Wciąż nie korzystamy z możliwości jakie daje prawdziwa cyfryzacja - twierdzi dr Tomasz Zieliński
Wciąż nie korzystamy z możliwości jakie daje prawdziwa cyfryzacja – twierdzi dr Tomasz Zieliński

Jaki jest bilans cyfryzacji ochrony zdrowia na początek 2026 roku? Odpowiada dr Tomasz Zieliński, Wiceprezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie, Konsultant Wojewódzki w dziedzinie medycyny rodzinnej.

Niestety w 2025 roku cyfryzacja zdrowia nadal była w stagnacji. Otoczenie z zakresu IT zmienia się super dynamicznie, a my w ochronie zdrowia stoimy w miejscu. No może drepczemy leciutko do przodu, w ramach rozwiązań systemowych.

Oczywiście cały rynek generuje nowe rozwiązania, ale nie są one takie, jakich oczekiwałbym jako lekarz POZ, czy ogólniej – lekarz ubezpieczenia zdrowotnego. Wciąż nie radzimy sobie z najprostszymi rzeczami. Nadal pacjent nie może realizować e-recepty w różnych aptekach, refundację musimy orzekać ręcznie, a cała sprawozdawczość do NFZ wciąż ma więcej z biurokracji niż automatyzacji.

Ministerstwo Zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia, Sanepid, czy GUS zbierają od nas wielokrotnie te same dane tylko wpisywane w różnych miejscach, formatach czy aplikacjach. Wszystkie one są ulepszane, tylko wciąż nie korzystamy z możliwości jakie daje prawdziwa cyfryzacja.

Oczywiście pojawiają się jakieś światełka w tunelu, do których zaliczyłbym dosyć szybkie przygotowanie podstawowych narzędzi obsługi nowego programu profilaktycznego Moje Zdrowie, i to zarówno po stronie Centrum e-Zdrowia, jak i dostawców oprogramowania – a przynajmniej niektórych. Podobnie z zadowoleniem przyjąłem zarówno ja jak i inni lekarze POZ pojawienie się pilotażowych funkcjonalności w programie KS-LZLR-P pozwalających na wczesne wykrywanie przewlekłej choroby nerek, czy wsparcie dla wychwytywania pacjentów do opieki koordynowanej na podstawie analizy danych dostępnych w systemie gabinetowym, a także możliwość analizy całości danych znanych lekarzowi POZ, również tych w IKP.

Początek nowego roku to zawsze nadzieja na to, że nastąpi poprawa. I tym razem również liczę na nowy rok 2026. Chciałbym, żeby oprócz szaleństwa wydawania pieniędzy w KPO ten rok przyniósł nowe rozwiązania centralne, aby praca personelu medycznego była łatwiejsza, a jakość opieki zdrowotnej dla każdego konkretnego pacjenta – wyższa.

Od kilku lat tworzymy dokumentację elektronicznie, więc już pora na to, żeby jej całość była dostępna przy udzielaniu świadczeń. Wielu z nas ją udostępnia, chociaż nie ma takiego obowiązku, ale powinno się to odbywać szerzej, bo to daje wyższą jakość opieki i bezpieczeństwo pacjenta.

Mam nadzieję, że wypracujemy w końcu rozwiązania pozwalające na dostęp do danych w IKP personelowi medycznemu w sposób bezpieczny, ale też i realny. Tak aby lekarz w szpitalu, czy AOS, mógł podobnie jak lekarz POZ korzystać z danych zawartych w IKP. Dziś wymagana zgoda pacjenta jest utrudnieniem; do tego w wielu placówkach nie ma możliwości odczytania danych z IKP, bo dyrektor nie kupił funkcjonalności albo informatycy nie nauczyli personelu, jak to zrobić.

W podstawowej opiece zdrowotnej całość opieki opiera się na deklaracji pacjenta, do dziś większość pacjentów składa je w wersji papierowej, co powoduje, że dociera ona do Centrum e-Zdrowia (CeZ) dopiero po kilku miesiącach. A to ogranicza wiele funkcjonalności związanych z deklaracją, np. realizację bilansu osoby dorosłej Moje Zdrowie. Niby prosta rzecz, a wciąż nie jest rozwiązana. Wydaje się, że wystarczyłaby prosta funkcjonalność – wysłanie deklaracji z POZ w wersji elektronicznej od razu po zapisaniu papierowej w systemie informatycznym poradni.

Tworzona EDM jest w większości przechowywana w repozytoriach lokalnych, co powoduje, że każdy usługodawca musi ponosić samodzielnie koszty przechowywania dokumentów (część – 20 lat, ale też niektóre 30 lat) oraz koszty ich udostępniania. Muszą też zapewnić techniczną obsługę tych repozytoriów oraz poradzić sobie z cyberzagrożeniami. To wszystko powoduje, że nawet do wytworzonej EDM często nie ma dostępu, a CeZ nie może weryfikować poprawności indeksowanej EDM, bo też nie ma do niej dostępu.

Każdy pacjent ma jakieś badania profilaktyczne, które powinien wykonać. Te informacje powinny być zintegrowane i dostępne zarówno dla pacjenta, jak i personelu medycznego. Dziś jednak są one rozproszone po różnych systemach i bazach – w związku z tym nie mamy pewności, kiedy kobieta może i powinna wykonać cytologię, albo kiedy i czy pacjent może mieć wykonany program profilaktyczny chorób układu krążenia. Ktoś powie, że są przecież dane w SIMP. Tak są, ale nie są kompletne i nie uwzględniają ograniczeń wynikających np. w przypadku profilaktyki chorób układu krążenia (ChUK) z wykonania wcześniej bilansu Moje Zdrowie. To personel medyczny musi zbierać ręcznie dane z różnych źródeł informatycznych i robiąc sobie notatki, kompletować informacje.

Czytelnik pewnie spodziewał się moich marzeń dotyczących AI, włączenia agentów, którzy będą „przeczesywać” dokumenty pacjenta i wskazywać potencjalne kierunki diagnostyki, a nawet być może wskazywać przeoczone fakty, które pomogą rozwiązać problem zdrowotny albo wyjaśnią niepokojące objawy. Narzędzia mogłyby pokazywać trendy, predykcyjnie ukierunkowywać działania personelu medycznego zgodnie z różnymi skalami ryzyka, wytycznymi towarzystw naukowych, albo też automatyzować oczywiste czynności sprawozdawcze. Mogłyby.

Niestety ostatnie lata pokazały mi, że szkoda patrzeć na to, co moglibyśmy zrobić, bo to potem wywołuje tylko frustrację, że nie zostało zrobione. Lepiej cieszyć z małych rzeczy. I tak oto jutro pójdę do pracy i będę się – mam nadzieję – cieszył, że nie ma awarii systemów centralnych i program w gabinecie działa, bo przecież mogłem paść ofiarą ataku cyberhakerów, do którego pewnie nie jestem w pełni przygotowany, bo zostałem – tak jak większość podmiotów POZ – pozostawiony sam sobie z tym tematem. Jako kraj inwestujemy, i dobrze, w cyberbezpieczeństwo szpitali, ale nie zauważamy tych tysięcy małych placówek, które same sobie nie poradzą. Mam nadzieję, że w 2026 roku, zanim wydarzą się kolejne cyberataki, to temat konieczności wsparcia małych podmiotów zostanie zauważony.

Kamery przyczepiona do muszli klozetowej pełni rolę domowego laboratorium. Wykrywając krew w stolcu, może nawet uratować życie
Kamery przyczepiona do muszli klozetowej pełni rolę domowego laboratorium. Wykrywając krew w stolcu, może nawet uratować życie

Najpierw zdjęcie zawartości, potem dokładna analiza przez AI, a na koniec rekomendacje dotyczące odżywania się i ostrzeżenia o krwi w stolcu – tak działa nowe urządzenie Kohler Health. Inteligentne toalety mogą śmieszyć, ale to najprostszy, najtańszy i najskuteczniejszy sposób wykrywania niektórych groźnych chorób.

To nie jest temat do żartów

Statystyki są alarmujące: w latach 1999–2000 liczba chorych na raka jelita grubego wzrosła o 500 proc. i sięgnęła w Polsce 25 000 osób rocznie. Rośnie zachorowalność, ale wielu chorych trafia do lekarza, gdy jest już za późno na leczenie. Objawy jak obecność krwi w stolcu, uporczywe biegunki i zaparcia łatwo zbagatelizować, a badania kontrolne wykonujemy zbyt rzadko, aby wykryć zagrożenia na czas.

Od lat poszukiwane są szeroko dostępne metody sceeningu zdrowia, najlepiej dostępne w domu. O ile COVID-19 można już samemu zdiagnozować testem kupionym w aptece, a znamiona ocenić na podstawie zdjęcia smartonem i przy użyciu aplikacji, zorientowanie się, że naszym jelitom coś dolega, jest o wiele trudniejsze. Badanie kału wymaga wizyty u lekarza i w laboratorium, co dla wielu jest niekomfortowe i do czego zmusza często dopiero poważna choroba.

Kiedy kilka lat temu na rynku pojawiła się inteligentna deska klozetowa, debatę o wartości dla zdrowia przyćmiły komentarze o podglądaniu, totalnej kontroli czy braku prywatności. Do dziś każda innowacja w zakresie inteligentnej toalety ma pod górkę. Oczywiście, wynika to z tego, że technologia chce wkroczyć do najbardziej intymnej sfery naszego życia. Ale robi to w imię lepszego zdrowia, samopoczucia, a czasami może i życia.

