ChatGPT świetnie się sprawdza m.in. w podsumowywaniu obszernych informacji
ChatGPT świetnie się sprawdza m.in. w podsumowywaniu obszernych informacji (zdjęcie: AI, Midjourney)

Generatywna sztuczna inteligencja (GenAI) pozwala tworzyć teksty i obrazy, streszczać wyniki badań klinicznych i analizować dane. Do tego służą takie narzędzia jak Gemini AI, Microsoft Co-Pilot, ChatGPT czy Perplexity. Jak bezpiecznie i efektywne z nich korzystać?

Według najnowszych danych, z ChatGPT korzysta regularnie ok. 180 mln osób na całym świecie. Gemini AI zanotował w maju 2024 r. 313,9 mln odsłon. Liczby te szybko rosną, bo AI otwiera zupełne nowe możliwości, pozwalając zaoszczędzić czas i poszerzyć kompetencje – bez konieczności programowania, jedynie za pomocą tzw. promptów (poleceń użytkownika).

Z GenAI korzysta też coraz więcej pracowników ochrony zdrowia, tworząc podsumowania informacji dla pacjentów albo nakierowując na diagnozę. GenAI może wspomagać podejmowanie decyzji klinicznych i zarządzanie placówką medyczną. Na podstawie przewodnika „Generatywna sztuczna inteligencja w służbie pracowników administracji publicznej – pierwsze kroki” opracowanego przez Ministerstwo Cyfryzacji, przygotowaliśmy wskazówki temat korzystania z genAI w ochronie zdrowia.

Oto 3 przykładowe zastosowania GenAI w ochronie zdrowia:

Tworzenie materiałów informacyjnych

Lekarze często przygotowują prezentacje na konferencje, artykuły naukowe, czy informacje dla pacjentów jak ulotki, broszury oraz porady na stronę internetową. ChatGPT pozwala wygenerować wstępne szkice tekstów, które później można dostosować do własnych potrzeb. Kreatywność AI czasami imponuje, przykładowo gdy zapytamy o przygotowanie wiersza dla dziecka, które boi się leczenia zęba.

Należy jednak pamiętać, że AI opiera się na danych, które nie zawsze są dokładne lub może wymyślać nieistniejące fakty (tzw. halucynacje). Dlatego wygenerowane treści należy dokładnie analizować zanim zostaną użyte. Płatna wersja ChatGPT pomaga też generować grafiki (alternatywnym narzędziem, choć bardziej skomplikowanym w obsłudze, jest Midjourney).

Analiza danych

Narzędzia GenAI dobrze sprawdzają się w opracowywaniu podsumowań np. długich artykułów naukowych, co może zaoszczędzić sporo czasu, gdy trzeba zapoznać się z wynikami nowych badań klinicznych. Należy zachować jednak dużą ostrożność i nie wpisywać do ChatGPT oraz podobnych narzędzi danych pacjentów, prosząc o diagnozę czy podpowiedzi dotyczące leczenia. Jedynym wyjątkiem są pozbawione cech osobowych dane anonimowe bez znaczników pozwalających na identyfikację chorego. Niezależnie od tego, genAI nie jest urządzeniem medycznym i podawane wskazówki opierają się na danych z internetu, które mogą być niewiarygodne.

Pomoc w monitorowaniu postępów w medycynie

GenAI może pomóc w zbieraniu informacji na temat najnowszych trendów i wyników badań naukowych. Jeśli lekarz potrzebuje danych dotyczących nowego sposobu leczenia lub protokołów terapeutycznych, GenAI może szybko wygenerować przegląd literatury na dany temat. Do tego celu najlepiej sprawdzi się Gemini AI od Google, który dodatkowo przeszukuje internet, uzupełniając wyniki o najnowsze dane.

Jak korzystać z GenAI w praktyce medycznej?

Poradnik Ministerstwa Cyfryzacji zwraca uwagę na kilka ważnych apektów korzystania z genAI:

1. Precyzja poleceń

Twórz precyzyjne polecenia/pytania. Jeśli potrzebujesz informacji na temat nowej metody leczenia w danej specjalizacji, nie wystarczy zadać pytania: „Jak leczyć chorobę X?”. Sformułuj szczegółowy kontekst, np. „Jakie są najnowsze podejścia do leczenia opornego na antybiotyk X szczepu bakterii Y?” Precyzja poleceń wpływa bezpośrednio na jakość wygenerowanych treści. Jak podpowiada MC, jeśli odpowiedź nie jest satysfakcjonująca, należy zadać kolejne pytania uszczegółowiające: „Zaproponowane przykłady są zbyt mało konkretne. Podaj więcej informacji na temat użytych metod i opisz je w punktach”.

Aby uniknąć długich odpowiedzi, określ, jaką formę powinna mieć, np. w 10 punktach albo 100 słowach.

2. Weryfikacja źródeł

Zawsze weryfikuj informacje uzyskane za pomocą GenAI. Niezależnie czy to ChatGPT, Gemini AI czy Perplexity, mają one tendencję tzw. „halucynacji” – treści mogą sprawiać wrażenie prawdziwych, ale czasami nie mają one nic wspólnego z rzeczywistością (kiedy AI nie może znaleźć informacji w danych, wymyśla je). Dlatego każda odpowiedź wygenerowana przez AI powinna być porównana z innymi, wiarygodnymi źródłami, a w przypadku tematów medycznych – skonsultowana z ekspertami i zweryfikowana w literaturze medycznej.

3. Zasady etyki i bezpieczeństwa danych

Czatując z narzędziami GenAI, należy bezwzględnie przestrzegać zasad ochrony danych osobowych, zwłaszcza danych medycznych. Wprowadzanie informacji wrażliwych, takich jak danych pacjentów, może wiązać się z ryzykiem naruszenia prywatności.

Ministerstwo Cyfryzacji zaleca, aby do narzędzi GenAI nie wpisywać informacji, które są niejawne lub zawierają dane wrażliwe; zawierają wewnętrzne informacje nieprzeznaczone do upublicznienia; zawierają dane osobowe, których ujawnienie narusza przepisy o ochronie danych osobowych.

Korzystając z AI trzeba mieć też na uwadze ochronę praw własności intelektualnej lub przemysłowej. Zaleca się, aby wygenerowane przez GenAI teksty i grafiki oznaczać krótką informację: „Treść została wygenerowana przez GenAI [nazwa narzędzia i data wygenerowania]”.

4. Stronniczość algorytmów

GenAI jest trenowana na dużych zbiorach danych, które mogą zawierać nieświadome uprzedzenia (tzw. bias). Wygenerowane odpowiedzi mogą faworyzować pewne grupy pacjentów lub podejścia terapeutyczne i ignorować nowe, ale istotne wyniki badań.

Należy zwracać szczególną uwagę na neutralność i obiektywność podpowiedzi oraz unikać podejmowania decyzji klinicznych na ich podstawie bez wcześniejszej weryfikacji w innych źródłach, w tym przede wszystkim badaniach naukowych i wskazaniach klinicznych.

5. GenAI a odpowiedzialność zawodowa lekarza

ChatGPT będzie coraz bardziej przydatnym narzędziem w codziennej praktyce lekarskiej, ale odpowiedzialność za decyzje medyczne spoczywa na lekarzu. AI należy traktować jako wsparcie. Każdą informację wygenerowaną przez sztuczną inteligencję należy traktować jako inspirację, uzupełnienie i wskazówkę, a nie gotowe zalecenie, z którego można bezkrytycznie skorzystać.

