„Monitoring mózgu będzie tak powszechny jak badanie krwi”

Dodano: 24.02.2026


Neurotechnologia staje się „mainstreamowa”, a przykładowo mierzenie aktywności mózgu będzie standardową funkcją słuchawek, okularów, zegarków, a nawet inteligentnej biżuterii - twierdzi Dr Virginia Mahieu
Neurotechnologia staje się „mainstreamowa”, a mierzenie aktywności mózgu będzie standardową funkcją słuchawek, okularów, zegarków, a nawet inteligentnej biżuterii – twierdzi Dr Virginia Mahieu

Dr Virginia Mahieu, Dyrektor ds. Neurotechnologii w Centrum Generacji Przyszłości (Center for Future Generations), wyjaśnia, dlaczego trwa wyścig o integrację mózgu z komputerem, jakie choroby będzie można leczyć dzięki neurostymulacji i dlaczego powinniśmy się bać dekodowania myśli.

  • Neurotechnologie, obejmujące EEG, fNIRS i interfejsy mózg-komputer, rozwijają się dynamicznie dzięki miniaturyzacji czujników i postępom AI.
  • Inwazyjne implanty, takie jak Neuralink, pomagają osobom sparaliżowanym komunikować się, ale rodzą poważne pytania o bezpieczeństwo i etykę.
  • Nieinwazyjna stymulacja mózgu, np. Transcranial Magnetic Stimulation, jest skuteczna w leczeniu depresji i zyskuje coraz szersze zastosowanie kliniczne.
  • Globalne firmy technologiczne – w tym Apple, Meta i Google – włączają opcję monitorowania aktywności mózgu do swoich urządzeń ubieralnych.
  • Dane neuronowe to jedne z najbardziej wrażliwych danych zdrowotnych, a brak regulacji zwiększa ryzyko nadużyć, dyskryminacji i komercyjnego dekodowania myśli.
Newsletter OSOZ

Czy może Pani przybliżyć, jakie dokładnie technologie podpadają pod neurotechnologie?

Rynek neurotechnologii dzielimy zazwyczaj na dwie główne kategorie: rynek medyczny i rynek konsumencki. Różnią się one zastosowaniami, modelami biznesowymi i ścieżkami regulacyjnymi, mimo że opierają się na podobnych technologiach, takich jak elektroencefalografia (EEG), fNIRS (Functional Near-Infrared Spectroscopy, nieinwazyjna technika neuroobrazowania, która mierzy aktywność mózgu), matryce mikroelektrod, a także stymulacja elektromagnetyczna lub podczerwienią.

Rynek medyczny jest szeroki i obejmuje urządzenia wykrywające schorzenia neurologiczne, takie jak epilepsja, udar mózgu lub depresja. Z kolei rynek konsumencki koncentruje się na rozrywce, interakcji z komputerem i zdrowiu poznawczym (sen, koncentracja, produktywność), choć te dwa ostatnie obszary coraz bardziej przenikają się z sektorem medycznym.

Można również rozróżnić urządzenia inwazyjne, takie jak głęboka stymulacja mózgu i wszczepialne interfejsy mózg-komputer, przykładowo Neuralink, oraz urządzenia nieinwazyjne, które wykrywają choroby lub stymulują mózg przez czaszkę.

I jest ich coraz więcej, bo rośnie zainteresowanie technologiami aktywującymi mózg w celu poprawy samopoczucia, jakości snu, wydajności w pracy.

Nieinwazyjne urządzenia do noszenia rozwijają się w zawrotnym tempie i coraz więcej dużych firm technologicznych wchodzi do tego sektora. Zwłaszcza że jest to rynek nadal nieregulowany, więc nie ma na nim praktycznie żadnych barier, w przeciwieństwie do restrykcyjnie regulowanego rynku medycznego.

Spodziewam się, że w nadchodzących latach neurotechnologia stanie się „mainstreamowa”, a przykładowo mierzenie aktywności mózgu będzie standardową funkcją słuchawek, okularów, zegarków, a nawet inteligentnej biżuterii.

Skąd takie przyspieszenie neurotechnologii?

Jednym z głównych czynników napędzających ten rozwój jest miniaturyzacja czujników, dzięki której urządzenia do noszenia są mniejsze i mobilniejsze, a implanty – mniej inwazyjne. Kolejnym determinantem jest sztuczna inteligencja: dane dotyczące mózgu są złożone, a ostatnie postępy AI pozwoliły poprawić jakość sygnałów i skuteczność ich interpretacji. Duże postępy osiągnięto też w badaniu możliwości stymulacji układu nerwowego w procesie leczenia niektórych schorzeń, w tym neurodegeneracyjnych.

