Perspektywy e-Zdrowia to organizowana przez Centrum e-Zdrowia konferencja o postępach cyfryzacji sektora zdrowia w Polsce
Perspektywy e-Zdrowia to organizowana przez Centrum e-Zdrowia konferencja o postępach cyfryzacji sektora zdrowia w Polsce

2 czerwca 2026 r. odbędzie się 7. edycja konferencji „Perspektywy e-Zdrowia” (stacjonalnie i online) organizowanej przez Centrum e-Zdrowia. Głównymi tematami będą cyfrowa transformacja systemu ochrony zdrowia oraz cyberbezpieczeństwo podmiotów leczniczych. Udział w wydarzeniu jest bezpłatny.

Newsletter OSOZ

Jakie kolejne projekty e-zdrowia planują MZ i CeZ? Jak wygląda realizacja projektów z KPO? Jak cyfryzować placówki zdrowia i nie paść ofiarą hakerów? Jak wzmocnić poziom cyberbezpieczeństwa w związku z NIS2? Na te pytania odpowiadzą eksperci Ministerstwa Zdrowia i Centrum e-Zdrowia podczas konferencji „Perspektyw e-Zdrowia”.

W programie m.in. zagadnienia związane z rozwojem e-usług, interoperacyjnością systemów, elektroniczną dokumentacją medyczną (EDM), telemedycyną oraz rozwiązaniami wdrażanymi w ramach dofinansowania z KPO. Eksperci omówią wdrażanie nowych usług cyfrowych z perspektywy pacjentów, podmiotów leczniczych i personelu medycznego.

Centralnym tematem konferencji będzie też cyberbezpieczeństwo. Rosnąca liczba cyberataków oraz nowe obowiązki wynikające z ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa i dyrektywy NIS2 sprawiają, że bezpieczeństwo cyfrowe jest obowiązkiem, a nie dodatkiem do działalności placówek zdrowia. Podczas konferencji eksperci CSIRT CeZ przedstawią praktyczne rekomendacje dotyczące zarządzania ryzykiem, ochrony danych medycznych oraz reagowania na incydenty bezpieczeństwa.

Podczas konferencji:

Wydarzenie odbędzie się 2 czerwca 2026 r. w Centrum Eventowym Butelkownia w Warszawie (Plac Konesera 3) i będzie transmitowanie on-line.

Dopasowanie pacjentów do lekarzy, czyli Centralna e-Rejestracja, to klasyczny przykład tzw. matching market, czyli rynku dopasowań – teorii ekonomii nagrodzonej nagrodą Nobla

Dostęp do pierwszej wizyty u lekarza specjalisty to rynek – po jednej stronie są pacjenci (popyt), a po drugiej – lekarze (podaż). Długie kolejki do specjalistów wynikają z dwóch czynników: brakuje lekarzy i rośnie liczba pacjentów oraz nie ma mechanizmu, który niewystarczającą liczbę wolnych terminów pozwoliłby wykorzystać w najlepszy możliwy sposób. W ekonomii mówi się o tzw. rynku dopasowań. W wywiadzie dla OSOZ, prof. Alvin E. Roth, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, opowiada, czy Centralna e-Rejestracja przywróci płynność działania rynku terminów u lekarzy specjalistów.

raport centralna e-rejestracja

Znalezienie terminu wizyty u lekarza: kto piewszy ten lepszy, reguła silniejszego, kwestia szczęścia

W swojej książce Who Gets What – and Why (Kto co dostaje i dlaczego?), prof. Alvin E. Roth przygląda się mechanizmom rynków niefinansowych, które nie funkcjonują poprawnie. Przykładowo, rynek dawców i biorców narządów czy rynek miejsc na uczelniach, które Roth nazywa „matching markets” („rynki dopasowań” albo „kojarzenia par”). Jak argumentuje, pozostawione mechanizmowi niewidzialnej ręki rynku stają się nieefektywne.

Aby przywrócić je do równowagi, często konieczne jest stworzenie centralnych mechanizmów sterowania (tzw. clearing, instytucja koordynująca). Nie kłócą się one z wolnorynkowymi mechanizmami rynkowymi ani nie są próbą centralnego sterowania, ale mają na celu usunięcie wad, często prowadzących do dużych nierówności społecznych i strat ekonomicznych.

Weźmy na przykład rynek dawców narządów. Dzisiaj istnieją centralne rejestry ułatwiające znalezienie dawcy. Dzięki temu minimalizowane są sytuacje, w których odpowiedni dawca istnieje, ale nie wie o nim biorca (w tym przypadku placówka czekająca na narząd dla pacjenta). Niestety, z reguły oczekujących na narządy biorców jest zdecydowanie więcej niż dawców. W takim przypadku konieczne jest opracowanie mechanizmu dopasowania uwzględniającego kryteria, np. pilności operacji przeszczepu ze względu na stan zdrowia chorego. Niektóre systemy zdrowia rozwinęły systemy oparte na algorytmach, które działają jak taki centralny rynek narządów, gdzie istnieją dokładne reguły określające, którzy pacjenci w pierwszej kolejności powinni mieć szansę na przeszczep. Innymi przykładami są dopasowanie rezydentów medycznych do szpitali albo uczniów do szkół.

Na podobnej analogii działa niefinansowy rynek wolnych terminów wizyt, gdzie uczestnicy – pacjenci i placówki zdrowia – muszą się sami do siebie dopasować. Pieniądz nie reguluje równowagi rynkowej – pacjent nie kupuje sobie wolnego terminu u lekarza w systemie publicznej ochrony zdrowia. W przeciwieństwie do rynku prywatnych wizyt, gdzie już taka nierównowaga nie występuje, bo dostępność do wizyt lekarskich reguluje cena.

Obecnie popyt (liczba chorych ze skierowaniem do specjalisty) często przekracza podaż (liczba świadczeniodawców oferujących usługi specjalistyczne), co generuje duże kolejki. Duża nierównowaga rynku wizyt prowadzi do patologii: pacjenci są zmuszani do korzystania z prywatnej opieki zdrowotnej, co podważa fundamenty publicznego systemu zdrowia, w którym wszyscy płacą składki i powinni mieć dostęp do świadczeń. Część pacjentów czeka cierpliwie miesiącami, podczas gdy inni znajdują termin po znajomości. Jeszcze inni ustawiają się w wyznaczonym terminie raz w roku o 4 rano w kolejce, bo takie zasady ustaliła przychodnia (nawet jeśli są niedopuszczalne) albo dzwonią codziennie do przychodni. Takich zaburzeń jest znacznie więcej i często okazuje się, że termin szybciej znajdują ci „najbardziej zaradni”, a nie ci, którzy go najbardziej potrzebują. Skutki znamy wszyscy: oczekując na termin wizyty wyznaczony za kilka miesięcy, stan zdrowia części pacjentów pogarsza się na tyle, że trafiają do szpitala, a niektórzy go nie dożywają.

Inaczej mówiąc, pacjent sam musi „polować” na termin: dzwonić, porównywać, chodzić od placówki do placówki, pytać albo po prostu godzić się na pierwszy dostępny termin, nawet jeśli nie odpowiada mu ani czas, ani miejsce. Z punktu widzenia ekonomii nie jest to efektywna alokacja zasobów, lecz rynek o tzw. wysokich kosztach wyszukiwania i niskiej przejrzystości informacji.

Do tych ułomności systemu przyzwyczailiśmy się, bo państwo nie dysponowało wcześniej narzędziami, aby je usunąć. I to widać po m.in. ogromnym niezadowoleniu społeczeństwa z systemu ochrony zdrowia.

Co z tym zrobić? W idealnym scenariuszu należałoby znacznie zwiększyć nakłady na ochronę zdrowia i zatrudnić tysiące dodatkowych lekarzy. Ale realia są takie, że nie ma ani dodatkowych pieniędzy, ani wystarczającej liczby pracowników ochrony zdrowia. Ale jest też trzecia droga. Dzięki cyfryzacji placówek zdrowia i budowie platformy komunikacji P1 pojawiła się szansa na zbudowanie centralnego mechanizmu dopasowania pacjentów do terminów. I taką rolę ma pełnić właśnie Centralna e-Rejestracja (nawet jeśli nie wiemy, czy dokładnie taka motywacja towarzyszyła pomysłodawcom CeR).

CeR idealnie wpisuje się w teorię profesora Rotha. Jeśli terminy istnieją, ale są rozsiane po dziesiątkach lokalnych systemów (lub dostępne spontanicznie, gdy ktoś odwoła wizytę) i niewidoczne z poziomu pacjenta, to kolejka nie musi oznaczać wyłącznie braku lekarzy. Może być także skutkiem fragmentacji informacji.

- Zwiększenie liczby lekarzy jest wyzwaniem na lata, dlatego najszybszą interwencją jest lepsza organizacja rynku terminów wizyt, aby ułatwić pacjentowi wejście do systemu - twierdzi Prof. Roth
– Zwiększenie liczby lekarzy jest wyzwaniem na lata, dlatego najszybszą interwencją jest lepsza organizacja rynku terminów wizyt, aby ułatwić pacjentowi wejście do systemu – twierdzi Prof. Roth

Państwo wchodzi w rolę koordynatora terminów wizyt i wprowadza cywilizowane zasady

Rolą instytucji koordynującej jest zbieranie preferencji obu stron, określenie najlepszej zasady dopasowania stron rynku – czyli pacjenta i placówki zdrowia – i stworzenie algorytmu, który automatycznie ich łączy.

Aby zapewnić stabilność działania systemu, ważne jest wbudowanie mechanizmów zapewniających idealne dopasowanie i demotywujących do rezygnacji z zaproponowanej przez system opcji na rzecz innej. W przypadku Centralnej e-Rejestracji motywatorem dla pacjenta jest możliwość znalezienia terminu według ściśle określonych kryteriów miejsca albo czasu bez dzwonienia albo chodzenia od przychodni do przychodni. Algorytm CeR ma też wbudowanych kilka innych zasad, jak dopasowywanie miejsca w kolejce (np. przypadek pilny lub stabilny albo specjalne uprawnienia chorych) czy zasada zwracania do systemu terminu odwołanego przez pacjenta w zależności od tego, kiedy to nastąpiło.

Motywacją do zachowania przydzielonego przez pacjenta terminu jest przesunięcie na koniec kolejki, jeżeli pacjent nie odwoła ani nie zmieni wyznaczonego terminu i nie pojawi się u lekarza. Ten mechanizm dyscyplinujący gwarantuje, że cały system będzie stabilny.

Kolejnym warunkiem funkcjonowania dopasowań jest odpowiednia gęstość rynku, czyli liczba uczestników. To dlatego CeR jest obowiązkowa. W innym przypadku dopasowania byłyby po prostu nieefektywne, czego przykładem jest okres pilotażu, kiedy system mógł sugerować, że pierwszy wolny termin wizyty u kardiologa jest w placówce oddalonej o 20 km, bo ta była podłączona do systemu. Tymczasem wolne terminy mogła mieć przychodnia kardiologiczna za rogiem, ale skoro nie była w systemie, nie była na liście. W takim przypadku stare ułomności pozostają, bo pacjenci wiedzą, że nadal można znaleźć lepszy termin poza systemem. Na tym przykładzie widać, jak ważne w mechanizmie dopasowania jest objęcie całego rynku systemem.

Do tego system musi też działać szybko, aby uczestnik dopasowywany (pacjent) otrzymywał najlepszą z możliwych opcji, nie zmuszając go do desperackich decyzji lub zbyt dużych kompromisów, których nie jest w stanie zaakceptować. Dlatego powstał mechanizm poczekalni i priorytetyzacji przypadków (pilny/stabilny) – jeśli pacjent nie chce lub nie może skorzystać z wolnego terminu u kardiologa oddalonego o 20 km, a jego stan jest stabilny, może czekać na przyznanie mu takiego, który najbardziej mu odpowiada.