6. Ćwiczenie pisania poleceń

Warto eksperymentować z generatywną AI na niemedycznych zagadnieniach, ucząc się w ten sposób interakcji z tym nowym narzędziem. W internecie można znaleźć wiele bezpłatnych poradników, jak poprawnie formułować prompty. Im lepsza wiedza na temat precyzyjnego pisania poleceń, tym lepszej jakości odpowiedzi GenAI. Możliwości interakcji są nieograniczone. Przykładowo, można poprosić o wiedzę podaną w punktach, o napisanie kompletnego tekstu na wybrany temat; o styl dopasowany do grupy docelowej (np. pacjentów), określony ton, poziom trudności języka itd. Pytając o napisanie wiersza, możemy zasugerować styl konkretnej osoby albo poprosić GenAI o wcielenie się w rolę „specjalisty z zakresu chorób X”.

Powyższe zasady pozwolą rozpocząć bezpieczną współpracę z GenAI i odnaleźć zastosowania AI, które pomogą w codziennej pracy.

Archiwizacja bazy w chmurze to najpewniejsza opcja chroniąca przed utratą danych. Mogą z niej też skorzystać apteki
Archiwizacja bazy w chmurze to najpewniejsza opcja chroniąca przed utratą danych. Mogą z niej też skorzystać apteki

Baza danych i zawarte w niej dane są krwiobiegiem placówki farmaceutycznej. Dzięki niej możliwa jest sprzedaż, rozliczenia, zarządzanie stanami magazynowymi. Dlatego na wypadek awarii sprzętu, dobrze mieć w gotowości aktualną kopię zapasową.

JAk RepoCloud i CopyCloud zwiększają bezpieczeństwo danych?

Baza danych jest strategicznym zasobem apteki – jej uszkodzenie lub zablokowanie zawsze ma poważne konsekwencje: od paraliżu sprzedaży do zaburzenia bieżącej działalności. Najgroźniejsze dla baz są cyberataki, złośliwe oprogramowanie blokujące dostęp do komputerów, ale również uszkodzenia na skutek zdarzeń losowych (zalanie, pożar, kradzież) albo awarii sprzętu. Nie zawsze można im zapobiec, ale można się zabezpieczyć przed ich skutkami, posiadając bezpieczną kopię zapasową tworzoną automatycznie w chmurze danych.

Mając na uwadze, jak ważną rolę odgrywają apteki w systemie ochrony zdrowia, firma KAMSOFT S.A. oferuje dwie dedykowane usługi chmurowe: CopyCloud i RepoCloud. Ich zadaniem jest zapewnienie ciągłości działania apteki w przypadku ewentualnego cyberataku lub zdarzenia losowego, w wyniku którego dane zostaną utracone lub uszkodzone. Sposób zapisu danych w chmurze jest zgodny z ustawą o ochronie danych osobowych RODO, a właściciel placówki nie musi się martwić o dane wrażliwe, bo wszystkie dokumenty w chmurze są odpowiednio zabezpieczone – zaszyfrowane specjalnym kluczem szyfrującym, do którego dostęp ma tylko apteka.

Jak działa przechowywanie w chmurze danych z apteki?

CopyCloud – kopia baz danych w chmurze – to usługa, która zabezpiecza dane przed ewentualną utratą lub uszkodzeniem. Jak to działa? Co godzinę tworzona jest kopia danych zgromadzonych w systemie aptecznym (KS-AOW). Oznacza to, że dane w zaszyfrowanej postaci są automatycznie wysyłane do chmury. Co ważne, klucz dostępowy posiada tylko apteka, dzięki czemu w przypadku ewentualnej awarii lub cyberataku apteka może szybko odzyskać utracone dane.

RepoCloud – repozytorium dokumentów elektronicznych w chmurze – zabezpiecza dokumenty realizacji recepty (DRR) i e-Recepty zgromadzone w bazie danych systemu KS-AOW. Pobrane z Systemu Informacji Medycznej (SIM) e-Recepty oraz wytworzone DRR na bieżąco są wysyłane do chmury w zaszyfrowanej postaci. Dzięki temu lokalna baza danych systemu aptecznego posiada mniejszą objętość, bo przechowywane są dokumenty tylko z trzech ostatnich miesięcy. Ma to swoje praktyczne uzasadnienie: przeciążony sprzęt pracuje wolniej, co nieraz prowadzi do awarii i negatywnie wpływa na wydajność pracy. Co ważne, każdy przekazany do chmury dokument farmaceuta może w każdej chwili wyświetlić w systemie aptecznym. RepoCloud w przyszłości będzie także repozytorium dla informacji przekazanych z SIM o stanie realizacji recepty, dokumentacji z przeglądów lekowych oraz szczepień realizowanych w aptekach.

Apteki, które korzystają równocześnie z dwóch usług CopyCloud i RepoCloud mogą praktycznie bez ponoszenia straty odzyskać dane ze sprzedaży, zakupów i stanów magazynowych.

Dobry antywirus to podstawa na komputerze lekarza
Dobry antywirus to podstawa na komputerze lekarza

Program antywirusowy i aktualny system operacyjny to absolutne minimum ochrony danych. Tłumaczymy, jak szybko zadbać o wysoki poziom cyberbezpieczeństwa bez zawracania sobie głowy informatyką.

Dane medyczne to łatwy łup dla hakerów

„Informatyka jest skomplikowana i nie mam na nią czasu” – wielu lekarzy, którzy często są menedżerami indywidualnych praktyk nie korzysta nawet z podstawowych zabezpieczeń danych medycznych.

Dlaczego? Bo albo są zapracowani, nie wiedzą, jak się do tego zabrać, albo myślą, że hakerzy interesują się tylko dużymi placówkami. Prawdą jest, że hakerzy nie biorą na muszkę indywidualnych praktyk, bo potencjalny zysk jest za mały w stosunku do czasu potrzebnego na włamanie się do systemu. Ale małe placówki powinny bać się ataków „na ślepo”, czyli masowo wysyłanego spamu ze złośliwym oprogramowaniem albo zainfekowanych stron w Internecie.

Brakuje dokładnych badań pokazujących skalę stosowania programów antywirusowych na komputerach u lekarzy, w przychodniach i szpitalach. Ale można się domyślać, że dobrze nie jest. Z najnowszego badania przeprowadzonego na zlecenie serwisu ChronPESEL.pl i Krajowego Rejestru Długów pod patronatem Urzędu Ochrony Danych Osobowych wynika, że tylko 35 proc. mikroprzedsiębiorców ma zainstalowane na firmowych komputerach pełne wersje programów antywirusowych. W przypadku indywidualnych praktyk lekarskich skala może być podobna. A to oznacza, że w większości mikro-placówek zdrowia, dane są zagrożone.

Przekonanie, że ochrona danych medycznych to jakaś wyższa szkoła jazdy, jest błędne. Dobry system ochrony można zredukować do pięciu elementów:

Słowo kluczowe w filozofii ochrony danych to „aktualny” – aktualny system i antywirus, aktualna wiedza i kopia zapasowa. Skupmy się na pierwszych dwóch elementach – systemie operacyjnym i oprogramowaniu antywirusowym.

A może wystarczy sam Windows?

Zdecydowana większość placówek medycznych i lekarzy korzysta z systemu operacyjnego Windows. Jeśli jest aktualny, zyskujemy już bardzo mocną ochronę danych. Statystyki z lipca 2024 roku pokazują, że nadal prawie 70% komputerów w Polsce korzysta z Windows 10, podczas gdy najnowszy Windows 11 jest już dostępny od 2 lat. Nie wspominając o 2% osób mających jeszcze archaicznego Windowsa 7.