Paradoksalnie, na rynku są już dostępne smart kuwety dla psów lub kotów, które mają śledzić nawyki żywieniowe domowych zwierząt. Sytuacja przypomina często powtarzane powiedzenie, że ludzie bardziej dbają o swoje samochody – wykonując coroczne przeglądy – niż o własne zdrowie.

Cenne informacje z wydzielin

Tymczasem skład moczu i kału pozwala wykryć wiele schorzeń układu pokarmowego i moczowego, a także chorób ogólnoustrojowych. I to na bardzo wczesnym etapie, kiedy jeszcze nie zauważamy żadnych symptomów.

W zeszłym roku Withings, producent inteligentnych wag i smartwatchy, wprowadził na rynek U-Scan, czyli przypominający kostkę toaletową czujnik analizujący metabolity – związki chemiczne będące efektem procesów przemiany materii w organizmie. Przykładowo, urządzenie potrafi zmierzyć poziom ketonów, witaminy C, bio-kwasowość czy poziom wapnia. W połączeniu z innymi danymi, użytkownik otrzymuje rekomendacje dotyczące stylu życia, odżywania się, nawodnienia organizmu.

U-Scan jest urządzeniem typu lifestyle, a nie medycznym – producent nie pokusił się na certyfikację, która jest droga i wymaga badań klinicznych. To zresztą strategia większości innowatorów, którzy wolą zaczynać od ostrożnego wchodzenia na rynek z pominięciem restrykcyjnych wymagań obowiązujących w UE.

Kamera, zdjęcie, diagnoza

Ale wszystko wskazuje na to, że toaleta prędzej czy później stanie się domowym mini-laboratorium, bo to tutaj można uchwycić dane obrazujące stan zdrowia. Na to porywa się kolejna firma. Kohler Health przedstawił kamerę robiącą zdjęcie kału i na tej podstawie oceniającą zdrowie jelit i dającą rekomendacje dotyczące odżywiania się. Ale jest też poważniejsza funkcja, czyli wykrywanie krwi w stolcu, która może świadczyć o rozwoju poważnych chorób. Urządzenie mocuje się na krawędzi muszli klozetowej. Aby zachować pełną prywatność, kamera aktywowana jest na podstawie identyfikacji odciskiem palca. Sensor Dekoda wykrywa ruch, oświetla kał i następnie robi jego zdjęcie. Teraz specjalny model AI – wytrenowany na 1,2 mln punktach danych – dokładnie analizuje zawartość i za pomocą Bluetooth przesyła wyniki do aplikacji mobilnej. Tam można sprawdzić zdrowie jelit, liczbę wizyt w toalecie, otrzymać rekomendacje dotyczące nawodnienia i odżywiania się, a także informacje o ewentualnym wykryciu krwi ukrytej w stolcu. Wówczas apka rekomenduje wizytę u lekarza celem dalszej konsultacji.

Kontrola zdrowia jelit staje się modna w rozwiązaniach medtech. Za kilka lat może trafić do mainstreamu i być wykorzystywana rutynowo w profilaktyce
Kontrola zdrowia jelit staje się modna w rozwiązaniach medtech. Za kilka lat może trafić do mainstreamu i być wykorzystywana rutynowo w profilaktyce

Urządzenie kosztuje 599 USD i wymaga dodatkowego abonamentu od 70 do 156 USD rocznie – za drogo, aby trafiło do szerokiego grona odbiorców. Ale z każdą nową premierą i każdą nową innowacją, generowane są nowe dane, doskonalone algorytmy i powstają badania napędzające dalszy rozwój technologii, aż w końcu trafi do publicznego systemu ochrony zdrowia. Na początek do osób z grup ryzyka, a za kilka lat może na takim poziomie powszechności jak obecnie ciśnieniomierze.

Adam Konka, były Dyrektor Centrum e-Zdrowia
Adam Konka, były Dyrektor Centrum e-Zdrowia

Rok 2026 będzie rozstrzygający dla wdrożenia inwestycji e-zdrowia z KPO. Jaki jest harmonogram prac? Jakich efektów można się spodziewać? O to – jeszcze przed odwołaniem ze stanowiska Dyrektora Centrum e-Zdrowia – zapytaliśmy Adama Konkę.

Rok 2026 zapamiętamy wszyscy jako moment oficjalnego startu centralnej e-rejestracji w Polsce. Oferowanie pacjentom tej formy zapisu – na początku na trzy świadczenia, czyli badania mammograficzne, cytologiczne oraz pierwszą wizytę u kardiologa – stało się obowiązkowe dla placówek już od 1 stycznia (redakcja: do pilotażu – do którego można było przystąpić do końca grudnia 2025 roku – dołączyło 938 placówek, czyli jednak trzecia wszystkich podmiotów).

To gigantyczny projekt, którego wdrożenie odbywać się będzie stopniowo w ciągu najbliższych lat, ale już teraz możemy być pewni kilku kluczowych kwestii. Po pierwsze, e-rejestracja zmieni sposób funkcjonowania ochrony zdrowia w Polsce, i to znacznie bardziej, niż miało to miejsce w przypadku e-recepty czy e-skierowania. Proces zapisów staje się znacznie wygodniejszy, łatwiejszy, a równocześnie bardziej transparentny. Po drugie, już okres pilotażu e-rejestracji pokazał, że wiąże się z nią realna szansa na skrócenie czasu oczekiwania na usługi medyczne, m.in. poprzez łatwe odwoływanie wizyt, możliwość szybkiego sprawdzania wolnych terminów na dowolnie zdefiniowanym obszarze oraz automatyczne przypomnienia o wizytach.

Co ważne, jeszcze w 2026 roku spodziewamy się rozszerzenia e-rejestracji o kolejne 9 świadczeń (choroby naczyń, choroby zakaźne, endokrynologia, hepatologia, immunologia, mukowiscydoza, nefrologia, neonatologia i pulmonologia), a także uruchomienia specjalnego voicebota (redakcja: z początkiem stycznia CeZ wygrał proces odwoławczy i zamówienie na Asystenta AI jest kontynuowane). Zapewni on dodatkowe wsparcie osobom, które nie korzystają z internetu lub telefonów komórkowych – powiadomienia i przypomnienia o wizycie przychodzić będą także na telefony stacjonarne.

Oczywiście Centrum e-Zdrowia realizuje w tym roku także wiele innych projektów, które dla określonych grup mogą okazać się znacznie ważniejsze niż obejmująca wszystkich pacjentów centralna e-rejestracja. W ramach Krajowego Planu Odbudowy wdrażamy m.in. nową odsłonę projektu Domowej Opieki Medycznej – w skrócie: DOM. Ogromnie zwiększy on komfort współpracy z lekarzem prowadzącym w przypadku osób przewlekle chorych na cukrzycę, nadciśnienie lub zmagających się z otyłością. Natomiast karta e-DiLO, czyli elektroniczna Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego, również wdrażana w ramach KPO, przyczyni się do ucyfrowienia, a przez to uporządkowania i usprawnienia, procesu ścieżki pacjenta w ramach świadczeń z zakresu onkologii.

Kontynuując omawianie kluczowych projektów e-zdrowia z perspektywy korzyści dla pacjentów – bo to oni są najważniejsi – wspomnieć należy o osobach wykonujących badania obrazowe, takie jak zdjęcia rentgenowskie, mammografia, rezonans magnetyczny czy tomografia komputerowa. Wprowadzana przez CeZ Platforma Usług Inteligentnych (PUI) zapewni już w tym roku dostęp do certyfikowanych, sprawdzonych narzędzi wykorzystujących algorytmy sztucznej inteligencji, które będą wspierać lekarzy radiologów i diagnostykę obrazową. Sztuczna inteligencja wesprze lekarzy poprzez PUI, a pacjenci uzyskają szybsze i trafniejsze diagnozy. Kalendarz wszystkich tych wdrożeń pozostaje niezmienny – wyznaczają go ramy czasowe projektu finansowanego w ramach KPO.

Atlas Cyfryzacji 2026
Atlas Cyfryzacji 2026

17 przedstawicielom rynku zdrowia zadaliśmy po jednym pytaniu o sztuczną inteligencję, cyfryzację i przyszłość medycyny. Z eksperckich opinii powstał atlas transformacji technologicznej sektora zdrowia w 2026 roku.

Codziennie zalewa nas masa informacji z rynku ochrony zdrowia. Na pierwsze strony trafiają debaty polityczne, gorące doniesienia i palące problemy. W większości negatywne newsy nie pokazują do końca pełnego obrazu sektora zdrowia w Polsce, który mierzy się z dużymi wyzwaniami, ale także rozwija się, może pochwalić się ogromnymi postępami, korzysta z najnowszych technologii i w ostatnich latach wyrósł na cyfrowego lidera w Europie.

Nasz raport przygląda się tym zmianom, demaskując krótkoterminowe trendy i przybliżając tendencje, które będą miały największy wpływ na to, jak pracują przedstawiciele ochrony zdrowia i jak leczeni są pacjenci. Rozmawiamy z tymi, którzy decydują o przyszłości e-zdrowia w Polsce, lekarzami, startupami, naukowcami, innowatorami, dziennikarzami. Pytamy o dalszą cyfryzację, bezpieczeństwo danych, technologie stosowane w placówkach zdrowia, postępy medycyny i zmiany systemowe.

Zamiast długich wywiadów o wszystkim, każdemu z ekspertów zadajemy tylko jedno pytanie, prosząc o krótkie i konkretne odpowiedzi. O bezpieczeństwo danych pytamy Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, o cyfryzację – eksperta Naczelnej Izby Lekarskiej, o AI w codziennej pracy – Dyrektora jednego z wiodących uniwersyteckich centrów klinicznych, a o sukcesy i porażki e-zdrowia – lekarza.

