
– Przestaliśmy traktować AI jak narzędzie wymagające ciągłego nadzoru, gdzie co pół godziny trzeba sprawdzać efekty i wprowadzać poprawki – mówi Prof. Piotr Sankowski, dyrektor Instytutu Badawczego IDEAS, profesor na Uniwersytecie Warszawskim, ekspert globalnego panelu naukowego ds. AI powołanego przez ONZ.
Premierze pierwszych modeli generatywnej AI towarzyszył ogromny entuzjazm. W kolejnych latach ukazało się kilka badań pokazujących, że AI nie zawsze przekłada się na wzrost efektywności pracy. Na jakim etapie rozwoju jesteśmy dziś, w 2026 roku?
Od momentu udostępnienia ChatGPT minęło kilka lat. W tym czasie szerokie grono użytkowników zrozumiało, że modele AI są naprawdę przydatne i potrafią wykonywać realną pracę.
Dziś jesteśmy na etapie wdrażania tych modeli w rzeczywistych procesach biznesowych. Do tej pory było to trudne i nie zawsze przynosiło oczekiwane rezultaty. Obecny poziom rozwoju modeli sprawia jednak, że zaczyna to mieć sens ekonomiczny. To jest, moim zdaniem, moment przełomowy.
Najnowsze modele są już w stanie wykonać pracę odpowiadającą tej wykonywanej w kilka godzin przez programistę lub innego pracownika. Przestaliśmy traktować je jak narzędzia wymagające ciągłego nadzoru, gdzie co chwilę trzeba sprawdzać efekty i wprowadzać poprawki. Dzisiaj można zlecić agentowi AI zadanie, które człowiek wykonywałby przez osiem godzin, a następnie – jak zostanie wykonane – wrócić, sprawdzić rezultat, omówić go i wejść z modelem w dalszą interakcję.
Zmienił się model współpracy. Wcześniej trzeba było praktycznie cały czas patrzeć sztucznej inteligencji na ręce. Teraz jest w stanie samodzielnie wykonać szeroki zakres prac – i podwaja się on mniej więcej co 7 miesięcy.
O agentach AI mówi się częściej, odkąd Anthropic wprowadziło Claude Codex i Cowork. Ale nadal korzysta z nich tylko wąska grupa ekspertów.
Jestem przekonany, że agenci AI będą coraz bardziej obecni zarówno w naszej pracy, jak i w codziennym życiu. To naturalny kierunek rozwoju tej technologii.
Dzisiaj trudno wyobrazić sobie tworzenie oprogramowania bez wsparcia sztucznej inteligencji działającej właśnie w formie agenta. Wchodzimy z nią w interakcję, zlecamy zadania, otrzymujemy wyniki, a model wyjaśnia, co zrobił i w jaki sposób doszedł do określonych rezultatów. To będzie się coraz bardziej upowszechniać. Agenci AI są już rzeczywistością, do której po prostu musimy się przyzwyczaić.
Kolejnym krokiem będzie wykorzystanie sztucznej inteligencji do tworzenia innowacji. Mam na myśli udział AI w dowodzeniu twierdzeń naukowych, prowadzeniu badań naukowych czy nadzorowaniu procesów badawczych.
Największą zaletą agentów AI jest ich zdolność do autonomicznego wykonywania zadań. W niektórych sektorach, na przykład w ochronie zdrowia, przekazanie takiej autonomii może jednak budzić obawy, ponieważ lekarze częściowo tracą kontrolę nad tym, co i w jaki sposób agent robi. Nie mają wpływu na jakość końcowego wyniku, za który odpowiadają. Co jest dziś większym ograniczeniem szerokiego wdrażania AI w ochronie zdrowia: kultura pracy czy ograniczenia technologiczne?
W przeszłości problemem AI było to, że poszczególne modele sprawdzały się jedynie w bardzo wąskich zastosowaniach. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej – modele są znacznie bardziej uniwersalne i dlatego znajdują coraz szersze zastosowanie w medycynie.
Ale w ochronie zdrowia praktycznie – także z punktu widzenia regulacyjnego – nie ma opcji, aby sztuczna inteligencja samodzielnie podejmowała decyzje w imieniu lekarza czy pacjenta. Tam, gdzie w grę wchodzi zdrowie człowieka, nadzór lekarza pozostaje niezbędny.
Obecny kierunek rozwoju medycznej AI nie skupia się na budowaniu całkowicie autonomicznych agentów medycznych. Oczywiście takie dyskusje się toczą, ale praktyka zmierza raczej w stronę ścisłej współpracy sztucznej inteligencji z lekarzem. AI ma wspierać podejmowanie decyzji klinicznych, wspomagać procesy organizacyjne zachodzące w szpitalach i przychodniach oraz odciążać personel medyczny w wykonywaniu prostych zadań. Nie chodzi o zastąpienie lekarza, lecz o dostarczenie mu narzędzia, które usprawni jego codzienną pracę.

Pojawiają się doniesienia, że sztuczna inteligencja doprowadzi do kryzysu na rynku pracy. Ostatnio głośno było o najnowszym modelu Anthropic o nazwie Mythos, który miał łamać najlepsze zabezpieczenia danych. Jak Pan odbiera te alarmistyczne doniesienia o AI wypierającej ludzi z rynku pracy oraz o rozwoju superinteligentnej AI?
Ja staram się budować bardziej realistyczną narrację, podkreślając ogromne możliwości sztucznej inteligencji, ale też uczciwie opisując związane z nią ryzyka.
Przykładem jest opublikowany na początku lipca wstępny raport międzynarodowego panelu ekspertów ONZ ds. sztucznej inteligencji. Porządkuje on wiedzę na temat szans i zagrożeń związanych z AI, opierając się na zweryfikowanych danych, a nie na medialnych spekulacjach.
Jeżeli chodzi o rozwój modeli AI, to ich możliwości bardzo szybko rosną. Nie dzieje się to jednak w sposób nieprzewidywalny. Obserwujemy systematyczny wzrost zdolności modeli do samodzielnego wykonywania coraz dłuższych i bardziej złożonych zadań – to proces, którego się spodziewaliśmy.