W odpowiedzi na nasze pytanie dotyczące mechanizmu Centralnej e-Rejestracji, prof. Alvin Roth potwierdza, że dopasowywanie pacjentów do lekarzy to klasyczny przykład tzw. matching market, czyli rynku dopasowań. Ale podkreślił też, że skuteczność centralnego systemu zależy od wielu czynników, takich jak geografia, organizacja opieki i zachowania uczestników rynku. Problem dostępności do specjalistów można analizować nie tylko przez pryzmat „za małej liczby lekarzy”, ale także jako problem wadliwego dopasowania pacjentów do istniejącej podaży terminów. I skoro zwiększenie liczby lekarzy jest wyzwaniem na lata, najszybszą interwencją jest lepsza organizacja rynku pierwszorazowych terminów, aby ułatwić pacjentowi wejście do systemu.

Efektywność Centralnej e-Rejestracji będzie zależeć od dyscypliny pacjentów

CeR to bezprecedensowa próba zastosowania ekonomii projektowania rynku do jednego z największych wyzwań publicznej ochrony zdrowia: jak sprawić, by dostępne terminy wizyt przestały być ukrytym zasobem, a zaczęły działać jak przejrzysty, koordynowany system alokacji. Alvin Roth mówi, że instytucja pośrednicząca ma wiele innych zalet. Przykładowo, niedobory zasobów nie występują z reguły równomiernie na całym rynku, ale mogą mieć charakter lokalny. Zdarza się, że pacjenci dojeżdżają godzinami do znanej placówki (do której zadzwonili, bo dowiedzieli się od znajomych), bo nie wiedzą, że mogą umówić się u specjalisty z tego samego miasta. W Polsce niedobory terminów do najbardziej obleganych specjalistów na pewno mają charakter systemowy, ale widać też duże lokalne dysproporcje w dostępie do usług medycznych.

Trzeba jasno sobie powiedzieć: CeR może zwiększyć efektywność rynku organicznych terminów, ale nie rozwiązuje wszystkich problemów. Jednym z nich jest geografia. Mało który pacjent z Rzeszowa zgodzi się na wizytę u kardiologa ze Szczecina – koszty i czas dojazdu są zbyt duże. Do tego każda osoba musi samodzielnie określić granice kompromisu pomiędzy np. niepasującymi ze względu na pracę terminami przed południem a odległością wizyty. Czy jestem w stanie poczekać 3 tygodnie dłużej albo nawet trafić do wirtualnej poczekalni, ale wizyta odbędzie się o 17.00, czy jednak wziąć termin na 11.00 za 2 tygodnie, choć będę musiał się zwolnić z pracy?

System nie podejmuje decyzji za pacjenta, ale ma pomóc w dopasowaniu preferencji do zasobów. W przypadku zdrowia dylemat jest duży. Gdy terminów jest pod dostatkiem (jak np. na mammografię), kryteria wyszukiwania będą odgrywały dużo większą rolę niż dla wizyt u kardiologa, gdzie pacjentowi zależy na dostaniu się do lekarza najszybciej, nawet jeśli przypadek określono jako stabilny. Dla badania mammograficznego CeR będzie więc pełnić bardziej rolę wyszukiwarki niż mechanizmu dopasowania. Inaczej jest jednak w większości wizyt specjalistycznych, gdzie terminów brakuje.

Newsletter OSOZ

Według ekonomistów, CeR nie jest więc „narodową bazą wolnych terminów”, ale narzędziem regulującym lokalną i regionalną podaż i wykorzystującym optymalnie, w czasie rzeczywistym, dostępne zasoby.

I to samo powiedział nam Roth: Centralna e-Rejestracja ma sens tylko wtedy, gdy jest czymś więcej niż prostą wyszukiwarką. Skuteczna instytucja koordynująca nie tylko pokazuje wolne terminy wizyt, ale też porządkuje zasady dostępu, ogranicza chaos i zwiększa transparentność. Ale zaznacza jednocześnie, że duży obszar terytorialny praktycznie dyskwalifikuje CeR do umawiania np. wizyt u lekarzy POZ. Każdy chce mieć swojego lekarza blisko, aby uzyskać pomoc w nagłych przypadkach.

Także wirtualna poczekalnia, do której pacjent może trafić, jeśli nie ma wolnych terminów, podobna jest do innych istniejących algorytmów dopasowania stosowanych przykładowo przy przydziale miejsc w szkołach czy rezydenturach. Roth podkreśla, że zasady priorytetyzacji przypadków stabilnych i pilnych w ochronie zdrowia są kluczowe, bo rynek wizyt jest wysoce dynamiczny i reguły zarządzania kolejką muszą uwzględniać kryteria medyczne.

Każdy system publiczny ma swoje dziury. CeR też będzie je miała

Jedną z najważniejszych tez Rotha jest to, że źle zaprojektowane rynki mają tendencję do „unraveling”, czyli obchodzenia oficjalnych reguł przez uczestników. Jeśli centralny mechanizm jest zbyt sztywny, zbyt wolny albo nie odpowiada na potrzeby użytkowników, rynek zaczyna tworzyć kanały boczne.

– W ochronie zdrowia to zjawisko jest szczególnie dobrze znane. Gdy publiczny system nie zapewnia sprawnego dostępu, pacjenci szukają pomocy prywatnie, a pacjenci i placówki zaczynają funkcjonować równolegle w dwóch obiegach – mówi Roth. CeR wprowadza koordynację i sprawiedliwe zasady na poziomie centralnym. Nawet jeśli pacjent uda się do placówki, dostanie ten sam termin co w aplikacji mojeIKP. Świadczeniodawca nie ma możliwości przesunięcia pacjenta o kilka pozycji w kolejce. Z jednym wyjątkiem – osoby ze specjalnymi uprawnieniami (np. honorowi dawcy krwi) mają wyższy priorytet, ale muszą przedłożyć odpowiedni dokument w placówce zdrowia (dlatego nie mogą umawiać się przez Internet).

Alvin Roth jest autorem książki „Kto co dostaje i dlaczego”, w której opisuje swoją teorię ekonomii kojarzenia stron transakcji i projektowania rynku
Alvin Roth jest autorem książki „Kto co dostaje i dlaczego”, w której opisuje swoją teorię ekonomii kojarzenia stron transakcji i projektowania rynku

Roth zaznacza też, że system musi być maksymalnie prosty i sprawiedliwy, aby pacjenci uznali go za użyteczny. Obowiązkowość nie rozwiązuje w całości tego problemu, bo niezadowolenie może kumulować się w postulaty, np. likwidacji systemu po latach i jeszcze większą frustrację pacjentów.

Na pytanie, czy mechanizm dopasowania może sam przywrócić równowagę na rynku, na którym popyt jest praktycznie nieograniczony, a podaż ograniczona, Roth odpowiada ostrożnie: „Mechanizm ma znaczenie, ale nie działa w próżni. CeR może poprawić koordynację, zmniejszyć chaos informacyjny i ograniczyć część sztucznie generowanych kolejek. W długim okresie nie zastąpi jednak reform i lepszej organizacji ambulatoryjnej opieki specjalistycznej; nie jest odpowiedzią na rosnące oczekiwania pacjentów.”

Ale jak podkreśla MZ, celem CeR jest przede wszystkim lepsze zarządzanie dostępnością wizyt. Obecnie tzw. no-shows, gdy pacjent nie pojawia się u lekarza i nie odwołuje terminu, odpowiadają za bardzo duże marnotrawstwo wolnych terminów u specjalistów. Szacuje się, że co roku w ten sposób przepadają miliony wolnych slotów, z których mogliby skorzystać inni pacjenci. CeR przesyła przypomnienia, aby pacjent nie zapomniał o wizycie. Chory może łatwo odwołać wizytę SMS-em (do tej pory trzeba było dzwonić do przychodni, co nie było łatwe) i w ten sposób terminy szybko wracają do systemu i mogą być wykorzystane przez innych.

Badania pokazują, że algorytmy dopasowania mogą poprawić dostępność bez zwiększania liczby lekarzy

Teoria ekonomii projektowania rynku Rotha działa w praktyce, a jej skuteczność potwierdziły liczne badania. Przykładem jest analiza norweskiego systemu przydziału wizyt u lekarzy rodzinnych, opisana w pracy Designing Dynamic Reassignment Mechanisms: Evidence from GP Allocation. Punktem wyjścia badania była obserwacja, że system oparty wyłącznie na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy” może blokować efektywne dopasowanie pacjenta do terminu wizyty. Autorzy udowodnili, że wielu pacjentów mogłoby zostać szybciej przypisanych do lekarzy ich wyboru, gdyby zastosowano zaawansowany mechanizm dopasowania. Opracowany algorytm Top Trading Cycles (TTC) pozwolił zmniejszyć liczbę pacjentów stojących w kolejkach nawet o 23 proc.

To kolejny dowód, że dostępność świadczeń nie zależy wyłącznie od liczby lekarzy czy kontraktów z NFZ, ale również od tego, jak zaprojektowany jest sam mechanizm przydziału wolnych terminów wizyt. Część problemu kolejek może mieć charakter organizacyjny, a nie tylko podażowy.

Czy CeR poprawi więc dostępność do specjalistów? Na ostateczny werdykt trzeba będzie poczekać kilka lat. Jak powiedział nam Roth, mechanizm nie jest „złotym środkiem” i musi być wsparty zmianami systemowymi. Wiele zależy od zachowań pacjentów: czy będą odwoływać wizyty, od ich elastyczności i gotowości do umówienia się na wizytę w nieznanych im placówkach, oddalonych o kilka, kilkanaście kilometrów (kwestia zaufania, gotowości i możliwości podróży), od upowszechnienia się aplikacji mojeIKP i IKP, za pomocą których najłatwiej odwołać wizytę oraz wyszukać termin według swoich preferencji.

Roth ostrzega przed CeR ograniczoną do roli tablicy ogłoszeń terminów wizyt. Algorytm będzie wymagał modyfikacji, aby obejmował inteligentne reguły odpowiadające zmieniającym się potrzebom społecznym i medycznym.

Jedno jest pewne: CeR cywilizuje rynek pierwszorazowych wolnych terminów do specjalistów i kończy erę patologii oraz „polowania” na wizytę. Nie likwiduje wszystkich nierówności, bo wielu pacjentów nadal będzie wypychanych do systemu prywatnego, gdzie nie trzeba czekać tak długo jak w systemie publicznym (dlatego sektor prywatny pełni dużą rolę jako mechanizm równoważenia rynku publicznej ochrony zdrowia). Badanie ONZ wskazuje, że aż 20% zasobów w ochronie zdrowia jest marnowanych i nieefektywnie wykorzystywanych. Zmniejszenie tego odsetka o kilka procent przy budżecie NFZ na 2026 rok w wysokości 217 mld zł oznaczałoby oszczędności liczone w milionach, miliardach złotych.

Sztuczna inteligencja nie zastąpi lekarzy, ale może ich bardzo wzmocnić - mówi kardiolog Michał Nedoszytko
Sztuczna inteligencja nie zastąpi lekarzy, ale może ich bardzo wzmocnić – mówi kardiolog Michał Nedoszytko

Polski lekarz Michał Nedoszytko zdobył 3. miejsce w hackathonie zorganizowanym przez Anthropic, amerykańskiego giganta AI. Jego system postwizyty lekarskiej został wybrany spośród 13 tys. innych pomysłów. Rozmawiamy o nowościach AI dla medycyny i tym, jak teraz każdy lekarz w kilka godzin może stworzyć prototyp systemu AI do opieki nad pacjentem i to bez umiejętności programowania.

newsletter osoz

Jak to się stało, że kardiolog zaczął zajmować się AI?

Informatyką zajmuję się od ponad 20 lat. Stworzyłem m.in. wyszukiwarkę leków, systemy elektronicznej dokumentacji medycznej, platformy do zarządzania dyżurami. Za każdym razem pojawiał się jednak ten sam problem: administracja. Zadania związane z dokumentacją i tzw. papierologią zajmują zbyt dużo czasu.

