własnych komórek macierzystych pacjenta. W fazie badań są też inne metody, jak np. transfuzja osocza.
Eksperci twierdzą jednak, że narządy ciała z laboratorium, które służyłyby jako „części zamiennie”, to nadal daleka przyszłość. Do przedłużenia życia nie wystarczy wymienić pojedyncze narządy, bo proces starzenia się obejmuje wszystkie komórki ciała. Każda z nich ma zaprogramowany czas życia – podczas każdego podziału komórki, skróceniu ulegają się tzw. telomery. To one są nazywane licznikiem życia.
Ale są tacy, którzy chcą za wszelką cenę zatrzymać czas. Przykładem jest Bryan Johnson, który na spowolnienie starzenia się wydaje co roku ok. 2 mln USD, zażywając ok. 40–100 suplementów dziennie. Z kolei Ray Kurzweil, guru nowych technologii, jest pewien, że już ok. 2050 roku staniemy się nieśmiertelni. Wszystko dzięki milionom nanorobotów, które wstrzyknięte do organizmu człowieka będą na bieżąco naprawiać każdą komórkę ciała. Chiny nie mają oporów w badaniach biotechnologicznych i wielokrotnie zaskakiwały kontrowersyjnymi eksperymentami naukowymi. Jednak jak na razie Xi i Putin nie mają co liczyć na nieśmiertelność, a jedynie na skuteczne przedłużenie życia, gdy zawiedzie ich jeden z organów.
Czytaj także: Twój bliźniak cyfrowy przewidzi choroby w przyszłości

Dyrektywa NIS2 nakłada na tzw. Operatorów Usług Kluczowych (OUK) restrykcyjne procedury i zabezpieczenia w zakresie ochrony danych. Wśród nich jest długa lista placówek medycznych. Jakie wymagania będą musiały spełnić?
Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa wdrażająca w Polsce przepisy unijnej dyrektywy NIS2 z 2022 r., mającej na celu podniesienie poziomu cyberbezpieczeństwa w UE, weszła już w życie. Polska musi teraz przekazać UE listę placówek objętych NIS2. Ile ich będzie? Na razie nie wiadomo. Wstępne szacunki mówiły o ok. 1400 podmiotach, ale ta liczba może wzrosnąć do nawet kilku tysięcy.
Przed nimi spore wyzwanie: szacuje się, że wdrożenie nowych wymagań dotyczących cyberbezpieczeństwa w placówce zdrowia potrwa kilka miesięcy i będzie kosztować – w zależności od wielkości podmiotu – nawet kilkaset tysięcy złotych. Według danych Centrum e-Zdrowia, aż 70% placówek zdrowia nie ma komórki ds. cyberbezpieczeństwa. To pokazuje, na jak niskim poziomie jest ochrona danych medycznych. Ale przed wdrożeniem NIS2 nie ma odwrotu, a za nieprzestrzeganie przepisów grożą wysokie sankcje do 10 mln euro lub 2% rocznego obrotu.
Według raportu ENISA NIS360, sektor opieki zdrowotnej znajduje się w „strefie ryzyka” – poziom znaczenia dla bezpieczeństwa państwa jest wysoki, ale ogólna dojrzałość w zakresie cyberbezpieczeństwa pozostaje na umiarkowanym lub niskim poziomie. Powodem są przestarzałe systemy informatyczne, fragmentaryczne łańcuchy dostaw oraz niewystarczające praktyki w zakresie cyberhigieny. Jak ostatnio poinformował wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski, codziennie dochodzi do 20–50 ataków hakerskich na szpitale.
Jedną z pierwszych rzeczy, jaką powinni już teraz zrobić menedżerowie placówek opieki zdrowotnej – i to nie tylko tych, którzy będą musiały dostosować się do NIS2 – jest zapoznanie się z ustawą o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Dyrektywa nie dotyczy tylko szpitali i dużych dostawców, ale także laboratoriów referencyjnych UE, producentów farmaceutycznych, organizacji badawczych w dziedzinie medycyny oraz producentów krytycznych urządzeń medycznych.