Wraz z tym wzrostem pojawiają się nowe wyzwania. Skoro modele potrafią prowadzić coraz bardziej zaawansowane analizy, są również w stanie wykrywać bardziej skomplikowane błędy w kodzie lub znajdować luki w oprogramowaniu. Właśnie tego obszaru dotyczą dyskusje wokół najnowszego modelu Anthropic’a o nazwie Mythos. Trzeba jednak pamiętać, że podobne obawy obserwowaliśmy już przy wcześniejszych generacjach modeli. Możliwości będą rosły, ale nie jest to zaskakujący ani całkowicie nowy kierunek rozwoju. Kluczowe jest monitorowanie ewolucji tych systemów i odpowiednie reagowanie na pojawiające się zagrożenia.
Jeżeli natomiast chodzi o wpływ sztucznej inteligencji na rynek pracy, to dotychczas nie zaobserwowano żadnych drastycznych zmian. Wprawdzie widać zmniejszenie liczby ofert dla najmłodszych pracowników, ale ten efekt może wynikać również z efektów rynkowych po pandemii COVID-19 i nie musi być bezpośrednio związany z AI.
Badania prowadzone do tej pory nie wskazują na gwałtowne załamania na rynku pracy. W ubiegłym tygodniu opublikowano analizę Banku Światowego dotyczącą wdrażania sztucznej inteligencji w Polsce. Zgodnie z nią, jeśli zadbamy o możliwość przekwalifikowania pracowników i rozwijania nowych kompetencji, wpływ AI na poziom zatrudnienia będzie niewielki. Pracy nie zabraknie – będzie się natomiast zmieniać jej charakter.
Oczywiście wszystkie modele ekonomiczne mogą się mylić, a zawsze istnieje ryzyko, że rzeczywistość potoczy się inaczej. Jednak obecnie prognozy mówiące o masowym znikaniu miejsc nie są podparte dostępnymi badaniami.
Dużo mówi się dziś o tzw. suwerenności technologicznej. W Polsce korzystamy głównie z modeli AI tworzonych w USA, co doprowadziło do naszego uzależnienia technologicznego. Przykładowo, kilka tygodni temu administracja Donalda Trumpa zablokowała dostęp podmiotom zagranicznym do modelu Fable 5 Antropic’a. Czy powinniśmy rozwijać własne? I czy w ogóle mamy szansę konkurować z modelami rozwijanymi w Stanach Zjednoczonych lub Chinach?
Polska nie ma szans konkurować w pojedynkę z gigantami AI, bo koszty budowy najnowocześniejszych modeli językowych są ogromne. Mówimy o inwestycjach przekraczających 10 miliardów dolarów, a być może nawet większych – nie dysponujemy środkami na taką skalę.
Dlatego, jeśli chcemy konkurować z Chinami czy Stanami Zjednoczonymi, musimy działać na poziomie europejskim. Tylko wspólnie, jako Europa, jesteśmy w stanie zbudować potencjał pozwalający rywalizować z największymi światowymi graczami.
Rosnąca dysproporcja między Europą a światowymi liderami rozwoju sztucznej inteligencji budzi moje wielkie obawy. AI to ogromna szansa rozwojowa, ale nie uda się jej wykorzystać bez wspólnych działań i inwestycji na poziomie całej Unii Europejskiej.
A czy jest jakaś nisza rozwoju, w której Polska jest już mocna?
W naszym instytucie badawczym IDEAS realizujemy bardzo wiele interesujących projektów. Prowadzimy prace między innymi w obszarze wizji komputerowej oraz wdrażania sztucznej inteligencji w zastosowaniach związanych z obronnością. Potencjał jest ogromny, także w ochronie zdrowia.
Uważam, że powinniśmy znacznie mocniej inwestować w badania interdyscyplinarne związane z AI. To właśnie staramy się robić, łącząc kompetencje z różnych dziedzin i rozwijając rozwiązania, które mają szansę znaleźć praktyczne zastosowanie.
Jednym z takich obszarów jest wykorzystanie AI w badaniach naukowych. Jesienią organizujemy warsztaty poświęcone zastosowaniu AI w badaniach materiałowych. To bardzo interdyscyplinarny temat, łączący sztuczną inteligencję i fizykę ciała stałego. Wierzymy, że wykorzystanie AI w tego typu badaniach będzie miało bardzo duży wpływ zarówno na rozwój nauki, jak i na dalszy rozwój samej AI oraz jej zastosowań w fizyce.
Czy model współpracy nauki, biznesu i administracji publicznej, który bardzo dobrze sprawdza się w Dolinie Krzemowej, moglibyśmy przenieść również do Polski? Czy jesteśmy w stanie stworzyć taki ekosystem sprzyjający tworzeniu innowacji?
Nad tym też pracujemy w naszym instytucie. Staramy się przekształcać wyniki badań w konkretne produkty i projekty, które mogą znaleźć praktyczne zastosowanie. Oczywiście jest to proces, który wymaga czasu i nie dzieje się z dnia na dzień. Jestem jednak przekonany, że w najbliższych latach będziemy odnosić coraz więcej sukcesów w komercjalizacji naszych rozwiązań. Już dziś obserwujemy to w projektach związanych z AI wykorzystywaną w obronności.
Czytaj także: „Lekarz nie jest od raportowania. To może przejąć AI”
Największe firmy AI są opętane obsesją na punkcie tworzenia coraz większych modeli sztucznej inteligencji – mówi Karen Hao. Z autorką bestsellerowej książki „Imperium AI” (Empire of AI) rozmawiamy o negatywnych stronach wyścigu AI, niebezpieczeństwach dla demokracji i środowiska naturalnego.
Ponadto w numerze:
KLIKNIJ TUTAJ, aby pobrać bezpłatnie lipcowe e-wydanie OSOZ (90 stron, PDF)
Spis treści:
Wszystkie wydania archiwalne są dostępne na zakładce POBIERZ.

