AI przewidzi ryzyko chorób i pomoże im zapobiec

Dodano: 20.08.2026


Mamy wystarczająco danych, ale wciąż zbyt rzadko wykorzystujemy je do przewidywania zagrożeń zdrowotnych - mówi  prof. dr hab. med. Jolanta Walusiak-Skorupa
Mamy wystarczająco danych, ale wciąż zbyt rzadko wykorzystujemy je do przewidywania zagrożeń zdrowotnych – mówi prof. dr hab. med. Jolanta Walusiak-Skorupa

– Zamiast tylko orzekać, czy pracownik jest dziś zdolny do pracy, lekarze będą mogli przewidywać ryzyko chorób, wypalenia zawodowego i utraty zdolności do pracy na wiele lat wcześniej – i zapobiegać im – mówi prof. dr hab. med. Jolanta Walusiak-Skorupa, Dyrektor Instytutu Medycyny Pracy im. prof. Nofera.

  • AI może poprawiać bezpieczeństwo pracy i przejmować rutynowe zadania, ale niewłaściwie wdrożona jedynie zwiększa presję psychiczną i wywołuje technostres.
  • Dane, jakie gromadzi medycyna pracy, powinny służyć także do przewidywania zagrożeń zdrowotnych i wczesnej profilaktyki.
  • Największe zagrożenie AI dla pracowników? Gdy człowiek stanie się jedynie wykonawcą decyzji podejmowanych przez algorytmy.
  • EHDS otwiera drzwi europejskim badaniom nad wpływem warunków pracy na zdrowie i skutecznością profilaktyki.
  • Przyszłość medycyny pracy to przejście od reagowania na choroby do przewidywania ryzyka i zapobiegania mu, przy zachowaniu prywatności, zaufania i ludzkiego osądu.
Newsletter OSOZ

Cyfryzacja oferuje wiele korzyści, ale praca przed komputerem – także w przypadku lekarzy – może prowadzić do wypalenia zawodowego. To wina samej technologii czy raczej systemu i warunków pracy?

Nie obwiniam technologii. To sposób organizacji pracy decyduje o tym, czy nowe rozwiązania stają się wsparciem, czy kolejnym źródłem obciążenia. Komputer, elektroniczna dokumentacja medyczna czy sztuczna inteligencja same w sobie nie powodują wypalenia zawodowego. Problem pojawia się wtedy, gdy zamiast ułatwiać pracę, generują kolejne obowiązki i odbierają czas przeznaczony dla pacjenta.

Jednym z największych wyzwań jest dziś narastająca liczba zadań administracyjnych, konieczność równoczesnej pracy w wielu systemach informatycznych oraz ciągłe przetwarzanie ogromnej ilości informacji. Lekarz coraz częściej spędza więcej czasu przed ekranem niż z pacjentem. To prowadzi do przeciążenia poznawczego, zaciera granicę między pracą a życiem prywatnym i sprzyja rozwojowi technostresu oraz wypalenia zawodowego. Problem ten dotyczy zresztą nie tylko lekarzy, ale wielu zawodów opartych na intensywnej pracy z technologią.

Jednocześnie nie powinniśmy demonizować cyfryzacji. Dobrze zaprojektowane rozwiązania powinny ograniczać biurokrację i przejmować powtarzalne czynności, pozostawiając lekarzowi więcej czasu na rozmowę z pacjentem i podejmowanie decyzji klinicznych. W moim przekonaniu sukces cyfrowej transformacji ochrony zdrowia będzie można ocenić nie po liczbie wdrożonych systemów, ale po tym, czy lekarz odzyska czas dla pacjenta.

Teraz dochodzi do tego AI. Instytut prowadzi badania nad wpływem sztucznej inteligencji na zdrowie pracowników. Co z nich wynika?

Nasze obserwacje i prowadzone badania pokazują, że wpływ sztucznej inteligencji na zdrowie pracowników jest znacznie bardziej złożony niż mogłoby się wydawać. AI może poprawiać bezpieczeństwo pracy, ograniczać rutynowe czynności i wspierać podejmowanie decyzji, ale może również zwiększać tempo pracy, nasilać presję i tworzyć zupełnie nowe zagrożenia psychospołeczne.