ENISA zwraca uwagę na kilka utrzymujących się słabości, z którymi sektor opieki zdrowotnej musi się pilnie zająć. Większe podmioty będą musiały wzmocnić istniejące zabezpieczenia zasobów informatycznych. I tu nie wystarczy zakup jakiegoś programu, ale wymagane jest wprowadzenie nowych procedur bezpieczeństwa. A dziur do załatania jest sporo. Przykładowo, urządzenia medyczne – a zwłaszcza te starsze nie były projektowane z myślą o cyberbezpieczeństwie – pozostają jednym z najsłabszych ogniw. Do tego szpitale często zaniedbują aktualizacje oprogramowania. Wpięte w system szpitalny, mogą stać się drzwiami dla cyberprzestępców. Jest jeszcze jeden problem: choć już większość organizacji posiada na papierze jakąś politykę zarządzania ryzykiem, nie zawsze jest ona konsekwentnie stosowana w praktyce. Dokument najczęściej powstaje, aby spełnić wymagania prawne, i potem trafia do szuflady.
Każdy podmiot objęty zapisami NIS2 musi opracować politykę zabezpieczenia swojej sieci i systemów informatycznych. W przypadku placówek opieki zdrowotnej, musi wykraczać poza zakres działania działów IT i być zintegrowana z ogólną strategią biznesową i celami klinicznymi organizacji, określając jasno role i obowiązki kierownictwa wyższego szczebla. Polityka powinna obejmować dostawców i usługodawców oraz podlegać systematycznym przeglądom, zwłaszcza po poważnych incydentach lub w przypadku pojawienia się nowych zagrożeń.
Podstawą NIS2 jest ustrukturyzowane zarządzanie ryzykiem. Organizacje opieki zdrowotnej muszą ustanowić ramy identyfikacji, analizy i postępowania z ryzykiem dla swoich systemów. Oznacza to mapowanie krytycznych zasobów, takich jak dokumentacja pacjentów, systemów obrazowania i podłączonych urządzeń w odniesieniu do prawdopodobnych zagrożeń (oprogramowanie ransomware lub nadużycia ze strony osób wewnętrznych).
Po zidentyfikowaniu ryzyka, należy je ocenić i udokumentować, a następnie podjąć decyzję dotyczącą reakcji. Plany postępowania w przypadku wystąpienia ryzyka powinny zawierać harmonogramy, role odpowiedzialnych osób oraz procedury monitorowania skuteczności. Nie są one jednorazowymi działaniami i też muszą być regularnie aktualizowane, a ryzyko rezydualne (ryzyko, które nadal istnieje po wdrożeniu wszystkich planowanych środków kontroli, zabezpieczeń i strategii mających na celu jego redukcję lub wyeliminowanie) – formalnie akceptowane przez kierownictwo wyższego szczebla, co zapewnia odpowiedzialność na najwyższym poziomie.
Niezależnie od tego, jak silne są zabezpieczenia, incydenty bezpieczeństwa będą się zdarzać. Dlatego NIS2 kładzie duży nacisk na procedury reagowania i postępowania. Placówki opieki zdrowotnej muszą utrzymywać jasne zasady dotyczące monitorowania, rejestrowania, zgłaszania zdarzeń i klasyfikacji incydentów. Personel powinien dokładnie wiedzieć, jak zgłosić podejrzenie naruszenia. Trzeba też jasno określić łańcuch komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej, czyli z organami regulacyjnymi. Po wystąpieniu incydentu, należy dokonać jego przeglądu, aby wnioski mogły być wykorzystane do wprowadzenia ulepszeń w całym sektorze zgodnie z zasadą „kultury uczenia się i adaptacji”.
Szczególne znaczenie ma ciągłość działania i zarządzanie kryzysowe w przypadku ataku cybernetycznego. Placówki muszą opracować plany przywracania sprawności po awarii, nadając priorytet systemom krytycznym z punktu widzenia życia i zdrowia pacjentów, takim jak urządzenia monitorujące i diagnostyki obrazowej. Dodatkowe kopie zapasowe danych powinny być przechowywane w trybie offline lub w oddzielnych lokalizacjach, aby chronić je przed oprogramowaniem ransomware. Procesy zarządzania kryzysowego muszą jasno określać, kiedy incydent przeradza się w kryzys, kto przejmuje kontrolę i w jaki sposób odbywa się komunikacja z pacjentami, personelem i organami publicznymi. Aby zapewnić skuteczność planów w sytuacjach stresowych, trzeba prowadzić regularne ćwiczenia.
