- Dzięki Centralnej e-Rejestracji możemy mierzyć w czasie rzeczywistym zjawisko kolejek oraz aktywnie mu przeciwdziałać - mówi Łukasz Sosnowski, dyrektor Departamentu e-Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia
– Dzięki Centralnej e-Rejestracji możemy mierzyć w czasie rzeczywistym zjawisko kolejek oraz aktywnie mu przeciwdziałać – mówi Łukasz Sosnowski, dyrektor Departamentu e-Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia

Centralna e-Rejestracja nie zlikwiduje automatycznie kolejek do specjalistów, ale poprawi wykorzystanie dostępnych wolnych terminów. Jak podkreśla Łukasz Sosnowski, dyrektor Departamentu e-Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia, najważniejsze jest to, że mniejsze poradnie stają się „widoczne” dla pacjenta, a na miejsce odwołanej przez kogoś wizyty może wskoczyć inny pacjent.

Wszyscy o to pytają: Czy Centralna e-Rejestracja skróci kolejki?

Głównym celem Centralnej e-Rejestracji (CeR) była konieczność lepszego wykorzystania dostępnych terminów do lekarzy specjalistów poprzez ustanowienie nowych sposobów umawiania wizyt oraz zarządzania umówionymi terminami. To zadziało się dzięki wprowadzeniu centralnych terminarzy i dodatkowych kanałów komunikacji między pacjentem a systemem ochrony zdrowia. Mówimy tu głównie o Internetowym Koncie Pacjenta, zarówno w wersji webowej, jak i mobilnej.

CeR, oprócz dodatkowej ścieżki umawiania wizyt bezpośrednio w placówce czy telefonicznie, wprowadza dodatkowy kanał online, ale też narzędzie do zarządzania terminem wizyty. I tu pojawia się korzyść, która na razie jest jeszcze ograniczona, ale będzie rosła wraz z większym wykorzystaniem systemu przez pacjentów oraz rozszerzaniem go na kolejne specjalności.

Najważniejsze jest to, że po raz pierwszy pacjent zyskuje łatwe narzędzie do zarządzania swoją wizytą. Do tej pory, jeśli ktoś zapisał się do specjalisty, czy to telefonicznie, czy osobiście, dostawał termin, który później bardzo trudno było zmienić. Jeśli po dwóch miesiącach oczekiwania nagle okazywało się, że wyznaczony termin jednak nie pasuje, trzeba było próbować się dodzwonić albo osobiście zgłosić się do placówki. I wszyscy wiemy, że nie zawsze jest to proste.

Teraz można to zrobić znacznie łatwiej, przez aplikację mobilną mojeIKP, a nawet w odpowiedzi na SMS-a. I właśnie to może realnie wpłynąć na lepsze wykorzystanie dostępnych wizyt. Jeśli pacjent odwoła termin odpowiednio wcześnie, to taka wizyta może zostać przekazana innej osobie.

Dlatego powiedziałbym, że Centralna e-Rejestracja nie tyle „likwiduje kolejki”, co pozwala lepiej zarządzać dostępnymi terminami; przez poprawę organizacji systemu może pomóc skrócić czas oczekiwania. To też ważne dlatego, że do tej pory wiele mówiliśmy o problemie nieodwoływanych wizyt, choćby przy okazji kampanii „Odwołuję, nie blokuję”. Dziś dzięki Centralnej e-Rejestracji mamy dwa konkretne narzędzia: po pierwsze, możemy zjawisko kolejek mierzyć w czasie rzeczywistym, a po drugie – aktywnie mu przeciwdziałać.

Wdrożenie Centralnej e-Rejestracji w AOS zostało rozłożone na 4 lata. Czy tak długi czas był konieczny?

Z dzisiejszej perspektywy taki okres jest uzasadniony. Kluczowy moment wdrożenia dopiero przed nami, czyli połowa tego roku, kiedy CeR stanie się realnie obowiązkowa. W przypadku podmiotów, które powinny się podłączyć, a tego nie zrobią, Narodowy Fundusz Zdrowia wstrzyma część płatności, a następnie nie będzie ich realizować. To będzie bardzo silny bodziec do pełnego wejścia do systemu.

Wcześniej, w ramach pilotażu, były dostępne oczywiście zachęty pozytywne, w tym dodatkowe wsparcie finansowe. Ale uczciwie trzeba powiedzieć, że cały proces wymaga czasu, bo placówki muszą się dostosować, podłączyć, przetestować rozwiązania i nauczyć się z nich korzystać. Równolegle po stronie systemu centralnego to bardzo duże wyzwanie. Mówimy przecież o sytuacji, w której setki, potem tysiące, a docelowo dziesiątki tysięcy podmiotów medycznych mają wymieniać dane z centralnym systemem w zakresie terminów wizyt.

To dla nas bardzo poważny test. I nie ukrywam, że nawet przy już działającej Centralnej e-Rejestracji na bieżąco rozwiązujemy kolejne problemy, które pojawiają się dopiero w praktyce i których nie dało się przewidzieć nawet na etapie pilotażu. Właśnie dlatego potrzebne jest etapowe wdrażanie.

Moim zdaniem, przyspieszanie tego procesu byłoby po prostu nieodpowiedzialne. Ryzyko mogłoby przerosnąć korzyści z szybszego wdrożenia. Oczywiście osoby, które już dziś korzystają z systemu i są zadowolone, chciałyby zapewne, by jak najszybciej objął on kolejne specjalizacje. Jeśli ktoś może już zapisać się w ten sposób do kardiologa, naturalnie oczekuje, że za chwilę będzie mógł zrobić to samo u neurologa, nefrologa czy kolejnych specjalistów. Ale naszym obowiązkiem jest działać odpowiedzialnie.

W tego typu rozwiązaniach bezpieczeństwo pacjenta musi mieć absolutny priorytet. Dlatego lepiej rozłożyć wdrożenie w czasie i szukać rozsądnego balansu między szybkością wdrożenia a bezpieczeństwem.

Newsletter OSOZ

Korzyści z Centralnej e-Rejestracji będą rosły wraz ze wzrostem użytkowników Internetowego Konta Pacjenta i aplikacji mojeIKP. Na razie jest ich odpowiednio około 20 mln i blisko 5 mln. Jak Ministerstwo Zdrowia chce zwiększyć te liczby?

Widziałbym tu dwa równoległe obszary. Pierwszy to komunikacja. Wspólnie z Centrum e-Zdrowia planujemy szerzej zakrojone kampanie społeczne, które ruszą w najbliższych tygodniach. Celem będzie przede wszystkim pokazanie pacjentom, że CeR już działa, a także wyjaśnienie, czym jest na przykład wirtualna poczekalnia, jak funkcjonuje i czym różni się od tradycyjnego modelu zapisu na wizytę.

Drugi obszar jest jeszcze ważniejszy. Ludzie korzystają z rozwiązań cyfrowych wtedy, kiedy są one po prostu potrzebne i dają realną wartość. Dlatego bardzo intensywnie myślimy o tym, jak sprawić, żeby szczególnie aplikacja mojeIKP była dla pacjenta przydatna na co dzień.

Jednym z ostatnich ważnych kroków w tym kierunku było udostępnienie pacjentom wyników badań laboratoryjnych. Jeśli zostały one przekazane do systemu centralnego, pacjent może je zobaczyć bezpośrednio w aplikacji. Oczywiście zależy to jeszcze od tego, jak wiele podmiotów medycznych przesyła te dane, ale ten kierunek działań jest bardzo wyraźny.

Chcemy też, żeby aplikacja dawała pacjentowi konkretne funkcje wspierające codzienne decyzje zdrowotne. Obecnie analizujemy dwa rozwiązania. Pierwsze ma pomagać w ocenie objawów i podejmowaniu bardziej świadomej decyzji, czy w danej sytuacji rzeczywiście potrzebna jest pomoc medyczna. Przykładowo: pojawia się zawrót głowy albo ból brzucha w sobotni wieczór i pacjent zastanawia się, czy powinien jechać do nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, na SOR, czy może wystarczy obserwacja. Tego typu certyfikowane narzędzia funkcjonują już na świecie i mogłyby stanowić realne wsparcie także u nas.

Drugim kierunkiem jest lepsze wykorzystanie wyników badań laboratoryjnych. Sam dostęp do wyników to dopiero pierwszy krok. Dużo ważniejsze jest to, by pacjent lepiej rozumiał, co z tych danych wynika. Dlatego sprawdzamy możliwość zaoferowania narzędzi, które mogłyby automatycznie wspierać interpretację wyników i ułatwiać podejmowanie dalszych decyzji, na przykład, czy warto szybciej umówić się do lekarza, czy raczej obserwować stan zdrowia.

Jeśli spojrzymy na mojeIKP jako na zestaw codziennie użytecznych funkcji, to zaczyna się z tego układać spójna całość. Pacjent może umówić wizytę, sprawdzić wyniki badań, lepiej je zrozumieć, a w razie niepewności zdrowotnej otrzymać wsparcie w podjęciu decyzji, co robić dalej.

