Szpital MSWiA w Poznaniu: „Brakuje nam danych”

Dodano: 08.04.2026


- Marzy mi się również transparentny system kalkulacji wartości procedur rozliczeniowych - mówi Magdalena Kuncewicz, dyrektor SP ZOZ MSWiA w Poznaniu
– Marzy mi się również transparentny system kalkulacji wartości procedur rozliczeniowych – mówi Magdalena Kuncewicz, dyrektor SP ZOZ MSWiA w Poznaniu

– Systemy kolejkowe wywołujące pacjenta głosem Krystyny Czubówny nie usprawnią procesu leczenia ani nie poprawią komfortu pacjenta. Publiczne pieniądze musimy wydawać z głową – mówi Magdalena Kuncewicz, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej MSWiA w Poznaniu im. prof. Ludwika Bierkowskiego. Rozmawiamy o tym, jak zaprzęgnąć dane do lepszego zarządzania placówką zdrowia i dlaczego AI ma pod górkę w polskich szpitalach.

Newsletter OSOZ

Jakie projekty e-zdrowia zrealizował szpital w ostatnich 2–3 latach, a jakie są w planach?

W szpitalu uruchomiliśmy wszystkie ogólnopolskie projekty, jak e-recepta i e-skierowanie, generujemy wszystkie obowiązujące EDM oraz przeszliśmy jako pierwsi w regionie wdrożenie pilotażu Centralnej e-Rejestracji w poradni kardiologicznej. Ponadto szpital dąży do pełnej cyfryzacji dokumentacji medycznej. Połowa oddziałów realizuje już wszystkie zlecenia i ordynację leków w systemie, co jest najtrudniejszym elementem, bo bardzo sprzężonym z obrotem i zużyciem leków.

Ma Pani doświadczenie w programach restrukturyzacji dla szpitali. Czy Pani zdaniem wykorzystujemy odpowiednio potencjał cyfryzacji, aby zwiększyć efektywność placówek?

Na poziomie szpitala wykonujemy bardzo dużo raportów i analiz, które na pewno poprawiają efektywność, jakość i bezpieczeństwo. Doskonalenie procesów organizacyjnych wymaga świadomości problemu, czyli liczb. Każda decyzja powinna wynikać z rozpoznania sytuacji; ważna są wtedy rozmowa i poprawnie zagregowane liczby, które dają tej rozmowie obiektywną płaszczyznę.

Trudno też wyobrazić sobie dzisiaj przygotowywanie szpitala do akredytacji bez narzędzi cyfrowych, np. danych ilościowych, zagregowanych przekrojów statystycznych czy algorytmów alertujących niepożądane zjawiska.

Niestety, potencjał cyfryzacji nie jest wykorzystywany na poziomie centralnym. Śledząc ostatnie 30 lat przemian w systemie finansowania świadczeń, polityka wyprzedza matematykę. Początki reformy w 1999 roku zakładały uruchomienie systemu ubezpieczeniowego, w którym rządzą analizy aktuarialne i mechanizmy rynkowe. Dzisiaj, przez amplitudę zmian politycznych, wszyscy już chyba zapomnieli, na czym polega „model ubezpieczeniowy”, a NFZ stał się płatnikiem wynagrodzeń.

Szacuje się, że ok. 30% pracy personelu medycznego stanowią prace administracyjne. Gdzie widzi Pani potencjał, aby zmniejszyć ten odsetek do, powiedzmy, 10%?

O ile HIS-y są cennym narzędziem administracyjnym dla zarządzających, to rzadko satysfakcjonują lekarzy i pielęgniarki. W Polsce nasze szpitalne systemy informatyczne powstawały równolegle z dużą reformą finansowania świadczeń w 1999 roku i ten fakt zdeterminował ich mocno rozliczeniowy charakter. Dzisiaj wyraźnie widzimy ułomności kliniczne tych systemów, bo nie były pisane dla klinicystów, tylko służą do rozliczenia się jednostki z NFZ – piekielnie złożonego systemu.