Atlas Cyfryzacji 2026

Zadajemy pytania, które zadają sobie przedstawiciele rynku zdrowia i pacjenci, jak np.

Jakie projekty e-zdrowia finansowane z KPO zostaną zrealizowane w 2026 roku? Czy sztuczna inteligencja w końcu zmniejszy biurokrację w pracy lekarzy? Co zrobić, aby pacjenci mieli większy dostęp do innowacji technologicznych? Czy polskie podmioty medyczne są innowacyjne? Za jakie naruszenia ochrony danych UODO najczęściej karał lub upominał w 2025 roku i czego nas one uczą? Za co lekarze chwalą, a za co krytykują cyfryzację? Czy longevity to nauka czy mrzonka?

Z otrzymanych odpowiedzi sposób powstał wyjątkowy przewodnik, który pozwoli Państwu poznać obraz cyfrowej transformacji sektora zdrowia z lotu ptaka, jego różne oblicza, osiągnięcia i wyzwania. Jest to obiektywny obraz, który nieraz zadziwia i podważa dotychczasowe przekonania. Ale taki jest cel naszego raportu „Zdrowie 2026”.

Mamy nadzieję, że będzie dla Państwa kompasem, który ułatwi zorientowanie się w szybkich zmianach w ochronie zdrowia napędzanych nowoczesnymi technologiami, w tym sztuczną inteligencją.

Newsletter OSOZ Polska

17 liderom ochrony zdrowia zadaliśmy pytania o sztuczną inteligencję, bolączki cyfryzacji podmiotów medycznych oraz najnowsze technologie. Pytamy o kierunki transformacji cyfrowej i konkretne rozwiązania dla lekarzy i pacjentów. Tak powstał wyjątkowy przewodnik po e-zdrowiu.

Atlas Cyfryzacji 2026
Atlas Cyfryzacji 2026

Każdemu z ekspertów zadaliśmy tylko jedno pytanie.

Kliknij na baner, aby zapisać się do newslettera OSOZ
Kliknij na baner, aby zapisać się do newslettera OSOZ
- W Chinach, cyfryzacja jest obecna w niemal każdym obszarze polityki i życia społecznego - mówi Genia Kostka, prof. polityki chińskiej
– W Chinach, cyfryzacja jest obecna w niemal każdym obszarze polityki i życia społecznego – mówi Genia Kostka, prof. polityki chińskiej

Chiny w zawrotnym tempie inwestują w technologie cyfrowe i sztuczną inteligencję, a 1,4 mld mieszkańców z entuzjazmem z nich korzysta. Pomimo wyraźnych różnic w systemach politycznych, Europa może się wiele nauczyć od „tygrysa innowacji”– twierdzi Genia Kostka, profesor polityki chińskiej na Wolnym Uniwersytecie Berlińskim. Rozmawiamy o AI w ochronie zdrowia, zaskakujących wnioskach z badania relacji ludzi z chatbotami oraz chińskim modelu sukcesu na digitalizację zdrowia.

W ciągu ostatniej dekady Chiny zdołały stworzyć jedno z najbardziej zaawansowanych cyfrowo społeczeństw. Jak to się udało?

Za cyfrową transformacją Chin stoi za wiele czynników, ale pozwolę sobie zwrócić uwagę na trzy najważniejsze. Po pierwsze, Chiny są państwem monopartyjnym, kierowanym przez Komunistyczną Partię Chin, która odgórnie opracowała plany rozwoju cyfrowego. Kraj wychodzi z założenia, że cyfryzacja i innowacje są niezbędne do przyspieszenia rozwoju gospodarczego i poprawy jakości życia mieszkańców.

Po drugie, rząd centralny robi wiele, aby ten plany wdrożyć w życie. Nie wystarczy prowadzić badań – aby technologia przyniosła wymierne korzyści, musi być intensywnie wdrażana i szeroko stosowana. Chiny rozwijają technologie 3G, 4G i 5G, samochody elektryczne i centra danych. Za tym przyspieszeniem innowacji w kluczowych dziedzinach gospodarki stoi wysoki dług publiczny. Ale to konieczne, jeśli chce się być liderem technologicznym.

Do strategii i konsekwentnej jej realizacji dochodzi finansowanie. Przykładowo, już w pierwszej dekadzie XXI wieku powstał średnio- i długoterminowy plan rozwoju nauki i technologii. Później, w 2015 r., doszła do tego strategia „Made in China 2025”, w której wybrano kluczowe branże high-tech i wyznaczono jasne cele modernizacji przemysłowej. Od tego czasu pojawiło się wiele kolejnych inicjatyw, od planu w zakresie sztucznej inteligencji z 2017 r do najnowszego planu pięcioletniego, w którym technologia jest jednym z najczęściej wymienianych priorytetów.

To, jak Chiny cyfryzują administrację publiczną, było przedmiotem jednego z badań naukowych Pani Profesor.

Przeanalizowaliśmy tysiące inicjatyw cyfrowych na poziomie lokalnym. Każdy samorząd lokalny stosuje już platformy cyfrowe do świadczenia usług administracyjnych online, od rejestracji samochodów po wydawanie aktów małżeństwa. W ten sposób obywatele rzadko kiedy muszą osobiście odwiedzać urzędy.

Sztuczna inteligencja i narzędzia cyfrowe są również wykorzystywane w zarządzaniu ochroną środowiska, monitorowaniu ruchu drogowego i do angażowania obywateli. Przykładowo, za pomocą specjalnej aplikacji można zgłaszać zanieczyszczenie rzeki albo inne nieprawidłowości. W Pekinie działa infolinia 12345, pod którą mieszkańcy mogą przesyłać skargi, dzielić się swoimi obawami lub tym, z czego są niezadowoleni. Sztuczna inteligencja filtruje te wiadomości według priorytetu pilności, a każdy otrzymuje odpowiedź albo informację o stanie realizacji. Cyfryzacja jest obecna w niemal każdym obszarze polityki i życia społecznego.

Chińskie społeczeństwo korzysta z tych innowacji z dużym entuzjazmem, co częściowo wynika z planów centralnych, ale nie tylko. Skąd bierze się tak wysoki poziom akceptacji społecznej dla innowacji cyfrowych?

W Chinach – ale także w większości krajów azjatyckich – rzeczywiście panuje większy optymizm technologiczny. Oczywiście w pewnej części wynika to z uwarunkowań politycznych i kulturowych. Ale jest to również kwestia czystego pragmatyzmu.

Z moich badań porównawczych dotyczących technologii, takich jak aplikacje do śledzenia kontaktów społecznych, technologie rozpoznawania twarzy i systemy kredytów społecznych, wynika, że chociaż obywatele Chin są świadomi ryzyka – zwłaszcza w zakresie prywatności – w pierwszej kolejności podkreślają korzyści wynikające z postępu technicznego. Cenią sobie wygodę, jak przykładowo łatwe płacenie za artykuły spożywcze lub odbieranie emerytur za pomocą systemu rozpoznawania twarzy. Postrzegane korzyści przeważają nad potencjalnym ryzykiem, co zachęca do eksperymentowania i wdrażania nowych rozwiązań.

Shanghai to nowoczesna, 25-milionowa metropolia, gdzie po ulicach jeżdżą autonomiczne samochody, a kamery kontrolują każdy aspekt codziennego życia i funkcjonowania miasta
Shanghai to nowoczesna, 25-milionowa metropolia, gdzie po ulicach jeżdżą autonomiczne samochody, a kamery kontrolują każdy aspekt codziennego życia i funkcjonowania miasta

Abstrahując od systemu politycznego, co Europa mogłaby przenieść na własny grunt, aby nie przespać cyfrowej rewolucji?

Jedną z lekcji dla Europy jest to, aby nie obawiać się odgórnego podejścia do budowy infrastruktury cyfrowej. Transformacja cyfrowa wymaga dużych inwestycji na poziomie państw członkowskich UE, nawet jeśli oznacza to zaciągnięcie długu publicznego. Chiny właśnie tak postąpiły i to się zwraca.

Rząd stworzył również silne zachęty dla podmiotów publicznych i prywatnych, od dotacji fiskalnych i ulg podatkowych po finansowanie firm technologicznych. Jednocześnie cały czas nadzoruje, czy inicjatywy firm prywatnych są zgodne z celami krajowych strategii.

Europa funkcjonuje oczywiście w ramach zupełnie innego systemu ustrojowo-politycznego, więc nie może bezpośrednio powielać modelu chińskiego. Może jednak mocniej inwestować w infrastrukturę cyfrową i prowadzić bardziej zrównoważoną debatę na temat technologii.

Czyli jaką?

W Europie zbyt często skupiamy się na ryzyku innowacji i AI, a nie na możliwościach; najpierw regulujemy zamiast eksperymentować i wdrażać. Należy pamiętać, że w Chinach ma miejsce mocna propaganda promująca korzyści płynące z technologii. Nie chcemy tego w Europie. Ale moglibyśmy mocniej promować korzyści płynące z technologii cyfrowych dla społeczeństwa. Nie wiedząc, czym jest sztuczna inteligencja lub blockchain, ludzie czują się niepewnie, gdy zewsząd słyszą o wpływie tych innowacji na życie. Bardziej świadoma i wyważona publiczna debata na temat ryzyk i korzyści pomogłaby wzmocnić akceptację.

Pekin od dawna pretenduje do światowego lidera w dziedzinie sztucznej inteligencji. Jak strategia Chin różni się od Stanów Zjednoczonych i Europy?