Cztery lata temu bardzo głęboko wszedłem w obszar sztucznej inteligencji. W mojej specjalizacji, czyli w kardiologii inwazyjnej, zacząłem trenować sieci neuronowe, które miały rozpoznawać określone zmiany w obrazach koronarograficznych.

Na początku było to bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ takich rozwiązań nie było wiele. W medycynie AI ograniczała się głównie do radiologii i analizy obrazów. Kiedy pojawił się ChatGPT, bardzo szybko zrozumiałem, jak ogromny potencjał ma ta technologia w części administracyjnej ochrony zdrowia. AI może pomóc w tej „szarej strefie” pracy lekarza, pochłaniającej ogromną ilość czasu na czynności administracyjne.

Dlatego zacząłem od projektu prewizyty, czyli systemu zbierającego wywiad z pacjentem przed wizytą. Celem było usprawnienie części wywiadu medycznego. Okazało się, że działa to bardzo dobrze. Rozwiązanie funkcjonuje obecnie zarówno w Polsce, jak i w Belgii oraz jest dostępne na kilku platformach.

W obszarze AI w ochronie zdrowia dzieje się tak dużo, że trudno nadążyć za wszystkimi nowościami. Czy może Pan podsumować najważniejsze z nich?

Można je podzielić na dwa główne obszary. Pierwszy to część administracyjna, czyli wszystko to, co jest związane z wywiadem, dokumentacją medyczną i zbieraniem informacji o pacjencie. Dotyczą one bezpośrednio wizyty lekarskiej. Bardzo wyraźnym trendem są obecnie tzw. AI scribes, czyli systemy, które słuchają rozmowy między pacjentem a lekarzem i automatycznie tworzą dokumentację medyczną.

Większość tych systemów skupia się na wspomaganiu pracy lekarza: generuje notatki z wizyty i pomaga w tworzeniu dokumentacji. Jest jeszcze trzeci element, który zaprezentowałem podczas hackathonu organizowanego przez Anthropic, czyli rozwiązania skierowane bezpośrednio do pacjenta po wizycie. AI pomaga pacjentowi zrozumieć zalecenia oraz kolejne kroki w procesie leczenia.

Jeżeli natomiast chodzi o część kliniczną, pojawia się wiele bardzo ciekawych projektów. W mojej specjalizacji, czyli w kardiologii, istnieją już systemy analizujące elektrokardiogram, które potrafią wykrywać informacje niewidoczne dla człowieka.

Na przykład na podstawie zapisu EKG można określić nie tylko klasyczne parametry, ale również przewidywać takie kwestie jak płeć pacjenta, niewydolność serca czy nawet zaburzenia tarczycy. Powstaje bardzo dużo systemów, które wykrywają zależności w danych, których wcześniej nie analizowaliśmy. W radiologii można np. na podstawie obrazów wykrywać choroby metaboliczne, takie jak cukrzyca.

Trzeba jednak podkreślić, że tylko niewielka część tych rozwiązań została już w pełni zwalidowana klinicznie. Jednym z przykładów jest system analizujący EKG, który potrafi wykrywać zamknięcie tętnicy wieńcowej inną metodą niż standardowe kryteria stosowane w kardiologii. Czasami okazuje się nawet skuteczniejszy niż lekarz.

Oprócz tego istnieje jeszcze cały obszar rozwiązań skierowanych bezpośrednio do pacjenta. W Stanach Zjednoczonych widać obecnie prawdziwy boom. OpenAI zaprezentowało swojego asystenta ChatGPT Health. Są też Claude for Healthcare od Anthropic oraz Copilot Health od Microsoftu. A nad tym wszystkim pojawia się jeszcze Apple, które prawdopodobnie w pewnym momencie spróbuje bardzo mocno wejść w ten obszar.

Niedawno byłem w San Francisco. Była to moja druga wizyta po ośmiu latach przerwy. Kiedy zobaczyłem, co dzieje się tam dzisiaj, miałem wrażenie, że to trochę science fiction.

Pobierz bezpłatny raport "AI w ochronie zdrowia"
Pobierz bezpłatny raport „AI w ochronie zdrowia”

Ochrona zdrowia jest jednak dość konserwatywnym sektorem. Wynika to z potrzeby zapewnienia bezpieczeństwa pacjentów. W efekcie nowe technologie bardzo wolno trafiają do systemu ochrony zdrowia, a pacjenci coraz częściej sięgają po narzędzia takie jak ChatGPT. Czy to pozytywny czy negatywny trend?

Tak, oczywiście zagrożenia istnieją. Systemy oparte na sztucznej inteligencji mogą halucynować, dlatego absolutnie potrzebne są odpowiednie ramy legislacyjne. Trzeba jednak znaleźć złoty środek. Ja osobiście bardzo lubię sytuacje, kiedy pacjenci przychodzą do mnie po konsultacji z ChatGPT. Wcześniej przychodzili z „Doktorem Google” i wtedy naprawdę trzeba było filtrować bardzo dziwne informacje z różnych stron internetowych.

W przypadku AI rozmowa często jest bardziej uporządkowana. Warto też pamiętać, że obecne modele działają probabilistycznie i odpowiedzi mogą się nieco różnić. Czasami pojawiają się halucynacje. Z drugiej strony, moja obserwacja kliniczna jest taka, że ludzie również się mylą. Kiedy pytam pacjenta, jakie przyjmuje leki, bardzo często lista, którą otrzymuję, wymaga weryfikacji.

Medycyna rozwija się wolniej niż informatyka, ponieważ dotyczy zdrowia i życia ludzi. Nie możemy sobie pozwolić na eksperymenty bez odpowiedniej walidacji. Opieramy się na zasadach evidence-based medicine. Jednocześnie narzędzia AI umożliwiają bardzo szybkie prototypowanie pomysłów. Lekarze mają w głowie wiele świetnych pomysłów. Do tej pory mogli je głównie publikować w artykułach naukowych. Dziś dzięki narzędziom takim jak Claude czy Codex można bardzo szybko stworzyć działający prototyp. Oczywiście każdy taki system musi później zostać sprawdzony przez profesjonalnych informatyków pod kątem bezpieczeństwa, zgodności z regulacjami i jakości kodu.

Podczas hackathonu Anthropic, w którym miałem okazję brać udział, wiele osób, które zajęły miejsca na podium, nie było informatykami. Wygrał np. prawnik z Kalifornii, który stworzył system wspierający proces uzyskiwania pozwoleń administracyjnych. Był też inspektor dróg publicznych z Ugandy, który zaprogramował system analizujący nagrania z samochodów i przewidujący koszty naprawy dróg. Jeszcze inna osoba wymyśliła system zarządzania rojem dronów do poszukiwania zaginionych osób.

Hackathon pokazał, że ludzie posiadający wiedzę domenową mogą dziś znacznie szybciej tworzyć rozwiązania technologiczne niż informatycy. Trzeba jednak oddzielić hype od rzeczywistości. W ochronie zdrowia nie ma miejsca na błędy. Mój system postwizyty działa bardzo dobrze, ale wciąż jest prototypem hackathonowym. Nie jest to jeszcze produkt gotowy do wdrożenia klinicznego. Same koszty stworzenia prototypu są jednak dziś dramatycznie niższe niż jeszcze rok temu.

Co chce Pan zmienić tworząc rozwiązania AI dla zdrowia?

Zależy mi na poprawie workflow klinicznego i zwiększeniu efektywności pracy. Przez ostatnie lata zawsze koncentrowałem się na poprawianiu procesów. Bardzo często okazywało się, że kiedy usprawniamy proces, automatycznie poprawiają się także wyniki leczenia pacjentów.

System prewizyty powstał przede wszystkim po to, aby zaoszczędzić czas i zautomatyzować część wywiadu. W Belgii dużo mniej czasu spędzam dziś w pracowni kardiologii interwencyjnej niż kiedyś w Polsce, natomiast znacznie więcej pracuję w poradni. W takiej pracy bardzo szybko zauważa się, że wiele procesów jest powtarzalnych. W pewnym momencie pomyślałem, że bardzo przydałby się asystent, który pomógłby uporządkować te informacje i nadać im strukturę.

Okazało się jednak, że korzyści nie dotyczą tylko oszczędności czasu. Zauważyłem coś jeszcze – jeżeli pacjent wypełnia wywiad przed wizytą w domu, przychodzi do gabinetu zupełnie inaczej przygotowany. Wie już, jakie pytania mogą się pojawić i w jakim kierunku będzie prowadzona rozmowa. To sprawia, że sama interakcja z pacjentem ma znacznie wyższą jakość. Pytania typu „jakie leki pan/pani przyjmuje?” często zajmują dużo czasu w gabinecie. Tymczasem w domu pacjent może spokojnie sprawdzić listę leków, zapytać partnera czy partnerkę i wszystko dokładnie zapisać.

Dzięki temu wizyta może szybciej przejść do meritum. Możemy skupić się na diagnostyce i leczeniu, a nie na zbieraniu podstawowych informacji. Uważam więc, że poprzez usprawnienie procesu można bezpośrednio poprawić jakość leczenia i efektywność diagnostyki. Oczywiście, w medycynie potrzebne są na to dowody, dlatego pracuję teraz nad badaniem, które pozwoli to udokumentować.

Tutaj ujawniają się różnice między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Ten pomysł miałem już trzy lata temu. Kiedy rezerwowałem domenę dla projektu, od razu pomyślałem, że świetnie byłoby udostępnić takie narzędzie bezpośrednio pacjentom. Nie próbowałem jednak robić tego w Europie, ponieważ wiedziałem, jak trudne byłoby to pod względem regulacyjnym.

Byliśmy pierwszym szpitalem w Brukseli, który wprowadził ChatGPT do praktyki klinicznej w formie pilotażu. Kiedy tylko zaczęliśmy z niego korzystać, bardzo szybko pojawił się inspektor ochrony danych z pytaniem, co właściwie robimy. Na szczęście wszystko było bardzo dobrze przygotowane od strony prawnej, więc nie było żadnych konsekwencji. Ale dobrze pokazuje to klimat, w którym funkcjonujemy.

Często, zanim zaczniemy coś budować, już myślimy o wszystkich powodach, dla których może się to nie udać. Ja oczywiście w pełni podzielam europejskie wartości – szacunek do prywatności i ochrony danych jest absolutnym priorytetem. Musimy jednak znaleźć pewien balans. Jeżeli będziemy zbyt ostrożni, Europa może mieć problem z innowacjami.

Pobierz bezpłatny "Atlas cyfryzacji ochrony zdrowia 2026". We wnętrzu: 17 rozmów o kierunkach rozwoju sektora zdrowia
Pobierz bezpłatny „Atlas cyfryzacji ochrony zdrowia 2026”. We wnętrzu: 17 rozmów o kierunkach rozwoju sektora zdrowia

Technologia zmienia także role lekarza i pacjenta. Pacjenci są przyzwyczajeni do tego, że płacą składkę zdrowotną i w zamian otrzymują wszystkie świadczenia bezpłatnie. Tymczasem w przypadku systemów takich jak prewizyta część pracy administracyjnej przenosi się na pacjenta. Z kolei lekarz może mieć poczucie, że odbiera mu się pewne kompetencje. Czy Pana zdaniem ta zmiana kulturowa może być trudniejsza niż samo wdrożenie technologii?

Tak, zdecydowanie. Testowaliśmy to rozwiązanie w wielu specjalizacjach i reakcje lekarzy były różne. Niektórzy mówili wprost: „Nie, wolę sam przeprowadzić wywiad i mieć pełną kontrolę nad rozmową”. Są też specjalizacje, w których wywiad stanowi tylko część wizyty, a większość czasu zajmują procedury techniczne. Tak jest np. w kardiologii, ginekologii czy okulistyce. W tych specjalizacjach adopcja była znacznie łatwiejsza.

Warto też podkreślić, że wartość dodana takiego rozwiązania nie polega wyłącznie na oszczędności czasu. Pacjent przygotowuje się wcześniej do wizyty i lepiej rozumie jej przebieg. Nie chodzi o to, aby zastąpić wywiad lekarski. Chodzi o to, aby lekarz otrzymał wstępny szkic informacji.

