– Nie ma mojej zgody na luki w systemie, które umożliwiają ingerowanie w kolejność przyjmowania pacjentów. Wszyscy pacjenci są równie ważni – powiedziała Minister Zdrowia
– Nie ma mojej zgody na luki w systemie, które umożliwiają ingerowanie w kolejność przyjmowania pacjentów. Wszyscy pacjenci są równie ważni – powiedziała Minister Zdrowia

Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało uruchomienie jeszcze w tym roku Centralnej e-Kolejki na planowane zabiegi i operacje w szpitalu. Celem zmian jest ograniczenie nadużyć związanych z prowadzeniem list oczekujących. Już w 2027 roku – a nie w 2029 roku, jak planowano – działająca już Centralna e-Rejestracja obejmie wszystkie 39 świadczeń AOS.

Newsletter OSOZ

Przyspieszona cyfryzacja kolejek po aferze w szpitalu

– Nikt nie powinien otrzymywać pomocy poza kolejnością – powiedziała Minister Zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda na konferencji prasowej poświęconej nowemu pakietowi zmian w ochronie zdrowia. Cały system będzie bazować na obowiązującej od 1 lipca Centralnej e-Rejestracji. Na razie obejmuje ona pierwszorazową wizytę u kardiologa i świadczenia profilaktyczne w programach raka piersi i raka szyjki macicy. Od 1 sierpnia do systemu zostaną włączone kolejne specjalizacje, m.in. chirurgia naczyniowa, endokrynologia, nefrologia, choroby zakaźne oraz leczenie gruźlicy i chorób płuc.

Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało, że CeR obejmie wszystkie poradnie specjalistyczne, czyli 39 zakresów świadczeń, już do 2027 roku. Pierwotny plan zakładał stopniowe wdrożenie systemu do 2029 roku. To pokłosie afery w Szpitalu Południowym w Warszawie i tzw. saloników VIP – według doniesień, dla znanych polityków oraz osób zamożnych stworzono „szybką ścieżkę” przyjęć i specjalne warunki leczenia. W ten sposób nie musieli czekać na przyjęcie na SOR w tych samych kolejkach co inni pacjenci.

Jedna kolejka na planowane zabiegi w szpitalu. Pacjent zobaczy czas oczekiwania

Nowością jest Centralna e-Kolejka, która obejmie planowe hospitalizacje i zabiegi operacyjne. System ma powstać jeszcze do końca 2026 r. zastępując lokalnie prowadzone listy oczekujących. Powstanie jeden, przejrzysty system zarządzania kolejkami do leczenia szpitalnego.

Podobnie jak w przypadku Centralnej e-Rejestracji, pacjent będzie mógł wyszukać szpital na Indywidualnym Koncie Zdrowotnym albo w aplikacji mojeIKP, podając indywidualne kryteria, np. miejscowość. Alternatywnie będzie można umówić się tak jak dotychczas – osobiście w szpitalu albo przez telefon. Gdy nie ma wolnych terminów w najbliższych miesiącach, pacjent trafia na centralną listę oczekujących, a system automatycznie zaproponuje termin, np. gdy szpital udostępni nowe terminy albo gdy inny pacjent zrezygnuje. Pacjent będzie mógł sprawdzić online czas oczekiwania. Ma to ograniczyć sytuacje przyjmowania do szpitala poza kolejnością albo nieuzasadnionego przesuwania pacjentów na listach oczekujących, a w efekcie – zwiększyć transparentność procesu kwalifikacji do planowych zabiegów.

Dokładnie tak samo działa Centralna e-Rejestracja w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. Sam mechanizm już działa i dobrze się sprawdza. Uruchomienie e-Kolejki będzie jednak wymagało od szpitali synchronizacji swoich kalendarzy wizyt z systemem centralnym. Zanim się to stanie, dostawcy oprogramowania muszą jeszcze zintegrować systemy szpitalne z centralną platformą. Z doświadczenia placówek, które już wdrożyły Centralną e-Rejestrację, wynika, że proces integracji elektronicznych kalendarzy może trwać kilka tygodni, a nawet miesięcy w przypadku większych podmiotów.

Zapowiedź Centralnej e-Kolejki jest częścią szerszego pakietu reform przedstawionego przez minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę. Resort zdrowia zapowiedział też m.in. zwiększenie przejrzystości wynagrodzeń personelu medycznego, ograniczenie nieprzejrzystych form zatrudnienia oraz wzmocnienie kontroli nad przestrzeganiem zasady równego dostępu do świadczeń.

Ministerstwo zapowiada również kary sięgające nawet 1 mln zł dla podmiotów leczniczych, które dopuszczą do uprzywilejowanego traktowania pacjentów lub ingerowania w kolejność udzielania świadczeń. Wszystkie te działania mają wspólny cel: zwiększyć transparentność systemu, odbudować zaufanie pacjentów i zapewnić równy dostęp do leczenia.

Korzystanie z usługi DOM zapewnia lekarzowi dostęp do bieżących danych z urządzeń i aplikacji pacjenta (grafika: CeZ)
Korzystanie z usługi DOM zapewnia lekarzowi dostęp do bieżących danych z urządzeń i aplikacji pacjenta (grafika: CeZ)

W III kwartale 2026 r. zostanie uruchomiona Domowa Opieka Medyczna (DOM) – system zdalnego monitorowania zdrowia pacjentów chorych przewlekle. Centrum e-Zdrowia (CeZ) zaprasza lekarzy POZ i AOS na bezpłatne szkolenia online wyjaśniające obsługę systemu.

Newsletter OSOZ

Chorzy przewlekle będą pod kontrolą lekarza nawet w domu

DOM to nowa usługa e-zdrowia pozwalająca lekarzom zdalnie monitorować stan zdrowia pacjentów przewlekle chorych oraz objętych programem profilaktyki. Jak działa? Za pomocą Internetowego Konta Pacjenta lub aplikacji mojeIKP pacjenci rejestrują wyniki pomiarów wykonywanych w domu. Jeśli uczestnik DOM podłączy swoje urządzenie noszone, np. smartwatcha albo e-ciśnieniomierz, dane będą spływać automatycznie. Historię wyników, trendy w czasie oraz alerty informujące o odchyleniach od normy lekarz zobaczy w swoim systemie gabinetowym lub na gabinet.gov.pl.

Jak podkreśla Centrum e-Zdrowia, celem DOM jest zdalny monitoring zdrowia bez zwiększania obciążeń organizacyjnych placówek medycznych. Do systemu mogą trafiać informacje z ciśnieniomierzy, glukometrów, inteligentnych wag, smartwatchy i opasek monitorujących aktywność, a także pomiary uzupełniane ręcznie przez pacjenta. Na IKP lub w aplikacji mojeIKP pacjent będzie miał wgląd w najważniejsze trendy.

System ma uszczelnić opiekę nad pacjentami chorymi przewlekle pomiędzy wizytami kontrolnymi. Zamiast sporadycznych pomiarów, lekarz zobaczy długookresowe trendy wyników, zyskując lepszy wgląd w rozwój choroby i stan zdrowia. Zdaniem Centrum e-Zdrowia, to przełoży się na trafniejsze decyzje kliniczne oraz skuteczniejsze prowadzenie pacjentów z chorobami przewlekłymi.

Na początek DOM obejmie osoby z cukrzycą, chorobami kardiologicznymi oraz o podwyższonym ryzyku rozwoju chorób przewlekłych. Do systemu będą mieli dostęp lekarze prowadzący pacjentów objętych ambulatoryjną opieką specjalistyczną oraz opieką koordynowaną realizowaną w ramach podstawowej opieki zdrowotnej.

O tym, jak dokładnie działa DOM, pisaliśmy tutaj.

Ruszyły szkolenia dla personelu medycznego, powstał film instruktażowy

Akademia Centrum e-Zdrowia rozpoczęła cykl szkoleń przygotowujących lekarzy do korzystania z nowego rozwiązania. Podczas 1-godzinnych spotkań eksperci Centrum e-Zdrowia prezentują funkcjonalność systemu oraz praktyczne scenariusze jego wykorzystania.

Szkolenie obejmuje trzy moduły:

Webinary dla lekarzy POZ odbędą się 15 oraz 29 lipca, natomiast dla przedstawicieli AOS-ów – 16 i 30 lipca. Rejestracja odbywa się za pośrednictwem formularza Akademii CeZ. Udział w szkoleniu jest bezpłatny. Centrum e-Zdrowia udostępniło też film instruktażowy pokazujący obsługę DOM.

Rutynowe zdjęcia siatkówki - rutynowo wykonywane w ramach okresowych badań okulistycznych - mogą pomóc w wykryciu czynników ryzyka związanych z chorobą Alzheimera
Rutynowe zdjęcia siatkówki – rutynowo wykonywane w ramach okresowych badań okulistycznych – mogą pomóc w wykryciu czynników ryzyka związanych z chorobą Alzheimera

Ryzyko rozwoju choroby Alzheimera można wykryć na wiele lat przed pojawieniem się pierwszych objawów. Wystarczy rutynowe badanie oczu.

Newsletter OSOZ

Siatkówka oka mówi więcej o niezdrowych nawykach niż pacjent

Naukowcy z Uniwersytetu Florydy opracowali model sztucznej inteligencji, który na podstawie obrazu dna oka potrafi wykryć czynniki ryzyka związane z rozwojem choroby Alzheimera. Zdaniem badaczy metoda może pomóc w badaniach przesiewowych, identyfikując osoby wymagające profilaktyki i uważnej obserwacji pod kątem ryzyka choroby Alzheimera.

Model AI analizuje rutynowo wykonywane zdjęcia siatkówki i identyfikuje zmiany wywołane m.in. podwyższonym ciśnieniem tętniczym, paleniem papierosów, spożywaniem alkoholu, bezsennością oraz innymi czynnikami zwiększającymi ryzyko rozwoju choroby Alzheimera. To potencjalnie tani, nieinwazyjny i bardziej wiarygodny sposób oceny ryzyka niż informacje zbierane wyłącznie podczas wywiadu z pacjentem.

Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia, w 2024 r. chorobę Alzheimera i choroby pokrewne zdiagnozowano u 382,6 tys. osób. Rzeczywista liczba chorych jest znacznie wyższa. Szacuje się, że z demencją żyje już około 600 tys. Polaków, z czego blisko 400 tys. cierpi na chorobę Alzheimera. Wielu pacjentów pozostaje niezdiagnozowanych, ponieważ pierwsze objawy rozwijają się powoli i często są mylone z naturalnymi oznakami starzenia.

