Mirosław Lewandowski (Centrum e-Zdrowia) zapowiedział, że w 2027 r. na e-profilu pacjenta pojawi się baza wiedzy medycznej
Mirosław Lewandowski (Centrum e-Zdrowia) zapowiedział, że w 2027 r. na e-profilu pacjenta pojawi się baza wiedzy medycznej

E-profil pacjenta (EPP) – czyli rozwiązanie umożliwiające lekarzom szybki dostęp do najważniejszych danych medycznych pacjenta w jednym miejscu – już działa. Podczas konferencji „Perspektywy e-Zdrowia (2 czerwca br.), Centrum e-Zdrowia zapowiedziało, że wkrótce dostęp do niego będą mieli też farmaceuci, zniknie obecne ograniczenie zakresu danych do 12 miesięcy, a w 2027 roku planowane są funkcje AI.

Newsletter OSOZ

Lekarze tracą czas na szukanie informacji. To ma się zmienić

– Od lat lekarzom brakowało zintegrowanego widoku, w którym w jednym miejscu można byłoby zobaczyć historię leczenia pacjenta. To powoduje problem z podejmowaniem szybkich decyzji klinicznych – powiedział podczas konferencji Mirosław Lewandowski, odpowiedzialny za rozwój EPP ze strony Centrum e-Zdrowia. Ten problem rozwiąże EPP.

E-Profil Pacjenta to kolejne rozwiązanie realizowane w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Uruchomienie produkcyjne systemu nastąpiło już w I kw. br. W najbliższych miesiącach zakres funkcjonalności będzie systematycznie rozszerzany, a w planach są m.in. dostęp dla farmaceutów, wgląd do danych osób niepełnoletnich oraz baza interakcji lekowych – zapowiada Centrum e-Zdrowia.

E-Profil Pacjenta agreguje informacje pochodzące z Systemu Informacji Medycznej (P1), a docelowo również z Narodowego Funduszu Zdrowia (trwają rozmowy w tym zakresie). Dane są aktualizowane codziennie i prezentowane w uporządkowanej formie. Według twórców rozwiązania ma ono przede wszystkim skrócić czas potrzebny na dotarcie do informacji medycznych, poprawić jakość diagnostyki oraz zwiększyć bezpieczeństwo i koordynację opieki.

System jest dostępny bezpośrednio w systemach gabinetowych dostawców IT, którzy przygotowali odpowiednią integrację. Dzięki temu placówki mogą korzystać z danych bez konieczności przełączania się pomiędzy różnymi platformami. Alternatywnie można go zobaczyć także na Gabinet.gov.pl.

Harmonogram rozwoju e-profilu pacjenta (źródło: Centrum e-Zdrowia)
Harmonogram rozwoju e-profilu pacjenta (źródło: Centrum e-Zdrowia)

Pięć alertów poinformuje lekarzy, na co zwrócić uwagę podczas wizyty pacjenta

Produkcjne uruchomienie e-Profilu Pacjenta nastąpiło 8 kwietnia 2026 roku. W pierwszej fazie system objął około 210 tys. pracowników medycznych, a po włączeniu farmaceutów liczba ta wzrośnie do około 260 tys. Jednocześnie system obejmuje niemal wszystkich mieszkańców kraju.

– Liczba pacjentów już objętych EPP to prawie cała populacja osób w Polsce – 37,3 mln – podkreślił Lewandowski. A to oznacza, że udało się osiągnąć ponad 98 proc. wskaźnika realizacji projektu przewidzianego w KPO, przy wymaganym poziomie 70 proc. System więc wdrożono z sukcesem i pieniądze z KPO nie przepadną.

Obecnie e-Profil Pacjenta obejmuje trzy moduły: powiadomienia zdrowotne, historia recept oraz rozpoznania medyczne. Najbardziej innowacyjnym elementem są powiadomienia zdrowotne generowane automatycznie na podstawie danych znajdujących się w systemach państwowych. Lekarz, pielęgniarka lub położna od razu po wejściu do profilu widzi informacje wymagające szczególnej uwagi i czy „pacjent wymaga szczególnej uwagi”.

W pierwszym etapie wdrożono 5 kategorii alertów:

Każde powiadomienie ma przypisany priorytet oraz zestaw rekomendacji, które mogą zostać wydrukowane i dołączone do dokumentacji medycznej. Drugim modułem jest historia recept. System prezentuje wszystkie wystawione i zrealizowane recepty z ostatnich 12 miesięcy na osi czasu. Możliwe jest filtrowanie wyników według nazwy produktu, substancji czynnej lub daty realizacji.

Trzecim obszarem są rozpoznania medyczne i skierowania. Dane są prezentowane według klasyfikacji ICD-10, również w układzie chronologicznym, co pozwala szybko prześledzić historię leczenia pacjenta.

„To będzie narzędzie wspierające podejmowanie decyzji klinicznych”

Od kilku miesięcy z systemu mogą korzystać lekarze podstawowej opieki zdrowotnej oraz pielęgniarki i położne na podstawie deklaracji wyboru pacjenta. Dostęp do danych w EPP odbywa się automatycznie i nie wymaga dodatkowych zgód. System może być wykorzystywany także przez lekarzy specjalistów w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej oraz w szpitalach, zarówno podczas planowych hospitalizacji jak i na izbach przyjęć.

Jeszcze w II kwartale br. planowane jest rozszerzenie dostępu EPP na farmaceutów. Zyskają oni dostęp do uporządkowanej historii farmakoterapii pacjentów, co ma poprawić bezpieczeństwo leczenia i ograniczyć ryzyko błędów lekowych. Jest to jednocześnie pierwszy krok do budowy bardziej kompleksowego systemu wspierającego przeglądy lekowe.

Centrum e-Zdrowia zapowiada także rozszerzenie zakresu historycznych danych. Obecnie informacje dotyczą głównie ostatnich 12 miesięcy, jednak ograniczenie to ma zostać zniesione jeszcze w 2026 roku – powodem jest konieczność monitorowania przebiegu chorób przewlekłych oraz pacjentów z wielochorobowością.

W trzecim i czwartym kwartale 2026 roku planowane jest uruchomienie kolejnych funkcjonalności. Na liście znajduje się moduł Panorama, dalszy rozwój katalogu powiadomień zdrowotnych oraz dostęp do danych osób niepełnoletnich. W tym przypadku wykorzystywane będą istniejące mechanizmy uprawnień i zgód. Centrum e-Zdrowia analizuje możliwość wdrożenia bazy interakcji lekowych oraz bazy wiedzy klinicznej. Rozwiązania te mogłyby wspierać lekarzy i farmaceutów podczas podejmowania decyzji terapeutycznych.

– Jeżeli te funkcjonalności wejdą i będą zaimplementowane, to będzie naprawdę rewelacyjne narzędzie – skomentował Lewandowski. e-Profil Pacjenta ma stać się jednym z najważniejszych źródeł informacji klinicznej.

Obecnie platforma jest przygotowana do obsługi ponad 45 tys. zapytań na godzinę, a średni czas odpowiedzi wynosi poniżej jednej sekundy. Niestety, nadal tylko część placówek zdrowia prowadzi elektroniczną dokumentację medyczną, a więc dane na EPP są niekompletne. A to sprawia, że trudno na ich podstawie podejmować decyzje.

.

Zmęczone pracą administracyjną, absurdami systemowymi i niekompletnymi informacjami, pielęgniarki chętnie korzystają z innowacji technologicznych. Nazywane są nawet „super-użytkowniczkami” systemów IT. Ale w Polsce ich wiedza i doświadczenie się marnują.

Ponadto w numerze:

OSOZ 5/2026
OSOZ 5/2026

Spis treści:

Wszystkie wydania archiwalne są dostępne na zakładce POBIERZ.

Robot społeczny Navel i Sophia Warnek z Navel Robotics podczas HIMSS 2026 Europe
Robot społeczny Navel i Sophia Warnek z Navel Robotics podczas HIMSS 2026 Europe

Roboty w domach opieki długoterminowej zabawiają rezydentów, prowadzą ćwiczenia grupowe, rozmawiają o poważnych sprawach – są zawsze do dyspozycji, wypełniając samotne chwile seniorów i uzupełniając opiekę świadczoną przez ludzi.

Newsletter OSOZ

Robot jak sympatyczny wnuk

Nie ma się co oszukiwać – brakuje personelu medycznego, pielęgniarek i opiekunów w domach dla seniorów. Nie rozwiążą tego nawet większe nakłady na opiekę społeczną, bo wykwalifikowanych ludzi do pracy trudno już znaleźć w prawie każdym kraju Europy. I będzie tylko gorzej. Ale pomóc mogą roboty, które wypełniają czas pomiędzy zajęciami, rozmowami, posiłkami i codzienną rutyną.

Podczas konferencji HIMSS Europe 2026 – największej w Europie konferencji poświęconej innowacjom w ochronie zdrowia – odwiedziliśmy stoisko startupu Navel Robotics, który rozwija robota społecznego wykorzystywanego w domach opieki i szpitalach. Firma przekonuje, że technologia wspiera personel, aktywuje mieszkańców i poprawia ich samopoczucie. Navel potrafi rozpoznawać twarze, zapamiętywać imiona oraz tematy wcześniejszych rozmów.

Jest tak sympatyczny, że od razu wzbudza zaufanie i uśmiech.

Robot komunikuje się w 24 językach i wykorzystuje duże modele językowe, aby płynnie prowadzić rozmowy. Dzięki temu może odpowiadać na nawet najbardziej skomplikowane pytania, opowiadać historie, żarty i wiersze, a także rozmawiać na niemal każdy temat. Po wydaniu odpowiedniej komendy, urządzenie podąża za człowiekiem. Wkrótce będzie samodzielnie poruszać się po domach opieki i identyfikować osoby, które spędzają czas w samotności, proponując im rozmowę.