Nie chodzi o to, by chwalić się liczbą pobrań aplikacji czy liczbą założonych kont. Celem powinno być to, żeby miliony użytkowników rzeczywiście korzystały z tego narzędzia w codziennym zarządzaniu swoim zdrowiem.

Czy obecna funkcjonalność CeR jest ostateczna, czy będzie nadal rozwijana?

Raczej nie ma czegoś takiego jak „ostateczna, zamknięta wersja” systemu IT. Z jednej strony można powiedzieć, że Centralna e-Rejestracja już dziś działa i jest w pełni funkcjonalna. Z drugiej strony, to rozwiązanie cały czas się rozwija, bo w praktyce stale obserwujemy nowe niuanse ścieżki pacjenta i funkcjonowania całego systemu ochrony zdrowia.

W praktyce oznacza to, że nasz zespół stale dopracowuje lub dodaje kolejne funkcjonalności, które okazują się potrzebne. Takich przypadków jest dziesiątki. I prawdopodobnie nie dałoby się ich wszystkich przewidzieć przed wdrożeniem. Gdybyśmy chcieli zmapować absolutnie każdy możliwy scenariusz jeszcze przed startem systemu, opisać go i od razu zaprogramować, to cały projekt trwałby znacznie dłużej, a część rozwiązań i tak byłaby już nieaktualna w momencie wdrożenia.

Dlatego od początku przyjęliśmy model rozwoju przyrostowego. Oznacza to, że system jest rozwijany i dostosowywany na bieżąco do realnych potrzeb, które pojawiają się po stronie pacjentów i placówek.

Jednym z przykładów są sytuacje związane z kontynuacją leczenia. Wyobraźmy sobie pacjenta wypisanego ze szpitala, który powinien w ciągu kilku dni odbyć kontrolę u specjalisty, często w konkretnym ośrodku. Takie przypadki wymagają szczególnej obsługi i pokazują, że obok standardowej ścieżki zawsze istnieje też wiele wyjątków, które system musi umieć uwzględnić.

Są też sytuacje, których teoretycznie można się spodziewać, ale które trzeba rozwiązywać dopiero wtedy, gdy wystąpią. Przykładem może być cyberatak na placówkę. Jeśli dana jednostka przestaje czasowo funkcjonować i zostaje odcięta od swoich systemów, a jednocześnie formalnie nadal widnieje jako dostępna w Centralnej e-Rejestracji, to trzeba bardzo szybko reagować, żeby pacjenci nie zapisywali się do podmiotu, który w danym momencie nie jest w stanie przyjmować pacjentów.

Tak więc ten system żyje i będzie się zmieniał. Ale jednocześnie już dziś jest rozwiązaniem działającym i użytecznym.

Pobierz bezpłatnie Atlas Cyfryzacji Ochrony Zdrowia 2026
Pobierz bezpłatnie Atlas Cyfryzacji Ochrony Zdrowia 2026

Kolejnym elementem systemu ma być bot przypominający o wizytach.

Jeśli chodzi o przypomnienia o wizytach, to zakładamy trzy podstawowe kanały komunikacji z pacjentem.

Pierwsze to powiadomienia push w aplikacji. Nie ukrywam, że z naszego punktu widzenia to również najtańszy i najwygodniejszy kanał, dlatego tak bardzo zależy nam na tym, by jak najwięcej osób miało zainstalowaną aplikację mojeIKP i aktywnie z niej korzystało. W praktyce wiemy, że telefony potrafią czasem „uśpić” aplikacje lub ograniczyć ich działanie, dlatego ważne jest nie tylko samo pobranie, ale też to, by aplikacja realnie była częścią codziennego korzystania z usług zdrowotnych.

Drugim kanałem są wiadomości SMS. Jeśli pacjent ma podany numer telefonu komórkowego, może otrzymać przypomnienie o wizycie. Takie komunikaty wysyłane są siedem dni przed wizytą i ponownie dzień wcześniej.

Trzecim elementem, który chcemy wdrożyć, jest voicebot. To rozwiązanie będzie szczególnie istotne dla osób, które nie korzystają z aplikacji i nie mają telefonu komórkowego, ale posiadają telefon stacjonarny. W praktyce najczęściej będą to osoby starsze, choć oczywiście nie tylko. Ten projekt jest cały czas realizowany. Obecnie jesteśmy na etapie procedur przetargowych i odwoławczych, ale plan pozostaje aktualny: voicebot ma zostać wdrożony jeszcze w tym roku.

Dzięki wdrożeniu Centralnej e-Rejestracji MZ ma do dyspozycji nowe dane, między innymi o dostępnych terminach w poszczególnych województwach. Czy będą one wykorzystywane szerzej, nie tylko do monitorowania działania CeR?

Najważniejsze jest to, że po raz pierwszy posiadamy w czasie rzeczywistym dane, których wcześniej po prostu brakowało. Dotyczy to przede wszystkim liczby wolnych terminów tam, gdzie CeR już działa.

Warto jednak pamiętać, że na razie mówimy tylko o określonej części rynku świadczeń. Na przykład w kardiologii chodzi dziś o samodzielne umawianie wizyt pierwszorazowych, a nie wszystkie możliwe wizyty u specjalisty. Pacjenci kontynuujący leczenie nie są jeszcze w pełni objęci tym mechanizmem, więc to nadal tylko fragment całego obrazu.

Te dane z całą pewnością powinny i będą wykorzystywane przez Ministerstwo Zdrowia, ale też szerzej przez system ochrony zdrowia. Jednocześnie trzeba zachować ostrożność w interpretacji. Nadal nie wszystkie placówki są podłączone, więc byłbym ostrożny z wyciąganiem zbyt daleko idących wniosków na podstawie niepełnej próby. Myślę, że dużo bardziej reprezentatywny obraz uzyskamy w drugiej połowie roku, kiedy już w zakresie kardiologii obejmiemy wszystkich świadczeniodawców systemem.

Niektóre liczby robią wrażenie. Jeśli widzimy, że do kardiologa dostępnych jest około 27 tysięcy wolnych terminów na wizyty pierwszorazowe w perspektywie najbliższych 40 dni, to pokazuje skalę zjawiska. Oczywiście, ogromne znaczenie ma geografia. Jeśli wolny termin jest w Szczecinie, to pacjent z Zamościa raczej z niego nie skorzysta. Ale kiedy schodzimy poziom niżej i patrzymy już na rozkład tych terminów choćby między województwami, to nadal mówimy o liczbach idących w tysiące.

To z kolei oznacza, że w sytuacji, gdy stan zdrowia wymaga szybkiej konsultacji, wielu pacjentów mogłoby realnie skorzystać z wcześniejszego terminu, nawet jeśli wiązałoby się to z dojazdem kilkunastu czy kilkudziesięciu kilometrów.

Bardzo ciekawy jest też sygnał płynący od mniejszych poradni. Wiele z nich miało kontrakty z NFZ, ale wcześniej po prostu nie funkcjonowały w świadomości pacjentów. Dziś, kiedy pacjent wpisuje miasto, województwo albo pobliską miejscowość, nagle widzi, że niedaleko działa poradnia specjalistyczna z wolnym terminem za kilka dni, o której istnieniu mógł nawet wcześniej nie wiedzieć. Często to pierwsza sytuacja, w której taka placówka staje się realnie „widoczna”.

To może być jedna z najważniejszych zmian, jakie przynosi CeR. Nie chodzi wyłącznie o statystyki, ale o to, że pacjent zyskuje realny dostęp do aktualnych informacji, które wcześniej były rozproszone albo w praktyce niedostępne. Oczywiście, im bardziej zawężamy kryteria wyszukiwania terminu, na przykład do konkretnego lekarza, konkretnej poradni i konkretnego dnia tygodnia, tym trudniej będzie znaleźć termin.

1 lipca mija deadline na wdrożenie CeR. Czy przewidywane są jakiekolwiek ustępstwa?

To jest ustawowy termin, więc nie mamy tutaj dużego pola manewru.

W tym sensie 1 lipca będzie testem dla nas wszystkich. Dla naszych systemów, dla świadczeniodawców, ale też szerzej dla całego systemu ochrony zdrowia i, w pewnym sensie, dla nas jako społeczeństwa.

Trzeba też podkreślić, że wcześniejsze obowiązki cyfrowe, które nie były powiązane z tak wyraźnym mechanizmem egzekwowania, nie zawsze przynosiły oczekiwany efekt. Przykładem są chociażby informacje o zdarzeniach medycznych, które wciąż nie zawsze trafiają do systemów centralnych w takim zakresie, w jakim powinny. Sam bardzo żałuję, że jako pacjent nie mam jeszcze w jednym miejscu wszystkich swoich wyników badań laboratoryjnych ani pełnej historii zdarzeń medycznych – to jest podstawa do budowania systemu, w którym dane medyczne mogłyby podążać za pacjentem.