Alzheimer rozwija się przez dekady, wcześne wykrycie pozwala spowolnić rozwój choroby

– Wiemy, że choroba Alzheimera rozwija się przez dziesiątki lat, ale większość narzędzi diagnostycznych koncentruje się na zmianach w późnym stadium, kiedy na skuteczną interwencję jest już za późno – mówi kierująca badaniem, dr Ruogu Fang z Uniwersytetu Florydy.

Wykorzystanie nowych biomarkerów, takich jak obraz siatkówki, pozwala na identyfikację osób z grupy ryzyka i skierowanie ich na pogłębioną diagnostykę, a następnie wdrożenie działań profilaktycznych, zanim dojdzie do nieodwracalnych zmian w mózgu.

Obecnie nie ma skutecznego sposobu, który mógłby zapobiec chorobie Alzheimera. Ale coraz więcej badań wskazuje, że wczesne ograniczanie czynników ryzyka – takich jak nadciśnienie, palenie, otyłość czy brak aktywności fizycznej – może opóźnić wystąpienie objawów lub zmniejszyć ryzyko rozwoju demencji. Szacuje się, że choroba Alzheimera zaczyna się rozwijać nawet 15–20 lat przed pojawieniem się pierwszych objawów.

Badania u okulisty jest tańsze i łatwiej dostępne niż rezonans

W badaniu wykorzystano zdjęcia siatkówki ponad 40 tys. pacjentów pochodzących z brytyjskiej bazy danych. Wykorzystując algorytmy uczenia maszynowego, naukowcy zidentyfikowali obszary oka – przede wszystkim naczynia tętnicze oraz nerw wzrokowy – które korelują z najważniejszymi czynnikami ryzyka rozwoju choroby Alzheimera.

Model AI z dużą trafnością przewidywał zarówno cechy biologiczne, takie jak płeć czy ciśnienie tętnicze, jak i elementy stylu życia, w tym palenie papierosów, spożywanie alkoholu oraz problemy ze snem. Autorzy zwracają uwagę, że w dokumentacji medycznej brakuje informacji dotyczących stylu życia lub opierają się one na deklaracjach pacjentów. Mogą one być niewiarygodne, bo wiele osób nie przyznaje się do palenia papierosów albo spożywania alkoholu.

Zdjęcia siatkówki należą do najczęściej wykonywanych badań okulistycznych. Regularnie przechodzą je osoby z cukrzycą, jaskrą czy zaćmą, a coraz częściej wykonuje się je również podczas rutynowych badań wzroku. Ta metoda wykrywania wczesnych czynników ryzyka choroby Alzheimera jest znacznie tańsza i łatwiej dostępna niż obrazowanie metodą rezonansu magnetycznego czy inne specjalistyczne badania neurologiczne.

We wcześniejszych badaniach naukowcy z Uniwersytetu Florydy wykazali, że na podstawie analizy zdjęć siatkówki można wykryć już rozwiniętą chorobę Alzheimera. Wyniki badań opublikowano 16 czerwca w czasopiśmie Journal of Alzheimer’s Disease.

Anna van Poucke doradza organizacjom na całym świecie, jak przejść transformację cyfrową
Anna van Poucke doradza organizacjom na całym świecie, jak przejść transformację cyfrową

„W każdej organizacji istnieje ten sam schemat. Istnieje silna grupa pionierów, którzy są bardzo chętni do wprowadzania innowacji; cicha większość, która jest bardziej tradycyjna; oraz niewielka grupa, która konsekwentnie sprzeciwia się zmianom i jest bardzo głośna. Skupmy się na tych pierwszych” – twierdzi Anna van Poucke, założycielka i dyrektor generalna Global Health Transformers. Rozmawiamy o tym, jak z powodzeniem przeprowadzić cyfrową transformację na poziomie systemu zdrowia oraz świadczeniodawców.

newsletter OSOZ

Doradzała Pani liderom opieki zdrowotnej na całym świecie. Które kraje są liderami cyfrowej transformacji opieki zdrowotnej?

Dla mnie to Izrael. Jeśli spojrzeć na to, co zrobili podczas pandemii COVID-19 w zakresie kampanii szczepień i zarządzania wizytami, na to, co robią pod względem opieki zdalnej, wymiany danych między podstawową opieką zdrowotną a szpitalami oraz na to, jak zarządzają danymi i je gromadzą, Izrael zdecydowanie przoduje.

Tuż za nim plasują się kraje skandynawskie, zwłaszcza Szwecja i Finlandia. W Stanach Zjednoczonych niektóre systemy opieki zdrowotnej bardzo dobrze radzą sobie z transformacją cyfrową, podczas gdy inne gorzej. Jednak tam wiele technologii AI i cyfrowych wykorzystuje się do wyjaśniania roszczeń pacjentów w zakresie usług medycznych, co w znacznie mniejszym stopniu dotyczy samego świadczenia opieki zdrowotnej, a w znacznie większym – administracji.

Tempo przyspieszają też kraje Dalekiego Wschodu, takie jak Tajwan, Chiny i Korea.

Co dokładnie robią lepiej niż inni?

Z mojego punktu widzenia kluczowymi elementami są głębokie zaangażowanie pracowników służby zdrowia, solidna infrastruktura danych, narzędzia cyfrowe zintegrowane ze świadczeniem opieki, odpowiednie modele refundacji oraz rozwiązania opracowane przez sam sektor opieki zdrowotnej.

Jednym z najważniejszych czynników sukcesu jest to, że transformacja cyfrowa jest głęboko zakorzeniona w samym procesie medycznym, dlatego pracownicy służby zdrowia muszą być od początku mocno zaangażowani.

Weźmy za przykład fiński program Health Village, który obejmuje ponad 400 grup chorób. To publiczny serwis internetowy stworzony przez ekspertów z dziedziny opieki społecznej i zdrowotnej, który zapewnia wszystkim dostęp do usług z zakresu opieki społecznej i zdrowotnej. Każda taka „wioska” została opracowana wspólnie z lekarzami, pielęgniarkami, przedstawicielami pacjentów i specjalistami ds. danych. Kluczowe znaczenie ma obecność klinicystów w zespole programistów – jeśli lekarz nie zna systemu, nie zaakceptuje go. Każdy program cyfrowy musi od początku sprawiać wrażenie rozwiązania opracowanego przez samą branżę medyczną i dla niej. Do tego rozwiązania cyfrowe muszą być tworzone jako integralna część świadczenia opieki. Jest to niezbędne do ich upowszechnienia. Kolejna kwestia to dostępność danych.

Jedną z najtrudniejszych jest kwestia refundacji, ponieważ transformacja cyfrowa wymaga zupełnie innego finansowania opieki zdrowotnej niż obecnie.

Myślę, że najpierw musimy rozróżnić CapEx (nakłady inwestycyjne) od OpEx (nakłady operacyjne). W jaki sposób zainwestujesz w transformację cyfrową i skąd będą pochodzić środki? A kiedy już zainwestujesz, w jaki sposób zrefundujesz faktycznie świadczoną opiekę?

Skuteczna opieka cyfrowa często oznacza, że poczekalnie w przychodniach pustoszeją – mniejsza liczba pacjentów oznacza mniejszą refundację. Nic dziwnego, że placówki medyczne nie są zainteresowane cyfrowymi modelami opieki.

Spoglądając na kraje, w których transformacja cyfrowa przebiega pomyślnie, sukces jest zazwyczaj efektem inicjatywy ze strony ubezpieczycieli zdrowotnych lub władz regionalnych – takich jak te w krajach skandynawskich, które mogą alokować inwestycje i zdecydować, ile przeznaczyć na kolejne łóżka szpitalne, a ile na transformację cyfrową.

Kołami napędowymi cyfryzacji są uniwersyteckie ośrodki medyczne. Często dysponują one sporymi budżetami na badania i mają możliwość tworzenia konsorcjów z partnerami komercyjnymi. Daje im to możliwość pozyskania kapitału inwestycyjnego.

Wiemy z kolei, że transformacja cyfrowa w służbie zdrowia nie przebiega pomyślnie w rozdrobnionym systemie, w którym ubezpieczyciele często nie chcą inwestować, a same szpitale nie dysponują odpowiednimi środkami finansowymi. W rezultacie powstaje wiele małych inicjatyw tu i ówdzie, ale żadna z nich nie osiąga prawdziwej skali. Kończy się na pilotażach. Potrzebujemy więc woli na szczeblu centralnym, władz regionalnych oraz ubezpieczycieli gotowych do podejmowania strategicznych decyzji inwestycyjnych.

Na przykład, jeśli cyfrowa opieka nad pacjentami z POChP pozwala uniknąć hospitalizacji połowy pacjentów, oddział nie może dalej funkcjonować przy tym samym budżecie – jeśli wcześniej dysponował 200 mln euro, teraz może być zmuszony do działania przy 150 mln euro. W ten sposób tworzy się przestrzeń finansową na dalsze inwestycje. Ale jeśli system nie jest w ten sposób dostosowany, niezwykle trudno jest sprawić, by transformacja cyfrowa przyniosła efekty i była pożądana. W podanym przykładzie, pulmonolog z oddziału stwierdził: „To świetne rozwiązanie, ale musimy zakończyć program pilotażowy, ponieważ tracimy pieniądze.” Dopóki dostawcy usług są wynagradzani na zasadzie opłat za usługę, nie mają motywacji do zmiany sposobu świadczenia opieki.

Jednak zmiany w strukturze finansowania to ogromna transformacja dla dostawców usług medycznych, szpitali i lekarzy. Dlatego są tak trudne do przeprowadzenia.

Czy to oznacza, że aby osiągnąć prawdziwą transformację cyfrową, musimy przejść od modelu opłat za usługę (fee-for-service) do modelu opłat za wyniki leczenia?

Zdecydowanie – potrzebne są modele oparte na wynagrodzeniu za wynik albo modele kapitacyjne w połączeniu z zachętami dotyczącymi jakości lub wyników. Zawsze powtarzam: jeśli chcesz zmienić sposób świadczenia opieki zdrowotnej, ale nadal płacić za usługę, to nawet nie zaczynaj tej zmiany, bo nie zadziała.

Często skupiamy się głównie na technologii i jej możliwościach. Ale prawdziwym wyzwaniem jest coś innego: jak zaangażować osoby, które będą z niej korzystać? Jak pomóc im włączyć narzędzia cyfrowe do procesów świadczenia usługi? I jak refundować opiekę w sposób, który wspiera tę transformację? Potrzebna jest silna koordynacja między płatnikami a dostawcami oparta na wspólnych zachętach i wspólnych korzyściach.