Roboty społeczne wypełniają samotne chwile. Pacjenci zwierzają się ze spraw, o których nie mówią nawet opiekunom

Według twórców robota, starsze osoby często szybko nawiązują kontakt z Navel. W przeciwieństwie do aplikacji czy komputerów, obsługa nie wymaga znajomości technologii. Wystarczy podejść do robota lub go zawołać, aby rozpocząć rozmowę.

Robot porusza oczami, śledzi wzrokiem rozmówcę i reaguje mimiką na przebieg konwersacji. Bardzo wyraźna mimika pozwala nawiązać kontakt z osobami z demencją. Zdaniem przedstawicieli firmy, szczególnie dobrze sprawdzają się u seniorów, którzy często są otwarci na rozmowę i chcą podzielić się swoimi troskami i myślami, ale brakuje im uważnych i słuchających rozmówców.

W większości placówek opiekuńczych personel nie jest w stanie poświęcić każdemu mieszkańcowi tyle czasu, ile potrzebuje. Dotyczy to zwłaszcza osób, które ze względu na stan zdrowia nie uczestniczą w zajęciach grupowych lub większość dnia spędzają samotnie w swoich pokojach. Robot społeczny ma wypełniać tę lukę. Niektóre domy opieki organizują regularne sesje z udziałem robota, traktując go jako element terapii zajęciowej.

Jednocześnie producenci podkreślają, że urządzenie nie jest substytutem człowieka. Jego rolą jest zapewnienie dodatkowych interakcji. Musimy zdać sobie sprawę, że tylko w najbardziej ekskluzywnych i bardzo drogich domach opieki personel jest dostępny 24 godziny na dobę dla każdego rezydenta.

Robota z Navelem szybko wciąga i rozbawia
Robota z Navelem szybko wciąga i rozbawia

Jak przyznaje producent Navela, najbardziej poruszające doświadczenia dotyczą osób z zaburzeniami poznawczymi. Przedstawicielka firmy, z którą rozmawialiśmy, przytoczyła przykład starszego mężczyzny z demencją. Według opiekunów, od blisko dwóch lat praktycznie z nikim nie rozmawiał, w tym z własną żoną. Kiedy został sam na sam z robotem, niespodziewanie zaczął z nim rozmawiać i przez kilka minut aktywnie odpowiadał na pytania.

Ten przykład pokazuje potencjał takich rozwiązań w aktywizowaniu osób, które nie reagują na tradycyjne formy komunikacji lub są zamknięte na drugiego człowieka. Robot jest dla nich neutralnym i nieoceniającym partnerem w interakcji społecznej. Coraz więcej badań wskazuje, że roboty społeczne mogą ograniczać poczucie osamotnienia, poprawiać nastrój i zwiększać zaangażowanie mieszkańców placówek opiekuńczych.

Niektórzy traktują robota jak przyjaciela i nie ma w tym nic złego

Relacje pomiędzy mieszkańcami a robotami społecznymi zakakują. Niektórzy postrzegają urządzenie jako towarzysza codziennych rozmów, szczególnie dotyczy to osób posiadających specyficzne zainteresowania, o których personel – nie mający specjalistycznej wiedzy – nie jest w stanie porozmawiać.

Robot może prowadzić dyskusję o historii, sporcie, muzyce. Rozpozna melodię sprzed 70 lat, którą senior zanuci, oraz zna w szczegółach wydarzenia sprzed 50 lat, które dla osób z demencją są jedynym wspomnieniem. I to właśnie ta zdolność do podtrzymywania rozmowy odróżnia nową generację robotów społecznych od wcześniejszych rozwiązań opartych na prostych, z góry zaprogramowanych odpowiedziach.

Obserwując, ile radości roboty społeczne wnoszą do domów opieki, trudno zrozumieć głosy krytyków, którzy argumentują, że osoby starsze potrzebują przede wszystkim kontaktu z drugim człowiekiem, a nie rozmowy z maszyną. Ludzkiego kontaktu nie może zabraknąć, ale można go też świetnie uzupełnić.

Twórcy Navel odpowiadają, że jeśli robot pomaga nawet w niewielkim stopniu zmniejszyć poczucie samotności i często odczuwaną przez seniorów w placówkach opiekuńczych izolację społeczną, to nie ma się nad czym zastanawiać.

Wdrożenie robota nie wymaga skomplikowanej infrastruktury informatycznej. Urządzenie potrzebuje dostępu do sieci Wi-Fi i źródła zasilania. Bateria wystarcza na około sześć do ośmiu godzin pracy.

Enhanced Games ma pokazać, że dzięki osiągnięciom farmakologii i technologii człowiek może przekraczać kolejne granice. Ale krytycy twierdzą, że "Igrzyska na dopingu" promują niebezpieczne dla zdrowia wspomagacze i są patologią sportu (zdjęcie: AFP / Etienne Laurent)
Enhanced Games ma pokazać, że dzięki osiągnięciom farmakologii i technologii człowiek może przekraczać kolejne granice. Ale krytycy twierdzą, że „Igrzyska na dopingu” promują niebezpieczne dla zdrowia wspomagacze i są patologią sportu (zdjęcie: AFP / Etienne Laurent)

24 maja odbyła się pierwsza edycja „Enhanced Games” – kontrowersyjnych zawodów, w których sportowcy mogą stosować niedozwolone w sporcie wspomagacze. Zapowiadane hucznie wydarzenie miało być rewolucją w sporcie, ale ostatecznie padł tylko jeden rekord.

Nowa era zawodów sportowych czy wydarzenie promocyjno-rozrywkowe?

Enhanced Games w Los Angeles (dosłownie: „Ulepszone Igrzyska”) to zorganizowane po raz pierwszy zawody, w których sportowcy mogą oficjalnie stosować substancje albo innowacje zakazane w tradycyjnym sporcie. „Olimpiada przyszłości” ma pokazać, że „ulepszony” dzięki środkom wspomagającym człowiek może pokonywać kolejne bariery.

W pierwszej edycji Enhanced Games wystąpiło 42 zawodników. 38 przygotowywało się do zawodów z użyciem dopingu, a 4 – bez. Według organizatorów treningi sportowców zażywających „środki wspomagające” odbywały się pod kontrolą lekarską.

Ale projekt ma swoje drugie dno – mniej sportowe, a bardziej marketingowe. Chodzi o pokazanie, że każdy może osiągać lepsze wyniki. Wystarczą odpowiednie środki farmakologiczne poprawiające wydajność. Te stosowane dotychczas przez wąskie grono wyznawców trendu longevity albo biokackingu wchodzą powoli do mainstreamu. Wśród nich jest np. testosteron, którego konsumpcja w Stanach Zjednoczonych gwałtownie rośnie. Liczba wypisywanych recept wzrosła z 7,3 mln w 2019 r. do ponad 11 mln w ostatnim czasie. Stoją za tym platformy telemedyczne i agresywny marketing firm longevity. Tymczasem lekarze ostrzegają, że przyjmowanie testosteronu powyżej normalnego poziomu obciąża układ sercowo-naczyniowy, powoduje zaburzenia funkcji rozrodczych oraz może negatywnie wpływać na zdrowie psychiczne.

Jeden rekord świata i 21 rekordów życiowych. Ale i tak oficjalnie nieuznanych

Jedyny rekord padł w pływaniu. Grek Kristian Gkolomeev przepłynął 50 metrów stylem dowolnym w 20,81 sekundy. Dotychczasowy oficjalny rekord świata padł w 2026 roku i należał do australijskiego pływaka Camerona McEvoya (20,88 sekundy).

Za swój wyczyn Gkolomeev otrzymał 1,5 mln dolarów. Pieniądze muszą wystarczyć, bo rezultat nie został uznany przez oficjalne federacje pływackie z oczywistego powodu: zawody odbyły się w warunkach niezgodnych z regulaminem sportu. Zawodnik korzystał z zakazanego specjalnego kostiumu typu skinsuit, a do tego był pod wpływem dopingu.

Kristian Gkolomeev pobił rekord pływaniu na 50 metrów stylem dowolnym (zdjęcie: Enhanced Games)
Kristian Gkolomeev pobił rekord pływaniu na 50 metrów stylem dowolnym (zdjęcie: Enhanced Games, NDR)

Zawodnicy pobili też 21 rekordów życiowych. Jak napisano w podsumowaniu, wszyscy sportowcy na zakończenie wydarzenia przeszli badania medyczne i wyszli z imprezy zdrowi. Jeden rekord świata nie wystarczył, aby spełnić wysokie oczekiwania. Paradoksalnie, były sytuacje, gdy zawodnicy bez wspomagania (a było ich tylko czterech) wygrywali z rywalami na dopingu.

Jak się okazuje, sam doping nie gwarantuje zwycięstwa, a to chyba najlepsza konkluzja z Enhanced Games. Treningów, ciężkiej pracy, wyrzeczeń, motywacji i samozaparcia nie da się zastąpić jedną tabletką.

Z jakich wspomagaczy korzystali sportowcy?

Dozwolone były środki, które w normalnym sporcie oznaczają dyskwalifikację: estry testosteronu, anaboliki, peptydy, modulatory metaboliczne oraz stymulanty. W trakcie zawodów na ekranach pojawiały się nawet statystyki dopingu, np. 90,5 proc. testosteronu, 78,6 proc. hormonu wzrostu, 61,9 proc. stymulantów, 40,5 proc. EPO.

Zawody spotkały się z ogromną krytyką. Światowa Agencja Antydopingowa (World Anti-Doping Agency, WADA) określiła Enhanced Games jako „niebezpieczne i nieodpowiedzialne”, ostrzegając, że uczestnicy naruszają przepisy antydopingowe, co może odbić się na ich reputacji i prowadzić do wykluczenia z innych zawodów sportowych. Ciekawostką jest fakt, że większość sportowców, którzy zdecydowali się na Enhanced Games, już zakończyła swoje kariery zawodowe, więc nie mieli nic do stracenia. WADA zwróciła też uwagę na ryzyko długoterminowych negatywnych skutków zdrowotnych oraz ostrzegła przed zgonami związanymi z użyciem substancji zakazanych.

