Amerykańska Mayo Clinic jest od lat liderem rankingu najinteligentniejszych szpitali według Newsweek'a i Statista
Amerykańska Mayo Clinic jest od lat liderem rankingu najinteligentniejszych szpitali

Co roku ranking World’s Best Smart Hospitals prezentuje szpitale, które są liderami w stosowaniu innowacji cyfrowych i nowoczesnych technologii. Sprawdzamy, jakie dokładnie rozwiązania wdrażają zwycięzcy zestawienia z 2026 roku.

newsletter OSOZ

Europa daleko za USA, Skandynawia liderem

Według autorów rankingu – czyli Newsweeka i Statista – smart szpital to „wysoko zaawansowany technologicznie ośrodek integrujący sztuczną inteligencję (AI), robotykę, telemedycynę i elektroniczną dokumentację medyczną (EDM) w celu poprawy opieki nad pacjentem i efektywności działania szpitala”.

W tym roku pierwszą dziesiątkę ponownie zdominowały amerykańskie ośrodki jak m.in. Mayo Clinic (Minnesota, USA), Cleveland Clinic (Ohio, USA), Massachusetts General Hospital (Boston, USA), The Mount Sinai Hospital (Nowy Jork, USA), MD Anderson Cancer Center (Houston, USA), Memorial Sloan Kettering Cancer Center (Nowy Jork, USA). Na 8. miejscu jako pierwszy w zestawieniu pojawia się placówka z Europy, a dokładnie Szpital Uniwersytecki Charité z Berlina (Niemcy). Miejsce 9. zajął Sheba Medical Center z Izraela.


Lista krajów z Europy z największą liczbą smart szpitali:

Ta sama lista wygląda zupełnie inaczej, gdy liczbę smart szpitali przeliczymy na milion mieszkańców:


Lista najinteligentniejszych szpitali 2026 według rankingu Newsweeka i Statista
Lista najinteligentniejszych szpitali 2026 (źródło: Newsweek i Statista)

Ale Europa nie ma się czego wstydzić, bo na liście jest ponad 100 szpitali ze Starego Kontynentu. Najwięcej, w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, smart placówek jest w Szwajcarii, Norwegii, Danii, Finlandii, Holandii i Szwecji. Niestety, wśród 350 ocenionych podmiotów nie ma ani jednego szpitala z Polski. Nie oznacza to jednak, że nie są one innowacyjne. Krytycy rankingu podkreślają, że aby się w nim znaleźć, trzeba wypełnić ankietę albo być nominowanym przez grono ekspertów. Dominacja placówek z USA wynika m.in. z międzynarodowej rozpoznawalności wielu ośrodków oraz systemu EMRAM oceniającego dojrzałość cyfrową, co jest dodatkową zaletą przy kwalifikacji. Samo wypełnienie ankiety jest bezpłatne, ale za chwalenie się znakiem „World’s Best Smart Hospital” trzeba już zapłacić.

Coroczny ranking Newsweeka i Statista opiera się na wypełnianej przez szpitale ankiecie. Zestawienie jest często krytykowane za kryteria oceny faworyzujące placówki z USA oraz konieczność opłat za używanie znaku "Best Smart Hospital". Dlatego jego wyniki należy interpretować bardzo ostrożnie
Coroczny ranking Newsweeka i Statista opiera się na wypełnianej przez szpitale ankiecie. Zestawienie jest często krytykowane za kryteria oceny faworyzujące placówki z USA oraz konieczność opłat za używanie znaku „Best Smart Hospital”. Dlatego jego wyniki należy interpretować bardzo ostrożnie

Jakie technologie stosują smart placówki?

Sprawdziliśmy, jakie technologie najczęściej wdrażają smart szpitale. Na pierwszym miejscu jest oczywiście sztuczna inteligencja, która w placówkach zdrowia analizuje dane i wspiera decyzje kliniczne, podpowiada opcje leczenia i automatyzuje prowadzenie elektronicznej dokumentacji medycznej. Cleveland Clinic ma już nawet swój komputer kwantowy IBM do prowadzenia badań medycznych. Placówka wdrożyła pilotażowo AI do tworzenia notatek lekarskich (tzw. AI scribes). Wyniki są obiecujące – 80% lekarzy zadeklarowało, że AI skróciła czas dokumentowania, co pozwoliło im zyskać więcej czasu na rozmowę z pacjentem. W MD Anderson Cancer Center algorytmy predykcyjne personalizują plan leczenia nowotworów, analizując dane z elektronicznej dokumentacji pacjenta, w tym coraz częściej dane DNA. Duża część liderów rankingu z USA wdraża też asystentów AI do analizy obrazów medycznych czy wczesnego ostrzegania o możliwym pogorszeniu się stanu zdrowia chorych.

Drugą technologią wysoko ocenianą w rankingu jest telemedycyna i usługi medyczne świadczone na odległość. Ta kategoria obejmuje konsultacje online, zdalne monitorowanie pacjentów i wirtualne izby przyjęć. Niektóre placówki mają odważne plany. Przykładowo, Charité planuje, że do 2030 r. 50% wizyt będzie odbywało się zdalnie. W tym celu rozwija portale pacjenta i integruje dane z urządzeń ubieralnych. Ten największy w Europie szpital przechodzi obecnie na nowy system EDM amerykańskiej firmy Epic. Z kolei Cleveland Clinic stosuje AI do zdalnego triage na SOR-ach, a Houston Methodist oferuje szeroki dostęp do telekonsultacji specjalistycznych. Telemedycyna staje się standardem w rehabilitacji i pooperacyjnym monitoringu pacjenta.

Smart szpitale stosują też robotykę, zwłaszcza w zabiegach chirurgicznych (system da Vinci). Ale coraz więcej placówek sięga też po roboty transportowe czy automatyzujące pracę aptek szpitalnych. Dla porównania, w USA pracuje już 5500 robotów da Vinci, podczas gdy w Polsce – 80. Do tego dochodzą też zaawansowany poziom cyfryzacji, rozbudowane systemy informacyjne i kliniczne. Liderzy mają ujednolicone systemy elektronicznej dokumentacji medycznej, inwestują w infrastrukturę danych (najczęściej w chmurze) umożliwiającą analizy big data i wdrażanie rozwiązań AI.

Pobierz bezpłatny raport OSOZ z poradami, jak stworzyć inteligentną, cyfrową placówkę zdrowia

Mayo Clinic to od lat wzór innowacyjności

Amerykańska Mayo Clinic od lat zajmuje 1. miejsce w rankingu Newsweeka, tylko raz (2025 rok) spadając na drugą pozycję. Placówka wdraża konsekwentnie filozofię „cyfrowych drzwi”, aby poprawić doświadczenia pacjentów, którzy z placówką kontaktują się wirtualnie. Pacjent może uzyskać on-line wszystkie niezbędne informacje o leczeniu, zarejestrować się na wizytę, sprawdzić wyniki badań na portalu pacjenta oraz omówić podczas telekonsultacji kolejne kroki leczenia. Uruchomiona w listopadzie 2025 roku autorska platforma AI (Mayo Clinic Platform Insights) pomaga innym szpitalom – zwłaszcza tym, które nie dysponują własnymi zespołami analitycznymi lub danymi na dużą skalę – wykorzystać AI do poprawy opieki nad pacjentami, wydajności operacyjnej i transformacji cyfrowej.

Jak zauważa dyrektor operacyjny Mayo Clinic Platform, Maneesh Goyal: „Gdy dzielimy się wiedzą, podejmujemy lepsze decyzje – zarówno w diagnostyce, jak i leczeniu. Program ten pozwala nam dzielić się naszymi doświadczeniami i pomagać innym placówkom poprawiać jakość opieki”. Według dyrektora ds. medycznych Clarke’a Otleya, technologie muszą wspierać lekarzy, a nie komplikować im pracę. Dlatego Mayo od kilku lat wyznaje twardą zasadę minimalizacji liczby kliknięć w obsłudze systemów IT oraz integracji danych. To oznacza m.in., że podmiot integruje wszystkie nowe funkcje w ramach jednego systemu HIS, unikając wdrażania aplikacji, wymagających oddzielnego logowania się. Z początkiem 2026 roku placówka prowadziła ponad 200 pilotażowych wdrożeń systemów AI.

Także dla pozostałych liderów rankingu World’s Best Smart Hospitals, AI i cyfryzacja są wpisane w strategię rozwoju. Massachusetts General Brigham w Bostonie stworzyła wewnętrzną platformę „AI Zone”, gdzie personel ma dostęp do zwalidowanych narzędzi i modeli sztucznej inteligencji. W ten sposób każdy pracownik może przetestować i stosować według własnego uznania dowolny model AI.

Izraelski Sheba Medical Center kilka lat temu stworzył centrum innowacji ARC, w którym testowane są nowe technologie medyczne, w tym rozwiązania AI dla oddziałów ratunkowych. Szpital prowadzi także program szkoleniowy „AI Academy”, przygotowujący personel do pracy z algorytmami i narzędziami cyfrowymi.

Charité z Berlina to jedyna placówka z Europy, która uplasowała się w pierwszej dziesiątce zestawienia
Charité z Berlina to jedyna placówka z Europy, która uplasowała się w pierwszej dziesiątce zestawienia

Jak zostać smart szpitalem? Najważniejsza jest wizja i odwaga

Nie ma co się łudzić – smart szpitale mają pieniądze, aby wdrażać nowe technologie. Ale droga do stworzenia innowacyjnej placówki zaczyna się dużo wcześniej, bo od jasno zdefiniowanej wizji digitalizacji. Najbardziej zaawansowane cyfrowo placówki traktują technologie jako element długofalowej strategii rozwoju. Wiedząc, że przyszłością jest AI, inwestują w nowoczesną infrastrukturę danych w chmurze oraz w rozwój jednego wielofunkcyjnego zintegrowanego systemu EDM. Spójne i wysokiej jakości dane pozwalają z kolei elastycznie wdrażać nowe modele AI do tworzenia dokumentacji medycznej albo predykcji stanu zdrowia. Oprócz technologii, smart szpitale skupiają się na rozwoju kultury organizacyjnej sprzyjającej innowacjom.

Najlepsze ośrodki tworzą interdyscyplinarne zespoły łączące specjalistów IT, lekarzy i menedżerów, którzy razem pracują nad wdrażaniem nowych rozwiązań, rozwijają centra innowacji oraz programy szkoleniowe dla personelu. Uporządkowane dane pozwalają na bieżąco monitorować efekty inwestycji cyfrowych. Smart szpitale analizują wskaźniki kliniczne, mierzą doświadczenie pacjentów i satysfakcję personelu, oceniają efekty leczenia. A to pozwala im rozwijać działalność naukową i wzmacniać swoją pozycję na rynku usług medycznych, stając się magnesem dla naukowców, lekarzy i pacjentów.