23 lipca br. OpenAI udostępniło funkcję „Zdrowie” dla użytkowników smartfonów Apple w USA. Dzięki niej ChatGPT objaśni wyniki badań oraz dopasuje dietę i styl życia do stanu zdrowia. To prywatny doradca zdrowotny na każde zawołanie i przedsmak agentycznej AI.
Aby uruchomić opcją, trzeba w pierwszym kroku udzielić zgodę na dostęp ChatGPT do danych z aplikacji Apple Zdrowie. W tym hubie danych gromadzone są informacje o np. aktywności fizycznej albo jakości snu pochodzące z inteligentnego zegarka Apple Watch, innych aplikacji (np. MyFitnessPal) i urządzeń ubieralnych. W USA pacjenci mogą też zsynchronizować swój iPhone z elektroniczną dokumentacją medyczną gromadzoną podczas wizyt u lekarza i przeglądać wszystkie dane medyczne bezpośrednio w telefonie.
Po integracji ChatGPT z Apple Health, podczas rozmów dotyczących zdrowia AI będzie mogła sięgnąć do dostępnych danych, aby podczas udzielania odpowiedzi uwzględnić kontekst zdrowia użytkownika. Jak tłumaczy OpenAI, dzięki integracji AI z kartoteką medyczną łatwiej zrozumiemy wyniki badań laboratoryjnych i dowiemy się, jak zadbać o swoje zdrowie.
Przykładowo, ChatGPT może podsumować dane po ostatniej wizycie lekarskiej, porównać nowe wyniki badań z tymi wykonywanymi w przeszłości, sprawdzić jak sen i aktywność fizyczna wpływają na zmiany parametrów zdrowia. OpenAI wyraźnie komunikuje, że nowa opcja pełni funkcję informacyjną, a głównym zadaniem jest wsparcie procesu opieki, a nie zastąpienie wizyty u lekarza. Dane z Apple Health oraz rozmowy z czatbotem nie są wykorzystywane do trenowania modelu i nie opuszczają smartfona.

Największą zaletą ChatGPT jest interpretacja danych z elektronicznej dokumentacji medycznej oraz tłumaczenie skomplikowanych wykresów i podsumowań dostępnych w Apple Zdrowie. Do tego AI kumuluje dane z różnych źródeł – dotychczas część informacji przechowywana była na portalu pacjenta, część w aplikacjach typu fitness, a część w aplikacjach obsługujących urządzenia ubieralne jak smartwatche. ChatGPT zdrowie łączy wszystkie te dane w jedną całość i pozwala zrozumieć szerszy kontekst zdrowia.
ChatGPT wytłumaczy dane prostym językiem i uwzględni je w każdej rozmowie na temat diety, uprawiania sportu albo zmian w stylu życia. Z czasem chatbot dokładnie poznaje stan zdrowia użytkownika, stając się personalnym doradcą. To pierwszy krok w kierunku agentycznej AI. Wiemy już, że OpenAI pracuje nad inteligetnym głośnikiem, asystentem głosowym podobnym do Siri i Amazon Alexa. Jeśli powstanie, będziemy mogli zapytać, co zjeść, aby poprawić wyniki badań laboratoryjnych albo o której położyć się do łóżka, aby lepiej wypocząć.
Pilotaż nowej funkcji rozpoczął się na początku roku. Na jego podstawie OpenAI doszedł do wniosku, że pytania o zdrowie padają często w trakcie rozmowy z ChatGPT na inny temat i nie są to zawsze odseparowane dyskusje. Na przykład podczas planowania posiłków lub szukania przepisów użytkownicy często pytali AI o wzięcie pod uwagę alergii pokarmowej lub innych ograniczeń dietetycznych. Ponad 70% rozmów dotyczących zdrowia odbywało się poza dedykowaną sekcją „Zdrowie”. Stąd OpenAI zdecydował się na włączenie opcji w standardowy czat. Z kolei na zakładce „Zdrowie” można wrócić do poprzednich rozmów i przeglądać najważniejsze podsumowania danych.
Stąd ChatGPT może uwzględniać informacje zdrowotne, jak zażywane leki, wyniki badań laboratoryjnych, rozpoznania medyczne, jakość snu i aktywność fizyczna itd. w każdej rozmowie. Na przykład szukając restauracji, ChatGPT może uwzględnić wyniki badania poziomu cholesterolu we krwi i polecić zdrowszą alternatywę na kolację z rodziną.
Na razie nie wiadomo, kiedy funkcja będzie dostępna w Europie. Ale nie stanie się to szybko m.in. ze względu na restrykcyjne przepisy w zakresie przetwarzania danych (RODO) i rozwiązań AI. W żadnym państwie w Europie nie jest możliwa integracja elektronicznej dokumentacji medycznej z aplikacją Apple Zdrowie.
Czytaj także: Szef Google DeepMind twierdzi, że AGI możemy się spodziewać w przeciągu kilku lat.

MZ przyspiesza wdrożenie Centralnej e-Rejestracji i zapowiada nowe systemy, aby uszczelnić system zdrowia. Jakie nowe systemy placówki zdrowia muszą wdrożyć w II połowie 2026 roku i w 2027 roku?
Flagowym projektem realizowanym w 2026 roku jest Centralna e-Rejestracja – ogólnopolski system zarządzania kolejkami do lekarzy specjalistów i usług profilaktycznych. Od 1 lipca w systemie obowiązkowo umawiane są wizyty na pierwsze 3 usługi: pierwszą wizytę u kardiologa, mammografię i cytologię/test HPV.
W pierwszej fazie system objął łącznie ok. 3000 placówek zdrowia. Zapowiedź, że NFZ będzie płacić tylko za usługi umówione przez CeR, okazała się skuteczna i nie było opóźnień w uruchomieniu systemu. MZ chwali się rosnącą liczbą „uratowanych” terminów, czyli wizytami, które pacjenci odwołali przez CeR przez Internetowe Konto Pacjenta, aplikację mojeIKP, SMS lub bezpośrednio w placówce.
Wszystkie 39 świadczeń specjalistycznych zostanie objętych systemem już do końca 2027 roku, a nie do 2029 roku, jak planowano. To pokłosie afery związanej z uprzywilejowanym przyjmowaniem pacjentów w jednym ze szpitali.
