Najwygodniej do lekarzy specjalistów umówimy się przez Internetowe Konto Pacjenta albo aplikację mobilną mojeIKP
Najwygodniej do lekarzy specjalistów umówimy się przez Internetowe Konto Pacjenta albo aplikację mobilną mojeIKP

Ministerstwo Zdrowia opublikowało harmonogram rozszerzania Centralnej e-Rejestracji o kolejne świadczenia specjalistyczne finansowane przez NFZ. W ciągu dwóch lat systemem zostanie objętych 39 zakresów usług.

newsletter osoz

Kolejne specjalizacje będą dołączać etapami

Na razie przez Centralną e-Rejestrację można umówić się na pierwszą wizytę u kardiologa i na dwa badania profilaktyczne – mammografię i cytologię. Od 1 sierpnia 2026 r. do systemu zostaną włączone poradnie: angiologiczne, chorób zakaźnych, endokrynologiczne, hepatologiczne, immunologiczne, nefrologiczne, neonatologiczne oraz leczenia gruźlicy i chorób płuc.

W 2027 r. dołączą kolejne specjalizacje:

Pierwotny harmonogram zakładał terminy do 2029 roku, ale po skandalu z omijaniem kolejek, Ministerstwo Zdrowia przyspiesza pełne wdrożenie CeR. Dodatkowo do końca 2026 roku powstanie Centralna e-Kolejka dla planowanych wizyt w szpitalu.

Jeden system zamiast dzwonienia i chodzenia od placówki do placówki

Centralna e-Rejestracja wprowadza zupełnie nowy system zapisów na pierwsze wizyty u lekarzy specjalistów. Każda placówka zostaje podłączona do centralnego systemu i udostępnia swoje kalendarze, dzięki czemu pacjenci mogą sprawdzić wolne terminy we wszystkich placówkach w Polsce w jednym miejscu. Za pośrednictwem Internetowego Konta Pacjenta oraz aplikacji mojeIKP można zapisać się na konsultację, łatwo ją przełożyć lub odwołać. System przypomina o zbliżającym się terminie, wysyłając SMS lub e-mail.

Resort zdrowia liczy, że centralizacja zapisów ograniczy liczbę niewykorzystanych terminów oraz skróci czas oczekiwania na wizytę u specjalisty. Nowy system ma również uporządkować prowadzenie list oczekujących. Dzięki centralnej bazie danych łatwiej wykrywać sytuacje, w których ten sam pacjent zapisuje się jednocześnie do kilku poradni na to samo świadczenie. W połączeniu z możliwością elektronicznego odwoływania wizyt ma to zwiększyć liczbę dostępnych terminów dla innych pacjentów.

Centralna e-rejestracja jest jednym z kluczowych projektów cyfryzacji ochrony zdrowia realizowanych przez Ministerstwo Zdrowia i Centrum e-Zdrowia. Dane gromadzone w systemie mają pomóc lepiej zarządzać zasobami ochrony zdrowia.

DeepSeek zaskoczył wydajnością modelu AI przy niskich kosztach eksploatacji, ale Kimi K3 przebija jego możliwości
DeepSeek zaskoczył wydajnością modelu AI przy niskich kosztach eksploatacji, ale Kimi K3 przebija jego możliwości

Chiński startup Moonshot zaprezentował swój najnowszy model generatywnej sztucznej inteligencji Kimi K3. Pierwsze testy pokazują, że dorównuje on, a w niektórych zadaniach przewyższa modele OpenAI i Anthropic. Jego największą zaletą jest zaskakująco wysoka wydajność, osiągnięta przy znacznie niższych kosztach niż w konkurencyjnych modelach amerykańskich. Na takie modele czeka medycyna, ale jest jeden problem.

Newsletter OSOZ

Kolejny pokaz siły sztucznej inteligencji „made in China”

Kiedy kilka miesięcy temu swoją premierę miał DeepSeek, stało się jasne, że Chiny zaczynają grać pierwsze skrzypce w światowym wyścigu o dominację w rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji.

Ale Kimi K3 stawia poprzeczkę jeszcze wyżej. Model wykorzystuje architekturę Mixture of Experts (MoE) z 2,8 bilionów parametrów. Ale pojedynczego zapytania (prompta) aktywowanych jest jedynie około 50 miliardów. Dzięki temu model zachowuje wysoką wydajność, jednocześnie znacząco ograniczając zapotrzebowanie na moc obliczeniową oraz koszty eksploatacji.

Kolejnym wyróżnikiem jest liczące milion tokenów okno kontekstowe pozwalające analizować jednocześnie tysiące stron dokumentów, raportów czy publikacji naukowych. Model potrafi natywnie przetwarzać tekst i obrazy, dzięki czemu może analizować dokumentację zawierającą wykresy, tabele i ilustracje. Moonshot AI udostępnił Kimi K3 jako model open-weight, umożliwiając firmom i instytucjom pobranie go i uruchomienie na własnej infrastrukturze. To odróżnia go od zamkniętych modeli OpenAI czy Anthropic i może znacząco przyspieszyć jego wdrożenia w sektorach wymagających wysokiego poziomu bezpieczeństwa danych, takich jak ochrona zdrowia.

Sensacyjne wyniki benchmarków zaskoczyły ekspertów

W opublikowanych benchmarkach model osiągnął 93,5% w GPQA Diamond, jednym z najbardziej wymagających testów sprawdzających rozumowanie na poziomie doktoranckim. W benchmarku BrowseComp, oceniającym zdolność wykonywania złożonych zadań z wykorzystaniem internetu, uzyskał 91,2%, natomiast w TerminalBench 2.1, badającym umiejętności programistyczne, osiągnął 88,3%.

Model bardzo dobrze poradził sobie również z analizą dokumentów. W teście OmniDocBench uzyskał 91,1%, co pokazuje jego możliwości w pracy z długimi raportami i złożoną dokumentacją. Jeszcze większe zainteresowanie wzbudziły wyniki w programowaniu – Kimi K3 zajął pierwsze miejsce w rankingu Arena Frontend Coding, wyprzedzając najnowsze modele OpenAI i Anthropic w generowaniu kodu interfejsów użytkownika.

Część wyników pochodzi z testów przeprowadzonych przez samą firmę Moonshot AI i wymaga dalszej niezależnej weryfikacji. Mimo to pierwsze praktyczne oceny wskazują, że model szczególnie dobrze radzi sobie z wieloetapowym rozwiązywaniem problemów, analizą obszernych dokumentów oraz tworzeniem kodu.

Lokalny model dla ochrony zdrowia bez obaw o wysyłanie danych do chmury?

Milion tokenów kontekstu daje modelowi ogromną siłę analityczną. W medycynie oznacza to zdolność do jednoczesnej analizy historii choroby, wyników badań obrazowych, publikacji naukowych, wytycznych klinicznych oraz dokumentacji szpitalnej.

W ochronie zdrowia równie ważna może okazać się możliwość uruchomienia modelu we własnym centrum danych. Ponieważ Kimi K3 został udostępniony jako model open-weight, szpitale, instytuty badawcze czy firmy farmaceutyczne mogą wdrożyć go lokalnie, bez konieczności przesyłania wrażliwych danych pacjentów do zewnętrznej chmury. To pozwala łatwiej spełnić wymagania dotyczące prywatności, cyberbezpieczeństwa oraz zgodności z przepisami, takimi jak RODO.