Dlatego cieszy mnie każdy gest producentów oprogramowania w kierunku zmniejszania liczby kliknięć w prowadzeniu elektronicznej dokumentacji medycznej. Coraz częściej informatycy wsłuchują się w głos końcowego użytkownika i budują bardziej intuicyjne ekrany, schematy, szablony. Wykorzystywana jest też wiedza tzw. user experience, która uczy, że np. oko obejmuje ekran od lewej górnej do prawej dolnej krawędzi, że możemy kolorami, ikonami i czcionkami pomóc pielęgniarce i lekarzowi ułatwić tę pracę.

To ważne, kiedy np. w poradni lekarz ma nierzadko kilka minut na zbadanie pacjenta, wprowadzenie tych danych do systemu, wypisanie skierowań, recept i zaleceń. Czy będzie tej pracy mniej? Nie zapowiada się! Instytucje finansujące, nadzorujące, rejestry centralne i statystyczne są głodne coraz większej ilości danych.

- W AI upatrujemy w nich możliwości skrócenia czasu diagnostyczno-terapeutycznego, bo mniejszych kosztów jeszcze długo nie - mówi dyrektor Kuncewicz
– W AI upatrujemy w nich możliwości skrócenia czasu diagnostyczno-terapeutycznego, bo mniejszych kosztów jeszcze długo nie – mówi dyrektor Kuncewicz

Jest Pani zwolenniczką analizy danych w celu optymalizacji pracy organizacji. Z jakich danych Pani korzysta najczęściej, a jakich Pani brakuje?

Na co dzień korzystam z danych zbieranych wewnętrznie przez nasz szpital, czyli przede wszystkim tzw. część białą i szarą, czyli HIS, RIS, LIS i szeroko rozumiany ERP. To bezcenne źródło danych. Bardzo brakuje mi danych ogólnopolskich, transparentnych statystyk, z którymi mogłabym porównywać nasze rezultaty. NFZ udostępnia bazę statystyczną, ale z dużym opóźnieniem i dane te nie uwzględniają np. tzw. nadwykonań.

Marzy mi się również transparentny system kalkulacji wartości procedur rozliczeniowych, których katalog powinien adaptować się dużo bardziej dynamicznie do zmian technologii i kosztów.

AI potrafi prowadzić analizy zarządcze na podstawie big data. Zamieniała już Pani Excela na sztuczną inteligencję?

Nie, nie zamieniłam Excela na AI. Wręcz narzędzia sztucznej inteligencji jeszcze bardziej motywują do drążenia w moich tabelach, bo uczą nowej perspektywy. Przyczyną tego jest moje jeszcze bardzo umiarkowane zaufanie do narzędzi AI i obawa przed wrzucaniem nawet całkowicie zagregowanych danych, więc wolę sprawdzić sama oraz, co tu dużo mówić, jestem już kierownikiem starej daty, więc szybciej napiszę prostą formułę niż dogadam się z platformą AI. Wynika to też z faktu, że ilości danych, które analizuję, nie są tak zawrotne – gdybym pracowała przy analizowaniu fragmentów DNA i milionów rekordów, to miałabym dużo więcej determinacji w szukaniu wspólnego języka z AI.

Co dokładnie robi SP ZOZ MSWiA w Poznaniu, aby przygotować się na większe wykorzystanie danych, gdy rosną możliwości AI?

Pionierami realnego wykorzystania AI są w naszym szpitalu oczywiście radiolodzy. Mamy wspaniały zespół młodych otwartych specjalistów, którzy korzystają na co dzień z kilku algorytmów do identyfikowania patologii w diagnostyce obrazowej. Korzystamy też z całego katalogu kilkudziesięciu algorytmów diagnostycznych, ale nie są to jeszcze narzędzia codziennej pracy. Można powiedzieć, że przyglądamy się i uczymy.