Dużo mówi się o AI. Czy naprawi ona system zdrowia tonący w problemach, a przynajmniej zatrzyma szybko rosnące budżety na zdrowie, które nie przekładają się na lepszą jakość?

To bardzo trudne pytanie. Weźmy prosty przykład. Produkcja Forda Model T po wprowadzeniu linii produkcyjnej zajmowała około 1,5 godziny. Aby z linii zjechało jedno BMW, potrzeba obecnie około 40 godzin. Brzmi to jak paradoks: zautomatyzowaliśmy produkcję, wprowadziliśmy robotykę i sztuczną inteligencję, a mimo to czas produkcji wydłużył się. Jest jeden haczyk – nikt dzisiaj nie chciałby jeździć Modelem T po ruchliwej autostradzie w czasie wakacji. Samochód nie miał poduszek powietrznych, pasów bezpieczeństwa, nawigacji, klimatyzacji, zaawansowanych układów hamulcowych.

Pokazuje to, że wraz ze wzrostem możliwości technologicznych dramatycznie rosną również oczekiwania konsumentów. Nie inaczej jest w przypadku opieki zdrowotnej. Dwadzieścia lat temu, otrzymując diagnozę raka, otrzymywało się często wyrok śmierci. Dziś dostępne są spersonalizowane leczenie, nowoczesne terapie, nowe leki. Medycyna była prostsza i tańsza 30 lat temu, ale o wiele mniej skuteczna.

Nie sądzę, aby AI obniżyła koszty opieki zdrowotnej. O wiele ważniejsze jest, czy pozwoli zbudować spersonalizowaną, profilaktyczną i wysokiej jakości opiekę i czy pomoże ludziom żyć dłużej w dobrym zdrowiu. Moim zdaniem tak, ale pod jednym warunkiem. Dla mnie i dla ciebie transformacja przebiega dość naturalnie. Już teraz korzystamy z ChatGPT i narzędzi cyfrowych, aby samodzielnie zarządzać różnymi aspektami naszego zdrowia. Jeśli muszę czekać miesiąc na wizytę u lekarza, często w międzyczasie mogę już poszukać ćwiczeń lub porad.

Jednak mój 90-letni sąsiad, u którego zaczyna się rozwijać demencja, nigdy nie będzie w stanie korzystać z tych systemów w ten sam sposób. To samo dotyczy osób o bardzo słabych umiejętnościach cyfrowych. Jeśli nie podejdziemy do transformacji AI z rozsądkiem, ryzykujemy stworzenie systemu opieki zdrowotnej, który przynosi korzyści głównie osobom posiadającym umiejętności cyfrowe, jednocześnie pogłębiając nierówności w zakresie zdrowia.

Wystarczy przypomnieć sobie, co działo się podczas pandemii COVID-19, kiedy zamknięto szkoły i weszła tele-nauka. Dzieci, których rodzice mieli wyższe wykształcenie oraz lepiej zarabiali, radziły sobie całkiem dobrze. Miały laptopy, swoje pokoje, internet oraz rodziców, którzy też mogli pracować z domu.

Jednak rodziny z pięciorgiem dzieci, z jednym laptopem i jednym pokojem, a do tego ze słabym internetem lub jego brakiem, zostały w tyle. Nie mogły liczyć na pomoc rodziców, którzy wykonywali fizyczne prace i którzy nie mogli sobie pozwolić na wzięcie urlopu i pomaganie dzieciom w nauce. AI w służbie zdrowia może stworzyć dokładnie ten sam schemat, jeśli nie będziemy ostrożni.

Przejdźmy teraz na poziom świadczeniodawców. Co decyduje o tym, że jedna przychodnia jest supernowoczesna, a pracownicy chętnie korzystają z komputerów, a inna nie może wdrożyć nawet podstawowych systemów IT? Opór pracowników? Styl zarządzania?

I jedno i drugie. Napisałam swoją pracę doktorską na temat radykalnych innowacji w firmach świadczących usługi oparte na wiedzy. Nie tyle interesowała mnie sama innowacja, ile sposób, w jaki organizacje dostosowują się do zmian i je wdrażają. Zawsze obserwuje się ten sam schemat – istnieje silna grupa pionierów, którzy są bardzo chętni do wprowadzania innowacji; cicha większość, która jest bardziej tradycyjna, nie jest przeciwna innowacjom, ale też nie jest zbyt otwarta na ich przyjęcie; i niewielka grupa, która konsekwentnie sprzeciwia się zmianom i jest bardzo głośna.

Pracownicy służby zdrowia są zazwyczaj stosunkowo konserwatywni, bo praktykują określony sposób opieki od lat. Dlaczego teraz mieliby zmieniać coś, co sami wypracowali i co działa?

Dlatego tak ważna jest edukacja. Lekarze i pielęgniarki potrzebują kontaktu z innowacjami. Wbrew pozorom lekarze są często otwarci na innowacje ze względu na swoje wykształcenie naukowe i dociekliwy sposób myślenia.

Ale można też wymienić wiele błędów na szczeblu zarządzania. Często obserwuję, że sztuczna inteligencja i cyfryzacja są traktowane głównie jako zadanie dyrektora ds. informatyki lub dyrektora ds. cyfryzacji. Jednak transformacja cyfrowa powinna być również priorytetem dla dyrektora ds. zasobów ludzkich, dyrektora generalnego, dyrektora finansowego i dyrektora operacyjnego – nie chodzi tu tylko o wdrożenie nowej technologii; jest to transformacja całego procesu pracy, a organizacje muszą przeprowadzić przez nią swoich pracowników.

I oczywiście zawsze znajdą się osoby, które będą się opierać: jeśli pójdziesz w prawo, powiedzą, że powinieneś pójść w lewo; jeśli pójdziesz w lewo, powiedzą, że powinieneś był pójść w prawo. Cokolwiek zrobisz, zawsze znajdzie się ktoś, kto zawsze będzie przeciwko. Ta niewielka grupa zawsze pozostanie sceptyczna i – szczerze mówiąc – nie należy poświęcać jej zbyt wiele uwagi. W pewnym momencie muszą zdać sobie sprawę, że jeśli nie pójdą za organizacją, zostaną na marginesie.

Największy nacisk należy położyć na pionierów, zapewniając im silną pozycję w organizacji i wykorzystując ich entuzjazm do przekonania cichej większości. Trzeba pamiętać, że akceptacja nowych rozwiązań zależy od konkretnej technologii. Na przykład, lekarze są bardzo optymistycznie nastawieni do narzędzi do automatycznego tworzenia elektronicznej dokumentacji medycznej, ponieważ dostrzegają natychmiastowe korzyści.

Jakie cechy powinien mieć lider cyfrowej transformacji?

Przede wszystkim nie powinien to być tylko maniak technologii, który wie wszystko na temat narzędzi cyfrowych, podczas gdy reszta organizacji nie rozumie, o co chodzi. Dla mnie przywództwo polega na zbudowaniu odpowiedniego zespołu.

Dyrektor finansowy musi rozumieć, w jaki sposób i dlaczego warto inwestować w e-zdrowie. Dyrektor ds. zasobów ludzkich – wiedzieć, w jaki sposób ludzie dostosują się do zmian, jak ich motywować do korzystania z innowacji. Dyrektor operacyjny musi przemyśleć procesy i przepływy pracy itd. Rolą dyrektora generalnego jest połączenie wszystkich tych elementów. Skuteczni dyrektorzy zazwyczaj nie są specjalistami w jednej konkretnej dziedzinie. Ich siłą jest umiejętność łączenia wszystkich tych perspektyw i kierowania organizacją jako całością.

Tradycyjnie wielu dyrektorów szpitali i przychodni pochodzi ze środowisk medycznych. I nadal uważam, że jest to ważne, ponieważ pomaga to zdobyć wiarygodność i akceptację w organizacjach opieki zdrowotnej. Jednak obecnie potrzebują znacznie szerszej perspektywy. Muszą rozumieć technologię, zmiany organizacyjne i transformację cyfrową.

Zdania na temat AI są podzielone. Co zrobić, aby skupić się na jej pozytywnych stronach w medycynie?

Jeśli spojrzeć na duże uniwersyteckie centra medyczne, takie jak Charité, Erasmus MC czy Karolinska Institutet, to sztuczna inteligencja już jest dominującym tematem. I tak powinno być, ponieważ potencjał transformacji jest ogromny. Ale w małym szpitalu powiatowym, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Tam priorytety są inne. Dlatego uważam, że potrzebujemy liderów w tej branży, którzy wdrażają i testują systemy AI wsparte odpowiednią polityką i finansowaniem. Przypomina to nieco początki ery elektryczności. Na początku mieli do niej dostęp nieliczni, a potem infrastruktura została rozbudowana i każdy mógł się podłączyć. Ci, którzy tego nie chcieli zrobić ze względu na uprzedzenia, zostali w innej epoce.

Odpowiednio wykorzystane informacje stają się fundamentem skoordynowanej i spersonalizowanej opieki nad pacjentem

Polska wchodzi w najtrudniejszy etap cyfrowej transformacji ochrony zdrowia – dopasowania systemu ochrony zdrowia do wdrożonych usług e-zdrowia. Mamy świetne systemy; teraz trzeba wycisnąć z nich wartość dla pacjentów – podsumowali eksperci podczas konferencji Centrum e-Zdrowia „Perspektywy e-Zdrowia 2026”.

Newsletter OSOZ

Po latach uruchamiania e-usług, zaczynają się one łączyć w jeden ekosystem

Zdaniem Łukasza Sosnowskiego, dyrektora Departamentu e-Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia, obecny etap digitalizacji różni się zasadniczo od wcześniejszych lat. W przeszłości tworzono pojedyncze narzędzia – e-receptę, e-skierowanie czy Internetowe Konto Pacjenta. Teraz nadszedł czas na ich integrację i budowanie spójnego ekosystemu usług.

– Jesteśmy w połowie drogi. Raporty pokazują, że Polska należy dziś do europejskich liderów cyfryzacji ochrony zdrowia. Zbudowaliśmy wiele elementów systemu, a teraz zaczynamy je łączyć. Dopiero dzięki temu powstaje prawdziwy system e-zdrowia. Ten proces właściwie nigdy się nie zakończy, bo technologia rozwija się zbyt szybko, aby można było powiedzieć: „zbudowaliśmy wszystko”. Natomiast najbliższe lata będą okresem, w którym pacjenci realnie odczują skutki tej transformacji – podkreślał.