Większość pacjentów diagnozowanych w ramach Moje Zdrowie może być leczona w ramach POZ

Ponad 3 mln osób w Polsce wypełniło ankietę w programie profilaktycznym „Moje Zdrowie”. Jak podkreślił w rozmowie z PAP wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie lek. Tomasz Zieliński, to bardzo wysoki wynik, szczególnie że od wdrożenia programu nie minął jeszcze rok.

Zieliński zwrócił uwagę, że zainteresowanie pacjentów jest duże, a szczególnie widoczne w młodszych grupach wiekowych. Najwięcej zgłoszeń na początku pochodziło od osób w wieku 30–40 lat, co można uznać za pozytywny sygnał w kontekście profilaktyki. Jednocześnie utrzymuje się znana z innych programów zdrowotnych tendencja, zgodnie z którą mężczyźni rzadziej angażują się w działania profilaktyczne.

Moje Zdrowie: prosty formularz, badania i wizyta lekarska

Udział w programie „Moje Zdrowie” zaczyna się od wypełnienia kwestionariusza zdrowotnego, który stanowi podstawę do dalszej diagnostyki. Na jego podstawie generowane jest zlecenie na badania, obejmujące między innymi morfologię krwi, oznaczenie stężenia glukozy, poziomu kreatyniny, lipidogram oraz badanie ogólne moczu.

W zależności od wieku pacjenta oraz wyników ankiety możliwe jest rozszerzenie zakresu diagnostyki o dodatkowe testy, takie jak próby wątrobowe, oznaczenie PSA czy badanie w kierunku wirusowego zapalenia wątroby typu C. W programie wprowadzono także nowe badanie lipoproteiny(a), wykonywane u osób między 20. a 40. rokiem życia (jego poziom jest uwarunkowany genetycznie, a podwyższone wartości wiążą się z większym ryzykiem zawału serca lub udaru mózgu).

Po wykonaniu badań pacjent udaje się na wizytę u lekarza, pielęgniarki lub położnej, podczas której omawiane są wyniki i przygotowywany jest indywidualny plan zdrowotny. Ten element odróżnia „Moje Zdrowie” od wcześniejszych inicjatyw, takich jak „Profilaktyka 40 Plus”, w których pacjenci często wykonywali badania, ale nie następowały po nich dalsze działania ani kontynuacja opieki.

1,9 mln z 3 mln ankiety wypełniły kobiety, mężczyźni nadal zaniedbują profilaktykę

Najczęściej wykrywana była choroba otyłościowa, zaburzenia lipidowe, nadciśnienie tętnicze oraz cukrzyca. Jak zaznaczył lek. Zieliński, większość pacjentów z tego typu schorzeniami może być skutecznie prowadzona w ramach podstawowej opieki zdrowotnej. W przypadku bardziej złożonych potrzeb zdrowotnych istnieje możliwość włączenia ich do programu opieki koordynowanej, który zapewnia dostęp do rozszerzonego panelu badań oraz konsultacji specjalistycznych.

Dane przekazane przez Centrum e-Zdrowia obrazują strukturę uczestników programu. Spośród trzech milionów osób, które wypełniły ankietę, około 1,9 mln stanowią kobiety w wieku 30–39 lat. Jeśli chodzi o zakres diagnostyki, lekarze zlecili 61,2 proc. badań podstawowych oraz 38,8 proc. badań rozszerzonych. Najwięcej ankiet wypełniono w województwie mazowieckim, natomiast najmniej w województwach lubuskim i opolskim.

Z programu mogą korzystać osoby w wieku od 20 do 49 lat nie częściej niż raz na pięć lat, natomiast osoby powyżej 49. roku życia nie częściej niż co trzy lata. Wprowadzono również zasadę, zgodnie z którą bilans zdrowia można wykonać po upływie co najmniej 12 miesięcy od ostatniego badania w ramach programu „Profilaktyka 40 Plus”, który zakończył się 30 kwietnia 2025 roku.

Celem programu „Moje Zdrowie” jest poprawa wczesnej wykrywalności chorób układu krążenia i cukrzycy, chorób nerek, zaburzeń funkcji tarczycy, wybranych chorób onkologicznych oraz chorób infekcyjnych, w tym zakażeń wirusem HCV. Program obejmuje również obszar zdrowia psychicznego i funkcji poznawczych, a także zakłada zwiększenie odsetka osób zaszczepionych.

Posiadacze abonamentu Amazon Prime w USA mają dostęp bezpłatnych usług medycznych, a teraz także do porad czatbota AI
Posiadacze abonamentu Amazon Prime w USA mają dostęp bezpłatnych usług medycznych, a teraz także do porad czatbota AI

Wirtualny doradca dostępny w aplikacji Amazon doradzi w sprawach zdrowia, zinterpretuje wyniki badań laboratoryjnych. A do tego w zestawie darmowe telekonsultacje dotyczące najczęściej występujących dolegliwości – taką usługę właśnie uruchomił Amazon dla ponad 200 mln klientów korzystających z usługi Prime, ale jeszcze nie w Polsce.

Umówi wizytę, objaśni dane z EDM

Nowy chatbot Health AI dostępny jest na razie tylko dla członków Amazon Prime w USA. Kosztujący ok. 180 USD rocznie Amazon Prime daje bezpłatny dostęp do usług Amazon Video i Amazon Music oraz przesyłek zamówień na tej najpopularniejszej na świecie platformie zakupowej. W Polsce roczny abonament jest jeszcze tańszy (69 zł).

Narzędzie Health AI jest już dostępne w aplikacji Amazona i na stronie internetowej. Jak deklaruje firma, ma pomagać użytkownikom w rozwiązywaniu codziennych problemów zdrowotnych oraz w nawigowaniu po systemie opieki medycznej. Nie jest to jednak tylko chatbot odpowiadający na proste pytania, tak jak robi to ChatGPT, ale agent AI objaśniający wyniki badań laboratoryjnych i dane w elektronicznej dokumentacji medycznej (EDM) oraz podpowiadający, co mogą oznaczać konkretne objawy chorób. Oprócz tego połączy pacjenta z lekarzem, zarezerwuje wizytę oraz zainicjuje odnowienie recepty. System jest odpowiedzią na obecne niedoskonałości systemu zdrowia i bariery utrudniające uzyskanie szybkiej pomocy medycznej.

Asystent zdrowotny dostępny całą dobę

Health AI działa 24 godziny na dobę i odpowiada na pytania dotyczące zdrowia nawet wtedy, gdy użytkownik nie udostępni swoich danych z EDM. Ale o wiele większe możliwości zyskuje właśnie wtedy, gdy użytkownik da agentowi dostęp do kartoteki medycznej, w tym wyników badań oraz listy zażywanych leków. Na podobnych założeniach opiera się uruchomiony w styczniu br. ChatGPT Health.

Mając dostęp do EDM, system lepiej rozumie stan zdrowia pacjenta. Znając historię chorób, zażywane leki i wyniki badań, może ostrzec, gdy stan zdrowia się pogarsza, dobrać odpowiednią dietę oraz skontaktować z lekarzem, gdy jest to konieczne. Przykładowo, jeśli osoba z astmą zgłosi kaszel w sezonie grypowym, narzędzie uwzględni wcześniejsze diagnozy, stosowane leki oraz historię choroby, a następnie zada dodatkowe pytania i zdecyduje, czy jest potrzebna konsultacja ze specjalistą.

W przypadku złożonych problemów zdrowotnych użytkownik zostaje automatycznie skierowany do lekarza współpracującego z siecią Amazon One Medical. Pacjent może porozmawiać z lekarzem poprzez komunikator internetowy albo w formie telekonsultacji wideo. Może też umówić się na spotkanie w gabinecie.

Amazon podkreśla, że Health AI nie ma zastępować lekarzy. Jego zadaniem jest ułatwienie codziennych czynności związanych ze zdrowiem. W praktyce oznacza to jednak, że duża firma technologiczna staje się dostawcą usług medycznych – i to dostawcą oferującym łatwy dostęp do porad i lekarzy. Jeśli taka usługa weszłaby do Polski, abonament 69 zł rocznie byłby bezkonkurencyjnie najniższy pośród wszystkich prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych. Za bazowe pakiety zdrowotne w Medicover albo PZU Zdrowie trzeba zapłacić od 100 zł miesięcznie w górę.

Amazon kusi też dodatkowymi darmowymi konsultacjami online za darmo jako bonus dla swoich klientów
Amazon kusi też dodatkowymi darmowymi konsultacjami online za darmo jako bonus dla swoich klientów

Opieka medyczna premium, automatyczna, bez wychodzenia z domu

Krok Amazona to też zapowiedź zmiany, którą wkrótce też doświadczymy w publicznym systemie zdrowia. Pierwszym punktem kontaktu z systemem zdrowia będzie coraz częściej smartfon, a nie rejestracja albo infolinia placówki zdrowia. Jeśli problem będzie zbyt skomplikowany, aby go rozwiązał agent AI, pacjent zostanie przekierowany do lekarza. Sztuczna inteligencja zacznie triażować chorych – pomoc w błahych dolegliwościach może przejąć AI, zwalniając wolne terminy wizyt dla chorych wymagających wizyty w gabinecie lekarskim.

Amazon ma spore atuty, aby stać się liderem takiej zautomatyzowanej ochrony zdrowia. Po pierwsze, dysponuje globalną infrastrukturą chmurową, z której korzystają podmioty zdrowia na całym świecie, także w Europie poprzez dedykowaną AWS European Sovereign Cloud spełniającą wymagania RODO. Do tego zbudował w USA sieć placówek medycznych One Medical oraz usługę online Amazon Pharmacy do zakupów leków online. Nie mówiąc o 200 mln klientów w USA korzystających z programu Prime (w Polsce ok. 500 tys. osób). Amazon deklaruje, że wszystkie interakcje z Health AI odbywają się w środowisku zgodnym z amerykańskimi regulacjami dotyczącymi ochrony informacji medycznych (HIPAA), a rozmowy z użytkownikami są szyfrowane.

Wprowadzenie przez Amazona agenta AI przyspieszy wdrażanie AI przez prywatne firmy ubezpieczeń zdrowotnych, gdzie konkurencja jest coraz ostrzejsza.

Cyberatak da się przeżyć, ale pytanie brzmi: po co przez to przechodzić? Lepiej zainwestować w bezpieczeństwo wcześniej niż później uczyć się na własnym kryzysie - mówili eksperci podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych
Cyberatak da się przeżyć, ale pytanie brzmi: po co przez to przechodzić? Lepiej zainwestować w bezpieczeństwo wcześniej niż później uczyć się na własnym kryzysie – mówili eksperci podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych

Cyberatak paraliżuje pracę placówki zdrowia: planowane operacje i wizyty zostają wstrzymane, lekarze nie mają dostępu do wyników badań, zagrożone jest życie chorych. Niestety, większość klinik i szpitali nie ma pieniędzy i ekspertów cyberbezpieczeństwa, aby skutecznie się bronić – mówili eksperci podczas debaty zorganizowanej na Kongresie Wyzwań Zdrowotnych.