Być może właśnie Centralna e-Rejestracja będzie pierwszym projektem, przy którym uda się rzeczywiście osiągnąć pełniejszy poziom wdrożenia niż w przypadku wcześniejszych rozwiązań, takich jak elektroniczna dokumentacja medyczna raportowana do systemu CeZ (EDM).

Oczywiście nie można wykluczyć, że część podmiotów wejdzie w tryb wdrożenia dopiero pod presją ustawowego obowiązku. Ale z drugiej strony właśnie po to ten mechanizm został zaprojektowany. Cyfrowa transformacja ochrony zdrowia to proces, którego wszyscy się uczymy i który wspólnie kształtujemy.

Centralna e-Rejestracja - nowy poradnik czasopisma OSOZ dla placówek zdrowia
Centralna e-Rejestracja – nowy poradnik czasopisma OSOZ dla placówek zdrowia

Zamiast tysięcy mini-kolejek w tysiącach placówek zdrowia do specjalistów i na badania, tylko jedna – Centralna e-Rejestracja wchodzi w decydującą fazę wdrożenia i od 1 lipca stanie się obowiązkowa. Nowy przewodnik OSOZ tłumaczy, jak zintegrować system gabinetowy z CeR, radzi pacjentom, jak umówić się do lekarza lub na badanie oraz analizuje wpływ nowego narzędzia na system zdrowia.

Od „to się nie uda” do „to zaczyna działać”

Żeby zrozumieć Centralną e-Rejestrację, trzeba cofnąć się do 29 lutego 2024, kiedy to Komisja Europejska odblokowała 137 mld euro w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Przypomnijmy, że KPO to europejski system wsparcia, który miał pomóc odbudować gospodarkę państw członkowskich UE po pandemii COVID-19.

Ale skąd wziął się pomysł na CeR, skoro w pierwotnym dokumencie z kwietnia 2021 roku opisującym strategię wydatkowania środków z KPO nie ma ani słowa o e-rejestracji? Pierwsza wzmianka pojawia się w Strategii Centrum e-Zdrowia na lata 2023–2027, opublikowanej w styczniu 2023 roku, gdzie lakonicznie wspomniano, że „centralna e-rejestracja usprawni proces zapisywania na usługi zdrowotne – dla pacjenta będzie dostępna z poziomu IKP, gdzie będzie mógł on w prosty sposób wyszukać wolny termin wizyty (z uwzględnieniem kryteriów takich jak obszar geograficzny, zakres dat, placówka medyczna, forma konsultacji) i umówić się na świadczenie.”

Poradnik "Centralna e-Rejestracja". Klinkij na okładkę, aby go pobrać
Poradnik „Centralna e-Rejestracja”. Klinkij na okładkę, aby go pobrać

Kiedy w grudniu 2023 roku stanowisko Ministra Zdrowia obejmuje Izabela Leszczyna, o Centralnej e-Rejestracji zaczyna się mówić coraz częściej. W kilka miesięcy staje się ona flagowym projektem nowego rządu, którego jednym z priorytetów jest skrócenie kolejek do lekarzy.

– Pacjent musi przestać się czuć petentem. Państwo ma mu zapewnić dostęp do usług zdrowotnych w sposób przejrzysty i bez frustracji. Polski pacjent ma prawo widzieć, gdzie i do kogo może się zapisać i wybrać taki termin, który mu odpowiada. To jest minimum państwa, które działa – mówiła ówczesna minister, która była zdeterminowana, aby projekt zrealizować. I to mimo wielu sceptycznych głosów, że CeR jest skazana na porażkę, bo każda placówka medyczna ma inny system IT i inny sposób organizacji wizyt.

W sierpniu 2024 roku w końcu rusza pilotaż Centralnej e-Rejestracji. Ale mimo ogromnych kwot dofinansowania chętnych na wdrożenie jest niewielu. Pilotaż, który miał się zakończyć 30 czerwca, przedłużono do 31 grudnia i ostatecznie przystąpiło do niego 30% placówek realizujących usługi objęte CeR w pierwszym etapie: pierwszorazowe wizyty u kardiologa i badania profilaktyczne – mammografię i cytologię/test HPV HR.

Aby CeR zmniejszyła kolejki, musi zadziałać kilka mechanizmów naraz

Dzięki CeR pacjent może się umówić do wybranego specjalisty przez Internetowe Konto Pacjenta (IKP), aplikację mojeIKP albo telefonicznie i w placówce medycznej. Najlepiej jednak przez IKP – bo w ten sposób pacjent może samodzielnie zarządzać swoimi terminami. Dzisiaj IKP posiada ok. 20 mln osób, nieco ponad połowa obywateli. Z kolei z mobilnej wersji IKP, czyli aplikacji mojeIKP, korzysta blisko 5 mln osób.

CeR zaczyna mieć wpływ na organizację wizyt, nawet jeśli zakres jej wdrożenia jest na razie ograniczony. Pacjent często dowiaduje się, że mimo iż kardiolog w przychodni, do której chodzi od lat, nie ma wolnych terminów na najbliższe miesiące, to taki termin ma oddalona o kilka kilometrów inna placówka. Z kolei Centrum e-Zdrowia ma w końcu anonimowe, rzetelne dane o kolejkach i na tej podstawie może planować inwestycje mające na celu zwiększenie dostępności do lekarzy w poszczególnych regionach.

Na ostateczny werdykt i ocenę korzyści z CeR trzeba będzie poczekać, aż wszystkie placówki podłączą się do systemu, a CeR obejmie stopniowo kolejne specjalizacje. Nie tylko techniczna integracja z CeR zaważy o sukcesie. W grę wchodzi wiele innych niuansów: Czy pacjenci będą gotowi elastycznie zmienić przychodnię i zapisać się do lekarza przyjmującego nawet w innej miejscowości, aby tylko otrzymać szybszy termin wizyty? Czy liczba osób korzystających z IKP zwiększy się do np. 90%, co pozwoli na pełne wykorzystanie możliwości CeR? Czy system zyska zaufanie społeczne i czy nie poprawi dostępności do specjalistów tylko dla osób o odpowiednich umiejętnościach cyfrowych, zwiększając nierówności zdrowotne? Czy kolejne placówki medyczne podłączą się do CeR zgodnie z harmonogramem pod groźbą utraty refundacji z NFZ?

Newsletter OSOZ

Przewodnik po Centralnej e-Rejestracji

Nowy raport czasopisma OSOZ podsumowuje wszystkie informacje o Centralnej e-Rejestracji: sposób działania systemu, metodologię i postępy wdrożenia. Porozmawialiśmy z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia, Centrum e-Zdrowia i placówkami, które jako pierwsze wdrożyły CeR. Spotkaliśmy się z osobami odpowiedzialnymi za techniczną integrację systemów IT z systemem centralnym. Zebraliśmy najbardziej aktualne dane i wytyczne.

W ten sposób powstał poradnik, jak technicznie i organizacyjnie podłączyć się do CeR. We wnętrzu prezentujemy też specjalny wywiad z laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii. CeR – choć mało kto o tym wie – bazuje na tzw. teorii dopasowywania rynków, w tym przypadku – rynku świadczeń do pacjentów. Pytamy, czy CeR zmniejszy kolejki i wyeliminuje zasadę „kto pierwszy, ten lepszy”.

Oprócz tego: odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, poradniki dla pacjentów, materiały informacyjne do pobrania oraz praktyczna checklista.

Życzymy przyjemnej lektury!

Czasopismo OSOZ prezentuje 114-stronicowy, bezpłatny przewodnik po Centralnej e-Rejestracji.

Przewodnik dla placówek zdrowia "Centralna e-Rejestracja"
Przewodnik dla placówek zdrowia „Centralna e-Rejestracja”

Spis treści:

Pobierz także inne poradniki w serii OSOZ. Kliknij tutaj, aby przejść do ARCHIWUM.

– Terapie cyfrowe nie są idealne, ale leki też nie – twierdzi Liz Ashall-Payne, założycielka i dyrektor generalna Orcha

Liz Ashall-Payne, założycielka i dyrektor generalna Orcha – brytyjskiej organizacji zajmującej się walidacją aplikacji zdrowotnych – twierdzi, że cyfrowe rozwiązania dla zdrowia mogłyby pomóc milionom pacjentów, redukując koszty leczenia chorób przewlekłych. Przykładem są aplikacje zdrowotne zwalidowane w badaniach klinicznych. Ale pozostaje jeden problem: są ignorowane przez systemy zdrowia.

Newsletter OSOZ

Ochrona zdrowia jest cyfryzowana od dekad, ale dużo osób czuje rozczarowanie efektami. Dlaczego?

Przez wiele lat – zwłaszcza w początkach digitalizacji, czyli w latach 80. i 90. – brakowało regulacji, co niestety doprowadziło do chaosu w zakresie danych i interoperacyjności. Dziś jest pod tym względem lepiej, ale same standardy wymiany danych nie wystarczą. Nadal toczą się dyskusje, który z nich przyjąć, i nadal nie ma pełnej zgody (redakcja: przykładowo, dla danych laboratoryjnych dominującym staje się standard LOINC, ale istnieje też SNOMED CT, CPT, UCUM itd.). Pojawiają się coraz to nowsze propozycje, co znowu wymaga zmian w systemach IT i aplikacjach.