Debata o stanie cyfryzacji ochrony zdrowia podczas konferencji "Perspektywy e-Zdrowia 2026"
Debata o stanie cyfryzacji ochrony zdrowia podczas konferencji „Perspektywy e-Zdrowia 2026”

Jednym z najważniejszych projektów jest Centralna e-Rejestracja. Jak przekonywał przedstawiciel MZ, jej efekty zaczną być widoczne już w przyszłym roku, gdy kolejne specjalności zostaną objęte wspólnym systemem rejestracji.

– To projekt, który rozpoczął się przede mną i zakończy się długo po mnie. Ale właśnie dzięki niemu zaczniemy odczuwać prawdziwą zmianę organizacji ochrony zdrowia. 4 miliardy złotych inwestycji z KPO oraz dziesiątki nowych usług już w drugiej połowie roku i w przyszłym roku zmienią sposób funkcjonowania całego systemu – mówił.

Podobnie sytuację ocenił Konrad Madejczyk, dyrektor Departamentu Współpracy w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta. Jego zdaniem zakończył się etap cyfryzowania dokumentów, natomiast rozpoczyna się znacznie trudniejszy proces zarządzania całym przebiegiem leczenia.

– Pierwsza dekada cyfryzacji polegała przede wszystkim na elektronicznych receptach, skierowaniach i dokumentacji. Dzisiaj pojawiają się narzędzia, które zaczynają zmieniać sam proces leczenia i sposób dostępu pacjenta do świadczeń. Kończymy cyfryzować dokumenty, a zaczynamy cyfryzować decyzje. Jeżeli uda się dokończyć te projekty, będziemy mogli mówić o zupełnie nowym modelu opieki nad pacjentem.

Zdaniem Madejczuka, nawet najlepszy e-system nie będzie sukcesem, jeśli część pacjentów pozostanie poza nim.

– Nie możemy zgubić pacjentów po drodze. System rozwija się bardzo szybko, ale nadal ogromna grupa osób – szczególnie seniorów – ma problem nawet z korzystaniem z e-recept czy Internetowego Konta Pacjenta. Dlatego obok inwestycji technologicznych potrzebujemy równie dużych inwestycji w edukację i wsparcie osób wykluczonych cyfrowo. Ciągłość leczenia, bezpieczeństwo i koordynacja powinny pozostać najważniejszymi celami całej transformacji.

Technologia już jest. Największe wyzwanie to zarządzanie zmianą

W drugiej części debaty rozmowa zeszła z poziomu strategii państwa na codzienność szpitali i przychodni. I nagle entuzjazm dla nowych rozwiązań zaczął się rozbijać o realia ochrony zdrowia.

Dr hab. Monika Raulinajtys-Grzybek, kierownik Katedry Rachunkowości Menedżerskiej SGH i Think Tanku #SGH dla ochrony zdrowia, przypomniała, że sektor zdrowia jest jednym z najbardziej złożonych organizmów w gospodarce.

– System ochrony zdrowia jest z definicji systemem bardzo złożonym. Zmiana legislacyjna jest dopiero początkiem drogi. Zanim zobaczymy ją w codziennej pracy lekarzy czy menedżerów, musi przejść przez tysiące organizacji, setki tysięcy pracowników i miliony pacjentów. Dlatego samo stworzenie dobrego rozwiązania technologicznego nie wystarczy. Potrzebna jest ogromna praca związana z jego adaptacją i utrwaleniem.

Dzisiaj lekarze i cały personel medyczny poświęcają ogromną część czasu na wyszukiwanie informacji, kompletowanie dokumentacji i kontakt z innymi placówkami. Jeżeli uda się zintegrować dane z różnych systemów, zyskamy przede wszystkim czas - mówiła Magdalena Janus-Hibner
Dzisiaj lekarze i cały personel medyczny poświęcają ogromną część czasu na wyszukiwanie informacji, kompletowanie dokumentacji i kontakt z innymi placówkami. Jeżeli uda się zintegrować dane z różnych systemów, zyskamy przede wszystkim czas – mówiła Magdalena Janus-Hibner

Jak podkreślała, cyfryzacja – wcześniej kojarzona z nowoczesnymi gadżetami – staje się elementem codziennych procesów zarządzania. System zdrowia dojrzał i nauczył się, jak rozsądnie wdrażać nowe technologie.

– Kilka lat temu technologia była często traktowana jak rozwiązanie wszystkich problemów. Dzisiaj wiemy, że nie chodzi o samo wdrożenie systemu, ale o umiejętność wykorzystania go w praktyce. Nie tylko pacjenci są wykluczeni cyfrowo. Patrząc na średni wiek personelu medycznego, widzimy, że także lekarze potrzebują wsparcia organizacyjnego i edukacyjnego.

Zdaniem dr n. med. Michała Gontkiewicza, członka prezydium OIL i przewodniczącego zespołu ds. e-zdrowia przy NIL, środowisko medyczne dysponuje już odpowiednimi narzędziami, jednak bardzo często nie są one odpowiednio integrowane z codzienną pracą.

– Technologicznie jesteśmy gotowi. Organizacyjnie już niekoniecznie. Różnice pomiędzy dużymi szpitalami klinicznymi, powiatami czy małymi poradniami są ogromne. Sam zakup technologii nie wystarczy. Brakuje ludzi odpowiedzialnych za koordynację zmian oraz przebudowę procesów pracy. Bez tego najlepsze rozwiązania pozostaną tylko formalnie wdrożone.

Jednym z najczęściej używanych, ale jednocześnie najmniej zrealizowanych haseł w ochronie zdrowia pozostaje interoperacyjność.

– Mówimy o interoperacyjności od wielu lat. Tymczasem w praktyce nadal mamy problem z połączeniem urządzeń diagnostycznych czy różnych systemów informatycznych. Jeżeli nie przeprojektujemy całego procesu pracy, tylko dołożymy kolejne okienka do już istniejących systemów, personel będzie miał więcej obowiązków zamiast mniej.

Pacjent musi poczuć różnicę: mniej kolejek, więcej informacji i lepszą koordynację leczenia

Prawdziwym miernikiem sukcesu cyfrowej transformacji będzie doświadczenie pacjenta. Jeżeli nowe rozwiązania nie skrócą czasu oczekiwania na świadczenia, nie uproszczą kontaktu z systemem i nie poprawią jakości leczenia, nawet najbardziej zaawansowane technologie pozostaną jedynie kosztownymi projektami informatycznymi.

Łukasz Sosnowski zwracał uwagę, że nowy model e-zdrowia opiera się na pozyskiwaniu informacji o stanie zdrowia pacjenta pomiędzy kolejnymi wizytami oraz na wykorzystywaniu tych informacji do prowadzenia bardziej spersonalizowanej opieki.

– Do tej pory system wiedział głównie, jaką receptę wystawiono pacjentowi, jakie skierowanie otrzymał i jakie rozpoznanie wpisano podczas wizyty. Natomiast praktycznie nie wiedzieliśmy, co działo się z pacjentem między wizytami. Domowa Opieka Medyczna czy kolejna usługa rozwijana w ramach KPO ma to zmienić. Chodzi o to, żeby lekarz miał pełniejszy obraz sytuacji chorego, a państwo mogło prowadzić skuteczniejsze działania profilaktyczne.

Liczę na to, że dzięki nowym rozwiązaniom będziemy poświęcać mniej czasu na wypełnianie dokumentacji - mówiła Prof. Jolanta Walusiak-Skorupa
Liczę na to, że dzięki nowym rozwiązaniom będziemy poświęcać mniej czasu na wypełnianie dokumentacji – mówiła Prof. Jolanta Walusiak-Skorupa

Równie istotnym elementem będzie wykorzystanie aplikacji mojeIKP jako narzędzia aktywnej komunikacji z pacjentami.

– Dzisiaj z aplikacji mojeIKP korzysta już około 5 milionów osób. Coraz częściej służy do przypominania o profilaktyce oraz bezpośredniego zapisania się na badania przesiewowe. Chcemy być z pacjentem nie tylko wtedy, gdy zachoruje, ale również wcześniej – wtedy, gdy można jeszcze zapobiec chorobie.

Zdaniem prof. dr hab. n. med. Jolanta Walusiak-Skorupa, dyrektor Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi, pacjent najszybciej odczuje te rozwiązania, które uproszczą codzienny kontakt z systemem ochrony zdrowia i jednocześnie zwiększą jego świadomość zdrowotną.

– Pacjent przede wszystkim zauważy to, co będzie się działo na jego Internetowym Koncie Pacjenta. Łatwiejsze zapisywanie się na wizyty, przypomnienia o badaniach profilaktycznych, dostęp do zaleceń czy wyników badań – to są rzeczy, które będą najbardziej odczuwalne. Jeżeli zaczniemy regularnie przypominać pacjentom o profilaktyce, pomiarach ciśnienia czy dostępnych programach badań, realnie wpłynie to na dbanie o zdrowie społeczeństwa.

Profesor zwróciła jednak uwagę, że nawet młodsze pokolenia nie zawsze potrafią sprawnie korzystać z narzędzi cyfrowych.

– Często zakładamy, że problem wykluczenia cyfrowego dotyczy wyłącznie seniorów. Pytając młodych pacjentów o korzystanie z Internetowego Konta Pacjenta czy programu „Moje Zdrowie”, okazuje się, że wielu z nich również nie wie, jak one działają. Dlatego edukacja pozostaje jednym z największych wyzwań.

Dr Michał Gątkiewicz zwrócił uwagę na problem, z którym lekarze spotykają się każdego dnia – wielokrotne rezerwowanie tych samych świadczeń przez jednego pacjenta oraz blokowanie terminów.

– Mam 93-letniego wujka, który zapisuje się jednocześnie do kilku specjalistów, bo uważa, że „może gdzieś będzie szybciej”. Takich pacjentów są setki tysięcy. Efekt jest taki, że te same terminy są blokowane w kilku miejscach jednocześnie. Jeżeli Centralna e-Rejestracja pozwoli uporządkować ten proces, skrócimy kolejki i poprawimy dostępność świadczeń bez konieczności zwiększania liczby lekarzy.

AI i nowe narzędzia mają ograniczyć biurokrację

Obok pacjentów, beneficjentami cyfrowej transformacji mają być pracownicy medyczni. Lekarze oczekują rozwiązań, które rzeczywiście ograniczą liczbę dokumentów i pozwolą poświęcić więcej czasu pacjentowi.