Największym wyzwaniem nie jest jednak sama technologia, lecz sposób jej wdrażania. Jeżeli sztuczna inteligencja zwiększa autonomię pracownika i wspiera go w codziennych zadaniach, może poprawiać dobrostan i jakość pracy. Jeżeli natomiast staje się narzędziem ciągłego monitorowania i kontroli, prowadzi do przeciążenia poznawczego, technostresu i zwiększa ryzyko wypalenia zawodowego.

Z perspektywy medycyny pracy najważniejsze pytanie nie brzmi, czy wykorzystywać sztuczną inteligencję, ale jak robić to odpowiedzialnie. Jestem zwolenniczką modelu human-centred AI, w którym technologia wspiera człowieka, ale go nie zastępuje. Ostateczne decyzje powinny zawsze należeć do człowieka, a nie do algorytmu.

Historia pokazuje, że każda rewolucja technologiczna zmienia sposób pracy. Naszym zadaniem jest zadbanie o to, aby wraz z rozwojem technologii rozwijała się również ochrona zdrowia pracowników. Właśnie w tym widzę jedno z najważniejszych wyzwań współczesnej medycyny pracy.

Liczę na to, że dzięki nowym rozwiązaniom będziemy poświęcać mniej czasu na wypełnianie dokumentacji – mówiła prof. Jolanta Walusiak-Skorupa podczas konferencji "Perspektywy e-Zdrowia 2026" (zdjęcie: Centrum e-Zdrowia)
– Liczę na to, że dzięki nowym rozwiązaniom będziemy poświęcać mniej czasu na wypełnianie dokumentacji – mówiła prof. Jolanta Walusiak-Skorupa podczas konferencji „Perspektywy e-Zdrowia 2026” (zdjęcie: Centrum e-Zdrowia)

Których nowych zagrożeń stwarzanych przez AI obawia się Pani najbardziej?

Najbardziej obawiam się nie samej sztucznej inteligencji, ale sytuacji, w której człowiek przestaje być podmiotem procesu pracy, a staje się jedynie wykonawcą decyzji podejmowanych przez algorytmy. Praca to nie tylko wykonywanie zadań, ale również odpowiedzialność, samodzielność i możliwość podejmowania decyzji. Jeżeli te elementy zostaną ograniczone, ucierpi nie tylko efektywność pracy, ale również zdrowie psychiczne pracowników.

Drugim wyzwaniem jest coraz większa skala monitorowania pracy. Nowoczesne systemy potrafią analizować tempo, sposób wykonywania zadań czy aktywność pracownika. Odpowiednio wykorzystywane mogą poprawiać bezpieczeństwo i organizację pracy, jednak niewłaściwie stosowane mogą prowadzić do nadmiernej presji, utraty prywatności i spadku zaufania w miejscu pracy.

Obawiam się również pogłębiania nierówności. Tempo zmian technologicznych jest bardzo duże i nie wszyscy będą w stanie równie szybko zdobywać nowe kompetencje. Dlatego transformacji cyfrowej powinny towarzyszyć inwestycje w edukację i rozwój umiejętności, aby nowe technologie nie prowadziły do wykluczenia części pracowników.

Nie jestem jednak pesymistką. Każda rewolucja technologiczna stwarza nowe wyzwania, ale również nowe możliwości. Naszym zadaniem jest zadbać o to, aby rozwój sztucznej inteligencji służył człowiekowi. Technologia powinna wzmacniać jego możliwości, a nie zastępować jego osąd. Tylko wtedy będzie sprzyjała zdrowiu, bezpieczeństwu i dobrej jakości pracy

Medycyna pracy dysponuje ogromną ilością danych. Jak te dane są obecnie wykorzystywane, a jak mogłyby być wykorzystywane lepiej?

Medycyna pracy dysponuje jednym z największych i najmniej wykorzystanych zasobów danych o zdrowiu osób aktywnych zawodowo. Co roku miliony pracowników przechodzą badania profilaktyczne, dzięki czemu możemy obserwować, jak zmienia się ich stan zdrowia oraz jaki wpływ wywierają warunki pracy. To wyjątkowy zbiór informacji, ponieważ żadna inna dziedzina medycyny nie monitoruje tak systematycznie populacji osób zdrowych przez cały okres ich aktywności zawodowej.