Ale nawet jeśli dany standard wymiany danych zostaje przyjęty, rzadko kontroluje się jego przestrzeganie. Zwłaszcza w przypadku aplikacji mobilnych panuje duży chaos. To jeden z powodów, dla których tego typu rozwiązania nadal są na marginesie systemu zdrowia. Żaden lekarz ani pacjent nie chcą i nie mają wiedzy do tego, aby sprawdzać, czy system IT albo apka spełnia dane standardy – po prostu oczekujemy wysokiej jakości. Na jej straży muszą czuwać instytucje publiczne.

Pacjenci i lekarze korzystają z technologii, którym ufają. Ale technologie popełniają błędy, AI halucynuje, a aplikacja może dawać niekompletne porady…

Tak, to prawda. Ale proszę zauważyć, że leki też nie są idealne. Każdy środek farmaceutyczny dopuszczony na rynek zawiera ulotkę z informacjami o skutkach ubocznych oraz ryzyku stosowania. Cyfrowe rozwiązania zdrowotne powinny być traktowane w podobny sposób. Nie możemy stosować innych standardów w stosunku do technologii i oczekiwać, że będą dawać w 100-proc. poprawne rekomendacje. Żadne rozwiązanie, żadne urządzenie medyczne nie jest w pełni bezpieczne. Najważniejsze, żeby technologia spełniała swoje funkcje i przynosiła korzyści dla określonej grupy pacjentów, zrównoważone z ryzykami.

Brak refundacji innowacji e-zdrowia powoduje, że nie trafiają one do pacjentów. A to nowa, skuteczna forma terapii polegająca na angażowaniu chorego i zmianie zachowań
Brak refundacji innowacji e-zdrowia powoduje, że nie trafiają one do pacjentów. A to nowa, skuteczna forma terapii polegająca na angażowaniu chorego i zmianie zachowań

Musimy stworzyć nowe podejście do myślenia o cyfryzacji i także komunikować jej ograniczenia. To istotne, bo te nieuzasadnione obawy albo podwójne standardy spowalniają wdrażanie innowacji. To dlatego tak wiele wartościowych projektów innowacji w ochronie zdrowia kończy się na pilotażach. Ale to też efekt tego, że nadal nie walidujemy rozwiązań AI czy aplikacji mobilnych tak samo jak urządzeń medycznych.

Co jeszcze blokuje wdrażanie innowacji cyfrowych?

Zawodzi system. Nawet jeśli technologia spełnia najwyższe standardy i przeszła przez badania kliniczne, po prostu działa na marginesie systemu zdrowia – nawet najlepsze aplikacje zdrowotne nie są ani rekomendowane, ani refundowane, ani włączane do ścieżek opieki. W ten sposób nie trafiają do pacjentów i często po prostu znikają z rynku.

Rozwiązanie jest jedno: włączenie innowacji e-zdrowia do systemu zdrowia. Bezpieczne i skuteczne aplikacje powinny być przepisywane na receptę jak leki, a ich refundacja – realizowana zgodnie z jasno określonymi kryteriami. W systemach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego wiemy od dawna, że pacjenci nie są gotowi płacić z własnej kieszeni za innowacje. Do tego dochodzi fakt, że apki to nowe podejście do wspierania leczenia chorób przewlekłych. Tylko ich włączenie do systemu publicznej opieki zdrowotnej mogłoby zwiększyć ich poziom wykorzystania. Im więcej osób zaczęłoby z nich korzystać, tym większa część społeczeństwa by się do nich przekonała.

Coraz więcej osób korzysta z chatbotów, pytając o diagnozę i leczenie. Można odnieść wrażenie, że robią dokładnie to, co robi wiele aplikacji.

Nie dziwi mnie, że wiele rozmów z chatbotami dotyczy zdrowia. Gdy ludzie są zaniepokojeni lub zdezorientowani, szukają odpowiedzi – a sztuczna inteligencja może natychmiast doradzić – po prostu sięgają do AI. I właśnie to jest zaletą AI – jest powszechnie dostępna i bezpłatna, nie ocenia. Pomaga w zrozumieniu informacji medycznych, tłumaczeniu terminologii czy przygotowaniu się do wizyty lekarskiej.

Trzeba jednak jasno oddzielić wsparcie informacyjne od opieki klinicznej. Opieka zdrowotna to z jednej strony luźne porady, z drugiej – decyzje oparte na dowodach naukowych. Nie jest dobrze, gdy AI zaczyna udzielać spersonalizowanych porad medycznych, bo chatboty AI nie są regulowane i nie mają wiedzy medycznej. Ale mogą je mieć aplikacje zdrowotne wytrenowane na zaufanych zbiorach danych, zwalidowane i sprawdzone pod względem skuteczności w badaniach klinicznych.

Do tego wraz z rozwojem AI aplikacje też stają się coraz lepsze. Powiem nawet, że AI podbiła oczekiwania w stosunku do np. apek udzielających porad. Pacjenci oczekują takiej samej płynności rozmowy i empatii jak w przypadku AI. Taka konkurencja jest korzystna dla aplikacji zdrowotnych.

Ale jeszcze raz podkreślę: chatbot i odpowiednia zwalidowana aplikacja z certyfikatem bezpieczeństwa danych to zupełnie dwie inne historie.

Proszę sobie wyobrazić, że jesteśmy w 2030 roku. Co poszło nie tak, jeśli chodzi o cyfryzację w latach 2020–2026?

Problemem nie był brak innowacji, bo to okres, kiedy na rynku pojawiło się dużo nowych technologii. Problem polegał raczej na sposobie ich wdrażania. Podczas pandemii COVID wiele narzędzi cyfrowych wprowadzano bardzo szybko. Jednak gdy presja wywołana kryzysem minęła, część systemów wróciła do wcześniejszych modeli działania. I to mimo że te nowe się sprawdziły, a pacjenci polubili takie technologie jak telekonsultacje i aplikacje mobilne.

Rozwój technologii napędził apetyt na nowości, a ten – rozwój kolejnych rozwiązań e-zdrowia, aplikacji, platform. Tymczasem zapomniano o podstawach: budowie infrastruktury wymiany danych, wdrażaniu standardów interoperacyjności, integracji innowacji technologicznych do pracy klinicznej i życia pacjentów. Tak samo zaniedbano rozwój modeli biznesowych i refundacyjnych, które pozwoliłyby lepiej dystrybuować nowe rozwiązania cyfrowe. W ten sposób nawet najlepsze rozwiązania po prostu nie były w stanie przetrwać na rynku. Zabrakło włączenia innowacji e-zdrowia do ekosystemu zdrowia. l

ORCHA (Organisation for the Review of Care and Health Applications) to jedna z wiodących na świecie niezależnych organizacji oceniających aplikacje zdrowotne. Zajmuje się analizą i weryfikacją cyfrowych narzędzi medycznych pod kątem bezpieczeństwa klinicznego, ochrony danych oraz użyteczności dla użytkowników. Walidacja prowadzona jest w oparciu o ponad 350 kryteriów dotyczących m.in. skuteczności klinicznej, prywatności danych i doświadczenia użytkownika, pomagając lekarzom oraz pacjentom w wyborze wiarygodnych rozwiązań cyfrowych. ORCHA tworzy też biblioteki aplikacji zdrowotnych sklasyfikowane w ramach ponad 250 kategorii chorób i problemów zdrowotnych.

ChatGPT dla Lekarzy ma m.in. pomagać w diagnozie. Jak deklaruje firma, to obecnie najlepszy model AI do zastosowań w medycynie
ChatGPT dla Lekarzy pomaga m.in. w diagnozie. Jak deklaruje firma, to obecnie najlepszy model AI do zastosowań w medycynie

Bezpłatny ChatGPT dla Lekarzy (ChatGPT for Clinicians) pomaga podejmować decyzje kliniczne, wyszukiwać informacje o badaniach naukowych, automatyzować zadania związane z wizytą pacjenta i pomagać tworzyć dokumentację medyczną. Narzędzie jest na razie dostępne tylko w USA, ale firma zapowiada jego ekspansję na inne kraje.

ChatGPT, czyli nowy system podejmowania decyzji medycznych?

Po tym, jak w styczniu 2026 roku swoją premierę miał ChatGPT Zdrowie zintegrowany z elektroniczną dokumentacją medyczną pacjenta, OpenAI robi następny krok w ochronie zdrowia i przedstawia ChatGPT dla Lekarzy – bezpłatną wersję popularnego czatbota stworzoną dla lekarzy, pielęgniarek i farmaceutów.