– Pacjent bardzo często wie, że leczy się u kardiologa czy psychiatry, ale nie potrafi wymienić nazw swoich chorób ani przyjmowanych leków – twierdzi prof. Jolanta Walusiak-Skorupa. Lekarz potrzebuje kompletu informacji. Możliwość szybkiego przejrzenia wcześniejszych wyników badań, porównania parametrów laboratoryjnych z wielu lat oraz wykorzystania narzędzi sztucznej inteligencji będzie ogromnym ułatwieniem codziennej pracy.

Technologicznie jesteśmy gotowi na tę zmianę. Znacznie większym wyzwaniem są kompetencje organizacyjne i zarządzanie zmianą - twierdzi Dr Michał Gontkiewicz
Technologicznie jesteśmy gotowi na tę zmianę. Znacznie większym wyzwaniem są kompetencje organizacyjne i zarządzanie zmianą – twierdzi Dr Michał Gontkiewicz

Zdaniem Magdaleny Janus-Hibner, Zastępcy Dyrektora ds. Projektów, Rozwoju i Organizacji Onkologii w Wojewódzkim Wielospecjalistycznym Centrum Onkologii i Traumatologii im. M. Kopernika w Łodzi, największą zmianę w onkologii przyniosą elektroniczne narzędzia wspierające pracę wielodyscyplinarnych zespołów.

– e-Konsylium będzie prawdziwym przełomem. Lekarze będą mogli jednocześnie analizować wyniki badań obrazowych, historię leczenia, choroby współistniejące i wszystkie informacje potrzebne do podjęcia decyzji terapeutycznej. Dzisiaj wiele takich procesów organizujemy własnymi metodami. Nowy system znacząco poprawi jakość współpracy między ośrodkami.

Jej zdaniem Karta e-DILO, e-Konsylium oraz rozwiązania dostępne poprzez IKP będą elementami budującymi jakość całego systemu ochrony zdrowia, stając się fundamentem nowego modelu organizacji opieki onkologicznej.

Według dr Gątkiewicza, największe znaczenie będą miały rozwiązania działające niemal niewidocznie dla użytkownika.

– Lekarze skorzystają przede wszystkim na tym, co będzie przezroczyste. Potrzebujemy narzędzi, które zmniejszą obciążenie dokumentacją. Dyktowanie dokumentacji, automatyczne tworzenie opisów wizyt czy wykorzystanie sztucznej inteligencji w diagnostyce obrazowej mogą realnie oddać lekarzowi czas dla pacjenta. To właśnie tutaj widzę największy potencjał cyfryzacji.

Szczególnie duże oczekiwania wiąże on z wykorzystaniem sztucznej inteligencji w diagnostyce.

– Badania obrazowe rosną w ogromnym tempie, a liczba specjalistów nie nadąża za tym wzrostem. Jeżeli AI będzie potrafiła szybko wykrywać przypadki wymagające pilnej interwencji, na przykład podejrzenie udaru, pomoże nie tylko lekarzom, ale przede wszystkim pacjentom. To rozwiązania, które mogą jednocześnie poprawiać jakość leczenia i ograniczać koszty całego systemu.

Pieniądze na cyfryzację wyrzucane są często w błoto, bo nie mierzymy efektów

W debacie pojawiły się też pytania o efektywność wydawania publicznych pieniędzy na e-zdrowie, wdrażanie innowacji oraz zdolność całego systemu do uczenia się na własnych błędach.

Rafał Dunal, prezes Polskiej Izby Informatyki Medycznej, zwracał uwagę, że innowacyjność ma wartość wtedy, gdy przekłada się na lepszą opiekę nad pacjentem i sprawniejsze funkcjonowanie placówek medycznych.

Praktycznie wszystkie szpitale mają już systemy do prowadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej. Problem polega na tym, że sama obecność systemu nie oznacza jeszcze jego pełnego wykorzystania - twierdzi Rafał Dunal
Praktycznie wszystkie szpitale mają już systemy do prowadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej. Problem polega na tym, że sama obecność systemu nie oznacza jeszcze jego pełnego wykorzystania – twierdzi Rafał Dunal

– Jeżeli mówimy o równowadze pomiędzy innowacyjnością, wartością dla pacjenta i efektywnością kosztową, to odpowiedź jest właściwie jedna. Innowacja ma sens tylko wtedy, gdy przynosi realną korzyść pacjentowi i potrafimy zmierzyć jej efektywność. Sam fakt, że rozwiązanie jest nowoczesne, nie oznacza jeszcze, że jest potrzebne.

Rynek nowych technologii dla zdrowia w Polsce od lat rządzi jeden paradoks: o ile stosunkowo łatwo znaleźć finansowanie na prace badawczo-rozwojowe, o tyle znacznie trudniej doprowadzić do rzeczywistego wdrożenia nowych rozwiązań.

– Startupy przychodzą do szpitali z ciekawymi rozwiązaniami, ale często słyszą: „za darmo możemy przetestować, ale nie mamy pieniędzy na wdrożenie – Dunal apelował o większą odwagę w prowadzeniu pilotaży i otwarte mówienie o projektach, które nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

– Każda innowacja powinna przejść etap pilotażu. Jeżeli się sprawdzi – wdrażajmy ją szerzej. Jeżeli nie, miejmy odwagę powiedzieć, że się nie udało i wyciągnąć wnioski. Za mało rozmawiamy o porażkach, a przecież są naturalnym elementem rozwoju. Równie ważne jest pozostawienie sobie możliwości wycofania się z rozwiązania, które nie spełnia oczekiwań.

Dr hab. Monika Raulinajtys-Grzybek przypomniała, że dyskusja o cyfryzacji musi być mocno osadzona w realiach finansowania systemu zdrowia

– Budżet systemu ochrony zdrowia nie jest z gumy. Potrzeby rosną znacznie szybciej niż dostępne środki. Dlatego każda inwestycja cyfrowa musi odpowiadać na bardzo proste pytanie: czy dzięki niej pacjent otrzyma lepszą opiekę, a system będzie działał efektywniej. Nie możemy wdrażać technologii tylko dlatego, że są modne. Jej zdaniem w najbliższych latach menedżerowie ochrony zdrowia będą coraz częściej oceniani po umiejętności wykorzystania danych do poprawy jakości leczenia i organizacji pracy.

Z kolei Konrad Madejczyk przypominał, że z perspektywy pacjenta cała dyskusja o interoperacyjności, platformach i sztucznej inteligencji ma znaczenie tylko wtedy, gdy prowadzi do prostszej obsługi i krótszego oczekiwania na świadczenia.

– Pacjenta interesuje, czy rozwiązanie jest proste. Największym kosztem po jego stronie jest czas poświęcony na zrozumienie systemu. Jeżeli rozwiązania będą skomplikowane, nie zostaną zaakceptowane.

Sztuczna inteligencja ma pomagać lekarzowi

Często pojawiającym się wątkiem w dyskusji była sztuczna inteligencja. Jej wartość będzie zależeć od tego, czy pozwoli ograniczyć biurokrację, szybciej diagnozować pacjentów i lepiej wykorzystać ogromne ilości danych gromadzonych przez system ochrony zdrowia.

Łukasz Sosnowski zwracał uwagę, że fundamentem rozwoju sztucznej inteligencji jest budowana infrastruktura danych. Dopiero połączenie informacji z różnych źródeł pozwoli tworzyć narzędzia wspierające decyzje kliniczne oraz działania profilaktyczne.

Poradnik "sztuczna inteligencja w ochronie zdrowia"

– Dzisiaj dokładamy kolejne elementy układanki, które pozwolą gromadzić informacje o pacjencie i wykorzystywać je we właściwy sposób. Najpierw lekarz otrzyma pełniejszy obraz chorego, a kolejnym krokiem będzie możliwość wykorzystania tych danych do działań profilaktycznych oraz bardziej spersonalizowanej opieki.

Według dr Michał Gontkiewicza, są dwa obszary, w których sztuczna inteligencja może przynieść największe korzyści. Pierwszy to diagnostyka. Liczba badań obrazowych rośnie lawinowo, a radiologów mamy około 4,6 tysiąca. Bez nowych narzędzi po prostu nie poradzimy sobie z rosnącą liczbą badań. AI może szybciej wychwytywać przypadki wymagające pilnej interwencji, na przykład podejrzenie udaru, dzięki czemu pacjent szybciej trafi na właściwą ścieżkę leczenia. Drugim obszarem jest dokumentacja medyczna, która od lat pozostaje jednym z największych obciążeń dla personelu.

– Źle wdrożona technologia potrafi wydłużyć pracę lekarza. Dobrze wdrożona oddaje mu czas dla pacjenta. Dyktowanie dokumentacji, automatyczne przygotowywanie opisów wizyt czy tworzenie podsumowań konsultacji sprawiają, że lekarz może skupić się na rozmowie z chorym zamiast na wypełnianiu kolejnych formularzy. Sam widzę w swojej praktyce, jak wiele uwagi mogę poświęcić pacjentowi dzięki takim rozwiązaniom.

Przedstawiciel NIL przypomniał, że wdrażanie AI wymaga również odpowiednich procedur i transparentności.

– Nie możemy zapominać, że pacjent powinien wiedzieć, kiedy podczas wizyty korzystamy z narzędzi sztucznej inteligencji, nawet jeśli służą one wyłącznie do przygotowania dokumentacji. Potrzebne są także jasne zasady stosowania AI i zaufanie pacjentów.

 Preliminary Report of the Independent International Scientific Panel on AI ukazał się 3 lipca br.
 Preliminary Report of the Independent International Scientific Panel on AI ukazał się 3 lipca br.

Sztuczna inteligencja przyspiesza odkrywanie leków, wspiera lekarzy w diagnostyce i poprawia dostęp do opieki zdrowotnej. Ale rozwija się tak szybko, że państwa nie nadążają z jej regulacją i bezpiecznym wdrażaniem – wynika z raportu przygotowanego przez niezależny panel naukowców powołany przez Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ).

Newsletter OSOZ

Medycyna szeroko korzysta z AI, ale na razie w chaotyczny sposób

Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów zastosowania AI w ochronie zdrowia jest AlphaFold – system, który przewidział struktury ponad 200 milionów białek. Z rozwiązania korzysta ponad 3 miliony naukowców na całym świecie pracujących nad rozwojem nowych leków, szczepionek oraz nad badaniami nad antybiotykoopornością.