Opieka zdrowotna opiera się na zewnętrznych dostawcach, od firm farmaceutycznych po dostawców oprogramowania i producentów urządzeń. Zgodnie z NIS2, placówki są zobowiązane do poważnego traktowania bezpieczeństwa łańcucha dostaw. Oznacza to prowadzenie katalogów dostawców, ocenę ich poziomu ryzyka oraz włączenie obowiązków w zakresie cyberbezpieczeństwa do umów. Dostawcy powinni być zobowiązani do wykazania zgodności z uznanymi standardami i niezwłocznego zgłaszania incydentów.
Dyrektywa wymaga też wdrożenia przez organizacje opieki zdrowotnej zabezpieczeń technicznych. Szczególnie ważna jest segmentacja sieci, zapewniająca izolację krytycznych urządzeń medycznych od systemów administracyjnych oraz systematyczne zarządzanie poprawkami z priorytetem dla luk o wysokim ryzyku. Szpitale opracowujące własne aplikacje IT muszą stosować bezpieczne praktyki programistyczne, w tym procesy testowania i ujawniania luk. Zgodnie z wymogami RODO należy stosować silną kryptografię w odniesieniu do danych pacjentów zarówno w trakcie przesyłania, jak i przechowywania.
Sama technologia nie rozwiąże problemów związanych z cyberbezpieczeństwem – ludzkie błędy wynikające z braku wiedzy o zagrożeniach cybernetycznych pozostają od lat jedną z najczęstszych przyczyn udanych ataków hakerów.
NIS2 wymaga od placówek zdrowia inwestowania w podnoszenie świadomości i szkolenia. Konkretnie chodzi o kampanie ułatwiające pracownikom rozpoznać próby phishingu, zwracające uwagę na stosowanie silnych haseł i zrozumienie swojej roli w ochronie danych pacjentów. Należy zorganizować szkolenia dla zespołu IT, pracowników ochrony zdrowia i kadry zarządzającej. Aby na bieżąco testować odporność, zaleca się przeprowadzanie symulowanych kampanii phishingowych i ćwiczeń w zakresie cyberincydentów. Organizacje powinny promować kulturę „bez obwiniania za błędy”. Jeśli pracownik kliknie na zarażony link, nie może bać się tego zgłosić. Tylko w ten sposób można ograniczyć negatywne skutki ataku hakerów. Jak widać, tych wymagań jest sporo i wiele placówek będzie zdanych na doradztwo firm zewnętrznych pomagających dostosować się do NIS2.
To duże, ale konieczne obciążenie finansowe i organizacyjne. Należy je traktować w charakterze inwestycji w bezpieczeństwo pacjentów, zapewnienie ciągłości opieki medycznej i tym samym zaufanie pacjentów – jednym słowem, w profilaktykę sytuacji kryzysowych. Cyberataki są niestety codziennością w ochronie zdrowia i będzie ich coraz więcej. Ale nie oznacza to automatycznie większego zagrożenia dla placówek, jeśli tylko te będą dobrze przygotowane.
Czytaj także: Trendy cyberbezpieczeństwa w ochronie zdrowia 2025

Polska ma jeden z najniższych w Europie wskaźników liczby pielęgniarek na 1000 mieszkańców. Kryzys będzie się pogłębiał, bo starzejące się społeczeństwo wymaga opieki. Od lat na całym świecie, zwłaszcza w Japonii i USA, trwają intensywne prace nad robotami, które częściowo zastąpią je w pracy. Co już potrafią, a w jakich zadaniach zawodzą?
Nurabot płynnie porusza się po korytarzach szpitala, dostarcza leki i próbki laboratoryjne, przenosi z miejsca na miejsce sprzęt medyczny i wskazuje pacjentom drogę. Jeszcze nie zmierzy ciśnienia, nie pobierze krwi ani nie zapyta o samopoczucie, ale i tak już teraz może przejąć od pielęgniarek ok. 30% codziennych obowiązków – jak deklaruje jego producent Kawasaki i Foxconn. Robot jest wyposażony w liczne czujniki i kamery, dzięki czemu rozpoznaje otoczenie i reaguje na komendy głosowe czy ruchy ciała. Humanoidalna pielęgniarka powstała w Japonii, gdzie społeczeństwo starzeje się w najszybszym tempie. Do masowej produkcji ma trafić w 2026 roku.