Newsletter OSOZ

Kradzież danych, destabilizacja systemów i próby wymuszenia okupu

Zdecydowana większość ataków wymierzonych w sektor ochrony zdrowia ma charakter przestępczy, a hakerom zależy na korzyściach finansowych. Schemat jest ten sam – atakujący przejmują dane medyczne, destabilizują działanie systemów informatycznych lub blokują dostęp do infrastruktury cyfrowej szpitali, a następnie żądają okupu. Według Jeremiego Olechnowicza, kierownika CSIRT w Centrum e-Zdrowia, choć w debacie publicznej często pojawia się wątek cyberataków związanych z sytuacją geopolityczną, w Polsce niezmiennie głównym motywem hakerów jest po prostu szybki zysk.

– Cyberbezpieczeństwo nie jest kwestią jednego systemu, który można kupić i zainstalować. Nawet jeżeli placówka wdroży kilka nowoczesnych narzędzi bezpieczeństwa, to bez odpowiednich ludzi, którzy będą potrafili analizować dane i reagować na sygnały ostrzegawcze, system pozostanie niewystarczający – podkreśla ekspert CeZ.

Szczególnie istotna jest analiza logów i alertów generowanych przez systemy bezpieczeństwa. W wielu instytucjach problem polega na tym, że choć narzędzia wykrywają potencjalne zagrożenia, brakuje czasu lub zasobów kadrowych, aby odpowiednio szybko je przeanalizować.

Od niedawna CSIRT CeZ prowadzi regularne badania poziomu cyberdojrzałości podmiotów leczniczych w Polsce. Z analiz wynika, że świadomość zagrożeń rośnie, a poziom zabezpieczeń stopniowo się poprawia. Jednak tempo zmian wciąż nie nadąża za rosnącą skalą zagrożeń.

Jest ustawa, rozpoczyna się wdrażanie NIS2

19 lutego 2026 r. Prezydent RP podpisał nowelizację ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (KSC) implementującą dyrektywę NIS2. Choć jednocześnie skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego w ramach kontroli następczej, weszła ona w życie 3 kwietnia 2026 r.

Nowelizacja oznacza dla szpitali konieczność wprowadzenia nowych procedur i mechanizmów kontrolnych. Prof. Adam Maciejczyk, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii we Wrocławiu, przyznaje, że nowe regulacje oznaczają dla placówek ogromne wyzwanie organizacyjne.

– Zarządzam instytucją zatrudniającą około 2,5 tysiąca pracowników. To ogromna organizacja, w której codziennie przetwarzane są ogromne ilości danych i funkcjonują setki systemów informatycznych. Regulacje dotyczące cyberbezpieczeństwa są potrzebne, ponieważ zwiększają poziom ochrony danych i infrastruktury. Jednocześnie wymagają znaczących nakładów finansowych – mówił prof. Maciejczyk, podkreślając, że bez specjalistów od cyberbezpieczeństwa nawet najlepsze systemy nie będą działać skutecznie. A tych brakuje.

Dr Marek Migdał, dyrektor Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”, zwraca z kolei uwagę, że największym wyzwaniem w budowaniu cyberodporności jest czynnik ludzki. System bezpieczeństwa jest tak silny jak jego najsłabsze ogniwo. W przypadku szpitala tym ogniwem może być każdy pracownik. Dyrektor podał przykład z własnej instytucji. W windzie przeznaczonej wyłącznie dla personelu spotkał osobę spoza szpitala, która dostała się tam dzięki temu, że ktoś udostępnił jej kartę dostępu.

– To pokazuje, że nawet najbardziej zaawansowane technologie nie pomogą, jeżeli nie zmienimy nawyków i świadomości pracowników – zaznacza. Dlatego w instytucie planowane są powszechne szkolenia z cyberhigieny dla wszystkich pracowników. Podobnie jak szkolenia z higieny rąk czy podstawowej resuscytacji, mają one stać się elementem obowiązkowej edukacji personelu.

Pobierz bezpłatny raport na temat ochrony danych w placówkach zdrowia
Pobierz bezpłatny raport na temat ochrony danych w placówkach zdrowia

Każde cyfrowe urządzenie medyczne, a nawet USG może być słabym punktem

Migdał zwraca uwagę na rosnącą rolę narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Coraz więcej lekarzy korzysta z modeli językowych i innych narzędzi analitycznych, często nie zdając sobie sprawy z potencjalnych konsekwencji dla bezpieczeństwa danych. Cyberbezpieczeństwo dotyczy też urządzeń medycznych.

– Mamy ponad siedem tysięcy urządzeń medycznych. Znamy ich parametry techniczne, harmonogramy serwisów i dokumentację – mówi Migdał. Coraz więcej tego sprzętu jest podłączone do sieci. Nawet infrastruktura budynków, jak windy czy systemy sterowania, ma często dostęp do internetu. To kolejne punkty ryzyka, którymi trzeba zarządzać.

– Dyrektywy i regulacje trzeba wdrożyć. Nie da się udawać, że problem nie istnieje – przyznaje dr Michał Zabojszcz, dyrektor szpitala MSWiA w Krakowie. Ale nie da się tego zrobić za darmo – około trzysta szpitali nie dostało pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy na cyfryzację. Wśród nich jest wiele małych placówek, które mają jednego lub dwóch informatyków i bardzo ograniczone możliwości inwestycyjne. Według dyrektora bez kolejnych programów wsparcia nie poradzą sobie same.

Szpital może zostać sparaliżowany nie tylko przez bezpośredni atak hakerów, ale także przez atak na jeden z elementów łańcucha dostaw. Zabojszcz przywołał przykład sytuacji, w której cyberatak na producenta sprzętu medycznego spowodował problemy z dostawami zestawów chirurgicznych. Nawet takie zdarzenia mogą prowadzić do opóźnień w zabiegach lub konieczności zmiany planów operacyjnych.

– W przypadku standardowych procedur zwykle mamy odpowiedni sprzęt na magazynie. Jednak przy bardziej specjalistycznych zabiegach często korzystamy z zestawów dostarczanych przez producentów w krótkim czasie przed operacją. Jeżeli łańcuch dostaw zostaje zakłócony, może to bezpośrednio wpłynąć na harmonogram leczenia – zauważa dr Zabojszcz.

Dlatego Szpital MSWiA w Krakowie, po incydencie cyberbezpieczeństwa z marca 2025 roku, gdy ransomware sparaliżował główne systemy IT i dostęp do dokumentacji medycznej, utrzymuje teraz stały kontakt z innymi placówkami, które mierzyły się z podobnymi problemami.

– W takich sytuacjach bardzo ważna jest wymiana doświadczeń. Jeżeli jeden szpital wypracuje skuteczne rozwiązania, inne placówki mogą z nich skorzystać i nie muszą zaczynać wszystkiego od początku.

Systemy podnoszą alarm i są nieraz ignorowane

Cyberbezpieczeństwo nie kończy się na wdrożeniu nowych systemów, spełnieniu wymagań regulacyjnych albo przeprowadzaniu szkoleń. To ciągły proces, ponieważ wraz z rozwojem technologii pojawiają się kolejne zagrożenia, które wymagają stałego monitorowania i aktualizacji procedur bezpieczeństwa. Jeremi Olechnowicz z Centrum e-Zdrowia zwraca uwagę, że ważne jest systematyczne obserwowanie tego, co dzieje się w infrastrukturze informatycznej placówki.

– Najważniejsze jest to, aby ktoś faktycznie analizował dane z systemów bezpieczeństwa. Często zdarza się, że narzędzia generują alerty, ale nikt nie ma czasu ich sprawdzić. Wtedy zagrożenie może zostać przeoczone.

Dlatego pierwszym elementem skutecznej strategii cyberbezpieczeństwa jest stworzenie procedur reagowania na incydenty oraz wyznaczenie osób odpowiedzialnych za analizę zdarzeń w systemach informatycznych. Drugim filarem jest edukacja pracowników. Chodzi o regularne szkolenia dotyczące rozpoznawania prób phishingu, bezpiecznego korzystania z poczty elektronicznej czy właściwego zarządzania hasłami i dostępami do systemów. W wielu przypadkach to właśnie czynnik ludzki staje się najsłabszym ogniwem systemu bezpieczeństwa.

Tak samo ważne jest systematyczne aktualizowanie oprogramowania, bo w systemach operacyjnych co chwila wykrywane są luki bezpieczeństwa, które szybko są wykorzystywane przez cyberprzestępców, jeśli nie zostaną odpowiednio szybko załatane. W cyfrowej medycynie cyberbezpieczeństwo jest podstawowym warunkiem ciągłości leczenia i bezpieczeństwa pacjentów. Z kolei placówki medyczne należą do infrastruktury krytycznej i ich sprawne funkcjonowanie ma bezpośredni wpływ na życie i zdrowie pacjentów oraz funkcjonowanie państwa.

- Marzy mi się również transparentny system kalkulacji wartości procedur rozliczeniowych - mówi Magdalena Kuncewicz, dyrektor SP ZOZ MSWiA w Poznaniu
– Marzy mi się również transparentny system kalkulacji wartości procedur rozliczeniowych – mówi Magdalena Kuncewicz, dyrektor SP ZOZ MSWiA w Poznaniu

– Systemy kolejkowe wywołujące pacjenta głosem Krystyny Czubówny nie usprawnią procesu leczenia ani nie poprawią komfortu pacjenta. Publiczne pieniądze musimy wydawać z głową – mówi Magdalena Kuncewicz, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej MSWiA w Poznaniu im. prof. Ludwika Bierkowskiego. Rozmawiamy o tym, jak zaprzęgnąć dane do lepszego zarządzania placówką zdrowia i dlaczego AI ma pod górkę w polskich szpitalach.

Newsletter OSOZ

Jakie projekty e-zdrowia zrealizował szpital w ostatnich 2–3 latach, a jakie są w planach?

W szpitalu uruchomiliśmy wszystkie ogólnopolskie projekty, jak e-recepta i e-skierowanie, generujemy wszystkie obowiązujące EDM oraz przeszliśmy jako pierwsi w regionie wdrożenie pilotażu Centralnej e-Rejestracji w poradni kardiologicznej. Ponadto szpital dąży do pełnej cyfryzacji dokumentacji medycznej. Połowa oddziałów realizuje już wszystkie zlecenia i ordynację leków w systemie, co jest najtrudniejszym elementem, bo bardzo sprzężonym z obrotem i zużyciem leków.

Ma Pani doświadczenie w programach restrukturyzacji dla szpitali. Czy Pani zdaniem wykorzystujemy odpowiednio potencjał cyfryzacji, aby zwiększyć efektywność placówek?