Pamiętajmy, że od października 2025 roku, Windows 10 nie będzie już aktualizowany, a więc korzystanie z niego będzie po prostu niebezpieczne. Dobrze o tym wiedzieć, bo przejście na Windows 11 czasami będzie wymagać wymiany starego komputera na nowy.

Dlaczego Windows 11? Bo daje solidną ochronę, nawet jeśli na komputerze nie ma antywirusa. W systemie jest zaszyty Microsoft Defender, czyli mocne rozwiązanie antywirusowe, które jest aktualizowane na bieżąco. Jeśli użytkownik nie wyłączył automatycznych aktualizacji Windows – czego nie powinno się robić w żadnym wypadku – komputer jest chroniony. Windows ma też zaporę ogniową, która uniemożliwia hakerom lub złośliwemu oprogramowaniu uzyskanie dostępu do komputera za pośrednictwem Internetu lub sieci.

W przypadku pracy zdalnej (wizyty domowe), w Win 11 łatwo zainstalować VPN do szyfrowania danych. Windows ma też system zabezpieczeń haseł i zarządzania nimi. Według danych Microsoft, w każdej sekundzie dochodzi do ponad 920 ataków na hasła. Nowe komputery umożliwiają logowanie się odciskiem palca albo na podstawie skanowania twarzy.

Jaki antywirus dla lekarza?

Microsoft zrobił ogromny postęp w ochronie danych użytkowników Windowsa. Osobom, które nie mają na komputerach wrażliwych danych, nowy system może wystarczyć. Ale w ochronie danych medycznych zalecana jest dodatkowa warstwa w postaci programu antywirusowego. Najlepiej takiego, który będzie automatycznie wykonywał konserwację komputera, pełniąc rolę cyfrowego mini-informatyka.

Najważniejsza informacja jest taka, że każdy z najpopularniejszych antywirusów gwarantuje dobry poziom ochrony. Z kilkoma wyjątkami. Jednym z nich jest system Kaspersky, z którego korzysta ok. 400 mln osób na świecie. Jednak nie dlatego, że źle chroni dane, ale ze względu na to, że firma ma siedzibę w Rosji. Administracja Prezydenta USA Joe Bidena nałożyła na Kaspesky’ego sankcje, w wyniku czego w lipcu 2024 r. firma rozpoczęła wychodzenie z amerykańskiego rynku. Ze względów etycznych, z recenzowania i reklamowania antywirusa wycofało się wiele portali internetowych. Dlatego także w naszej analizie nie będziemy brać pod uwagę tego programu.

Komunikat z Avast o przeprowadzonej konserwacji. Obsługa systemu jest maksymalnie prosta, ale denerwują częste komunikaty sugerujące konieczność zakupu opcji dodatkowych
Komunikat z Avast o przeprowadzonej konserwacji. Obsługa systemu jest maksymalnie prosta, ale denerwują częste komunikaty sugerujące konieczność zakupu opcji dodatkowych

W najnowszym teście portalu Komputer Świat najlepiej wypadły trzy płatne systemy:

Koszt zakupu mieści się pomiędzy 100 a 150 zł w licencji rocznej, najczęściej na 1 komputer. Alternatywą są bezpłatne systemy, które też oferują całkiem dobrą ochronę. Według portalu Antyweb.pl, najlepsze to Avast Free Antivirus, AVG AntiVirus Free oraz Aviva Free Security – wykrywają one złośliwe oprogramowanie, zagrożenia sieciowe, analizują podejrzane pliki, skanują pocztę e-mail, sprawdzają i blokują w razie zagrożenia niebezpieczne strony internetowe. Ale brakuje im wielu funkcji jak VPN, ukrywanie adresu IP albo wsparcie techniczne.

Przewagą antywirusów dostawców zewnętrznych nad Microsoft Defender wbudowanym w Windows jest przejrzysty interfejs użytkownika. Oferują też dodatkowe opcje jak ochrona tożsamości, menedżer haseł oraz funkcje serwisowe. Przykładowo, Avast Cleanup (dodatkowa płatna licencja) oferuje wsparcie techniczne, automatycznie serwisując komputer, naprawiając uszkodzone rejestry, usuwając niepotrzebne pliki systemowe albo pliki śledzące cookie.

Zwycięzca testu Komputer Świata, czyli Norton 360 Advanced, posiada wiele dodatkowych zalet jak np. nie spowalnia komputera, oferuje dobry VPN zwiększający bezpieczeństwo przesyłania danych. Jaki program antywirusowy ostatecznie wybrać? Różnice pomiędzy liderami rankingów – czyli Norton 360 Advanced, Bitdefender Premium Security, Avast One, Avira Premium – są niewielkie. Każdy zwiększy bezpieczeństwo danych przy maksymalnej prostocie obsługi.

Debata "Wyzwania menedżerów rynku zdrowia w dobie digitalizacji" podczas Forum Rynku Zdrowia (21 października 2024)
Debata „Wyzwania menedżerów rynku zdrowia w dobie digitalizacji” podczas Forum Rynku Zdrowia (21 października 2024)

Bezpieczeństwo danych, wykorzystanie środków z KPO na przyspieszenie wdrażania EDM, integracja danych w systemie zdrowia i sztuczna inteligencja – to główne tematy debaty „Wyzwania menedżerów rynku zdrowia w dobie digitalizacji” zorganizowanej podczas Forum Rynku Zdrowia.

Bezpieczeństwo danych

Dr Klaudia Rogowska, dyrektor Górnośląskiego Centrum Medycznego, otwierając dyskusję podkreśliła, że największym wyzwaniem jest obecnie bezpieczeństwo i ochrona danych wrażliwych pacjentów.

– Niepewność związana z przetwarzaniem danych naszych pacjentów, powoduje, że nie mamy możliwości realizowania projektów, które byśmy chcieli i to jest olbrzymi problem – powiedziała Dr Rogowska. Ekspertka zwróciła uwagę na ograniczenia prawne, które utrudniają efektywne wykorzystanie danych medycznych. Szpital może przekazywać zanonimizowane dane pacjentów wyłącznie uczelniom wyższym bądź instytutom naukowym i to tylko do celów badawczych. To znacznie utrudnia realizację wielu projektów i współpracę z podmiotami zewnętrznymi.

Michał Szabelski, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie, zaznaczył, że przed wdrożeniem nowych systemów informatycznych należy najpierw zoptymalizować istniejące procesy organizacyjne i „nie ma sensu informatyzować nieefektywnych procedur”.

– Najpierw należy dokładnie przeanalizować i usprawnić sposób funkcjonowania placówki, a dopiero potem dobierać odpowiednie narzędzia informatyczne. Wybierając rozwiązania IT, warto stawiać na sprawdzone systemy, które zostały już przetestowane w podobnych placówkach i wykazały swoją skuteczność – dodał Szabelski.

Jednym z pomysłów na zwiększenie poziomu ochrony danych jest outsourcing usług IT i przejście na chmurę danych. Wówczas bezpieczeństwo przechowywania danych jest po stronie dostawcy zewnętrznego i szpital „nie musi się już o to troszczyć”.

Integracja danych

Tomasz Zieliński, wiceprezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia „Porozumienie Zielonogórskie”, zwrócił uwagę na problemy z dostępem do danych pacjentów w podstawowej opiece zdrowotnej. Podał przykład opóźnionego wglądu do danych przekazywanych na platformę e-zdrowia: „Zarejestrowane dla pacjenta świadczenia są widoczne w IKP dopiero po kilku miesiącach”. Zieliński podkreślił potrzebę stworzenia platformy do sprawnego rozwiązywania problemów z dostępem do danych pacjentów, proponując powrót do modelu repozytoriów centralnych i regionalnych.