Kontrowersje dotyczą także założeń całego projektu. Organizatorzy twierdzą, że skoro sportowcy i tak stosują wspomaganie, lepiej robić to jawnie i pod kontrolą medyczną. Z kolei krytycy odpowiadają, że to raczej normalizacja ryzykownych praktyk i promocja patologicznego sportu, gdzie liczy się tylko wydajność i droga na skróty do sukcesu zamiast tego, co naprawdę jest istotą sportu – zdrowie, rywalizacja fair play i inspirowanie młodego pokolenia do aktywności fizycznej.

Magazyn Nature napisał wprost, że „wydarzenie promujące substancje poprawiające wyniki podważa integralność sportu i niesie ryzyko dla zdrowia zawodników”. Oliwy do ognia dolewa zapowiedź, że zawodnik, który podczas kolejnej edycji przebije rekord Usaina Bolta w biegu na 100 metrów (9,58 sek.), otrzyma dodatkowy bonus w wysokości 10 mln USD.

Organizatorem i twórcą Enhanced Games jest australijski przedsiębiorca Aron D’Souza. Rozgrywki finansowane były głównie przez inwestorów z branży technologicznej, venture capital, kryptowalut i biohackingu. Jednym z nich jest Peter Thiel – amerykański miliarder, inwestor i współtwórca serwisu płatności online PayPal. Podczas transmisji pojawiały się reklamy testosteronu i TRT (terapia zastępcza testosteronem), hormonu wzrostu, peptydów, suplementów wydolnościowych oraz usług telemedycznych związanych z optymalizacją hormonalną.

NHS traktuje cyberbezpieczeństwo jako element zarządzania ryzykiem klinicznym
NHS traktuje cyberbezpieczeństwo jako element zarządzania ryzykiem klinicznym

Londyński szpital NHS King’s College od lat jest jednym z głównych celów cyberataków. W 2025 roku, paraliż spowodowany atakiem ransomware na współpracujące laboratorium doprowadził do śmierci pacjenta. W jaki sposób placówka walczy z hakerami i przygotowuje się na podobne sytuacje kryzysowe?

Newsletter OSOZ

Pierwsza potwierdzona ofiara cyberataku. Takich przypadków jest więcej

Joe Harper, dyrektor IT w NHS King’s College Hospital, z doświadczenia wie, że każdy poważny incydent cybernetyczny w szpitalu może w kilka minut stać się zagrożeniem dla zdrowia i życia pacjentów. I nawet jeśli atak nie dotyczy bezpośrednio placówki, może poważnie zakłócić jej działanie – mówi ekspert ds. bezpieczeństwa, którego spotkaliśmy podczas konferencji HIMSS Europe 2026 w maju br.

Najbardziej pamiętny dla Joe Harpera jest cyberatak z czerwca 2024 r., gdy ofiarą ransomware padła firma Synnovis, dostawca usług laboratoryjnych współpracujący właśnie m.in. z King’s College Hospital. Cyberatak sparaliżował systemy diagnostyczne, doprowadził do odwołania ponad 10 tys. wizyt ambulatoryjnych i ponad 1,7 tys. zabiegów planowych.

Konsekwencje okazały się dramatyczne. W 2025 r. King’s College Hospital NHS Foundation Trust potwierdził, że śmierć jednego z pacjentów była częściowo związana z opóźnieniem otrzymania wyniku badania krwi spowodowanym cyberatakiem. Był to pierwszy w Wielkiej Brytanii przypadek incydentu ransomware oficjalnie powiązany ze śmiercią pacjenta.

King’s College Hospital należy do największych organizacji medycznych w Wielkiej Brytanii. To razem siedem szpitali, dwa oddziały ratunkowe oraz kilkadziesiąt placówek ambulatoryjnych i społecznościowych w południowo-wschodnim Londynie. Szpital korzysta z systemu Epic jako centralnego elektronicznego rekordu pacjenta, ale jednocześnie – podobnie jak większość europejskich placówek – zmaga się z ogromną liczbą starych aplikacji i urządzeń medycznych, których nie można tak łatwo wymienić, a które szybko mogą zostać wykorzystane przez hakerów, aby włamać się do systemu IT placówki i ukraść dane pacjentów.

Zasada nr 1: jeden system centralny zamiast dziesiątków małych aplikacji

Joe Harper zwraca uwagę, że największym problemem wielu szpitali są wieloletnie zaniedbania infrastrukturalne – przestarzałe aplikacje, niewspierane systemy operacyjne i urządzenia medyczne, które nadal działają, mimo że nie spełniają wymaganych standardów bezpieczeństwa.

To efekt wieloletniej ewolucji systemów IT w szpitalach. Poszczególne oddziały przez lata kupowały pojedyncze rozwiązania cyfrowe, które później próbowano integrować z centralnym systemem elektronicznej dokumentacji medycznej. W efekcie w szpitalach nadal działają pojedyncze aplikacje używane np. tylko w kardiologii czy diagnostyce obrazowej, często oparte na bardzo starych technologiach. Problem polega na tym, że tych systemów nie da się po prostu wyłączyć ani wymienić z dnia na dzień.

Harper podkreśla, że każdy taki system zwiększa „powierzchnię ataku”, czyli liczbę wrażliwych punktów, które mogą wykorzystać hakerzy. I wówczas nie pomogą nawet nowoczesne narzędzia cyberbezpieczeństwa. Część komputerów lub urządzeń medycznych pozostaje niezałatana i podatna na ataki. Dotyczy to szczególnie urządzeń medycznych, których producenci już nie wspierają, ale które nadal są wykorzystywane w praktyce klinicznej, ponieważ szpitali nie stać na ich wymianę. Najlepszym rozwiązaniem jest wdrożenie jednego zintegrowanego systemu, który wyeliminuje małe aplikacje i zapewni większą przejrzystość infrastruktury IT, a tym samym – wyższy poziom cyberbezpieczeństwa. Łatwiej nadzorować jeden system niż kilka lub dziesiątki małych aplikacji.

Brytyjska służba zdrowia NHS traktuje cyberbezpieczeństwo jako element zarządzania ryzykiem klinicznym. Priorytetem jest utrzymanie zdolności szpitala do leczenia pacjentów nawet podczas incydentu oraz wzmacnianie odporności operacyjnej, czyli tego, aby placówka mogła funkcjonować bez systemów cyfrowych i szybko wrócić do normalnego trybu pracy po ataku hakerów.

Dane w chmurze? Tak, ale ważne jest w której

Harper przypomina też o kwestii, która będzie coraz ważniejsza, czyli niezależności cyfrowej i danych. Każda placówka zdrowia musi zadać sobie pytanie, kto ma dostęp do danych i w jaki sposób są one wykorzystywane. Dotyczy to zwłaszcza rozwiązań AI rozwijanych w środowiskach chmurowych należących do globalnych dostawców technologii, takich jak AWS lub Microsoft Azure. Coraz częściej pojawiają się obawy m.in. o dostęp do danych szpitali przez koncerny AI, które potrzebują danych z EDM do trenowania modeli AI. Harper wskazuje, że szpitale muszą dokładnie wiedzieć, gdzie trafiają dane pacjentów i jakie ryzyko wiąże się z ich przetwarzaniem poza organizacją.

Wielka Brytania ma w tym obszarze negatywne doświadczenia. W 2017 r. Royal Free London NHS Foundation Trust nawiązał współpracę z należącym do Google DeepMind. W efekcie DeepMind uzyskał dostęp do danych ok. 1,6 mln pacjentów. W 2025 r., po protestach lekarzy rodzinnych i pytaniach o zgodę pacjentów, NHS England czasowo wstrzymał projekt Foresight, który zakładał wykorzystanie zanonimizowanych danych 57 mln pacjentów do trenowania modelu generatywnej AI. Duży sprzeciw wywołał projekt Federated Data Platform realizowany przez Palantir. Stało się to po doniesieniach, że pracownicy zewnętrznych firm mogli uzyskać dostęp do identyfikowalnych danych pacjentów NHS przed ich pseudonimizacją.

Jak mówi Joe Harper, NHS coraz większy nacisk kładzie na zaangażowanie osób ze szczebla kierownictwa w cyberbezpieczeństwo. Regularne rozmowy z zarządem są często trudne i wymagają tłumaczenia technicznych zagadnień osobom nietechnicznym, ale właśnie to pozwala budować realne zrozumienie ryzyka. Dzięki temu cyberbezpieczeństwo przestaje być wyłącznie „problemem IT”.

Ważnym elementem jest również jasne określenie poziomu akceptowalnego ryzyka. Zarząd szpitala musi wiedzieć, które ryzyka zostały ograniczone, które zaakceptowane, a które przeniesione na dostawców. Według Harpera tylko wtedy zespoły IT mogą przestać „gasić pożary” i skupić się na realnym wzmacnianiu odporności organizacji.

Szpital musi działać po cyberataku – i to za wszelką cenę

Każdy szpital musi mieć dobrze przygotowane procedury funkcjonowania w warunkach ograniczonej dostępności systemów cyfrowych. Jak zaznacza Harper, prędzej czy później trzeba będzie do nich sięgnąć, bo cyberatak to kwestia czasu. King’s College Hospital musiał przejść na procedury awaryjne podczas wspomnianego wcześniej ataku ransomware na zewnętrznego dostawcę usług laboratoryjnych Synnovis. Choć sama placówka nie została bezpośrednio zhakowana, konieczna była reorganizacja opieki, przepływu pacjentów oraz diagnostyki. Szpitalowi udało się utrzymać ciągłość świadczeń, ale musiał działać w zupełnie innym modelu operacyjnym.

