Z tego AI korzysta 750 tys. lekarzy. Ale nie w Europie

Dodano: 16.06.2026


OpenEvidence czerpie wiedzę ze sprawdzonych źródeł medycznych i cytuje je. Do tego jest bezpłatny
OpenEvidence czerpie wiedzę ze sprawdzonych źródeł medycznych i cytuje je. Do tego jest bezpłatny

OpenEvidence jest najchętniej stosowanym przez lekarzy narzędziem generatywnej sztucznej inteligencji. Działa jak czatbot odpowiadający na pytania kliniczne w oparciu o wiedzę medyczną. W USA sięga do niego ok. 40% lekarzy, ale w Europie od kwietnia jest niedostępny. Winny jest EU AI Act.

newsletter osoz
  • Z OpenEvidence korzysta już ok. 40 proc. lekarzy w USA i 10 000 placówek zdrowia.
  • Platforma oferuje bezpłatny dostęp do aktualnej wiedzy medycznej, dotychczas dostępnej głównie w drogich systemach wspomagania decyzji klinicznych.
  • Narzędzie jest niedostępne w UE i Wielkiej Brytanii z powodu wymogów regulacyjnych wynikających z EU AI Act.
  • Według przepisów europejskich OpenEvidence jest systemem wysokiego ryzyka. A to nakłada na jego twórcę wiele obowiązków, których nie jest w stanie spełnić.
  • Jest to też duża konkurencja dla systemów wspomagania decyzji klinicznych.

4 z 10 lekarzy w USA korzysta z OpenEvidence

Jeszcze dwa lata temu mało kto poza Doliną Krzemową słyszał o firmie OpenEvidence. Dziś to jedno z najpopularniejszych narzędzi AI wśród lekarzy na świecie i symbol demokratyzacji dostępu do wiedzy medycznej.

OpenEvidence działa jak wyspecjalizowana wyszukiwarka i asystent AI pomagający w diagnozie albo zaplanowaniu leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną. Podpowiedzi generowane przez AI bazują wyłącznie na recenzowanej literaturze medycznej, wytycznych klinicznych i publikacjach takich jak New England Journal of Medicine czy JAMA. Lekarz wpisuje pytanie, np. dotyczące objawów pacjenta, a platforma generuje odpowiedź wraz z cytowaniami źródeł i streszczeniem aktualnych publikacji naukowych.

Z OpenEvidence korzysta codziennie ponad 40 proc. lekarzy w USA w ponad 10 tys. szpitali i placówek medycznych. W tej grupie są najbardziej renomowane ośrodki naukowe, jak Harvard Medical School, Stanford Medicine czy Johns Hopkins Medicine.

Pod koniec 2025 roku platforma obsługiwała około 18 mln zapytań klinicznych miesięcznie. Według danych OpenEvidence, uzyskuje 100% poprawnych odpowiedzi na amerykańskim egzaminie lekarskim.

Popularność OpenEvidence wynika z dwóch czynników. Po pierwsze, narzędzie jest bezpłatne i dostępne online w postaci czatbota podobnego do ChatGPT. Po drugie, rozwiązuje problem, który od lat doskwiera lekarzom – mowa o nadążaniu za przyrostem wiedzy medycznej. Każdego dnia publikowane są tysiące nowych artykułów naukowych na temat leczenia, postępowania w chorobach, skuteczności leków itd. Żaden lekarz nie jest w stanie na bieżąco ich śledzić i stosować nowe zalecenia w swojej praktyce.

Powstały w 2022 roku OpenEvidence jest dziś wyceniany na 12 mld dolarów, a w firmę zainwestowały m.in. NVIDIA i Mayo Clinic.

OpenEvidence jako pierwsza ofiara EU AI Act

Także w Europie lekarze pokochali OpenEvidence. Jednak pod koniec kwietnia br. platforma niespodziewanie przestała być dostępna w Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Oficjalny powód: „rosnąca niepewność regulacyjna dotycząca systemów AI”.

Taki komunikat zobaczyli z końcem kwietnia lekarze, którzy chcieli skorzystać z najpopularniejszego na świecie i darmowego systemu AI do wspomagania decyzji klinicznych (wersja polska – tłumaczenie własne)
Taki komunikat zobaczyli z końcem kwietnia lekarze, którzy chcieli skorzystać z najpopularniejszego na świecie i darmowego systemu AI do wspomagania decyzji klinicznych (wersja polska – tłumaczenie własne)

Chodzi dokładnie o konflikt z europejskim aktem ws. AI (EU AI Act). Według niego, systemy wspierające decyzje kliniczne zaliczane są do technologii wysokiego ryzyka. Wprowadzenie takiego rozwiązania na rynek pociąga za sobą konieczność spełnienia szeregu wymogów, w tym zagwarantowania przejrzystości działania modelu AI, dostarczenia dokumentacji w zakresie danych treningowych, walidacji klinicznej, monitorowania błędów, audytów i jasnego określenia odpowiedzialności prawnej.