Dzisiaj dane te wykorzystujemy przede wszystkim do indywidualnej oceny zdolności do pracy i realizacji obowiązków wynikających z przepisów prawa. Tymczasem ich wartość jest znacznie większa. Mogą pomóc wcześniej dostrzegać niekorzystne trendy zdrowotne, oceniać skuteczność działań profilaktycznych czy identyfikować grupy zawodowe wymagające szczególnego wsparcia. Dzięki temu możemy nie tylko rozpoznawać skutki zagrożeń zawodowych, ale również skuteczniej im zapobiegać.

Warunkiem jest jednak odpowiedzialne wykorzystanie tych informacji. Dane muszą być odpowiednio zabezpieczone, wykorzystywane zgodnie z zasadami etyki i ochrony prywatności oraz służyć poprawie zdrowia pracowników, a nie ich ocenianiu czy selekcji. W moim przekonaniu właśnie w tym kierunku będzie rozwijać się nowoczesna medycyna pracy – od gromadzenia danych do wykorzystywania ich na rzecz skuteczniejszej profilaktyki.

Podczas badań okresowych lekarz medycyny pracy często polega na deklaracjach pracownika. Teraz AI może automatycznie przeanalizować warunki pracy, a nawet dolegliwości często występujące u pracowników na podobnym stanowisku w danej firmie. Czy wyobraża sobie Pani takie analizy?

Tak. Myślę, że za kilka lat będzie to standard, a nie futurystyczna wizja. Chciałabym, aby badanie profilaktyczne przestało być jedynie oceną stanu zdrowia pracownika w dniu badania, a stało się również oceną jego przyszłego ryzyka zdrowotnego.

Wyobrażam sobie system, który jeszcze przed wizytą analizuje charakterystykę stanowiska pracy, wyniki pomiarów środowiska pracy, historię narażenia oraz – w postaci zanonimizowanej – informacje o problemach zdrowotnych występujących u osób wykonujących podobną pracę. Dzięki temu lekarz otrzymywałby nie tylko dane dotyczące konkretnego pracownika, ale również wiedzę o zagrożeniach charakterystycznych dla danego stanowiska czy zakładu pracy.

To pozwoliłoby lepiej ukierunkować wywiad, wcześniej identyfikować czynniki ryzyka i proponować działania profilaktyczne jeszcze przed pojawieniem się objawów choroby. Właśnie w tym widzę największą wartość nowych technologii – nie w automatyzowaniu decyzji, lecz w zwiększaniu skuteczności profilaktyki.

Algorytm może wskazać ryzyko, ale nie podejmie decyzji klinicznej. Ostateczna ocena zawsze będzie należała do lekarza, który uwzględnia nie tylko dane, ale również rozmowę z pracownikiem, badanie lekarskie i cały kontekst zdrowotny. To połączenie doświadczenia lekarza i możliwości nowoczesnej analityki danych może wyznaczyć nowy standard medycyny pracy.

A więc mówimy nawet o algorytmach predykcyjnych zdolnych oceniać ryzyko wcześniejszej utraty zdolności do pracy albo nawet ryzyko wypalenia zawodowego.

Tak. Właśnie w tym kierunku będzie rozwijała się medycyna pracy. Do tej pory odpowiadaliśmy przede wszystkim na pytanie, czy pracownik jest dziś zdolny do wykonywania swojej pracy. W przyszłości równie ważne będzie przewidywanie, co zrobić, aby zachował zdrowie i zdolność do pracy także za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat.

Nowoczesna analityka danych może pomóc wcześniej identyfikować osoby lub grupy zawodowe o zwiększonym ryzyku rozwoju chorób zawodowych, utraty zdolności do pracy czy problemów ze zdrowiem psychicznym. Dzięki temu działania profilaktyczne będzie można wdrażać wcześniej, zanim pojawią się pierwsze objawy choroby. To oznacza przejście od medycyny reagującej na problemy do medycyny, która potrafi im skutecznie zapobiegać.

Oczywiście każda prognoza opiera się na prawdopodobieństwie, a nie pewności. Algorytm może sugerować zwiększone ryzyko, ale nie zastąpi oceny klinicznej ani doświadczenia lekarza. Powinien wspierać podejmowanie decyzji, a nie je zastępować.

Jeżeli dzięki takim rozwiązaniom uda się ograniczyć liczbę osób przedwcześnie tracących zdrowie i zdolność do pracy, będzie to jedna z najważniejszych zmian, jakie czekają medycynę pracy w nadchodzących latach.

