„Proporcja wizyt odwołanych do nieodwołanych to ponad 5:1”

Dodano: 06.05.2026


- Centralna e-Rejestracja demokratyzuje kolejki - mówi Andrzej Sarnowski, dyrektor Pionu Rozwoju SIM i Wdrożeń w Centrum e-Zdrowia
– Centralna e-Rejestracja demokratyzuje kolejki – mówi Andrzej Sarnowski, dyrektor Pionu Rozwoju SIM i Wdrożeń w Centrum e-Zdrowia

– Jest lepiej niż się spodziewaliśmy. Do niemal 2 milionów wizyt, które pacjenci zrealizowali już przez Centralną e-Rejestrację, dodać możemy ponad pół miliona, które zostały odwołane – i tylko 100 tysięcy, których nie odwołano, więc nie mogli z nich skorzystać inni pacjenci – mówi Andrzej Sarnowski, dyrektor Pionu Rozwoju SIM i Wdrożeń w Centrum e-Zdrowia.

Pobierz bezpłatny poradnik "Centralna e-Rejestracja"
Pobierz bezpłatny poradnik „Centralna e-Rejestracja”

Zostało kilka tygodni na wdrożenie Centralnej e-Rejestracji, a do systemu podłączyło się tylko ok. 60% placówek. Jest Pan zadowolony?

Warto spojrzeć na te wartości bardziej szczegółowo. Bo nawet jeśli ocenialibyśmy Centralną e-Rejestrację tylko w kontekście suchych statystyk, to i tak widać, że ten projekt odniósł zdecydowany sukces. W trakcie trwającego 16 miesięcy pilotażu, mimo konkretnych zachęt finansowych, zgłosiło się do e-rejestracji niecałe 30% placówek, zaś od początku tego roku do końca marca, czyli w ciągu zaledwie 3 miesięcy, podwoiliśmy ten wynik. Na dodatek w przypadku badań mammograficznych ten odsetek wynosi ponad 80%, a dla kardiologii – ponad 70%.

Ten „statystyczny sukces” obniża głównie odsetek placówek realizujących testy HPV HR, ale musimy zdać sobie sprawę, że wynika to z prostego błędu poznawczego. Do Centralnej e-Rejestracji nie dołączyło jeszcze wiele małych placówek, które realizują badania profilaktyczne raka szyjki macicy bardzo rzadko, na przykład kilka razy w miesiącu. W kontekście dostępności do tego rodzaju badań w skali kraju nie ma to większego znaczenia, natomiast rzeczywiście obniża statystyki.

Centrum e-Zdrowia, wspólnie z Ministerstwem Zdrowia oraz Narodowym Funduszem Zdrowia, cały czas bardzo aktywnie działa na rzecz dalszego zwiększania liczby placówek, które już przystąpiły do systemu – m.in. poprzez spotkania, webinary czy działania informacyjno-promocyjne. Obserwowana przez nas dynamika tych zmian wskazuje, że do 30 czerwca 2026 r. do systemu Centralnej e-Rejestracji dołączy większość świadczeniodawców, którzy mają taki obowiązek, przynajmniej w zakresie profilaktyki raka piersi oraz wizyt u kardiologa. Na ten dobry wynik składa się zaangażowanie wielu interesariuszy – nie tylko Ministerstwa Zdrowia, Centrum e-Zdrowia czy NFZ, ale także samych podmiotów leczniczych oraz dostawców ich systemów gabinetowych. Natomiast oczywiście w pełni zadowoleni będziemy tylko w momencie, gdy podłączy się 100% podmiotów.

A co się stanie, jeśli placówka nie podłączy się do systemu do 1 czerwca?

Konsekwencje określa ustawa. Od 1 czerwca 2026 r. Narodowy Fundusz Zdrowia wstrzyma płatności w przypadku nieprzekazania harmonogramów wizyt i badań do systemu Centralnej e-Rejestracji. Miesiąc później, czyli od 1 lipca, NFZ będzie płacił placówkom wyłącznie za świadczenia (kardiologia, mammografia, test HPV HR) umówione poprzez Centralną e-Rejestrację.