OpenAI zdaje sobie doskonale sprawę, że jego narzędzie jest powszechnie stosowane przez pracowników ochrony zdrowia, najczęściej nieoficjalnie. Zjawisko to nazywane jest „shadow AI” (AI w cieniu) – lekarze pytają ChatGPT o nowe badania naukowe czy wskazania terapeutyczne na prywatnych urządzeniach. Z prostego powodu – AI pomaga podejmować decyzje medyczne oraz tworzyć dokumentację medyczną, ale nie jest to certyfikowane urządzenie medyczne, więc nie może być oficjalnie stosowane w placówkach zdrowia.

Według badania przeprowadzonego w 2026 roku, 72% lekarzy w USA używa sztucznej inteligencji w praktyce klinicznej. W porównaniu z rokiem 2025, to o 48% więcej.

Najlepszy obecnie model AI dla medycyny

„Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na AI w środowisku klinicznym rośnie odpowiedzialność za ciągłe ulepszanie wydajności i bezpieczeństwa naszego modelu w zastosowaniach klinicznych oraz oferowanie rozwiązań, które mogą bezpiecznie i skutecznie wspierać procesy opieki zdrowotnej” – pisze OpenAI w oświadczeniu towarzyszącym premierze ChatGPT dla Lekarzy. Według opublikowanego benchmarku (porównania skuteczności), nowy model oparty na GPT-5.4 przekracza pod względem precyzji dotychczas dostępne modele także innych firm, jak Gemini czy Claude. W prowadzonych testach okazał się też lepszy niż sami lekarze.

Wydajność ChatGPT dla Lekarzy w porównaniu z innymi modelami AI

Jak deklaruje OpenAI, ChatGPT dla Lekarzy powstał w bliskiej współpracy z lekarzami, a wprowadzane dane nie są wykorzystywane do dalszego trenowania modeli, co ma zapewnić zgodność narzędzia z wymaganiami w zakresie bezpieczeństwa danych. Wśród najważniejszy funkcji znalazły się:

Aby zapewnić bezpieczeństwo i dokładność odpowiedzi ChatGPT, lekarze doradzający OpenAI sprawdzają odpowiedzi modelu i przekazują informacje zwrotne na temat jakości, rozumowania, wiarygodności i bezpieczeństwa. Do tej pory przejrzeli ponad 700 000 odpowiedzi modelu.

Przed premierą lekarze przetestowali 6924 scenariusze rozmów z czatbotem w swojej codziennej pracy, obejmujące opiekę kliniczną, dokumentację i badania naukowe. 99,6% odpowiedzi ocenili jako bezpieczne i dokładne.

ChatGPT podaje źródła medyczna, gdy odpowiada na zapytania o diagnozę
ChatGPT podaje źródła medyczna, gdy odpowiada na zapytania o diagnozę

Kiedy ChatGPT dla Lekarzy będzie dostępny w Polsce?

Bezpłatna wersja ChatGPT for Clinicians jest obecnie dostępna tylko dla zweryfikowanych (posiadających numer wykonywania zawodu) lekarzy, pielęgniarek praktykujących, asystentów medycznych i farmaceutów z USA.

Ale firma zapowiada, że rozszerzy dostęp na kolejne kraje. W najbliższych miesiącach planowana jest współpraca z Better Evidence Network. Celem jest uruchomienie pilotażowego dostępu dla zweryfikowanych lekarzy spoza Stanów Zjednoczonych, o ile pozwolą na to lokalne przepisy.

W numerze m.in.: Polacy coraz częściej kupują leki przeciwbólowe i na przeziębienie w aptekach internetowych na niekorzyść aptek stacjonarnych. Sprzedaż konopii medycznych w aptekach wzrosła 80-krotnie, ale nowe restrykcje dotyczące wystawiania e-recept zahamowały wzrost popytu.

OSOZ Statystyki 4/2026

W numerze 4/2026 OSOZ Statystyki:

Jak sprzedają się leki na przeziębienie i przeciwbólowe w aptekach internetowych i klasycznych?

W 2025 roku rynek aptek internetowych osiągnął wartość 2,19 mld zł, a pacjenci kupili w nich ponad 72,6 mln opakowań produktów. Oznacza to wartościowy wzrost rynku w stosunku do 2024 roku o 10,1 proc. i ilościowy 5,7 proc. Rynek produktów bez recepty w aptekach stacjonarnych był w tym samym czasie wart niemal 24,5 mld zł (o 3,8% więcej niż w 2024 roku). Oznacza to, że apteki internetowe rosną szybciej niż tradycyjny kanał sprzedaży, a ich udział w rynku stopniowo się zwiększa. W 2025 roku e-apteki odpowiadały za około 9 proc. wartości i 8 proc. wolumenu rynku aptek stacjonarnych.

Czytaj dalej 👉

Sprzedaż konopii medycznych w aptekach wzrosła 80-krotnie w zaledwie 6 lat

Gdy w 2019 roku konopie medyczne trafiły do sprzedaży aptecznej, pacjenci kupili zaledwie 10 234 opakowania, a wartość rynku wyniosła 4,16 mln zł. Sześć lat później, w 2025 roku, sprzedaż osiągnęła 833 621 opakowań, a pacjenci wydali łącznie 352,59 mln zł. Oznacza to ponad 80-krotny wzrost liczby sprzedanych opakowań względem pierwszego pełnego roku obecności tej kategorii w aptekach.

W 2019 roku w aptekach obecne były zaledwie 2 produkty z tej kategorii, a w 2025 roku – już 96. Po wprowadzeniu restrykcji dotyczących wystawiania e-recept na konopie medyczne (od listopada 2024 roku konieczna jest konsultacja osobista z lekarzem, a nie e-wizyta), popyt na konopie bardzo mocno spadł, choć powoli zaczyna znowu rosnąć.

Czytaj dalej 👉

Ponadto w numerze:

Wszystkie archiwalne numery OSOZ Statystyki znajdziesz na zakładce POBIERZ.

Archiwum czasopisma OSOZ
Rośnie liczba cyberataków motywowanych przesłankami geopolitycznymi, mającymi zdestabilizować sytuację polityczną
Rośnie liczba cyberataków motywowanych przesłankami geopolitycznymi, mającymi zdestabilizować sytuację polityczną

Ataki hakerów na ochronę zdrowia będą coraz intensywniejsze, bo coraz częściej celem hackerów jest destabilizacja infrastruktury krytycznej państwa – sugeruje raport Global Cybersecurity Outlook 2026 Światowego Forum Ekonomicznego. Tymczasem w sektorze ochrony zdrowia wdrażanie zabezpieczeń idzie znacznie wolniej niż rozwój narzędzi AI pomagających cyberprzestępcom kraść dane pacjentów.

Newsletter OSOZ

Manipulacja z pomocą AI przybiera na sile

Cyberbezpieczeństwo jest dzisiaj elementem bezpieczeństwa i stabilności państw – z tego założenia wychodzi m.in. Unia Europejska wdrażając dyrektywę NIS2 mającą chronić infrastrukturę krytyczną, w tym szpitale, przed atakami hakerów. Ale to może nie wystarczyć, bo jak sugeruje raport World Economic Forum (WEF) hakerzy mają dziś w rękach nową, potężną broń, jaką jest AI – aż 94 proc. respondentów wskazuje AI jako największą siłę, która zdominuje kwestie cyberbezpieczeństwa w najbliższych latach.

AI z jednej strony znajduje zastosowanie w systemach bezpieczeństwa, umożliwiając szybsze wykrywanie podejrzanych aktywności sieci oraz ich eliminowanie; z drugiej – cyberprzestępcy stosują AI do automatyzacji ataków i doskonalenia kampanii phishingowych.

Według raportu WEF, 87 proc. organizacji uznaje podatności związane z AI za najszybciej rosnące ryzyko cybernetyczne.

Czy w ciągu ostatniego roku następujące cyberzagrożenia wzrosły, zmniejszyły się czy pozostały na tym samym poziomie?

Szpitale jako cel w wojnie cybernetycznej

Raport pokazuje również gwałtowny wzrost cyberprzestępczości. W ciągu ostatniego roku aż 77 proc. organizacji odnotowało wzrost skali cyberoszustw i phishingu. 73 proc. respondentów deklaruje, że oni osobiście lub osoby z ich otoczenia padły ofiarą cyberoszustwa w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Najczęściej spotykane formy ataków to phishing. Z pomocą narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji cyberprzestępcy są w stanie tworzyć realistyczne wiadomości e-mail, podszywać się pod lekarzy lub instytucje publiczne, a nawet generować treści deepfake. W sektorze zdrowia takie ataki mogą prowadzić do przejęcia danych z elektronicznej dokumentacji medycznej albo kradzieży tożsamości lekarza, dzięki czemu przestępcy mogą np. generować recepty na leki psychotropowe i sprzedawać je w sieci.

Kolejnym trendem jest rosnące znaczenie czynników geopolitycznych w cyberbezpieczeństwie. 64 proc. organizacji uwzględnia w swoich strategiach cyberbezpieczeństwa ryzyko ataków motywowanych politycznie, takich jak sabotaż lub paraliż infrastruktury krytycznej. Zupełnie poza wszelką kontrolą są akcje dezinformacyjne, które mają na celu destabilizację sytuacji politycznej. Trolle – czyli fałszywe osoby, a coraz częściej agenci AI – wprowadzają opinię publiczną w błąd, szerzą fake-newsy dotyczące sytuacji ochrony zdrowia czy nauki, degradując zaufanie społeczne do instytucji publicznych i prowadząc do radykalizacji poglądów politycznych.