Czy obecny system orzecznictwa nadąża za zagrożeniami wynikającymi z pracy z AI, platform cyfrowych czy permanentnego przeciążenia poznawczego?

Obecny system orzecznictwa został zaprojektowany przede wszystkim z myślą o klasycznych zagrożeniach zawodowych, takich jak hałas, pyły, substancje chemiczne czy czynniki biologiczne, i w tym zakresie sprawdza się bardzo dobrze. Dzisiaj jednak coraz większy wpływ na zdrowie pracowników mają również czynniki związane z organizacją pracy, cyfryzacją oraz sposobem zarządzania.

Permanentne przeciążenie informacyjne, praca pod presją czasu, ciągła dostępność cyfrowa czy nadzór algorytmiczny mogą wpływać na zdrowie i zdolność do pracy, ale ich ocena wymaga zupełnie innego podejścia niż pomiar hałasu czy stężenia substancji chemicznych.

Nie oznacza to, że potrzebujemy nowego systemu orzecznictwa. Powinniśmy raczej poszerzyć sposób oceny ryzyka zawodowego, uwzględniając czynniki psychospołeczne, organizacyjne i cyfrowe oraz lepiej wykorzystywać dane do identyfikowania osób szczególnie narażonych na pogorszenie zdrowia.

Jestem przekonana, że rola lekarza medycyny pracy będzie się zmieniać. Nadal będzie odpowiadał za ocenę zdolności do pracy, ale coraz częściej będzie również partnerem pracownika i pracodawcy w tworzeniu zdrowego środowiska pracy. W moim przekonaniu przyszłość medycyny pracy będzie polegała nie tylko na ocenie zdolności do pracy, ale także na ocenie, czy środowisko pracy sprzyja utrzymaniu zdrowia pracownika.

Niezależnie od tego, jak bardzo rozwiną się technologie, podstawą medycyny pozostanie zaufanie pomiędzy lekarzem a pacjentem. Żaden algorytm nie zastąpi rozmowy, empatii i odpowiedzialności za drugiego człowieka.

– Chcemy odejść od myślenia, że profilaktyka zaczyna się i kończy podczas badań okresowych. Badania odbywają się raz na kilka lat, natomiast zdrowie pracownika kształtuje się każdego dnia. Nowoczesne technologie mogą pomóc podejmować lepsze decyzje zdrowotne właśnie na co dzień – mówi dyrektor IMP.
(na zdjęciu: poradniki IMP)
– Chcemy odejść od myślenia, że profilaktyka zaczyna się i kończy podczas badań okresowych. Badania odbywają się raz na kilka lat, natomiast zdrowie pracownika kształtuje się każdego dnia. Nowoczesne technologie mogą pomóc podejmować lepsze decyzje zdrowotne właśnie na co dzień – mówi dyrektor IMP
(na zdjęciu: poradniki IMP)

Jednym z projektów Instytutu jest program „Praca na Zdrowie”, którego celem jest wzmacnianie zachowań prozdrowotnych pracowników. Jaką rolę mogą odegrać w nim aplikacje mobilne, urządzenia ubieralne i algorytmy personalizujące zalecenia? Gdzie kończy się skuteczna profilaktyka, a zaczyna się nadmierna kontrola pracownika?

Profilaktyka jest skuteczna tylko wtedy, gdy pracownik staje się jej aktywnym uczestnikiem, a nie biernym odbiorcą zaleceń. Właśnie dlatego widzę ogromny potencjał nowych technologii. Aplikacje mobilne, urządzenia ubieralne czy inteligentne systemy analizujące dane mogą wspierać codzienne dbanie o zdrowie – przypominać o aktywności fizycznej, pomagać monitorować sen, poziom stresu czy utrwalać zdrowe nawyki. Dzięki temu profilaktyka staje się bardziej indywidualna i lepiej dopasowana do potrzeb konkretnego człowieka.

To jest również idea programu „Praca na Zdrowie”. Chcemy odejść od myślenia, że profilaktyka zaczyna się i kończy podczas badań okresowych. Badania odbywają się raz na kilka lat, natomiast zdrowie pracownika kształtuje się każdego dnia. Nowoczesne technologie mogą pomóc podejmować lepsze decyzje zdrowotne właśnie na co dzień.