Lekarz zawsze musi te informacje zweryfikować. To nie jest system, który automatycznie zapisuje wszystko w dokumentacji medycznej bez kontroli. Można to porównać do sytuacji, w której przed planowanym zabiegiem pielęgniarka lub sekretarka telefonicznie zbiera wywiad z pacjentem. Dzięki temu anestezjolog podczas wizyty ma już przygotowane podstawowe informacje.

Uważam więc, że sztuczna inteligencja nie zastąpi lekarzy, ale może ich bardzo wzmocnić. Jak każda nowa technologia, wymaga jednak czasu, aby została zaakceptowana. Pojawiają się już badania pokazujące, że lekarze korzystający z AI scribes są bardziej zadowoleni z pracy. W Stanach Zjednoczonych istnieją także dodatkowe bodźce finansowe związane z jakością dokumentacji medycznej. Dlatego tam adopcja tych narzędzi jest szybsza niż w Europie.

Tam też do ochrony zdrowia wchodzą duże firmy big-tech, jak Amazon czy Apple…

Tak, ale ich rozwiązania są przede wszystkim skierowane do użytkowników końcowych, czyli pacjentów. W Europie będziemy mieli pewne opóźnienie, ponieważ nie mamy jeszcze dostępu do wszystkich tych narzędzi. W Stanach Zjednoczonych ich obecność może jednak zwiększyć zaufanie społeczne do technologii AI w zdrowiu. Healthcare stanowi około 20 proc. amerykańskiego PKB, więc jest to ogromny rynek.

Jeżeli chodzi o sztuczną inteligencję w ochronie zdrowia, pojawia się pewien paradoks. Brakuje lekarzy i nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić. Mimo to innowatorzy wciąż podkreślają, że technologia nie zastąpi lekarzy. Z czego to wynika? Z wrażliwości sektora zdrowia i znaczenia relacji lekarz–pacjent?

Myślę, że są tu dwa aspekty. Pierwszy to aspekt ludzki. W medycynie istnieją sytuacje, w których kontakt z człowiekiem jest absolutnie niezbędny. Nie wyobrażam sobie, aby informację o ciężkiej chorobie, np. nowotworze, przekazywał pacjentowi system AI.

Drugi aspekt dotyczy struktury pracy lekarza. Istnieje ogromna liczba zadań administracyjnych, które nie wymagają kompetencji lekarskich. Wraz z cyfryzacją ochrony zdrowia obiecywano nam, że praca stanie się łatwiejsza. W praktyce okazało się, że pojawiło się jeszcze więcej dokumentów, formularzy i tabel do wypełnienia. Lekarze spędzają ogromną część czasu na pracy administracyjnej. Uważam, że ochrona zdrowia jest jedną z najmniej zoptymalizowanych gałęzi gospodarki. AI daje wreszcie nadzieję, że lekarze będą mogli wrócić do swojej podstawowej roli, czyli leczenia pacjentów.

Ok. 13% dorosłych Polaków przeszło w ostatnich 5 latach zabieg medycyny estetycznej. 20% poważnie o tym myśli – wynika z ogólnopolskiego badania. Na rynku przybywa gabinetów, które też muszą prowadzić elektroniczną dokumentację medyczną

Rynek medycyny estetycznej w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie, a placówki oferujące usługi w tym obszarze muszą prowadzić profesjonalną dokumentację medyczną. Jaki system IT wybrać, aby spełnić rosnące wymagania dokumentacyjne i płynnie zarządzać placówką na coraz bardziej konkurencyjnym rynku?

Dokumentacja medyczna. Zabezpieczenie na wypadek roszczeń, ale przede wszystkim lepsza organizacja pracy

W polskim prawie nie istnieje jednoznaczna definicja medycyny estetycznej, a sposób kwalifikowania poszczególnych zabiegów bywa różnie interpretowany. W praktyce część procedur – szczególnie tych bardziej inwazyjnych – wykonywana jest w podmiotach medycznych przez lekarzy i podlega przepisom właściwym dla działalności leczniczej.

Dla właścicieli placówek oznacza to jedno: sprawna organizacja pracy i właściwe prowadzenie dokumentacji medycznej stają się elementami bezpiecznego funkcjonowania biznesu. Właśnie dlatego coraz większą rolę w codziennej pracy odgrywają nowoczesne systemy informatyczne wspierające zarządzanie placówką.

W realiach rosnącej konkurencji na rynku usług estetycznych odpowiednie zarządzanie placówką ma również bezpośredni wpływ na jej rentowność. Optymalizacja harmonogramów wizyt, ograniczenie liczby nieodwołanych konsultacji czy sprawna obsługa administracyjna mogą realnie zwiększyć liczbę przyjmowanych pacjentów bez konieczności rozbudowy zespołu.

Rozwiązanie IT, które porządkuje pracę gabinetów medycyny estetycznej

Placówki wykonujące zabiegi estetyczne często działają w modelu ambulatoryjnym lub tzw. szpitala jednego dnia. Oznacza to dużą liczbę wizyt, konsultacji i zabiegów realizowanych w krótkim czasie. W takich warunkach niezwykle ważna jest sprawna koordynacja wszystkich etapów obsługi pacjenta – od pierwszego kontaktu, przez konsultację i planowanie zabiegu, aż po dokumentację i rozliczenie.

Na rynku jest wiele systemów IT tworzonych tylko z myślą o gabinetach medycyny estetycznej. Wybierając oprogramowanie, trzeba jednak myśleć nie tylko o interfejsie graficznym, ale przede wszystkim o tym, że w najbliższych latach można spodziewać się coraz większej regulacji tego rynku – wymagania w zakresie dokumentacji zabiegów będą rosły, za czym stoją względy bezpieczeństwa klientów.

Przykładowym rozwiązaniem, z którego korzystają tysiące placówek w całej Polsce, jest system medyczny SERUM (firma KAMSOFT) zaprojektowany dla podmiotów wykonujących działalność leczniczą, placówek zabiegowych, przychodni, a także indywidualnych praktyk lekarskich i pielęgniarskich.

Dla właścicieli gabinetów medycyny estetycznej oferuje wsparcie w zarządzaniu biznesem. System pozwala lepiej kontrolować obłożenie grafiku specjalistów, planować dostępność gabinetów zabiegowych i analizować strukturę świadczonych usług oraz realizować rozliczenia z personelem. SERUM wspiera codzienną pracę zespołu medycznego i administracyjnego, umożliwiając prowadzenie elektronicznych kartotek pacjentów, planowanie wizyt i zabiegów oraz zarządzanie dokumentacją medyczną w jednym, spójnym systemie.

Dzięki temu personel może poświęcić więcej czasu pacjentowi, a mniej czasu czynnościom administracyjnym.

Nowoczesna technologia pomaga w organizacji pracy

SERUM działa w modelu chmurowym (SaaS), dzięki czemu personel może korzystać z niego z różnych lokalizacji – przy zachowaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa danych. Informacje dotyczące pacjentów są chronione wielopoziomowymi zabezpieczeniami, w tym możliwością zastosowania wieloskładnikowego uwierzytelniania (MFA).

System wspiera takie obszary funkcjonowania placówki, jak:

Dzięki temu wszystkie najważniejsze informacje znajdują się w jednym systemie, co znacząco ułatwia organizację pracy i ogranicza ryzyko błędów administracyjnych.

Serum pozwala na integrację z innymi systemami i sprzętem diagnostycznym oraz spełnia wymagania dokumentacyjne nakładane przez NFZ i MZ
Serum pozwala na integrację z innymi systemami i sprzętem diagnostycznym oraz spełnia wymagania dokumentacyjne nakładane przez NFZ i MZ

Dokumentacja medyczna jako element bezpieczeństwa placówki

W przypadku działalności medycznej właściwie prowadzona dokumentacja ma ogromne znaczenie – zarówno z punktu widzenia organizacji pracy, jak i bezpieczeństwa prawnego.

W sytuacji reklamacji pacjenta, powikłań po zabiegu czy ewentualnego postępowania sądowego dokumentacja pozwala odtworzyć przebieg wizyty, konsultacji oraz wykonanych zabiegów. To właśnie ona stanowi podstawowe źródło informacji o przebiegu udzielonych usług.

Dobrze prowadzona dokumentacja ma także wymiar biznesowy – zwiększa transparentność działania placówki i ułatwia zarządzanie procesami medycznymi, co jest szczególnie ważne w przypadku rozwoju sieci placówek lub współpracy wielu specjalistów.

Dlatego coraz więcej placówek decyduje się na wdrożenie systemów informatycznych, które pozwalają prowadzić dokumentację w sposób uporządkowany, czytelny i zgodny z obowiązującymi przepisami. Rozwiązania takie jak SERUM pomagają nie tylko usprawnić codzienną pracę personelu, ale również budować stabilne i bezpieczne fundamenty funkcjonowania placówki.

Cyfrowe placówki mają przewagę w obsłudze klienta i bezpieczeństwie prowadzenia działaności

Rozwój medycyny estetycznej sprawia, że zarządzanie placówką wymaga dziś nie tylko wiedzy medycznej, ale także nowoczesnych narzędzi organizacyjnych. Elektroniczna dokumentacja medyczna, przejrzyste zarządzanie wizytami oraz łatwy dostęp do historii usług pozwalają lepiej kontrolować proces obsługi pacjenta i zwiększają komfort pracy całego zespołu.

W praktyce oznacza to również większą przewidywalność przychodów, lepsze planowanie pracy gabinetów oraz możliwość skalowania działalności bez proporcjonalnego wzrostu kosztów administracyjnych. Dlatego wdrożenie profesjonalnego systemu medycznego coraz częściej staje się naturalnym krokiem w rozwoju placówki – zarówno pod względem organizacyjnym, jak i biznesowym.

Szpitale dostały więcej czasu na rozliczenie inwestycji na e-zdrowie finansowanych z KPO
Szpitale dostały więcej czasu na rozliczenie inwestycji na e-zdrowie finansowanych z KPO

Zamiast do 31 maja, inwestycje e-zdrowia realizowane w ramach KPO mogą być zakończone 15 lipca, a rozliczone do 31 sierpnia br. Jest jednak jeden warunek. Nawet niewielkie wydłużenie terminu się przyda – komentują szpitale.

Newsletter OSOZ

6 tygodni więcej, aby dokończyć czasochłonne projekty IT

Szpitale, które pod koniec 2025 roku wygrały konkurs na inwestycje e-zdrowia z KPO, dostały kilka tygodni więcej na ich dokończenie. Mowa o 325 placówkach, do których trafiło łącznie 3,1 mld zł na m.in. wdrożenie nowych dokumentów EDM, integrację z P1, wzmocnienie cyberbezpieczeństwa, wprowadzenie rozwiązań AI (a dokładnie Platformy Usług Inteligentnych) czy rozbudowę infrastruktury IT.

6 kwietnia na stronach resortu zdrowia opublikowano zmianę regulaminu wyboru przedsięwzięć do objęcia wsparciem w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności Komponent D „Efektywność, dostępność i jakość systemu ochrony zdrowia” Inwestycja D1.1.2.

Wcześniej projekty musiały zostać zakończone do 31 maja 2026 r. Teraz regulamin dopuszcza możliwość wydłużenia realizacji maksymalnie do 15 lipca 2026 r., ale tylko po uzyskaniu zgody instytucji odpowiedzialnej za inwestycję i podpisaniu aneksu do umowy.

Druga zmiana dotyczy wydatków kwalifikowalnych. Końcową datą kwalifikowalności pozostaje 30 czerwca 2026 r., ale po wydłużeniu projektu można rozliczać wydatki do 31 sierpnia 2026 r. Dodatkowe dwa miesiące na finansowe domknięcie inwestycji to duża ulga dla szpitali, bo większość z nich ściga się z czasem, o czym pisaliśmy tutaj.