Wspomniał też o absurdach cyfryzacji. Mimo iż teoretycznie dokumentację medyczną można prowadzić elektronicznie, to niektóre instytucje nadal wymagają raportów papierowych.

– Druki moglibyśmy zredukować prawie do zera. Natomiast w praktyce to jest niemożliwe, bo mamy chociażby Komisje Lekarskie w ZUS-ie albo w KRU-sie, które gdzieś zostały zapomniane w dobie cyfryzacji – mówił Zieliński. Zwrócił też uwagę na problem z integracją systemów i koniecznością korzystania z wielu różnych platform. W ramach Polskiej Izby Informatyki Medycznej (PIIM) powstał nawet projekt pod nazwą „jedna klawiatura”. Chodzi o to, aby dostępne były tzw. API (red.: Interfejs Oprogramowania Aplikacji), dzięki czemu lekarz mógłby pracować na jednym systemie, a dane przepływałyby bez przeszkód do innych aplikacji. Brak API utrudnia m.in. wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, takich jak systemy eksperckie i systemy sztucznej inteligencji.

Kolejnym problemem jest niedofinansowanie działów IT w szpitalach oraz przeciążenie personelu IT zadaniami związanymi z bieżącym utrzymaniem systemów i ich dostosowywaniem do nowych regulacji prawnych. To powoduje, że informatycy są zajęci rozwiązywaniem najbardziej palących problemów, nie mając czasu na optymalizację systemów i ich rozbudowę. Oprócz zwiększenia nakładów na IT, trzeba też stworzyć program zachęt dla placówek medycznych do inwestowania w nowoczesne rozwiązania informatyczne poprawiające jakość usług.

Kliknij tutaj, aby pobrać bezpłatny, 196-stronicowy poradnik „Cyfrowa placówka zdrowia”

Krajowy Plan Odbudowy (KPO)

Centralnym punktem debaty były środki z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Eksperci zgodnie stwierdzili, że KPO stwarza szanse na przyspieszenie cyfryzacji ochrony zdrowia, a zwłaszcza na dokończenie wdrażania elektronicznej dokumentacji medycznej. Ministerstwo Zdrowia planuje przeznaczyć na ochronę zdrowia aż 17 mld zł z KPO, przy czym 1,3 mld zł ma iść na sztuczną inteligencję.

Menedżerowie placówek medycznych mają nadzieję, że dzięki KPO otrzymają wsparcie na wdrożenie rozwiązań poprawiających bezpieczeństwo pacjentów i jakość leczenia. Wielokrotnie padały słowa, że ważne jest nie tylko wdrażanie nowych technologii, ale także poprawa procesów organizacyjnych i edukacja personelu.

Aby dobrze wydać pieniądze z KPO, Ministerstwo Zdrowia przeprowadziło ankietę wśród 200 placówek. Obecnie trwa analiza danych, a wyniki posłużą do przygotowania strategii dystrybucji pieniędzy. W Ministerstwie Zdrowia odbyło się też spotkanie z dostawcami systemów informatycznych i placówkami medycznymi, którego celem było ustalenie priorytetów finansowych dla KPO.

Sztuczna inteligencja

Sztuczna inteligencja ma duży potencjał w poprawie jakości opieki medycznej, ale jej skuteczne wykorzystanie wymaga odpowiedniego przygotowania organizacyjnego i prawnego. Algorytmy AI mogą służyć m.in. jako wsparcie w podejmowaniu decyzji klinicznych oraz do optymalizacji procesów pomocniczych w szpitalach, takich jak zarządzanie personelem czy planowanie posiłków.

Dr Klaudia Rogowska podkreśliła, że szpitale muszą być bardzo ostrożne w udostępnianiu danych pacjentów, co może ograniczać możliwości rozwoju i testowania systemów AI. Tomasz Zieliński zaznaczył, że skuteczność AI zależy od jakości i dostępności danych, a z tymi nie jest dobrze. Bez takich podstaw, AI pozostanie w Polsce jedynie odległą teorią. Taka jest rzeczywistość: podczas Forum Rynku Zdrowia wielokrotnie padały deklaracje o konieczności wdrażania AI, ale dla placówek medycznych AI jest nieosiągalne. Problemem są zawiłe kwestie prawne dotyczące bezpieczeństwa danych, koszt wdrożenia, brak odpowiedniego know-how oraz inne prioretety informatyzacji.

Centrum e-Zdrowia ponownie zbada poziom cyfryzacji podmiotów leczniczych (źródło: CeZ)
Centrum e-Zdrowia ponownie zbada poziom cyfryzacji podmiotów leczniczych (źródło: CeZ)

Centrum e-Zdrowia rozpoczęło realizację VIII edycji „Badania stopnia informatyzacji podmiotów wykonujących działalność leczniczą”. Placówki medyczne będą mogły przesyłać ankiety do 10 listopada 2024 roku.

Badanie stopnia cyfryzacji

Cykliczne badanie Centrum e-Zdrowia monitoruje wykorzystanie nowoczesnych technologii – takich jak sztuczna inteligencja i telemedycyna – w działalności podmiotów leczniczych.

Jak podaje Centrum e-Zdrowia, celem jest także zebranie informacji o przygotowaniu podmiotów leczniczych do prowadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej (EDM), określenie poziomu świadomości pracowników placówek w zakresie cyberbezpieczeństwa oraz zbadanie planów w zakresie rozbudowy infrastruktury IT. Oprócz tego CeZ chce również zebrać dane o oczekiwaniach podmiotów leczniczych związane z kierunkami rozwoju cyfryzacji ochrony zdrowia.

Małgorzata Olszewska, dyrektor Centrum e-Zdrowia, podkreśla, że wyniki badania pozwolą wykryć obszary, które wymagają obecnie szczególnej uwagi oraz zdiagnozować najważniejsze potrzeby.

Jak wziąć udział w badaniu Centrum e-Zdrowia?

Badanie zostanie przeprowadzone w formie kwestionariusza online w dniach 21 października – 10 listopada 2024 r. Podmioty lecznicze zarejestrowane w Rejestrze Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą otrzymały od Centrum e-Zdrowia na adres mailowy wskazany w RPWDL indywidualny link do ankiety.

W pierwszym półroczu 2024 r., statystyczna apteka wypracowała 561 tys. zł narzutu (źródło: PEX)
W pierwszym półroczu 2024 r., statystyczna apteka wypracowała 561 tys. zł narzutu (źródło: PEX)

Dr Jarosław Frąckowiak, Prezes PEX

W czerwcu 2024 roku na rynku funkcjonowało 12 513 aptek, a w ciągu ostatnich 12 miesięcy ubyło ich 198. Czy sprzedaż leków i produktów bez recepty jest aż tak bardzo nierentowna?

Obroty aptek

Średni obrót apteki pochodzący ze sprzedaży leków na receptę i produktów bez recepty (w cenach dla pacjenta brutto), bez wliczania innego typu przychodów, wyniósł – dla statystycznej apteki – średniomiesięcznie dla pierwszych sześciu miesięcy 2024 roku prawie 360 tys. zł.

To o 12% więcej niż w roku ubiegłym. Dynamika wzrostu obrotu aptek jest wyższa niż dynamika wzrostu na rynku, a ta wyniosła w okresach – pierwsze półrocze 2024 do analogicznego okresu w roku 2023 – 10%. Wyższa dynamika wzrostu przychodu statystycznej apteki niż rynku wynika z ich malejącej ilości.