Chiny szybko nadrabiają zaległości w AI, choć pozycja lidera zależy od tego, na jakie technologie się patrzy. Stany Zjednoczone nadal mają przewagę w badaniach nad AI, ale Chiny szybko doganiają USA w zakresie wdrażania AI.

Wprowadzony przez rząd USA zakaz eksportu chipów stał się dla Chin dużym wyzwaniem, aby utrzymać tempo cyfryzacji. Ale Pekin szybko zareagował, inwestując w rozwój krajowych chipów, co pozwoliło na rozwój AI. Przykładowo, chociaż chińskie duże modele językowe LLM nie dorównują jeszcze tym amerykańskim, to szybko zmniejszają dystans do nich, do tego wiele z nich jest dostępnych w modelu open source.

Przywództwo w dziedzinie sztucznej inteligencji będzie zależało nie tyle od przełomowych technologii, ale od ich dyfuzji, czyli adaptacji. A w tym obszarze Chiny są liderem. Z mojej perspektywy, zarówno Stany Zjednoczone, jak i Chiny są liderami AI, ale każde z tych państw w innym obszarze. Jednak niektórzy, w tym dyrektor generalny NVIDIA Jensen Huang, uważają, że to Chiny wygrywają wyścig AI.

W jaki sposób AI jest stosowana w chińskiej ochronie zdrowia, która też boryka się z niedoborem lekarzy, starzejącym się społeczeństwem i utrudnionym dostępem do usług medycznych na obszarach pozamiejskich?

Wspomniał Pan trzy kluczowe wyzwania, przed którymi stoją Chiny: starzejące się społeczeństwo, niedobór kadr medycznych i słabo rozwinięta opieka medyczna na obszarach wiejskich. Chiny stosują celowo AI, aby im zaradzić, eksperymentując chętnie z rozwiązaniami poprawiającymi dostęp do opieki zdrowotnej, w tym zdolności diagnostyczne, automatyzującymi procesy, triażującymi pacjentów i wspierającymi decyzje klinicznych.

Przykładowo, Uniwersytet Tsinghua nawiązał współpracę z pekińskim szpitalem w celu opracowania systemu „szpitala agencyjnego” z cyfrową rejestracją, diagnostyką i mobilnymi stanowiskami pielęgniarskimi. Innym przykładem jest Ping An, jedna z największych chińskich firm ubezpieczeniowych, która uruchomiła medycznego awatara opartego na sztucznej inteligencji, oferującego konsultacje 24h/dobę. Według najnowszych danych, aplikacja telemedyczna Ping An Good Doctor ma już ponad 400 milionów zarejestrowanych użytkowników.

Innym przykładem jest system diagnostyki ultrasonograficznej wspomagany AI, wdrożony w ponad 100 placówkach służby zdrowia. Istnieje również system cyfrowych przyjęć do szpitali oraz „mobilne stacje pielęgniarskie”, które pozwalają pielęgniarkom komunikować się z pacjentami przebywającymi w domu. Tego typu projekty szybko się upowszechniają, także dlatego, że w Chinach nie ma restrykcyjnych przepisów dotyczących ochrony danych. Choć nie oznacza to, że nie obowiązują żadne reguły – w 2021 r. w życie weszła nowa ustawa o danych osobowych (PIPL, Ustawa o ochronie danych osobowych Chińskiej Republiki Ludowej), która wymaga zgody obywateli na gromadzenie danych medycznych i biometrycznych. Jednak przeszkody biurokratyczne są mniejsze niż w Europie, gdzie m.in. RODO blokuje eksperymentowanie z wieloma technologiami. I na koniec jeszcze ważny szczegół: znacznie łatwiej jest skalować rozwiązanie w populacji liczącej ponad 1,4 miliarda ludzi niż w Europie (red.: 35 razy więcej niż w Polsce).

Czy Chińczycy są tak samo otwarci na stosowanie AI w podejmowaniu decyzji medycznych jak na cyfryzację?

I tak i nie. Wprawdzie toczy się debata na temat stronniczości algorytmów i etycznego ich stosowania, ale nie jest ona tak ożywiona jak w Europie. Zaufanie do instytucji rządowych i organizacji ochrony zdrowia jest w Chinach – z oczywistych powodów – większe, a opór mniejszy. Ciekawostką jest to, że nawet osoby starsze potrafią korzystać z rozwiązań cyfrowych i mają stosunkowo duże kompetencje AI. To efekt uboczny obowiązku stosowania aplikacji do śledzenia kontaktów społecznych podczas pandemii COVID-19. Do tego rząd oferuje liczne szkolenia i opracowuje wersje aplikacji mobilnych „przyjazne dla seniorów”. To wszystko składa się na większe zaufanie do AI.

Najnowsze badanie Pani Profesor koncentruje się na emocjonalnych relacjach ludzi z chatbotami AI. Co z niego wynika?

Jednym z uderzających wniosków jest to, w jakim stopniu użytkownicy przywiązują się emocjonalnie do chatbotów. W naszej ankiecie, przeprowadzonej w czterech krajach, 48% użytkowników chatbotów traktowało je w charakterze przyjaciół, a 35% stwierdziło, że tęskniło za nimi już po kilku dniach bez czatu z botem.

Dowiedzieliśmy się też, że ludzie lubią chatboty, bo ich nie oceniają. Mogą zadać każde pytanie lub swobodnie dzielić się swoimi uczuciami. Paradoksalnie, mają przy tym wrażenie pełnej prywatności, ponieważ czują się bezpiecznie, zwierzając się maszynie. Korzystając z chatbotów, najczęściej szukamy w nich wsparcia emocjonalnego.

Co ciekawe, to osoby z większą siecią kontaktów społecznych są bardziej skłonne do nawiązywania więzi z chatbotami. Spodziewaliśmy się czegoś przeciwnego – że to osoby samotne, bardziej podatne na szukanie więzi z chatbotami. Ale w rzeczywistości to osoby aktywne społecznie poszukują dodatkowych interakcji za pośrednictwem sztucznej inteligencji.

To dobrze czy źle?

Chatboty mogą zaspokajać niektóre potrzeby społeczne, jak przykładowo rozmowa – przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej. Ludzie postrzegają je jako bezpieczną przestrzeń, w której mogą się wygadać bez obawy o ocenę. Musimy jednak wziąć pod uwagę długoterminowe skutki. Chatboty są tworzone przez firmy, które czerpią zyski wtedy, gdy korzystamy z chatbotów często i długo. Dlatego mogą nami manipulować, celowo lub nie, aby ten cel osiągnąć. Sztuczna inteligencja może do tego wpływać na opinie, a nawet na politykę krajową. Regulacje będą miały kluczowe znaczenie, aby była to technologia bezpieczna i korzystna dla ludzi.

Jak te regulacje dotyczące AI wyglądają w Chinach?

Chiny już teraz ściśle regulują wiele aspektów stosowania AI, na przykład zakazując deepfake’ów wyśmiewających polityków oraz kontrolując komunikację internetową. Można się wiele od nich nauczyć, zarówno pozytywnego, jak i negatywnego. Obserwując skutki społeczne rozwoju AI, Europa może przewidzieć wyzwania, z jakimi będzie musiała się zmierzyć za kilka lat.

Chiny odwiedziła Pani Profesor już kilka razy. Co zrobiło na Pani największe wrażenie?

Chyba to, jak technologia kontroluje każdą dziedzinę życia. Jeśli chodzi o pozytywne aspekty, to największe wrażenie zrobiło na mnie to, jak głęboko cyfryzacja przeniknęła do codziennego życia i jak dba się o to, aby każdy miał równy dostęp do innowacji.

Rząd aktywnie szkoli starszych obywateli i projektuje technologie dostępne dla wszystkich. Ta „inkluzywność” rzuca się w oczy. Oczywiście nie brakuje problemów: wycieki danych, niewystarczająca dbałość o prywatność obywateli i inne zagrożenia. Ale ogólnie rzecz biorąc widać na każdym kroku wysiłki, aby cyfryzacja generowała korzyści ekonomiczne i społeczne.

W modelu ADKAR, zmiana następuje „osoba po osobie”, a nie kolektywnie
W modelu ADKAR, zmiana następuje „osoba po osobie”, a nie kolektywnie

Nie wystarczy kupić system IT, aby placówka była dojrzała cyfrowo. Najważniejsze jest ciągłe wzmacnianie gotowości cyfrowej personelu i stworzenie kultury innowacyjności. Są na to sprawdzone metody, jak np. model Lewina czy podejście Adkar Prosci.

Większość placówek zdrowia nie zarządza zmianą

Jedne placówki szybko wdrażają nowe aplikacje i nowości, a inne stoją w miejscu nie ryzykując. To, że personel jest otwarty na innowacje albo sceptyczny nie jest kwestią przypadku, ale efektem stylu zarządzania – takiego, które skupia się na stworzeniu gotowości do zmian wszystkich członków personelu.

Jest to o tyle ważne, że liczba nowych aplikacji, rozwiązań i wymagań prawnych w zakresie e-zdrowia szybko rośnie, a za sprawą sztucznej inteligencji to tempo będzie jeszcze szybsze. Z jednej strony Ministerstwo Zdrowia wprowadza obowiązkowe rozwiązania jak EDM czy Centralna e-Rejestracja, a z drugiej pojawiają się innowacyjne technologie automatyzujące procesy i pomagające lekarzom w pracy. Przykładem są algorytmy AI. Aby je szybko wdrażać i nadążać za zmieniającym się rynkiem, otwarty na zmiany personel jest bezcenny.