Równie ważny jest aspekt ekonomiczny. Dzięki architekturze MoE Kimi K3 oferuje możliwości zbliżone do najlepszych modeli komercyjnych przy znacznie niższych kosztach działania. To może ułatwić wdrażanie generatywnej AI w szpitalach, instytutach badawczych czy firmach farmaceutycznych, gdzie koszt wykorzystania modeli ma coraz większe znaczenie.

Ale eksperci zwracają uwagę, że największą przeszkodą może okazać się zaufanie. W wielu krajach sektor ochrony zdrowia ostrożnie podchodzi do rozwiązań pochodzących z Chin. Nawet jeśli model działa lokalnie i dane nie opuszczają infrastruktury szpitala, metka „Made in China” może budzić pytania dotyczące bezpieczeństwa, transparentności procesu trenowania oraz potencjalnego ryzyka geopolitycznego.

Suplementy z kreatyną są dostępne w formie proszku lub tabletek
Suplementy z kreatyną są dostępne w formie proszku lub tabletek

Jeszcze do niedawna była kojarzona z kulturystami i sportowcami. Ale od roku popyt na kreatynę bije kolejne rekordy. W 2026 roku eksperci spodziewają się aż 3-krotnego wzrostu sprzedaży.

Newsletter OSOZ

Popyt rośnie, w aptekach coraz większy wybór

Przez wiele lat kreatyna była suplementem przeznaczonym głównie dla osób uczęszczających na siłownię. Jej zadaniem jest wspomaganie odbudowy ATP – podstawowego nośnika energii w mięśniach – dzięki czemu poprawia wydolność podczas intensywnego wysiłku. Ale odkąd badania naukowe zaczęły sugerować, że poprawia koncentrację, wspomaga regenerację organizmu i zwiększa poziom energii, jej popularność szybko wyszła poza świat sportu.

Moda na kreatynę dotarła też do Polski – wynika z naszych danych. W ofercie aptek pojawiła się dopiero w 2007 roku. Wówczas sprzedano zaledwie 338 opakowań, a wartość rynku wyniosła niecałe 1,8 tys. zł. Przez kolejne lata sprzedaż rosła stopniowo, ale pozostawała produktem niszowym. Z prostego powodu: sportowcy kupują kreatynę na siłowniach, w specjalistycznych sklepach albo w internecie.

Sprzedaż kreatyny w aptekach w latach 2008-2025: ilość sprzedaży (słupki pomarańczowe) i wartość sprzedaży w  mln zł (słupki niebieskie)
Sprzedaż kreatyny w aptekach w latach 2008-2025: ilościowa (w tys.opakowań) – słupki pomarańczowe i wartościowa (w mln zł) – słupki niebieskie

Do 2024 roku sprzedaż utrzymywała się na poziomie 10–19 tys. opakowań rocznie. Ale w 2025 roku apteki sprzedały już 29 159 opakowań, czyli około dwa razy więcej niż rok wcześniej, a wartość sprzedaży przekroczyła 1,16 mln zł. W porównaniu z 2007 rokiem oznacza to ponad 655-krotny wzrost wartości rynku.

Wraz z popytem rośnie asortyment na półkach aptek. 10 lat temu do wyboru było 5 suplementów zawierających kreatynę. W 2025 roku było to już 113 różnych produktów, z czego aż 38 pojawiło się na rynku w ciągu jednego roku.

Rosnąca popularność obija się na cenach. Do 2018 roku za jedno opakowanie trzeba było zapłacić 8 zł. W zeszłym roku było to już prawie 40 zł.

Pełne dane o sprzedaży kreatyny w aptekach – pobierz bezpłatnie nowy numer OSOZ Statystyki

Moda dopiero się rozkręca. Czy kreatyna będzie tak popularna jak magnez?

Obliczone na podstawie sprzedaży do maja 2026 roku prognozy wskazują, że w 2026 roku sprzedaż kreatyny w aptekach może wzrosnąć aż do 106 tys. opakowań, czyli o ponad 263 proc. względem 2025 roku.

Trzeba jednak pamiętać, że rzeczywista sprzedaż kreatyny jest o wiele większa. Znaczna część preparatów dostępna jest w sklepach internetowych, marketach oraz sklepach z odżywkami dla sportowców. Globalny rynek kreatyny rośnie w tempie ok. 50–70 proc. rocznie, co czyni ją jedną z najszybciej rosnących kategorii na rynku suplementów diety. Jej popularność wpisuje się w globalny trend longevity, czyli dążenia do dłuższego życia w zdrowiu i jak najlepszej sprawności fizycznej oraz poznawczej. Coraz więcej osób traktuje suplementy jako element optymalizacji organizmu.

Kreatyna, obok białka, magnezu czy kwasów omega-3, coraz częściej pojawia się w zaleceniach influencerów zajmujących się zdrowiem, biohakerów i ekspertów od medycyny stylu życia. Jej zwolennicy podkreślają pozytywny wpływ na wydolność mięśni, funkcje poznawcze, regenerację i utrzymanie masy mięśniowej wraz z wiekiem.

Fakty o kreatynie
Fakty o kreatynie

Badania naukowe potwierdzają korzyści kreatyny, ale nie jest to złoty środek na lepszą formą

Kreatyna to jeden z najlepiej przebadanych suplementów diety – liczne badania kliniczne i metaanalizy potwierdzają jej skuteczność w zwiększaniu siły mięśniowej, wydolności podczas intensywnego wysiłku oraz wspieraniu przyrostu beztłuszczowej masy ciała, szczególnie w połączeniu z treningiem oporowym.

U osób starszych suplementacja może ograniczać utratę masy mięśniowej związaną z wiekiem i poprawiać sprawność funkcjonalną, zwłaszcza gdy jest łączona z aktywnością fizyczną. Pojawiają się także coraz bardziej obiecujące dowody, że kreatyna może korzystnie wpływać na pamięć, uwagę i szybkość przetwarzania informacji. W przypadku funkcji poznawczych autorzy najnowszych przeglądów podkreślają, że potrzebne są większe i lepiej zaprojektowane badania, zanim będzie można wyciągnąć jednoznaczne wnioski.

Rosnące zainteresowanie dotyczy zwłaszcza osób starszych i kobiet. Coraz więcej badań sugeruje, że odpowiednio dobrana suplementacja może wspierać utrzymanie masy i siły mięśniowej, zdrowie kości oraz sprawność poznawczą. Eksperci podkreślają jednak, że nie jest to preparat potrzebny każdemu, a decyzję o jego stosowaniu warto skonsultować z lekarzem lub dietetykiem.

Popyt na kreatynę przeżywa boom. Do 2024 roku sprzedaż utrzymywała się na poziomie 10–19 tys. opakowań rocznie. Ale w 2025 roku podwoiła się i skoczyła do 29 000 opakowań, a prognozy sugerują wzrost nawet do 106 000 opakowań w 2026 roku

OSOZ Statystyki 6/2026

W numerze 7/2026 OSOZ Statystyki:

Czy Polska jest bezpieczna lekowo?