Analizując wzrosty na rynku warto zauważyć, że DNUR (duża nowelizacja ustawy refundacyjnej) wprowadziła korzystną dla aptek zmianę tabelki marż degresywnych, która jest stosowana do obliczania poziomu urzędowych marż w przypadku sprzedaży produktów refundowanych. Innym czynnikiem wpływającym na wzrosty na rynku były zwyżki cen, najczęściej związane z trzema zjawiskami: inflacją, wprowadzeniami nowych produktów (często są droższe od podobnych/obecnych na rynku) oraz postępującym trendzie zwiększania stosowania nowszych terapii (te też są najczęściej droższe niż tradycyjne).

Zwiększenie obrotów nie musi oznaczać zwiększenia marżowości, bo ta w porównywanych okresach rośnie. W okresie pierwszego półrocza statystyczna apteka wypracowała 561 tys. zł (93 tys. zł w średnim miesiącu) masy narzutu, to o 17% więcej niż w analogicznym okresie roku minionego.

Poziom narzutu rożni się w zależności od kategorii sprzedawanych w aptece produktów. Najwyższy poziom narzutu ujęty w procentach dotyczy produktów bez recepty i wynosi 30,5%. Druga na podium kategoria to produkty na receptę pełnopłatne – niecałe 22%, a trzecia – produkty na receptę refundowane legitymująca się wynikiem niemal 21%.

Średnia wartość narzutu (PLN) i jego udział (%) w całości narzutu dla statystycznej apteki w przeciętnym miesiącu dla kategorii produktów w pierwszych sześciu miesiącach 2024 roku
Średnia wartość narzutu (PLN) i jego udział (%) w całości narzutu dla statystycznej apteki w przeciętnym miesiącu dla kategorii produktów w pierwszych sześciu miesiącach 2024 roku

52% marży wypracowują produkty bez recepty

W przypadku ostatniej kategorii – rok do roku – nastąpił wzrost bliski jednemu punktowi procentowemu, a akurat w przypadku tego typu produktów, historycznie, wzrosty odnotowywano niezbyt często. Ale procenty z obliczeń nie płacą kosztów prowadzenia działalności, one są płacone z masy marży wypracowanej w złotówkach.

I tu obraz jest klarowny. Produkty na receptę, czy to refundowane czy nierefundowane, stanowią łącznie 47% masy marży apteki w zł. Dokładniej: produkty na receptę nierefundowane wypracowały w pierwszych sześciu miesiącach 2024 roku 24% masy narzutu, a produkty na receptę refundowane 23%. Pozostałą, lwią cześć masy narzutu (ponad 52%) wypracowują produkty bez recepty. Co więcej w ujęciu procentowym ta kategoria też jest najbardziej marżowa – na OTC/suplementach/wyrobach medycznych, itp. narzut wynosi niecałe 31%.

Omawiane wyniki dotyczące udziału różnych kategorii w zarobkach aptek – poza lekkim wzrostem udziału produktów bez recepty i niewielkim spadkiem udziału w narzucie produktów pełnopłatnych na receptę – nie zmieniają się istotnie w porównaniach pierwszych półroczy lat 2024 i 2023.

Apteki sieciowe radzą sobie najlepiej

Wnioski są różne, mniej i bardziej oczywiste. Pierwszy nasuwa się na pierwszy rzut oka: apteki żyją w dużej mierze ze sprzedaży produktów. Z tego wynika między innymi, że każdy potencjalny zabieg wpływający na ograniczenie lub poszerzenie sprzedaży kategorii produktów bez recepty natychmiast odbije się, pozytywnie lub negatywnie, na zdrowiu ekonomicznym aptek.

Do sformułowania kolejnego wniosku potrzebna jest dodatkowa informacja, a brzmi ona tak: apteki sieciowe (posiadające 5 lub więcej aptek) mają statystycznie dwa razy większe obroty niż pozostałe apteki. A zróżnicowanie w obrotach aptek na rynku bezpośrednio wpływa na ich sytuację ekonomiczną. A więc apteki mniejsze, nawet jeżeli stosują wyższe procentowo narzuty, mają duże wyzwania związane z wypracowaniem odpowiedniej masy marży w zł, by pokryć dynamikę rosnących kosztów. Takim aptekom na rynku jest i będzie ciężko.

Wydaje się, że warto postawić dwa pytania:

Jedno jest jasne – dla pacjentów ważny jest nie tylko dostęp do leków (w sensie fizycznej obecności na półkach aptecznych oraz w cenie, która umożliwia dokonanie zakupu), ale także geograficzna dostępność apteki. Jeśli liczba aptek nie tylko będzie spadać, ale pojawią się deficyty w niektórych regionach, to może to mieć negatywny wpływ na szybkość dostępu części pacjentów do terapii.

W numerze 10/2024 OSOZ Statystyki m.in. analiza przyczyn wzrostu wartości rynku farmaceutycznego oraz sprzedaż probiotyków w aptekach w latach 2002-2023 z prognozą do 2025 roku.

OSOZ Statystyki 10/2024
OSOZ Statystyki 10/2024

W numerze 10/2024 OSOZ Statystyki:

Przyczyny wzrostu wartości rynku aptecznego

W okresie od stycznia do 19 września 2024 roku, w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego, rynek apteczny rośnie wartościowo – w cenach dla pacjenta – o 12,2%. Ilościowo – w liczbie sprzedanych opakowań – wzrost wyniósł 3,4%. Czy to podwyżki cen decydują o dwucyfrowej dynamice wzrostu ilości wydanych pieniędzy przez pacjentów w aptece?

Czytaj dalej 👉

Sprzedaż priobiotyków w aptekach z prognozą do 2025 r.

W 2023 roku apteki sprzedały 23 mln opakowań probiotyków za łączną kwotę 672 mln zł. Dla porównania: sprzedaż antybiotyków jest dwukrotnie większa. Największe wzrosty popytu wystąpiły w latach 2012–2016, po czym rynek ustabilizował się na poziomie 20–22 mln opakowań rocznie. Po załamaniu sprzedaży w czasie pandemii COVID-19, trend rosnący popytu powrócił, ale nie jest on już tak dynamiczny. Priobiotyki kupujemy najczęściej zimą i jesienią.

Czytaj dalej 👉

Ponadto w numerze:

Więcej danych? Wszystkie archiwalne numery OSOZ Statystyki znajdziesz na zakładce POBIERZ.

Statystyki rynku aptecznego
Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji
Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji

Nowa ustawa o systemach sztucznej inteligencji ma wprowadzić ramy prawne zgodne z unijnymi regulacjami zawartymi w EU AI Act. Przewiduje ona m.in. powołanie Komisji Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji i zgodnie z planem wejdzie w życie w pierwszej połowie 2025 roku.

Co znajdzie się w ustawie o AI?

16 października 2024 roku Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji (AI), który odpowiada na wyzwania postawione przez unijne rozporządzenie w sprawie AI (EU AI Act). EU AI Act, który wszedł w życie 1 sierpnia 2024 r. wprowadza nowe, zharmonizowane zasady dotyczące sztucznej inteligencji na terenie całej Unii.

Ustawa adaptująca akt europejski ma ustanowić nowe mechanizmy nadzoru nad systemami AI, zgodne z wartościami Unii Europejskiej, jak ochrona praw człowieka, bezpieczeństwo i praworządność. W projekcie znalazły się konkretne regulacje dotyczące wprowadzania na rynek, użytkowania i nadzoru nad systemami sztucznej inteligencji.

Państwa członkowskie UE, w tym Polska, są zobowiązane stworzyć własne przepisy umożliwiające skuteczne egzekwowanie EU AI Act. Sam akt nie wymaga jednak wprowadzenia ustawą krajową, bo jako akt unijny zaczął obowiązywać automatycznie w każdym kraju członkowskim UE.