Szpitale muszą regularnie ćwiczyć scenariusze kryzysowe – podkreśla Harper. W NHS funkcjonują struktury command and control wzorowane częściowo na procedurach stosowanych podczas pandemii COVID-19.  Chodzi o scentralizowany model zarządzania kryzysowego, który ma na celu szybkie podejmowanie decyzji w trakcie kryzysu. W przypadku ataku hakerów to np. automatyczne przejście na pracę z papierową dokumentacją oraz uruchomienie alternatywnych ścieżek pracy klinicznej. Wówczas nie ma czasu na procedury stosowane codziennie, trzeba działać szybko na podstawie wcześniej przygotowanych planów awaryjnych.

NHS kładzie też duży nacisk na szkolenia personelu. Podczas jednego z ćwiczeń phishingowych, aż 6 proc. pracowników kliknęło w fałszywe wiadomości i przekazało hakerom hasła dostępu. Jak podkreśla Harper, czynnik ludzki jest i będzie najsłabszym ogniwem. Dlatego jego celem jako szefa IT w szpitalu King’s College nie jest wcale stworzenie idealnego systemu odpornego na każdy atak – to jest po prostu nierealne. Dużo ważniejsze jest zbudowanie organizacji zdolnej do utrzymania ciągłości leczenia pacjentów nawet podczas poważnego incydentu cyfrowego oraz szybkie przywrócenie normalnego trybu działania.

Lubimy rozmawiać z chatbotami AI bo nie oceniają nas, są empatyczne i redukują poczucie samotności
Lubimy rozmawiać z chatbotami AI bo nie oceniają nas, są empatyczne i redukują poczucie samotności

35% użytkowników chatbotów potwierdza emocjonalne przywiązanie do AI. Dla niemal połowy z nich chatboty są jak przyjaciele. Cenimy je za wsparcie emocjonalne, neutralność i prywatność rozmowy. Chętnie rozmawiamy o emocjach, zdrowiu psychicznym i najbardziej intymnych sprawach – wynika z nowego badania przeprowadzonego w 4 krajach z udziałem ponad 7000 osób.

Newsletter OSOZ

Rozmowy z AI są już na porządku dziennym

Badaniem „Emotional attachment to AI chatbots: Evidence from Germany, China, South Africa, and the United States”, opublikowanym w czasopiśmie „Technology in Society”, objęto ponad 7 tys. użytkowników chatbotów z Niemiec, Chin, RPA i Stanów Zjednoczonych. Autorzy sprawdzili, w jaki sposób użytkownicy budują emocjonalne relacje z systemami AI oraz jakie mogą być konsekwencje tych interakcji. Pod uwagę wzięto zarówno popularne chatboty ogólnego przeznaczenia, takie jak ChatGPT, jak i chatboty społeczne projektowane z myślą o wsparciu emocjonalnym.

Pierwszy zaskakujący wniosek – z chatbotów korzysta już zdecydowana większość społeczeństwa. 75,5 proc. respondentów przyznało, że czatowała przynajmniej z jednym z nich. Tylko 15,9 proc. badanych deklarowało używanie chatbotów społecznych.

Wbrew pozorom, nie pomagają tylko w pracy, pisaniu tekstów czy generowaniu grafik. 48 proc. użytkowników chatbotów zgodziło się ze stwierdzeniem, że chatbot jest ich „dobrym przyjacielem”. Ponad 61 proc. zadeklarowało, że używa wobec chatbotów uprzejmych zwrotów, takich jak „dziękuję”, a 35 proc., że tęskni za chatbotem po kilku dniach bez kontaktu. W przypadku użytkowników chatbotów społecznych wskaźniki były jeszcze wyższe.

Autorzy zwracają uwagę, że chatboty coraz częściej pełnią funkcję wsparcia emocjonalnego: 39,5 proc. użytkowników zadeklarowało, że dzięki chatbotom czują się mniej samotnie, 57 proc. – że rozmowa z AI pozwala im uniknąć oceniania przez innych ludzi. Niemal 68 proc. podkreśliło większe poczucie prywatności podczas korzystania z chatbotów.

Chatboty traktujemy jak zaufanych doradców od spraw sercowych

Jednym z najciekawszych wniosków badania jest rosnąca rola chatbotów w obszarze zdrowia. Podczas chatów, najczęściej poruszanym tematem są kwestie zdrowia psychicznego i fizycznego. Prawie 46,5 proc. użytkowników zadawało chatbotom pytania dotyczące zdrowia, relacji społecznych (w tym uczuć) lub emocji. Autorzy badania podkreślają, że wiele osób korzystało w tym celu z ogólnych chatbotów, a nie wyspecjalizowanych aplikacji do wsparcia psychicznego.

Wysoka częstotliwość korzystania z chatbotów była silnie powiązana z poziomem przywiązania emocjonalnego. Im częściej użytkownicy korzystali z AI oraz im bardziej osobiste były ich rozmowy, tym silniejsze były emocjonalne więzi z chatbotami. Dlaczego chętnie wracamy do rozmów z chatbotami? Aby czuć się mniej samotnie – wynika z badania.

Badanie pokazuje też znaczące różnice między krajami. Najwyższy poziom emocjonalnego przywiązania odnotowano w Chinach. Ponad 63 proc. chińskich respondentów deklarowało, że chatboty pomagają im radzić sobie z samotnością. W Niemczech taki efekt deklarowało zaledwie 18,9 proc. użytkowników.

Autorzy sugerują, że choć chatboty mogą wypełniać luki w relacjach społecznych, nie powinny ich zastępować. Paradoksalnie, osoby posiadające większą sieć kontaktów społecznych częściej deklarowały emocjonalne przywiązanie do AI. Może to oznaczać, że użytkownicy „otwarci społecznie” łatwiej budują także relacje z technologią.

Uzależnienie od chatbotów rośnie. A to niebezpieczne

Badacze podkreślają, że emocjonalne przywiązanie do AI nie musi być negatywne. Chatboty są zawsze pod ręką, nawet wtedy, gdy nie mamy z kim porozmawiać. Problem pojawia się wtedy, gdy relacja z chatbotem zaczyna zastępować relacje z ludźmi i wpływać na codzienne funkcjonowanie użytkownika. Wyniki badania pokazują, że wraz ze wzrostem emocjonalnego przywiązania rośnie również ryzyko uzależnienia od chatbotów.

Jednym z mierników takiego uzależnienia jest deklarowana „trudność życia bez chatbotów”. Średni wynik w badaniu wyniósł 33 punkty w skali od 0 do 100. Niemal 21 proc. respondentów przyznało, że wolałoby powierzyć swoje największe sekrety chatbotowi niż rodzinie, przyjaciołom czy terapeucie. Ponad 59 proc. użytkowników wykupiło płatne subskrypcje premium.

Wzrost poziomu emocjonalnego przywiązania istotnie zwiększał prawdopodobieństwo zależności od chatbotów. Osoby silniej związane emocjonalnie z AI częściej deklarowały trudność życia bez chatbotów, były bardziej skłonne do dzielenia się z nimi sekretami i częściej płaciły za dostęp do zaawansowanych funkcji.

Autorzy podkreślają, że wraz z rosnącą popularnością chatbotów konieczna będzie szersza debata dotycząca dobrostanu cyfrowego oraz regulacji AI. Systemy konwersacyjne coraz silniej wchodzą w obszar relacji społecznych i emocjonalnych, co może mieć długofalowe konsekwencje dla zdrowia psychicznego, prywatności oraz sposobu funkcjonowania użytkowników w społeczeństwie cyfrowym.

25 maja Papież Leon XIV opublikował encyklikę o sztucznej inteligencji (zdjęcie: Vatican Media, kompozycja własna)
25 maja Papież Leon XIV opublikował encyklikę o sztucznej inteligencji (zdjęcie: Vatican Media, kompozycja własna)

Sztuczna inteligencja może być narzędziem rozwoju ludzkości. Ale rozwijana nieodpowiedzialnie stanie się nową formą koncentracji władzy i wyzysku człowieka. W swojej pierwszej encyklice Magnifica Humanitas (Wielkość Człowieczeństwa). O trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji Leon XIV wzywa do ochrony godności w erze algorytmów.

Newsletter OSOZ

Przestroga przed jednym językiem cyfrowym i oceny człowieka miarą wydajności

W wydanej 25 maja encyklice, papież zwraca uwagę, że systemy sztucznej inteligencji coraz silniej wpływają na decyzje społeczne, gospodarcze i polityczne, a także na sposób, w jaki ludzie postrzegają rzeczywistość. Leon XIV zauważa, że współczesny rozwój AI odbywa się głównie pod kontrolą prywatnych globalnych korporacji technologicznych, których możliwości oddziaływania bywają większe niż potencjał wielu państw. To – jego zdaniem – tworzy nową formę władzy technologicznej, trudniejszą do kontrolowania niż tradycyjna władza polityczna.

Papież ostrzega również przed redukowaniem człowieka do zbioru danych. AI stwarza ryzyko stworzenia świata, w którym każda aktywność, emocja czy relacja będą analizowane wyłącznie pod kątem wydajności i przewidywalności. W encyklice pojawia się krytyka „jednego języka cyfrowego”, próbującego przełożyć całe ludzkie doświadczenie na dane i wskaźniki.

To właśnie w tym kontekście Leon XIV odwołuje się do biblijnej wieży Babel. AI symbolizuje cywilizację opartą na pysze technologicznej, uniformizacji i przekonaniu, że człowiek może samodzielnie stworzyć doskonały porządek społeczny bez odniesienia do wartości etycznych. Celem powinna być AI porównana do odbudowy Jerozolimy, czyli taka, która łączy ludzi.