Nowością jest e-kolejka do szpitali na planowane zabiegi i operacje, która zostanie uruchomiona do końca 2026 roku. To taka Centralna e-Rejestracja do szpitali, która ma uszczelnić system i skończyć z przyjęciami poza kolejnością.
Kalendarz Centralnej e-Rejestracji:
Elektroniczna karta diagnostyki i leczenia onkologicznego (e-DiLO) będzie narzędziem koordynującym całą ścieżkę leczenia pacjenta z chorobą nowotworową – od momentu podejrzenia nowotworu, przez diagnostykę, aż po zakończenie terapii.
Pacjent zyska dostęp do pełnej historii leczenia zapisanej w jednym miejscu. Lekarze będą mogli szybciej prześledzić wcześniejsze badania, zaplanować kolejne etapy terapii oraz uniknąć niepotrzebnego powtarzania badań diagnostycznych. Przełoży się to na lepsze decyzje kliniczne, sprawniejszą organizację leczenia oraz wyższą jakość opieki.
Nowy system ma też ułatwić współpracę pomiędzy wszystkimi uczestnikami Krajowej Sieci Onkologicznej. Karta będzie dostępna zarówno z poziomu systemów szpitalnych (HIS) i aplikacji gabinet.gov.pl.
Wdrożenie będzie przebiegało etapami. W okresie przejściowym karty papierowe i elektroniczne będą funkcjonować obok siebie. Od 1 stycznia 2027 roku e-DiLO ma stać się obowiązującym standardem. Karta nie będzie mogła być wystawiana w prywatnych gabinetach – w przypadku pacjentów posiadających wyniki badań wykonanych komercyjnie będzie to możliwe dopiero po kwalifikacji przez specjalistę ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.
e-Profil Pacjenta umożliwi lekarzowi szybki dostęp do uporządkowanych informacji o historii leczenia chorego. Dane będą prezentowane w jednym miejscu, co ułatwi ocenę skuteczności terapii, analizę farmakoterapii oraz podejmowanie decyzji klinicznych.
System będzie integrował informacje z centralnych rejestrów, prezentując m.in. historię recept, rozpoznań, zdarzeń medycznych oraz powiadomienia dotyczące stanu zdrowia pacjenta. Dane będą aktualizowane automatycznie, a lekarz nie będzie musiał przeszukiwać wielu różnych systemów.
Podsumowanie zdrowia ma być widoczne w systemie gabinetowym, aby nie trzeba było przełączać się między systemami. Oprócz E-Profilu Pacjenta ma też powstać Skrócona Karta Zdrowia Pacjenta (Patient Summary) wymagana przez Europejską Przestrzeń Danych dotyczących Zdrowia (EHDS).
W ramach dofinansowania z KPO powstają też Platforma Usług Inteligentnych (PUI) oraz narzędzia wspierające decyzje kliniczne oparte na AI. Na jej wdrożenie wybrane szpitale uzyskały dofinansowanie, a te należące do sieci szpitali otrzymają bezpłatną licencję. Na PUI będą dostępne algorytmy do oceny zdjęć medycznych. Zdjęcia medyczne wykonane w placówce będzie można przesłać na PUI i zwrotnie otrzymać opis przygotowany przez AI.
Zgodnie z harmonogramem rozliczania projektów z KPO, PUI powinna zostać wdrożona do 31 sierpnia 2026 r.
W III kwartale br. rusza Domowa Opieka Medyczna (DOM) – system wspomagający monitorowanie stanu zdrowia pacjentów chorych przewlekle lub z grup ryzyka w ramach programu profilaktyki. Dane będą przepływać automatycznie z inteligentnych urządzeń jak smartwatche, e-wagi albo e-ciśnieniomierze. Pacjenci będą też mogli wpisać wyniki manualnie na Indywidualnym Koncie Pacjenta albo w aplikacji mojeIKP. Lekarz zobaczy te dane w systemie gabinetowym, łącznie z wykresami trendów i informacją o odchyleniach od normy. Wgląd do danych będzie miał również pacjent.
Budowany od 2024 roku system doczeka się w tym roku finału. W maju uchwalono ustawę regulującą wprowadzenie nowych usług e-zdrowia, w tym e-Konsylium. Jego pełne uruchomienie planowane jest na koniec 2026 roku. Lekarze POZ lub specjaliści z mniejszych placówek będą mogli w bezpieczny sposób konsultować skomplikowane przypadki z zespołami klinicznymi z wiodących ośrodków medycznych. Narzędzie pozwoli w bezpieczny sposób wymieniać między sobą dokumentację medyczną i wyniki badań. Pacjent szybciej otrzyma plan leczenia i nie będzie już wysyłany do poradni specjalistycznych, aby „na wszelki wypadek” zweryfikować diagnozę i terapię.
| Termin | E-usługa / projekt | Co się zmienia? |
|---|---|---|
| 1 lipca 2026 | Centralna e-Rejestracja (CeR) | Rejestracja na trzy pierwsze usługi możliwa jest tylko przez CeR. |
| III kwartał 2026 | Domowa Opieka Medyczna (DOM) | Start zdalnego monitorowania pacjentów z wykorzystaniem urządzeń takich jak smartwatche, e-ciśnieniomierze i e-wagi. |
| Od 1 stycznia 2027 | e-Kolejka do szpitali | Uruchomienie centralnego systemu kolejkowego dla planowych hospitalizacji, zabiegów i operacji. |
| Do końca 2026 r. | Platforma e-Konsylium | Lekarze zyskają możliwość bezpiecznych konsultacji z ekspertami oraz wymiany dokumentacji medycznej online. |
| Do końca sierpnia 2026 r. | Platforma Usług Inteligentnych (PUI) | Wdrażanie narzędzi AI do analizy obrazów medycznych w szpitalach finansowanych z KPO. |
| II połowa 2026 r. | e-Profil Pacjenta | Lekarze otrzymają dostęp do uporządkowanego podsumowania historii leczenia pacjenta w systemie gabinetowym. |
| II połowa 2026 r. | Skrócona Karta Zdrowia (Patient Summary) | Rozpoczęcie wdrażania karty zgodnej z wymaganiami Europejskiej Przestrzeni Danych dotyczących Zdrowia (EHDS). |
| 1 stycznia 2027 r. | e-DiLO | Elektroniczna karta diagnostyki i leczenia onkologicznego stanie się obowiązującym standardem. |
| Do końca 2027 r. | Centralna e-Rejestracja | System obejmie wszystkie 39 świadczeń specjalistycznych, dwa lata wcześniej niż pierwotnie planowano. |
Czytaj także: Koniec z przyjęciami do szpitala poza kolejnością. Będzie e-kolejka

W pierwszych 5 miesiącach 2026 roku przybyło 1,6 mln instalacji aplikacji mojeIKP. Jeśli obecne tempo się utrzyma, to pod koniec 2026 roku łączna liczba użytkowników może przekroczyć 7,8 mln.