Czego dowiadujemy się z danych, które na bieżąco spływają z systemu, a czego bez CeR nie wiedzieliśmy? Które liczby zrobiły na Panu największe wrażenie?

Wprowadzając e-rejestrację, przewidywaliśmy znaczące zredukowanie liczby umówionych wizyt i badań, na których nie pojawili się pacjenci. Mimo to mogę powiedzieć, że i tak jesteśmy pozytywnie zaskoczeni pod tym względem, bo jest jeszcze lepiej niż się spodziewaliśmy. Do niemal 2 milionów wizyt, które pacjenci zrealizowali już przez Centralną e-Rejestrację, dodać możemy ponad pół miliona, które zostały odwołane – i tylko 100 tysięcy, których nie odwołano, więc nie mogli z nich skorzystać inni pacjenci. To proporcja ponad 5:1 (terminy odzyskane versus zmarnowane).

Jeszcze lepiej wygląda kwestia odwoływania wizyt wyłącznie drogą cyfrową – przez aplikację mojeIKP lub Internetowe Konto Pacjenta. Tu proporcja wizyt odzyskanych w porównaniu do zmarnowanych wynosi ponad 15:1. A zatem przekazanie wygodnych, cyfrowych narzędzi bezpośrednio w ręce pacjentów skutkuje tym, że znacznie więcej wizyt nie jest blokowanych i wraca do systemu.

Z czego to wynika? To efekt dwóch ważnych zmian. Po pierwsze, odwołanie czy zmiana terminu badania lub wizyty stały się znacznie łatwiejsze. Tak jak przy zapisywaniu się, pacjent nie musi dzwonić lub iść do placówki; wystarczy kilka kliknięć w aplikacji mojeIKP lub w Internetowym Koncie Pacjenta. Po drugie, każdy pacjent dostaje powiadomienia o wizycie na 7 dni i na 1 dzień przed. Mniej osób zapomina więc o umówionym terminie, a równocześnie każde przypomnienie oferuje też możliwość odwołania lub zmiany terminu. I to po prostu działa.

Newsletter OSOZ

CeR ma skrócić kolejki do specjalistów. Czy to się już dzieje?

W dłuższej perspektywie czasu i wraz z dołączaniem kolejnych podmiotów leczniczych Centralna e-Rejestracja może przyczynić się do zmniejszenia kolejek do specjalistów. Mniej nieodwołanych wizyt oznacza, że każdy kolejny czekający pacjent zostanie szybciej przyjęty. Warto jednak mieć świadomość, że nie są to jakieś radykalne różnice, bo sama technologia nie powoduje chociażby zwiększenia liczby lekarzy ani nie zatrzyma procesu starzenia się społeczeństwa w Polsce, co też przekłada się na potrzeby w obszarze medycznym. System tylko – i aż – porządkuje procesy przydzielania terminów udzielania świadczenia i sprawia, że zapisywanie się, zmiana terminu czy odwołanie stają się znacznie wygodniejsze.

Rewolucyjną zaletą Centralnej e-Rejestracji jest coś innego – ona demokratyzuje kolejki. W ciągu kilkunastu sekund pacjent jest w stanie sprawdzić terminy dostępne w dużej liczbie placówek – nie musi do nich jeździć czy po kolei dzwonić. I w tym przypadku różnice bywają ogromne – może się okazać, że w placówce, z której zawsze korzystaliśmy, czeka się trzy miesiące, ale w innym miejscu, kilka czy kilkanaście kilometrów dalej, wizyta jest dostępna za tydzień lub od zaraz. Być może w każdej z tych placówek e-rejestracja tylko w niewielkim stopniu przyczyniła się do skrócenia kolejek, ale dla pacjenta skrócenie czasu oczekiwania – poprzez wybór odpowiedniej placówki – może okazać się gigantyczne.

