Dodano: 15.06.2026

Agenda 2030 Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ), czyli globalny plan poprawy zdrowia, jakości życia oraz walki z nierównościami, jest w tarapatach. Powód: brakuje danych, aby dokładnie określić, jak wygląda realizacja tzw. Celów Zrównoważonego Rozwoju (SDGs, Sustainable Development Goals).
W 2015 roku wszystkie państwa członkowskie ONZ przyjęły Agendę 2030, czyli globalny plan rozwoju oparty na 17 Celach Zrównoważonego Rozwoju (SDG, Sustainable Development Goals). Miała to być odpowiedź na najważniejsze wyzwania współczesnego świata: ubóstwo, nierówności społeczne, kryzys klimatyczny, brak dostępu do edukacji i ochrony zdrowia.
W przypadku ochrony zdrowia kluczowy jest Cel nr 3: „Zapewnić wszystkim ludziom w każdym wieku zdrowe życie oraz promować dobrobyt”. Obejmuje m.in. eliminację zgonów wśród noworodków i dzieci poniżej 5. roku życia, walkę z AIDS, gruźlicą i malarią, ograniczenie skali chorób niezakaźnych, poprawę zdrowia psychicznego, dostęp do opieki reprodukcyjnej, ograniczenie skutków zanieczyszczenia środowiska, bezpieczeństwo zdrowotne i zbudowanie gotowości na epidemie.

Ale zdrowie przewija się też w celach dotyczących jakości powietrza, dostępu do czystej wody, warunków mieszkaniowych, edukacji czy poziomu ubóstwa. W teorii system działa. Państwa raportują dane, organizacje międzynarodowe monitorują postęp, a na tej podstawie aktualizowane są strategie i podejmowane decyzje polityczne. Inicjatywa jest szczytna, bo połączyła 193 kraje świata – o różnych systemach politycznych, kulturach i poziomach rozwoju gospodarczego – pod jednym szyldem wspólnych wartości.
Ale okazuje się, że brakuje danych, aby wiarygodnie określić postęp. I to w krytycznym punkcie – z 15-letniego planu działania zostały już tylko 4 lata. Alarm dotyczący monitorowania wskaźników zdrowotnych podnosi nowe badanie opublikowane w „Bulletin of the World Health Organization”.
Jedenaście lat po przyjęciu Agendy 2030 wiadomo już, że wiele celów nie uda się osiągnąć na czas. ONZ od kilku lat zwraca uwagę na spowolnienie postępów związane z pandemią COVID-19, kryzysami gospodarczymi, konfliktami zbrojnymi i zmianami klimatycznymi.
W obszarze zdrowia część wskaźników poprawiła się w porównaniu ze stanem na początku XXI wieku. Spadła śmiertelność dzieci i matek, poprawił się dostęp do szczepień i leczenia wielu chorób zakaźnych. Jednak postęp jest nierówny regionalnie. Coraz większym wyzwaniem stają się także choroby przewlekłe, zdrowie psychiczne i skutki starzenia się społeczeństw. Do tego dochodzą nowe zagrożenia związane z klimatem, zanieczyszczeniem środowiska czy odpornością bakterii na antybiotyki.
Jednak według autorów najnowszego badania WHO problemem nie są ambitne cele i opóźnienia, ale brak możliwości rzetelnego monitorowania postępu. Jeśli dane są niepełne albo pojawiają się z kilkuletnim opóźnieniem, trudno ocenić, które działania przynoszą zakładane efekty, a które trzeba zmodyfikować.
Badacze przeanalizowali 43 wskaźniki zdrowotne SDG dla 194 państw członkowskich WHO w latach 2015–2024. W 2024 roku w przypadku aż 41 z 43 analizowanych wskaźników brakowało 90 proc. danych. Dla porównania, w 2019 roku takich wskaźników było 11. A to oznacza, że globalny monitoring zdrowia coraz częściej bazuje na szacunkach, a nie na bieżących i kompletnych danych z systemów opieki zdrowotnej.
W przypadku wszystkich 17 celów SDG, braki danych przekraczające 90% dotyczą jednej trzeciej z nich. Problem nie dotyczy wyłącznie państw rozwijających się, ale wszystkich.
Autorzy badania podkreślają, że dane są fundamentem zarządzania zdrowiem. Bez nich trudno planować inwestycje, oceniać skuteczność programów zdrowotnych albo zrozumieć, które grupy pacjentów pozostają poza systemem zdrowia i gdzie interwencje są najbardziej potrzebne.
Niedobory danych mają wiele źródeł. Część wskaźników dotyczy tematów politycznie i społecznie wrażliwych, takich jak przemoc domowa czy zdrowie seksualne. W innych przypadkach problemem są kosztowne badania populacyjne prowadzone zbyt rzadko. Autorzy wskazują również na słabe systemy raportowania oraz brak formalnych obowiązków przekazywania danych do WHO.
Paradoksalnie jednym z najlepiej raportowanych wskaźników okazała się gotowość państw do reagowania na zagrożenia epidemiczne. Ale tylko dlatego, że istnieje formalny obowiązek corocznego raportowania wynikający z Międzynarodowych Przepisów Zdrowotnych WHO.
Badanie obnaża ponadto problem jakości i rozproszenia danych zdrowotnych. Wiele z nich jest gromadzonych w elektronicznej dokumentacji medycznej albo w innych rejestrach, ale nadal pozostają zamknięte w silosach. Wykorzystane do celów wtórnych mogłyby przynieść wiele korzyści, przykładowo w trenowaniu nowych modeli AI do predykcji zdrowia, pracach nad nowymi lekami czy doskonaleniu działania systemu zdrowia. Ale chaos w danych istnieje na każdym poziomie systemu zdrowia – nawet lekarze nie mają dostępu do pełnych informacji zdrowotnych pacjentów, bo dane nie są ustandaryzowane, zbierane ani dalej udostępniane. Bez nich nie można ani monitorować postępu leczenia ani realizować ambitnych globalnych celów zdrowotnych w postaci SDG.
Czytaj także: Co MZ planuje w e-zdrowiu? Wywiad z Karoliną Tądel [WIDEO]