Planowane przez MC przepisy przewidują m.in. powołanie Komisji Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji (jej biuro będzie miało siedzibę w Warszawie), która będzie pełnić funkcję centralnego organu nadzoru.

Projekt ustawy o systemach AI z 15 października udostepniono do konsultacji społecznych
Projekt ustawy o systemach AI udostępniono do konsultacji społecznych

Kompetencje nowego organu

Zgodnie z projektem, Komisja będzie odpowiadała za nadzór nad rynkiem AI w Polsce. Jej zadaniem będzie m.in. monitorowanie zgodności systemów AI z nowymi przepisami, przyjmowanie skarg oraz wprowadzanie sankcji tytułem naruszenia prawa dot. AI. Ma również promować rozwój bezpiecznej i etycznej sztucznej inteligencji, współpracując z innymi instytucjami, takimi jak Urząd Ochrony Danych Osobowych czy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

W pracach nad ustawą, Ministerstwo Cyfryzacji przeprowadziło prekonsultacje, które trwały od kwietnia 2024 roku. Zdecydowana większość uczestników z sektora prywatnego i publicznego opowiedziała się za koniecznością powołania nowego organu nadzoru, który mógłby skutecznie realizować zadania związane z regulacją AI. W projekcie ustawy przewidziano także współpracę z innymi państwami Unii Europejskiej oraz Europejskim Urzędem ds. AI.

AI. Obowiązki prawne także w sektorze zdrowia

Projekt ustawy przewiduje szereg wymagań, do których będą musiałby dostosować się organy państwowe i sektor prywatny. Przedsiębiorcy będą m.in. zobowiązani do zapewnienia zgodności systemów z nowymi regulacjami, w tym spełniania wymogów bezpieczeństwa i ochrony danych. Za naruszenie przepisów grożą kary administracyjne, które mogą być nałożone zarówno na firmy, jak i na osoby fizyczne.

Najwięcej uwagi ustawa poświęca systemom AI wysokiego ryzyka. Szczególny nacisk położono na ochronę praw podstawowych. Projekt zakłada m.in. procedury związane ze zgłaszaniem incydentów związanych z AI, które mogą mieć wpływ na bezpieczeństwo obywateli. Ten obowiązek obejmuje też placówki zdrowia korzystające z rozwiązań AI. Będę one musiały raportować nietypowe zachowania systemów AI, tak samo jak zgłaszane są działania niepożądane leków.

Obok nadzoru, ustawa ma na celu wspieranie rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce, w tym innowacyjności sektora małych i średnich przedsiębiorstw oraz startupów. Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji będzie prowadzić działania edukacyjne i promować bezpieczne i etyczne korzystanie z AI. Przypomnijmy, że w wywiadzie dla OSOZ, Wojciech Demediuk, Dyrektor Departamentu e-Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia zapowiedział, że MZ planuje przeznaczyć 1,26 mld zł na rozwiązania AI dla ochrony zdrowia. Środki te mają pochodzić z Krajowego Planu Odbudowy (KPO).

Konsultacje społeczne projektu ustawy potrwają do końca listopada 2024 roku, a ministerstwo planuje, by ostateczny projekt został uchwalony przez Sejm w pierwszej połowie 2025 roku.

Projekt ustawy oraz uzasadnienie dostępne są tutaj.

Dr Agnieszka Siennicka
Dr Agnieszka Siennicka (zdjęcie: Tomasz Modrzejewski)

Wywiad z dr Agnieszką Siennicką, Prodziekanem ds. Rozwoju na Wydziale Nauk o Zdrowiu oraz Kierowniczką Zakładu Innowacji w Ochronie Zdrowia na Uniwersytecie Medycznym im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

We wrześniu otrzymała Pani nominację na Kierownika Zakładu Innowacji UM we Wrocławiu. Jakie ma Pani plany w Zakładzie Innowacji?

Moim celem będzie rozwijanie konkretnych mechanizmów, w ramach których medycy będą mogli stawać się ambasadorami zmian cyfrowych w ochronie zdrowia – realia pokazują, że to niekoniecznie jest zadanie dla lekarzy, którzy mają mnóstwo innych ważnych zadań.

W mojej ocenie to jest przestrzeń dla studentów i absolwentów trochę niedocenianego w Polsce – a bardzo cenionego na świecie – kierunku Zdrowie Publiczne. To oni mogliby stać się łącznikiem pomiędzy technologią a medycyną, ale też profilaktyką i szeroko rozumianym dbaniem o zdrowie, co ma ogromny potencjał w kontekście rozwoju innowacji cyfrowych.

W tym miejscu  należy również pamiętać o wielu innych zawodach medycznych, które mogą wspierać rozwój technologii zdrowotnych. Mamy przecież dietetyków, diagnostów i farmaceutów, fizjoterapeutów, rehabilitantów, trenerów, terapeutów – możliwości jest dużo.

Czego o sztucznej inteligencji uczą się dziś studenci medycyny?

Jeżeli chodzi o system kształcenia, wszystkie treści edukacyjne musimy dopasować do standardów narzucanych przez ustawę. W tych obecnie obowiązujących, nawet z roku 2023,  nie ma przestrzeni na treści dotyczące AI.

Studenci medycyny są przeładowani zajęciami, muszą się uczyć wiele godzin. A to powoduje, że musimy być ostrożni z dokładaniem wiedzy. Na razie prowadzimy od 3 lat fakultet dotyczący AI, w którym uczestniczy kilkudziesięciu studentów rocznie. Pierwotnie były to dwie grupy na wydziale lekarskim – polska i anglojęzyczna – potem doszła grupa na farmacji, a teraz jeszcze na zdrowiu publicznym. Wykładam ja i zaproszeni przeze mnie goście „z branży” oraz Karolina Tądel, doktorantka wdrożeniowa opracowująca projekt bazujący na AI.

„Dane zawsze mnie fascynowały. Jak patrzę na świat to widzę kolumny Excela.”

Treści na zajęciach są maksymalnie praktyczne. Studenci wspólnie opracowują materiały, dzięki którym dowiadują się, jaka jest rola danych w rozwijaniu algorytmów, co działa, a co nie; co już wdrożono, jakie są zasady działania AI, co może pójść nie tak i dlaczego. To niewiele, ale takie są realia na uniwersytetach. W efekcie temat pozostaje w sferze hobby i istnieją duże deficyty wiedzy w tym zakresie.

W USA uczelnie takie jak Uniwersytet Stanforda są kuźnią startupów med-tech. A jak wygląda to Uniwersytecie Medycznym Wrocławiu?

Bardzo byśmy chcieli, aby Wrocław mógł stać się doliną krzemową dla polskiego sektora med-tech z naciskiem na med, a nie przede wszystkim tech. Jest jeszcze wiele do zrobienia, ale stawiamy niemałe pierwsze kroki. Stworzyliśmy Zakład Innowacji, co jest unikalne dla uczelni medycznej. W latach 2020-2022 uczyliśmy się data science w medycynie w ramach grantu unijnego HeartBIT_4.0. Od kilku lat, na wydziale lekarskim funkcjonuje u nas Prodziekan ds. Rozwoju i Innowacji. Realizujemy doktoraty wdrożeniowe – najnowszy dotyczy aplikacji wpierającej diagnostykę przeznaczonej dla lekarzy – oraz projekty prac magisterskich we współpracy z firmami technologicznymi. Dostaliśmy najwyższą ocenę naszego projektu medycyny cyfrowej, który realizujemy od ponad roku. To tylko kilka przykładów, które świadczą o tym, że mamy duże ambicje ale i coraz więcej silnych kart. Robimy, co możemy i staramy się być świadomym graczem na polu innowacji. W UMW można znaleźć nie tylko świetne projekty, ale przede wszystkim pasjonatów i ekspertów od innowacyjnych tematów medycznych.