To nie pierwsza maszyna zaprojektowana do pomocy personelowi pielęgniarskiemu w wykonywaniu powtarzalnych i fizycznie wymagających zadań. W amerykańskich szpitalach kilka lat temu zadebiutował Moxi dostarczający wyposażenie pokoju chorego przed nowym przyjęciem pacjenta. Według producenta, Dilligent Robotics, do września br. wszystkie roboty tej klasy zrealizowały ponad 1,1 mln dostaw materiałów, w tym 300 000 leków z aptek szpitalnych.
Polski system ochrony zdrowia od lat boryka się z problemem niedoboru pielęgniarek. Według aktualnych danych OECD, na tysiąc mieszkańców przypada 5,7 pielęgniarki, podczas gdy średnia w Unii Europejskiej to 8,4.
Realna liczba pielęgniarek wykonujących zawód jest jeszcze mniejsza niż wynika to z oficjalnych rejestrów – wiele osób po ukończeniu edukacji wyjeżdża za granicę albo odchodzi z zawodu. Do tego średnia wielu polskich pielęgniarek przekracza 50 lat, przez co znaczna część z nich wkrótce osiągnie wiek emerytalny (obecnie to ok. 40 tysięcy pielęgniarek). Problem widać na co dzień – ponad 70% szpitali w Polsce ma trudności ze znalezieniem personelu medycznego.
Prognozy na przyszłość są jeszcze bardziej niepokojące. W 2023 roku deficyt pielęgniarek w Polsce szacowano na około 156 tysięcy. Jeśli nic się nie zmieni, to do 2039 roku luka wzrośnie do 262 tysięcy. Na szybkie zmiany nie ma co liczyć – dla młodych osób praca pielęgniarki nie jest atrakcyjna m.in. ze względu na niskie zarobki, duże obciążenie fizyczne i emocjonalne przy ogromnej odpowiedzialności.
Realnie istnieją dwa rozwiązania: import kadr medycznych zza granicy albo rozwiązania technologiczne przejmujące część pracy człowieka. W pierwszym przypadku, w walce o pielęgniarki przegrywamy z państwami, które są o wiele bardziej atrakcyjne pod względem zarobków. Mowa o Norwegii, Szwajcarii, Finlandii czy Niemczech. Dlatego może się wkrótce okazać, że jedynym wyjściem pozostanie technologia – i to pomimo tego, że wielu pacjentów na myśl o robotach-pielęgniarkach reaguje negatywnie.

Roboty pracujące w szpitalach w Chinach albo USA jeszcze nie są w stanie zastąpić człowieka, ale przejmują od pielęgniarek uciążliwe czynności. Przykładem jest dostarczenie leków czy próbek do badań laboratoryjnych. Na przykład, wspomniany Moxy pozwolił dotychczas zaoszczędzić pielęgniarkom 13 milionów kroków, co przelicza się na 1950 godzin.
Dodatkowe godziny pracy można zaoszczędzić poprzez cyfryzację, zastosowanie sztucznej inteligencji oraz telemonitoring. Urządzenia noszone na ciele, jak inteligentne zegarki, mogą mierzyć na bieżąco ciśnienie, temperaturę i saturację, a sztuczna inteligencja informuje personel o pogorszeniu się zdrowia pacjenta z wyprzedzeniem. Jednak największą pomocą może okazać się AI do tworzenia dokumentacji medycznej. Na dokumentowanie czynności i stanu zdrowia pielęgniarki poświęcają dziennie kilka godzin, czyli nawet 30%-40% czasu. Analizując rozmowę z pacjentem, AI mogłaby automatycznie uzupełniać wpisy. Do EDM trafiałyby też wszystkie pomiary z urządzeń telemonitoringu.