Na poziomie szpitala wykonujemy bardzo dużo raportów i analiz, które na pewno poprawiają efektywność, jakość i bezpieczeństwo. Doskonalenie procesów organizacyjnych wymaga świadomości problemu, czyli liczb. Każda decyzja powinna wynikać z rozpoznania sytuacji; ważna są wtedy rozmowa i poprawnie zagregowane liczby, które dają tej rozmowie obiektywną płaszczyznę.

Trudno też wyobrazić sobie dzisiaj przygotowywanie szpitala do akredytacji bez narzędzi cyfrowych, np. danych ilościowych, zagregowanych przekrojów statystycznych czy algorytmów alertujących niepożądane zjawiska.

Niestety, potencjał cyfryzacji nie jest wykorzystywany na poziomie centralnym. Śledząc ostatnie 30 lat przemian w systemie finansowania świadczeń, polityka wyprzedza matematykę. Początki reformy w 1999 roku zakładały uruchomienie systemu ubezpieczeniowego, w którym rządzą analizy aktuarialne i mechanizmy rynkowe. Dzisiaj, przez amplitudę zmian politycznych, wszyscy już chyba zapomnieli, na czym polega „model ubezpieczeniowy”, a NFZ stał się płatnikiem wynagrodzeń.

Szacuje się, że ok. 30% pracy personelu medycznego stanowią prace administracyjne. Gdzie widzi Pani potencjał, aby zmniejszyć ten odsetek do, powiedzmy, 10%?

O ile HIS-y są cennym narzędziem administracyjnym dla zarządzających, to rzadko satysfakcjonują lekarzy i pielęgniarki. W Polsce nasze szpitalne systemy informatyczne powstawały równolegle z dużą reformą finansowania świadczeń w 1999 roku i ten fakt zdeterminował ich mocno rozliczeniowy charakter. Dzisiaj wyraźnie widzimy ułomności kliniczne tych systemów, bo nie były pisane dla klinicystów, tylko służą do rozliczenia się jednostki z NFZ – piekielnie złożonego systemu.

Dlatego cieszy mnie każdy gest producentów oprogramowania w kierunku zmniejszania liczby kliknięć w prowadzeniu elektronicznej dokumentacji medycznej. Coraz częściej informatycy wsłuchują się w głos końcowego użytkownika i budują bardziej intuicyjne ekrany, schematy, szablony. Wykorzystywana jest też wiedza tzw. user experience, która uczy, że np. oko obejmuje ekran od lewej górnej do prawej dolnej krawędzi, że możemy kolorami, ikonami i czcionkami pomóc pielęgniarce i lekarzowi ułatwić tę pracę.

To ważne, kiedy np. w poradni lekarz ma nierzadko kilka minut na zbadanie pacjenta, wprowadzenie tych danych do systemu, wypisanie skierowań, recept i zaleceń. Czy będzie tej pracy mniej? Nie zapowiada się! Instytucje finansujące, nadzorujące, rejestry centralne i statystyczne są głodne coraz większej ilości danych.

- W AI upatrujemy w nich możliwości skrócenia czasu diagnostyczno-terapeutycznego, bo mniejszych kosztów jeszcze długo nie - mówi dyrektor Kuncewicz
– W AI upatrujemy w nich możliwości skrócenia czasu diagnostyczno-terapeutycznego, bo mniejszych kosztów jeszcze długo nie – mówi dyrektor Kuncewicz

Jest Pani zwolenniczką analizy danych w celu optymalizacji pracy organizacji. Z jakich danych Pani korzysta najczęściej, a jakich Pani brakuje?

Na co dzień korzystam z danych zbieranych wewnętrznie przez nasz szpital, czyli przede wszystkim tzw. część białą i szarą, czyli HIS, RIS, LIS i szeroko rozumiany ERP. To bezcenne źródło danych. Bardzo brakuje mi danych ogólnopolskich, transparentnych statystyk, z którymi mogłabym porównywać nasze rezultaty. NFZ udostępnia bazę statystyczną, ale z dużym opóźnieniem i dane te nie uwzględniają np. tzw. nadwykonań.

Marzy mi się również transparentny system kalkulacji wartości procedur rozliczeniowych, których katalog powinien adaptować się dużo bardziej dynamicznie do zmian technologii i kosztów.

AI potrafi prowadzić analizy zarządcze na podstawie big data. Zamieniała już Pani Excela na sztuczną inteligencję?

Nie, nie zamieniłam Excela na AI. Wręcz narzędzia sztucznej inteligencji jeszcze bardziej motywują do drążenia w moich tabelach, bo uczą nowej perspektywy. Przyczyną tego jest moje jeszcze bardzo umiarkowane zaufanie do narzędzi AI i obawa przed wrzucaniem nawet całkowicie zagregowanych danych, więc wolę sprawdzić sama oraz, co tu dużo mówić, jestem już kierownikiem starej daty, więc szybciej napiszę prostą formułę niż dogadam się z platformą AI. Wynika to też z faktu, że ilości danych, które analizuję, nie są tak zawrotne – gdybym pracowała przy analizowaniu fragmentów DNA i milionów rekordów, to miałabym dużo więcej determinacji w szukaniu wspólnego języka z AI.

Co dokładnie robi SP ZOZ MSWiA w Poznaniu, aby przygotować się na większe wykorzystanie danych, gdy rosną możliwości AI?

Pionierami realnego wykorzystania AI są w naszym szpitalu oczywiście radiolodzy. Mamy wspaniały zespół młodych otwartych specjalistów, którzy korzystają na co dzień z kilku algorytmów do identyfikowania patologii w diagnostyce obrazowej. Korzystamy też z całego katalogu kilkudziesięciu algorytmów diagnostycznych, ale nie są to jeszcze narzędzia codziennej pracy. Można powiedzieć, że przyglądamy się i uczymy.

Uczestniczy Pani w wielu konferencjach i spotkaniach. Jakie nastawienie mają menedżerowie zdrowia w Polsce do AI? Jakie jest Pani zdanie?

Koleżanki i koledzy, podobnie jak ja, przyglądają się narzędziom i z mniejszym lub większym entuzjazmem chcą stosować nowe technologie. Na pewno upatrujemy w nich możliwości skrócenia czasu diagnostyczno-terapeutycznego, bo mniejszych kosztów jeszcze długo nie.

Barierą dla publicznych szpitali jest jeszcze niewypracowana legislacja chroniąca zarówno pracowników, jak i pacjentów przed korzystaniem z narzędzi AI. EU AI Act zakłada wiele srogich konsekwencji naruszenia zasad wykorzystywania danych oraz, przede wszystkim, wprowadzania do sieci nieprawdziwych danych. Nie umiemy jeszcze sformułować bezpiecznych umów; nie wiemy, czy i jak zapytać pacjenta o zgodę na wykorzystanie jego wyników badań dla budowania wspólnej bazy. To właśnie dobre, poprawne bazy danych są podstawą rzetelnego narzędzia.

Musimy też zachować szczególną ostrożność w korzystaniu z baz danych gromadzonych np. w krajach poza Europą. Moją wyobraźnię przekracza skala rażenia przy ewentualnym nadużyciu czy celowym działaniu na szkodę z wykorzystaniem narzędzi AI.

A jak ocenia Pani duże przyspieszenie projektów e-zdrowia dzięki KPO? „Nie nadążamy” czy w końcu „idziemy do przodu”?

Transformacja cyfrowa dzięki środkom z KPO na pewno wzmocni odporność cyfrową wielu podmiotów i to mnie cieszy, bo szpitale nie mają źródeł finansowania na wydatki IT. Kwoty, które otrzymają szpitale z KPO, są bardzo duże i pozwalają na znaczące doposażenie w potrzebny sprzęt i licencje. Cudownie będzie, jeżeli szpitale zainwestują te środki również w szkolenie swoich informatyków. To obecnie bardzo cenna grupa zawodowa, przed którą stoi duży zakres zadań i wielka odpowiedzialność.

Mam natomiast poważne zastrzeżenia do kryteriów przyznawania środków z KPO, które w nadzwyczajnie absurdalny sposób ograniczyły dofinansowanie do zaledwie 325 podmiotów, pozostawiając liczną grupę placówek bez wsparcia i czyniąc ją najsłabszym ogniwem systemu bezpieczeństwa cyfrowego. Liczę na to, że w nieodległej przyszłości znajdą się jednak fundusze na wsparcie również tych podmiotów.

Jaki szpital w Polsce lub na świecie jest dla Pani wzorem cyfryzacji?

Mój. Nie dlatego, że mamy najnowocześniejszą technologię i szalone rozwiązania rodem z Mission Impossible, ale dlatego, że dane mi jest pracować z ludźmi otwartymi na nowe. Dlatego powoli, ale sukcesywnie budujemy sprawnie działający system. Jeżeli użytkownik systemu nie widzi w nim dobrego narzędzia, to nawet dotykowe tablety i systemy kolejkowe wywołujące pacjenta głosem Krystyny Czubówny nie zmienią ducha organizacji. Chcę przez to powiedzieć, że wydajemy publiczne pieniądze, więc celem ostatecznym naszych pomysłów powinno być zawsze poprawienie komfortu pacjenta i usprawnienie procesu jego leczenia.

Gdyby miała Pani nieograniczony budżet, jaką innowację cyfrową wprowadziłaby Pani do szpitala?

Marzy mi się wykorzystanie sztucznej inteligencji w diagnostyce patomorfologicznej. Ogromne opóźnienia w histopatologii są wąskim gardłem leczenia onkologicznego. Mimo bardzo dużych starań o poprawę tempa rozpoznawania nowotworów, to ciągle diagnostyka histopatologiczna jest najważniejszym elementem ostatecznej diagnozy.

W ponad połowie przypadków, które lekarze uznali za wymagające pilnej pomocy medycznej, ChatGPT Zdrowie miał inne zdanie
W ponad połowie przypadków, które lekarze uznali za wymagające pilnej pomocy medycznej, ChatGPT Zdrowie miał inne zdanie

W styczniu swoją premierę miał ChatGPT Health – chatbot AI dedykowany do udzielania porad związanych ze zdrowiem, który może mieć dostęp do elektronicznej dokumentacji medycznej użytkownika. Badanie opublikowane w czasopiśmie Nature Medicine sugeruje, że w wielu przypadkach system nie rekomendował kontaktu z pogotowiem ratunkowym, mimo że sytuacja tego pilnie wymagała.

Newsletter OSOZ

Narzędzia sztucznej inteligencji udzielające porad zdrowotnych mogą zawodzić w sytuacjach, gdy pacjent wymaga pilnej pomocy medycznej – wynika z nowego badania. To nie jedyne alarmujące doniesienia na temat systemów AI. Problem nie dotyczy tylko ChatGPT, ale także wielu innych narzędzi, takich jak podsumowania AI w Google oraz rekomendacje podawane przez Claude firmy Anthropic.