Skąd wzięła się Pani pasja do innowacji i technologii w ochronie zdrowia?

Mam szczęście do znajdywania się w odpowiednim miejscu i czasie oraz spotykania niesamowitych ludzi.

Przykładowym punktem zwrotnym był wykład Profesora Bogdana Franczyka na temat tego, co można zrobić z danymi, na który trafiłam przypadkiem około roku 2016. Od tego momentu wiedziałam, że połączenie najbardziej nowoczesnej nauki o danych z medycyną będzie ważnym kierunkiem rozwoju. Po kilku miesiącach obecny Rektor UWM, Profesor Piotr Ponikowski, został prorektorem do spraw nauki. Wówczas zwróciłam się do niego z sugestią nawiązania współpracy z Uniwersytetem Ekonomicznym, gdzie wtedy pracował Prof. Franczyk. Tak zapadła decyzja o kooperacji.

Pierwszym konkretnym projektem była aplikacja o grant HeartBIT_4.0 (red.: Application of Innovative Medical Data Science Technologies for Heart Diseases – zastosowanie innowacyjnych technik analizy danych medycznych w kardiologii), który udało się zdobyć i uruchomić z początkiem roku 2020. W ramach tej inicjatywy, w latach 2020-2022 eksperci z różnych państw UE prowadzili rozbudowany cykl profesjonalnych szkoleń w zakresie współczesnych metod oraz nowoczesnej filozofii prowadzenia eksperymentów i analizy danych medycznych. Dzięki szkoleniom, naukowcy z UMW potrafią zaplanować, przeprowadzić i zinterpretować badania, opierając się na technikach sztucznej inteligencji (AI) oraz na metodach analizy wielkich zbiorów danych. To z kolei pozwala nadążyć za najnowszymi światowymi trendami naukowymi.

Które innowacje medyczne najbardziej Panią interesują?

Wybierając projekty, kieruję się tym, czemu mają służyć i czy mają szansę na rzetelną realizację i wartościowe efekty. Wiele osób ma niejasne wyobrażenie o tym, co trzeba zrobić, aby móc skorzystać z algorytmów sztucznej inteligencji. Często spotykam się z błędną opinią, że wystarczy mieć dane, a algorytmy AI „same” znajdą w nich coś wartościowego, jakąś nową wiedzę albo wzorce.

Dobrze ujmuje to dr Maciej Pondel, naukowiec z Uniwersytetu Ekonomicznego, z którym od lat współpracuję. Powtarza on zawsze: „Jak dasz mi dane medyczne to na pewno udowodnię matematycznie, że każdy, kto jest w ciąży jest kobietą, ale to chyba nie jest to, czego szukamy.” Nie w tym tkwi istota pracy z danymi, aby znajdywać oczywiste korelacje, samemu nie formułując żadnej kreatywnej hipotezy.

Pozwolę sobie podać przykład projektu, w który zaangażowałam się ostatnio całym sercem. W jego ramach, razem z firmą Animativ i wybitnymi pediatrami – dr Kamilą Ludwikowską, Adamem Łęckim, Moniką Tokarczyk i ich mentorem profesorem Leszkiem Szenbornem – pracujemy nad aplikacją, w której sztuczna inteligencja pomoże ocenić stan zdrowia dziecka, tak aby mniej doświadczonym lekarzom lub ratownikom medycznym pomagać ocenić, czy mały pacjent wymaga natychmiastowej pomocy. Projekt jest nie tylko potrzebny i ważny, ale też wykonalny, bo dzięki pracy w interdyscyplinarnym zespole umiemy rozłożyć prace na etapy, z których każdy przybliża nas do końcowego sukcesu. Pierwszy etap już okazał się niemałym sukcesem – dostaliśmy finansowanie na doktorat wdrożeniowy skoncentrowany na wykorzystaniu technologii wspierających ocenę stanu zdrowia dziecka w dydaktyce.

A jakich projektów Pani unika?

Przede wszystkim takich, które zakładają nierealne efekty. Przykładowo, aplikacje wspierające nie tyle zdrowie co… długowieczność rozumianą jako wydłużanie życia. Z naukowego punktu widzenia to dość ambitne wyzwanie, wiedząc, że aby udowodnić wpływ na długowieczność, trzeba poczekać, aż niektórzy użytkownicy umrą. Zazwyczaj okazuje się że twórcom zależy na chwytliwych hasłach, a nie realnym wsparciu zdrowia.

Dodatkowo wiele osób z tak zwanego środowiska IT albo świata start-upów nie ma wiedzy na temat kosztów rozwijania rozwiązania cyfrowego w obszarze medycznym. Nie każdy rozumie, jak trudno zdobyć dane, jak drogie są np. badania kliniczne, czy że opisywanie cyfrowych wyników badań przez specjalistę to koszt związany z wieloma godzinami jego pracy. To powoduje, że wiele pomysłów szybko rozbija się o rzeczywistość.

„Odkąd zajmuję się medycyną cyfrową, przestałam postrzegać medycynę jako naukę ścisłą.”

Dodam jeszcze kwestię sensorów i czujników. Wielu twórców rozwiązań IT dla celów medycznych nie potrafi uwierzyć w to, że nie każdy użytkownik będzie z entuzjazmem umieszczał na swoim ciele czujnik oraz że dane z czujnika nie są właśnie tym, co medycynie umknęło. Zakładają z góry, że mając taki odczyt, wszystko będzie proste. Często słyszę: taki czujnik pozwoli ci zyskać bogate dane na taki czy inny temat. OK, ale po co? Zbadajmy to, sprawdźmy, ale nie zakładajmy, że nowoczesny czujnik automatycznie oznacza przełom w medycynie. Zbieranie danych to nie jest leczenie.

Jak jest największa słabość cyfryzacji sektora zdrowia?

Jednym z ważniejszych wyzwań jest realna poprawa jakości i dostępności danych medycznych. Brakuje znajomości, a może wręcz ustaleń w zakresie fundamentalnych zasad postępowania z danymi, przez co wiele zbiorów zawiera dane o mało zadowalającej jakości i/lub są to zestawy zamknięte w niedostępnych dla naukowców systemach.

Dane medyczne pacjentów wpisywane są do systemów IT na zasadzie dużej dowolności. Tylko część z nich to ustrukturyzowane informacje, większość  trafia do pola tekstowego notatek i nie da się z nimi nic zrobić. Część ważnych informacji w ogóle nie jest rejestrowana, bo nie są łatwe do ucyfrowienia, mimo że są ważne dla procesu diagnostycznego.

O jakość danych trzeba zadbać od strony systemowej. System ochrony zdrowia generuje bezcenne informacje, które mogłyby doprowadzić do postępów w leczeniu. Niestety, marnujemy je, bo nadal nie uporządkowaliśmy sposobu gromadzenia informacji. W mojej ocenie nie jest to kwestia edukowania personelu. Musimy znaleźć nowy pomysł na organizację tego obszaru, może to jest nisza, w której na naszych oczach kształtuje się nowy zawód medyczny. Wierzę, że to możliwe.

Co można by konkretnie zrobić, gdyby takie dane byłyby dostępne?

Niezależnie od tego czy myślimy o danych „szpitalnych”, czy o tym, co prywatni użytkownicy wprowadzają do swoich urządzeń korzystając z aplikacji wspierających uprawianie sportu czy dietę, marzy mi się stworzenie jednej, wielofunkcyjnej aplikacji, która byłaby takim ogólnym doradcą w zakresie wpierania zdrowia.