Bezpieczeństwo lekowe zależy od krajowej produkcji oraz od odporności całego rynku. Kluczowe znaczenie ma duża liczba niezależnych producentów oferujących odpowiedniki tego samego leku, co ogranicza ryzyko niedoborów w przypadku problemów jednego dostawcy. Analiza rynku antybiotyków pokazuje, że pacjenci często mają do wyboru od kilku do ponad 20 odpowiedników, a dostępne zapasy wielu preparatów wystarczają nawet na kilka miesięcy sprzedaży. W dłuższej perspektywie bezpieczeństwo lekowe wymaga jednak także odbudowy europejskiej produkcji substancji czynnych, inwestycji w lokalne moce wytwórcze oraz utrzymywania strategicznych rezerw leków.

Czytaj dalej 👉

Boom na kreatynę dotarł do Polski

Jeszcze do niedawna kreatyna była niszowym suplementem zażywanym przez sportowców. Ale w ostatnich miesiącach moda na nią szybko rośnie, a sprzedaż bije kolejne rekordy. W 2025 roku jej sprzedaż w aptekach podwoiła się i skoczyła do 29 000 opakowań. W 2026 roku może wzrosnąć nawet do 106 000 opakowań. Jeśli te trendy będą się utrzymywać, kreatyna może za kilka lat dołączyć do grona najczęściej zażywanych suplementów diety.

Czytaj dalej 👉

Ponadto w numerze:

Archiwum czasopisma OSOZ
– Dzieci potrzebują czasu w prawdziwym świecie – na zabawę, budowanie przyjaźni twarzą w twarz, popełnianie błędów i kształtowanie własnej tożsamości, zanim zrobi to za nie algorytm - mówiła Ursula von der Layen zapowiadając prace nad zakazem social mediów
– Dzieci potrzebują czasu w prawdziwym świecie – na zabawę, budowanie przyjaźni twarzą w twarz, popełnianie błędów i kształtowanie własnej tożsamości, zanim zrobi to za nie algorytm – mówiła Ursula von der Layen zapowiadając prace nad zakazem social mediów

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przedstawi po wakacjach projekt przepisów, które mają ograniczyć dostęp dzieci do mediów społecznościowych.

Uzależniające algorytmy nie dla młodych ludzi

– Pytanie nie brzmi, czy dzieci są narażone na zagrożenia w internecie. Pytanie brzmi: co zrobić, aby zapewnić im bezpieczniejszy start w świecie cyfrowym? – powiedziała 13 lipca br. Ursula von der Leyen podczas prezentacji założeń projektu. Po wakacjach Komisja Europejska (KE) przedstawi projekt nowych regulacji.

Według założeń, dzieci poniżej 13. roku życia mogłyby korzystać z mediów społecznościowych wyłącznie w ograniczonym zakresie i pod nadzorem rodziców, opiekunów lub nauczycieli. Wraz z wiekiem dostęp do platform miałby być stopniowo rozszerzany, o ile spełniają one wymagania dotyczące bezpieczeństwa użytkowników.

Zakaz jest efektem badań pokazujących szkodliwy wpływ konstrukcji współczesnych serwisów społecznościowych. Algorytmy rekomendacyjne, nieskończone przewijanie treści (scrollowanie), automatyczne odtwarzanie filmów czy systemy powiadomień zostały zaprojektowane tak, aby maksymalnie wydłużać czas spędzany przed ekranem. Coraz więcej badań wskazuje, że mechanizmy te mogą zwiększać ryzyko uzależnienia cyfrowego, zaburzeń snu, problemów z koncentracją oraz pogorszenia dobrostanu psychicznego dzieci i nastolatków.

Proponowane regulacje będą musiały przejść pełną ścieżkę legislacyjną i uzyskać poparcie Parlamentu Europejskiego oraz państw członkowskich. W najbardziej optymistycznym wariancie nowe przepisy weszłyby w życie w II połowie 2027 roku.

Australia zakaz wprowadziła, ale dzieci nauczyły się go obchodzić

Własne regulacje przygotowują lub wdrażają m.in. Wielka Brytania, Francja. Wzorem jest Australia, która jako pierwsze państwo na świecie wprowadziła zakaz posiadania kont w najpopularniejszych serwisach społecznościowych przez osoby poniżej 16. roku życia. Przepisy weszły w życie 10 grudnia 2025 r. TikTok, Instagram, Facebook, Snapchat czy X zostały zobowiązane do podejmowania „rozsądnych działań” w celu uniemożliwienia nieletnim zakładania i utrzymywania kont. Za systemowe naruszenia grożą im kary sięgające 50 mln dolarów australijskich.

Zakaz nie działa jednak tak, jak zakładano. Badanie australijskiego regulatora eSafety wykazało, że znaczna część dzieci poniżej 16. roku życia nadal korzysta z mediów społecznościowych, mimo obowiązujących ograniczeń. Z kolei badanie opublikowane przez The Guardian wskazuje, że ponad 80 proc. nastolatków deklarowało dalsze korzystanie z platform trzy miesiące po wejściu zakazu w życie.

Dziur w systemie jest kilka. Platformy społecznościowe różnie interpretują obowiązek weryfikacji wieku – część z nich nadal opiera się głównie na deklaracji użytkownika, a wielu nastolatków przyznaje, że nigdy nie zostało poproszonych o potwierdzenie wieku. Młodzi użytkownicy szybko uczą się omijać zabezpieczenia, korzystając z kont rodziców, starszego rodzeństwa, zmieniając datę urodzenia czy wykorzystując usługi VPN.

Dlatego Komisja Europejska równolegle pracuje nad wspólną dla całej Unii aplikacją do potwierdzania wieku, która ma umożliwić egzekwowanie nowych przepisów bez naruszania prywatności użytkowników.

Raport o bezpieczeństwie dzieci online został opublikowany w lipcu br.
Raport o bezpieczeństwie dzieci online został opublikowany w lipcu br.

Raport o wpływie social mediów na rozwój dzieci i alarmujące dane

Zapowiedź Ursuli von der Leyen jest konsekwencją prac specjalnego panelu ekspertów ds. bezpieczeństwa dzieci w internecie powołanego w marcu 2026 r. W opublikowanym w lipcu br. raporcie „Child Safety Online – Protecting and Empowering Minors in a Digital World” pojawia się propozycja tzw. rozwojowego modelu bezpieczeństwa cyfrowego (dostosowane zakazów do wieku i etapu rozwoju dziecka). Dzieci poniżej 13. roku życia są szczególnie podatne na uzależniające mechanizmy stosowane przez platformy społecznościowe. Jednocześnie odpowiedzialność za bezpieczeństwo nie może spoczywać na rodzinach, ale przede wszystkim na dostawcach usług cyfrowych.

Najbardziej niepokojące są dane WHO Europe dotyczące sposobu korzystania z mediów społecznościowych – odsetek nastolatków wykazujących oznaki problematycznego korzystania z social mediów wzrósł z 7 proc. w 2018 r. do 11 proc. w 2022 r. Oznacza to, że coraz więcej młodych osób ma trudności z kontrolowaniem czasu spędzanego na platformach, odczuwa przymus ciągłego sprawdzania telefonu lub doświadcza negatywnych konsekwencji w życiu codziennym.