Jakie nowe funkcje i zmiany pojawiły się w okresie pilotażu systemu? Czy planowane są jakieś nowości po stronie IKP ułatwiające zarządzanie terminami wizyt?

Zmiany, które wprowadzone zostały w okresie pilotażu, a nawet kosmetyczne poprawki, które realizowane są cały czas, dotyczą głównie dostępu do systemu e-rejestracji od strony świadczeniodawców.

W przypadku pacjentów system działa cały czas tak samo transparentnie i zgodnie z prostymi zasadami, natomiast niewątpliwą zmianą na lepsze jest stale rosnąca liczba dostępnych placówek i terminów, wynikająca z dołączania kolejnych podmiotów do systemu. Oczywiście to tylko początek – największą rewolucją będzie stopniowe dodawanie do e-rejestracji kolejnych świadczeń, aż do finalnego objęcia tym systemem wszystkich wizyt u specjalistów.

Czy obecna wersja systemu jest końcowa, czy planowane są jakieś udoskonalenia?

Jeśli spojrzymy na Centralną e-Rejestrację tylko z perspektywy funkcjonalności zastosowanych rozwiązań technologicznych, to nie powinniśmy się spodziewać dużych zmian. System działa, a praktyka pokazuje, że działa naprawdę dobrze. Zdarzają się placówki, w których pojawiają się jakieś problemy, zwykle na początku procesu integracji z Centralną e-Rejestracją, ale są to wyjątki, które potwierdzają ogólną regułę. Z drugiej strony e-rejestracja jest i będzie systemem, w którego DNA wpisany jest nieustanny rozwój. Cały czas słuchamy uwag świadczeniodawców i wychodzimy naprzeciw zgłaszanym przez nich oczekiwaniom.

Najpilniejszym wyzwaniem wydaje się obecnie troska o pacjentów wykluczonych cyfrowo, czyli tych, którzy nie korzystają z internetu poprzez przeglądarkę (tak działa Internetowe Konto Pacjenta) lub nie używają aplikacji mobilnej mojeIKP. Tacy pacjenci nic nie stracili na wprowadzeniu e-rejestracji, bo nadal działają też tradycyjne formy zapisu – osobiście lub przez telefon, ale zależy nam, by mogli lepiej wykorzystać nowe możliwości systemu. Stąd dwa rodzaje działań: edukacja oraz Asystent AI, czyli voicebot. Ma on za zadanie umożliwić m.in. łatwą zmianę terminu wizyty lub jej odwołanie – w pierwszej kolejności tym osobom, które nadal posługują się tylko telefonem stacjonarnym. Natomiast edukacja obejmuje regularne spotkania informacyjne, publikacje medialne oraz kampanie informacyjno-promocyjne. Cały czas staramy się dotrzeć do różnych grup społecznych, najpierw z informacją, że CeR działa, ale następnie z wytłumaczeniem, jak działa.

Placówki, z którymi rozmawialiśmy, mówią, że technicznie wszystko działa, ale występuje problem z tłumaczeniem pacjentom, jak działa Poczekalnia. Wydzwaniają do przychodni, bo chcą się dowiedzieć, kiedy w końcu otrzymają termin.

To prawda. Tak zwana poczekalnia to najlepszy przykład elementu systemu Centralnej e-Rejestracji, który wymaga wytłumaczenia korzyści, jakie są z nim związane. Przez wiele lat pacjenci przyzwyczaili się niestety do tego, że dostawali konkretny termin badania lub wizyty. I teraz też część osób uważa, że „lepszy wróbel w ręku niż gołąb na dachu” – wolą termin odległy, ale konkretny, zamiast trafienia do tej niepokojąco niedookreślonej poczekalni. A w systemie e-rejestracji trafiają tam wszyscy pacjenci, którzy nie znaleźli terminu wizyty u specjalisty – na początek tylko kardiologa – zgodnego z wybranymi przez siebie kryteriami, w ciągu najbliższych 40 dni.