Do pełnej rewolucji w pielęgniarstwie potrzebne jednak będą roboty zdolne do wykonywania najcięższych prac fizycznych jak podnoszenie chorych. Te na razie są dalekie od ideału, bo w grę wchodzi bezpieczeństwo pacjenta. Na tym zadaniu poległ opracowany kilka lat temu w Japonii Robobear. O wiele szybciej do praktyki wejdą exoszkielety przejmujące obciążenie stawów i mięśni pielęgniarek, a tym samym zmniejszające odczuwaną wagę podnoszonego pacjenta o kilkadziesiąt procent. Nawet najnowocześniejsze roboty nie radzą sobie z takimi podstawowymi czynnościami jak zmiana pościeli czy przeniesienie pacjenta z łóżka na wózek – wszędzie tam, gdzie wymagana jest sprawność ludzkich rąk, roboty są bezradne.
Realnie patrząc, roboty nie szybko uzupełnią niedobór pielęgniarek. Oprócz wspomnianych już ograniczeń technologicznych, przeszkodą pozostają duże koszty zakupu (Nurabot ma kosztować 4000 USD), przestarzała infrastruktura wielu szpitali (wąskie korytarze utrudniające poruszanie się robota), kwestie bezpieczeństwa pacjentów oraz akceptacja społeczna robotyki (można się spodziewać, że będzie rosła wraz z upowszechnieniem robotów w innych dziedzinach). Roboty i cyfryzacja pozwolą złagodzić skutki niedoborów pielęgniarek, ale nie rozwiążą go. Do tego potrzebne są zmiany systemowe, w tym poprawa warunków pracy, atrakcyjniejsze wynagrodzenia, inwestycje w szkolenia i kształcenie nowych kadr. Jeśli się to uda, pielęgniarki w końcu będą miały więcej czasu dla pacjenta zamiast biegać po korytarzach albo wprowadzać notatki do komputera. Od tego są roboty.
Czytaj także: 82% lekarzy twierdzi, że AI ratuje życie pacjentów

Wyobraź sobie, że gonią cię zombie. Nie myślisz wtedy o tym, że nie chce ci się biegać albo nie masz sił. I na tej zasadzie działa Zombie Run – twoim zadaniem jest ucieczka przed wirtualnymi zombie.
Aplikacji dla biegaczy są tysiące i każda z nich jest podobna. Strava i podobne rozwiązania rejestrują trasy, mierzą szybkość, tworzą podsumowania danych. Dla tych, którzy mają motywację do biegania, to wystarczy. Jednak osobom, którym ciężko zmusić się do założenia butów sportowych potrzebny jest dodatkowy kopniak. Wówczas z pomocą przychodzi apka, która nudne bieganie zamienia w przygodę. Wszystko co musisz zrobić to pobrać ZRX, założyć słuchawki i dać się porwać opowieści o apokalipsie zombie albo wczuć się w rolę superbohatera z komiksu Marvela. Zabawa jest tak świetna, że można zapomnieć, że to tak naprawdę sport.

ZRX jest dla wszystkich – poczatkujących biegaczy mających problem z regularnym sportem i zaawansowanych maratończyków. Możesz z nią biegać w parku, na bieżni, spacerować szlakiem górskim albo poruszając się na wózku inwalidzkim. Oczywiście apka też śledzi trasę i mierzy parametry biegu. To świetny przykład grywalizacji, czyli w tym przypadku połączenia gry ze sportem.
Najciekawszym scenariuszem jest „Zombie, uciekaj” (Zombies, Run!). Ma on już 10 sezonów i jest współtworzony przez wielokrotnie nagradzaną pisarkę Naomi Alderman. Twoim zadaniem jest odbudowa społeczności ludzi. Czy zdołasz ocalić przyjaciół i odkryć prawdę o apokalipsie zombie? Tego się dowiesz realizując kolejne wyzwania. Wszystkie 500 misji wymaga wersji premium (ok. 200 zł).

Jeśli to nie wystarczy, są też dodatkowe scenariusze z udziałem ulubionych superbohaterów Marvela, w tym X-Mena, Thora i Lokiego, Daredevila, Doktora Strange i Scarlet Witch. Marvel Move dostępne jest za darmo w ramach miesięcznego okresu próbnego. Kolejne wątki fabularne przygód są odblokowywane w miarę postępów sportowych. Pierwotnie apka ZRX składała się tylko z „Zombie, Run!” i przez 10 lat obecności na rynku zyskała ogromną popularność. Misje z bohaterami filmów Marvela pojawiły się niedawno, ale są świetnym urozmaiceniem całości.