Badanie przeprowadzili naukowcy z Icahn School of Medicine at Mount Sinai w Nowym Jorku. To pierwsza ocena bezpieczeństwa ChatGPT Health opartego na dużym modelu językowym (LLM) od momentu jego wprowadzenia na rynek w styczniu 2026 r. Przypomnijmy, że system umożliwiający integrację z elektroniczną dokumentacją medyczną dostępny jest na razie tylko w Stanach Zjednoczonych.

Pacjenci pytają chatboty o zdrowie i ufają im bezgranicznie

W ciągu zaledwie kilku tygodni od premiery z ChatGPT Health korzystało codziennie około 40 mln osób, szukając informacji medycznych i wskazówek dotyczących tego, czy należy udać się do lekarza lub na pogotowie – wynika z informacji przekazanych przez OpenAI, twórcę ChatGPT Health.

Naukowcy postanowili sprawdzić, jak zachowa się chatbot, gdy chory doświadczający potencjalnie zagrażających życiu objawów zwraca się o pomoc do ChatGPT Health. Czy system zaleci wizytę na pogotowiu? A może podpowie postępowanie niezgodne z aktualnymi wytycznymi medycznymi?

Test przeprowadzono na 60 scenariuszach klinicznych obejmujących 21 specjalizacji medycznych. Wśród nich znalazły się zarówno drobne dolegliwości, które można leczyć w domu, jak i poważne przypadki wymagające pilnej interwencji. Trzech niezależnych lekarzy określiło właściwy poziom pilności dla każdego przypadku, opierając się na wytycznych 56 towarzystw medycznych.

Następnie scenariusze przetestowano w 16 różnych wariantach kontekstowych, uwzględniających m.in. różnice płci, rasy oraz bariery w dostępie do opieki zdrowotnej. W ten sposób powstało 960 zapytań do ChatGPT Health. Wyniki porównano z oceną lekarzy.

Chatbot zna się na podstawach medycyny, ale może odwlekać kontakt z lekarzem

Narzędzie poprawnie rozpoznawało oczywiste sytuacje nagłe, w których nie było żadnych wątpliwości, że chory musi pilnie udać się do lekarza lub zadzwonić po pogotowie. Ale w bardziej złożonych przypadkach, gdy objawy były niejednoznaczne, ChatGPT Health radził sobie o wiele gorzej. W 52% przypadków, które lekarze uznali za wymagające pilnej pomocy medycznej, system miał inne zdanie.

Co więcej, w niektórych scenariuszach ChatGPT Health w swoich wyjaśnieniach rozpoznawał niebezpieczne objawy, ale mimo to uspokajał pacjenta i sugerował obserwację rozwoju sytuacji zamiast zwrócenia się o pomoc. Zdaniem badaczy, system dobrze radzi sobie w podręcznikowych sytuacjach, takich jak udar czy ciężka reakcja, ale gdy objawy są niejednoznaczne, nie wie, co robić. Przykładem jest scenariusz dotyczący astmy. Narzędzie wskazywało na objawy wczesnej niewydolności oddechowej, ale jednocześnie sugerowało pacjentowi samoobserwację zamiast natychmiastowej konsultacji medycznej.

Niepokojące wyniki w kontekście ryzyka samobójstwa

Badacze zwrócili również uwagę na luki w mechanizmach bezpieczeństwa zawodzące w sytuacjach, gdy istnieje ryzyko popełnienia samobójstwa przez pacjenta. Teoretycznie, ChatGPT Health został zaprojektowany tak, aby w przypadkach wysokiego ryzyka kierować użytkowników do infolinii 988 Suicide and Crisis Lifeline. W praktyce jednak ostrzeżenia pojawiały się niekonsekwentnie.

Czasami były aktywowane w sytuacjach o niższym ryzyku, a w innych przypadkach nie pojawiały się nawet wtedy, gdy użytkownicy zwierzali się ChatGPT z konkretnych planów samookaleczenia.

Te niedoskonałości sztucznej inteligencji nie oznaczają jednak automatycznie, że narzędzia AI nie nadają się do oceny stanu zdrowia. AI jest zawsze pod ręką i dla wielu pacjentów to jedyna możliwość zasięgnięcia pierwszej opinii. Nadal w prawie połowie przypadków system AI poprawnie sugerował konieczność kontaktu z lekarzem.

W nagłych przypadkach, zamiast pytać AI zadzwoń po pomoc

Już teraz miliony osób korzysta z systemów jak ChatGPT albo Claude, a Google coraz częściej wyświetla podsumowania AI. Popularność tego typu systemów będzie rosła. Po stronie ich dostawców jest udoskonalanie działania modeli AI oraz wbudowanie odpowiednich mechanizmów bezpieczeństwa. Przykładowo, w przypadku objawów takich jak ból w klatce piersiowej, duszność, ciężkie reakcje alergiczne czy nagłe zmiany stanu psychicznego pacjenci powinni być od razu instruowani, aby szukać pomocy medycznej. Badacze zwracają uwagę, że ocena systemu była jednorazowa.

Tymczasem modele AI cały czas ewoluują, uczą się, a ich odpowiedzi różnią się w zależności od kontekstu czy dodatkowych detali wpisanych w zapytaniu. To utrudnia prowadzenie ocen bezpieczeństwa. Do tego twórcy chatbotów podkreślają, że nie są to urządzenia medyczne, co i tak nie zniechęca milionów ludzi do uzyskiwania porad medycznych. Chatboty są przekonujące, empatyczne, mają czas na rozmowę i czasami mogą wpaść na trop choroby rzadkiej. Ale w nagłych przypadkach najlepiej od razu zadzwonić po pomoc.

ChatGPT rzeczywiście dobrze radzi sobie z diagnozą chorób rzadkich, ale zdarza mu się też popełniać karygodne błędy
ChatGPT rzeczywiście dobrze radzi sobie z diagnozą chorób rzadkich, ale zdarza mu się też popełniać karygodne błędy

W mediach społecznościowych mnoży się od opowieści pacjentów, jak ChatGPT albo inne narzędzia AI zdiagnozowały chorobę, której nie wykrył lekarz. Rzadko kiedy czytamy, że ChatGPT źle doradził.

AI ma czas na sprawdzenie wszystkich opcji, lekarz nie

„Jako osoba autystyczna używam ChatGPT, aby zrozumieć, co ludzie myślą, co czuję, jak mogę sobie z czymś poradzić. Absolutnie ratuje mi życie i zawsze czuję się o wiele lepiej, ponieważ AI usuwa niepokój z mojego codziennego życia” – pisze na forum dyskusyjnym Reddit jeden z użytkowników.

Podobne historie systematycznie pojawiają się w prasie. Ostatnio NPR opisał sprawę Bethany Crystal z Nowego Jorku. Po pojawieniu się czerwonych plam na nogach pacjentka zapytała ChatGPT o możliwe przyczyny. AI zasugerowała „natychmiastową ocenę pod kątem ryzyka krwawienia”. Po trzech dniach badań u pacjentki rozpoznano rzadką chorobę autoimmunologiczną – Immune thrombocytopenic purpura – która prowadzi do spadku liczby płytek krwi i zwiększonego ryzyka krwotoków. Bez rekomendacji AI, pacjentce groziłaby śmierć.

Z kolei na portalu Medium pojawiła się historia osoby z myślami samobójczymi, która po podzieleniu się nimi z ChatGPT rozpoczęła długi dialog z AI. Ostatecznie sztuczna inteligencja w empatyczny sposób przekonała do tego, że warto żyć.

1 miliard zapytań o zdrowie każdego dnia

Według raportu OpenAI ze stycznia br., już 40 milionów osób korzysta codziennie z ChatGPT w poszukiwaniu porad dotyczących zdrowia. Dotyczy ich ok. 5–7% wszystkich zapytań w Google, co przelicza się na 70 000 zapytań na minutę. Odpowiedzi mają najczęściej formę podsumowań AI, które Google wprowadził w 2025 roku.

Pacjenci chwalą AI za dogłębną analizę ich problemu medycznego i nieograniczony czas. AI zadaje kolejne pytania, analizuje możliwe scenariusze, jest cierpliwa i empatyczna. Takie podejście nie jest możliwe w przeciążonej ochronie zdrowia.

W medycynie przyjęło się powiedzenie „jeśli słyszysz odgłos kopyt, myśl o koniach, nie o zebrach”, które oznacza, że diagnoza często polega na przyporządkowaniu objawów do najbardziej prawdopodobnego lub popularnego schorzenia. Lekarze rzadko kiedy mają czas, aby wykluczyć inne choroby. Wielu pacjentów musi czekać miesiącami na wizytę u specjalisty. Z kolei AI jest zawsze pod ręką i potrafi wychwycić niuanse, które odróżniają rzadkie choroby od powszechnie występujących dolegliwości.

Badania naukowe sugerują, że duże modele językowe osiągają dokładność diagnoz porównywalną z ludźmi. W przypadku rzadkich schorzeń, AI często jest lepsza niż człowiek.

Czarne statystyki, gdy AI wprowadza w błąd

ChatGPT, Gemini, Perplexity, Claude czy Microsoft Pilot to produkty konsumenckie, które nie podlegają żadnym regulacjom. Nie są one walidowane jako urządzenia medyczne, ale mimo to przez pacjentów traktowane jako wiarygodne źródło danych. Według dostępnych badań, 1 na 5 pacjentów bardziej ufa rekomendacjom AI niż zaleceniom lekarzy.

Nieproporcjonalnie rzadziej pacjenci dzielą się historiami, jak AI wprowadziła ich w błąd. Takie teksty nie przyciągają jednak tak dużej uwagi, jak te o AI ratującej życie.

Mało kto wie, że przykładowo OpenAI zostało już wielokrotnie pozwane do sądu w związku ze szkodami psychologicznymi wyrządzonymi pacjentom szukającym pomocy. Pod koniec 2025 roku głośna była sprawa 23-latka z Teksasu, którego ChatGPT miał zachęcić do popełnienia samobójstwa. W podobnym przypadku 16-latka z Kalifornii, OpenAI argumentował, że przyczyną było nieprawidłowe korzystanie z ChatGPT.

Na forach internetowych pojawiają się relacje o błędnych sugestiach prowadzących do napadów paniki czy hospitalizacji. Jeden z użytkowników przez osiem miesięcy codziennie sprawdzał objawy, przekonany przez AI o chorobie zwyrodnieniowej kręgosłupa. Błędne diagnozy to jedno. Drugie to wywoływanie niepokoju oraz generowanie niepotrzebnych wizyt u lekarza.