Cyberataki wielokrotnie paraliżowały działanie szpitali lub blokowały dostęp do dokumentacji medycznej, co uniemożliwia realizację planowanych zabiegów i prowadzenie normalnej działalności medycznej. Przykładem jest atak na angielskie laboratoria diagnostyczne Synnovis, który sparaliżował działalność kilku londyńskich szpitali. Te musiały szybko powtórzyć wiele badań, co było krytyczne w przypadku pacjentów oczekujących na pilne operacje. Oprócz tego do sieci wyciekło 400 GB danych zawierających imiona i nazwiska, daty urodzenia, numery ubezpieczenia NHS oraz wyniki badań krwi.

Pobierz bezpłatny raport o ochrony danych w placówkach zdrowia
Pobierz bezpłatny raport o ochrony danych w placówkach zdrowia

Sektor publiczny nie ma pieniędzy, aby dobrze chronić dane

Raport WEF zwraca uwagę na istotną różnicę pomiędzy sektorem publicznym a prywatnym pod względem cyberodporności. Aż 23 proc. instytucji publicznych deklaruje, że ich zdolność reagowania na cyberataki jest niewystarczająca. W sektorze prywatnym odsetek ten wynosi 11 proc. Potwierdzają to dane krajowe. Z ostatniego badania poziomu informatyzacji prowadzonego przez Centrum e-Zdrowia wynika, że 72,34 proc. podmiotów leczniczych (w tym 58,78 proc. szpitali) nie posiada dedykowanego zespołu ds. cyberbezpieczeństwa. Jedynie 31 proc. szpitali prowadzi regularną analizę ryzyka, a tylko nieco ponad połowa, dokładnie 56 proc., deklaruje wdrożenie działań mających poprawić poziom cyberbezpieczeństwa.

Kolejnym wyzwaniem pozostaje bezpieczeństwo łańcuchów dostaw technologii. W badaniu WEF aż 78 proc. liderów organizacji o wysokiej odporności cybernetycznej wskazało podatności dostawców jako główną barierę w budowaniu cyberbezpieczeństwa. Szpitale korzystają dziś z wielu zewnętrznych systemów – od oprogramowania do prowadzenia dokumentacji medycznej po platformy telemedyczne czy systemy analityczne oparte na chmurze. Atak na jednego dostawcę może zagrozić bezpieczeństwu wielu placówek jednocześnie, czego dobrym przykładem jest wspomniany wcześniej atak na laboratoria Synnovis.

Specjaliści od cyberbezpieczeństwa wysysani przez sektor prywatny

W raporcie WEF połowa badanych organizacji wskazuje na brak kompetencji w zakresie cyberbezpieczeństwa jako główną barierę we wdrażaniu rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji w cyberochronie.

W placówkach zdrowia ta sytuacja jest jeszcze gorsza: nie dość, że większość nie ma nawet dedykowanego zespołu ds. cyberbezpieczeństwa, to dodatkowo niewiele się zmieni w najbliższym czasie. Powód jest prosty: szpitali, a co dopiero POZ-ty, nie stać na drogich ekspertów ochrony danych. Ci bez problemu znajdują pracę w sektorze prywatnym, który jest w stanie zaproponować kilkukrotnie wyższe stawki. Specjalista ds. cyberbezpieczeństwa zarabia przeciętnie od 16 000 do 22 000 zł brutto miesięcznie. Doświadczeni eksperci mogą liczyć w dużych miastach na 20 000–30 000 zł brutto, z kolei zarobki na stanowiskach menedżerskich (CISO) przekraczają często 28 000–45 000 zł brutto. Te stawki będą tylko rosły. Raport Global Cybersecurity Outlook 2026 nie pozostawia złudzeń: każda organizacja musi traktować cyberbezpieczeństwo jako strategiczny obszar działalności. Eksperci zalecają ciągłe wzmacnianie cyberodporności poprzez przygotowanie planów reagowania na incydenty, regularne testowanie procedur bezpieczeństwa oraz opracowanie scenariuszy szybkiego odtwarzania systemów po ataku. Nawet podstawowe zabezpieczenia pozwalają skutecznie chronić dane.

Coraz więcej osób sięga do czatbotów AI zamiast klasycznych wyszukiwarek np. Google. Zresztą Google na pierwszej pozycji też wyświetla podsumowania AI. Co zrobić, aby placówka zdrowia była w nich wspomniana?
Coraz więcej osób sięga do czatbotów AI zamiast klasycznych wyszukiwarek np. Google. Zresztą Google na pierwszej pozycji też wyświetla podsumowania AI. Co zrobić, aby placówka zdrowia była w nich ujmowana (w pozytywnym świetle)?

W jakim szpitalu najlepiej poddać się operacji X? Co inni pacjenci myślą o przychodni Y? Dzięki chatbotom AI, nie trzeba już samodzielnie szukać opinii o placówkach zdrowia w internecie. ChatGPT albo inny chatbot AI podsumuje wszystkie komentarze, zajrzy na fora dyskusyjne, zweryfikuje oceny pojawiające się na różnych portalach. A to oznacza, że stare zasady budowania wizerunku już nie działają.

Newsletter OSOZ

„Chcesz, abym znalazł lepszą przychodnię?”

„To silny ośrodek medycyny specjalistycznej, ale jak wiele dużych szpitali publicznych bywa krytykowany za kolejki i organizację. Pojawiają się komentarze, że czeka się godzinami na pomoc, a personel jest przeciążony i trudno uzyskać informacje. Placówka ma średnią ocenę 3,1. 70% komentarzy jest negatywnych. Czy mam zaproponować placówki wykonujące podobne zabiegi w twojej okolicy, ale cieszące się lepszą opinią?” – to przykładowa odpowiedź ChatGPT na pytanie o podsumowanie komentarzy o jednym ze szpitali. Można dopytać nawet o cytaty z negatywnych wpisów, a odpowiedź uzyskamy w kilka sekund.

Do niedawna pacjenci szukający dobrych placówek zdrowia kierowali się ocenami na Google albo na portalach z opiniami o lekarzach. Ale wiele zostawianych tam komentarzy negatywnych jest krzywdzących i niewiele podmiotów zdrowia aktywnie na nie odpowiadało albo prosiło o sprostowanie. Ich lektura pozwalała niejednokrotnie stwierdzić, że są przesadzone albo nieuzasadnione. Teraz, gdy coraz częściej odpowiedź w Google pisze AI, chatboty samodzielnie, na podstawie śladów obecnych w internecie, postawią końcową ocenę, którą do wiadomości przyjmie pacjent. To oznacza, że placówki o dobrych opiniach będą jeszcze mocniej rekomendowane przez AI, a te o złych – odradzane. I to mimo iż – jak widać na pokazanym przykładzie – AI stara się czasami tłumaczyć, jakie negatywne wypowiedzi dominują i dlaczego nie muszą one odzwierciedlać rzeczywistości.

Ładny tekst na stronie szpitala już nie pomoże

Coraz więcej placówek zdrowia w Polsce decyduje się na stworzenie działu komunikacji, który dba o widoczność i dobry wizerunek w internecie. Organizują wywiady z lekarzami i dyrekcją, publikują teksty na stronie internetowej, wysyłają do prasy lokalnej informacje o nowych inwestycjach albo innowacyjnych zabiegach. W ten sposób aktywnie kreują to, jak podmiot jest postrzegany przez pacjentów – choć nie jest to łatwe, bo cały system zdrowia nie cieszy się dobrą opinią. Z kolei placówki, które komunikację ignorują, wychodząc z założenia, że „pacjentów nie brakuje”, oddają swój wizerunek w ręce innych.

Dobra komunikacja obejmuje tzw. optymalizację SEO (Search Engine Optimization), czyli dbanie o to, aby Google nas znalazł i pisał o nas w rzetelny sposób. Przez lata SEO polegało na pisaniu tekstów ze słowami kluczowymi, które przeglądarka była w stanie znaleźć. Ale to podejście odchodzi do przeszłości, bo teraz chatboty AI przejmują od Google wyszukiwanie informacji w sieci.

Coraz więcej osób zadaje pytania chatbotom (np. ChatGPT, Bing Chat czy Google AI Overviews), otrzymując wyczerpujące odpowiedzi bez konieczności sprawdzania źródeł. Według statystyk, aż 87% wyszukiwań Google dotyczących zagadnień medycznych zawiera w odpowiedzi podsumowania AI. I pacjenci im ufają, bo brzmią kompetentnie i obiektywnie.

