Lekarze POZ toną w biurokracji, nie mają dostępu do danych

Dodano: 14.01.2026


Wciąż nie korzystamy z możliwości jakie daje prawdziwa cyfryzacja - twierdzi dr Tomasz Zieliński
Wciąż nie korzystamy z możliwości jakie daje prawdziwa cyfryzacja – twierdzi dr Tomasz Zieliński

Jaki jest bilans cyfryzacji ochrony zdrowia na początek 2026 roku? Odpowiada dr Tomasz Zieliński, Wiceprezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie, Konsultant Wojewódzki w dziedzinie medycyny rodzinnej.

Niestety w 2025 roku cyfryzacja zdrowia nadal była w stagnacji. Otoczenie z zakresu IT zmienia się super dynamicznie, a my w ochronie zdrowia stoimy w miejscu. No może drepczemy leciutko do przodu, w ramach rozwiązań systemowych.

Oczywiście cały rynek generuje nowe rozwiązania, ale nie są one takie, jakich oczekiwałbym jako lekarz POZ, czy ogólniej – lekarz ubezpieczenia zdrowotnego. Wciąż nie radzimy sobie z najprostszymi rzeczami. Nadal pacjent nie może realizować e-recepty w różnych aptekach, refundację musimy orzekać ręcznie, a cała sprawozdawczość do NFZ wciąż ma więcej z biurokracji niż automatyzacji.

Ministerstwo Zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia, Sanepid, czy GUS zbierają od nas wielokrotnie te same dane tylko wpisywane w różnych miejscach, formatach czy aplikacjach. Wszystkie one są ulepszane, tylko wciąż nie korzystamy z możliwości jakie daje prawdziwa cyfryzacja.

Oczywiście pojawiają się jakieś światełka w tunelu, do których zaliczyłbym dosyć szybkie przygotowanie podstawowych narzędzi obsługi nowego programu profilaktycznego Moje Zdrowie, i to zarówno po stronie Centrum e-Zdrowia, jak i dostawców oprogramowania – a przynajmniej niektórych. Podobnie z zadowoleniem przyjąłem zarówno ja jak i inni lekarze POZ pojawienie się pilotażowych funkcjonalności w programie KS-LZLR-P pozwalających na wczesne wykrywanie przewlekłej choroby nerek, czy wsparcie dla wychwytywania pacjentów do opieki koordynowanej na podstawie analizy danych dostępnych w systemie gabinetowym, a także możliwość analizy całości danych znanych lekarzowi POZ, również tych w IKP.

Początek nowego roku to zawsze nadzieja na to, że nastąpi poprawa. I tym razem również liczę na nowy rok 2026. Chciałbym, żeby oprócz szaleństwa wydawania pieniędzy w KPO ten rok przyniósł nowe rozwiązania centralne, aby praca personelu medycznego była łatwiejsza, a jakość opieki zdrowotnej dla każdego konkretnego pacjenta – wyższa.

Od kilku lat tworzymy dokumentację elektronicznie, więc już pora na to, żeby jej całość była dostępna przy udzielaniu świadczeń. Wielu z nas ją udostępnia, chociaż nie ma takiego obowiązku, ale powinno się to odbywać szerzej, bo to daje wyższą jakość opieki i bezpieczeństwo pacjenta.

Mam nadzieję, że wypracujemy w końcu rozwiązania pozwalające na dostęp do danych w IKP personelowi medycznemu w sposób bezpieczny, ale też i realny. Tak aby lekarz w szpitalu, czy AOS, mógł podobnie jak lekarz POZ korzystać z danych zawartych w IKP. Dziś wymagana zgoda pacjenta jest utrudnieniem; do tego w wielu placówkach nie ma możliwości odczytania danych z IKP, bo dyrektor nie kupił funkcjonalności albo informatycy nie nauczyli personelu, jak to zrobić.

W podstawowej opiece zdrowotnej całość opieki opiera się na deklaracji pacjenta, do dziś większość pacjentów składa je w wersji papierowej, co powoduje, że dociera ona do Centrum e-Zdrowia (CeZ) dopiero po kilku miesiącach. A to ogranicza wiele funkcjonalności związanych z deklaracją, np. realizację bilansu osoby dorosłej Moje Zdrowie. Niby prosta rzecz, a wciąż nie jest rozwiązana. Wydaje się, że wystarczyłaby prosta funkcjonalność – wysłanie deklaracji z POZ w wersji elektronicznej od razu po zapisaniu papierowej w systemie informatycznym poradni.

Tworzona EDM jest w większości przechowywana w repozytoriach lokalnych, co powoduje, że każdy usługodawca musi ponosić samodzielnie koszty przechowywania dokumentów (część – 20 lat, ale też niektóre 30 lat) oraz koszty ich udostępniania. Muszą też zapewnić techniczną obsługę tych repozytoriów oraz poradzić sobie z cyberzagrożeniami. To wszystko powoduje, że nawet do wytworzonej EDM często nie ma dostępu, a CeZ nie może weryfikować poprawności indeksowanej EDM, bo też nie ma do niej dostępu.

Każdy pacjent ma jakieś badania profilaktyczne, które powinien wykonać. Te informacje powinny być zintegrowane i dostępne zarówno dla pacjenta, jak i personelu medycznego. Dziś jednak są one rozproszone po różnych systemach i bazach – w związku z tym nie mamy pewności, kiedy kobieta może i powinna wykonać cytologię, albo kiedy i czy pacjent może mieć wykonany program profilaktyczny chorób układu krążenia. Ktoś powie, że są przecież dane w SIMP. Tak są, ale nie są kompletne i nie uwzględniają ograniczeń wynikających np. w przypadku profilaktyki chorób układu krążenia (ChUK) z wykonania wcześniej bilansu Moje Zdrowie. To personel medyczny musi zbierać ręcznie dane z różnych źródeł informatycznych i robiąc sobie notatki, kompletować informacje.

Czytelnik pewnie spodziewał się moich marzeń dotyczących AI, włączenia agentów, którzy będą „przeczesywać” dokumenty pacjenta i wskazywać potencjalne kierunki diagnostyki, a nawet być może wskazywać przeoczone fakty, które pomogą rozwiązać problem zdrowotny albo wyjaśnią niepokojące objawy. Narzędzia mogłyby pokazywać trendy, predykcyjnie ukierunkowywać działania personelu medycznego zgodnie z różnymi skalami ryzyka, wytycznymi towarzystw naukowych, albo też automatyzować oczywiste czynności sprawozdawcze. Mogłyby.

Niestety ostatnie lata pokazały mi, że szkoda patrzeć na to, co moglibyśmy zrobić, bo to potem wywołuje tylko frustrację, że nie zostało zrobione. Lepiej cieszyć z małych rzeczy. I tak oto jutro pójdę do pracy i będę się – mam nadzieję – cieszył, że nie ma awarii systemów centralnych i program w gabinecie działa, bo przecież mogłem paść ofiarą ataku cyberhakerów, do którego pewnie nie jestem w pełni przygotowany, bo zostałem – tak jak większość podmiotów POZ – pozostawiony sam sobie z tym tematem. Jako kraj inwestujemy, i dobrze, w cyberbezpieczeństwo szpitali, ale nie zauważamy tych tysięcy małych placówek, które same sobie nie poradzą. Mam nadzieję, że w 2026 roku, zanim wydarzą się kolejne cyberataki, to temat konieczności wsparcia małych podmiotów zostanie zauważony.