„The Guardian” przeprowadził śledztwo, które wykazało, że generowane przez AI podsumowania wyświetlane w wyszukiwarce Google w ramach funkcji AI Overview zawierają fałszywe i wprowadzające w błąd informacje zdrowotne, a w niektórych przypadkach mogą być niebezpieczne. Dziennikarze zidentyfikowali m.in. „całkowicie błędne” porady żywieniowe dla chorych na raka trzustki, które eksperci określili jako „bardzo niebezpieczne” i niezgodne z zaleceniami klinicznymi. Błędne informacje dotyczyły także badań przesiewowych w kierunku nowotworów u kobiet oraz interpretacji testów wątrobowych, co mogło prowadzić do fałszywego poczucia bezpieczeństwa i zniechęcać do konsultacji lekarskiej.

Google w odpowiedzi podkreślił, że „zdecydowana większość” podsumowań jest rzetelna i że firma stale poprawia jakość systemu. Także OpenAI wie, że jego narzędzie nie jest idealne. Firma powołała nawet Global Physician Network, zrzeszającą 300 lekarzy i psychologów, aby zwiększać bezpieczeństwo swoich modeli.

Ale to, że AI nie jest narzędziem diagnostycznym, nie ma znaczenia. Użytkownicy widzą w AI magiczne narzędzie, które wie wszystko. Jego moc rośnie wraz z tym, jak systemy zdrowia pogrążają się w coraz większym kryzysie – kolejki do lekarzy rosną, lekarze muszą przyjmować coraz więcej chorych, brakuje czasu na rozmowę i empatię. AI robi dużo dobrego, dając pacjentom do rąk narzędzie samoleczenia. Ale nadal wyrządza też krzywdę.

Projekty innowacyjne nie powinny być kopiowane od innych -  muszą być dopasowane do potencjału i potrzeb danego podmiotu medycznego
Projekty innowacyjne nie powinny być kopiowane od innych – muszą być dopasowane do potencjału i potrzeb danego podmiotu medycznego

Wdrażanie innowacji w ochronie zdrowia napotyka na blokadę legislacyjną, finansową i kulturową. Na poziomie centralnym tempo cyfryzacji nie nadąża za postępem technologicznym, z kolei placówki zdrowia zbyt często skupiają się na samym systemie IT, a nie na jego otoczce, czyli zarządzaniu zmianą.

Newsletter OSOZ

Pacjenci chcą takich innowacji, jakie mają w smartfonie

Od kilku lat rozbudzane są ogromne oczekiwania związane z e-zdrowiem. Obiecywano, że usprawnią pracę personelu, poprawią funkcjonowanie placówek, jakość opieki, a nawet zmniejszą koszty. Ale w praktyce ich wdrażanie okazuje się znacznie bardziej złożone, bo nawet najlepsza technologia natrafia na stary, niewydolny system zdrowia – zgodzili się uczestnicy debaty o wdrażaniu innowacji w ochronie zdrowia zorganizowanej na Kongresie Wyzwań Zdrowotnych 2026.

Pierwszym problemem jest realizacja megaprojektów w ochronie zdrowia. Janusz Cieszyński, poseł na Sejm RP i były minister cyfryzacji, twierdzi, że technologii, które mogłyby poprawić funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia – z punktu widzenia pacjenta – jest dziś bardzo wiele. Problem polega jednak na tym, że ich wdrażanie przebiega znacznie wolniej niż tempo rozwoju technologii. Takie projekty jak Centralna e-Rejestracja rozciągnięte są na lata i w efekcie świetna w momencie inicjowania projektu technologia może z czasem się zestarzeć. Dotyczy to zwłaszcza sztucznej inteligencji, gdzie praktycznie co tydzień pojawiają się nowe modele i nowe możliwości.

Niestety, sektor zdrowia nie jest przygotowany na wykorzystanie wielu z nich – prawnie i technologicznie. To powoduje, że pacjenci po prostu korzystają z nowych narzędzi poza systemem. Przykładem jest ChatGPT, często wykorzystywany jako narzędzie już nie drugiej, ale pierwszej opinii. Powodem jest właśnie brak elastyczności sektora zdrowia w adaptacji do nowych technologii. A Polska ma duże predyspozycje, aby stać się liderem odważnego wdrażania e-zdrowia, bo społeczeństwo jest otwarte na zmiany.

E-zdrowia finansowanego z publicznych nie można wdrażać na szybko

Łukasz Sosnowski, dyrektor Departamentu e-Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia, zgadza się, że prawo często blokuje eksperymentowanie i szybkie wdrażanie nowych rozwiązań. Administracja publiczna działa w ramach obowiązującej legislacji i może realizować tylko te działania, na które pozwalają przepisy. W praktyce oznacza to, że za wdrażaniem nowych systemów informatycznych muszą iść zmiany legislacyjne, często w bazowych ustawach regulujących funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia. A to ma swoją określoną procedurę i często rozbija się o polityczne rozgrywki. Niestety, nawet w przypadku technologii usprawniających sektor zdrowia nie ma zgody ponadpartyjnej.

Debata o e-zdrowiu odbyła się podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach (zdjęcie: materiały prasowe)
Debata o e-zdrowiu odbyła się podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach (zdjęcie: materiały prasowe)

Drugim istotnym wyzwaniem jest skala projektów. Jak podkreśla Sosnowski, wdrożenie rozwiązania, z którego potencjalnie będzie korzystać 38 milionów obywateli, to zupełnie inne zadanie niż instalacja systemu rejestracji dla poradni obsługującej kilkadziesiąt tysięcy pacjentów. Tego nie da się zrobić na szybko. Dlatego Centralna e-Rejestracja jest wdrażana etapowo. Najpierw przeprowadzono pilotaż, a teraz system jest stopniowo rozszerzany na kolejne świadczenia.

Takie tempo wynika z odpowiedzialności za stabilność systemu oraz konieczności uniknięcia błędów, które mogłyby wpłynąć na miliony pacjentów. Do tego państwo nie może sobie pozwolić na kupienie gotowego rozwiązania informatycznego jednego dostawcy IT i udostępnienie go wszystkim placówkom medycznym – mogłoby to doprowadzić do powstania monopolu finansowanego z pieniędzy publicznych. Zadaniem administracji jest projektowanie rozwiązań IT w taki sposób, aby mogli się do nich podłączyć wszyscy dostawcy technologii.

Z drugiej strony, realizowane na szybko inwestycje z KPO pokazują, że duże tempo powoduje duże obciążenia po stronie placówek zdrowia, które mają sporo innych wyzwań. Informatyzacja nie jest jedynym priorytetem i to też trzeba uwzględnić w projektach e-zdrowia.

Kupić system potrafi każdy. Ale prawdziwa robota zaczyna się potem

Magdalena Janus-Hibner, zastępca dyrektora ds. projektów i rozwoju w Wojewódzkim Wielospecjalistycznym Centrum Onkologii i Traumatologii w Łodzi podkreśla, że zakup technologii to dopiero początek całego procesu. Największym wyzwaniem jest włączenie tych rozwiązań do codziennej pracy personelu. W każdym szpitalu pracują różne osoby o różnym poziomie wiedzy cyfrowej. Dlatego centralną częścią wdrożenia są zawsze szkolenia oraz zarządzanie zmianą, aby nowość została zaakceptowana i zrozumiana przez każdego pracownika. To samo dotyczy AI: każdy musi wiedzieć, jak bezpiecznie korzystać z AI, jakie stwarza możliwości, a jakie ma ograniczenia.

Jak twierdzi Janus-Hibner, szczególnie istotne jest zrozumienie, czym w praktyce jest sztuczna inteligencja i jakie są zasady bezpiecznego korzystania z tego typu narzędzi w medycynie.

Dr hab. Paweł Ptaszyński, dyrektor medyczny Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, podkreśla z kolei, że wdrożenie innowacji powinno zawsze mieć jasno określony cel i realną wartość dodaną dla procesu leczenia. Wprowadzanie technologii tylko dlatego, że jest nowa, nigdy nie przynosi oczekiwanych rezultatów. W wielu przypadkach największe korzyści paradoksalnie wynikają z usprawnienia procesów organizacyjnych, a nie klinicznych. W każdym przypadku trzeba dobrze przeanalizować cały proces i zastanowić się, jak go przebudować, zanim wdroży się technologię. Przykładem jest Centralna e-Rejestracja do specjalistów. System lepiej dystrybuuje terminy wizyt, ale powinniśmy się też zastanowić, czy wszyscy pacjenci faktycznie wymagają wizyty u specjalisty.

Cały czas blokadą dla korzyści cyfryzacji pozostaje interoperacyjność systemów informatycznych. Mimo wdrażania EDM od kilku lat lekarze nadal nie mają dostępu do wyników badań wykonanych w innych ośrodkach i pełnego obrazu zdrowia. W efekcie pacjenci muszą powtarzać te same badania. W ochronie zdrowia potrzebujemy ekosystemu współpracy między szpitalami, administracją publiczną i firmami technologicznymi. Dopiero wtedy innowacje mogą być realnie wdrażane w praktyce klinicznej – podsumowała Karolina Kornowska, dyrektor do spraw organizacyjnych w Polskiej Federacji Szpitali.

Każdy czatbot AI różnie odpowiada na pytania o zdrowie. Różnice w precyzji mogą sięgać nawet 20%
Każdy czatbot AI różnie odpowiada na pytania o zdrowie. Różnice w precyzji mogą sięgać nawet 20%

Naukowcy sprawdzili, któremu modelowi AI można zaufać, gdy chcemy porozmawiać o zdrowiu. Zwycięzcę mało kto zna.

Newsletter OSOZ

Pacjenci i lekarze stosują ulubioną AI, ale nie zawsze najlepszą

Każdego dnia 40 mln ludzi pyta ChatGPT o zdrowie; w Google takich zapytań jest 1 mld, a większości odpowiedzi udziela już AI. Ale z AI korzystają też lekarze, najczęściej nieoficjalnie. To zjawisko ma już nawet swoją nazwę – shadow AI, czyli stosowanie rozwiązań generatywnej AI „w cieniu”, nawet jeśli nie jest to dozwolone. Przykładowo, na swoim prywatnym smartfonie. Według różnych badań robi to co piąty lekarz w USA. W Polsce skala zjawiska nie została zbadana.

Sięgając po AI w sprawach związanych ze zdrowiem, po prostu korzystamy z rozwiązań, które są najwygodniejsze. Jedni są przyzwyczajeni do Google, podczas gdy coraz więcej osób sięga do ChatGPT albo Gemini. Jak się okazuje, jakość i precyzja odpowiedzi w obszarze zdrowia zależą od modelu.

Postanowił to sprawdzić zespół naukowców z Uniwersytetu Stanforda, Harvardu oraz kilku innych instytucji akademickich w ramach projektu NOHARM (Numerous Options Harm Assessment for Risk in Medicine) badającego jakość odpowiedzi medycznych generowanych przez sztuczną inteligencję.