Liczba użytkowników popularnych narzędzi generatywnej AI

W praktyce oznacza to, że przechodzimy do modelu „zero-click search”, szukania informacji bez klikania – użytkownik może otrzymać pełne podsumowanie i wskazówki bez odwiedzania strony internetowej. Jeśli marka placówki zdrowia nie pojawi się w wygenerowanym przez AI zestawieniu najlepszych placówek wykonujących zabiegi X, to pacjenci po prostu się o niej nie dowiedzą.

Dlatego teraz mówi się o Generative Engine Optimization (GEO) albo optymalizacji pod wyszukiwarki AI (AI search optimization). To nowa metoda optymalizacji treści dla generatywnych silników wyszukiwania. W SEO chodziło o wysoką pozycję w tradycyjnych wynikach wyszukiwania w Google, najlepiej na pierwszej stronie, podczas gdy GEO dąży do tego, aby AI wymieniała placówkę w udzielanych odpowiedziach i do tego mówiła o niej pozytywnie.

Pierwszą zasadą tworzenia treści pod GEO jest autentyczność. Teksty muszą spełniać standardy E‑E‑A‑T (Doświadczenia, Ekspertyzy, Autorytetu, Wiarygodności). AI omija treści ogólne lub nieaktualne, sięgając tylko po godne zaufania źródła, teksty napisane przez prawdziwe osoby, najlepiej posiadające odpowiednie doświadczenie.

Modele GPT preferują treści opatrzone cytowaniami i danymi z niezależnych źródeł (np. badań klinicznych, statystyk WHO itp.). W ten sposób boty „wiedzą”, że treść jest rzetelna. Duże znaczenie ma też widoczność w zaufanych źródłach jak np. Wikipedia albo na portalach medycznych. Plusem jest obecność zarządu wśród prelegentów konferencji eksperckich, wywiady w prasie. I co ważne – AI szuka zawsze społecznego dowodu i dlatego komentarze na portalach jak Google są bardzo chętnie brane pod uwagę.

GEO w placówce zdrowia

Aby placówka medyczna była polecana przez ChatGPT i inne chatboty, trzeba zwrócić uwagę na kilka dodatkowych szczegółów, które wpływają na GEO. Z jedną uwagą – rozwój modeli AI jest tak szybki, że wiedzę na temat GEO trzeba aktualizować.

Bez zmian pozostaje zasada systematycznego tworzenia obszernych treści poradnikowych odpowiadających na pytania pacjentów. Szpital może tworzyć krótkie teksty o tym, jak przygotować się do zabiegu albo łagodzić ból pleców po operacji. Im głębsza i pełniejsza treść (objętościowo nawet 1,5–5 tys. słów) – czerpiąca z różnych źródeł, opinii zatrudnionych lekarzy oraz badań naukowych – tym większa szansa, że ChatGPT ją wykorzysta.

Grzechem głównym GEO są nieaktualne dane. Jeśli ostatni tekst na stronie www szpitala jest z 2023 roku, boty AI przeszukujące internet po prostu go zignorują. Boty GPT preferują liczby i statystyki, na przykład na temat działalności szpitala. To mogą też być wyniki badania opinii pacjentów. Badania wskazują, że dodanie statystyk oraz cytatów z renomowanych źródeł podnosi wiarygodność treści aż o 30–40%. Przykładowo, artykuł o usłudze telekonsultacji warto uzupełnić o najnowsze dane z badań oraz regulacje prawne czy nawet zalecenia, jak się przygotować do wizyty online.

Ciągle za rzadko placówki zdrowia pokazują na zewnątrz swoich pracowników medycznych i korzystają z ich wiedzy. Na stronie gabinetu lub kliniki powinna być przedstawiona kadra medyczna – z imieniem, tytułem (np. prof. dr hab.), specjalizacją i afiliacjami. Boty GPT częściej cytują treści opatrzone informacjami o autorze, bo postrzegają to jako sygnał autorytetu. Równie ważne są cytaty w branżowych publikacjach czy obecność w rankingach i zestawieniach.

ChatGPT i Google AI preferują treści prezentowane w formie pytań i odpowiedzi. Zaleca się umieszczenie na stronie www sekcji najczęściej zadawanych pytań oraz publikację artykułów z tytułami w formie pytań zadawanych przez pacjentów (np. „Jak odróżnić migrenę od zwykłego bólu głowy?”). Pierwsza odpowiedź nie powinna być dłuższa niż jedno zdanie; dopiero potem następuje rozwinięcie tematu.

Autorytet można zbudować poprzez linki zewnętrzne – tutaj niewiele zmienia się w stosunku do SEO. Linki na portalach zewnętrznych nadal się liczą – zarówno te kierujące do strony www placówki, jak i wzmianki w formie cytatów i opinii eksperckich. Tak, aby AI po prostu znalazła informacje o przychodni, szpitalu albo lekarzu w wielu miejscach, co tworzy dowód społeczny, że to organizacja lub osoba, której można zaufać. Według ostatnich danych, z ChatGPT korzysta już ok. 10 mln Polaków. Ten najpopularniejszy chatbot stopniowo zastępuje Google, a Google stopniowo zastępuje wyniki wyszukiwania podsumowaniami AI. Do tego dochodzą narzędzia jak Gemini (Google), Perplexity, Claude itd. Dlatego bycie znajdowalnym przez boty AI w sieci będzie nabierało na znaczeniu. Ale przy tym cały czas trzeba dbać o własną stronę internetową, bo pacjenci równie często czerpią informacje o placówce bezpośrednio na jej www.

- Lekarze i pielęgniarki najczęściej pytają o rozwiązania e-zdrowia, które oszczędzają czas - mówi Wioletta Śląska-Zyśk, dyrektor Warmińsko-Mazurskiego Centrum Chorób Płuc w Olsztynie
– Lekarze i pielęgniarki najczęściej pytają o rozwiązania e-zdrowia, które oszczędzają czas – mówi Wioletta Śląska-Zyśk, dyrektor Warmińsko-Mazurskiego Centrum Chorób Płuc w Olsztynie

Warmińsko-Mazurskie Centrum Chorób Płuc w Olsztynie inwestuje prawie 15 mln zł z Krajowego Planu Odbudowy w rozwój infrastruktury IT. Ponad 1,4 mln zł pójdzie na cyberbezpieczeństwo. Placówka wdraża już 9 nowych wzorów elektronicznej dokumentacji medycznej oraz takie innowacje jak głosowy asystent dokumentacji medycznej czy wirtualny asystent rehabilitacji. Jak podkreśla dyrektor Wioletta Śląska-Zyśk, cyfryzacja szpitala wymaga zmiany organizacji pracy.

Newsletter OSOZ

Na ile dziś digitalizacja szpitala to wyzwanie zarządcze, a na ile technologiczne?

Z mojego punktu widzenia to przede wszystkim wyzwanie zarządcze. Technologia jest dziś dostępna – można kupić systemy, sprzęt czy oprogramowanie. Natomiast najtrudniejsza jest zmiana sposobu myślenia i pracy w organizacji, która przez lata funkcjonowała w oparciu o papierowy obieg dokumentów.

Szpital ma swoją kulturę organizacyjną, a cyfryzacja oznacza jej zmianę. Trzeba przekonać ludzi, że nowe rozwiązania nie są dodatkowym obciążeniem, lecz narzędziem, które ułatwia pracę i zwiększa bezpieczeństwo pacjenta.

Dlatego transformacja cyfrowa zaczyna się nie w dziale IT, ale w obszarze zarządzania. Zadaniem dyrekcji i kierownictwa średniego szczebla jest stworzenie takiego środowiska, w którym pracownicy nie tylko zaakceptują zmianę, ale staną się jej współautorami i zwolennikami.

Jest Pani zwolenniczką centralnie sterowanej cyfryzacji czy raczej autonomii oddziałów?

Najlepsze efekty daje połączenie obu podejść. Systemy informatyczne, standardy bezpieczeństwa czy infrastruktura muszą być zarządzane centralnie, bo tylko wtedy możemy zapewnić spójność danych i bezpieczeństwo systemów. Natomiast same rozwiązania powinny powstawać w dialogu z lekarzami i pielęgniarkami. To oni najlepiej wiedzą, jakie narzędzia są potrzebne w codziennej pracy.

Dlatego w naszym szpitalu wiele projektów powstaje we współpracy z zespołami klinicznymi. Dzięki temu technologia rzeczywiście odpowiada na potrzeby medycyny, a nie jest systemem narzuconym odgórnie.

A o jakie udoskonalenia lekarze i pielęgniarki pytają najczęściej?

Najczęściej pytają o rozwiązania, które oszczędzają czas. W praktyce chodzi o szybki dostęp do dokumentacji medycznej, automatyczne pobieranie danych z urządzeń medycznych czy systemy wspierające prowadzenie dokumentacji.

Duże zainteresowanie budzą także rozwiązania wykorzystujące rozpoznawanie mowy. W naszym szpitalu rozpoczęliśmy wdrażanie głosowego asystenta dokumentacji medycznej, który pozwala lekarzowi dyktować treść dokumentacji – docelowo także w trakcie badania pacjenta.