Aplikacja mojeIKP została udostępniona 10 maja 2021 r. jako mobilna wersja Internetowego Konta Pacjenta. Dziś korzysta z niej ponad 5 mln osób, z kolei z portalu IKP – ponad 20 mln.
W 2021 r. aplikację – która miała swoją premierę 10 maja – zainstalowało zaledwie 836 osób. W pierwszych latach zainteresowanie było niewielkie: w 2022 r. liczba użytkowników wzrosła o 1 750 osób , a w 2023 r. – o 6 306 osób. Przełom nastąpił w 2024 r., kiedy liczba nowych instalacji osiągnęła 888 620. W 2025 r. aplikację zainstalowało już 2 515 375 kolejnych osób, a tylko w pierwszych pięciu miesiącach 2026 r. – następne 1 593 267 użytkowników.
Jeśli obecne tempo się utrzyma, liczba nowych instalacji w okresie 15 maja – 31 grudnia może zwiększyć się o kolejne 2,8 mln. A to oznacza, że pod koniec 2026 roku z mojeIKP korzystałoby ok. 7,8 mln osób. Taką prognozę podaje Centrum e-Zdrowia. Jeśli do końca roku powstanie zapowiadana Centralna e-Kolejka do szpitali – która na pewno zmotywuje do zalogowania się na IKP albo pobrania mojeIKP – jest to wariant realistyczny.



mojeIKP umożliwia dostęp do najważniejszych usług publicznego systemu ochrony zdrowia. Za pomocą aplikacji pacjenci mogą m.in.:
Jedną z najczęściej wykorzystywanych funkcji pozostaje realizacja e-recept w aptece. Po wprowadzeniu Centralnej e-Rejestracji, od tego roku pacjenci mogą zapisywać się za pomocą aplikacji m.in. na:
W kolejnych miesiącach lista świadczeń dostępnych w Centralnej e-Rejestracji ma być systematycznie rozszerzana.
Aplikacja oferuje również rozwiązania wspierające profilaktykę i zdrowy styl życia, takie jak licznik kroków, licznik wypijanej wody, program „8 tygodni do zdrowia”, ankiety programu „Moje Zdrowie” oraz kwestionariusz „10 dla serca”.
Według danych Centrum e-Zdrowia mojeIKP pozostaje najwyżej ocenianą aplikacją zdrowotną w Polsce. W sklepach Google Play i App Store użytkownicy wystawili jej średnią ocenę 4,8 na 5 gwiazdek (ponad 200 tys. opinii). W 2026 r. apka zdobyła również pierwsze miejsce w konkursie Mobile Trends Awards w kategorii „Sport i zdrowie”.
Czytaj także: Mobilne aplikacje zdrowotne. Jak wybrać te najlepsze?

15 lipca w Chinach weszły w życie pierwsze na świecie przepisy regulujące działanie chatbotów sztucznej inteligencji zdolnych do budowania emocjonalnych relacji z użytkownikami. Perfekcyjni cyfrowi przyjaciele i kochankowie oferowani przez aplikacje Replika, Character.AI albo chiński Doubao mogą prowadzić do uzależnienia, a w efekcie – problemów psychicznych, izolacji społecznej i nawet samobójstw.
ChatGPT słucha z uwagą, rozumie emocje, podaje rady jak najlepszy przyjaciel. Nie krytykuje i można z nim porozmawiać o każdej porze dnia i nocy. Ale znacznie dalej idą specjalistyczne chatboty generatywnej AI wytrenowane do symulowania uczuć i pełnienia roli przyjaciela, terapeuty, partnera czy członka rodziny.
Użytkownicy nadają im osobowość, prowadzą wielogodzinne rozmowy i budują relacje przypominające więzi z drugim człowiekiem. Stają się one sposobem radzenia sobie z samotnością, stresem lub kryzysem psychicznym. Na rynku są już tzw. ghost-boty, czyli boty AI wytrenowane na tekstach, zdjęciach, filmach wideo i wpisach w mediach społecznościowych osoby zmarłej.
Władze Chin widzą w tego typu rozwiązaniach AI zagrożenie dla zdrowia psychicznego i spójności społecznej.
Przyjęte 15 lipca przepisy „Interim Measures for the Administration of Artificial Intelligence Anthropomorphic Interaction Services” (chiń. 人工智能拟人化互动服务管理暂行办法) regulują systemy AI zaprojektowane do długotrwałej, emocjonalnej interakcji z użytkownikiem. Ich twórcy muszą m.in. zablokować dostęp do wirtualnych partnerów i członków rodziny osobom nieletnim oraz wprowadzić skuteczną weryfikację wieku, automatycznie przełączając dzieci na specjalny tryb z ograniczeniami czasowymi. Platformy są także zobowiązane do regularnego przypominania, że rozmówca jest sztuczną inteligencją, zachęcania do robienia przerw oraz interwencji w sytuacjach kryzysowych.

Przepisy zabraniają projektowania chatbotów w sposób prowadzący do emocjonalnej zależności, nadmiernego przywiązania lub zastępowania realnych relacji społecznych. Firmy nie mogą również wykorzystywać prywatnych rozmów użytkowników do trenowania modeli AI ani generować treści promujących samookaleczenia, samobójstwo czy przemoc. Za naruszenie regulacji grożą wysokie kary finansowe, a nawet zamknięcie dostępu do aplikacji.