Dotychczasowe oceny dokładności systemów AI w medycynie polegały najczęściej na przetestowaniu, czy model jest w stanie zdać egzamin lekarski. Nowe modele radzą sobie z tym zadaniem bez problemu, osiągając ponad 90 proc. punktów. Ale jak podkreślają autorzy badania, egzamin studencki, a opieka nad pacjentem, diagnoza i zaplanowanie terapii to zupełnie różne sprawy. Dlatego naukowcy opracowali autorską bazę 100 konsultacji klinicznych, na które składały się pytania, które lekarze POZ kierowali do specjalistów za pośrednictwem elektronicznego systemu konsultacji w Stanford Health Care. Scenariusze kliniczne obejmowały towarzyszące wizycie decyzje, jak konieczność zlecenia dodatkowych badań, skierowanie pacjenta do specjalisty albo na oddział ratunkowy itd. Każdą z nich oceniali doświadczeni klinicyści. W badaniu wzięło udział 29 lekarzy posiadających certyfikaty specjalizacyjne, którzy przygotowali ponad 12 tys. ocen decyzji klinicznych.

Czarny koń rankingu modeli sztucznej inteligencji

Naukowcy przetestowali 31 narzędzi AI – zarówno komercyjnych systemów AI ogólnego przeznaczenia (ChatGPT, Gemini, Co-Pilot itd.) jak i specjalistycznych systemów medycznych.

Najlepszy wynik uzyskał oparty na bazie wiedzy medycznej AMBOSS LiSA 1.0. Osiągnął on wynik 62,3 proc. – w ponad sześciu na dziesięć decyzji jego rekomendacje były zgodne z oceną ekspertów. Warto zaznaczyć, że jest to płatny model przeznaczony dla lekarzy. Jak deklaruje firma, korzysta z niego ponad milion pracowników służby zdrowia w ponad 180 krajach, w tym ponad 50 uczelni medycznych. W Europie wdrożyła go m.in. największa grupa szpitali HELIOS.

Na kolejnych miejscach znalazły się przede wszystkim modele ogólnego przeznaczenia Gemini 2.5 Pro (59,9 proc.), GPT-5 (58,3 proc.) oraz Claude Sonnet 4.5 (58,2 proc.). Wyjątkiem jest medyczny Glass Health 4.0 (59 proc.). Z kolei w ogonie rankingu – mniejsze wersje modeli językowych z wynikami na poziomie 42–49 proc.

Te modele AI najdokładniej odpowiadają na pytania o zdrowie
Te modele AI najdokładniej odpowiadają na pytania o zdrowie

Autorzy badania podkreślają jednak, że różnice pomiędzy najlepszymi modelami wynosiły czasami ułamki punktu procentowego i nie miały dużego znaczenia w praktyce. Ciekawostką jest, jak poszczególne modele balansują między ostrożnością modeli a bezpieczeństwem pacjenta. W teorii im bardziej ostrożny system AI, tym mniejsze ryzyko błędnej rekomendacji. W praktyce okazuje się jednak, że nadmierna ostrożność również może być niebezpieczna. Potencjalnie poważne szkody dla pacjenta mogły wystąpić w 22 proc. analizowanych przypadków, a aż 77 proc. z nich nie wynikało z błędnych rekomendacji, lecz z pominięcia rekomendacji, która powinna zostać zasugerowana.

AI lepsza niż lekarze i gotowa do roli asystenta

W kolejnym kroku badacze porównali dokładność sztucznej inteligencji z dokładnością decyzji podejmowanych przez lekarzy internistów. Okazało się, że najlepszy w rankingu model sztucznej inteligencji osiągnął wynik o ponad 15 punktów procentowych wyższy niż lekarze, a w kategorii bezpieczeństwa pacjenta różnica przekraczała 10 punktów. Nie jest to pierwsze tego typu badanie, w którym decyzje AI były lepsze. Oczywiście, nie oznacza to, że AI może samodzielnie diagnozować czy leczyć. Praca lekarza to coś znacznie więcej niż przetwarzanie danych – chodzi o empatię, badanie fizykalne, podejmowanie decyzji na podstawie kontekstu chorego i wsparcie psychiczne.

Naukowcy przetestowali też rozwiązania wieloagentowe, czyli scenariusze, w których jeden model AI podejmuje decyzję, a kolejne ją weryfikują, pełniąc rolę agentów drugiej opinii. Modele pracujące w zespołach osiągały 6-krotnie wyższe wyniki w kategorii bezpieczeństwa niż pojedyncze systemy. Najlepsze rezultaty uzyskiwano, gdy współpracowały ze sobą modele różnych typów – np. model open source, komercyjny model językowy oraz system oparty na medycznej bazie wiedzy. Jak wynika z badania, nie wszystkie modele AI są równie dobre w odpowiadaniu na pytania dotyczące zdrowia. Do tego samo zdanie egzaminu medycznego przez AI nie oznacza, że system będzie dobrze radził sobie w pracy klinicznej. Jednak aby lekarze bezpiecznie korzystali z AI, trzeba jej zastosowanie dopuścić prawnie i wdrożyć profesjonalne, sprawdzone i wytrenowane na danych medycznych modele. To pozwoli uniknąć korzystania z modeli komercyjnych, których stosowanie – oprócz gorszych wyników – wiąże się z ryzykiem naruszenia zasad bezpieczeństwa danych i prywatności pacjentów.

Michał Szabelski jest dyrektorem SPSK Nr 4 w Lublinie od 2024 roku
Michał Szabelski jest dyrektorem SPSK Nr 4 w Lublinie od 2024 roku

Szpital Kliniczny Nr 4 w Lublinie otrzymał 12 mln zł z KPO na cyfryzację i wzmocnienie bezpieczeństwa danych. Ale już wcześniej placówka mocno inwestowała w m.in. systemy AI do diagnostyki obrazowej oraz wdrażanie EDM. Rozmowa z dyrektorem naczelnym szpitala Michałem Szabelskim.

Newsletter OSOZ

Gdyby miał Pan Dyrektor ułożyć listę obecnych priorytetów szpitala, na którym miejscu znalazłaby się cyfryzacja?

Jako osoba odpowiedzialna za bardzo duży szpital kliniczny uważam, że najwyższy priorytet mają obecnie działania zmierzające do poprawy efektywności i stabilizacji finansowej polskiej ochrony zdrowia. To przede wszystkim integracja i konsolidacja zasobów, usprawnianie koordynowanych procesów diagnostyczno-terapeutycznych, efektywna profilaktyka oraz rozwój innowacji.

Cyfryzacja jest dziś jednym z kluczowych priorytetów rozwoju Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego Nr 4 w Lublinie – USK Nr 4, ponieważ bez nowoczesnych narzędzi informatycznych i technologii trudno mówić o sprawnym, bezpiecznym i efektywnym systemie opieki nad pacjentem. Traktujemy ją nie jako cel sam w sobie, lecz jako integralny element strategii naszego szpitala i organu tworzącego – Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Jego realizacja realnie poprawia jakość i skuteczność leczenia, organizację pracy oraz bezpieczeństwo danych medycznych, umożliwiając najlepszą interoperacyjność poprzez integrację systemów z ogólnopolskimi platformami.

Rozwiązania cyfrowe pozwalają personelowi lekarskiemu i pielęgniarskiemu szybciej uzyskać dostęp do pełnej dokumentacji medycznej pacjenta, usprawniają wymianę informacji między oddziałami a także szpitalami oraz ułatwiają współpracę z systemami ogólnopolskimi.

Cyfryzacja jest ważna również z powodu możliwości analizowania informacji klinicznych, które pomagają naszym pracownikom szybciej podejmować lepsze decyzje terapeutyczne i organizacyjne. Rozwój infrastruktury cyfrowej i integracja systemów informatycznych należą do naszych strategicznych kierunków działania – bo nowoczesny szpital to dziś w dużej mierze szpital zinformatyzowany. Dlatego bardzo mnie cieszy, że USK Nr 4 w Lublinie otrzymał wsparcie ze środków KPO na rozwój usług cyfrowych. Cele projektu odpowiadają naszym potrzebom, jakimi są integracja i rozbudowa systemów informatycznych, wzmocnienie cyberbezpieczeństwa, wprowadzenie rozwiązań AI i wzrost poziomu digitalizacji dokumentacji medycznej.

Czy szpital już teraz przygotowuje się na rozwiązania sztucznej inteligencji, czy to jeszcze za wcześnie?

W szpitalu już wykorzystujemy rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Przykładem jest diagnostyka udarów, w której AI odgrywa duże znaczenie. W ostatnim czasie szpital otrzymał nagrodę ESO Angels Award za najwyższą jakość opieki nad pacjentem udarowym – to w głównej mierze zasługa całego zespołu, ale także stosowania przez niego najbardziej zaawansowanych technologii.

W ramach realizowanego projektu współfinansowanego z KPO wdrożymy kolejne rozwiązania, w tym narzędzia wspierające diagnostykę, usprawniające świadczenie usług medycznych i optymalizujące zarządzanie ruchem pacjentów. Nasz szpital wkrótce zostanie podłączony do Platformy Usług Inteligentnych, dzięki której specjaliści, a szczególnie radiolodzy, będą mogli szybciej i bardziej precyzyjnie analizować obrazy diagnostyczne. Rozwiązania te poprawią dostępność usług szpitala i przygotowanie do nowych standardów cyfrowych w ochronie zdrowia. Sztuczna inteligencja w medycynie to kierunek rozwojowy, mający ogromny potencjał. Natomiast zawsze staram się podkreślać, że stanowi ona narzędzie wspomagające dla lekarza, a nie zastępuje go. Pamiętajmy również, że zbyt częste używanie sztucznej inteligencji może powodować zmniejszenie zdolności krytycznego myślenia człowieka.

Pobierz bezpłatny ATLAS CYFRYZACJI z 17 rozmowami o e-zdrowiu w Polsce

Wspomniał Pan o środkach z KPO na rozwój usług cyfrowych. Co dokładnie zostanie zrealizowane za te 12 mln zł i jak dzięki tym inwestycjom skorzystają pacjenci?

Celem przedsięwzięcia jest kompleksowy rozwój usług cyfrowych w szpitalu. Projekt składa się z czterech zadań: integracja i rozbudowa systemów informatycznych, digitalizacja dokumentacji medycznej istotnej z punktu widzenia leczenia i profilaktyki, zwiększenie poziomu cyberbezpieczeństwa oraz wdrożenie rozwiązań AI i podłączenie do centralnego repozytorium danych medycznych.

Dzięki temu dofinansowaniu znacząco rozwiniemy szpitalne systemy informatyczne, wzmocnimy procesy sprawozdawcze. Usprawnienia wpłyną na decyzje kliniczne i obsługę pacjentów, poprawią także komfort pracy personelu szpitala. Około połowa kwoty, o której pan redaktor wspomniał, zostanie przeznaczona na poprawę bezpieczeństwa i jakości danych medycznych. Jak dokładnie będą wyglądać nasze zabezpieczenia, o tym z jasnych względów nie mówimy głośno – pewna doza tajemnicy też stanowi element zachowania bezpieczeństwa. Natomiast mogę powiedzieć, że w ramach projektu wszyscy pracownicy przejdą szkolenia z cyberbezpieczeństwa. Inwestycja przyczyni się do usprawnienia funkcjonowania placówki i podniesienia jakości opieki nad pacjentami. Korzyści z realizacji projektu odniosą nie tylko pacjenci i pracownicy USK Nr 4 w Lublinie, ale również podmioty lecznicze oraz instytucje współpracujące ze szpitalem.