Kiedy pada słowo „neurotechnologia”, pierwszym skojarzeniem jest Neuralink – firma Elona Muska dążąca do opracowania wszczepialnego interfejsu mózg-komputer. Czy to w ogóle jest realne?

Można powiedzieć, że Neuralink to klasyczna firma Elona Muska: wielkie ambicje, ogromne finansowanie i spore kontrowersje. Trzeba jednak przyznać, że zrobiła imponujący postęp techniczny, wszczepiając swoje implanty około tuzinowi osób z ciężkim porażeniem mózgowym i tym samym przywracając podstawowe funkcje, takie jak interakcja z komputerem i komunikacja. Neuralink opracował też robota do automatyzacji części procedury chirurgicznej mającej na celu wszczepienie implantu do mózgu. To wszystko spowodowało, że oczekiwania społeczne związane z interfejsami mózg-komputer bardzo wzrosły.

Jednak pomysł przekształcenia inwazyjnego implantu w popularny produkt konsumencki, mający na celu „połączenie ludzkiej świadomości ze sztuczną inteligencją” – co Neuralnik planuje osiągnąć w 2030 roku – rodzi poważne pytania etyczne. Pamiętajmy, że implanty mózgowe pozostają wysoce ryzykowne i inwazyjne. Nadal mało wiemy o tym, czy ich stosowanie w dłuższym okresie jest bezpieczne. Dla większości ludzi ich wszczepienie nie ma żadnego uzasadnienia medycznego, a niektórzy eksperci wzywają nawet do wprowadzenia moratorium na implanty konsumenckie do czasu lepszego zrozumienia ryzyka.

Oczywiście, mogą one być przełomem w leczeniu niektórych chorób układu nerwowego, na co czekają miliony pacjentów. Ale zastosowanie tak inwazyjnych technologii u ludzi zdrowych tylko dla poprawy możliwości kognitywnych jest etycznie kontrowersyjne.

Pacjent o inicjałach RJ, który został sparaliżowany w wyniku urazu rdzenia kręgowego odniesionego w wypadku motocyklowym, jest piątym uczestnikiem badania PRIME (Precise Robotically Implanted Brain-Computer Interface) firmy Neuralink. Implant ma przywrócić zdolności komunikacji z otoczeniem.
Pacjent o inicjałach RJ, który został sparaliżowany w wyniku urazu rdzenia kręgowego odniesionego w wypadku motocyklowym, jest piątym uczestnikiem badania PRIME (Precise Robotically Implanted Brain-Computer Interface) firmy Neuralink. Implant ma przywrócić zdolności komunikacji z otoczeniem.

Dlatego wiele firm pracuje nad rozwiązaniami niewymagającymi wszczepiania implantów. Czym różnią się one od rozwiązań typu Neuralink?

Technologie inwazyjne zapewniają na pewno lepszą rozdzielczość sygnału oraz mocniejszy i szybszy wpływ na neurony podczas stymulacji niż technologie nieinwazyjne. Niektóre z nich, takie jak głęboka stymulacja mózgu (Deep Brain Stimulation, DBS), zapewniają lepszy dostęp do głębokich obszarów mózgu odpowiedzialnych za funkcje krytyczne, w tym emocje, pamięć i zaburzenia motoryczne, jak przykładowo drżenie samoistne. Jednak wiążą się one również ze znacznie większym ryzykiem, wyższymi kosztami i dużo większą trudnością w implantacji lub zastosowaniu, zwłaszcza w codziennym użytkowaniu.

Na przykład nieinwazyjna metoda przezczaszkowej stymulacji mózgu (Transcranial Magnetic Stimulation, TMS) wykazała klinicznie znaczące efekty i jest obecnie zatwierdzona do leczenia depresji, zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, migreny i uzależnień. Trwają badania pod kątem innych wskazań, takich jak leczenie stanów lękowych czy poprawa pamięci roboczej i czujności.

Jednak pomimo swojego potencjału klinicznego, terapie nieinwazyjne, takie jak TMS, są często zalecane tylko wtedy, gdy inne metody terapeutyczne zawiodły. Ale wraz z rosnącą liczbą dowodów na ich skuteczność, coraz częściej stają się terapiami pierwszego wyboru. Jeśli chodzi o równowagę między ryzykiem a korzyściami, terapie nieinwazyjne oferują duży poziom wygody i skalowalności, którego urządzenia inwazyjne nie będą w stanie osiągnąć jeszcze przez długi czas.

