AI zmniejszy biurokrację, ale lekarze na tym nie zyskają

Dodano: 06.03.2026


 Im łatwiej dokumentować dzięki AI, tym więcej dokumentacji system zacznie wymagać. I koło się zamyka - twierdzi dr Przemysław Czuma
Im łatwiej dokumentować dzięki AI, tym więcej dokumentacji system zacznie wymagać. I koło się zamyka – twierdzi dr Przemysław Czuma

Elektroniczna dokumentacja medyczna może już być tworzona automatycznie, w tle, przez sztuczną inteligencję. Ale czy AI naprawdę zmniejszy biurokrację w medycynie? O to pytamy dr Przemysława Czumę, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Sztucznej Inteligencji w Medycynie.

  • AI może znacząco uprościć tworzenie elektronicznej dokumentacji medycznej, np. poprzez dyktowanie EDM lub analizę rozmowy z pacjentem.
  • Dzisiejsze modele językowe potrafią automatycznie porządkować wypowiedzi lekarza, wychwytywać błędy i uzupełniać brakujące informacje.
  • W przyszłości algorytmy mogą nawet tworzyć opisy zabiegów na podstawie nagrań wideo z sali operacyjnej.
  • Historia cyfryzacji pokazuje jednak, że technologie często zwiększają ilość biurokracji zamiast ją ograniczać (paradoks Jevonsona)
  • AI może sprawić, że dokumentacji będzie jeszcze więcej, jeśli nie zmieni się biurokratyczny sposób działania systemu ochrony zdrowia.
Newsletter OSOZ

Ostatnio miałem fascynującą rozmowę z prof. Konradem Karczem na temat, czy AI wpłynie na uproszczenie EDM. Konrad jest chirurgiem, a w kontekście tematu przede wszystkim prezydentem Kongresu ISMIT (International Society for Medical Innovation and Technology).

Jako chirurg-praktyk na co dzień pracujący z pacjentami – i w równej mierze z dokumentacją – a jednocześnie osoba wykorzystująca AI do kodowania (nieco paradoksalnie bez znajomości kodu, właśnie dzięki AI), argumentowałem, że niewiele stoi na przeszkodzie, by zmienić obecny stan rzeczy. Wymagana przez ogólnie pojęty „system”, a znienawidzona przez biały personel, dokumentacja – wywiady, statusy lekarskie, opisy zabiegów – mogłaby być przenoszona do przestrzeni elektronicznej nie za pomocą klawiatury, ale szybciej i wydolniej: głosem. Bądź jako dyktowanie, bądź idąc ciut dalej – jako zapis realnej rozmowy z pacjentem.

Obecnie wykorzystywane modele językowe bez większego kłopotu nie tylko zanotują to, co powiedziane, ale odpowiednio „zapromptowane”, czyli poproszone, ujmą nawet nieco chaotyczne wypowiedzi w formę zwięzłą, pozbawioną niespójności, wychwycą błędy, a na koniec dopytają jeszcze o brakujące elementy. Konrad, jak to ma w zwyczaju, prześcignął moją może niezbyt śmiałą, ale realną wizję, stwierdzając, że w zasadzie obecna technologia pozwala już, by sam algorytm tworzył opis zabiegu na podstawie rejestracji wideo.

Wymienione technologie są już na tyle dojrzałe, że ich implementacja w codziennej praktyce klinicznej nie jest w najmniejszym stopniu science fiction, choć ledwie dekadę temu byłaby nią z pewnością. Czy zatem stoimy u progu wyśnionej przez pokolenia medyków nowej ery, w której medyczna biurokracja będzie tylko źle wspominaną przeszłością? A to wszystko dzięki połączeniu inteligencji sztucznej i otoczenia, czyli tzw. Ambient Intelligence.

Tę i 16 innych rozmów o cyfryzacji ochrony zdrowia przeczytasz w bezpłatnym ATLASIE CYFRYZACJI. 
Pobierz go za darmo
Tę i 16 innych rozmów o cyfryzacji ochrony zdrowia przeczytasz w bezpłatnym ATLASIE CYFRYZACJI.
Pobierz go za darmo

Jako hobbystyczny futurysta chętnie uwierzyłbym w tę urokliwą, medtechową idyllę. Wymagałoby to jednak dość bezczelnego zignorowania przeszłości i doświadczeń, które ze sobą niosła. Przypomnijmy sobie archaiczne już nieco pojęcie „komputeryzacji”, czyli wyposażenie placówek w szczytowe osiągnięcia XX wieku w zakresie cyfryzacji: maszyny licząco-piszące, zwane komputerami. Maszyny te budziły zarówno obawy, jak i nadzieje na likwidację „roboty papierkowej”. Nie bazując na własnej subiektywnej opinii, a na dość twardych danych, można dość jasno stwierdzić, że efekt był zgoła przeciwny. Choć można negować bezpośrednią przyczynowo-skutkowość rozkwitu biurokracji w przebiegu komputeryzacji, nie sposób zaprzeczyć współwystępowaniu.

W oswojeniu tego nieoczywistego, przynajmniej zawczasu, zjawiska przychodzi z pomocą pojęcie zwane paradoksem Jevonsa. W olbrzymim skrócie: to zaskoczenie, jakie u naszych prekursorów wywołał fakt, iż wzrost wydajności maszyny parowej wcale nie ograniczył zużycia węgla. Wręcz przeciwnie: im bardziej stawała się maszyna oszczędna, tym szybciej zapotrzebowanie na „czarne złoto” rosło, bo tańsza i łatwiejsza „w obyciu” była używana coraz szerzej.

Przenosząc owe odkrywcze spostrzeżenie na czasy współczesne i lokując je w murach szpitalnych, należy niestety założyć scenariusz zgoła odwrotny niż subtelnie zasugerowany w pytaniu. Okazuje się bowiem, że dla Homo sapiens priorytetem jest łatwość tworzenia, a nie jego ograniczanie. Brzmi to górnolotnie, niemniej owa człowiecza skłonność rodzi dość gorzki owoc. Można go zamknąć w tezie: im łatwiej dokumentować dzięki AI, tym więcej dokumentacji system zacznie wymagać i tym więcej jej powstanie – z nieuniknionym, przynajmniej jeszcze przez kilka dekad, udziałem personelu ludzkiego. Chyba że zmienimy biurokratyczny paradygmat.

By jednak nie kończyć zbyt ponuro, przenieśmy się w sferę absurdu i sięgnijmy do mojego ulubionego Stanisława Lema i jego „Tragedii Pralniczej”, odnosząc ją do nadchodzącej rzeczywistości med-tech. Sztuczna inteligencja z równą łatwością tworzy treści, co je czyta. Nieuchronny wyścig pojawiający się na horyzoncie – między botami tworzącymi terabajty dokumentacji medycznej pojedynczego pacjenta a ich odczytywaniem przez równie efektywne interpretatory – może być doprawdy fascynujący do śledzenia. Byle nie jako chory ani lekarz.