ZRX: Zombie Run + Marvel Move
Dla kogo: dla każdego
System: iOS, Android
Język: angielski
Cena: bezpłatna z reklamami, płatne opcje
Strona internetowa: https://zrx.app
Śledzone dane: lokalizacja i diagnostyka

Naukowcy z Uniwersytetu Waterloo pracują nad robotami, które po dotarciu do kamienia nerkowego, rozpuszczają go.
Kamienie nerkowe – twarde złogi tworzące się w drogach moczowych – dotykają około 12% ludzi. W Polsce na kamicę nerkową choruje ok. 500 000 osób. To choroba bolesna, uciążliwa i często nawracająca, wymagająca długotrwałego leczenia farmakologicznego i powtarzania zabiegów operacyjnych. Nie wszystkie większe kamienie można rozbić metodą litotrypsji falą uderzeniową albo laserem wprowadzanym laparoskopowo. Wszystko zależy od wielkości, lokalizacji i twardości (gęstości).
Pacjentom zazwyczaj przepisuje się środki przeciwbólowe i leki doustne rozpuszczające złogi, które powoli łagodzą objawy w ciągu tygodni lub miesięcy. Ale gdy kamienie są większe i blokują przepływ moczu, trzeba je usunąć chirurgicznie.
Międzynarodowy zespół badawczy pod kierownictwem Uniwersytetu Waterloo w Ontario w Kanadzie wpadł na pomysł dostarczania środka rozpuszczającego bezpośrednio do otoczenia kamienia. Jak? Za pomocą maleńkich robotów.
Nowa technika została przetestowana na modelu naturalnej wielkości nerki wydrukowanym na drukarce 3D. Opiera się ona na robotach w kształcie elastycznych, cienkich, 1-centrymetrowych pasków zawierających enzym zwany ureazą. Po umieszczeniu go w lokalizacji kamienia, ureaza zmniejsza kwasowość otaczającego moczu, rozpuszczając kamienie do rozmiarów umożliwiających ich naturalne wydalenie w ciągu zaledwie kilku dni.
Robot w kształcie paska nie jest jednak wyposażony w żaden mechanizm napędzający, baterie albo elektronikę, a jedynie w magnesy. Sterowanie odbywa się za pomocą umieszczonego na zewnątrz magnesu obsługiwanego przez lekarzy. Wirująca głowica pozwala na precyzyjne manewrowanie paskiem w nerce.

Dr Veronika Magdanz, profesor inżynierii projektowania systemów na Uniwersytecie Waterloo, jest przekonana, że minimalnie inwazyjny system leczenia najlepiej sprawdzi się u osób, u których kamienie często nawracają i które nie tolerują leków doustnych lub nie mogą poddać się operacji z powodu czynników ryzyka, takich jak przewlekłe infekcje.
– Mamy nadzieję, że przyspieszone rozpuszczanie kamieni przyniesie szybszą ulgę w bólu i pomoże pacjentom szybciej je wydalić – mówi dr Magdanz. Teraz system zostanie przebadany na dużych zwierzętach. Naukowcy pracują też na udoskonalonym systemem sterowania, który składa się napędzanego silnikiem magnesu umieszczonego na ramieniu robota oraz systemu obrazowania ultrasonograficznego w czasie rzeczywistym. W ten sposób lekarze będą mogli jeszcze precyzyjniej i wygodniej manewrować robotami w pobliżu kamieni.
Czytaj także: Nowy zegarek Apple Watch wykrywa nadciśnienie krwi

Tylko w jednym roku 3,7 miliona osób w Anglii skorzystało z porad lekarskich w zakresie zdrowia psychicznego – o 40% więcej niż przed pandemią. Aby lepiej dotrzeć z pomocą do chorych i odciążyć służbę zdrowia, rząd UK wyda 3,6 mln funtów na rozwój nowoczesnych technologii opartych na AI i rozszerzonej rzeczywistości.