Chcę mocno podkreślić, że poczekalnia nie jest czymś abstrakcyjnym albo niepewnym. Po pierwsze, pacjent otrzymuje od razu prognozowany termin wizyty, który pozwala mu zaplanować dalsze działania zdrowotne. Po drugie, ta wirtualna kolejka sama dba o to, by wykorzystać dla pacjenta wszystkie nadarzające się sposobności do skrócenia terminu oczekiwania. Jeśli zwolni się jakieś okienko w harmonogramie, które spełnia nasze wymagania, poczekalnia natychmiast zapisze nas i da nam o tym znać. To rzeczywiście zdarza się dość często – jak już powiedziałem, wielu pacjentów odwołuje lub przekłada wizyty, a inni, między innymi dzięki poczekalni, z tych zwolnionych terminów korzystają.

Warto oczywiście dodać, że jeśli poczekalnia zapisze nas na termin, który nam nie pasuje, możemy go w prosty sposób odwołać lub zmienić, tak jak w innych przypadkach. Gorzej jednak, jeśli tego nie zrobimy i nie pojawimy się na wizycie, czyli doprowadzimy do zmarnowania danego terminu – wtedy znów trafiamy do poczekalni, ale na sam koniec tej wirtualnej kolejki.

Od 1 sierpnia rusza CeR dla 8 kolejnych zakresów; obowiązek integracji wchodzi w życie 1 lutego 2027. Ile nowych placówek będzie musiało się podłączyć do systemu?

Jak oblicza Narodowy Fundusz Zdrowia, na początku przyszłego roku obowiązek dołączenia do Centralnej e-Rejestracji obejmie kolejnych 358 świadczeniodawców. Oczywiście, sama możliwość dołączenia pojawi się już wcześniej, od sierpnia tego roku. Dotyczyć to będzie tych podmiotów, które realizują co najmniej jeden z rodzajów świadczeń, takich jak: choroby naczyń​​, choroby zakaźne​​, endokrynologia​​, hepatologia​​, immunologia​​, nefrologia​​, neonatologia​​ oraz gruźlica i choroby płuc​​.

Czy CeR to pierwszy taki system w Europie albo na świecie, czy może istnieją już podobne rozwiązania, na których się ona opiera?

Istnieją podobne systemy, ale nie w takiej formie i nie w takiej skali. To raczej rozwiązania regionalne. Zdarzają się też podobne, choć zwykle mniej zaawansowane, rozwiązania krajowe w przypadku europejskich państw liczących po kilka milionów mieszkańców. Z drugiej strony warto też przypomnieć, że funkcjonują – również w Polsce – podobne systemy oferowane przez mniejszych i większych świadczeniodawców prywatnych, choć ze względu na ich komercyjny charakter nie możemy porównywać ich bezpośrednio. Zasady i cel funkcjonowania rozwiązań komercyjnych nigdy nie będą takie same jak w przypadku Centralnej e-Rejestracji. Myślę więc, że uzasadnione jest stwierdzenie, że polski system ochrony zdrowia przeciera bardzo ważny szlak – i że z wielką uwagą przyglądają się naszym działaniom inne państwa Unii Europejskiej.

Warto zresztą przypomnieć, że w przygotowywanym każdego roku raporcie Komisji Europejskiej, określającym stopień cyfryzacji ochrony zdrowia w poszczególnych krajach Unii, Polska zajmuje z reguły bardzo wysokie miejsca – w ostatnich latach po prostu pierwsze wśród dużych państw unijnych. Raport przyznaje też nam rolę trendsettera w tym obszarze, czyli właśnie „przecieracza szlaków” w zakresie e-zdrowia dla całego Starego Kontynentu. Takim kluczowym szlakiem jest właśnie Centralna e-Rejestracja.