Jak oceniłby Pan obecną dojrzałość cyfrową szpitala?

Chociaż trudno oceniać dojrzałość w obszarze, w którym poprzeczka nieustannie się podnosi, mogę powiedzieć, że jesteśmy jednym z bardziej rozwiniętych cyfrowo szpitali w naszym kraju. W województwie wyznaczamy standardy dotyczące wykorzystywanych technologii i rozwiązań technicznych oraz stopnia integracji. Mówimy także o wysokiej funkcjonalności i niskim długu technologicznym.

W wielu szpitalach w Polsce nowe rozwiązania wprowadzane są z dużym opóźnieniem, a o USK Nr 4 w Lublinie nie można tego powiedzieć. Jednym ze wskaźników projektów cyfryzacji finansowanych z KPO jest 95 proc. kart informacyjnych pacjentów zaindeksowanych w systemie centralnym. Jeszcze przed otrzymaniem środków z KPO byliśmy bardzo blisko tego wskaźnika. Pod tym względem wyprzedziliśmy inne szpitale, a to dlatego, że od dawna kładliśmy nacisk na to, aby karty informacyjne były rejestrowane w postaci elektronicznej zgodnej z wymogami prawnymi. Obecnie jesteśmy w ok. 30 proc. szpitali w Polsce, które spełniły ten wskaźnik.

Od wielu lat myślimy o cyberbezpieczeństwie i działamy w tym zakresie, a świadczy o tym fakt, że jesteśmy pierwszym szpitalem, w którym dostawca naszego systemu HIS postawił serwer bazodanowy w trybie Active-Active. Oznacza to, że od 14 lat w szpitalu mamy dwa niezależne serwery pracujące jednocześnie. Awaria jednego nie wiąże się z przerwą pracy, bo drugi stanowi zabezpieczenie, przejmując jego zadania.

Jesteśmy jednym z niewielu szpitali w Polsce, w których są prowadzone pilotaże nowych rozwiązań informatycznych dostawcy naszego systemu HIS. Na naszym przykładzie wiele innych jednostek obserwuje, jak ma wyglądać funkcjonalność danego modułu. W dobie dynamicznego rozwoju technologii informatycznych nie ustajemy w wysiłkach, by za nim podążać. Wśród funkcjonalności, które w ostatnich latach udało nam się wprowadzić, jest rozliczanie leków na pacjenta. Rozwiązanie umożliwia kontrolę nad obiegiem leków w szpitalu. Kolejnym usprawnieniem było połączenie się z kilkoma szpitalami w celu elektronicznej transmisji badań obrazowych. Chciałbym podkreślić, że to wszystko jest możliwe dzięki zespołowi kompetentnych profesjonalistów pracujących w działach technologii informatycznych szpitala.

Jaki procent budżetu wydaje szpital na cyfryzację oraz cyberbezpieczeństwo?

Korzystamy z rozbudowanego systemu informatycznego, którego roczne utrzymanie wraz z możliwością stałego wdrażania nowych funkcjonalności kosztuje kilka milionów złotych. To oczywiście tylko część kosztów związanych z cyfryzacją, jakie ponosi szpital.

Kolejne dotyczą utrzymania posiadanych systemów i rozwiązań informatycznych. Budżet obejmuje też koszty związane z planowanymi działaniami – wymianą sprzętu czy centrali telefonicznej, co jest zadaniem do zrealizowania jeszcze w tym roku. Dodatkowe koszty związane są z zakupami, które prowadzi szpital, m.in. w ramach realizacji projektów współfinansowanych z funduszy zewnętrznych. Pozyskując nową aparaturę medyczną, wymagamy od dostawców integracji z systemem informatycznym klasy HIS, by wszystkie wyniki były dostępne dla personelu lekarskiego zaraz po wykonaniu badań. Wydatki informatyczne mieszczą się w każdym projekcie rozbudowy szpitala i zakupu sprzętu. Ponadto, do obecnych kosztów cyfryzacji możemy dodać ponad 2,6 mln złotych wkładu własnego szpitala w nowym projekcie KPO.

Czy roczna suma nakładów na cyfryzację jest spora? Chcielibyśmy wydawać więcej. Wydatki na cyberbezpieczeństwo to pewnego rodzaju polisa ubezpieczeniowa. Im więcej narzędzi jest wdrażanych, im bardziej buduje się świadomość personelu poprzez różne szkolenia, im więcej zabezpieczeń mamy, tym lepiej chronimy dane medyczne pacjentów i śpimy spokojniej.

Szpitale w Polsce coraz częściej padają ofiarą cyberataków. W Szczecinie hakerzy zaszyfrowali dane w systemach, a szpital przeszedł na papierowy tryb pracy. Wcześniej podobne sytuacje miały miejsce w innych jednostkach. Nie uważam, że jest to wina osób zarządzających tymi szpitalami, ale tego, że na cyberbezpieczeństwo szpitali powinny być rezerwowane znacznie większe środki w budżecie państwa.

Co jest dzisiaj Pana największą kulą u nogi, jeśli chodzi o inwestycje w e-zdrowie? Cyberbezpieczeństwo? Legislacja? Finanse?

Finanse, o których wspomniałem wcześniej, to jedna kwestia. Druga to legislacja, która nie nadąża za rozwojem rozwiązań informatycznych. Przykładem jest brak jasnych wytycznych dotyczących elektronicznego podpisywania przez pacjentów dokumentów w szpitalu. Skutkiem tego zgody na operacje są wciąż podpisywane ręcznie.

Dużym problemem jest brak spójnych zasad integracji między systemami informatycznymi. W Niemczech takie standardy już są wdrożone. Producenci oprogramowania medycznego i aparatów medycznych muszą się do nich dostosować, sprawić, by ich produkty były kompatybilne, co umożliwia płynny przepływ danych między różnymi platformami i systemami. W Polsce wciąż nie ma takiego obowiązku, a integracja danego systemu z innymi jest dla szpitala bardzo kosztowna.

Dużo mówi się o tym, że cyfryzacja może redukować koszty albo zwiększać jakość opieki nad pacjentem. A dla Pana dyrektora jaką ma rolę w szpitalu?

Z pewnością cyfryzacja zwiększa jakość opieki nad pacjentem. Sprawujący nad nim opiekę lekarz ma dostęp do większej ilości dokumentacji i danych. Gdy pacjent odwiedza wielu specjalistów i wykonuje wiele badań, każdy z nich może szybko sprawdzić wszystkie wyniki. Szybkość ma znaczenie szczególnie wtedy, gdy pacjent przyjeżdża do szpitala w bardzo złym stanie. Redukcja kosztów to kwestia dyskusyjna. Oczywiście możemy mówić o oszczędności papieru, przechowywania dokumentacji i czasu pracy personelu.

W naszym szpitalu duże znaczenie ma też fakt, że mamy większą kontrolę nad wydawaniem leków, co pozwoliło zmniejszyć koszty ich dystrybucji i ograniczyć marnotrawstwo – np. poprzez przeterminowanie – o ok. 30 proc. Z drugiej strony cyfryzacja wymaga zakupu kosztownych systemów i urządzeń oraz ich utrzymania w przyszłości. Moim zdaniem wartości, jakie dają pacjentom te usprawnienia, są warte poniesienia tych kosztów. Dzięki cyfryzacji personel może skuteczniej diagnozować i leczyć, widzi, czy leki, które zażywa pacjent, wchodzą w interakcję z tymi, które dopiero mają mu zostać przepisane, a dokumentacja jest bezpieczna. Szpital jest też odporniejszy na cyberataki, co jest nie do przecenienia.

Jak podejmowane są w szpitalu decyzje odnośnie np. wdrożenia nowego systemu?

W szpitalu staramy się działać zgodnie z naszą strategią i nowoczesną kulturą organizacyjną opartą na Lean Management. Przykładem jej wdrożenia jest projekt „Transformacja Lean w USK Nr 4 w Lublinie”, który otrzymał główną nagrodę w konkursie „Zdrowa Przyszłość – Inspiracje”. Program rozpoczęty w lipcu 2024 roku miał na celu usprawnienie procesów wspierających świadczenie usług medycznych oraz wprowadzenie kultury organizacyjnej opartej na zasadach ciągłego doskonalenia, eliminowania marnotrawstwa i zwiększania efektywności pracy.

Dzięki opracowanej strategii udało się osiągnąć wiele celów, a wśród nich wspomniane wcześniej przeze mnie oszczędności w dystrybucji leków. Mówimy o filozofii zarządzania przez cele w duchu compliance – tworzymy plany i zespoły, które pracują nad ich realizacją. Jako dyrekcja szpitala reagujemy na potrzeby zgłaszane nam przez poszczególne oddziały lub jednostki szpitalne, przy czym zawsze porównujemy koszty z efektami. Działamy etapami, kompleksowo szkolimy użytkowników rozwiązań i na bieżąco reagujemy na zmiany.

Jaką ma Pan wizję dla USK Nr 4 w Lublinie jako innowacyjnego szpitala?

Pragnę razem z zespołem konsekwentnie i efektywnie wzmacniać potencjał kliniczny szpitala poprzez wdrażanie nowoczesnych technologii medycznych, rozwój wysokospecjalistycznych procedur oraz tworzenie warunków do prowadzenia badań naukowych i projektów rozwojowych. Innowacyjność rozumiemy nie tylko jako dostęp do zaawansowanego sprzętu i nowych metod leczenia, ale także jako nowoczesne i skuteczne zarządzanie, cyfryzację procesów oraz rozwój kompetencji naszego personelu. Szpital dysponuje strategią rozwoju, według której podejmujemy kolejne decyzje przy jednoczesnym zachowaniu maksymalnie możliwej adaptowalności do zmieniających się warunków. Pozyskujemy środki na nowe inwestycje. Naszą ambicją jest, aby USK Nr 4 w Lublinie był szpitalem, który nie tylko skutecznie diagnozuje, leczy i otacza opieką po pobycie w placówce, ale również wyznacza kierunki rozwoju współczesnej medycyny – w regionie, kraju i przestrzeni międzynarodowej. Kluczowe jest też dla nas budowanie silnego ośrodka akademickiego, który będzie miejscem jeszcze lepszego kształcenia przyszłych pokoleń lekarzy i specjalistów ochrony zdrowia, a jednocześnie przestrzenią współpracy z ośrodkami naukowymi, partnerami technologicznymi oraz instytucjami publicznymi.

1 2 3 140