Jednocześnie regulamin wprowadza dodatkowy obowiązek formalny. Beneficjent musi złożyć wniosek o płatność końcową najpóźniej do końcowej daty kwalifikowalności wydatków. Oznacza to, że nawet po wydłużeniu projektu trzeba pilnować ścisłych terminów rozliczeń.

„Zdążymy, ale dodatkowy czas przyda się na dopięcie szczegółów”

– W tym sprincie zwanym KPO, każde – nawet niewielkie – wydłużenie terminów działa jak moment na złapanie oddechu i jeszcze lepsze dopięcie kluczowych elementów projektów e-zdrowia – skomentował dla nas przedłużenie terminu Radosław Nowak, pełnomocnik Dyrektora ds. IT i Cyberbezpieczeństwa oraz kierownik Działu Wdrożeń w Centrum Innowacji i Sztucznej Inteligencji Instytutu Matki Dziecka (IMiD) w Warszawie.

IMiD otrzymał 13 mln zł dofinansowania na cyfryzację z Krajowego Planu Odbudowy. Według Radosława Nowaka, decyzja o przedłużeniu realizacji do 15 lipca oraz ponoszenia wydatków związanych z realizacją zakresu rzeczowego do 31 sierpnia to rozsądny i potrzebny krok, który zwiększa szanse na wysoką jakość wdrożeń, a nie tylko na realizację terminów „na papierze”.

– W tak wymagającym programie liczy się nie tylko tempo, ale przede wszystkim bezpieczeństwo, interoperacyjność i trwałość wdrażanych rozwiązań. W Instytucie Matki i Dziecka wszystkie prace realizujemy zgodnie z harmonogramem dzięki ogromnemu zaangażowaniu, doświadczeniu i determinacji całego zespołu projektowego. Dodatkowy czas daje jednak przestrzeń na jeszcze lepszą optymalizację i dopracowanie szczegółów, które finalnie przełożą się na jakość usług dla pacjentów i personelu medycznego. To bardzo dobra decyzja dla całego systemu ochrony zdrowia i kolejny krok w stronę nowoczesnego, cyfrowego szpitalnictwa – dodaje koordynator IT w IMiD.

- Centralna e-Rejestracja demokratyzuje kolejki - mówi Andrzej Sarnowski, dyrektor Pionu Rozwoju SIM i Wdrożeń w Centrum e-Zdrowia
– Centralna e-Rejestracja demokratyzuje kolejki – mówi Andrzej Sarnowski, dyrektor Pionu Rozwoju SIM i Wdrożeń w Centrum e-Zdrowia

– Jest lepiej niż się spodziewaliśmy. Do niemal 2 milionów wizyt, które pacjenci zrealizowali już przez Centralną e-Rejestrację, dodać możemy ponad pół miliona, które zostały odwołane – i tylko 100 tysięcy, których nie odwołano, więc nie mogli z nich skorzystać inni pacjenci – mówi Andrzej Sarnowski, dyrektor Pionu Rozwoju SIM i Wdrożeń w Centrum e-Zdrowia.

Pobierz bezpłatny poradnik "Centralna e-Rejestracja"
Pobierz bezpłatny poradnik „Centralna e-Rejestracja”

Zostało kilka tygodni na wdrożenie Centralnej e-Rejestracji, a do systemu podłączyło się tylko ok. 60% placówek. Jest Pan zadowolony?

Warto spojrzeć na te wartości bardziej szczegółowo. Bo nawet jeśli ocenialibyśmy Centralną e-Rejestrację tylko w kontekście suchych statystyk, to i tak widać, że ten projekt odniósł zdecydowany sukces. W trakcie trwającego 16 miesięcy pilotażu, mimo konkretnych zachęt finansowych, zgłosiło się do e-rejestracji niecałe 30% placówek, zaś od początku tego roku do końca marca, czyli w ciągu zaledwie 3 miesięcy, podwoiliśmy ten wynik. Na dodatek w przypadku badań mammograficznych ten odsetek wynosi ponad 80%, a dla kardiologii – ponad 70%.

Ten „statystyczny sukces” obniża głównie odsetek placówek realizujących testy HPV HR, ale musimy zdać sobie sprawę, że wynika to z prostego błędu poznawczego. Do Centralnej e-Rejestracji nie dołączyło jeszcze wiele małych placówek, które realizują badania profilaktyczne raka szyjki macicy bardzo rzadko, na przykład kilka razy w miesiącu. W kontekście dostępności do tego rodzaju badań w skali kraju nie ma to większego znaczenia, natomiast rzeczywiście obniża statystyki.

Centrum e-Zdrowia, wspólnie z Ministerstwem Zdrowia oraz Narodowym Funduszem Zdrowia, cały czas bardzo aktywnie działa na rzecz dalszego zwiększania liczby placówek, które już przystąpiły do systemu – m.in. poprzez spotkania, webinary czy działania informacyjno-promocyjne. Obserwowana przez nas dynamika tych zmian wskazuje, że do 30 czerwca 2026 r. do systemu Centralnej e-Rejestracji dołączy większość świadczeniodawców, którzy mają taki obowiązek, przynajmniej w zakresie profilaktyki raka piersi oraz wizyt u kardiologa. Na ten dobry wynik składa się zaangażowanie wielu interesariuszy – nie tylko Ministerstwa Zdrowia, Centrum e-Zdrowia czy NFZ, ale także samych podmiotów leczniczych oraz dostawców ich systemów gabinetowych. Natomiast oczywiście w pełni zadowoleni będziemy tylko w momencie, gdy podłączy się 100% podmiotów.

A co się stanie, jeśli placówka nie podłączy się do systemu do 1 czerwca?

Konsekwencje określa ustawa. Od 1 czerwca 2026 r. Narodowy Fundusz Zdrowia wstrzyma płatności w przypadku nieprzekazania harmonogramów wizyt i badań do systemu Centralnej e-Rejestracji. Miesiąc później, czyli od 1 lipca, NFZ będzie płacił placówkom wyłącznie za świadczenia (kardiologia, mammografia, test HPV HR) umówione poprzez Centralną e-Rejestrację.

Czego dowiadujemy się z danych, które na bieżąco spływają z systemu, a czego bez CeR nie wiedzieliśmy? Które liczby zrobiły na Panu największe wrażenie?

Wprowadzając e-rejestrację, przewidywaliśmy znaczące zredukowanie liczby umówionych wizyt i badań, na których nie pojawili się pacjenci. Mimo to mogę powiedzieć, że i tak jesteśmy pozytywnie zaskoczeni pod tym względem, bo jest jeszcze lepiej niż się spodziewaliśmy. Do niemal 2 milionów wizyt, które pacjenci zrealizowali już przez Centralną e-Rejestrację, dodać możemy ponad pół miliona, które zostały odwołane – i tylko 100 tysięcy, których nie odwołano, więc nie mogli z nich skorzystać inni pacjenci. To proporcja ponad 5:1 (terminy odzyskane versus zmarnowane).

Jeszcze lepiej wygląda kwestia odwoływania wizyt wyłącznie drogą cyfrową – przez aplikację mojeIKP lub Internetowe Konto Pacjenta. Tu proporcja wizyt odzyskanych w porównaniu do zmarnowanych wynosi ponad 15:1. A zatem przekazanie wygodnych, cyfrowych narzędzi bezpośrednio w ręce pacjentów skutkuje tym, że znacznie więcej wizyt nie jest blokowanych i wraca do systemu.

Z czego to wynika? To efekt dwóch ważnych zmian. Po pierwsze, odwołanie czy zmiana terminu badania lub wizyty stały się znacznie łatwiejsze. Tak jak przy zapisywaniu się, pacjent nie musi dzwonić lub iść do placówki; wystarczy kilka kliknięć w aplikacji mojeIKP lub w Internetowym Koncie Pacjenta. Po drugie, każdy pacjent dostaje powiadomienia o wizycie na 7 dni i na 1 dzień przed. Mniej osób zapomina więc o umówionym terminie, a równocześnie każde przypomnienie oferuje też możliwość odwołania lub zmiany terminu. I to po prostu działa.

Newsletter OSOZ

CeR ma skrócić kolejki do specjalistów. Czy to się już dzieje?

W dłuższej perspektywie czasu i wraz z dołączaniem kolejnych podmiotów leczniczych Centralna e-Rejestracja może przyczynić się do zmniejszenia kolejek do specjalistów. Mniej nieodwołanych wizyt oznacza, że każdy kolejny czekający pacjent zostanie szybciej przyjęty. Warto jednak mieć świadomość, że nie są to jakieś radykalne różnice, bo sama technologia nie powoduje chociażby zwiększenia liczby lekarzy ani nie zatrzyma procesu starzenia się społeczeństwa w Polsce, co też przekłada się na potrzeby w obszarze medycznym. System tylko – i aż – porządkuje procesy przydzielania terminów udzielania świadczenia i sprawia, że zapisywanie się, zmiana terminu czy odwołanie stają się znacznie wygodniejsze.

Rewolucyjną zaletą Centralnej e-Rejestracji jest coś innego – ona demokratyzuje kolejki. W ciągu kilkunastu sekund pacjent jest w stanie sprawdzić terminy dostępne w dużej liczbie placówek – nie musi do nich jeździć czy po kolei dzwonić. I w tym przypadku różnice bywają ogromne – może się okazać, że w placówce, z której zawsze korzystaliśmy, czeka się trzy miesiące, ale w innym miejscu, kilka czy kilkanaście kilometrów dalej, wizyta jest dostępna za tydzień lub od zaraz. Być może w każdej z tych placówek e-rejestracja tylko w niewielkim stopniu przyczyniła się do skrócenia kolejek, ale dla pacjenta skrócenie czasu oczekiwania – poprzez wybór odpowiedniej placówki – może okazać się gigantyczne.

Jakie nowe funkcje i zmiany pojawiły się w okresie pilotażu systemu? Czy planowane są jakieś nowości po stronie IKP ułatwiające zarządzanie terminami wizyt?

Zmiany, które wprowadzone zostały w okresie pilotażu, a nawet kosmetyczne poprawki, które realizowane są cały czas, dotyczą głównie dostępu do systemu e-rejestracji od strony świadczeniodawców.

W przypadku pacjentów system działa cały czas tak samo transparentnie i zgodnie z prostymi zasadami, natomiast niewątpliwą zmianą na lepsze jest stale rosnąca liczba dostępnych placówek i terminów, wynikająca z dołączania kolejnych podmiotów do systemu. Oczywiście to tylko początek – największą rewolucją będzie stopniowe dodawanie do e-rejestracji kolejnych świadczeń, aż do finalnego objęcia tym systemem wszystkich wizyt u specjalistów.

Czy obecna wersja systemu jest końcowa, czy planowane są jakieś udoskonalenia?

Jeśli spojrzymy na Centralną e-Rejestrację tylko z perspektywy funkcjonalności zastosowanych rozwiązań technologicznych, to nie powinniśmy się spodziewać dużych zmian. System działa, a praktyka pokazuje, że działa naprawdę dobrze. Zdarzają się placówki, w których pojawiają się jakieś problemy, zwykle na początku procesu integracji z Centralną e-Rejestracją, ale są to wyjątki, które potwierdzają ogólną regułę. Z drugiej strony e-rejestracja jest i będzie systemem, w którego DNA wpisany jest nieustanny rozwój. Cały czas słuchamy uwag świadczeniodawców i wychodzimy naprzeciw zgłaszanym przez nich oczekiwaniom.

Najpilniejszym wyzwaniem wydaje się obecnie troska o pacjentów wykluczonych cyfrowo, czyli tych, którzy nie korzystają z internetu poprzez przeglądarkę (tak działa Internetowe Konto Pacjenta) lub nie używają aplikacji mobilnej mojeIKP. Tacy pacjenci nic nie stracili na wprowadzeniu e-rejestracji, bo nadal działają też tradycyjne formy zapisu – osobiście lub przez telefon, ale zależy nam, by mogli lepiej wykorzystać nowe możliwości systemu. Stąd dwa rodzaje działań: edukacja oraz Asystent AI, czyli voicebot. Ma on za zadanie umożliwić m.in. łatwą zmianę terminu wizyty lub jej odwołanie – w pierwszej kolejności tym osobom, które nadal posługują się tylko telefonem stacjonarnym. Natomiast edukacja obejmuje regularne spotkania informacyjne, publikacje medialne oraz kampanie informacyjno-promocyjne. Cały czas staramy się dotrzeć do różnych grup społecznych, najpierw z informacją, że CeR działa, ale następnie z wytłumaczeniem, jak działa.