Opublikowany w 2025 r. przegląd 43 przeglądów systematycznych i metaanaliz wykazał, że większość badań wskazuje na związek intensywnego korzystania z mediów społecznościowych z częstszym występowaniem depresji, lęku i pogorszenia dobrostanu psychicznego u dzieci i nastolatków. Autorzy podkreślają jednak, że wpływ ten zależy od wieku, rodzaju aktywności w sieci oraz indywidualnej podatności młodego człowieka.

Ryzyko choroby Alzheimera można przewidzieć prostym badaniem krwi - udowadnia nowe badanie
Ryzyko choroby Alzheimera można przewidzieć wykonując badanie krwi — wynika z nowego badania. Ale test nie jest gotowy do rutynowego zastosowania, bo na rozwój choroby wpływa wiele czynników

Prosty test krwi oznaczający biomarker p-tau217 pozwala określić ryzyko rozwoju zaburzeń poznawczych w ciągu kolejnych 5–10 lat – wynika z nowego badania opublikowanego w czasopiśmie naukowym JAMA.

newsletter osoz

Choroba Alzheimera rozwija się w ukryciu przez kilkadziesiąt lat

Procesy neurodegeneracyjne prowadzące do rozwoju choroby Alzheimera rozpoczynają się kilkadziesiąt lat przed wystąpieniem pierwszych objawów. W mózgu stopniowo odkładają się złogi białka beta-amyloidu, które prowadzą do powstawania splątków neurofibrylarnych i uszkodzenia neuronów. Zanim pojawią się pierwsze objawy kliniczne, choroba może rozwijać się w ukryciu nawet przez 15–20 lat.

Dotychczasowe metody wczesnej diagnostyki były skomplikowane i polegały na wykonaniu badania PET wykrywającego amyloidy lub na analizie płynu mózgowo-rdzeniowego uzyskiwanego podczas punkcji lędźwiowej. Obydwa sposoby są kosztowne, mało dostępne lub inwazyjne, dlatego ich wykorzystanie w badaniach przesiewowych jest ograniczone.

Od dawna trwają poszukiwania biomarkerów oznaczanych we krwi, które pozwoliłyby na łatwe i szeroko dostępne diagnozowanie choroby. Jednym z nich jest fosforylowane białko tau 217 (p-tau217). Jego stężenie bardzo dobrze odzwierciedla obecność patologii amyloidowej w mózgu. W dotychczasowych badaniach wykazano, że p-tau217 należy obecnie do najdokładniejszych biomarkerów krwi w diagnostyce biologicznej choroby Alzheimera.

Pierwsze badanie prowadzone przez lata i zaskakujące rezulataty

Najnowsze badanie Prognostic Value of Blood-Based P-Tau217 Levels for Progression to Cognitive Impairment, opublikowane w lipcu 2026 r. na łamach JAMA objęło 2684 osoby bez zaburzeń poznawczych z sześciu dużych kohort badawczych prowadzonych w Australii, Ameryce Północnej i Japonii. U wszystkich uczestników na początku oznaczono stężenie p-tau217 we krwi, a następnie przez wiele lat monitorowano ich funkcje poznawcze. Mediana okresu obserwacji wyniosła 5,4 roku, a maksymalny czas śledzenia przekroczył 13 lat.

W tym czasie u 478 uczestników rozwinęły się łagodne zaburzenia poznawcze lub otępienie. Badanie wykazało, że każde zwiększenie stężenia p-tau217 we krwi skorelowane było ze wzrostem ryzyka pogorszenia funkcji poznawczych. W przypadku osób z najwyższymi wartościami biomarkera, bezwzględne ryzyko wystąpienia zaburzeń poznawczych wynosiło około 38 proc. W ciągu pięciu lat wzrosło do około 78 proc. w perspektywie dziesięciu lat. Z kolei osoby z najniższymi stężeniami p-tau217 charakteryzowały się bardzo małym ryzykiem rozwoju choroby.

Bezwzględne ryzyko wystąpienia zaburzeń poznawczych po 5 i 10 latach w zależności od wyjściowego stężenia biomarkera p-tau217 we krwi (JAMA 2026).
Bezwzględne ryzyko wystąpienia zaburzeń poznawczych po 5 i 10 latach w zależności od wyjściowego stężenia biomarkera p-tau217 we krwi (JAMA 2026).

Naukowcy wykazali również, że wyższe stężenie p-tau217 wiązało się z szybszym pogarszaniem wyników testów neuropsychologicznych oceniających pamięć i funkcje poznawcze. Wartość prognostyczna biomarkera utrzymywała się nawet po uwzględnieniu wyników badań PET oraz innych czynników ryzyka. Oznacza to, że badanie krwi może dostarczyć również informacji o prawdopodobnym tempie rozwoju choroby.

Czy teraz każdy będzie mógł wykonać badanie p-tau217 i sprawdzić ryzyko choroby Alzheimera?

Autorzy badania studzą jednak nadzieje: test nie powinien być traktowany jako narzędzie do prognozowania choroby. Choroba Alzheimera zależy od wielu czynników, takich jak wiek, predyspozycje genetyczne, występowanie innych chorób czy styl życia. Sam biomarker nie pozwala z całkowitą pewnością określić, czy i kiedy dana osoba zachoruje. W komentarzu opublikowanym w JAMA eksperci zwracają uwagę, że dokładność testu jest jeszcze niewystarczająca do indywidualnego prognozowania ryzyka.

Jednak test może znaleźć zastosowanie w badaniach klinicznych nowych terapii. Leki modyfikujące przebieg choroby, zwłaszcza przeciwciała skierowane przeciwko amyloidowi, wykazują największą skuteczność we wczesnych stadiach procesu neurodegeneracyjnego. Badanie p-tau217 może ułatwić identyfikację osób znajdujących się w najwyższej grupie ryzyka, co ułatwi kwalifikację do badań nad terapiami zapobiegającymi lub opóźniającymi rozwój objawów. Dzięki temu możliwe będzie prowadzenie krótszych i bardziej efektywnych badań klinicznych.

Nawet wysokie stężenie p-tau217 we krwi nie oznacza od razu, że osoby z grupy ryzyka są skazane na chorobę. Prawdopodobieństwo wystąpienia choroby Alzheimera można obniżyć na wiele sposobów: poprzez dbanie o zdrowie układu sercowo-naczyniowego, regularną aktywność fizyczną, zdrową dietę, odpowiednią ilość snu oraz utrzymywanie aktywności intelektualnej i społecznej. Jeżeli trwające badania nad leczeniem przedobjawowej choroby Alzheimera zakończą się sukcesem, oznaczanie p-tau217 może w przyszłości stać się elementem rutynowej medycyny prewencyjnej – podobnie jak dziś oznacza się cholesterol czy glukozę w celu oceny ryzyka chorób serca i cukrzycy.

Potrzebujemy czasu na rozwój kompetencji cyfrowych, ale nie „po godzinach” - mówi Prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych
Potrzebujemy czasu na rozwój kompetencji cyfrowych, ale nie „po godzinach” – mówi Prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych

– Pielęgniarki i położne mają praktyczną wiedzę o obiegu informacji, dokumentacji, bezpieczeństwie pacjenta i przebiegu pracy przy łóżku chorego. Ale w projektach IT nadal się nas pomija – mówi Mariola Łodzińska, Prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych (NIPiP).