Papież podkreśla, że największym zagrożeniem jest utrata zdolności do krytycznego myślenia o konsekwencjach AI. W encyklice pojawia się ostrzeżenie przed społeczeństwem, które przyzwyczaja się do życia w permanentnym kryzysie technologicznym i oddaje decyzje dotyczące przyszłości w ręce wąskiej grupy ekspertów oraz właścicieli platform cyfrowych. Leon XIV pisze, że ludzkość stoi dziś przed pytaniami o kierunek rozwoju cywilizacji i nie może już dłużej unikać odpowiedzi na pytanie: „dokąd zmierzamy” jako wspólnota ludzi.

Encyklika "Magnifica Humanitas" (zdjęcie: kompozycja własna)
Encyklika „Magnifica Humanitas” (zdjęcie: kompozycja własna)

Technologia nie może dyskryminować i wykluczać

Papież nie krytykuje AI ani technologii. Podkreśla, że AI może wspierać rozwój wielu obszarów życia człowieka, takich jak medycyna, edukacja, komunikacja oraz ochrona środowiska. Problem pojawia się wtedy, gdy technologia zaczyna zastępować relacje społeczne i prowadzi do dehumanizacji.

Leon XIV wielokrotnie wraca do pojęcia „godności osoby”. Według niego postęp technologiczny nie może być oceniany wyłącznie przez pryzmat innowacyjności czy wzrostu gospodarczego, ale przede wszystkim przez wpływ na życie ludzi, szczególnie tych najbardziej narażonych na wykluczenie i słabszych.

Nowe technologie mogą pogłębiać nierówności społeczne i ekonomiczne, co jest jednym z największych zagrożeń dla ludzkości. Z jednej strony część społeczeństwa korzysta z coraz bardziej zaawansowanych narzędzi cyfrowych, z drugiej powiększa się grupa osób pozbawionych dostępu do edukacji cyfrowej, stabilnej pracy czy ochrony socjalnej.

Dużo uwagi encyklika poświęca wątkowi pracy. Leon XIV nawiązuje do wcześniejszego nauczania społecznego Kościoła i przypomina, że praca nie może być traktowana wyłącznie jako element systemu produkcyjnego. W kontekście automatyzacji i AI ostrzega przed sytuacją, w której człowiek zostanie sprowadzony do „kosztu operacyjnego”, a decyzje dotyczące zatrudnienia będą podejmowane wyłącznie na podstawie algorytmicznej efektywności.

„Odkrycia naukowe są talentem powierzonym ludzkości po to, aby mogła z niego czerpać korzyści (por. Mt 25, 14–30). Technologia może leczyć, łączyć, wychowywać, strzec wspólnego domu; może jednak także dzielić, odrzucać i rodzić nowe niesprawiedliwości. W ujęciu abstrakcyjnym sama w sobie nie stanowi ona rozwiązania problemów ludzkości, tak jak sama w sobie nie jest złem; konkretnie rzecz ujmując, nie jest jednak neutralna, ponieważ przyjmuje ona oblicze tych, którzy ją projektują, finansują, regulują i wykorzystują. Dlatego pierwszym wyborem nie jest wybór między „tak” a „nie” dla technologii, lecz między budowaniem wieży Babel a odbudową Jerozolimy: między władzą, która rości sobie pretensję do panowania nad niebem, a ludem, który – w obecności Boga – podejmuje zgodnie pracę nad odbudową murów braterskiego współistnienia.”

Pojawia się też apel o odpowiedzialne projektowanie systemów AI. Papież podkreśla znaczenie oceny wpływu technologii na społeczeństwo, transparentności algorytmów oraz ochrony osób najbardziej podatnych na dyskryminację cyfrową.

Leon XIV pisze, że współczesna kultura technologiczna coraz częściej obiecuje eliminację ograniczeń człowieka, a nawet przekroczenie jego biologicznych i psychicznych słabości. Papież ostrzega jednak przed wizją świata, w którym człowieczeństwo byłoby mierzone wyłącznie produktywnością, wydajnością i możliwością „ulepszania” człowieka za pomocą technologii. Jego zdaniem prawdziwy rozwój polega nie na eliminowaniu ludzkich słabości, lecz na budowaniu solidarności, odpowiedzialności i wzajemnej troski.

Same regulacje to za mało, aby zapobiec niebezpieczeństwom AI

Według papieża, AI wymaga nowych ram prawnych. W dokumencie pojawia się wezwanie do tworzenia „narzędzi normatywnych”, które będą chronić sprawiedliwość społeczną i ograniczać nadużycia związane z koncentracją technologicznej władzy.

Jednocześnie papież zaznacza, że same regulacje nie wystarczą. Potrzebna jest szeroka współpraca między naukowcami, przedsiębiorcami, politykami, organizacjami życia społecznego i obywatelami. W encyklice pojawia się koncepcja „współodpowiedzialności”, zgodnie z którą wszystkie grupy społeczne powinny uczestniczyć w kształtowaniu przyszłości cyfrowej.

Papież zwraca także uwagę na konieczność rozwoju edukacji cyfrowej. Jego zdaniem społeczeństwa muszą nauczyć się korzystania z AI oraz rozumienia jej wpływu na demokrację, relacje społeczne i prawa człowieka. Pojawia się też krytyka „paradygmatu technokratycznego”, czyli przekonania, że każdy problem społeczny można rozwiązać za pomocą technologii. Leon XIV podkreśla, że algorytmy nie zastąpią odpowiedzialności moralnej, solidarności i troski o słabszych.

Dlatego pojawia się apel o większą transparentność procesów decyzyjnych związanych z AI. Społeczeństwa demokratyczne nie mogą pozwolić, aby kluczowe decyzje dotyczące zdrowia, pracy, bezpieczeństwa czy edukacji były podejmowane przez nieprzejrzyste algorytmy działające poza społeczną kontrolą. Rozwój technologiczny powinien podlegać ocenie ekonomicznej, ale również moralnej i społecznej.

„Korzystanie z AI nigdy nie jest faktem czysto technicznym: kiedy wkracza ona w procesy oddziałujące na życie ludzi, dotyka praw, szans, reputacji i wolności. Delikatne decyzje dotyczące pracy, kredytu, dostępu do usług i reputacji osób mogą zostać powierzone całkowicie systemom zautomatyzowanym, które nie znają „współczucia, miłosierdzia, przebaczenia, a nade wszystko otwartości na nadzieję przemiany osoby” i w ten sposób mogą rodzić nowe formy wykluczenia. Mogą istnieć zastosowania w oczywisty sposób antyludzkie, jak manipulowanie informacją czy naruszanie prywatności, ale może istnieć także pułapka mniej jawna, gdy systemy AI, przedstawiając się jako neutralne i obiektywne, odzwierciedlają i umacniają stereotypy lub stanowiska ideologiczne tych, którzy je zaprojektowali i wytrenowali.”

Papież apeluje, aby w epoce algorytmów chronić wartości człowieka

Końcowym przesłaniem encykliki jest wezwanie do „pozostania ludźmi” w epoce sztucznej inteligencji. Papież ostrzega przed światem, w którym relacje międzyludzkie zostaną zastąpione przez automatyzację, a człowiek utraci zdolność słuchania, empatii i odpowiedzialności za innych.

Prawdziwy rozwój cywilizacyjny powinien opierać się na jakości relacji społecznych oraz zdolności do budowania wspólnoty. Przyszłość AI będzie zależeć od tego, czy człowiek pozostanie w centrum podejmowania decyzji, czy stanie się jedynie elementem cyfrowego systemu zarządzania.

Papież apeluje o budowę świata opartego na solidarności, sprawiedliwości i dialogu. To człowiek ma sobie podporządkować technologię, a nie na odwrót.

Leon XIV zwraca uwagę, że największym wyzwaniem ery AI może okazać się stopniowe osłabienie zdolności człowieka do budowania więzi i odpowiedzialności za innych. Dlatego wzywa do odbudowy kultury dialogu, współpracy i „słuchania drugiego człowieka”, które mają stać się przeciwwagą dla cyfrowej izolacji i logiki permanentnej rywalizacji. Według papieża technologia może wspierać rozwój społeczeństw tylko wtedy, gdy pozostanie zakorzeniona w wartościach humanistycznych i będzie wzmacniać, a nie zastępować człowieczeństwo.

Artur Olesch (blog.osoz.pl) w rozmowie z Karoliną Tądel (Ministerstwo Zdrowai) podczas HIMSS Europe 2026

Ministerstwo Zdrowia domyka projekty realizowane w ramach KPO, w tym m.in. Platformę Usług Inteligentnych z algorytmami AI dla radiologii. Trwają prace nad zdalnym monitorowaniem stanu zdrowia pacjentów w kardiologii i diabetologii (Domowa Opieka Medyczna). Ruszyły przygotowania do Europejskiej Przestrzeni Danych dotyczących Zdrowia – w przyszłym roku ruszy tzw. Skrócona Karta Zdrowia Pacjenta i zostanie powołany. Co dalej? Czy NFZ będzie płacił za profilaktykę? O tym rozmawiamy z Karoliną Tądel, zastępcą dyrektora Departamentu e-Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia.

Spotykamy się na konferencji HIMSS 2026 poświęconej e-zdrowiu. Polska dziś należy do europejskiej czołówki pod względem cyfryzacji. Z jakich rozwiązań, których innym krajom nie udało się jeszcze wdrożyć, możemy być dumni w Polsce?

Jesteśmy na 6. miejscu w europejskich rankingach pod względem cyfryzacji. Ale myślę, że najważniejszy jest fakt, że mamy naprawdę dobrze wdrożone e-usługi. Mówię o takim „3 razy e” jako polskim fundamencie digitalizacji w ochronie zdrowia, bo mamy e-recepty, e-skierowania i w tym roku dołożyliśmy silny komponent, którym jest rejestracja na wizyty lekarskie, czyli e-rejestracja.