Placówki, z którymi rozmawialiśmy, mówią, że technicznie wszystko działa, ale występuje problem z tłumaczeniem pacjentom, jak działa Poczekalnia. Wydzwaniają do przychodni, bo chcą się dowiedzieć, kiedy w końcu otrzymają termin.

To prawda. Tak zwana poczekalnia to najlepszy przykład elementu systemu Centralnej e-Rejestracji, który wymaga wytłumaczenia korzyści, jakie są z nim związane. Przez wiele lat pacjenci przyzwyczaili się niestety do tego, że dostawali konkretny termin badania lub wizyty. I teraz też część osób uważa, że „lepszy wróbel w ręku niż gołąb na dachu” – wolą termin odległy, ale konkretny, zamiast trafienia do tej niepokojąco niedookreślonej poczekalni. A w systemie e-rejestracji trafiają tam wszyscy pacjenci, którzy nie znaleźli terminu wizyty u specjalisty – na początek tylko kardiologa – zgodnego z wybranymi przez siebie kryteriami, w ciągu najbliższych 40 dni.

Chcę mocno podkreślić, że poczekalnia nie jest czymś abstrakcyjnym albo niepewnym. Po pierwsze, pacjent otrzymuje od razu prognozowany termin wizyty, który pozwala mu zaplanować dalsze działania zdrowotne. Po drugie, ta wirtualna kolejka sama dba o to, by wykorzystać dla pacjenta wszystkie nadarzające się sposobności do skrócenia terminu oczekiwania. Jeśli zwolni się jakieś okienko w harmonogramie, które spełnia nasze wymagania, poczekalnia natychmiast zapisze nas i da nam o tym znać. To rzeczywiście zdarza się dość często – jak już powiedziałem, wielu pacjentów odwołuje lub przekłada wizyty, a inni, między innymi dzięki poczekalni, z tych zwolnionych terminów korzystają.

Warto oczywiście dodać, że jeśli poczekalnia zapisze nas na termin, który nam nie pasuje, możemy go w prosty sposób odwołać lub zmienić, tak jak w innych przypadkach. Gorzej jednak, jeśli tego nie zrobimy i nie pojawimy się na wizycie, czyli doprowadzimy do zmarnowania danego terminu – wtedy znów trafiamy do poczekalni, ale na sam koniec tej wirtualnej kolejki.

Od 1 sierpnia rusza CeR dla 8 kolejnych zakresów; obowiązek integracji wchodzi w życie 1 lutego 2027. Ile nowych placówek będzie musiało się podłączyć do systemu?

Jak oblicza Narodowy Fundusz Zdrowia, na początku przyszłego roku obowiązek dołączenia do Centralnej e-Rejestracji obejmie kolejnych 358 świadczeniodawców. Oczywiście, sama możliwość dołączenia pojawi się już wcześniej, od sierpnia tego roku. Dotyczyć to będzie tych podmiotów, które realizują co najmniej jeden z rodzajów świadczeń, takich jak: choroby naczyń​​, choroby zakaźne​​, endokrynologia​​, hepatologia​​, immunologia​​, nefrologia​​, neonatologia​​ oraz gruźlica i choroby płuc​​.

Czy CeR to pierwszy taki system w Europie albo na świecie, czy może istnieją już podobne rozwiązania, na których się ona opiera?

Istnieją podobne systemy, ale nie w takiej formie i nie w takiej skali. To raczej rozwiązania regionalne. Zdarzają się też podobne, choć zwykle mniej zaawansowane, rozwiązania krajowe w przypadku europejskich państw liczących po kilka milionów mieszkańców. Z drugiej strony warto też przypomnieć, że funkcjonują – również w Polsce – podobne systemy oferowane przez mniejszych i większych świadczeniodawców prywatnych, choć ze względu na ich komercyjny charakter nie możemy porównywać ich bezpośrednio. Zasady i cel funkcjonowania rozwiązań komercyjnych nigdy nie będą takie same jak w przypadku Centralnej e-Rejestracji. Myślę więc, że uzasadnione jest stwierdzenie, że polski system ochrony zdrowia przeciera bardzo ważny szlak – i że z wielką uwagą przyglądają się naszym działaniom inne państwa Unii Europejskiej.

Warto zresztą przypomnieć, że w przygotowywanym każdego roku raporcie Komisji Europejskiej, określającym stopień cyfryzacji ochrony zdrowia w poszczególnych krajach Unii, Polska zajmuje z reguły bardzo wysokie miejsca – w ostatnich latach po prostu pierwsze wśród dużych państw unijnych. Raport przyznaje też nam rolę trendsettera w tym obszarze, czyli właśnie „przecieracza szlaków” w zakresie e-zdrowia dla całego Starego Kontynentu. Takim kluczowym szlakiem jest właśnie Centralna e-Rejestracja.

Pacjenci mogą się już umówić np. do kardiologa przez Internetowe Konto Pacjenta. Jeśli nie ma terminów, system przypilnuje kolejki
Pacjenci mogą się już umówić np. do kardiologa przez Internetowe Konto Pacjenta. Jeśli nie ma wolnych terminów, system przypilnuje kolejki

Centralna e-Rejestracja jest intuicyjna i znacznie ułatwia znalezienie wolnego terminu wizyty u specjalisty – wynika z badania przeprowadzonego przez Centrum e-Zdrowia wśród osób, które umówiły się do lekarza lub na badanie przez nowy system. Jednak 68% ankietowanych skorzystało z systemu przez IKP/mojeIKP, podczas gdy ten kanał odpowiada za ok. 3,7% wszystkich wizyt.

Poradnik "Centralna e-Rejestracja"

Pacjenci korzystają z CeR, bo dowiedzieli się o niej w placówce zdrowia

Badanie opinii użytkowników CeR przeprowadzono na grupie 2523 osób, z czego 1726 skorzystało z CeR przez Internetowe Konto Pacjenta lub aplikację mojeIKP. Resort zdrowia i Centrum e-Zdrowia mają powody do zadowolenia. Aż 90,2 proc. badanych przyznało, że wie, jakie sprawy można załatwić przez CeR, czyli jakie posiada funkcje. Pacjenci nie musieli uczyć się narzędzia od zera i od razu zrozumieli, jak działa.

Jak się okazuje, największa grupa o CeR dowiaduje się od swojego świadczeniodawcy, a dokładnie od lekarza, na rejestracji lub stronie placówki medycznej (46 proc.). Dla 30 proc. źródłem informacji był portal pacjent.gov.pl lub inne strony rządowe, a dla 19 proc. – rodzina lub znajomi. Kampanie informacyjne miały znikome znaczenie.

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że już pierwsze miesiące działania systemu pokazują, iż może ono poprawiać dostępność świadczeń. Według wiceministera zdrowia Tomasza Maciejewskiego, „dane są bardzo wyraźne: niemal wszyscy użytkownicy uznają system za łatwy w obsłudze, a trzy czwarte poleciłoby go innym”. W jego ocenie CeR to „wspólna baza terminów, równy dostęp dla wszystkich pacjentów, wygodne powiadomienia i poczekalnia, jeżeli termin nie jest dostępny od ręki”. W historii cyfryzacji takie entuzjastyczne przyjęcie rozwiązania e-zdrowia ostatnio miało miejsce w przypadku e-recepty.

Największy atut? Prostota i samodzielność

Dla 96,18 proc. respondentów, znalezienie terminu z pomocą CeR jest łatwe. Pacjenci nie mieli większych problemów z określeniem kryteriów wyszukiwania wizyty lub badania. A to ma duże znaczenie, bo pierwotnym założeniem CeR jest zaoferowanie większej elastyczności w wyborze świadczeniodawcy i odejście od obecnego modelu szukania terminu tylko w znanych już podmiotach i dzwonienia od placówki do placówki.

86 proc. badanych poradziło sobie z procesem umówienia terminu. Jedynie 14 proc. potrzebowało wsparcia osób trzecich. Co ciekawe, bardziej samodzielni okazali się użytkownicy aplikacji mojeIKP niż osoby korzystające z Internetowego Konta Pacjenta przez przeglądarkę. Spośród 1726 osób, które skorzystały z kanałów online dostępu do CeR, 68 proc. zapisało się przez IKP lub mojeIKP (po równo w obydwu narzędziach).

Sposób zapisywania się pacjentów na wizyty przez Centralną e-Rejestrację

Zastrzeżenia zgłaszane przez pacjentów nie dotyczyły samego systemu ani jego obsługi, ale ograniczonej dostępności świadczeń: braku wolnych terminów, zbyt odległych dat wizyt lub konieczności wielokrotnego sprawdzania dostępności. Trzeba jednak zaznaczyć, że kiedy realizowano badanie, tj, pomiędzy sierpniem 2025 a styczniem 2026, do systemu podłączona była bardzo mała liczba placówek (pod koniec grudnia 2025 r. było ich tylko ok. 30%). W ten sposób, w momencie rezerwacji większość terminów nie była nawet w systemie.

„Odzyskane” wizyty, czyli walka z no-shows

Jednym z najważniejszych elementów CeR jest walka ze zjawiskiem niepojawiania się pacjentów na wizytę. Co roku z tego powodu przepadają miliony terminów, generując sztuczne kolejki. Z badania wynika, że 98,32 proc. użytkowników rozumie treść przypomnień SMS. Połowa badanych zna możliwości odwołania wizyty przez SMS, a część już z niego skorzystała (zwłaszcza użytkownicy mojeIKP).

– Wygodne odwoływanie wizyt lub zmiana terminu przez Internetowe Konto Pacjenta lub aplikację mojeIKP to jeden z dwóch czynników, które ograniczają liczbę tak zwanych pacjentów no-show – mówi Andrzej Sarnowski z Centrum e-Zdrowia. Jak dodał, drugim mechanizmem są automatyczne przypomnienia wysyłane pacjentom, m.in. na 7 dni i 1 dzień przed wizytą.

Podobnie ocenia to resort zdrowia. – Centralna e-Rejestracja pozwala lepiej wykorzystywać dostępne terminy wizyt. Jeśli pacjent nie może przyjść na wizytę, może ją szybko odwołać, a termin wraca do systemu i może zostać wykorzystany przez kolejną osobę – podkreślił Łukasz Sosnowski, dyrektor Departamentu e-Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia.

Właśnie ta cecha CeR jest jednym z najważniejszych argumentów za objęciem CeR kolejnych usług u specjalistów. Jeśli pacjenci nauczą się odwoływać wizyty, wzrośnie szansa na skrócenie kolejek do specjalistów. Obecnie takiego mechanizmu nie ma (poza sporadycznymi SMS z NFZ) i cały system planowania wizyt jest nieefektywny.

Trzy usługi to za mało – pacjenci chcą CeR dla wszystkich wizyt

72,07 proc. respondentów zadeklarowało, że chętnie skorzystałoby z tego rozwiązania także w przypadku innych badań i wizyt, 75,43 proc. poleciłoby CeR rodzinie i znajomym. Jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia, wolne terminy na każde ze świadczeń objętych CeR są w systemie dostępne od ręki we wszystkich województwach.

Pacjenci chcą rozszerzenia Centralnej e-Rejestracji na kolejne świadczenia i badania
Pacjenci chcą rozszerzenia Centralnej e-Rejestracji na kolejne świadczenia i badania

Pacjenci dobrze ocenili mechanizm tzw. poczekalni i tylko niewielka część użytkowników nie wiedziała, czym dokładnie jest lub jak działa. Z wcześniejszego badania przeprowadzonego pośród świadczeniodawców wynikało, że właśnie zasady działania poczekalni były jednym z elementów, które pacjentom sprawiają najwięcej trudności. Ponad połowa placówek kardiologicznych oceniała, że pacjenci nie do końca rozumieją różnicy między „poczekalnią” a otrzymaniem terminu wizyty.