Emocjonalni towarzysze AI należą obecnie do najszybciej rozwijających się segmentów generatywnej sztucznej inteligencji. Chiński Doubao ma już około 382 mln aktywnych użytkowników miesięcznie. Z Character.AI albo Repliki – które umożliwiają generowanie wirtualnych przyjaciół – korzysta ponad 20 mln osób. Model biznesowy tych platform opiera się na subskrypcjach oraz zakupach dodatkowych funkcji, takich jak wirtualne randki lub prezenty.
Chatboty są projektowane tak, aby nie oceniały użytkownika, okazywały empatię i nieustannie podtrzymywały rozmowę. Im dłuższa interakcja, tym większe zaangażowanie i potencjalne zyski twórców. Taka biznesowa konstrukcja algorytmów może sprzyjać uzależnieniu, prowadzić do wycofania społecznego oraz zastępowania realnych relacji kontaktami z maszyną.
W 2025 r. głośna była sprawa Japonki, która po rozstaniu z narzeczonym „poślubiła” partnera stworzonego przy pomocy ChatGPT. I choć ceremonia nie miała żadnych skutków prawnych, pokazuje, jak daleko może prowadzić uzależnienie od emocjonalnej AI.

Psycholodzy alarmują, że uzależnienie od AI może mieć tragiczne skutki. Przykładem jest historia nastolatka z Florydy, który nawiązał obsesyjną relację z chatbotem Character.AI. W złożonym przed sądem pozwie rodzina twierdzi, że przed śmiercią chłopiec poinformował bota o zamiarze popełnienia samobójstwa, a system miał go do tego zachęcać.
Zjawisko niezdrowych relacji z AI nazywa się „psychozą AI”. Użytkownik zaczyna traktować chatbota jako osobę i wiąże się z nim emocjonalnie, tak jak z drugim człowiekiem. W Chinach media szeroko opisywały sprawę kobiety, która po zamknięciu ulubionej usługi AI popadła w głęboką depresję i zrezygnowała z pracy.
Także w Stanach Zjednoczonych kolejne stany wprowadzają obowiązek informowania użytkowników, że rozmawiają z AI, wymagają zabezpieczeń dla dzieci oraz procedur reagowania na sygnały sugerujące myśli samobójcze. W 2023 roku włoski organ ochrony danych osobowych częściowo zablokował dostęp do aplikacji Replika z powodu niewystarczającej ochrony nieletnich.
Nowe chińskie prawo ma jednak drugie dno. Władze w Pekinie coraz wyraźniej obawiają się nie tylko zagrożeń psychologicznych związanych z emocjonalną AI, ale także jej wpływu na demografię.
Liczba zawieranych małżeństw gwałtownie spada, rodzi się rekordowo mało dzieci, a populacja kraju kurczy się już czwarty rok z rzędu. W 2024 r. zarejestrowano zaledwie 6,1 mln małżeństw, o ponad 20 proc. mniej niż rok wcześniej, a w pierwszym kwartale 2026 r. ich liczba ponownie spadła o 6,2 proc. rok do roku. Jednocześnie w 2025 r. urodziło się zaledwie 7,92 mln dzieci – najmniej od powstania Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 r. Coraz więcej młodych ludzi wybiera życie w pojedynkę, późniejsze małżeństwo albo brak dzieci. Badania pokazują, że po zniesieniu polityki jednego dziecka w 2016 r. liczba urodzeń wzrosła tylko nieznacznie i do tego na krótko.
Cyfrowi partnerzy AI są dla władz centralnych kolejnym czynnikiem osłabiającym relacje międzyludzkie, ograniczającym skłonność młodych ludzi do zakładania rodzin i posiadania dzieci, co zagraża spójności społecznej.
Czytaj także: Dzięki robotom społecznym seniorzy czują się mniej samotnie

Ministerstwo Zdrowia opublikowało harmonogram rozszerzania Centralnej e-Rejestracji o kolejne świadczenia specjalistyczne finansowane przez NFZ. W ciągu dwóch lat systemem zostanie objętych 39 zakresów usług.
Na razie przez Centralną e-Rejestrację można umówić się na pierwszą wizytę u kardiologa i na dwa badania profilaktyczne – mammografię i cytologię. Od 1 sierpnia 2026 r. do systemu zostaną włączone poradnie: angiologiczne, chorób zakaźnych, endokrynologiczne, hepatologiczne, immunologiczne, nefrologiczne, neonatologiczne oraz leczenia gruźlicy i chorób płuc.
W 2027 r. dołączą kolejne specjalizacje:
Pierwotny harmonogram zakładał terminy do 2029 roku, ale po skandalu z omijaniem kolejek, Ministerstwo Zdrowia przyspiesza pełne wdrożenie CeR. Dodatkowo do końca 2026 roku powstanie Centralna e-Kolejka dla planowanych wizyt w szpitalu.
Centralna e-Rejestracja wprowadza zupełnie nowy system zapisów na pierwsze wizyty u lekarzy specjalistów. Każda placówka zostaje podłączona do centralnego systemu i udostępnia swoje kalendarze, dzięki czemu pacjenci mogą sprawdzić wolne terminy we wszystkich placówkach w Polsce w jednym miejscu. Za pośrednictwem Internetowego Konta Pacjenta oraz aplikacji mojeIKP można zapisać się na konsultację, łatwo ją przełożyć lub odwołać. System przypomina o zbliżającym się terminie, wysyłając SMS lub e-mail.
Resort zdrowia liczy, że centralizacja zapisów ograniczy liczbę niewykorzystanych terminów oraz skróci czas oczekiwania na wizytę u specjalisty. Nowy system ma również uporządkować prowadzenie list oczekujących. Dzięki centralnej bazie danych łatwiej wykrywać sytuacje, w których ten sam pacjent zapisuje się jednocześnie do kilku poradni na to samo świadczenie. W połączeniu z możliwością elektronicznego odwoływania wizyt ma to zwiększyć liczbę dostępnych terminów dla innych pacjentów.