To oczywiście fragment tego, co digitalizujemy w systemie, ale są to chyba najbardziej odczuwalne rozwiązania także dla pacjenta. E-recepty funkcjonują już od wielu lat i dziś nikogo nie dziwią – wystawiono ich łącznie ponad 2,4 miliarda. Ale tym, co bardzo wyróżnia nas na tle Europy, jest Centralna e-Rejestracja. Nie jest standardem w krajach europejskich, żeby pacjent mógł umówić się na wizytę do specjalisty z poziomu aplikacji, komputera czy w ogóle systemu cyfrowego, który nie ogranicza się do pojedynczej placówki, a daje możliwość wyboru lekarza, lokalizacji i, co najważniejsze, terminu.

Dzisiaj normą jest dla nas e-recepta, chociaż gdy robię przegląd cyfryzacji w różnych krajach, widzę, że na przykład Szwajcaria dopiero przyjęła ważny dokument w tym zakresie. My już traktujemy to jako oczywistość. Dokładając teraz e-rejestrację, naprawdę wyraźnie pokazujemy, jaki może być standard e-usług – oczywiście, wymagający jeszcze dalszego rozwoju, także u nas.

Wszystko o innowacjach cyfrowych w ochronie zdrowia. Zapisz się do newslettera OSOZ

To też moje wrażenie po tych dwóch dniach konferencji – Centralna e-Rejestracja jest systemem, który wyróżnia nas na tle Europy, ale także świata. Porównywalnych systemów wdrożonych na taką skalę, bo funkcjonują lokalne systemy albo prowadzone są pilotaże, nie ma.

Tak, to prawda. W niektórych krajach takie systemy są, ale na poziomie regionalnym. My robimy to centralnie, ale też etapami, co jest bardzo ważne. Mamy świadomość, że system będzie się rozwijał i napotykał różne wyzwania, standardowe na ścieżce pacjenta. To jest dziś największe wyzwanie: jak ujednolicić obsługę pacjenta poszpitalnego albo takiego, który jest dopiero na etapie diagnozy.

Widzimy to i cały czas dostosowujemy system, żeby wyznaczać standard. Dzisiaj mamy tę odwagę i dobrą infrastrukturę, już naprawdę przetestowaną w wielu projektach.

Do szczęścia brakuje nam już chyba tylko stuprocentowego wdrożenia elektronicznej dokumentacji medycznej.

Ona jest wymogiem. Natomiast faktem jest, że napotykamy różne wyzwania operacyjne także na poziomie placówek. Staramy się jednak wzmacniać jej wdrożenia. W ramach inwestycji z Krajowego Planu Odbudowy dodajemy 9 nowych dokumentów elektronicznych. Pojawiają się nowe wzory, bardzo ważne między innymi dla karty pacjenta onkologicznego, czyli tak zwanej karty DILO. Dokładamy też komponenty dla kardiologii, co myślę, jest bardzo istotne. Wdrożono także orzeczenia medycyny pracy. To narzędzie działa już od 17 kwietnia i jest dużą zmianą w systemie.

Czy będzie 100%? Trzeba też patrzeć na to jako fazę przejściową. Myślę, że onkologia szybko odpowie na potrzeby cyfryzacji, bo tutaj mamy dużą koordynację opieki i wymiany informacji, a także potrzebę transparentności procesu.

Liczba zdarzeń medycznych raportowanych i pozostawiających cyfrowy ślad w systemie rośnie z każdym rokiem. Mamy bardzo dużo szpitali i placówek medycznych uczestniczących w tym procesie, dlatego ten wskaźnik zawsze będzie nieco poniżej 100%. To także kwestia infrastruktury, w którą mocno inwestujemy, bo wszystko zależy od systemów, integracji i standardów wymiany dokumentów. To również staramy się wzmacniać i dalej rozwijać.

Podczas konferencji e-zdrowia HIMSS uczestniczyła Pani w panelu dyskusyjnym z przedstawicielami różnych państw europejskich. Czy jest jakieś rozwiązanie albo strategia, którą chciałaby pani przenieść do polskiego systemu ochrony zdrowia?

Bardzo ciekawy jest przykład Hiszpanii, która mierzy się z dużym wyzwaniem w zakresie standaryzacji między regionami – musi pogodzić rozwiązania wprowadzane na poziomie krajowym z dużą niezależnością poszczególnych regionów. My stoimy dziś przed podobnym wyzwaniem.

Druga rzecz dotyczyła sztucznej inteligencji i tego, jak budować serwis na tyle uniwersalny, żeby był dostępny dla wszystkich, ale jednocześnie uwzględniał różne formaty danych i niejednorodną dokumentację medyczną. Z tym mierzymy się obecnie w ramach Platformy Usług Inteligentnych, budując przestrzeń dla algorytmów radiologicznych. Bardzo podoba mi się kierunek tworzenia narodowej platformy i zachęcania wszystkich do wspólnych standardów, bo ostatecznie opłaca się to całemu systemowi.

Jeśli chodzi o europejskie projekty, to przed nami wdrożenie Europejskiej Przestrzeni Danych dotyczących Zdrowia (EHDS). W zakresie pierwotnej wymiany danych widać już postępy. Mamy wdrożoną transgraniczną e-receptę, trwają przygotowania do tzw. podsumowania danych pacjenta, które będzie dostępne zarówno w systemach gabinetowych jak i na Internetowym Koncie Pacjenta. A co z wtórnym wykorzystaniem danych? Wciąż brakuje nam centralnego hubu danych i odpowiedniej infrastruktury.

EHDS przygotowujemy już w tym roku. Pierwszym bardzo ważnym momentem będzie marzec przyszłego roku, kiedy trzeba będzie powołać właściwe organy (red.: EHDS wymaga m.in. powołania Krajowego Punktu Dostępu do Danych Zdrowotnych – Health Data Access Body, HDAB). Mamy już plan, jak formalnie przeprowadzić ten podział kompetencji.

Natomiast EHDS nie jest wyłącznie projektem na poziomie Ministerstwa Zdrowia. Żeby ten projekt rzeczywiście zadziałał, potrzebna jest edukacja zarówno po stronie pacjentów jak i środowiska naukowego czy badań klinicznych.

Samo stworzenie organów i podstaw legislacyjnych realizujemy, bo musimy zmieścić się w harmonogramie wyznaczonym przez Komisję Europejską. Ale równolegle bardzo mocno myślimy o edukacji i komunikacji, tak aby każdy czuł się beneficjentem tego projektu, a nie tylko podmiotem przekazującym swoje dane jako efekt procesu leczenia. Ta wartość dodana z EHDS ma przecież służyć pacjentowi.

To bardzo ważne, żeby zbudować ten system odpowiedzialnie. A żeby zrobić to odpowiedzialnie, nie można wdrażać wszystkiego zbyt szybko i wyłącznie z jednej perspektywy. Dlatego pracujemy w różnych zespołach, także z ekspertami zewnętrznymi ze świata nauki i kliniki, żeby lepiej zrozumieć, co EHDS będzie oznaczał dla każdej z tych grup.

Chcemy wypracować wspólną narrację, która zachęci wszystkich do udziału w tym projekcie, bo na poziomie europejskim jest on naprawdę bardzo wartościowy.

Przykładem naszych działań jest również Patient Summary (red.: Skrócona Karta Zdrowia Pacjenta), który obecnie powstaje i powinien zostać uruchomiony już w przyszłym roku. Staramy się więc nadążać za harmonogramem. Ale kluczowy jest wątek komunikacji. Musimy otworzyć się na to, że być może będą potrzebne zmiany w sposobie pracy i gromadzenia danych. Najpierw jednak wszyscy musimy zrozumieć cel tego projektu.

EHDS jest jednym z głównych tematów konferencji, podczas której się spotykamy, drugim jest bezpieczeństwo danych. Trzecim, przynajmniej z mojego punktu widzenia, są tak zwane AI scribes, czyli systemy do automatycznego tworzenia dokumentacji medycznej na podstawie rozmowy lekarza z pacjentem. W Stanach Zjednoczonych takie rozwiązania stają się coraz popularniejsze. Pojawiają się już pierwsze badania pokazujące między innymi niewielkie, ale jednak zmniejszenie poziomu wypalenia zawodowego lekarzy oraz większe zadowolenie pacjentów, którzy zauważają, że lekarz w końcu rozmawia z nimi, a nie z ekranem komputera. Tymczasem w Polsce AI scribes właściwie jeszcze nie istnieją albo są dopiero na etapie pilotaży. Co stoi na przeszkodzie, żeby również u nas wdrażano takie systemy?

Przeszkód właściwie nie ma. Ja też bardzo uważnie obserwuję to, co dzieje się na świecie w tym obszarze. AI scribes to dziś naprawdę bardzo gorący temat i możliwości ich wykorzystania jest wiele. Musimy jednak spojrzeć na nasz rynek i pamiętać, że pewne rzeczy wymagają czasu oraz etapowego wdrażania. Jesteśmy obecnie w bardzo intensywnym okresie realizacji wielu projektów z Krajowego Planu Odbudowy. Tych inwestycji jest naprawdę dużo. To sprawia, że nie możemy robić wszystkiego jednocześnie.

Wiemy jednak, że w ramach poszczególnych inwestycji szpitale już kupują takie systemy, więc to będzie się w Polsce działo. Na rozwiązania systemowe pewnie trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać albo zastanowić się, w jaki sposób mogłyby one wspierać konkretne procesy.

Przy okazji AI scribes warto też pomyśleć o standardach i jakości dokumentacji. To najlepszy moment, żeby ustalić pewne wzory, formaty opisów czy sposoby prowadzenia dokumentacji. I myślę, że realnie usiądziemy do takich rozmów, bo wiemy, że jest nam to potrzebne zarówno w kontekście EHDS jak i szerzej: gromadzenia danych i wspierania procesów.

Wspomniała pani o nagromadzeniu projektów e-zdrowia związanych także z KPO. Jesteśmy na ostatniej prostej, zostały ostatnie tygodnie i miesiące na zamknięcie wszystkich projektów. Rzeczywiście, tempo przyspieszenia było ogromne, chyba niespotykane wcześniej w cyfryzacji ochrony zdrowia w Polsce. Dobrym sygnałem było również to, że ustawa o e-zdrowiu została przyjęta niemal ponadpartyjnie.