Newsletter OSOZ

Pani Prezes, czy cyfrowe kompetencje pielęgniarek i położnych w Polsce są wystarczająco wykorzystywane?

Niestety nie są wykorzystywane w pełni. Pielęgniarki i położne są jedną z grup zawodowych najczęściej pracujących z rozwiązaniami e-zdrowia. Poziom cyfryzacji ochrony zdrowia w Polsce jest już wysoki – Ministerstwo Zdrowia wdrożyło m.in. EDM, zdarzenia medyczne, e-recepty i e-skierowania jako elementy funkcjonującego systemu e-zdrowia.

Znaczącym błędem jest wykluczanie pielęgniarek i położnych na etapie projektowania i tworzenia tych systemów, a koncentrowanie się wyłącznie na etapie prowadzonych szkoleń przy ich wdrażaniu, bo jest to etap, na który już nie mamy wpływu lub jest on niewielki. Ale podkreślenia wymaga, że brak wykorzystania pielęgniarek i położnych wynika również z faktu, że nie zawsze jest zgoda, aby pielęgniarki lub położne np. w POZ mogły wykorzystać te kompetencje według określonego dla danej grupy katalogu.

Czy potrzebne są formalne role łączące pielęgniarstwo z IT?

To zależy od kierunku oczekiwanych zmian i otwartości na nie, bo w wielu systemach ochrony zdrowia funkcjonują role takie jak Chief Nursing Information Officer albo Nursing Informatics Specialist. Ich zadaniem nie jest „informatyzowanie pielęgniarki”, ale uwzględnianie perspektywy klinicznej w projektowaniu technologii.

Przykładowo, osoba na stanowisku NHS CNIO (The NHS Chief Nursing Information Officer) odpowiada m.in. za strategię cyfrową, wdrożenia, bezpieczeństwo kliniczne systemów i zaangażowanie personelu oraz pacjentów. Nie jestem przekonana, czy podobne role powinny zostać formalnie rozważone także w Polsce, na poziomie szpitali, POZ, opieki długoterminowej, administracji publicznej i projektów centralnych, z uwagi na niewystarczające zasoby kadrowe – zwłaszcza w województwach dolnośląskim, zachodniopomorskim czy pomorskim, gdzie braki pielęgniarek i położnych są dość mocno odczuwalne.

Dlaczego pielęgniarki rzadko uczestniczą w projektowaniu technologii?

To wynika głównie z organizacji systemu, a nie z braku kompetencji. Pielęgniarki i położne mają praktyczną wiedzę o obiegu informacji, dokumentacji, bezpieczeństwie pacjenta i realnym przebiegu pracy przy łóżku chorego. Problem polega na tym, że w projektach IT nadal zbyt często zaprasza się je dopiero na etapie szkolenia użytkowników, a nie na etapie definiowania potrzeb, testowania użyteczności i oceny ryzyka klinicznego.

Tymczasem Centrum e-Zdrowia samo wskazuje, że badania cyfryzacji mają obejmować m.in. gotowość do EDM, AI, telemedycynę, cyberbezpieczeństwo oraz oczekiwania podmiotów leczniczych wobec nowych rozwiązań. Bez głosu personelu, który realizuje świadczenia i jest najbliżej pacjenta, te dane i wdrożenia są niepełne i mogą zostać pominięte na etapie tworzenia.

Jakie kompetencje cyfrowe powinny być standardem w kształceniu?

Przede wszystkim bezpieczne prowadzenie EDM, rozumienie przepływu danych medycznych, podstawy interoperacyjności, cyberbezpieczeństwo, ochrona danych, praca z systemami teleopieki, krytyczna ocena narzędzi AI, umiejętność rozpoznawania błędów algorytmicznych, podstawy analizy danych klinicznych oraz udział w projektowaniu procesów cyfrowych.

Nowe standardy kształcenia zostały zmienione rozporządzeniem z 10 października 2024 r., które określa przygotowanie do wykonywania zawodu lekarza, lekarza dentysty, farmaceuty, pielęgniarki, położnej, diagnosty laboratoryjnego, fizjoterapeuty i ratownika medycznego. To był dobry moment, by kompetencje cyfrowe traktować nie jako dodatek, ale jako element jakości i bezpieczeństwa opieki.

Co musiałoby się zmienić systemowo, aby pielęgniarki były liderkami cyfryzacji?

Potrzebne są zmiany uwzględniające pielęgniarki i położne w dostępie do środków UE, które mogłyby zostać wykorzystane do wyrównywania szans cyfrowych oraz doposażenia i rozwoju infrastruktury komputerowej. Ponadto powinien być obowiązkowy udział przedstawicieli pielęgniarstwa i położnictwa w projektach centralnych, przetargach, pilotażach i komitetach sterujących jako głos ekspertów-praktyków.

Niezwykle ważne jest, aby był czas na rozwój kompetencji, nie tylko na szkolenia „po godzinach”, ale na realne role eksperckie w organizacji. Polska osiąga wysokie wyniki w europejskich porównaniach e-zdrowia. Według Centrum e-Zdrowia, osiągnęliśmy 92 proc. dojrzałości systemu wobec średniej UE wynoszącej 83 proc. Kolejny etap powinien więc dotyczyć nie tylko technologii, ale także ludzi, którzy z niej korzystają.

Czy brak pielęgniarek przy projektowaniu IT i AI jest jedną z barier transformacji?

Tak, jest to jedna z istotnych barier. System może być technicznie poprawny, ale klinicznie niewygodny, jeśli nie uwzględnia realnej pracy pielęgniarek i położnych. To prowadzi do dublowania dokumentacji, obchodzenia systemu, wydłużania czasu pracy administracyjnej i spadku zaufania do technologii.

Znamy takie podmioty, które pomimo wprowadzenia EDM nadal wykorzystują dokumentację papierową, co – w mojej ocenie – jest nieefektywne i obciąża administracyjnie pielęgniarki i położne, które tak naprawdę powinny więcej czasu spędzać z pacjentem, a dokumentacja powinna być intuicyjna.

WHO podkreśla, że zdrowie cyfrowe wymaga spójnego połączenia zasobów technologicznych, organizacyjnych, ludzkich i finansowych. Bez personelu najbliżej pacjenta transformacja cyfrowa pozostaje projektem technologicznym, a nie zmianą poprawiającą opiekę.

Jakie są postulaty NIPiP dotyczące nowych ról cyfrowych?

Od kilku lat zabiegamy, aby dla pielęgniarek i położnych, zwłaszcza tych, które samodzielnie kontraktują świadczenia z NFZ, pozyskać środki na cyfryzację, digitalizację, bezpieczeństwo cyfrowe i szkolenia w tym zakresie. Stworzenie EDM z udziałem i we współpracy z pielęgniarkami i położnymi, wprowadzenie AI jako wsparcia administracyjnego, które wyzwoli nas z nadmiernej biurokracji, finansowanie szkoleń z kompetencji cyfrowych będą miały wpływ na nowe systemy oraz na bezpieczeństwo pacjenta, a jednocześnie na zmniejszenie obciążenia personelu.