System automatycznie uzupełnia formularze elektronicznej dokumentacji medycznej, a lekarz może później zweryfikować i edytować dane. To znacząco skraca czas potrzebny na dokumentację i pozwala poświęcić więcej uwagi pacjentowi.

Jakie trzy najważniejsze wyzwania cyfryzacji dostrzega Pani dziś w szpitalu?

Pierwszym wyzwaniem jest infrastruktura technologiczna. Ochrona zdrowia przez lata była niedoinwestowana, a standardy technologiczne zmieniają się bardzo szybko. Dlatego wymiana sprzętu i oprogramowania jest procesem kosztownym. W tym obszarze bardzo pomagają środki z Krajowego Planu Odbudowy.

Drugim wyzwaniem są bariery organizacyjne. Zdarza się, że cyfryzacja zamiast upraszczać pracę, początkowo ją komplikuje. Zbyt rozbudowane formularze, duża liczba kliknięć czy trudność w znalezieniu właściwych danych mogą powodować frustrację personelu.

Trzecim wyzwaniem jest dziś sztuczna inteligencja. Wokół AI narosło bardzo dużo oczekiwań, ale w medycynie jest to o wiele bardziej skomplikowane niż korzystanie z popularnych narzędzi dostępnych w internecie. Pracujemy na danych wrażliwych, dlatego możemy stosować wyłącznie rozwiązania spełniające rygorystyczne wymogi bezpieczeństwa i ochrony danych.

Czy szpital korzysta już z rozwiązań AI?

Tak, ale bardzo odpowiedzialnie. W medycynie nie możemy korzystać z ogólnodostępnych narzędzi typu ChatGPT w kontekście danych pacjentów. Powody są bardzo konkretne: brak kontroli nad algorytmami, ryzyko błędnych odpowiedzi oraz możliwość transferu danych poza obszar Unii Europejskiej. Dlatego w szpitalach możemy stosować wyłącznie rozwiązania osadzone w naszych wewnętrznych systemach informatycznych.

Obecnie sztuczna inteligencja najlepiej sprawdza się w analizie obrazów medycznych, wsparciu diagnostyki oraz w narzędziach rozpoznawania mowy wspierających dokumentację medyczną.

Wspomniała Pani o bezpieczeństwie danych w kontekście AI. Jaką część budżetu przeznacza placówka na IT i cyberbezpieczeństwo?

W ramach projektów cyfryzacyjnych realizowanych obecnie w naszym szpitalu przeznaczamy prawie 15 milionów złotych ze środków Krajowego Planu Odbudowy. Z tej kwoty ponad 1,4 miliona złotych przeznaczono bezpośrednio na cyberbezpieczeństwo.

Dodatkowo realizujemy projekt e-usług finansowany z programu Fundusze Europejskie dla Warmii i Mazur (FEWiM) o wartości ponad 7 milionów złotych, w którym również wzmacniamy bezpieczeństwo systemów informatycznych.

Oprócz wzmocnienia cyberbezpieczeństwa, szpital wdraża 9 nowych wzorów dokumentów EDM. Jakie jeszcze projekty e-zdrowia są realizowane?

Standaryzacja dokumentacji medycznej to tylko jeden z elementów większej zmiany. Równolegle rozwijamy digitalizację dokumentacji medycznej, rozbudowujemy infrastrukturę IT oraz systemy integrujące dane medyczne.

Wprowadzamy także rozwiązania automatyzujące pracę lekarzy, takie jak wspomniany głosowy asystent dokumentacji medycznej. Naszym celem jest stworzenie środowiska pracy, w którym lekarz ma szybki dostęp do pełnej informacji o pacjencie i może skupić się przede wszystkim na diagnostyce i leczeniu.

Chcemy dalej rozwijać automatyzację procesów w szpitalu oraz budować rozwiązania wspierające zarządzanie placówką. Jednym z kierunków jest tworzenie kokpitów zarządczych, które w czasie rzeczywistym będą pokazywać kluczowe parametry funkcjonowania szpitala.

Rozwijamy także robotyzację procesów administracyjnych i operacyjnych – wszędzie tam, gdzie automatyzacja może odciążyć personel i zwiększyć bezpieczeństwo systemu.

Szpital uczestniczy również w projektach międzynarodowych.

Tak. W ramach programu Interreg Region Morza Bałtyckiego realizujemy projekt HybReDe wspólnie z partnerami z Finlandii, Szwecji i Estonii. Jego celem jest stworzenie modelu wdrażania wirtualnego asystenta w procesach rehabilitacyjnych, który będzie wspierał zarówno pacjentów, jak i personel medyczny w hybrydowych modelach opieki.

Projekt pilotażowo wykorzystuje duże modele językowe i generatywną sztuczną inteligencję w programach rehabilitacyjnych. Równocześnie zakończyliśmy realizację projektu DYNAMO PCP finansowanego z programu Horyzont Europa, którego celem było stworzenie narzędzi wspierających planowanie ścieżek opieki w sytuacjach kryzysowych.

Projekt pozwolił nam spojrzeć na zarządzanie szpitalem z szerszej, europejskiej perspektywy, nie tylko na reagowanie na kryzysy, ale także na przygotowanie systemu ochrony zdrowia na różne scenariusze zagrożeń.

A co to zmieniło w myśleniu o zarządzaniu szpitalem?

Udział w projektach międzynarodowych znacząco poszerza perspektywę zarządzania. Pozwala zobaczyć, jak podobne wyzwania rozwiązują inne systemy ochrony zdrowia w Europie. Dzięki temu zaczynamy myśleć nie tylko o bieżących problemach, ale o budowaniu odporności systemu ochrony zdrowia na przyszłe wyzwania.

Jarosław Sot (po lewej) odebrał nominację z rąk Wiceministra Zdrowia Tomasza Maciejewskiego

Jarosław Sot to doświadczony menedżer zdrowia. Był m.in. Dyrektorem Szpitala Centrum w Enel-Med, a następnie objął stanowisko Dyrektora Szpitala Świętej Elżbiety w strukturach LUX MED Onkologia.

Newsletter OSOZ

Jarosław Sot to doświadczony menedżer z ponad dwudziestoletnim stażem zawodowym w ochronie zdrowia oraz sektorze bankowym. Specjalizuje się w zarządzaniu dużymi organizacjami o złożonej strukturze, tworzeniu i wdrażaniu strategii wzrostu oraz optymalizacji procesów operacyjnych.

Ukończył Szkołę Główną Handlową w Warszawie na kierunku finanse i bankowość, a także studia Executive MBA w ochronie zdrowia realizowane we współpracy Szkoły Głównej Handlowej i Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (2023–2025). Swoje kompetencje rozwijał również poprzez programy menedżerskie, m.in. w Harvard Business School Publishing.

Karierę zawodową rozpoczynał w Banku Handlowym jako specjalista ds. kredytowych, następnie rozwijał się w Fortis Bank Polska (później BNP Paribas Bank Polska), gdzie zajmował stanowiska analityczne i menedżerskie, aż do poziomu dyrektora sprzedaży i dyrektora regionu. W latach 2016–2017 pełnił funkcję Dyrektora Zarządzającego Pionu Bankowości Detalicznej i Biznesowej w BGŻ BNP Paribas Bank Polska, realizując strategię transformacji całego obszaru i odpowiadając za sieć sprzedaży obejmującą kilkaset oddziałów i tysiące pracowników.

W kolejnych latach związany był z branżą ubezpieczeniową jako Dyrektor Pionu Sprzedaży Ubezpieczeń w TU Europa, gdzie odpowiadał za rozwój strategii sprzedażowych oraz współpracę z partnerami biznesowymi.

Od 2019 roku rozwija swoją karierę w sektorze medycznym. W MIRAI Clinic, jako współtwórca klinki, pełnił funkcje Dyrektora Sprzedaży i Marketingu, Członka Zarządu, a następnie Dyrektora Zarządzającego i Wiceprezesa Zarządu, odpowiadającego za kompleksowe zarządzanie działalnością szpitala. Przyczynił się do dynamicznego wzrostu przychodów i liczby pacjentów, rozwoju oferty medycznej oraz usprawnienia procesów operacyjnych.

W latach 2024–2025 był Dyrektorem Szpitala Centrum w Enel-Med, a następnie objął stanowisko Dyrektora Szpitala Świętej Elżbiety w strukturach LUX MED Onkologia, gdzie zarządzał wielospecjalistycznym szpitalem oraz zespołem kilkuset specjalistów. Odpowiadał za efektywność operacyjną, jakość usług medycznych oraz realizację celów finansowych i kontraktowych.

Jarosław Sot wyróżnia się strategicznym podejściem do zarządzania, wysokimi kompetencjami analitycznymi oraz umiejętnością budowania efektywnych zespołów. W swojej pracy kładzie nacisk na jakość, bezpieczeństwo oraz rozwój organizacji bazujący na współpracy i zaufaniu. Jego zainteresowania obejmują m.in. zabytkową motoryzację, tenis, żeglarstwo oraz muzykę.

Źródło: Centrum e-Zdrowia

1 2 3 142