Szacuje się, że ok. 60% projektów wymagających zmian organizacyjnych kończy się fiaskiem właśnie ze względu na nieodpowiednie zarządzania zmianą lub jego brak. W efekcie, jeśli pojawia się opór ze strony personelu, zarząd albo dział IT czuje się często postawiony przed murem i profilaktycznie rezygnuje z nowych wdrożeń wiedząc, że nie są one mile widziane. Wielu menedżerów improwizuje, co może prowadzić do chaosu i mentalnej blokady wśród personelu w stosunku do jakichkolwiek nowości.

8 kroków Kottera. Dobre w projektach IT, ale mało przydatne w ciągłej transformacji

Najbardziej klasyczną metodą zarządzania zmianą jest podejście Kottera, które składa się z 8 kroków:

  1. Utworzenie poczucia pilności
  2. Budowa koalicji przewodniej
  3. Sformułowanie wizji i strategii
  4. Komunikowanie wizji zmiany
  5. Usuwanie barier i umożliwianie działania
  6. Generowanie krótkoterminowych osiągnięć
  7. Konsolidacja i rozwijanie zmian
  8. Zakotwiczenie nowych sposobów działania w kulturze firmy

Weźmy przykład wdrożenia nowego systemu do koordynacji opieki w systemie IT. Pracownicy są negatywnie nastawieni. Najpierw menedżer przekonuje na zebraniu, że aplikacja jest konieczna, bo placówka ma problem z zarządzaniem przepływem pacjentów, lekarze tracą czas na szukaniu informacji, co prowadzi do nieefektywności. Następnie wybiera się kilku najbardziej otwartych cyfrowo liderów, którzy będą testować system i przekonywać innych. Menedżer określa jasną wizję, co zmieni się po wdrożeniu, jak będzie ono wyglądało i następnie przedstawia plan personelowi. Proces powinien być tak łatwy jak to możliwe – jeśli pracownicy zgłaszają, że nie mają czasu na szkolenia, trzeba zaplanować np. warsztaty dopasowane do harmonogramu pracy (podejście łagodzenia przeszkód). Kilka tygodni lub miesięcy po wdrożeniu, aby utrzymać motywację, należy podsumować, co zmieniło się na lepsze i jak placówka zbliża się do wyznaczonych celów – ten etap zaleca się świętować. Takie spotkania należy organizować cyklicznie, aby zmiana była utrzymana. Aż do momentu, gdy nowy element staje się częścią pracy.

Podejście Kottera dobrze sprawdza się w placówkach zdrowia, bo jest łatwe do zastosowania. Zaletą jest zarządzanie odgórne, łatwe do zastosowania przez menedżera w organizacjach o formalnej strukturze hierarchicznej, jak w przychodni albo szpitalu. W modelu Kottera brakuje jednak elementu zaangażowania pracowników. Wiele badań wskazuje, że jeśli nowość jest postrzegana jako „coś naszego, wspólnego”, jest chętniej adaptowana. Dlatego model Kottera trzeba uzupełnić o krok 0 – wspólnego podejmowania decyzji dotyczących zmian. 8 kroków Kottera ma jeszcze jedną wadę – można go stosować dla projektów o określonym początku i końcu. Tymczasem transformacja cyfrowa i utrzymywanie gotowości do zmian to proces ciągły.

Metodologia ADKAR firmy Prosci. Ludzie jako siła napędowa zmian

Te wady modelu Kottera, czyli centralne zarządzanie zmianą i sztywny przedział czasowy, niweluje metodologia ADKAR Prosci. ADKAR to akronim opisujący pięć celów, które każda osoba w organizacji musi osiągnąć, aby zmiana zakończyła się sukcesem: świadomość (Awareness), chęć (Desire), wiedza (Knowledge), umiejętność (Ability) i wzmocnienie (Reinforcement).

Według ADKAR, zarządzanie zmianą zaczyna się na poziomie indywidualnym, a zmiana następuje „osoba po osobie”, a nie kolektywnie, grupowo. Ten model można stosować do ogólnego wzmacniania kultury innowacyjności i gotowości na zmiany. Celem menedżera jest systematyczne uświadamianie, że zmiany są potrzebne i korzystne dla wszystkich. Jeśli zaszczepione zostanie takie nastawienie, równolegle trzeba zaoferować odpowiednie wsparcie – dostęp do wiedzy i narzędzi (systematyczne szkolenia, dostęp do płatnych zasobów naukowych, udział w konferencjach) oraz konkretne dowody, że innowacyjność się opłaca (lepsza organizacja praca, większe zadowolenie pacjentów, mniej pracy administracyjnej, lepsze wyniki finansowe i premie). W ten sposób z biernych odbiorców innowacji, pracownicy stają się aktywnymi, świadomymi uczestnikami całego procesu transformacji cyfrowej.

Świadomość oznacza, że ludzie muszą zrozumieć, dlaczego zmiana jest konieczna. Jasne i otwarte komunikowanie zapobiega plotkom, domysłom i dezinformacji na temat planowanej technologii. Na etapie generowania „pragnienia”, menedżer komunikuje, że zmiana jest korzystna. Aby taka była, musi rodzić się z aktualnych zakłóceń organizacyjnych zgłaszanych przez personel. Każda zmiana musi być tak koordynowana, aby nikt nie miał obaw, że będzie trudna albo niemożliwa do przejścia. Od tego są szkolenia i program ciągłej edukacji w zakresie np. AI albo bezpieczeństwa danych. Wyzwalanie nowych umiejętności polega na przekształceniu dostępnej wiedzy w działanie – szkolenia i mentoring są konieczne tak długo i skrojone do potrzeb użytkownika, aż nastąpi pełna akceptacja zmiany. I na koniec wzmocnienie, które jest podobne do 6, 7 i 8 kroku w metodologii Kottera. Każdy sukces warto świętować, spotkanie dotyczące np. usprawnień w organizacji pracy z pomocą IT powinny być organizowane cyklicznie, podobnie jak wyjazdy na konferencje dotyczące cyfryzacji.

ADKAR idealnie sprawdza się w długoterminowym budowaniu gotowości cyfrowej. To jednak proces wymagający systematycznych działań i zmiany filozofii zarządzania na partycypacyjne, gdzie pracownicy podejmują strategiczne decyzje wspólnie z zarządem.

Model Lewina. Postawienie grubej kreski pomiędzy „wczoraj” a „dziś”

Kolejnym podejściem zarządzania zmianą jest tzw. model Lewina. Składa się on z trzech prostych etapów: odmrożenie (tworzenie siły napędu do zmiany), zmiana (wprowadzenie nowych zasad) i zamrożenie (utrwalenie zasad). Jego zaletą jest prostota, a wadą – szokowe podejście.

Model zmiany Lewina
Model zmiany Lewina

Według Lewina, każda zmiana wymaga radykalnego podejścia. Tutaj nie ma czasu na powolne ulepszenia, długie konsultacje z personelem, niekończące się dyskusje. Sprawa jest prosta: jeśli coś nie działa, trzeba jasno to powiedzieć i naprawić sytuację tak szybko jak to możliwe. W pierwszym etapie odmrażamy utrwalony przez lata, ale niewydolny proces. A to oznacza przyznanie, że obecny stan jest nie do zaakceptowania i trzeba go pilnie zmienić. Zrywamy diametralnie z przeszłością i uświadamiamy personelowi, że brak reform zagraża płynności funkcjonowania.

To nie jest jednak postawienie pracowników przed faktem dokonanym – menedżer musi działać zdecydowanie, ale jego rolą jest stworzenie poczucia bezpieczeństwa i zapewnienie wszystkich, że po zmianie będzie dużo lepiej. W fazie zmiany planuje się wprowadzenie planu restrukturyzacji organizacyjnej i informatycznej. Określa się nowe cele, dokładny harmonogram zmian, mierzalne cele. Ważne jest przy tym, aby nowa wizja inspirowała, pobudzała wyobraźnię. Nie ma co się bać nakreślania odważnych planów, jak „dzięki wdrożeniu nowego algorytmu będziemy liderem…”. W ten sposób personelowi będzie łatwo identyfikować się z tak nakreślonymi celami. Następnie zmiana jest wprowadzana i zamrażana, czyli stabilizowana i utrwalana. Całkowite zerwanie z przeszłością powoduje, że stare praktyki nie są już akceptowalne i nie istnieje ryzyko, że powoli ludzie wrócą do poprzednich przyzwyczajeń. Ten proces trzeba jednak monitorować i wzmacniać systemem zachęt.

Model Kottera, ADKAR i Lewina to trzy wiodące modele zarządzania zmianą, które świetnie się nadają do wdrożenia w organizacjach ochrony zdrowia. Bez gotowości do zmian, placówki medyczne ryzykują, że nie skorzystają z nowych możliwości – organizacyjnych, finansowych i jakościowych – które otwiera cyfryzacja. To grozi rosnącym niezadowoleniem pracowników i pacjentów, nadrabianiem w pośpiechu zaległości, gdy pojawiają się nowe wymagania prawne oraz rosnącymi kosztami w wyniku nieefektywności organizacyjnych. Bez gotowości na zmiany, nie ma płynnej transformacji cyfrowej. A bez niej, placówka stawia na szali swoją przyszłość.