Problem polega na tym, że OpenEvidence opiera się na generatywnej AI, więc jego działanie jest niewytłumaczalne, jest stale aktualizowany i uczy się w czasie rzeczywistym na tysiącach codziennie publikowanych artykułów naukowych. Spełnienie wymagań EU AI Act jest więc prawie niemożliwe. A to oznacza, że europejscy lekarze nie będą mieli dostępu do nowoczesnych modeli AI dla medycyny. Problem jest jeszcze głębszy, bo powstaje pytanie, czy AI w medycynie powinno być oceniane według klasycznych metod evidence-based medicine, wymagających wieloletnich badań i statyczności wyrobu, czy raczej poprzez ciągły monitoring skuteczności w praktyce klinicznej?

Dyskusja na ten temat już się toczy. W kwietniu na łamach Nature Medicine ukazał się komentarz pod tytułem „Show us the evidence for the value of medical AI” („Pokażcie nam dowody na wartość medycznych rozwiązań AI”). Autorzy wskazywali, że sektor medyczny potrzebuje solidnych badań klinicznych potwierdzających bezpieczeństwo i realną wartość modeli generatywnych.

Aplikacja OpenEvidence daje oparte na dowodach naukowych odpowiedzi na pytania medyczne.
Aplikacja OpenEvidence daje oparte na dowodach naukowych odpowiedzi na pytania medyczne

Paradoksalnie, publikacja tekstu zbiegła się z premierą nowej wersji ChatGPT dla lekarzy (dostępnej tylko w USA) i nowego benchmarku (standaryzowany test służący ocenie skuteczności modelu AI). I teraz lekarze mają trudny orzech do zgryzienia: czekać, aż narzędzia AI, jak OpenEvidence, będą klasyfikowane jako urządzenia medyczne, czy zaufać skuteczności potwierdzonej w testach. Stare podejście zakłada powolną walidację i ostrożność regulacyjną. Nowe – opiera się na dynamicznej ocenie w czasie rzeczywistym, czyli ciągłej analizie jakości odpowiedzi AI w codziennej pracy lekarzy.

Darmowy model AI nie wszystkim się podoba, ale może wrócić do Europy

OpenEvidence to także ogromna konkurencja dla systemów wspomagania decyzji klinicznych (CDSS, Clinical Decision Support Systems). Przez lata segment ten był zdominowany przez duże platformy CDSS, jak UpToDate czy Lexicomp, oferujące dostęp do uporządkowanej wiedzy medycznej i wytycznych. Za licencję dla indywidualnego lekarza trzeba zapłacić kilkaset dolarów rocznie, a koszty dla dużych szpitali liczone są w tysiącach USD. Nic dziwnego, bo aby systemy CDSS były zgodne z aktualną wiedzą medyczną, ich dostawcy zatrudniają setki lekarzy-redaktorów, którzy codziennie aktualizują wiedzę w systemie. Tymczasem OpenEvidence oferuje darmowy dostęp i wygodną formę czatbota generującego odpowiedzi na podstawie aktualnej literatury, także tej opublikowanej kilka sekund temu.

A to dopiero początek, bo teraz OpenEvidence pracuje nad integracją narzędzia z systemami elektronicznej dokumentacji medycznej, aby jeszcze bardziej zautomatyzować cały proces analizy danych i personalizować opiekę. Firma niedawno ogłosiła integrację z systemem Epic, czyli jednym z największych dostawców EDM w USA. Jeśli AI wspomagająca decyzje kliniczne zostanie włączona do systemów gabinetowych, będzie to dużym zagrożeniem dla producentów CDSS. Ale nie podoba się to też organizacjom medycznym, które dotychczas centralnie wydawały rekomendacje i wytyczne leczenia. W ten sposób stracą one swoją pozycję i prestiż.

Najpierw ChatGPT sprawił, że pacjenci mają dostęp do wiedzy wcześniej zarezerwowanej wyłącznie dla lekarzy, a teraz OpenEvidence pokazuje, że każdy lekarz może mieć dostęp do informacji, które wcześniej były domeną posiadaczy systemów wspomagania decyzji klinicznych. To pokazuje, jak AI zakłóca ustalony przez dekady porządek w ochronie zdrowia. A to dopiero pierwsza odsłona zmian, które nas czekają. Czy OpenEvidence wróci do Europy? Jest na to szansa. Komisja Europejska pracuje nad tzw. pakietem „AI Omnibus”. Jeśli zostanie przyjęty, obowiązki EU AI Act dla systemów wysokiego ryzyka wejdą w życie dopiero w grudniu 2027 roku zamiast sierpnia 2026 r. Planowane jest też zawężenie definicji systemów wysokiego ryzyka, wprowadzenie wyjątków dla systemów „wspomagających użytkownika”, ale nie podejmujących decyzji, i uproszczenie obowiązków dokumentacyjnych.