Centralna e-rejestracja jest jednym z kluczowych projektów cyfryzacji ochrony zdrowia realizowanych przez Ministerstwo Zdrowia i Centrum e-Zdrowia. Dane gromadzone w systemie mają pomóc lepiej zarządzać zasobami ochrony zdrowia.
Czytaj także: Pobierz poradnik wdrażania Centralnej e-Rejestracji

Chiński startup Moonshot zaprezentował swój najnowszy model generatywnej sztucznej inteligencji Kimi K3. Pierwsze testy pokazują, że dorównuje on, a w niektórych zadaniach przewyższa modele OpenAI i Anthropic. Jego największą zaletą jest zaskakująco wysoka wydajność, osiągnięta przy znacznie niższych kosztach niż w konkurencyjnych modelach amerykańskich. Na takie modele czeka medycyna, ale jest jeden problem.
Kiedy kilka miesięcy temu swoją premierę miał DeepSeek, stało się jasne, że Chiny zaczynają grać pierwsze skrzypce w światowym wyścigu o dominację w rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji.
Ale Kimi K3 stawia poprzeczkę jeszcze wyżej. Model wykorzystuje architekturę Mixture of Experts (MoE) z 2,8 bilionów parametrów. Ale pojedynczego zapytania (prompta) aktywowanych jest jedynie około 50 miliardów. Dzięki temu model zachowuje wysoką wydajność, jednocześnie znacząco ograniczając zapotrzebowanie na moc obliczeniową oraz koszty eksploatacji.
Kolejnym wyróżnikiem jest liczące milion tokenów okno kontekstowe pozwalające analizować jednocześnie tysiące stron dokumentów, raportów czy publikacji naukowych. Model potrafi natywnie przetwarzać tekst i obrazy, dzięki czemu może analizować dokumentację zawierającą wykresy, tabele i ilustracje. Moonshot AI udostępnił Kimi K3 jako model open-weight, umożliwiając firmom i instytucjom pobranie go i uruchomienie na własnej infrastrukturze. To odróżnia go od zamkniętych modeli OpenAI czy Anthropic i może znacząco przyspieszyć jego wdrożenia w sektorach wymagających wysokiego poziomu bezpieczeństwa danych, takich jak ochrona zdrowia.
W opublikowanych benchmarkach model osiągnął 93,5% w GPQA Diamond, jednym z najbardziej wymagających testów sprawdzających rozumowanie na poziomie doktoranckim. W benchmarku BrowseComp, oceniającym zdolność wykonywania złożonych zadań z wykorzystaniem internetu, uzyskał 91,2%, natomiast w TerminalBench 2.1, badającym umiejętności programistyczne, osiągnął 88,3%.
Model bardzo dobrze poradził sobie również z analizą dokumentów. W teście OmniDocBench uzyskał 91,1%, co pokazuje jego możliwości w pracy z długimi raportami i złożoną dokumentacją. Jeszcze większe zainteresowanie wzbudziły wyniki w programowaniu – Kimi K3 zajął pierwsze miejsce w rankingu Arena Frontend Coding, wyprzedzając najnowsze modele OpenAI i Anthropic w generowaniu kodu interfejsów użytkownika.
Część wyników pochodzi z testów przeprowadzonych przez samą firmę Moonshot AI i wymaga dalszej niezależnej weryfikacji. Mimo to pierwsze praktyczne oceny wskazują, że model szczególnie dobrze radzi sobie z wieloetapowym rozwiązywaniem problemów, analizą obszernych dokumentów oraz tworzeniem kodu.
Milion tokenów kontekstu daje modelowi ogromną siłę analityczną. W medycynie oznacza to zdolność do jednoczesnej analizy historii choroby, wyników badań obrazowych, publikacji naukowych, wytycznych klinicznych oraz dokumentacji szpitalnej.
W ochronie zdrowia równie ważna może okazać się możliwość uruchomienia modelu we własnym centrum danych. Ponieważ Kimi K3 został udostępniony jako model open-weight, szpitale, instytuty badawcze czy firmy farmaceutyczne mogą wdrożyć go lokalnie, bez konieczności przesyłania wrażliwych danych pacjentów do zewnętrznej chmury. To pozwala łatwiej spełnić wymagania dotyczące prywatności, cyberbezpieczeństwa oraz zgodności z przepisami, takimi jak RODO.
Równie ważny jest aspekt ekonomiczny. Dzięki architekturze MoE Kimi K3 oferuje możliwości zbliżone do najlepszych modeli komercyjnych przy znacznie niższych kosztach działania. To może ułatwić wdrażanie generatywnej AI w szpitalach, instytutach badawczych czy firmach farmaceutycznych, gdzie koszt wykorzystania modeli ma coraz większe znaczenie.
Ale eksperci zwracają uwagę, że największą przeszkodą może okazać się zaufanie. W wielu krajach sektor ochrony zdrowia ostrożnie podchodzi do rozwiązań pochodzących z Chin. Nawet jeśli model działa lokalnie i dane nie opuszczają infrastruktury szpitala, metka „Made in China” może budzić pytania dotyczące bezpieczeństwa, transparentności procesu trenowania oraz potencjalnego ryzyka geopolitycznego.
Czytaj także: Szef Google DeepMind twierdzi, że AGI to kwestia kilku lat. „Czas się przygotować”

Jeszcze do niedawna była kojarzona z kulturystami i sportowcami. Ale od roku popyt na kreatynę bije kolejne rekordy. W 2026 roku eksperci spodziewają się aż 3-krotnego wzrostu sprzedaży.
Przez wiele lat kreatyna była suplementem przeznaczonym głównie dla osób uczęszczających na siłownię. Jej zadaniem jest wspomaganie odbudowy ATP – podstawowego nośnika energii w mięśniach – dzięki czemu poprawia wydolność podczas intensywnego wysiłku. Ale odkąd badania naukowe zaczęły sugerować, że poprawia koncentrację, wspomaga regenerację organizmu i zwiększa poziom energii, jej popularność szybko wyszła poza świat sportu.