Jednocześnie granice muszą być bardzo jasno określone. Profilaktyka nie może przekształcić się w system stałego monitorowania pracownika. Pracownik powinien mieć pełną kontrolę nad swoimi danymi, świadomie decydować o ich wykorzystaniu i mieć pewność, że służą wyłącznie ochronie jego zdrowia, a nie ocenie wydajności pracy.

Kluczowym słowem jest zaufanie. Najlepsza technologia to taka, o której pracownik myśli: „pomaga mi dbać o zdrowie”, a nie: „kontroluje mnie”. Jeżeli uda się zachować tę równowagę, nowe technologie mogą stać się jednym z najważniejszych narzędzi nowoczesnej profilaktyki zdrowotnej.

Trwa wdrażanie Europejskiej Przestrzeni Danych dotyczących Zdrowia (EHDS). Jakie nowe możliwości otworzy ona przed Instytutem Medycyny Pracy w zakresie wtórnego przetwarzania danych?

Europejska Przestrzeń Danych dotyczących Zdrowia może zmienić sposób prowadzenia badań nad zdrowiem pracowników w Europie. Po raz pierwszy będziemy mogli analizować procesy zdrowotne nie tylko w skali jednego kraju, ale całej populacji europejskiej, wykorzystując porównywalne dane i wspólne standardy ich udostępniania.

Dla Instytutu Medycyny Pracy oznacza to możliwość realizacji projektów, które do tej pory były bardzo trudne lub wręcz niemożliwe. Będziemy mogli porównywać wpływ różnych modeli organizacji pracy na zdrowie pracowników, oceniać skuteczność działań profilaktycznych oraz sprawdzać, które rozwiązania najlepiej chronią zdrowie osób pracujących. To pozwoli tworzyć rekomendacje oparte na doświadczeniach całej Europy, a nie jednego kraju.

Trzeba jednak pamiętać, że EHDS nie służy analizowaniu pojedynczych osób. Jego największą wartością jest możliwość prowadzenia badań populacyjnych, które pomagają lepiej rozumieć zależności między warunkami pracy, stylem życia i zdrowiem pracowników.

EHDS może stać się nie tylko platformą bezpiecznej wymiany danych, ale również impulsem do budowania silnych europejskich partnerstw naukowych. W zdrowiu pracowników wyzwania mają coraz częściej charakter ponadnarodowy, stąd również odpowiedzi na nie powinny powstawać we współpracy międzynarodowej. W tym widzę jedną z największych szans dla naszego Instytutu.

Po pandemii COVID-19 wiele firm przeszło na pracę zdalną. Czy ten model jest zdrowy dla pracowników?

Nie można powiedzieć, że praca zdalna jest z definicji zdrowsza lub mniej zdrowa od pracy stacjonarnej. Z perspektywy medycyny pracy o jej wpływie decyduje przede wszystkim sposób organizacji pracy.

Praca zdalna ma wiele zalet – daje większą elastyczność, eliminuje czas poświęcany na dojazdy i często ułatwia godzenie obowiązków zawodowych z życiem prywatnym. Z drugiej strony obserwujemy również nowe wyzwania: mniejszą aktywność fizyczną, problemy ergonomiczne wynikające z nieprzystosowanych stanowisk pracy, zacieranie granicy między pracą a życiem prywatnym oraz poczucie izolacji społecznej. Pandemia pokazała, że pracę można przenieść do domu, ale nie oznacza to, że każde mieszkanie automatycznie staje się zdrowym miejscem pracy.

Coraz większym wyzwaniem staje się także prawo do odłączenia. Smartfony, komunikatory i możliwość pracy z dowolnego miejsca sprawiły, że wielu pracowników pozostaje dostępnych praktycznie przez cały dzień. To utrudnia regenerację i sprzyja przewlekłemu stresowi oraz wypaleniu zawodowemu.

W konsekwencji nie pytajmy, czy lepsza jest praca zdalna czy stacjonarna. Ważniejsze jest, jak organizujemy pracę. Dobrze zorganizowana praca zdalna może sprzyjać zdrowiu, natomiast źle zorganizowana może stać się źródłem nowych zagrożeń. To właśnie organizacja pracy, a nie miejsce jej wykonywania, w największym stopniu decyduje o wpływie pracy na zdrowie.