Dla przypomnienia: Pacjent może zapisać się na pierwszorazową wizytę u lekarza specjalisty tylko, jeśli taki termin jest dostępny w okresie najbliższych 40 dni. Jeśli pacjent jednak nie znajdzie wolnego terminu, zostaje zapisany do Poczekalni. Jak tylko pojawi się termin odpowiadający podanym w wyszukiwaniu kryteriom (np. dzień tygodnia, godzina, obszar), system automatycznie zapisze pacjenta i wyśle mu powiadomienie.

Badanie mało reprezentatywne

Zebrane w badaniu oceny są porażająco pozytywne, ale nie do końca odzwierciedlają rzeczywistość. Z prostego powodu – badana grupa nie reprezentuje statystycznie populacji pacjentów. 68% ankietowanych to użytkownicy IKP i mojeIKP. To najczęściej osoby o wysokim poziomie wiedzy cyfrowej, a do tego IKP rzeczywiście znacznie ułatwia poruszanie się po CeR i zarządzanie terminami.

Ale z ostatnich danych wynika, że wizyty umówione przez IKP/mojeIKP i zrealizowane stanowią zaledwie 3,68% wszystkich wizyt przechodzących przez Centralną e-Rejestrację. Pozostałe, czyli ok. 96% umawiane jest telefonicznie lub na miejscu w przychodni – i tutaj doświadczenie pacjenta jest już zupełnie inne. Tych osób w badaniu było 797. Badanie pokazuje więc opinie bardzo wąskiej grupy użytkowników.

Pacjenci nie rozumieją jak działa wirtualna Poczekalnia i pytają wielokrotnie, kiedy dostaną termin wizyty
Pacjenci nie rozumieją jak działa wirtualna Poczekalnia i pytają wielokrotnie, kiedy dostaną termin wizyty

21,7% placówek zdrowia negatywnie ocenia Centralną e-Rejestrację (CeR). Pozytywne zdanie ma prawie taki sam odsetek respondentów (20,4%). Większość wstrzymuje się od oceny, czekając na ustabilizowanie się systemu. Największym problemem pozostaje tłumaczenie pacjentom, jak działa system – wynika z badania Centrum e-Zdrowia.

Pobierz bezpłatny poradnik na temat Centralnej e-Rejestracji

Placówki weszły do pilotażu z konkretną motywacją

Z badania przeprowadzonego przez Centrum e-Zdrowia wynika, że dla większości placówek (84 proc.) motywacją udziału w pilotażu CeR była przede wszystkim możliwość wcześniejszego przygotowania się do docelowego wdrożenia. Dopiero na drugim znalazło się dofinansowanie – miało ono znaczenie dla 71 proc. ankietowanych. Jednocześnie ponad połowa badanych, bo 52 proc., deklarowała, że udział w pilotażu wynikał także z przekonania, iż nowe rozwiązania technologiczne warto wdrażać wcześniej, zanim staną się standardem.

Dla 39 proc. respondentów pilotaż wiązał się z nadzieją na poprawę organizacji pracy. Sama procedura formalnego przystąpienia do CeR została oceniona przez placówki relatywnie dobrze. Proces od złożenia wniosku do podpisania umowy z NFZ pozytywnie oceniło 88 proc. respondentów. Podobny odsetek pozytywnie ocenił również współpracę z oddziałami wojewódzkimi Funduszu. Problemy, które się pojawiały, miały raczej charakter jednostkowy i częściej dotyczyły dostawców oprogramowania niż samego NFZ.

Placówki zdrowia na razie neutralnie oceniają Centralną e-Rejestrację, bo system dopiero się stabilizuje i jest jeszcze za wcześnie na wyciąganie wniosków
Placówki zdrowia na razie neutralnie oceniają Centralną e-Rejestrację, bo system dopiero się stabilizuje i jest jeszcze za wcześnie na wyciąganie wniosków

Wdrożenie techniczne niemożliwe bez zaangażowania dostawców IT

Drugi etap pilotażu, czyli przygotowanie do realnego uruchomienia CeR, pokazał, że sukces wdrożenia w dużej mierze zależy od zaplecza technologicznego placówki i współpracy z dostawcą systemu gabinetowego. Respondenci korzystali równolegle z kilku źródeł informacji: stron Ministerstwa Zdrowia, NFZ, portalu ezdrowie.gov.pl, webinariów i materiałów udostępnianych przez instytucje publiczne. W praktyce jednak to właśnie firmy IT były kluczowymi partnerami na etapie integracji i konfiguracji systemu.

Dokumentacja dotycząca CeR została oceniona stosunkowo dobrze – blisko 85 proc. ankietowanych uznało ją za zrozumiałą. Co dziesiąty respondent zgłaszał trudności w interpretacji, a część osób wskazywała, że nie miała do niej odpowiedniego dostępu. Ogromną rolę dobrych relacji z firmą IT widać na etapie tzw. zasilenia inicjalnego, czyli jednorazowego zaimportowania danych o już zaplanowanych wizytach i harmonogramach przyjęć. W 70 proc. przypadków proces ten realizował dostawca oprogramowania. Tylko niespełna 30 proc. placówek wykonywało te działania własnymi siłami. To samo mówią placówki medyczne, z którymi rozmawiała redakcja OSOZ.

Przed synchronizacją z CeR, placówka musi przeprowadzić tzw. proces zasilenia inicjalnego
Przed synchronizacją z CeR, placówka musi przeprowadzić tzw. proces zasilenia inicjalnego

Aż 98 proc. respondentów wdrożyło CeR poprzez integrację własnego systemu gabinetowego z platformą P1. Tylko trzy podmioty zadeklarowały wykorzystanie systemu gabinet.gov.pl. Raport sygnalizuje jeden istotny problem: wdrożenie systemu nie kończy się na technologii. Ponad 80 proc. respondentów zadeklarowało potrzebę dodatkowych szkoleń dla pracowników rejestracji. I nie chodziło wyłącznie o samą obsługę narzędzia. Najwięcej pytań dotyczyło zasad działania systemu, zakresu odpowiedzialności, pracy z pacjentem i reagowania na nietypowe sytuacje.

CeR na razie nie odciąża placówek tak, jak oczekiwano

Duże rozbieżności pojawiają się w opiniach na temat korzyści z CeR. Z jednej strony świadczeniodawcy dostrzegają konkretne plusy, jak przykładowo odciążenie rejestracji dzięki mniejszej liczbie telefonów od pacjentów. Placówki doceniły także możliwość przypominania o wizytach przez SMS, łatwiejsze odwoływanie terminów oraz bardziej uporządkowane grafiki. Część podmiotów przyznała, że pacjenci mogą teraz łatwiej znaleźć wolny termin w innej placówce.

Ale nie zabrakło krytycznych opinii. Największym problemem jest wzrost obciążenia personelu wynikający z konieczności tłumaczenia pacjentom zasad działania systemu i radzenia sobie z ich frustracją. System nie zmniejsza nakładu pracy rejestracji, m.in. z powodu niekompletnych danych spływających z P1.

Placówki zwracały też uwagę na niespójność danych między systemem gabinetowym a P1, ograniczoną elastyczność grafików i brak funkcjonalności, które z perspektywy codziennej pracy byłyby bardzo ważne. Problemem okazały się również komunikaty SMS, oceniane przez część respondentów jako „zbyt liczne” lub mało czytelne.

Ogólna ocena CeR wśród pracowników podmiotów jest na razie „ostrożna”. Pozytywnie system oceniło 20,39 proc. respondentów, negatywnie 21,71 proc., a aż 57,89 proc. – neutralnie. Raport podkreśla, że neutralność nie oznacza obojętności. To raczej postawa „oczekiwania i obserwacji” – placówki widzą potencjał rozwiązania, ale chcą najpierw przekonać się na własnej skórze, czy system się ustabilizuje i czy zostaną usunięte jego obecne niedoskonałości.

Przypomnienia SMS i łatwe odwołanie wizyty to największe korzyści z Centralnej e-Rejestracji według placówek zdrowia
Przypomnienia SMS i łatwe odwołanie wizyty to największe korzyści z Centralnej e-Rejestracji według placówek zdrowia

Pacjent nadal nie zawsze rozumie CeR, a to może przesądzić o jego sukcesie

Jednym z najważniejszych wniosków z badania jest to, że sukces CeR nie zależy wyłącznie od technologii i gotowości placówek. Równie ważne jest to, czy system będzie zrozumiały dla pacjenta. I właśnie tutaj raport pokazuje największe ryzyko.

W obszarze programów profilaktycznych wyniki są umiarkowanie optymistyczne. Około 29 proc. respondentów z placówek realizujących mammografię i cytologię zadeklarowało, że po wdrożeniu CeR zaobserwowano wzrost liczby pacjentek zgłaszających się na badania. Z drugiej strony ponad połowa badanych nie zauważyła istotnych zmian, a blisko jedna piąta wskazała brak wzrostu. To oznacza, że e-rejestracja może ułatwiać dostęp, ale sama w sobie nie rozwiązuje problemu niskiej zgłaszalności na profilaktykę.

Centralna e-Rejestracja oznacza na razie więcej pracy dla personelu rejestracji
Centralna e-Rejestracja oznacza na razie więcej pracy dla personelu rejestracji

W grupie placówek realizujących świadczenia kardiologiczne, ponad połowa respondentów wskazała, że pacjenci nie rozumieją zasad działania tzw. poczekalni. Dla wielu osób nie jest jasne, czy wpisanie do systemu oznacza już konkretny termin wizyty, czy jedynie oczekiwanie na jego wyznaczenie. Pojawiają się pytania o różnicę między „poczekalnią” a klasyczną listą oczekujących. Ta niepewność oznacza w praktyce dodatkowe telefony, skargi i nieporozumienia.

Sam proces wdrożenia, obejmujący szkolenia, wsparcie techniczne i komunikację ze strony CeZ, MZ i NFZ, został oceniony pozytywnie przez blisko 70 proc. respondentów, a przez 6 proc. – negatywnie. Krytyczne uwagi dotyczyły głównie niewystarczającej liczby praktycznych szkoleń, wsparcia operacyjnego i niespójnej komunikacji między instytucjami.

Wsparcie techniczne pozytywnie oceniło 63,82 proc. respondentów. Prawie 30 proc. uznało je za przeciętne, a 6,58 proc. – za niewystarczające.

Centralna e-Rejestracja ma sens i jest ważnym elementem cyfryzacji sektora zdrowia – wynika z badania. Ale system wymaga dopracowania, a pacjenci muszą zostać lepiej wyedukowani poprzez intensywne akcje informacyjne. Jeśli te warunki zostaną spełnione, CeR może stać się narzędziem porządkującym dostęp do świadczeń medycznych i dającym pacjentom większą kontrolę nad wizytami. l

Badanie przeprowadzono jesienią 2025 r., a ankietę wypełniło 152 respondentów spośród 392 uczestników pilotażu aktywnych w październiku.

W maju odbędzie się 10. edycja Nawigatora e-Zdrowia - konferencji on-line o cyfryzacji sektora zdrowia w Polsce
W maju odbędzie się 10. edycja Nawigatora e-Zdrowia – konferencji on-line o cyfryzacji sektora zdrowia w Polsce

Nowe cyfrowe obowiązki placówek zdrowia, stan realizacji projektów e-zdrowia w ramach KPO, cyberbezpieczeństwo, premierowe rozwiązania ułatwiające pracę lekarzy – KAMSOFT zaprasza na swoje flagowe 3-dniowe wydarzenie on-line „Nawigator e-Zdrowia” (20–22 maja 2026 r.). Tematem głównym jest ochrona przed cyberatakami na placówki zdrowia.