Jesteśmy otwarci na nowe technologie. Ale oczekujemy też wsparcia, przede wszystkim finansowego.

Musimy rozwijać AI z ostrożnym optymizmem - twierdzi Demis Hassabis, współzałożyciel i prezes Google DeepMind
Musimy rozwijać AI z ostrożnym optymizmem – twierdzi Demis Hassabis, współzałożyciel i prezes Google DeepMind

Ogólna sztuczna inteligencja (AGI) może powstać już w ciągu najbliższych kilku lat i będzie największym przełomem technologicznym w historii cywilizacji, większym niż internet czy smartfony – twierdzi Demis Hassabis, współzałożyciel i prezes Google DeepMind oraz laureat Nagrody Nobla. W manifeście opublikowanym 14 lipca proponuje stworzenie nowego systemu nadzoru nad najbardziej zaawansowanymi modelami AI.

„Stoimy u progu nowej ludzkości”

Demis Hassabis, jeden z największych na świecie ekspertów w dziedzinie AI, jest przekonany, że świat znajduje się w przełomowym momencie. Wkroczyliśmy w „epokę osobliwości” (singularity), czyli okres, w którym sztuczna inteligencja zaczyna osiągać zdolności poznawcze porównywalne z ludzkimi.

– Od AGI (red. Artificial General Intelligence) dzieli nas już tylko kilka lat – twierdzi szef Google DeepMind. AGI nie powinno się porównywać do wcześniejszych przełomów technologicznych, takich jak internet czy telefonia komórkowa, ale raczej do odkrycia elektryczności lub opanowania ognia setki tysięcy lat temu. To innowacja o ogromnej mocy.

Wpływ sztucznej inteligencji na świat może być nawet dziesięciokrotnie większy niż ten wywołany przez rewolucję przemysłową. Do tego rewolucja AGI będzie rozwijała się dziesięć razy szybciej niż przemysłowa. Powstanie superinteligencji oznaczałoby przyspieszenie badań naukowych, prac nad nowymi lekami i materiałami oraz nowymi źródłami czystej energii. W dłuższej perspektywie AI mogłaby doprowadzić do powstania świata, w którym zasoby przestaną być głównym ograniczeniem rozwoju gospodarczego.

Demis Hassabis odebrał w 2024 roku nagrodę Nobla z Fizyki za AlphaFold - system AI służący do przewidywania trójwymiarowej struktury białek na podstawie ich sekwencji aminokwasowej (zdjęcie: portret Nagrody Nobla)
Demis Hassabis otrzymał w 2024 roku nagrodę Nobla z Fizyki za AlphaFold – system AI służący do przewidywania trójwymiarowej struktury białek na podstawie ich sekwencji aminokwasowej (zdjęcie: portret Nagrody Nobla)

AI rozwija się szybciej niż nasze zrozumienie

Zdaniem Hassabisa, rozwój najbardziej zaawansowanych modeli AI przebiega obecnie szybciej, niż rośnie wiedza o ich możliwościach i zagrożeniach. Już dziś – jak zauważa – modele graniczne (frontier models, najbardziej zaawansowane modele AI ogólnego przeznaczenia) stwarzają nowe wyzwania dla cyberbezpieczeństwa. W przyszłości mogą pojawić się również zagrożenia związane z bezpieczeństwem biologicznym, bronią jądrową czy coraz bardziej autonomicznymi systemami AI zdolnymi do samodoskonalenia.

Dodatkowym problemem jest globalny wyścig technologiczny między największymi firmami a państwami. Presja konkurencyjna napędza innowacje, ale jednocześnie ogranicza czas potrzebny na rzetelne testowanie bezpieczeństwa nowych modeli.

Wpis na portalu LinkedIn na temat AGI i manifestu stworzenia nowych standardów bezpieczeństwa dla sztucznej inteligencji
Wpis na portalu LinkedIn na temat AGI i manifestu stworzenia nowych standardów bezpieczeństwa dla sztucznej inteligencji

Apel szefa Google’a pojawia się kilka dni po publikacji głośnego raportu panelu naukowców przy ONZ. Wynika z niego, że AI rozwija się obecnie szybciej niż możliwości jej kontrolowania, a moc sztucznej inteligencji skupiona jest w rękach kilku firm technologicznych

Dlatego Hannabis proponuje utworzenie w USA nowej instytucji odpowiedzialnej za ocenę najbardziej zaawansowanych modeli AI o nazwie Frontier AI Standards Body – organizacji działającej podobnie do regulatorów rynku finansowego, łączącej administrację publiczną, środowisko naukowe oraz sektor prywatny.

Nowa instytucja miałaby:

Firmy rozwijające najbardziej zaawansowane modele początkowo dobrowolnie przekazywałyby je do oceny nawet 30 dni przed premierą. W kolejnych etapach pozytywne przejście testów mogłoby stać się obowiązkowym warunkiem wprowadzenia modelu na rynek amerykański.

Testy cyberbezpieczeństwa, biologii i autonomii AI

Ocena modeli miałaby być znacznie poszerzona ponad klasyczne benchmarki wydajności i objąć m.in.:

Wśród proponowanych standardów pojawiają się także cyfrowe znakowanie (watermarking) obrazów generowanych przez AI oraz rozwiązania zwiększające przejrzystość procesu wnioskowania modeli. Benchmarki miałyby być aktualizowane nawet co kwartał, aby nadążały za tempem rozwoju technologii.

Choć propozycja dotyczy USA, Hassabis wyraźnie podkreśla, że powinna stać się punktem wyjścia do budowy globalnego systemu zarządzania bezpieczeństwem AI. Jego zdaniem, technologia o mocy AGI nie może być regulowana wyłącznie na poziomie poszczególnych państw. Potrzebne są wspólne standardy międzynarodowe dotyczące oceny ryzyka oraz bezpieczeństwa, niezależnie od tego, czy są rozwijane przez firmy amerykańskie, europejskie czy azjatyckie.

Mniejsze modele, rozwijane przez startupy lub uczelnie, byłyby z tego systemu wyłączone, aby nie hamować innowacji.

„Przyszłość nie jest jeszcze napisana”

W końcowej części manifestu Hassabis zwraca uwagę, że nawet jeśli uda się rozwiązać techniczne problemy związane z bezpieczeństwem AGI, świat stanie przed znacznie trudniejszymi pytaniami dotyczącymi gospodarki, rynku pracy oraz roli człowieka.

Rozwój AGI może wymusić powstanie nowych modeli ekonomicznych. Świat będzie musiał przemyśleć na nowo, czym jest praca, dobrobyt i sens życia w świecie, w którym sztuczna inteligencja przejmie znaczną część aktywności intelektualnej. Dlatego – jak podkreśla – decyzje dotyczące przyszłości AI nie mogą należeć wyłącznie do firm technologicznych czy inżynierów. W dyskusję powinny zostać włączone rządy, naukowcy, przedsiębiorcy oraz całe społeczeństwo.