Pandemia nauczyła nas, że elastyczność jest wartością. Dziś wiemy jednak, że równie ważne jest wyznaczanie granic między pracą a odpoczynkiem.

Podczas debaty Centrum e-Zdrowia zwróciła Pani uwagę, że w ochronie zdrowia gromadzimy ogromne ilości danych, ale wciąż nie potrafimy przekuć ich w wiedzę, która wspierałaby profilaktykę. Jakie dane i jaką wiedzę ma Pani dokładnie na myśli?

Mamy dziś ogromne zasoby danych – wyniki badań profilaktycznych, elektroniczną dokumentację medyczną, informacje o warunkach pracy, narażeniu zawodowym, absencji chorobowej czy czynnikach środowiskowych. Problem nie polega na braku danych. Problem polega na tym, że wciąż zbyt rzadko wykorzystujemy je do przewidywania zagrożeń zdrowotnych, skupiając się wyłącznie na dokumentowaniu tego, co już się wydarzyło.

Dane są dziś jednym z najcenniejszych zasobów ochrony zdrowia, ale ich prawdziwa wartość ujawnia się dopiero wtedy, gdy potrafimy połączyć je w użyteczną wiedzę. Jeżeli zestawimy informacje o warunkach pracy, narażeniu zawodowym, wynikach badań profilaktycznych i stanie zdrowia, możemy znacznie wcześniej identyfikować osoby zagrożone rozwojem chorób przewlekłych, utratą zdolności do pracy czy wypaleniem zawodowym. To właśnie jest istota nowoczesnej profilaktyki – nie czekać na chorobę, lecz odpowiednio wcześnie rozpoznawać ryzyko i podejmować działania zapobiegawcze.

Nowoczesna analityka danych pozwala dostrzegać zależności, których nie widać przy analizie pojedynczych przypadków. To ogromne wsparcie dla profilaktyki, pod warunkiem pełnego poszanowania prywatności, bezpieczeństwa informacji i zasad etycznych.

Chciałabym, abyśmy przeszli od systemu, który odpowiada na pytanie: „na co pracownik zachorował?”, do systemu, który potrafi odpowiedzieć: „dlaczego jest zagrożony chorobą i co możemy zrobić, aby jej zapobiec?”. W moim przekonaniu właśnie na tym będzie polegała największa zmiana w ochronie zdrowia w najbliższych latach.

Jaką ma Pani wizję dla IMP do 2030 roku?

Chciałabym, aby w 2030 roku Instytut Medycyny Pracy był jednym z europejskich liderów badań nad zdrowiem pracujących, ale przede wszystkim miejscem, które realnie wpływa na zdrowie ludzi. Badania naukowe są niezwykle ważne, jednak ich prawdziwa wartość ujawnia się dopiero wtedy, gdy przekładają się na lepszą profilaktykę, skuteczniejsze programy zdrowotne i bezpieczniejsze warunki pracy.

Widzę Instytut jako centrum kompetencji, które łączy medycynę, zdrowie publiczne, analitykę danych i współpracę międzynarodową, aby lepiej rozumieć wyzwania zmieniającego się świata pracy i skuteczniej na nie odpowiadać. Starzenie się społeczeństwa, transformacja cyfrowa, zmiany klimatyczne czy nowe modele zatrudnienia wymagają nowego spojrzenia na ochronę zdrowia pracujących.

Bardzo zależy mi również na tym, aby Instytut pozostał blisko praktyki i był miejscem, do którego przychodzą najlepsi młodzi naukowcy. Sukces instytutu naukowego nie powinien być mierzony wyłącznie liczbą publikacji, ale przede wszystkim tym, czy jego osiągnięcia poprawiają zdrowie ludzi i pomagają podejmować lepsze decyzje w ochronie zdrowia i polityce publicznej.

Jeżeli w 2030 roku będziemy mogli powiedzieć, że dzięki naszej pracy więcej osób dłużej zachowuje zdrowie, sprawność i zdolność do pracy, uznam to za największy sukces Instytutu Medycyny Pracy.

Chciałabym, aby Instytut Medycyny Pracy był miejscem, które nie tylko opisuje zmieniający się świat pracy, ale realnie go współtworzy, wpływając na zdrowie pracowników, decyzje publiczne i kierunki rozwoju medycyny pracy w Europie.