W najbardziej decydującym momencie dla projektów e-zdrowia finansowanych z KPO, Centrum e-Zdrowia szuka nowego dyrektora po odwołaniu Adama Konki

Rekordowa suma pieniędzy na e-zdrowie z KPO, nadzieje i rozczarowania związane z Centralną e-Rejestracją, nowe kierownictwo MZ i Centrum e-Zdrowia (ale na krótko) z zadaniem dopięcia strategicznych projektów digitalizacji, a z drugiej strony zastój we wdrażaniu EDM oraz rosnące zagrożenia cybernetyczne – rozpoczęte w 2025 roku wchodzą w decydującą fazę. Czy się obronią?

Nowi ludzie od e-zdrowia

Odpolitycznienie Ministerstwa Zdrowia i zastąpienie niezwiązanej ze zdrowiem Izabeli Leszczyny doświadczoną od lat menedżerką zdrowia, Jolantą Sobierańską-Grenda, to tylko wierzchołek zmian kadrowych mających zagwarantować, że koalicja rządząca dowiezie obiecane zmiany na lepsze w zdrowiu. Nowy wiceminister Tomasz Maciejewski to wyraźny znak, że cyfryzacja i AI będą traktowane priorytetowo. Jeszcze jako Dyrektor Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie dał się poznać jako menedżer otwarty na technologie. To właśnie w tej placówce powstał pierwszy w Polsce wydział ds. AI, a IMiD wdrożył kilka ciekawych rozwiązań opartych na algorytmach AI do opieki nad noworodkami.

Nic dziwnego, że za ciosem zmieniła się też dyrekcja Centrum e-Zdrowia. Każdy nowy Minister Zdrowia chce mieć zaufanego człowieka kierującego podległą MZ agencją odpowiedzialną za cyfryzację. Dla obserwatorów, przetasowania w CeZ były kwestią czasu. Wprawdzie dr Małgorzata Olszewska słusznie postawiła na początku na cyberbezpieczeństwo, ale po zastrzyku środków z KPO, CeZ nie nadążał z realizacją nowych projektów. Przykładem jest Platforma Usług Inteligentnych – wiemy, że ma być i że wszystkie szpitale w Sieci Szpitali otrzymają bezpłatny dostęp do algorytmów AI w diagnostyce. I tyle. Wszyscy czekają, także szpitale, które dostały z KPO pieniądze na digitalizację. Z początkiem listopada Centrum e-Zdrowia ogłosiło przetargi na PUI. Z końcem miesiąca wpłynęło już 6 protestów. Ich rozstrzygnięcie zajmie kolejne 1–2 miesiące i w ten sposób cały projekt jest zagrożony.

Tym bardziej wszystkich zaskoczyło odwołanie Adama Konki ze stanowiska Dyrektora CeZ już po kilku tygodniach od objęcia stanowiska. Ale rotacja dyrektorów CeZ to już tradycja.

AI wdziera się do zdrowia ze wszystkich stron

Żaden inny temat – może poza wynagrodzeniami w ochronie zdrowia – nie wzbudzał tylu emocji co sztuczna inteligencja. Bańka AI miała pęknąć, ale rośnie i trzyma się mocno. Nie ma tygodnia bez nowego narzędzia AI, bez nowego modelu albo bez nowego badania naukowego na temat zastosowania algorytmów w medycynie.

Po trzech latach od premiery generatywnej AI zaczyna powoli klarować się, co ta rewolucja oznacza dla ochrony zdrowia. Po pierwsze, algorytmy w urządzeniach medycznych, które asystują w diagnostyce medycznej i analizują obrazy. To nic nowego, ale trend przyspiesza – w tym roku liczba urządzeń z algorytmami AI albo uczenia maszynowego dopuszczonych przez amerykańską Agencję ds. Leków i Żywności (FDA) przekroczyła 1200. Po drugie, i na to czekają wszyscy od dawna, duże modele językowe wchodzą do elektronicznej dokumentacji medycznej. W USA to już powszechny trend, ale i polscy dostawcy IT integrują pierwsze algorytmy w swoich systemach gabinetowych. Na razie ostrożnie, ale to tylko kwestia czasu, kiedy AI podsumuje informacje w EDM albo pokaże trendy w wynikach badań i znajdzie nowe korelacje.

Strukturalne problemy nadal hamują AI

Narzędzia AI są bezpieczne i pozwalają znacznie zredukować czas pracy administracyjnej lekarzy. Mimo to, nadal stosowane są jedynie przez wąskie grono placówek zdrowia – z badania Centrum e-Zdrowia wynika, że tylko ok. 6% placówek wykorzystuje AI. W przypadku szpitali to 15%, co jednak wynika przede wszystkim z rozwiązań AI od dawna stosowanych w systemach diagnostyki obrazowej.

Dlaczego tak mało? To skomplikowane. Placówki medyczne borykają się z wieloma problemami naraz, od braków kadrowych do niskich wycen procedur przy rosnących wynagrodzeniach personelu. Do tego NFZ nie płaci za jakość uzyskaną dzięki AI. Lepsza precyzja diagnoz albo mniejsze obciążenie dla pacjenta w chemioterapii dzięki dopasowaniu optymalnej dawki promieniowania – te elementy są zupełnie pomijane w wycenach. Dlatego AI wdrażają na razie ci najbardziej ambitni. Tutaj warto dodać od dawna krytykowaną bierną postawę NFZ jeśli chodzi o wspieranie innowacyjności sektora zdrowia. NFZ, który także w tym roku jest pod kreską finansową, piłeczkę odbija do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), bo to ona daje wytyczne.

I tutaj pojawiło się małe światełko w tunelu. Ostatni raport AOTMiT zwraca uwagę na konieczność reformy systemu refundacji, który nie przystaje już do cyfrowej ochrony zdrowia. Dzisiaj także aplikacje mogą pełnić formę leków, a AI wpływa wymiernie na wyniki leczenia. Dlaczego więc miałyby pozostawać poza publicznym finansowaniem?

AI zaczyna się od własnego podwórka

Nie ma też co się oszukiwać: same zmiany systemowe niczego nie zmienią w kwestii wdrażania innowacji AI bez świadomości potencjału nowych technologii oraz uporządkowanych danych – AI jest tak dobra jak jakość gromadzonych danych. Warunkiem koniecznym jest dobry system IT oparty na aktualnych standardach interoperacyjności, integrujący wszystkie dane w ramach działalności placówki, w jednej bazie, czyli tzw. część białą i szarą. I to najlepiej w chmurze, bo to rozwiązanie oferujące od razu wyższe cyberbezpieczeństwo i elastyczność.

Dopiero na tym fundamencie można wdrażać oferowane przez dostawcę IT algorytmy albo rozwiązania zewnętrzne. Obowiązuje jednak jedna zasada: wszystkie narzędzia powinny być zintegrowane z EDM, aby ograniczyć liczbę aplikacji stosowanych przez personel medyczny, liczbę logowań, liczbę kliknięć – czyli obciążenia technologiczne.

A danych możliwych do przetwarzania przez AI będzie coraz więcej. Wkrótce mogą do nich dołączyć dane z badań laboratoryjnych. Na razie są zapisywane w różnych formatach, ale w 2026 roku zakończy się pilotaż wdrożenia standardu LOINC, który realizuje Uniwersytet Medyczny w Łodzi i Agencja Badań Medycznych. To kolejne cenne dane, z których AI może zrobić duży pożytek.

2026 rok będzie rokiem rozczarowań i kroków milowych

Przy tym tempie wdrażania projektów z KPO jedno jest pewne: rok 2026 będzie rokiem, w którym do placówek medycznych trafi wiele nowych rozwiązań IT. Mimo dużego optymizmu na poziomie centralnym, można się spodziewać, że nie wszystkie systemy jak CeR od razu będą działać idealnie. Nieraz będzie to powodem do frustracji i niezadowolenia. Ale to mają do siebie duże projekty cyfryzacji, że na początek musi być gorzej, aby potem było lepiej. Rzadko kiedy idealnie jest od samego startu.

Tymczasem odłogiem leżą zadania, którymi Ministerstwo Zdrowia musi się pilnie zająć. W cyberbezpieczeństwie zaczyna się coś ruszać, głównie dzięki dyrektywie NIS2, ale wsparcia potrzebują mniejsze placówki medyczne. Warto przypomnieć, że Polska jest mocno opóźniona we wdrażaniu Europejskiej Przestrzeni Danych Medycznych. W przypadku pierwotnego przetwarzania danych, pójdzie o wiele łatwiej. Chodzi o przygotowania tzw. Podsumowania Pacjenta, które będzie widoczne w całej UE. Według zapowiedzi, będzie ono widoczne na Internetowym Koncie Pacjenta (IKP). Recepty transgraniczne już w pełni działają. Szkoda, że kiedy wyzwań przybywa, CeZ szuka nowego dyrektora zamiast skupiać się na sprawnej realizacji projektów.

O wiele trudniejsze będzie tzw. wtórne przetwarzanie danych medycznych do celów np. naukowych. W tym celu do 2029 roku ma powstać centralny hub danych integrujący dane z różnych części systemu e-zdrowia. Organizacje zdrowia publicznego, naukowcy, firmy farmaceutyczne albo startupy będą mogły wnioskować o udostepnienie anonimowych danych do badań nad nowymi lekami, terapiami albo innowacjami AI. Polska na razie nie wie jak wziąć się za EHDS. Nadal nie wiadomo, kto będzie odpowiadał za jego wdrożenie – Agencja Badań Medycznych, a może Centrum e-Zdrowia? To wyzwanie dla nowego wiceministra zdrowia odpowiedzialnego za cyfryzację. Rok 2026 w e-zdrowiu zapowiada się jeszcze dynamiczniejszy niż 2025.