Wielka Brytania uruchamia bezprecedensowy program finansowania technologii, które mają poprawić dostęp do usług zdrowia psychicznego. 17 projektów z całego kraju otrzyma łącznie 3,6 mln funtów w ramach inicjatywy Mindset XR for Digital Mental Health. Wśród wynalazków są m.in. inteligentne okulary pomagające osobom w depresji w codziennym życiu, aplikacje łagodzące objawy lęku oraz gry dla dzieci rozwijające umiejętności społeczne.
Finansowanie trafi m.in. na rozwój okularów wyposażonych w systemy sztucznej inteligencji, które pozwalają osobom z depresją, lękiem czy psychozą wspomóc pamięć krótkotrwałą i radzić sobie z negatywnymi myślami. Urządzenie rozpoznaje przedmioty codziennego użytku, a dołączona aplikacja daje użytkownikowi praktyczne wskazówki, ostrzegając przed zagrożeniem (np. zachowanie ostrożności podczas gotowania wody) albo wspierając chorych w realizacji codziennych czynności, takich jak przygotowanie posiłku. Z czasem system dostosowuje się do indywidualnych potrzeb użytkownika, a także może działać profilaktycznie przeciw pogłębianiu się zaburzeń poznawczych i demencji.
Równolegle rozwijane są aplikacje wykorzystujące filtry AI, które mają ułatwiać terapię osobom cierpiącym na stany lękowe. Dzięki personalizowanym narzędziom użytkownicy mogą tworzyć wizualne materiały terapeutyczne, np. edytować zdjęcia tak, aby usuwać elementy wywołujące stres i dodawać uspokajające treści.
Wsparcie otrzymały także projekty skierowane do dzieci i młodzieży. Przykładowo, oparta na rozszerzonej rzeczywistości (AR, augmented reality) gra planszowa Play Well for Life stworzona we współpracy z Uniwersytetem Zachodniej Anglii ma pomagać dzieciom rozwijać umiejętności komunikacyjne i społeczne, a także redukować lęk poprzez zabawę w czterech interaktywnych „światach”.
W Irlandii Północnej powstanie wirtualny trener dla osób zmagających się z uzależnieniami. Interaktywne środowisko symulujące prawdziwe sesje terapeutyczne pozwoli pacjentom przechodzić spersonalizowany proces leczenia w bezpiecznych warunkach.
W latach 2023–2024 z pomocy NHS w zakresie zdrowia psychicznego skorzystało ponad 3,7 mln osób w Anglii. To duże obciążenie dla systemu, w którym brakuje pieniędzy, psychiatrów i psychologów.
Wiceminister zdrowia zajmująca się zdrowiem psychicznym, Baroness Merron, zwróciła uwagę, że dzięki inteligentnym okularom czy aplikacjom AI można dotrzeć do osób, które często pozostają poza systemem wsparcia, szczególnie w regionach o gorszym dostępie do usług zdrowotnych.
Rząd zapowiada, że rozwój technologii wspierających zdrowie psychiczne będzie jednym z priorytetów 10-letniego Planu Zdrowotnego. Dokument przewiduje dodatkowe 688 mln funtów na poprawę dostępu do terapii, zwiększenie liczby pracowników w sektorze oraz rozwój cyfrowych narzędzi, które będą pełnić rolę pełnowartościowych metod terapeutycznych.
Jeśli zaplanowane pilotaże zakończą się sukcesem, w ciągu najbliższego roku do półtora pacjenci w całym kraju mają zyskać dostęp do nowoczesnych, spersonalizowanych narzędzi terapeutycznych. Takie inwestycje przydałyby się także w Polsce – średni czas oczekiwania na pierwszą wizytę u psychologia wynosi – w zależności od regionu – od 6 miesięcy do nawet 2 lat. Z ostatnich danych wynika, że na 700 pacjentów przypada tylko 1 lekarz o specjalizacji w psychiatrii. Tymczasem gwałtownie rośnie liczba zaburzeń psychicznych i związanych z tym zwolnień lekarskich.
Czytaj także: Dlaczego Polacy nie dbają o zdrowie? [DEBATA IMPACT 2025]
« Poprzednie 1 … 18 19 20 21 22 … 150 Następne »