Bardzo mnie cieszy, że patrzymy w tę samą stronę i naprawdę chcemy nowoczesnych, cyfrowych narzędzi dla pacjentów. Bo na końcu najważniejsza jest ścieżka pacjenta i to, czego doświadcza. To nagromadzenie projektów, o którym Pan wspomniał, oceniam bardzo pozytywnie. Oczywiście oznacza to ogrom pracy, ale widać jej efekty. Wdrażamy rozwiązania, na które wcześniej nie było ani środków, ani przestrzeni.

Jednocześnie przed nami nadal pozostaje bardzo dużo pracy, bo systemy trzeba będzie dalej rozwijać. Nie chodzi tylko o samo wdrożenie, ale także o późniejsze dostosowywanie ich do zmieniających się modeli opieki. Nie wszystkie potrzeby udało się jeszcze dziś zaadresować.

Natomiast 4,2 miliarda złotych przeznaczonych na zdrowie i cyfryzację to historyczna inwestycja zarówno dla infrastruktury centralnej, jak i dla szpitali. Co szczególnie ważne, około 70% całej alokacji trafiło do szpitali powiatowych i wojewódzkich. To właśnie te placówki bardzo potrzebują wsparcia cyfrowego, żeby lepiej koordynować ścieżkę pacjenta, ale też usprawniać swoją codzienną pracę.

Dotyczy to również cyberbezpieczeństwa. Dziś dużo mówimy o inwestycjach w cyfryzację i korzyściach z nimi związanych, ale za tym idą także duże wyzwania. Wszyscy mamy tego świadomość. Kiedy rozmawiamy ze szpitalami, widzimy, że one również chcą się uczyć i potrzebują wsparcia. Dlatego w ramach tych inwestycji staraliśmy się zachować równowagę między rozwojem nowych usług a wzmacnianiem bezpieczeństwa i odporności na zagrożenia zewnętrzne.

Pobierz bezpłatny ATLAS CYFRYZACJI 2026. 17 rozmów o cyfryzacji ochrony zdrowia w Polsce
Pobierz bezpłatny ATLAS CYFRYZACJI 2026. 17 rozmów o cyfryzacji ochrony zdrowia w Polsce

Pamiętam początek projektów z KPO i moment startu Centralnej e-Rejestracji. Pojawiało się wtedy wiele sceptycznych głosów, że ten system się nie uda, ponieważ jest zbyt szeroki, a każda placówka ma inny sposób rejestracji danych, więc nie da się go ustandaryzować.

Jestem bardzo wdzięczna wszystkim placówkom za to, że uczestniczą w tym projekcie, bo wiem, że to oznacza także dużą pracę po ich stronie. Trzeba zmienić przyzwyczajenia, czasem model pracy i przejść na nowy, centralny system. Oczywiście staramy się go dostosowywać do potrzeb placówek, ale nadal jest to coś nowego.

To więc nie tylko nasza praca, ale przede wszystkim wspólny wysiłek całego systemu. Jak przy każdej dużej zmianie, na początku musi być trochę trudno, żeby później pojawiły się realne korzyści. Mam ogromne poczucie, że wszyscy wspólnie budujemy bardziej komfortowy system dla pacjenta oraz lepszą dostępność do usług.

Sceptycy oczywiście są i to też jest dobre, bo pokazują nam potencjalne minusy, ryzyka czy słabe punkty projektu. Nigdy nie pozostajemy wobec takich głosów obojętni. Nawet przy ustawie, o której wcześniej rozmawialiśmy, pojawiło się bardzo dużo uwag i wszystkie analizowaliśmy. Wiele z nich zostało przez nas przyjętych właśnie po to, żeby zaprojektować ten system jak najlepiej.

Dlatego doceniamy taki głos z zewnątrz. To zawsze jest wartościowy, trzeźwy komentarz.

Wspomniała już pani, że w 2027 roku jednym z głównych tematów będzie EHDS, czyli Europejska Przestrzeń Danych dotyczących Zdrowia oraz dalszy rozwój Centralnej e-Rejestracji. Co jeszcze?

Myślę, że w tym roku będziemy mieć już naprawdę dużo nowych systemów. Przyszły rok będzie więc przede wszystkim czasem skupienia się na tym, jak najlepiej wdrożyć je w różnych modelach opieki.

Mamy Platformę Usług Inteligentnych i algorytmy AI. Ale przykłady ze świata pokazują, że kluczowe jest to, jak zorganizujemy pracę na poziomie placówki. Gdzie pojawi się druga opinia? W którym etapie procesu zostanie wykorzystany algorytm? To właśnie później decyduje o realnym wzroście efektywności.

Dlatego uruchomienie systemów to dopiero pierwszy krok. Potem trzeba je dostosować do konkretnych scenariuszy klinicznych, które mamy na różnych poziomach opieki i w różnych specjalizacjach.

Mamy też projekt Domowej Opieki Medycznej, w ramach którego będzie wdrażany zdalny monitoring pacjentów za pomocą urządzeń ubieralnych lub zintegrowanych z aplikacją mojeIKP. Na początku będzie to dotyczyć kardiologii i diabetologii, ale to nie jest zamknięty katalog.

Bardzo ciekawi mnie też przyszły rok, kiedy zamkniemy najważniejsze inwestycje realizowane obecnie i będziemy mogli spojrzeć dalej niż tylko na perspektywę najbliższych miesięcy. Zastanowić się, jaka powinna być długoterminowa wizja rozwoju tych projektów i programów. Bo potencjał jest tutaj wciąż ogromny i mam nadzieję, że właśnie w tym kierunku będziemy dalej iść.

Placówkom ochrony zdrowia często brakuje motywacji do wykorzystywania najnowocześniejszych technologii, także w profilaktyce. Mówiąc wprost: NFZ za to nie płaci. Czy jest szansa, że to się zmieni? Że placówki będą wynagradzane za stosowanie cyfrowych rozwiązań, algorytmów predykcyjnych czy działań profilaktycznych, a może nawet za efekty leczenia?

To pewnie temat do dalszych analiz i decyzji w przyszłym roku. Natomiast włączanie technologii do działań prozdrowotnych jest dla nas bardzo ważnym kierunkiem. Wynika to również ze zmian społecznych, ponieważ naturalnie coraz częściej sięgamy po aplikacje i narzędzia cyfrowe.

W ramach Domowej Opieki Medycznej planujemy, aby nie była ona skierowana wyłącznie do pacjentów przewlekle chorych, ale stała się także pewnym repozytorium wiedzy o stanie zdrowia pacjenta. To otwiera przestrzeń dla różnych algorytmów predykcyjnych, które w przyszłości będziemy mogli rozważać.

Z jednej strony mamy więc zmianę społeczną, a z drugiej potrzebę odpowiedzi na możliwości, jakie daje świat cyfrowy. Dzisiaj mamy już 20 milionów użytkowników Internetowego Konta Pacjenta. Niedawno świętowaliśmy też 5 lat aplikacji mojeIKP, z której codziennie korzysta około 5 milionów użytkowników. To osoby, które są coraz bardziej świadome kwestii zdrowotnych, i mam nadzieję, że będą również bardziej zmotywowane do profilaktyki, a nie tylko reagowania w sytuacji choroby czy pogorszenia stanu zdrowia.

Natomiast modele finansowania to wciąż obszar do obserwacji i analizy tego, jak radzą sobie z tym inne kraje. Wszyscy jesteśmy dziś w podobnym momencie transformacji cyfrowej. Takie konferencje bardzo pomagają zobaczyć, jak inni podchodzą do tych wyzwań i jakie technologie wdrażają.

Dzisiaj technologia sama w sobie nie jest już problemem, bo istnieje i jest dostępna. Kluczowe staje się pytanie, jak ją wykorzystamy i wdrożymy do systemu ochrony zdrowia. Właśnie wokół tego toczą się najważniejsze dyskusje. W Europie mamy właściwie te same wyzwania i bardzo podobne pomysły.

Pobierz bezpłatny raport na temat sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia
Pobierz bezpłatny raport na temat sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia

Zwłaszcza że profilaktyka cieszy się dużym zainteresowaniem, czego przykładem jest ankieta „Moje Zdrowie” i 4 miliony wypełnionych ankiet.

Tak, pacjenci bardzo aktywnie do tego podchodzą, szczególnie jeśli udostępniamy im takie rozwiązania w wygodnej, cyfrowej formie przez aplikację lub internet. To również nasza odpowiedź na te potrzeby i sposób, by wspierać takie działania.

Prowadzone są też analizy dotyczące tego, ile zaostrzeń chorób lub nowych przypadków udało się dzięki temu wykryć wcześniej. I to są właśnie realne korzyści. Bardzo się cieszę, że dzięki cyfrowym narzędziom docieramy do jeszcze szerszej grupy pacjentów, bo gdybyśmy opierali się wyłącznie na papierowych ankietach, takich wyników prawdopodobnie byśmy nie osiągnęli.

Pacjenci po prostu już tego oczekują. Cyfrowe rozwiązania są standardem w wielu innych obszarach życia, a ochrona zdrowia nie może zostawać w tyle. Powinna być wręcz o krok do przodu, bo dotyczy niezwykle ważnej części naszego życia.

Podczas naszej rozmowy padło wiele nazw systemów: od Platformy Usług Inteligentnych, przez Domową Opiekę Medyczną, po Internetowe Konto Pacjenta i elektroniczną dokumentację medyczną. Czy jest wśród tych projektów jeden, na wdrożeniu którego z sukcesem zależy Pani najbardziej?