Uczestniczy Pani w wielu konferencjach i spotkaniach. Jakie nastawienie mają menedżerowie zdrowia w Polsce do AI? Jakie jest Pani zdanie?

Koleżanki i koledzy, podobnie jak ja, przyglądają się narzędziom i z mniejszym lub większym entuzjazmem chcą stosować nowe technologie. Na pewno upatrujemy w nich możliwości skrócenia czasu diagnostyczno-terapeutycznego, bo mniejszych kosztów jeszcze długo nie.

Barierą dla publicznych szpitali jest jeszcze niewypracowana legislacja chroniąca zarówno pracowników, jak i pacjentów przed korzystaniem z narzędzi AI. EU AI Act zakłada wiele srogich konsekwencji naruszenia zasad wykorzystywania danych oraz, przede wszystkim, wprowadzania do sieci nieprawdziwych danych. Nie umiemy jeszcze sformułować bezpiecznych umów; nie wiemy, czy i jak zapytać pacjenta o zgodę na wykorzystanie jego wyników badań dla budowania wspólnej bazy. To właśnie dobre, poprawne bazy danych są podstawą rzetelnego narzędzia.

Musimy też zachować szczególną ostrożność w korzystaniu z baz danych gromadzonych np. w krajach poza Europą. Moją wyobraźnię przekracza skala rażenia przy ewentualnym nadużyciu czy celowym działaniu na szkodę z wykorzystaniem narzędzi AI.

A jak ocenia Pani duże przyspieszenie projektów e-zdrowia dzięki KPO? „Nie nadążamy” czy w końcu „idziemy do przodu”?

Transformacja cyfrowa dzięki środkom z KPO na pewno wzmocni odporność cyfrową wielu podmiotów i to mnie cieszy, bo szpitale nie mają źródeł finansowania na wydatki IT. Kwoty, które otrzymają szpitale z KPO, są bardzo duże i pozwalają na znaczące doposażenie w potrzebny sprzęt i licencje. Cudownie będzie, jeżeli szpitale zainwestują te środki również w szkolenie swoich informatyków. To obecnie bardzo cenna grupa zawodowa, przed którą stoi duży zakres zadań i wielka odpowiedzialność.

Mam natomiast poważne zastrzeżenia do kryteriów przyznawania środków z KPO, które w nadzwyczajnie absurdalny sposób ograniczyły dofinansowanie do zaledwie 325 podmiotów, pozostawiając liczną grupę placówek bez wsparcia i czyniąc ją najsłabszym ogniwem systemu bezpieczeństwa cyfrowego. Liczę na to, że w nieodległej przyszłości znajdą się jednak fundusze na wsparcie również tych podmiotów.

Jaki szpital w Polsce lub na świecie jest dla Pani wzorem cyfryzacji?

Mój. Nie dlatego, że mamy najnowocześniejszą technologię i szalone rozwiązania rodem z Mission Impossible, ale dlatego, że dane mi jest pracować z ludźmi otwartymi na nowe. Dlatego powoli, ale sukcesywnie budujemy sprawnie działający system. Jeżeli użytkownik systemu nie widzi w nim dobrego narzędzia, to nawet dotykowe tablety i systemy kolejkowe wywołujące pacjenta głosem Krystyny Czubówny nie zmienią ducha organizacji. Chcę przez to powiedzieć, że wydajemy publiczne pieniądze, więc celem ostatecznym naszych pomysłów powinno być zawsze poprawienie komfortu pacjenta i usprawnienie procesu jego leczenia.

Gdyby miała Pani nieograniczony budżet, jaką innowację cyfrową wprowadziłaby Pani do szpitala?

Marzy mi się wykorzystanie sztucznej inteligencji w diagnostyce patomorfologicznej. Ogromne opóźnienia w histopatologii są wąskim gardłem leczenia onkologicznego. Mimo bardzo dużych starań o poprawę tempa rozpoznawania nowotworów, to ciągle diagnostyka histopatologiczna jest najważniejszym elementem ostatecznej diagnozy.