Smartwatch ostrzegający o nadciśnieniu oraz smartfon na ból po ukąszeniu komara - oto druga część przeglądu innowacji 2025 roku
Smartwatch ostrzegający o nadciśnieniu oraz smartfon na ból po ukąszeniu komara – oto druga część przeglądu innowacji 2025 roku

Spośród tysięcy premier innowacji technologicznych dla zdrowia, wybraliśmy te, które przełamują obecne ograniczenia medycyny i oferują konkretną pomoc pacjentom i lekarzom.

Newsletter OSOZ

Alerty o nadciśnieniu ze smartwatcha

Apple wprowadził do swoich nowych zegarków Apple Watch serii 9 i Ultra 2 funkcję ostrzegającą o potencjalnym nadciśnieniu krwi. Smartwatch nie mierzy jednak ciśnienia, ale oblicza ryzyko z pomocą certyfikowanego algorytmu analizującego dane z czujnika optycznego monitorującego przepływ krwi. Aby dokonać obliczeń, smartwatch potrzebuje danych zbieranych przez min. 30 dni. Jeśli AI wykryje potencjalne nadciśnienie, firma zaleca pomiar przez 7 kolejnych z pomocą profesjonalnych urządzeń, aby zweryfikować alert. W Polsce na nadciśnienie choruje ok. 10–12 mln osób. Cześć z nich o tym nie wie, a choroba może prowadzić do uszkodzenia narządów wewnętrznych, zawału serca oraz udaru mózgu.

Ostrzeżenie o możliwym nadciśnieniu w zegarku Apple (zdjęcie: Apple)
Ostrzeżenie o możliwym nadciśnieniu w zegarku Apple (zdjęcie: Apple)

Smartfon łagodzi ból

Od dawna znany był domowy sposób na złagodzenie swędzenia po ukąszeniu komara – przyłożenie gorącej łyżeczki do miejsca z bąblem. Jednak metoda ta nie zawsze działała, bo jak się okazuje, kluczowa jest odpowiednia temperatura. Naukowcy odkryli, że najskuteczniej pomaga 50 stopni Celsjusza. Na podstawie tego odkrycia, rynek zalały podręczne urządzenia do terapii hipertermicznej ukąszeń. Ale jedna innowacja zasługuje na uwagę. Heat It ma formę małego breloczka, przypominając przenośny dysk USB. Wkłada się go do gniazdka smartfona, który podgrzewa końcówkę urządzenia do odpowiedniej temperatury. Wystarczy przyłożyć – według wskazówek aplikacji – do miejsca ukąszenia, wytrzymać krótkotrwały ból i po wszystkim. Heat It opracowano na podstawie badania obejmującego 12 000 ukąszeń komarów. Kolejny przykład, że smartony już nie tylko monitorują zdrowie i wykonują badania, ale też stają się urządzeniami medycznymi.

Wystarczy przyłożyć na chwilę Heat It do miejsca ukąszenia i po swędzeniu (zdjęcie: Heat It)
Wystarczy przyłożyć na chwilę Heat It do miejsca ukąszenia i po swędzeniu (zdjęcie: Heat It)

Opaska fitness z EKG i ciśnieniomierzem

Chcesz monitorować tempo starzenia się albo uzyskać dokładny wgląd w zdrowie swojego serca i formę fizyczną? W maju 2025 roku swoją premierę miał Whoop MG, czyli pierwsza opaska fitness klasy medycznej. Urządzenie oferuje dokładny pomiar EKG oraz ciśnienia krwi (w wersji beta) – a to podstawowe mierniki zdrowia układu sercowo-naczyniowego. Jak chwali się jego producent, wśród użytkowników są topowi sportowcy jak Cristiano Ronaldo czy Aryna Sabalenka. Ale spokojnie, nawet jeśli nie jesteś zawodowym sportowcem, Whoop pomoże zoptymalizować twoje zdrowie, kondycję fizyczną i tryb życia. Nie ma ekranu, aby nie rozpraszać. Aplikacja mobilna oferuje personalizowane porady.

Z Whoop korzysta podobno Cristiano Ronaldo i Aryna Sabalenka (zdjęcie: Whoop)
Z Whoop korzysta podobno Cristiano Ronaldo i Aryna Sabalenka (zdjęcie: Whoop)

Przewodnik dla pacjentów onkologicznych

Przejmij kontrolę nad leczeniem nowotworu, zrozum swoją diagnozę, zapoznaj się z badaniami klinicznymi i śledź objawy – to wszystko oferuje Outcomes4Me, pierwsza aplikacja mobilna pełniąca rolę przewodnika dla chorych na raka. Apka analizuje wyniki badań naukowych – dostępne najczęściej tylko dla onkologów – i w połączeniu z dokumentacją medyczną oraz z pomocą AI zamienia je na personalizowane ścieżki leczenia.

Podpowiada też badania genetyczne i genomowe do wykonania oraz ułatwia śledzenie objawów. Z pomocą apki chorzy mogą dzielić się swoimi doświadczeniami i wskazówkami. Outcomes4Me powstała, aby ułatwić chorym na raka poruszanie się po skomplikowanym systemie zdrowia oraz by pacjent mógł aktywnie zaangażować się w proces leczenia. Korzysta z niej już ponad 400 000 pacjentów, wkrótce ma być dostępna w Europie.

Outcomes4Me to przewodnik dla osób chorych na raka (zdjęcie: Outcomes4Me)
Outcomes4Me to przewodnik dla osób chorych na raka (zdjęcie: Outcomes4Me)

Mobilne EEG wykrywające ukrytą padaczkę

Pierwsze mobilne urządzenie do wykonania elektroencefalografii – badania rejestrującego aktywność mózgu. Powstało, aby szybko rozpoznać i rozpocząć leczenie potencjalnie śmiertelnych napadów padaczki. Chodzi dokładnie o tzw. stan padaczkowy niedrgawkowy (NCSE) charakteryzujący się ciągłą aktywnością napadową mózgu, nie powodującą jednak drgawek mięśniowych. NCSE może prowadzić do uszkodzenia mózgu, jeśli nie zostanie szybko zdiagnozowany i leczony. Tymczasem przygotowania do badania EEG – wykrywającego NCSE – może zająć nawet kilka godzin. Z Ceribell zajmuje to kilka minut. System składa się z elastycznej opaski zakładanej na głowę i kieszonkowego rejestratora. Badania pokazują, że system redukuje o 20% występowanie poważnych niepełnosprawności w wyniku padaczki i skraca pobyt na oddziale intensywnej terapii o 50%. Ceribell został już zatwierdzony przez FDA i stosuje go już ponad 500 szpitali w USA.

Małe EEG pozwala szybko wykryć stan padaczkowy niedrgawkowy (zdjęcie: Ceribell)
Małe EEG pozwala szybko wykryć stan padaczkowy niedrgawkowy (zdjęcie: Ceribell)

Słone potrawy bez solenia

Solenie potraw jest niezdrowe, a niesolone jedzenie nie smakuje. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca spożywać nie więcej niż 5 gramów soli dziennie co odpowiada małej łyżeczce. Nie oznacza to jednak, że dziennie możemy dodać łyżeczkę soli do potraw, bo wiele spożywanych gotowych produktów zawiera już dużo ukrytej soli. Jej nadmiar może prowadzić do nadciśnienia, chorób układu krążenia, raka układu pokarmowego, osteoporozy, chorób nerek a nawet otyłości. Ale można jeść i zdrowo i smacznie dzięki elektrycznej łyżeczce Kirim symulującej smak soli. Delikatnie emitując sygnały elektryczne do języka, pobudza odczuwanie tzw. smaku umami. Efekt? Smak soli bez soli. Oprócz łyżki dostępny jest też kubek.

Łyżka generujące smak soli (zdjęcie: Kirim)
Łyżka generujące smak soli (zdjęcie: Kirim)

Aromaterapia dla lepszej kondycji mózgu

Odkąd mieszkamy w zurbanizowanych miastach i przebywamy w szczelnie izolowanych mieszkaniach, straciliśmy kontakt z naturą i bogactwem zapachów. A te są niezwykle ważne – nie bez powodu jednym z kluczowych zmysłów człowieka jest węch. Profesor neurobiologii Michael Leon Leon nazywa obecne środowisko życia „pustynią zapachową” i twierdzi, że ma ono szkodliwy wpływ na zdrowie mózgu. Z przeprowadzonych przez niego badań wynika, że ekspozycja na różne zapachy w nocy poprawia aktywność mózgu i pamięć osób starszych. Dlatego wpadł na pomysł stworzenia Memory Air – urządzenia, które co noc emituje 40 różnych zapachów, takich jak pomarańcza czy eukaliptus. Pozytywne efekty zauważono nawet u pacjentów z demencją.

Memory Air emituje 40 zapachów, aby stymulować mózg (zdjęcie: Memory Air)
Memory Air emituje 40 zapachów, aby stymulować mózg (zdjęcie: Memory Air)

Smartfon, który nie rozprasza

Smartfony bardzo ułatwiają życie, ale kradną nam cenny czas. Sięgamy po nie kilkadziesiąt razy dziennie; skrolujemy bezmyślnie w social mediach, oglądamy w nieskończoność śmieszne filmiki i rolki. Według ostatnich badań, średnio spędzamy ok. 4 godziny i 37 minut ze smartfonem, co sumuje się w jeden dzień tygodniowo. Tymczasem celem producentów telefonów jest takie ich projektowanie, abyśmy zaglądali do nich jeszcze częściej. Podobną taktykę mają twórcy aplikacji mobilnych. Dlatego Kaiwei Tang, który pracował wcześniej dla Nokii, założył firmę Light produkującą minimalistyczne smartfony. Nowy model Light Phone III ma to, co najważniejsze: opcję rozmów, wiadomości SMS, aparat fotograficzny, nawigację GPS, podcasty, muzykę, wyszukiwarkę adresów. Nie znajdziemy w nim jednak przeglądarki internetowej, aplikacji społecznościowych czy komunikatorów. Mniej opcji i więcej czasu dla samego siebie i ważnych spraw.