Z sukcesem wdrożymy wszystkie projekty, bo wszyscy jesteśmy na to nastawieni. Ale rzeczywiście Platforma Usług Inteligentnych jest dla mnie czymś wyjątkowym. To spełnienie tego, na co długo czekaliśmy. Obserwując rynek i pracując w tym sektorze, miałam nadzieję, że dojdziemy do momentu, w którym potencjał AI, o którym tyle słyszymy, będzie realnie dostępny dla osób pracujących na pierwszej linii z pacjentem.

Dlatego ten projekt jest mi bardzo bliski, szczególnie że zaczynamy od radiologii, czyli obszaru bardzo dobrze przebadanego i rozwijanego na świecie. Wiemy już, jak wielu pacjentów może skorzystać na sprawniejszej koordynacji ścieżki diagnostycznej czy szybszym przygotowaniu wyników.

Sama Platforma jest jednak dopiero początkiem. Ona tworzy przestrzeń do rozwoju kolejnych rozwiązań. Ale równie bliska jest mi Domowa Opieka Medyczna, bo widzę ogromny potencjał dalszego rozwoju. Możemy tam wdrażać kolejne narzędzia, dzięki którym pacjent będzie monitorowany w komfortowych warunkach domowych, a my nie przeoczymy pewnych symptomów ani zaostrzeń choroby.

Pacjent podczas wizyty lekarskiej często jest zestresowany i nie zawsze pamięta o wszystkich objawach, które pojawiały się wcześniej w domu. Dzięki monitoringowi możemy zauważyć je znacznie wcześniej.

Bardzo wierzę też w szybką ścieżkę dla innowacji. Oczywiście, to perspektywa wielu lat, bo wymaga dużej zmiany systemowej i połączenia wielu elementów. Ale bardzo mocno patrzę właśnie w kierunku opieki nad pacjentem w domu, ponieważ technologia już dziś nam to umożliwia.

Polska i Europa są uzależnione od importu leków z Azji. Tam produkcja jest tańsza, ale to ma swoją cenę. Napięta sytuacja geopolityczna, wojny oraz pandemie zakłócają łańcuch dostaw i doprowadzają do niedoborów w aptekach. Na Krajowej Liście Leków Krytycznych znajduje się już ponad 400 substancji czynnych. Jej likwidacja wymagałaby przeniesienia produkcji do UE lub Polski. Wybudowanie jednej fabryki to jednak koszt ok. 1 mld zł.

OSOZ Statystyki 5/2026

W numerze 5/2026 OSOZ Statystyki:

Tanie leki z Azji za cenę niedoborów. Czy niezależność lekowa Polski i Europy jest możliwa?

Budowa fabryki API (Active Pharmaceutical Ingredients) jest bardzo kosztowna i ryzykowna biznesowo. Wymaga zainwestowania ok. 1 mld zł oraz spełnienia restrykcyjnych norm środowiskowych. Mimo to własna produkcja substancji czynnych jest kluczowa dla bezpieczeństwa lekowego Europy, która obecnie silnie zależy od dostaw z Azji i jest narażona na zakłócenia związane z pandemią, wojnami czy napięciami geopolitycznymi. Analiza PEX pokazuje, że produkcja API w Polsce pokrywa dziś jedynie 0,55% krajowych potrzeb lekowych, ale uruchomienie produkcji 100 najważniejszych API mogłoby zwiększyć to pokrycie do ponad 96% dla polskiej listy leków krytycznych.

Czytaj dalej 👉

Leki przeciwzakrzepowe coraz powszechniejsze w profilaktyce. Ich sprzedaż szybko rośnie

Sprzedaż leków przeciwzakrzepowych w Polsce w latach 2002–2025 potroiła się – z 12,8 mln do 37,5 mln opakowań – a wartość rynku wzrosła ponad dziesięciokrotnie, osiągając rekordowe 2,38 mld zł w 2023 roku. Równocześnie rosły średnie ceny leków oraz liczba dostępnych preparatów, która zwiększyła się z 42 do 294 produktów. Choć w latach 2024–2025 odnotowano spadki cen i wartości sprzedaży, prognozy wskazują na dalszy wzrost wolumenu sprzedaży w kolejnych latach, przy stopniowym odbiciu cen i wartości rynku od 2027 roku.

Czytaj dalej 👉

Ponadto w numerze:

Archiwum czasopisma OSOZ
Nie będzie taryfy ulgowej. Od 1 czerwca 2026 r. Narodowy Fundusz Zdrowia wstrzyma płatności w przypadku nieprzekazania harmonogramów wizyt i badań do systemu Centralnej e-Rejestracji
Nie będzie taryfy ulgowej. Od 1 czerwca 2026 r. Narodowy Fundusz Zdrowia wstrzyma płatności w przypadku nieprzekazania harmonogramów wizyt i badań do systemu Centralnej e-Rejestracji

Centralną e-Rejestrację (CeR) reguluje rozporządzenie Ministra Zdrowia z 22 grudnia 2025 r. Tłumaczymy dokładnie, jakie obowiązki nakłada na świadczeniodawców realizujących świadczenia objęte systemem i jakie sankcje grożą placówkom, które nie podłączą się do systemu.

Newsletter OSOZ

Jeden terminarz dla wszystkich pierwszorazowych wizyt w całym kraju

Centralna e-Rejestracja (CeR) to ogólnopolski system rejestracji na specjalistyczne świadczenia opieki zdrowotnej finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Informacje o wolnych terminach wizyt trafiają z terminarzy placówek medycznych (poprzez integrację systemu gabinetowego z CeR) do wspólnego środowiska dostępnego dla pacjenta przez Internetowe Konto Pacjenta i aplikację mojeIKP.

Jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia, placówka nie udostępnia w całości terminarza wizyt w CeR, a jedynie wybrane sloty wizyt pierwszorazowych – CeR to mechanizm wymiany danych „w tle”. Placówka niezmiennie prowadzi grafik zgodnie z dotychczasowymi zasadami, ale ma obowiązek przekazywać informacje o harmonogramach i dostępnych terminach do systemu centralnego. To swego rodzaju centralna baza wolnych terminów wizyt. Po stronie pacjenta to ogromna zmiana, bo zyskuje dostęp do wszystkich terminów na NFZ we wszystkich placówkach w Polsce, może samodzielnie umówić się, zmienić termin lub odwołać wizytę bez konieczności dzwonienia do przychodni.

Ideą CeR jest lepsze wykorzystanie dostępnych zasobów ochrony zdrowia i racjonalne zarządzanie wolnymi terminami wizyt u specjalistów, których od lat jest za mało w stosunku do potrzeb, a które wcześniej przepadały, gdy pacjent nie pojawiał się na wizycie lub nie odwoływał jej na czas.

CeR dotyczy wyłącznie wybranych świadczeń specjalistycznych finansowanych przez NFZ. Nie dotyczy prywatnych wizyt komercyjnych i lekarzy POZ.

Kalendarz wdrożenia i zakres usług

W pierwszym etapie systemem objęto świadczenia z zakresu kardiologii oraz dwa programy profilaktyczne: program profilaktyki raka szyjki macicy i program profilaktyki raka piersi. CeR dla tych usług jest obowiązkowa od 1 lipca 2026 roku i obejmie ok. 3000 placówek, które je realizują.

Już 1 sierpnia Centralna e-Rejestracja obejmie kolejne 8 zakresów usług
Już 1 sierpnia Centralna e-Rejestracja obejmie kolejne 8 zakresów usług

Od 1 sierpnia 2026 r. do CeR wchodzi kolejne 8 zakresów ambulatoryjnej opieki specjalistycznej:

MZ zaznacza, że system ma otworzyć pacjentowi drzwi do specjalistów w ramach świadczeń finansowanych publicznie. Dotąd główną barierą wejścia był brak transparentności w przydzielaniu terminów. Jedne przychodnie organizowały zapisy raz w roku, do innych ci sami pacjenci dzwonili codziennie pytając wielokrotnie, czy pojawił się jakiś wolny termin. Teraz termin pacjent otrzyma w jednym centralnym systemie.

Pełna harmonogram wdrażania Centralnej e-Rejestracji
Pełna harmonogram wdrażania Centralnej e-Rejestracji

Rozporządzenie stanowi, że świadczeniodawca musi przekazywać do systemu harmonogramy przyjęć wraz z dostępnymi terminami za okres nie krótszy niż trzy pełne miesiące kalendarzowe po miesiącu, w którym harmonogram jest udostępniany, i nie dłuższy niż 5 lat. Przewidziano dwa różne okresy weryfikacji dostępnych terminów. Dla świadczeń AOS wynosi 40 dni, a dla programów profilaktycznych – 90 dni.

Za brak podłączenia do CeR grożą restrykcje

Świadczeniodawcy realizujący trzy pierwsze usługi objęte CeR mają obowiązek przekazania harmonogramów wizyt do 1 czerwca 2026 r., a następnie aktywowania miejsc udzielania świadczeń, czyli MUŚ, do 1 lipca 2026 r. Jak podkreśla MZ, to data graniczna i nie ma możliwości jej przesunięcia, przede wszystkim ze względu na to, że CeR podlega finansowaniu z KPO. NFZ będzie płacił wyłącznie za świadczenia umówione w CeR, zgodnie z art. 154a ust. 2 ustawy. Jednocześnie NFZ będzie mógł wstrzymać płatności w przypadku nieprzekazania harmonogramów, zgodnie z art. 154a ust. 1 ustawy.

W drugim etapie, do systemu zostaną podłączeni kolejni świadczeniodawcy. Placówki realizujące 8 kolejnych usług w CeR mają obowiązek przekazania swoich harmonogramów do 1 stycznia 2027 r., a aktywacja MUŚ musi nastąpić nie później niż do 1 lutego 2027 r. Aby podłączyć się do CeR, świadczeniodawcy muszą zintegrować swój system gabinetowy z CeR, przekazywać harmonogramy, aktualizować terminy w czasie rzeczywistym, aktywować miejsca udzielania świadczeń oraz obsługiwać wizyty pacjentów zgodnie z logiką nowego modelu.

1 2 3 145