Raport wspomina też rosnącą rolę AI w diagnostyce obrazowej. Algorytmy pomagają radiologom wcześniej wykrywać raka piersi, a w krajach rozwijających się wspierają pracowników podstawowej opieki zdrowotnej, oferując dostęp do wiedzy naukowej w językach lokalnych. Przykładem są Indie, gdzie system AI wykorzystuje się do badań przesiewowych w kierunku retinopatii cukrzycowej. Analiza danych ponad 600 tys. pacjentów pozwala szybko identyfikować osoby zagrożone utratą wzroku.

Jednym z najbardziej obiecujących kierunków rozwoju są narzędzia wspierające personel medyczny. AI może przygotowywać dokumentację medyczną, pomagać w triażu pacjentów, wspierać analizę literatury naukowej czy rekomendować dalsze postępowanie kliniczne. Wszystko po to, aby lekarze i pielęgniarki mogli poświęcić więcej czasu bezpośredniej opiece nad pacjentem.

Autorzy podkreślają, że człowiek powinien pozostać odpowiedzialny za decyzje wymagające oceny klinicznej, empatii, rozumienia kontekstu oraz odpowiedzialności etycznej. AI ma wspierać lekarzy i nie może ich zastępować.

Nikt już nie nadąża za rozwojem AI, nawet naukowcy. W czym problem?

Możliwości modeli rosną szybciej niż zdolność naukowców i regulatorów do ich oceny. Dotychczasowe testy szybko stają się niewystarczające, a większość wiedzy o bezpieczeństwie najbardziej zaawansowanych modeli pozostaje w rękach firm, które je tworzą.

Eksperci porównują tę sytuację do przemysłu farmaceutycznego. Nowe leki przechodzą niezależne badania kliniczne prowadzone przez zewnętrzne instytucje. Tymczasem w przypadku AI nie istnieje powszechnie uznany system niezależnej oceny bezpieczeństwa najbardziej zaawansowanych modeli. W ochronie zdrowia, gdzie błędne odpowiedzi AI mogą bezpośrednio wpływać na decyzje kliniczne, to szczególnie ważne.

Dużo uwagi poświęcono tzw. agentom AI, czyli autonomicznym systemom, które potrafią samodzielnie wykonywać zadania, korzystać z różnych aplikacji, planować działania i współpracować z innymi systemami. W badaniach naukowych agentic AI znacząco przyspiesza analizę literatury oraz prowadzenie eksperymentów. W tzw. autonomicznych laboratoriach AI zwiększa tempo odkrywania nowych materiałów nawet ponad dziesięciokrotnie.

Podobne rozwiązania w przyszłości mogą znacząco przyspieszyć również badania biomedyczne oraz rozwój nowych terapii.

AI ma swoje ciemne strony: potrafi inteligentnie oszukiwać i może być wykorzystana przeciwko ludziom

Autorzy ostrzegają przed wykorzystaniem AI do cyberataków, kampanii dezinformacyjnych oraz manipulacji społeczeństwem. AI nadal „halucynuje”, czyli generuje przekonująco brzmiące, lecz nieprawdziwe informacje. Dlatego systemy nie powinny być wykorzystywane samodzielnie w sytuacjach wymagających wysokiej precyzji diagnostycznej bez odpowiedniej weryfikacji przez człowieka.

Nowym zagrożeniem jest tzw. sycophantic AI (AI schlebiająca użytkownikowi) – modele, które zamiast korygować błędne przekonania użytkowników, je wzmacniają, aby zwiększyć satysfakcję z rozmowy. W skrajnych przypadkach takie zachowanie może prowadzić nawet do zaburzeń zdrowia psychicznego.

Nawet najbardziej zaawansowane modele AI potrafią świadomie ukrywać swoje rzeczywiste możliwości lub zachowywać się inaczej podczas testów niż po wdrożeniu. W badaniach laboratoryjnych odnotowano przypadki, gdy systemy omijały ograniczenia bezpieczeństwa, wprowadzały użytkowników w błąd lub próbowały uniknąć wyłączenia.

Modele AI wymagają ciągłego monitorowania po wdrożeniu. Ich działanie powinno być oceniane w rzeczywistych warunkach, z wykorzystaniem danych o incydentach i doświadczeń użytkowników. Wynika to z tendencji do dryfowania, czyli pogarszającej się wydajności po wdrożeniu w stosunku do wyników osiąganych w testach na wysokiej jakości danych.

Raport panelu naukowców ONZ o AI. Kliknij na okładkę, aby go pobrać

Future AI Gap. Na AI skorzystają ci, którzy będą wiedzieć, jak ją wykorzystać

Sztuczna inteligencja osiągnęła taki poziom rozwoju, że jest gotowa do zastosowań w przemyśle, medycynie, administracji, biznesie i życiu prywatnym. Aby się tak stało, państwa i organizacje muszą zbudować odpowiednią infrastrukturę, wyszkolić pracowników w zakresie bezpiecznego korzystania z technologii, przygotować regulacje.

Sztuczna inteligencja przynosi największe korzyści tam, gdzie zostaje włączona w dobrze zaprojektowane procesy kliniczne i organizacyjne. AI jest technologią analogiczną do elektryczności i komputerów. Od tego, jak zostanie wykorzystana, zależą korzyści w postaci zwiększonej produktywności lub efektywności procesów. Organizacje muszą przebudować swoje procesy i nauczyć się wykorzystywać AI.

Problemem jest to, że wiele krajów nie posiada dziś ani odpowiednich kompetencji, ani zasobów obliczeniowych pozwalających samodzielnie oceniać najbardziej zaawansowane systemy AI. W efekcie mogą stać się jedynie odbiorcami technologii rozwijanej przez największe światowe koncerny.

Dlatego ONZ apeluje o rozwój niezależnych instytucji oceniających bezpieczeństwo AI, inwestycje w kompetencje oraz większą międzynarodową współpracę.

„Raport Niezależnego Międzynarodowego Panelu Naukowego ds. Sztucznej Inteligencji: Oparta na dowodach ocena szans, zagrożeń i skutków sztucznej inteligencji” ma stanowić naukową podstawę dla przyszłych decyzji dotyczących rozwoju i zarządzania sztuczną inteligencją na świecie. W jego opracowaniu uczestniczyło 40 ekspertów z różnych kontynentów, w tym prof. Yoshua Bengio oraz prof. Piotr Sankowski z Polski.

Przeanalizowaliśmy trendy sprzedaży 20 leków w ciągu ostatnich dwóch dekad. Co popyt na leki na receptę mówi o zdrowiu Polaków? Dlaczego sprzedaż ziół i homeopatii mocno spada, a kolagenu i magnezu rośnie? Jakie ostatnie mody napędzają sprzedaż niektórych środków dostępnych bez recepty? Jak pandemia COVID-19 wpłynęła na sprzedaż środków nasennych? Dlaczego popyt na marihuanę medyczną wzrósł aż 80-krotnie w zaledwie 6 lat?

We wnętrzu m.in:

OSOZ Statystyki – wydanie specjalne „20 leków w 20 lat”

We wnętrzu:

Interesują cię statystyki sprzedaży leków? Zaprenumeruj nasz newsletter
Raport specjany OSOZ Statystyki pokazuje trendy sprzedaży 20 leków w ostatnich 20 latach
Raport specjany OSOZ Statystyki pokazuje trendy sprzedaży 20 leków w ostatnich 20 latach

Przeanalizowaliśmy popyt na 20 różnych leków – na receptę, OTC i suplementów diety. Dane z ostatnich dwóch dekad pozwalają lepiej zrozumieć długofalowe trendy zdrowotne oraz zmieniające się mody w profilaktyce.

Kiedy rośnie sprzedaż leków na alergię, zaczyna się sezon pylenia roślin. Kiedy w aptekach pacjenci nagle zaczynają kupować coraz więcej środków na grypę i przeziębienie, jest to pierwszy objaw nowej fali infekcji górnych dróg oddechowych.

Sprzedaż apteczna może być pierwszym wiarygodnym sygnałem zmieniającej się sytuacji epidemiologicznej, wyprzedzając inne metody monitoringu prowadzone przez instytucje zdrowia publicznego. Powód jest prosty – wiele danych do raportów spływa z opóźnieniem, następnie muszą zostać przeanalizowane, a dopiero potem są publikowane. Proces ten może trwać nawet kilka tygodni lub miesięcy. Z kolei anonimowe dane z aptek pokazują czarno na białym, jakie leki są kupowane.

Więcej statystyk sprzedaży leków? Zapisz się do newslettera OSOZ

Ale dane z rynku farmaceutycznego trzeba interpretować z ostrożnością. Rosnąca sprzedaż leków na nowotwory nie przekłada się wprost proporcjonalnie na rosnącą zachorowalność. Leczenie odbywa się w większości w szpitalach, a sprzedaż w aptekach może wynikać z wprowadzenia nowoczesnych terapii do leczenia w warunkach domowych.

Do tego jeszcze dochodzi kwestia dostępności leków, a czasami ich ceny. Jeśli lek jest za drogi, pacjenci wybierają tańsze zamienniki. Około 10% osób rezygnuje z zakupu leku przepisanego przez lekarza na receptę – wynika z badania PEX. W schorzeniach takich jak nowotwór poziom przestrzegania zaleceń terapeutycznych jest wysoki, bo stawką jest życie. Są jednak choroby, w przypadku których pacjent nie wykupuje recepty mimo zaleceń lekarza. Klasycznym przykładem jest nadciśnienie tętnicze, które pacjenta „nie boli”, ale po kryjomu i stopniowo wyrządza szkody w organizmie. Szacuje się, że ponad połowa pacjentów z chorobą przewlekłą nie stosuje się do zaleceń terapeutycznych (tzw. adherence).

W niektórych przypadkach to nie recepty przepisane przez lekarza, ale ich realizacja jest najbardziej wiarygodnym miernikiem częstotliwości występowania danej jednostki chorobowej. Tak jest w przypadku łagodniejszych dolegliwości – wielu pacjentów leczy się na własną rękę (tzw. samoleczenie). Nie idą do lekarza, ale od razu do apteki po lek, krem, zioła.