Light Phone ma tylko bazowe funkcje (zdjęcie: Light Phone III)
Light Phone ma tylko bazowe funkcje (zdjęcie: Light Phone III)
Redakcja OSOZ wybrała małe i duże innowacje, które zmieniają medycynę
Redakcja OSOZ wybrała małe i duże innowacje, które zmieniają medycynę

Spośród tysięcy premier innowacji technologicznych dla zdrowia, wybraliśmy te, które przełamują obecne ograniczenia medycyny i oferują konkretną pomoc pacjentom i lekarzom.

Newsletter OSOZ

Kieszonkowy rezonans magnetyczny (MRI)

Urządzenia do rezonansu magnetycznego to drogie i ogromne maszyny ważące od ok. 7 do 17 ton, precyzyjnie obrazujące struktury wewnętrzne ludzkiego ciała, pokazując umiejscowienie nowotworów albo uszkodzenia narządów. Czy wkrótce MRI będzie małe, lekkie i mobilne, aby badanie można było wykonać w karetce pogotowia?

Naukowcy z Uniwersytetu Bostońskiego skonstruowali giętkie bezprzewodowe czujniki cewkowe ważące mniej niż bateria AA i kosztujące zaledwie 50 dolarów. Po przymocowaniu do ciała, z ich pomocą można wykonać miejscowe badania rezonansem magnetycznym, od kolan po kręgosłup. „Inteligentne metamateriały” z kabli współosiowych mogą mieć formę opasek i makietów, dopasowując się do dowolnej części ciała. Wyniki prac opublikowane w prestiżowych czasopismach naukowych pokazują, że dzięki takim rozwiązaniom MRI może stać się bardziej dostępne, przystępne cenowo i komfortowe dla pacjentów.

Miniaturowe MRI (zdjęcie: Boston University)
Miniaturowe MRI (zdjęcie: Boston University)

Dane przed oczami lekarzy

Medyczne okulary rozszerzonej rzeczywistości (AR) zaprojektowane specjalnie z myślą o zastosowaniach klinicznych. Dzięki nim, AR ma się stać bardziej dostępna dla zespołów badawczo-rozwojowych oraz klinicznych, m.in. w neurochirurgii, ortopedii, ginekologii, radiologii interwencyjnej czy elektrofizjologii.

SnkeXR umożliwia planowanie zabiegów, prowadzenie szkoleń oraz zdalną asystę przy zabiegach. Okulary wyposażono w precyzyjny system śledzenia (dokładność 0,3 mm), kamerę głębi 3D do skanowania powierzchni ciała z prędkością 30 kl./s, wbudowane oświetlenie, lupę stereoskopową o powiększeniu do 3,5x oraz wymienną baterię zapewniającą zasilanie do sześciu godzin. Pierwszy prototyp okularów jest już gotowy, a premiera rynkowa planowana jest na 2027 rok.

Okulary VR SnkeXR do m.in. zdalnej asysty przy zabiegach (zdjęcie: Snke OS GmbH)
Okulary VR SnkeXR do m.in. zdalnej asysty przy zabiegach (zdjęcie: Snke OS GmbH)

Komunikator dla tych, którzy nie mogą mówić

Zestaw słuchawkowy do komunikacji z otoczeniem dla osób, które utraciły głos w wyniku urazowego uszkodzenia mózgu, udaru, stwardnienia zanikowego bocznego (ALS) lub innych schorzeń neurologicznych. Po założeniu okularów Axon-R, pacjent widzi przed oczami pojedyncze litery, słowa i zdania. System śledzi aktywność oczu, ruchy głowy i fale mózgowe i w ten sposób pacjent wybiera frazy do wypowiedzenia. System analizuje zadawane pacjentowi pytania, a wbudowana sztuczna inteligencja tworzy personalizowany model sugerujący frazy odpowiedzi. Następnie tekst jest przetwarzany na głos przez AI, i odpowiedź chorego wypowiadana jest głosem pacjenta. Obecnie trwa badanie kliniczne z udziałem pacjentów z ALS.

System śledzi aktywność oczu, ruchy głowy i fale mózgowe i podpowiada słowa do wyboru (zdjęcie: Cognixion)
System śledzi aktywność oczu, ruchy głowy i fale mózgowe i podpowiada słowa do wyboru (zdjęcie: Cognixion)

Aparat słuchowy w okularach

Szacuje się, że nawet połowa osób po 75 roku życia, które powinny nosić aparat słuchowy, tego nie robi.
Głównym powodem jest strach przed stygmatyzacją społeczną. Nowe słuchawki Apple, które mogą pełnić rolę aparatu słuchowego, też nie rozwiązują tego problemu – urządzenie nadal jest widoczne. Ale jest alternatywa. Okulary Nuance Audio Glasses mają wbudowane na wysokości uszu miniaturowe głośniki, które kierunkowo wzmacniają dźwięk. Z zewnętrz nie różnią się niczym od normalnych, stylowych okularów, bo głośniki ukryte są po wewnętrznej stronie oprawek w tzw. zausznikach. Okulary posiadają zintegrowaną aplikację pozwalającą dopasować ustawienia dźwięku w podłączonej aplikacji na smartfonie. Poziom głośności można też regulować miniaturowym pilotem. Urządzenie zostało zatwierdzone przez FDA, a szkła dobiera się tak, jak przy standardowych okularach. Cena: 1100 euro.

Okulary z głośnikami w zausznikach zamiast aparatu słuchowego (zdjęcie: Nuance Audio Glasses)
Okulary z głośnikami w zausznikach zamiast aparatu słuchowego (zdjęcie: Nuance Audio Glasses)

Pierścień dla zdrowia

Najnowszy inteligentny pierścień fińskiej firmy Oura zbiera ponad 20 rodzajów danych biometrycznych, dzień i noc monitorując kondycję ciała. Czwarta, najnowsza generacja Oura Ring idzie jeszcze dalej i wprowadza tzw. Symptom Radar, czyli inteligentne wykrywanie objawów przeziębienia i grypy na podstawie algorytmu analizującego dane na temat poziomu tlenu we krwi, tętna, częstotliwości oddechów, zmiany temperatury skóry oraz ruchów.

Nowy Oura Ring jest w stanie przewidzieć zbliżające się przeziębienie (zdjęcie: Oura)
Nowy Oura Ring jest w stanie przewidzieć zbliżające się przeziębienie (zdjęcie: Oura)

Wibracje na zatkany nos

Leczenie zapalenia zatok bez leków. Zakładana na czoło opaska Sonu emituje ukierunkowane wibracje i w ten sposób prowadzi do złagodzenia obrzęku zapalonej tkanki zatokowej i usunięcia śluzu. Na początek użytkownik skanuje smartfonem twarz, aby dobrać optymalną częstotliwość rezonansową zatok (częstość drgań, dla których rezonans jest największy). To pierwsze urządzenie zatwierdzone przez FDA do leczenia przekrwienia błony śluzowej nosa i alergii bez stosowania leków.

Opaska Sonu udrażnia nos bez leków (zdjęcie: SoundHealth)
Opaska Sonu udrażnia nos bez leków (zdjęcie: SoundHealth)

Czarna skrzynka do operacji

Szacuje się, że nieefektywna organizacja pracy na salach operacyjnych prowadzi do marnotrawienia ok. 2 godzin dziennie. To czas, w którym można by wykonać jeden lub dwa dodatkowe zabiegi. Problem ten chce rozwiązać irlandzka firma Akara, która opracowała czujnik Al Sensor działający jak „kontroler ruchu lotniczego na sali operacyjnej”.

Instaluje się go bezpośrednio na salach operacyjnych. Czujniki termiczne wykorzystujące sztuczną inteligencję śledzą kluczowe punkty przebiegu operacji. Na tej podstawie Akara AI generuje raporty dające wgląd w logistykę działania sali operacyjnej, pomagając tworzyć harmonogramy pracy. System informuje też personel, że np. operacja na Sali nr 1 dobiega końca i można powoli przygotowywać kolejnego pacjenta.

Akara nasłuchuje i obserwuje czynności na sali operacyjnej, aby poprawić organizację pracy (zdjęcie: Akara)
Akara nasłuchuje i obserwuje czynności na sali operacyjnej, aby poprawić organizację pracy (zdjęcie: Akara)

Obraz anatomii podczas operacji

Proprio to zatwierdzony przez FDA system nawigacji chirurgicznej 3D działający w czasie rzeczywistym. Został naszpikowany czujnikami i kamerami z pomocą których – w połączeniu z przedoperacyjną diagnostyką obrazową – tworzy anatomiczny model 3D, pomagając chirurgowi w nawigacji narzędziami. Jak twierdzi jego producent, zastosowanie systemu zmniejsza zapotrzebowanie na klasyczną diagnostykę obrazową, redukując ekspozycję pacjenta i chirurga na promieniowanie. Dzięki Proprio, ryzyko konieczności przeprowadzenia ponownej operacji spada z około 50% do mniej niż 10%.

Proprio to nowy system nawigacji chirurgicznej (zdjęcie: Proprio)
Proprio to nowy system nawigacji chirurgicznej (zdjęcie: Proprio)

1 2 3 132