Takie rozwiązanie mogłoby jednocześnie doradzić, jak się odżywiać, jak uprawiać sport, kiedy pić wodę, o której chodzić spać, jak się relaksować. Jedno narzędzie zamiast kilku – taki osobisty asystent, które wie, czego potrzebujemy i podpowiada nam, jak zdrowo żyć reagując na to, co aktualnie jest nam potrzebne.

Obecnie powstaje mnóstwo drobnych rozwiązań – dietetyczne i sportowe, wspierające zdrowy sen i nawyki, przypominające o piciu wody albo informujące o czasie spędzonym przed ekranem smartfona. Zamiast tego potrzebne byłoby rozwiązanie o charakterze całościowego planu działania tu i teraz. Przykładowo, jestem w sklepie więc cyfrowy doradca podpowiada, co kupić, żeby mieć zdrowe produkty, co z nich ugotować, ile i co wypić. A do tego jak to się ma do używek i innych grzeszków jak kawa i słodycze, czy obciążeń np. braku snu i stresu lub okoliczności, jak wyjazd służbowy. Potrzebujemy strategii cyfrowego wsparcia zdrowia, na podstawie której będziemy budować systemy i aplikacje. Jednak najważniejsze na chwilę obecną jest  zainwestowanie w dane – ich rzetelne zbieranie i ich jakość.

Co najbardziej zaskoczyło Panią w pracy naukowej z danymi?

Odkąd zajmuję się medycyną cyfrową, przestałam postrzegać medycynę jako naukę ścisłą. Jest to nauka w dużym stopniu miękka, pozostająca pod wpływem spotkania z drugim człowiekiem, czyli pacjentem. Jest to nauka pełna intuicji i przez to nieraz bardzo podatna na chaos. Wiele informacji może uciekać, decyzje bywają podejmowane bez dostępu do wszystkich ważnych danych. W momencie gdy pacjent leczony jest przez kilku specjalistów, on sam często nie jest w stanie zreferować kolejnemu wszystkiego, co mu zbadano; często sam wybiera, o czym powie w oparciu o swoje założenia, które mogą być błędne, bo pacjent nie jest specjalistą.

Jednocześnie lekarz decyduje w oparciu o ten subiektywny wycinek rzeczywistości, musząc w tym samym czasie angażować swoją pamięć, ogarniając swoim umysłem ogrom dodatkowych danych, takich jak liczby, słowa i obrazy. Do tego dochodzi pewien rodzaj intuicji, której nabrał po latach pracy w swoim zawodzie, co jest jednocześnie subiektywne jak i de facto rzetelne i profesjonalne, bo jest jego doświadczeniem klinicznym. To ogromna mieszanka danych wybitnie precyzyjnych z rozmytym, zmiennym i niejednoznacznym otoczeniem.

Potrzebujemy pomysłu na cyfryzację procesów medycznych; rozwiązań które wezmą pod uwagę tę różnorodność, a nie założą, że w medycynie wszystko jest mierzalne, jednoznaczne i ma skalę.

Francuski PECAN opiera się na DiGA - niemieckim systemie refundacji rozwiązań cyfrowych
Francuski PECAN opiera się na DiGA – niemieckim systemie refundacji rozwiązań cyfrowych

Kolejny kraj – po Belgii i Niemczech – wprowadził szybką ścieżkę refundacji mobilnych aplikacji zdrowotnych i rozwiązań z zakresu telemonitoringu. Dzięki temu 60 milionów Francuzów w publicznym systemie zdrowia będzie mogło z nich korzystać za darmo, jeśli otrzymają na nie receptę od lekarza.

PECAN, czyli aplikacje mobilne na receptę

Mowa o PECAN (fr.: La prise en charge anticipée numérique) – programie wczesnego dopuszczenia na rynek młodych rozwiązań e-zdrowia, które zyskały już status urządzeń medycznych, jeszcze nie przeszły badań klinicznych, ale wykazują obiecujące korzyści, są dojrzałe technologicznie i bezpieczne w stosowaniu.

System szybkiej ścieżki ma pomóc startupom w wejściu na rynek zdrowia. W przeciwieństwie do firm farmaceutycznych, nie mają one często zasobów i pieniędzy na przeprowadzenie kosztownych i długotrwałych badań klinicznych. A nawet jeśli uda im się to zrobić, system zdrowia dotąd ignorował tzw. cyfrowe terapeutyki, powodując, że dostępne były tylko dla pacjentów płacących za nie z własnej kieszeni.

Tymczasem aplikacje m-zdrowia mogą być idealnym uzupełnieniem terapii lekowych, zwłaszcza w leczeniu chorób przewlekłych jak np. cukrzycy, bezsenności czy depresji.

Wymagania w stosunku do refundowanych rozwiązań cyfrowych

Programem PECAN objęto dwie kategorie rozwiązań: cyfrowe aplikacje zdrowotne (Digital Therapeutics, DTx) oraz systemy monitorowania stanu zdrowia na odległość. Muszą one spełniać następujące warunki:

Warunkowe dopuszczenie na rynek obejmuje okres 12 miesięcy. Walidację rozwiązania prowadzi Agencja Zdrowia Cyfrowego (francuski odpowiednik polskiego Centrum e-Zdrowia), a ostateczną decyzję podejmuje francuskie Ministerstwo Zdrowia. Cały proces trwa nie dłużej niż 90 dni. Po wydaniu pozytywnej opinii, dostawca e-rozwiązania zgłasza go na listę refundowanych produktów i usług medycznych. Po rocznym okresie wstępnym, musi dostarczyć dowodów na korzyści kliniczne i dopiero wtedy trafia na stałe do koszyka refundacyjnego.

Wymagania w PECAN są wyśrubowane - po 6 miesiącach od uruchomienia programu, do refundacji nie zakwalifikowało się żadne rozwiązanie cyfrowe
Wymagania w PECAN są wyśrubowane – po 6 miesiącach od uruchomienia programu, do refundacji nie zakwalifikowało się żadne rozwiązanie cyfrowe

Ścieżka włączania apki do koszyka usług gwarantowanych

PECAN stawia bardzo wysokie wymagania rozwiązaniom e-zdrowia, bo podobnie jak leki, mają one wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne pacjentów. Najważniejsze jest zapewnienie wysokiego poziomu bezpieczeństwa danych medycznych oraz zgodności z RODO. Drugim kryterium jest wysoka jakość generowanych danych zgodnie z obowiązującymi standardami. Przykładowo, jeśli mowa o urządzeniu do monitoringu zdrowia, musi istnieć możliwość wyeksportowania danych w formacie umożliwiającym ich włączenie do innych systemów, na przykład elektronicznej kartoteki pacjenta.

Równie ważna jest innowacyjność rozwiązania i korzyści dla pacjenta. Takie kryteria mają zagwarantować, że do okresu próbnego refundacji zakwalifikują się wysokiej jakości rozwiązania. PECAN nie ma być bowiem polem doświadczalnym dla każdej aplikacji.

W praktyce wygląda to tak:

Wprowadzenie refundacji rozwiązań e-zdrowia do systemu zdrowia jest odpowiedzią na korzyści zdrowotne stosowania cyfrowych terapeutyk. Oparte na dowodach klinicznych, aplikacje i systemy monitoringu pomagają pacjentom w leczeniu chorób, stanowiąc alternatywę dla leków. Zwłaszcza wtedy, gdy to styl życia i zmiana zachowania mają duże znaczenie w powrocie do zdrowia.

1 48 49 50 51 52 150