Sprzedaż niektórych leków rośnie nieproporcjonalnie szybko do wzrostu zachorowań w populacji i zapotrzebowania na lek. Przykładem jest popyt na marihuanę medyczną, który w 6 lat wzróst 80-krotnie
Sprzedaż niektórych leków rośnie nieproporcjonalnie szybko do wzrostu zachorowań w populacji i zapotrzebowania na lek. Przykładem jest popyt na marihuanę medyczną, który w 6 lat wzróst 80-krotnie

I tu pojawiają się kolejne niuanse. Sprzedaż leków OTC – czyli bez recepty – w Polsce od lat jest na wysokim poziomie. Z danych CBOS wynika, że ponad 68% Polaków przyjmuje leki bez recepty przynajmniej kilka razy w roku. Nie stoją za tym tylko racjonalne przesłanki, czyli chęć wyleczenia choroby albo uzupełnienia niedoborów witamin, ale też szybko zmieniające się mody na suplementy diety. W czasie pandemii COVID-19 mocno wzrosła sprzedaż witaminy D i do dziś utrzymuje się na wysokim poziomie. To samo dotyczy magnezu albo suplementów diety. Ostatnimi hitami sprzedaży są kolagen i kreatyna.

Granica między trendami z TikToka a profilaktyką jest bardzo płynna. Rosnąca sprzedaż suplementów diety dla seniorów w czasie pandemii jest częściowo efektem chęci zadbania o zdrowie. Subiektywne postrzeganie oddziaływania niektórych suplementów nie zawsze musi iść w parze z obiektywnymi dowodami naukowymi. Zdrowie jest sprawą bardzo indywidualną i może nawet zależeć od światopoglądu oraz preferencji politycznych, czego przykładem są szczepionki.

Okładka raportu OSOZ Statystyki

Ale są też sytuacje, kiedy zmiany sprzedaży są sygnałem alarmowym występującej na rynku anomalii. Klasycznym przykładem jest sprzedaż konopi aptecznych. Po tym, jak receptę na nie można było łatwo otrzymać w internecie, sprzedaż gwałtownie wzrosła. Lek trafiał niekoniecznie do osób, które miały wskazania medyczne i go potrzebowały. Dopiero nowe przepisy z 2024 roku ukróciły ten proceder, ale i tak sprzedaż marihuany aptecznej wzrosła 80-krotnie w ciągu zaledwie 7 lat. Wiele nadużyć dotyczy też niestety leków stosowanych w chorobach otyłościowych. Kiedy na rynek trafił popularny agonista receptora GLP-1, popyt gwałtownie wzrósł. Pacjenci z cukrzycą, którzy najbardziej potrzebowali leku, mieli problem z jego zakupem.

Do tego jeszcze dochodzi wiele innych czynników mogących wpływać na sprzedaż: polityka refundacyjna, pojawienie się rewolucyjnych terapii, braki w dostawach (z powodu zaburzeń geopolitycznych, pandemii, zwiększonego popytu), nowe badania naukowe itd.

Sprzedaż leków mówi dużo o zachowaniach zdrowotnych – dużo więcej niż tylko o samym zdrowiu Polaków. To pokazuje nasz raport, w którym zebraliśmy analizy sprzedaży wybranych 20 leków, publikowane co miesiąc w czasopiśmie OSOZ Statystyki. Czasami na sprzedaż wpływają mody, czasami rosnąca profilaktyka, a w niektórych przypadkach – rosnąca skala występowania chorób. Dla jednych lek to nadzieja na powrót do zdrowia, dla drugich – na lepsze samopoczucie. Czasami kupujemy je, bo jesteśmy chorzy, a czasami, bo są reklamowane.

Nasze statystyki obejmują okres ponad 20 lat, co daje jeszcze wnikliwszy wgląd w konsumpcję leków oraz długookresowe trendy. Lektura niniejszego raportu pomoże Państwu lepiej zrozumieć zmieniającą się sytuację zdrowotną i aktualne mody samoleczenia.

Koalicja AI w Zdrowiu udostępniła do konsultacji publicznych nowy poradnik, jak rozsądnie kupować i wdrażać AI w ochronie zdrowia
Koalicja AI w Zdrowiu udostępniła do konsultacji publicznych nowy poradnik, jak kupować i wdrażać AI w ochronie zdrowia

Rozpoczęły się konsultacje publiczne pierwszego w Polsce „Poradnika Nabywcy AI” dla sektora ochrony zdrowia autorstwa Koalicji AI w Zdrowiu. Jakie 10 pytań trzeba sobie zadać, aby kupić dobry system sztucznej inteligencji zamiast obietnic?

Newsletter OSOZ

Rozwiązania AI dla ochrony zdrowia rozwijają się tak szybko, że mało kto jest w stanie ocenić, które z nich są bezpieczne i przynoszą wymierne korzyści, a które to tylko marketingowe obietnice bez pokrycia. Szpitale i przychodnie są bombardowane ofertami aplikacji AI do diagnostyki obrazowej, administracji oraz wsparcia decyzji klinicznych. Swoje rozwiązania AI wprowadzają renomowani dostawcy IT i startupy medtech. Te ostatnie robią wszystko, aby znaleźć podmiot gotowy przetestować ich innowacje.

Do tego decyzja zakupowa dotycząca AI to labirynt pełen niepewności. Trzeba uwzględnić aspekty prawne, bezpieczeństwo danych oraz integrację nowego rozwiązania z obecną infrastrukturą IT. To dlatego większość podmiotów zdrowia bardzo ostrożnie, dmuchając na zimne, podchodzi do AI. Z badania Centrum e-Zdrowia z 2025 roku wynika, że z AI korzysta zaledwie 6,5% badanych placówek, a do tego i tak większość z nich to systemy do diagnostyki obrazowej wbudowane w urządzenia medyczne nowej generacji.

„Poradnik Nabywcy AI” wyjaśnia, jakie aspekty trzeba przeanalizować, aby rozsądnie , a nie na fali mody, wdrażać dobre i bezpieczne aplikacje AI.

AI jest gorącym tematem, ale nie zawsze musi być pierwszym wyborem

Autorzy poradnika proponują zacząć od pytania, czy placówka zdrowia w ogóle potrzebuje AI. Pierwszym krokiem powinno być zdefiniowanie problemu. Jeśli organizacja może go rozwiązać innymi sposobami – poprzez lepszą organizację pracy, automatyzację lub klasyczne narzędzia analityczne – wdrażanie AI jest zbędne. Lepiej wprowadzić narzędzia, które są prostsze w implementacji, zamiast porywać się na AI.

Dopiero gdy udoskonalenie procesu lub usunięcie wąskich gardeł wymaga analizy ogromnych zbiorów danych lub bardzo złożonych zależności, sztuczna inteligencja staje się pierwszym wyborem. Autorzy przypominają również starą zasadę informatyki: jakość algorytmu nigdy nie będzie wyższa od jakości danych, na których działa. Dlatego najpierw trzeba uporządkować dane i zagwarantować ich jakość, a dopiero potem nakładać na nie narzędzia AI.

Dużą część poradnika poświęcono regulacjom i nieporozumieniom, które im towarzyszą. Przykładowo, oznakowanie CE (Conformité Européenne) bywa błędnie interpretowane jako gwarancja jakości klinicznej. Tak naprawdę oznacza, że producent deklaruje zgodność wyrobu z obowiązującymi wymaganiami Unii Europejskiej dotyczącymi bezpieczeństwa, zdrowia i ochrony środowiska.

Ważnym punktem na checkliście nabywcy AI jest też sprawdzenie, do jakiej klasy ryzyka należy produkt, jaka jednostka przeprowadzała ocenę zgodności oraz czy producent dysponuje pełną dokumentacją techniczną. W przypadku rozwiązań niewymagających statusu wyrobu medycznego warto zwrócić uwagę na inne standardy jakości, np. normę ISO 82304-1. Autorzy zachęcają, aby już dziś pytać producentów, jak zamierzają spełnić przyszłe wymagania dotyczące systemów wysokiego ryzyka stawiane przez EU AI Act, nawet jeśli daty ich obowiązywania na poziomie unijnym mogą jeszcze ulec zmianie (na chwilę obecną termin ich wejścia w życie przesunięto z sierpnia br. na grudzień 2027 r.).

Poradnik AI w ochronie zdrowia

Pokaż mi dowody naukowe zamiast katalogowych obietnic

Autorzy uczulają, aby żądać konkretów, w tym wyników walidacji i znajomości parametrów takich jak AUC (Area Under the ROC Curve) – wskaźnika oceny jakości algorytmów diagnostycznych i modeli AI obrazującego, jak dobrze algorytm odróżnia osoby z daną chorobą od osób zdrowych. Producent powinien znać także czułość i swoistość modelu oraz informacje o populacji, na której model został przetestowany.

Tak samo ważna jest walidacja zewnętrzna, czyli potwierdzenie działania rozwiązania poza środowiskiem producenta. Największą wartość dowodową mają badania prospektywne oraz publikacje w recenzowanych czasopismach naukowych. Nawet jeśli model jest sprawdzony, dokładny i bezpieczny, trzeba przemyśleć, jak wdrożyć go w ramach istniejącej infrastruktury IT oraz zintegrować z systemami HIS, PACS czy LIS. Jeśli AI będzie wymagała od lekarzy wykonywania dodatkowych czynności w codziennej pracy, skazana jest na porażkę. Jeśli lekarz będzie musiał wprowadzać osobno dane do aplikacji AI i EDM, szybko pojawi się frustracja i rozczarowanie.

Dlatego przed wdrożeniem należy przeprowadzić ocenę gotowości organizacyjnej. To właśnie problemy integracyjne najczęściej prowadzą do opóźnień i niepowodzeń we wdrożeniach AI w szpitalach. Po uruchomieniu algorytmu trzeba monitorować jego wydajność oraz mierzyć rzeczywiste efekty kliniczne i organizacyjne, aby zapobiec tzw. dryfowi modelu (model drift). Chodzi o sytuację, gdy skuteczność modelu AI pogarsza się z czasem, ponieważ warunki, w których działa, zmieniają się w porównaniu z tymi, na których był trenowany.

Całkowity koszt posiadania. Cena za model to dopiero początek wydatków

Zakup technologii AI wymaga opracowania strategii implementacji obejmującej takie aspekty jak szkolenia personelu, zarządzanie ryzykiem dyskryminacji algorytmicznej, zgodność z prawem w zakresie przetwarzania danych medycznych, kwestie cyberbezpieczeństwa, utrzymanie rozwiązania po wdrożeniu oraz analiza całkowitego kosztu posiadania.

Do tego dochodzi też plan finansowania. Cena zakupu często stanowi niewielką część całkowitych kosztów. Budżet musi uwzględniać wydatki związane z integracją, szkoleniami, aktualizacjami, utrzymaniem infrastruktury oraz nadzorem nad działaniem systemu w kolejnych latach.

Takich niuansów jest sporo, a pominięcie nawet jednego z nich może zakończyć się fiaskiem wdrożenia AI.