„Przyszłość nie jest jeszcze napisana” – podkreśla Hassabis na zakończenie swojego manifestu. Jego zdaniem świat ma jeszcze „cenne okno czasowe” przed nadejściem AGI, aby wspólnie wypracować zasady jej bezpiecznego rozwoju. Jeśli uda się zbudować globalne ramy współpracy, wykorzystać najbardziej rygorystyczne metody naukowe i skoordynować działania państw, nauki oraz przemysłu, AGI może zapoczątkować „nową złotą erę odkryć naukowych i postępu”.

Od podmiotów leczniczych wymagana jest podwyższona staranność, nie tylko w procesie bieżącej ochrony danych pacjentów, ale także w procesie przewidywania możliwych scenariuszy naruszenia dostępu do danych - twierdzi Rzecznik Prawa Pacjenta
Od podmiotów leczniczych wymagana jest podwyższona staranność, nie tylko w procesie bieżącej ochrony danych pacjentów, ale także w procesie przewidywania możliwych scenariuszy naruszenia dostępu do danych – twierdzi Rzecznik Prawa Pacjenta

Brak odpowiednich zabezpieczeń systemów teleinformatycznych może stanowić naruszenie zbiorowych praw pacjentów – uważa Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta. Placówki medyczne powinny przewidywać możliwe scenariusze naruszenia dostępu do danych. 

Sprawa dotyczy jednego z zakładów opieki zdrowotnej, w którym osoby nieuprawnione uzyskały dostęp do danych pacjentów. Wyciek objął m.in. numery PESEL, imiona i nazwiska, adresy, informacje o hospitalizacji, rozpoznaniach, zgonach oraz dane lekarzy. Do incydentu doszło wskutek utworzenia reguły automatycznego przekierowywania wiadomości e-mail na nieuprawniony adres.

W toku postępowania Rzecznik Praw Pacjenta stwierdził szereg nieprawidłowości w zakresie bezpieczeństwa teleinformatycznego placówki. Wśród nich znalazły się: brak centralnego zarządzania pocztą elektroniczną i możliwość samodzielnego tworzenia reguł przekierowania wiadomości przez użytkowników, niekontrolowany zdalny dostęp do sieci wewnętrznej z prywatnych urządzeń oraz brak skutecznej kontroli stosowania szyfrowania korespondencji elektronicznej.

– Podmioty lecznicze zobowiązane są do stosowania właściwych zasad ochrony dostępu do danych pacjentów i dokumentacji medycznej, w szczególności mechanizmów zabezpieczających elementy systemów teleinformatycznych – podkreśla Rzecznik Praw Pacjenta.

RPP przypomina, że dokumentacja medyczna zawiera szczególne kategorie danych osobowych w rozumieniu RODO, dlatego podmioty lecznicze mają obowiązek stosowania podwyższonego poziomu ochrony – zarówno organizacyjnej, jak i technicznej. Wynika to również z ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, która nakłada na placówki obowiązek odpowiedniego prowadzenia, przechowywania i zabezpieczania dokumentacji medycznej.

W decyzji Rzecznik wskazał także działania, które powinny stanowić standard w placówkach medycznych. Należą do nich m.in.

Jak podkreśla Bartłomiej Chmielowiec, od podmiotów leczniczych wymagane jest również przewidywanie potencjalnych scenariuszy naruszeń i wdrażanie odpowiednich środków zapobiegawczych.

Rzecznik zaznacza, że uznanie praktyki za naruszającą zbiorowe prawa pacjentów nie było konsekwencją samego cyberataku. Decydujące znaczenie miały stwierdzone zaniedbania w zakresie zabezpieczenia systemów teleinformatycznych i dostępu do służbowych skrzynek pocztowych.

RPP nakazał placówce usunięcie stwierdzonych nieprawidłowości. Obecnie oczekuje na stanowisko podmiotu leczniczego oraz informacje o wdrożeniu wymaganych działań naprawczych.

W Wielkiej Brytanii istnieją już specjalizacje IT w pielęgniarstwie

Zmęczone pracą administracyjną, absurdami systemowymi i niekompletnymi danymi o pacjencie, pielęgniarki chętnie korzystają z technologii cyfrowych. To one obsługują systemy teleopieki, jako pierwsze reagują na alerty z urządzeń medycznych i wprowadzają dane do EDM. Mogłyby przyspieszyć transformację cyfrową placówek zdrowia, ale ich kompetencje są ignorowane.

Newsletter OSOZ

Znają procesy opieki od podszewki i wiedzą, jak je naprawić

Pielęgniarki są głównymi użytkownikami elektronicznej dokumentacji medycznej, często spędzając z EDM więcej czasu niż sami lekarze. Rejestrują wywiady z pacjentami, tworzą plany opieki, ordynują leki, aktualizują dane o stanie zdrowia pacjentów w szpitalu. Kiedy wdrażany jest nowy system IT, dokładnie wiedzą, jak powinien działać, bo od podszewki znają obecne zakłócenia w procesach opieki. Na rejestrację danych oraz odczytywanie informacji z kartotek pacjentów poświęcają dziennie nawet 30–50% czasu.

Kiedyś pełniły rolę pomocniczą, a dzisiaj ich kompetencje obejmują wspieranie decyzji klinicznych. Jako pierwsze reagują na alarmy z urządzeń medycznych, często monitorują stan zdrowia pacjentów za pomocą systemów teleopieki, tłumaczą pacjentom, jak korzystać z aplikacji do kontroli poziomu cukru we krwi, obsługują pulpity nawigacyjne kontrolujące parametry zdrowia chorych w czasie rzeczywistym i coraz częściej mają do czynienia z systemami AI pomagającymi w organizacji pracy.

Na co dzień pracują z danymi, co pozwala im zaopiekować się pacjentami, zorganizować pracę na oddziale, koordynować pobyt chorego w szpitalu, w tym podawanie leków, prowadzenie badań i opiekę przy łóżku. W ambulatoryjnej opiece, pielęgniarki często wystawiają recepty, wykonują pierwsze badania i wywiady z pacjentem oraz rejestrują dane, które potem wykorzystuje lekarz. Pracują na bazach danych, aby informować o wynikach spływających z laboratorium, nadzorują opiekę nad osobami przewlekle chorymi, przykładowo jako koordynatorzy w opiece koordynowanej w POZ.

Sposób przepływu danych i dostępne technologie wprost wpływają na to, czy więcej czasu spędzają przy łóżku chorego, czy na pracy administracyjnej; czy ścieżka pacjenta jest pod pełną kontrolą i dobrze zorganizowana, czy chaotyczna, wymagająca ciągłego szukania informacji w różnych miejscach, co odbija się na dalszych etapach opieki realizowanych w gabinecie lekarskim.

Już pełnią role IT nawet jeśli nie jest to w ich zakresie obowiązków

Od 1 stycznia 2016 roku pielęgniarki i położne w Polsce mogą samodzielnie wypisywać recepty oraz kontynuować zlecenia lekarskie. Takie uprawnienia wprowadzono już w 13 krajach w Europie. Dzisiaj są to e-recepty wystawiane z tych samych systemów elektronicznej dokumentacji medycznej, z których korzystają lekarze.