Cyberatak paraliżuje placówkę zdrowia. Walka ze skutkami trwa miesiącami

Udany atak hakerów szybko przeradza się w jeden z największych kryzysów, jakie może sobie wyobrazić placówka zdrowia: komputery nie działają, dostęp do dokumentacji medycznej pacjentów zostaje zablokowany, wizyty i planowane zabiegi trzeba odwołać. Panuje chaos informacyjny, pracownicy są pod ogromną presją, dział IT walczy z czasem, aby przywrócić działanie systemu IT; informacja o cyberataku szybko rozchodzi się w internecie. Skutki cyberataku odczuwalne są miesiącami, o czym przekonało się ostatnio kilka podmiotów, w tym m.in. Szpital Wojewódzki w Szczecinie, Bonifraterskie Centrum Medyczne oraz Centrum Medyczne „Eskulap” w Raciborzu.

Podczas Nawigatora e-Zdrowia eksperci KAMSOFT przedstawią scenariusze cyberataków, które naprawdę się wydarzyły, omówią aktualne zagrożenia – także te związane ze sztuczną inteligencją – oraz zaprezentują rozwiązania i rekomendacje pozwalające zwiększyć poziom ochrony przed atakami.

KSC i NIS2, Centralna e-Rejestracja, nowe rozwiązania wspomagające decyzje kliniczne

Rok 2026 to jeden z najbardziej intensywnych okresów cyfryzacji sektora zdrowia i farmacji. W życie wchodzą nowe regulacje związane z Krajowym Systemem Cyberbezpieczeństwa (KSC) nakładające na placówki medyczne obowiązek wdrożenia zaostrzonych standardów ochrony danych.

Do 1 lipca br. 2616 placówek zdrowia musi zintegrować się z Centralną e-Rejestracją, a już od 1 sierpnia system obejmie 8 kolejnych usług specjalistycznych. Eksperci KAMSOFT podpowiedzą, jak to zrobić oraz na jakie szczegóły zwrócić uwagę, aby obsługa pacjentów w CeR przebiegała sprawnie. Te informacje przydadzą się także tym placówkom, które już wdrożyły CeR.

Poradnik "Centralna e-Rejestracja"

Jednym z najgorętszych tematów jest sztuczna inteligencja. Jak wdrażać rozwiązania AI odpowiedzialnie, bezpiecznie, z korzyścią dla pacjentów i ułatwiając pracę personelowi medycznemu? Podczas Nawigatora e-Zdrowia eksperci IT zaprezentują nowe środowisko integracyjne dla rozwiązań AI, czyli API.MED oraz postępy wdrażania rozwiązań centralnych, takich jak Platforma Usług Inteligentnych.

Oprogramowanie dla placówek medycznych zmienia się z systemów zbierających dane medyczne w rozwiązania wspomagające decyzje medyczne w trakcie wizyty oraz redukujące obciążenia administracyjne. KAMSOFT ma już kilka tego typu narzędzi w swoim portfolio. Przykładem jest Analizator Terapii w systemie KS-SOMED wspierający lekarza w wyborze farmakoterapii.

Nawigator e-Zdrowia: strategie cyfryzacji i praktyczne warsztaty

Pierwszy dzień wydarzenia (20 maja) poświęcony jest rozwiązaniom IT dla farmacji, drugi (21 maja) – dla ochrony zdrowia. Trzeciego dnia (22 maja) zaplanowane są warsztaty dla użytkowników systemów KAMSOFT: KS-AOW, KS-SOMED, KS-PPS i SERUM.

Nawigator e-Zdrowia to konferencja organizowana dwa razy w roku przez KAMSOFT – jednego z wiodących dostawców rozwiązań IT dla ochrony zdrowia. Wydarzenie jest kierowane m.in. do przedstawicieli środowisk medycznych i farmaceutycznych.

Najważniejsze tematy w części dla aptek:

Najważniejsze tematy w części dla placówek zdrowia:

W przeciągu 4 miesięcy liczba świadczeniodawców podłączonych do CeR zwiększyła się z 31% (początek stycznia) do 58,56% (połowa kwietnia).
W przeciągu 4 miesięcy liczba świadczeniodawców podłączonych do CeR zwiększyła się z 31% (początek stycznia) do 58,56% (połowa kwietnia).

Liczba placówek podłączonych do Centralnej e-Rejestracji wzrosła do 60%, 9,6% terminów jest nieodwoływanych i przepada, a dla kardiologii jedynie 6,8% – wynika ze statystyk Centralnej e-Rejestracji z kwietnia br.

Stan wdrożenia Centralnej e-Rejestracji (kwiecień 2026)

Z systemu skorzystało już 2,64 mln pacjentów (osoby, które miały co najmniej jedno zdarzenie w CeR), łącznie przez system umówiono 3,94 mln wizyt, a ponad 2 mln już zrealizowano (część czeka na realizację). 1,53 tys. świadczeniodawców podłączyło się do systemu (58,56% wszystkich).

W strukturze wizyt na pierwsze trzy zakresy objęte CeR widać wyraźne różnice. Pod względem liczby wizyt dominuje wyraźnie kardiologia (ponad 2,9 mln umówionych) – tutaj kolejki są nadal najdłuższe. Na mammografię i testy HPV pacjenci przyjmowani są na bieżąco, a w systemie jest obecnie dostępnych 339 tys. wolnych terminów.

Liczba i udział wizyt w podziale na status wizyty i zakres (kwiecień 2026)

Ponad 107 tys. pacjentów umówiło się przez CeR z pomocą IKP/mojeIKP i ten odsetek stopniowo rośnie.

Porównanie danych z 29 grudnia 2025 (końcówka pilotażu), 8 stycznia 2026 (start operacyjny) oraz 10 kwietnia 2026 pokazuje systematyczny wzrost umówionych przez system wizyt:

Statystyki wizyt zarejestrowanych w CeR
Statystyki wizyt zarejestrowanych w CeR (kwiecień 2026)

W przeciągu 4 miesięcy liczba świadczeniodawców podłączonych do CeR zwiększyła się z 31% (początek stycznia) do 58,56% (połowa kwietnia). To daje podstawy do optymizmu, że do 1 lipca, od kiedy CeR staje się obowiązkowa, wszystkie placówki będą przekazywać terminy przez system. Statystyki te obniżają placówki realizujące test HPV HR – z CeR zintegrowało się na razie 45% zobowiązanych podmiotów. W przypadku mammografii odsetek ten wynosi prawie 82%, a w kardiologii – 71%.

Liczba placówek podłączonych do Centralnej e-Rejestracji
Liczba placówek podłączonych do Centralnej e-Rejestracji (kwiecień 2026)
Liczba świadczeniodawców w podziale na zakres i udział w CeR
Liczba świadczeniodawców w podziale na zakres i udział w CeR (kwiecień 2026)

Najbardziej interesującym wskaźnikiem jest liczba odwołanych wizyt. Wzrosła ona w okresie ostatnich analizowanych miesięcy z 239 tys. do 545 tys. Czy to dużo czy mało? Trudno powiedzieć, bo część wizyt nadal jest przed realizacją. Procentowo to wzrost o 120% odwołanych wizyt w porównaniu z początkiem stycznia, podczas gdy liczba wizyt w tym czasie wzrosła o 63% (opowiada za to najbardziej obłożona kardiologia). Jeśli przyjąć, że do tej pory umówiono 3,94 mln wizyt, a 248 tys. odwołano, to procentowało nieodwołanych wizyt, ale takich które przepadły, jest ok. 9,6% (stosunek wizyt odwołanych do nieodwołanych – w grupie tych, które nie doszły do skutku – to 5:1). Największa część rezygnacji pochodzi z kanałów SMS i IKP. Gdyby wziąć pod uwagę odwołania zrealizowane przez IKP i mojeIKP, to stosunek ten rośnie aż do 15:1 (18:1 w kardiologii).

Aby ocenić, czy to dobrze czy źle, brakuje danych m.in. o tym, ile wizyt odwoływano bez CeR. Szacunki mówią, że ok. 15% wizyt na NFZ (ale łącznie z POZ) nie dochodzi do skutku. Dla Centralnej e-Rejestracji jest to 9,6% (dla kardiologii tylko 6,88%), a więc już teraz widać poprawę.

Wizyty zrealizowane, odwołane, nieodwołane i zaplanowane poprzez IKP oraz mojeIKP (kwiecień 2026)
Wizyty zrealizowane, odwołane, nieodwołane i zaplanowane poprzez IKP oraz mojeIKP (kwiecień 2026)
Procentowane wskaźniki wizyt zrealizowanych, odwołanych, nieodwołanych i zaplanowanych poprzez IKP oraz mojeIKP (kwiecień 2026)
Procentowane wskaźniki wizyt zrealizowanych, odwołanych, nieodwołanych i zaplanowanych poprzez IKP oraz mojeIKP (kwiecień 2026)

Najważniejsze trendy wynikające ze statystyk CeR

Z porównania danych z Centralnej e-Rejestracji z końca 2025 roku, z początku 2026 roku i połowy kwietnia br. w oczy rzuca się kilka mocnych trendów. Po pierwsze – rośnie liczba odwołań, ale powoli. CeR dyscyplinuje pacjentów poprzez system przypomnień oraz łatwość odwołania wizyty przez SMS i w IKP/mojeIKP. Statystyki obniżają pacjenci niekorzystający z tych kanałów komunikacji, czyli posiadający tylko telefon stacjonarny – to może się jednak zmienić wraz z wdrożeniem zaplanowanego na czerwiec voicebota przypominającego o terminie.

Aby wyciągnąć pierwsze wiarygodne wnioski, trzeba jeszcze poczekać kilka miesięcy, aż wszystkie placówki będą w systemie. Pozytywny jest na pewno wzrost odwołań przez IKP i SMS, bo wskazuje, że pacjenci częściej zarządzają wizytami samodzielnie i maleją bariery odwołania wizyty.

Widać też duże dysproporcje w przyłączaniu się do CeR przez świadczeniodawców. Aż 82% placówek realizujących badania mammograficzne i 70% oferujących wizyty kardiologiczne jest w systemie, ale jednocześnie tylko 45% wykonujących testy HPV. Ale z rozmowy z Centrum e-Zdrowia wynika, że są to najczęściej małe placówki, które realizują tylko kilka badań w miesiącu, stąd ich motywacja do szybkiego wdrożenia CeR jest mniejsza.

Liczba wolnych terminów rośnie o ok. 1,43% tygodniowo. W tym samym okresie liczba placówek w CeR rosła o 3,3% tygodniowo, a więc nowe placówki w systemie nie dostarczają proporcjonalnie wolnych terminów, za co przede wszystkim odpowiedzialna jest kardiologia. System nie zwiększa radykalnie podaży świadczeń, ale raczej optymalizuje ich wykorzystanie.

Kardiologia jako test rzeczywistej skuteczności CeR

Papierkiem lakmusowym Centralnej e-Rejestracji jest kardiologia, ponieważ tutaj występują największe niedobory wolnych terminów. Świadczy o tym dominująca liczba wizyt w całości wolumenu w trzech zakresach, która mieści się w zakresie 75%-82%:

W przeciwieństwie do innych zakresów, kardiologia charakteryzuje się bardzo ograniczoną dostępnością. W styczniu br. tylko 6,10% terminów mieściło się w progu 40 dni. Reszta pacjentów trafiała do poczekalni. Do tej pory zrealizowano 1,44 mln wizyt w kardiologii, z czego 284 tys. odwołano. To ok. 9,6%, czyli o kilka punktów procentowych mniej niż dla wszystkich zakresów (13,8%), co wynika z ograniczonej niedostępności pierwszych wizyt u kardiologa. O ile w przypadku wszystkich zakresów stosunek wizyt odwołanych do niedwołanych wynosi 5:1, dla kardiologii maleje do 3:1 (dla kanałów internetowych tylko 18:1).

Kardiologia szybko wdraża system. Już 70,82% świadczeniodawców jest w CeR, z czego 67,23% udostępniło MUŚ (miejsca świadczenia usług).

1 2 3 143