1 lipca br. dokument trafił do konsultacji publicznych. Przedstawiciele szpitali, eksperci kliniczni, firmy technologiczne i instytucje publiczne mogą zgłaszać swoje uwagi i propozycje przed finalną publikacją. W opinii Koalicji AI w Zdrowiu poradnik będzie pierwszym w Polsce standardem wspierającym odpowiedzialne zakupy rozwiązań AI w ochronie zdrowia.

Uwagi i propozycje do „Poradnika Nabywcy AI” w ramach konsultacji publicznych przyjmowane są na stronie Koalicji AI w Zdrowiu.

10 pytań, które warto zadać przed zakupem AI do ochrony zdrowia

  1. Czy AI jest potrzebna? Problem wymaga wdrożenia sztucznej inteligencji, czy można go rozwiązać prostszymi metodami?
  2. Czy AI spełnia wymagania prawne? Czy produkt posiada odpowiednie certyfikaty (np. CE), spełnia wymogi MDR oraz przygotowuje się do AI Act?
  3. Czy AI jest skuteczna i jakie są na to dowody? Czy istnieją wiarygodne wyniki walidacji, badania kliniczne i publikacje naukowe potwierdzające skuteczność?
  4. Czy AI będzie działać w praktyce? Czy rozwiązanie można zintegrować z istniejącymi systemami i codziennym workflow personelu?
  5. Czy personel jest gotowy na AI? Czy użytkownicy zostaną odpowiednio przeszkoleni i zaakceptują nowe narzędzie?
  6. Czy AI jest etyczna i wolna od dyskryminacji? Czy algorytm został sprawdzony pod kątem stronniczości (bias) i zapewnia równą jakość działania dla różnych grup pacjentów?
  7. Czy dane medyczne będą przetwarzane zgodnie z prawem? Czy rozwiązanie spełnia wymagania RODO i zapewnia odpowiednią ochronę danych pacjentów?
  8. Czy rozwiązanie jest cyberbezpieczne? Czy producent stosuje odpowiednie zabezpieczenia i procedury chroniące przed cyberatakami?
  9. Czy zapewnisz utrzymanie AI po wdrożeniu? Kto będzie odpowiadał za aktualizacje modelu, wsparcie techniczne, monitoring i rozwój systemu?
  10. Czy znasz pełny koszt i długoterminowe korzyści? Czy uwzględniono nie tylko cenę zakupu, ale również koszty integracji, utrzymania, szkoleń oraz rzeczywisty zwrot z inwestycji?
Wielu świadczeniodawców nadal nie indeksuje EDM do P1 i w efekcie dane nie są widoczne na IKP. A to odbija się na pozycję w badaniu rankingu eHealth Indicator
Wielu świadczeniodawców nadal nie indeksuje EDM do P1, a w efekcie dane nie są widoczne na Indywidualnym Koncie Pacjenta. A to odbija się na pozycję w rankingu eHealth Indicator

W tegorocznym raporcie Komisji Europejskiej „Digital Decade eHealth Indicator Study 2026” Polska uzyskała 92 punkty – tyle samo co rok temu. Ministerstwo Zdrowia uspokaja: ranking nie powinien być interpretowany jako klasyczny wyścig o pierwsze miejsce.

Z 5. miejsca w 2023 roku na 9. w 2025 roku

Publikowany co roku wskaźnik eHealth Indicator obrazuje poziom dostępu obywateli państw UE do elektronicznej dokumentacji medycznej w tym zakres danych zdrowotnych, które można sprawdzić online. Komisja Europejska chce, aby do 2030 roku wszystkie kraje uzyskały 100 procent, czyli każdy obywatel miał pełny wgląd do swoich danych przez dedykowany centralny portal albo aplikację mobilną. Wynika to z tzw. Dekady Cyfrowej 2030, która obejmuje też inne aspekty cyfryzacji jak dostęp do e-usług administracji publicznej.

Trzeba podkreślić, że wskaźnik e-zdrowia nie jest miernikiem dojrzałości cyfryzacji ochrony zdrowia, bo nie obejmuje innych wdrożonych systemów, a jedynie dostęp obywateli do danych zdrowotnych.

Liczba punktów w mierniku e-zdrowia dla Polski w latach 2022-2025
Liczba punktów w mierniku e-zdrowia dla Polski w latach 2022-2025 względen średniej UE

Co roku nasza pozycja w rankingu rosła: w 2022 roku uzyskaliśmy 86,40 punktów (5. miejsce), w 2023 roku – 90,04 pkt. (5 miejsce), a w 2024 roku – 91,82 pkt. (6. miejsce). Jednak w 2025 roku trend się zatrzymał i liczba punktów pozostała bez zmian. W tym czasie inne kraje szybko nadrabiały zaległości. W 2022 roku nasza przewaga nad średnią europejską wynosiła aż 15 punktów procentowych, a w 2025 roku już tylko 5 pp.

W tym roku po raz pierwszy dwa kraje – Belgia i Estonia – osiągnęły próg 100%. Paradoksalnie, największe gospodarki Europy, takie jak Francja i Niemcy, zajmują ostatnie miejsca (88%).

  1. Belgia – 100%
  2. Estonia – 100%
  3. Dania – 98%
  4. Litwa – 98%
  5. Grecja – 94%
  6. Łotwa – 94%
  7. Malta – 94%
  8. Słowenia – 93%
  9. Polska i Portugalia – 92%
Wskaźniki e-zdrowia dla krajów UE. Nie liczy się pozycja w rankingu, ale tempo zbliżania się do 100 punktów - poziomu, który powinien zostać osiągnięty w 2030 roku (tłumaczenie własne)
Wskaźniki e-zdrowia dla krajów UE. Nie liczy się pozycja w rankingu, ale tempo zbliżania się do 100 punktów – poziomu, który powinien zostać osiągnięty w 2030 roku (tłumaczenie własne)

Inne kraje przyspieszają, a cyfryzacja dokumentacji medycznej w Polsce tkwi w miejscu

Tak niski wynik zaskakuje, biorąc pod uwagę ogromne inwestycje w e-zdrowie realizowane w ostatnich miesiącach w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Jeszcze w 2023 roku zajmowaliśmy 5. miejsce. Centrum e-Zdrowia i Ministerstwo Zdrowia często powołują się na wyniki raportu, argumentując, że Polska jest „europejskim liderem e-zdrowia”.

Powód spadku jest prosty. Ranking opublikowany w czerwcu br. obejmuje dane za 2025 rok. W okresie 2024–2025 procent świadczeniodawców indeksujących elektroniczną dokumentację medyczną w systemie P1 zwiększył się z 56 proc. do 61%. Dane z systemu P1 trafiają na Indywidualne Konto Pacjenta (IKP) i do aplikacji mojeIKP – a to właśnie dostępność danych dla pacjentów, w tym ich zakres i kompletność, jest oceniana w ramach eHealth Indicator Study. Wzrost o 5 punktów procentowych podmiotów indeksujących EDM nie wpłynął na wskaźnik e-zdrowia. W tym czasie ogromne postępy zrobiły trzy kraje, które dotąd plasowały się za Polską: Grecja (+20 pp.), Łotwa (+8 pp.) i Słowenia (+6 pp.). Aż 18 państw członkowskich poprawiło swój wynik względem poprzedniego roku.

Poprosiliśmy Ministerstwo Zdrowia o komentarz w tej sprawie.

– Gwałtowny wzrost wyników, w części przypadków skutkujący wyprzedzeniem Polski, nastąpił głównie w państwach o znacznie mniejszej populacji niż Polska – argumentuje MZ, podkreślając, że Polska od lat utrzymuje wynik powyżej średniej unijnej. „Już w 2024 roku Polska osiągnęła wynik ok. 90%, czyli o 11 punktów procentowych powyżej średniej UE wynoszącej 79%. W kolejnej edycji wynik Polski wzrósł do 92%, przy średniej UE-27 na poziomie 83%, a w raporcie 2026 Polska utrzymała poziom 92%, podczas gdy średnia unijna wzrosła do 87%.”

Raport Komisji Europejskiej podkreśla, że Polska ma solidne fundamenty e-zdrowia. Obywatele mają szeroki dostęp do danych o zdrowiu poprzez IKP i mojeIKP, w tym m.in. e-recept, e-skierowań, informacji o hospitalizacjach, wyników badań laboratoryjnych i diagnostycznych. Użytkownicy mogą korzystać z elektronicznej identyfikacji zgodnej z europejskimi standardami oraz udzielać upoważnień do dostępu do swoich danych członkom rodziny lub opiekunom prawnym. Największym wyzwaniem pozostaje podłączenie wszystkich placówek medycznych do krajowej infrastruktury wymiany danych oraz brak danych w P1 z prywatnych placówek zdrowia. Na IKP nadal nie są dostępne obrazy diagnostyczne oraz informacje o implantach i wyrobach medycznych.

– Ranking nie powinien być interpretowany jako klasyczny wyścig o pierwsze miejsce, lecz jako wskaźnik stopnia dojrzałości cyfrowej państw w realizacji celu Digital Decade, jakim jest zapewnienie do 2030 r. 100 procentom obywateli UE dostępu do ich elektronicznej dokumentacji medycznej. Polska nadal pozostaje w grupie państw o bardzo wysokim poziomie dojrzałości cyfrowej w obszarze e-zdrowia, a przesunięcie w rankingu wynika z ogólnego wzrostu poziomu dojrzałości w Unii Europejskiej – podkreśla Ministestwo Zdrowia.

„Polska utrzymuje wynik 92%, wyraźnie powyżej średniej UE, co przy kraju pozostającym 5. najludniejszym w UE potwierdza stabilną i wysoką dojrzałość polskiego systemu e-zdrowia.”

Prawie wszystkie kraje Europy inwestują miliardy euro w rozwój elektronicznej dokumentacji medycznej, integrację danych i wdrażanie Europejskiej Przestrzeni Danych dotyczących Zdrowia (EHDS). Dopóki wszystkie placówki zdrowia w Polsce nie wdrożą EDM zgodnie z obowiązującymi od 2021 roku przepisami, poziom 100 procentowej dostępności danych medycznych dla obywateli nie zostanie osiągnięty na czas, czyli do 2030 roku. Spadek z pozycji lidera na koniec rankingu nie jest wykluczony.

Kliknij na okładkę, aby pobrać "2026 digital decade eHealth indicator study"
Kliknij na okładkę, aby pobrać „2026 digital decade eHealth indicator study”

1 2 3 148