Stopniowe zwiększanie kompetencji pielęgniarek jest logiczną konsekwencją braków personelu medycznego oraz starzejącego się społeczeństwa. Pielęgniarki realizują już czynności wcześniej zarezerwowane dla lekarza. W wielu krajach wykonują badania ultrasonograficzne (w Polsce pod warunkiem ukończenia odpowiedniego kursu), obsługują urządzenia do zdalnego monitorowania funkcji życiowych oraz korzystają z narzędzi wspomagających podejmowanie decyzji klinicznych w opiece nad pacjentami przewlekle chorymi.

Koordynują pracę zespołów opieki, korzystają z aplikacji mobilnych, obsługują pompy infuzyjne i systemy ostrzegawcze, a coraz częściej – roboty pomagające w prostych czynnościach, takich jak transport próbek badań do laboratorium.

Ale i w tym zawodzie istnieje szklany sufit zakorzeniony w tradycyjnym podziale ról między lekarzami a pielęgniarkami. Sufit, który jest wyjątkowo szkodliwy, bo zniechęca młode pokolenie do zawodu, który mógłby być jednym z najnowocześniejszych w opiece zdrowotnej. Ale do tego potrzebne są nowe role tworzone w odpowiedzi na nowe potrzeby, które niesie za sobą rewolucja cyfrowa.

Specjaliści ds. IT w pielęgniarstwie wiedzą, gdzie procesy się zacinają i jak je naprawić

Niektóre kraje już to zauważyły. W Wielkiej Brytanii szpitale i regionalne systemy zdrowia wprowadziły stanowiska głównych specjalistów ds. informatyki pielęgniarskiej na szczeblu kierowniczym. To połączenie roli medycznej z IT. Zadaniem osób na tym stanowisku jest dostosowywanie działania systemów cyfrowych do procesów klinicznych i zagwarantowanie, że są one prawidłowo wykorzystywane i wspierają, a nie zaburzają, procesy opieki.

W Stanach Zjednoczonych informatyka pielęgniarska jest uznaną specjalnością z określonymi rolami, takimi jak pielęgniarka – informatyk, specjalista ds. informatyki klinicznej i analityk danych. Osoby na tych stanowiskach wdrażają elektroniczną dokumentację medyczną, współprojektują narzędzia wspomagające podejmowanie decyzji i analizują wyniki leczenia pacjentów. Podobnie kompetencje pielęgniarek wykorzystuje się w Holandii i krajach skandynawskich, gdzie pielęgniarki są traktowane jako „superużytkownicy” technologii cyfrowych i liderzy digitalizacji.

Role IT w pielęgniarstwie wykraczają poza wdrażanie systemów informatycznych. Niektóre pielęgniarki realizują się w rolach inżynierskich, czuwając nad jakością danych oraz zajmując się analityką medyczną, wykorzystując dane kliniczne do poprawy wyników. A są to zadania, które będą kluczowe w ochronie zdrowia przyszłości opartej na sztucznej inteligencji. Nic dziwnego, że coraz więcej startupów opracowujących nowe rozwiązania IT dla placówek zdrowia chętnie wciąga do swoich zespołów pielęgniarki w charakterze konsultantów m.in. odpowiedzialnych za doświadczenia użytkownika/pacjenta.

Bez pielęgniarek nie będzie rewolucji cyfrowej

Organizacje międzynarodowe wzywają do większego zaangażowania pielęgniarek w cyfrową opiekę zdrowotną. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca włączenie kompetencji cyfrowych do kształcenia pielęgniarek. Międzynarodowa Rada Pielęgniarek zachęca do inwestowania we wzmacnianie kierowniczych ról w pielęgniarstwie, aby przyspieszyć transformację cyfrową.

Europejska Organizacja Pielęgniarek Specjalistycznych (ESNO) idzie jeszcze dalej, argumentując, że cyfrowe rozwiązania w służbie zdrowia przyniosą korzyści tylko wtedy, gdy będą opracowywane we współpracy z pielęgniarkami. W opublikowanym stanowisku podkreśla, że „pielęgniarki muszą pełnić rolę projektantek, integratorek i innowatorek, a nie tylko użytkowniczek końcowych”.

ESNO podkreśla problem strukturalny, który dotyka systemów zdrowia i szpitali: wiele rozwiązań cyfrowych kończy się niepowodzeniem, ponieważ powstają one w oderwaniu od rzeczywistości klinicznej i nie są dostosowane do procesów, ról w medycynie i potrzeb pacjentów.

Do tego dochodzi nowa technologia, jaką jest AI. Zbyt często debata na temat sztucznej inteligencji koncentruje się głównie na lekarzach, mimo że pielęgniarki borykają się z takimi samymi wyzwaniami związanymi z elektroniczną dokumentacją medyczną i fragmentarycznymi danymi. Tymczasem asystenci AI mogą skrócić czas poświęcany na dokumentację, a systemy predykcyjne – wspierać wcześniejsze wykrywanie pogorszenia stanu pacjenta, znacznie ułatwiając pracę pielęgniarki. Z drugiej strony, wdrażanie rozwiązań AI – jak przykładowo Platformy Usług Inteligentnych w Polsce – wiąże się z nowymi obowiązkami. Pielęgniarki muszą umieć weryfikować błędy algorytmów; wiedzieć, jak działają. Tylko wtedy sztuczna inteligencja będzie dla nich wsparciem, a nie obciążeniem w postaci dodatkowych alertów i danych. EU AI Act wymaga dokumentowania błędów systemów opartych na AI i można się domyślać, że część z tych nowych obowiązków spadnie na pielęgniarki.

AI zmienia również oczekiwania pacjentów, którzy coraz częściej przychodzą z informacjami generowanymi przez czatboty, a pielęgniarki muszą je zinterpretować, zweryfikować, ocenić ich jakość i odpowiednio na nie zareagować. A to wpływa na sposób komunikacji z chorymi.

Stawką jest przyszłość zawodu pielęgniarki

To pielęgniarki jako pierwsze widzą, czy nowa technologia wspiera opiekę, czy ją tylko zaburza. Bliskość pracy z pacjentem daje im wgląd w procesy, jakiego nie ma żadna inna grupa zawodowa, i stawia je w pozycji ekspertów od IT i AI. Od ich znajomości technologii zależy powodzenie procesów cyfryzacji w placówce zdrowia – cyfrowe rozwiązania w służbie zdrowia odnoszą sukces tylko wtedy, gdy osoby będące najbliżej pacjenta decydują, jak technologia jest tworzona, wdrażana i wykorzystywana.

Pielęgniarki są optymistycznie nastawione do AI. Jedno z badań sugeruje, że 61% pielęgniarek uważa, że AI poprawi jakość opieki w ciągu najbliższych 5–10 lat, w porównaniu z 55% lekarzy. Dlatego w Polsce konieczne jest stworzenie nowych ról pielęgniarskich w zakresie informatyki i AI. Jeśli w szpitalu albo dużej przychodni są pielęgniarki zainteresowane cyfryzacją, powinny mieć możliwość realizowania się w roli np. naczelnych pielęgniarek ds. cyfryzacji. Nowe kompetencje powinny być sformalizowane, aby zawód pielęgniarki był postrzegany jako innowacyjny i nowoczesny, odchodząc od zakorzenionych w społeczeństwie szablonowych wyobrażeń.

1 2 3 149