Moda na kreatynę dotarła też do Polski – wynika z naszych danych. W ofercie aptek pojawiła się dopiero w 2007 roku. Wówczas sprzedano zaledwie 338 opakowań, a wartość rynku wyniosła niecałe 1,8 tys. zł. Przez kolejne lata sprzedaż rosła stopniowo, ale pozostawała produktem niszowym. Z prostego powodu: sportowcy kupują kreatynę na siłowniach, w specjalistycznych sklepach albo w internecie.

Do 2024 roku sprzedaż utrzymywała się na poziomie 10–19 tys. opakowań rocznie. Ale w 2025 roku apteki sprzedały już 29 159 opakowań, czyli około dwa razy więcej niż rok wcześniej, a wartość sprzedaży przekroczyła 1,16 mln zł. W porównaniu z 2007 rokiem oznacza to ponad 655-krotny wzrost wartości rynku.
Wraz z popytem rośnie asortyment na półkach aptek. 10 lat temu do wyboru było 5 suplementów zawierających kreatynę. W 2025 roku było to już 113 różnych produktów, z czego aż 38 pojawiło się na rynku w ciągu jednego roku.
Rosnąca popularność obija się na cenach. Do 2018 roku za jedno opakowanie trzeba było zapłacić 8 zł. W zeszłym roku było to już prawie 40 zł.
Obliczone na podstawie sprzedaży do maja 2026 roku prognozy wskazują, że w 2026 roku sprzedaż kreatyny w aptekach może wzrosnąć aż do 106 tys. opakowań, czyli o ponad 263 proc. względem 2025 roku.
Trzeba jednak pamiętać, że rzeczywista sprzedaż kreatyny jest o wiele większa. Znaczna część preparatów dostępna jest w sklepach internetowych, marketach oraz sklepach z odżywkami dla sportowców. Globalny rynek kreatyny rośnie w tempie ok. 50–70 proc. rocznie, co czyni ją jedną z najszybciej rosnących kategorii na rynku suplementów diety. Jej popularność wpisuje się w globalny trend longevity, czyli dążenia do dłuższego życia w zdrowiu i jak najlepszej sprawności fizycznej oraz poznawczej. Coraz więcej osób traktuje suplementy jako element optymalizacji organizmu.
Kreatyna, obok białka, magnezu czy kwasów omega-3, coraz częściej pojawia się w zaleceniach influencerów zajmujących się zdrowiem, biohakerów i ekspertów od medycyny stylu życia. Jej zwolennicy podkreślają pozytywny wpływ na wydolność mięśni, funkcje poznawcze, regenerację i utrzymanie masy mięśniowej wraz z wiekiem.

Kreatyna to jeden z najlepiej przebadanych suplementów diety – liczne badania kliniczne i metaanalizy potwierdzają jej skuteczność w zwiększaniu siły mięśniowej, wydolności podczas intensywnego wysiłku oraz wspieraniu przyrostu beztłuszczowej masy ciała, szczególnie w połączeniu z treningiem oporowym.
U osób starszych suplementacja może ograniczać utratę masy mięśniowej związaną z wiekiem i poprawiać sprawność funkcjonalną, zwłaszcza gdy jest łączona z aktywnością fizyczną. Pojawiają się także coraz bardziej obiecujące dowody, że kreatyna może korzystnie wpływać na pamięć, uwagę i szybkość przetwarzania informacji. W przypadku funkcji poznawczych autorzy najnowszych przeglądów podkreślają, że potrzebne są większe i lepiej zaprojektowane badania, zanim będzie można wyciągnąć jednoznaczne wnioski.
Rosnące zainteresowanie dotyczy zwłaszcza osób starszych i kobiet. Coraz więcej badań sugeruje, że odpowiednio dobrana suplementacja może wspierać utrzymanie masy i siły mięśniowej, zdrowie kości oraz sprawność poznawczą. Eksperci podkreślają jednak, że nie jest to preparat potrzebny każdemu, a decyzję o jego stosowaniu warto skonsultować z lekarzem lub dietetykiem.
Czytaj także: Magnez hitem aptek. 12 mln opakowań w 2024 r.
Popyt na kreatynę przeżywa boom. Do 2024 roku sprzedaż utrzymywała się na poziomie 10–19 tys. opakowań rocznie. Ale w 2025 roku podwoiła się i skoczyła do 29 000 opakowań, a prognozy sugerują wzrost nawet do 106 000 opakowań w 2026 roku
POBIERZ BEZPŁATNIE e-wydanie OSOZ Statystyki 7/2026 (46 strony, PDF)
W numerze 7/2026 OSOZ Statystyki:
Bezpieczeństwo lekowe zależy od krajowej produkcji oraz od odporności całego rynku. Kluczowe znaczenie ma duża liczba niezależnych producentów oferujących odpowiedniki tego samego leku, co ogranicza ryzyko niedoborów w przypadku problemów jednego dostawcy. Analiza rynku antybiotyków pokazuje, że pacjenci często mają do wyboru od kilku do ponad 20 odpowiedników, a dostępne zapasy wielu preparatów wystarczają nawet na kilka miesięcy sprzedaży. W dłuższej perspektywie bezpieczeństwo lekowe wymaga jednak także odbudowy europejskiej produkcji substancji czynnych, inwestycji w lokalne moce wytwórcze oraz utrzymywania strategicznych rezerw leków.
Jeszcze do niedawna kreatyna była niszowym suplementem zażywanym przez sportowców. Ale w ostatnich miesiącach moda na nią szybko rośnie, a sprzedaż bije kolejne rekordy. W 2025 roku jej sprzedaż w aptekach podwoiła się i skoczyła do 29 000 opakowań. W 2026 roku może wzrosnąć nawet do 106 000 opakowań. Jeśli te trendy będą się utrzymywać, kreatyna może za kilka lat dołączyć do grona najczęściej zażywanych suplementów diety.
Ponadto w numerze:
Wszystkie archiwalne numery OSOZ Statystyki znajdziesz na zakładce POBIERZ.
1 2 3 … 149 Następne »