Jak urządzenia neurotechnologiczne wpłyną na nasze codzienne życie?

Neurotechnologia konsumencka wkracza już do miejsc pracy, szkół i rozrywki – na rynku są już słuchawki i inteligentne zegarki wyposażone w funkcje śledzenia zdolności poznawczych i pomiaru zdrowia mózgu. Przed nami prawdziwy boom tego typu rozwiązań, bo duże firmy technologiczne, takie jak Meta, Apple, Samsung, Amazon i Google, inwestują w neurotechnologię i już integrują ją ze swoimi produktami.

Tego typu urządzenia otwierają nowy rozdział w monitorowaniu zdrowia i samopoczucia. Nawet proste sygnały mózgowe mogą demaskować nawyki, wzorce zdrowia psychicznego i szersze wskaźniki zdrowia fizycznego. Z kolei ciągłe monitorowanie sygnałów mózgowych może pomóc w wykrywaniu wczesnych objawów chorób i wspierać profilaktykę, co jest ważne w obliczu rosnącej liczby zaburzeń psychicznych i neurologicznych.

Dekodowanie zdrowia mózgu ma też swoje ciemne strony.

Dane neuronowe należą do najbardziej wrażliwych danych, bo mogą zawierać informacje o najbardziej intymnych cechach naszej osobowości, co stwarza ryzyko dyskryminacji lub manipulacji. Do tego mogą one demaskować informacje, o których sami nie wiemy lub które są ukryte w naszej podświadomości.

Weźmy na przykład urządzenie wykrywające wczesne objawy choroby Alzheimera. Tak pozyskane informacje mogą być bardzo atrakcyjne dla pracodawców lub ubezpieczycieli zdrowotnych. Dlatego tak ważne jest zagwarantowanie najwyższych standardów prywatności i kontroli nad tym, kto ma dostęp do pozyskanych danych.

Pobierz bezpłatnie ATLAS CYFRYZACJI 2026. 17 rozmów o innowacjach w polskiej medycynie
Pobierz bezpłatnie ATLAS CYFRYZACJI 2026. 17 rozmów o innowacjach w polskiej medycynie

Ale nie jest to łatwe, bo jak Pani wspomniała – brakuje regulacji.

Nasze największe obawy budzi zacieranie się granicy między produktami dla konsumentów a specjalistycznymi urządzeniami medycznymi. Wiele urządzeń sprzedawanych jako produkty wellness nie podlega regulacjom dotyczącym urządzeń medycznych, tymczasem rośnie ich funkcjonalność i zakres danych, jakie mogą monitorować.

Jeszcze innym zagrożeniem jest obiecywanie nierealnych możliwości. W przypadku stymulacji mózgu albo pomiaru jego aktywności, użytkownik nie jest w stanie zweryfikować efekt i precyzję. Dlatego wiele firm deklaruje przykładowo, że „urządzenie pomaga w łagodzeniu objawów ADHD”, podczas gdy taka teza nie opiera się na badaniach, ale jedynie na doświadczeniach użytkowników. To może wprowadzać w błąd, a konsumenci bez odpowiedniej wiedzy nie są w stanie odróżnić marketingowe obietnice od realnych możliwości.

Ale jest jeszcze większe zagrożenie: na rynek wchodzą kontrowersyjni gracze, jak chociażby media społecznościowe. Dzięki neurotechnologii mogą potencjalnie jeszcze skuteczniej szerzyć dezinformację albo wpływać na wybory zakupowe albo polityczne. Mam też obawy, że niektóre rozwiązania będą stymulować mózg, wpływając na ośrodek odczuwania przyjemności, doprowadzając do uzależnienia użytkownika.

Zdecydowałaby się Pani na wszczepienie czipa, aby porozumiewać się bez klawiatury z komputerem i AI?

Choć taka perspektywa brzmi ekscytująco, potrzebowałabym najpierw solidnych gwarancji dotyczących długoterminowego bezpieczeństwa, zarówno fizycznego, jak i poznawczego. Jestem też głęboko przekonana, że tego rodzaju inwazyjna technologia powinna być zarezerwowana dla pacjentów, którzy naprawdę jej potrzebują, aby przywrócić jakość życia w chorobach neurologicznych. Obawiam się, że tego typu innowacje mogą podsycić nasze i tak już ogromne uzależnienie od technologii. Stała stymulacja nie jest zdrowa dla mózgu, a jak dowodzą liczne badania, nuda odgrywa kluczową rolę w kreatywności, rozwiązywaniu problemów i poszukiwaniu sensu życia.